Gość: sc
IP: *.galaxy-anon.net
10.01.08, 00:12
Platforma Obywatelska chce, by burmistrzem wielkopolskiego Swarzędza
została osoba oskarżona w procesie karnym o działanie na szkodę
interesu publicznego. Z prokuratorskich materiałów, do których
dotarliśmy, wynika, iż kandydatka PO w trakcie śledztwa przyznała
się do nieznajomości przepisów i dokumentów w sprawach, w których
podejmowała decyzje (sic!)
Dziurawe sito weryfikacji
Barbara Antoniewicz - była członkini Zarządu Gminy Swarzędz - jest
rekomendowaną przez poznańskie władze Platformy Obywatelskiej
kandydatką na burmistrza podpoznańskiego Swarzędza. Tymczasem toczy
się przeciw niej proces karny - zdaniem prokuratury Antoniewicz w
celu osiągnięcia korzyści majątkowej przekroczyła uprawnienia przy
rozstrzyganiu przetargów na zakup nieruchomości, działając w ten
sposób na szkodę interesu publicznego. To jednak nie przeszkadza
liderowi wielkopolskiej Platformy Waldy'emu Dzikowskiemu, którego
przed potencjalnym postawieniem zarzutów korupcyjnych w innej
sprawie ochronił immunitet poselski. Sama Antoniewicz przekonuje, że
jej zatrzymanie i proces to "polityczna prowokacja Leszka Millera" i
z kandydowania nie zamierza rezygnować.
Rekomendowana przez PO Barbara Antoniewicz jest faworytką wyborów
uzupełniających do rad gmin i powiatów w podpoznańskim Swarzędzu.
Politycy wielkopolskiej Platformy chcą, by to właśnie ona została
nowym burmistrzem tego miasta. Wybory uzupełniające są konieczne,
ponieważ dotychczasowa burmistrz - Bożena Szydłowska - została w
ostatnich wyborach parlamentarnych wybrana na posła. Wszystko
wskazuje na to, że Antoniewicz już niebawem może objąć lukratywne
stanowisko.
- Otrzymała rekomendację Rady Powiatu Platformy Obywatelskiej. Była
prezentacja dwójki kandydatów - pani Antoniewicz i pana Marka
Baumgarta - i wynikiem - o ile dobrze pamiętam - 30 do 3
rekomendację przyznano pani Antoniewicz - mówi w rozmowie z "Naszym
Dziennikiem" poseł Waldy Dzikowski, wiceprzewodniczący Platformy
Obywatelskiej.
Antoniewicz będzie musiała jednak w przypadku zwycięstwa wyborczego
godzić czas pomiędzy zasiadaniem na fotelu burmistrza Swarzędza i
nieco mniej wygodnej ławie oskarżonych w poznańskim sądzie.
Kandydatka Platformy jest wszak jedną z piętnastu oskarżonych w
głośnej sprawie karnej dotyczącej przekroczenia uprawnień i nadużyć
oraz działania na szkodę interesu publicznego przez byłych członków
Zarządu Gminy Swarzędz. Poważne zarzuty prokuratorskie, jakie na
niej ciążą, najwyraźniej jednak nie przeszkadzają liderowi
wielkopolskiej PO.
"Mały" problem
- Czy to jest dobra kandydatura? No cóż, to nie ja namaszczam, muszę
uszanować wolę Rady Powiatu. Jest jeden mały problem wynikający z
tego, że od kilku lat trwa niezakończone postępowanie. To było
poruszane na Radzie Powiatu, nikt niczego nie ukrywał - mówi
Dzikowski.
Prokuratura postawiła Barbarze Antoniewicz dwa zarzuty, oba mówią o
działaniu "wspólnie i w porozumieniu", oba również mówią o nadużyciu
w 1999 r. uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.
Materiały przygotowane przez prokuraturę, które stały się podstawą
prowadzonego procesu karnego, a do których udało się
dotrzeć "Naszemu Dziennikowi", zawierają jednoznaczną konkluzję:
zdaniem prokuratury, Antoniewicz działała na szkodę interesu
publicznego.
- Na razie w polskim prawie jest domniemanie niewinności. Pani
Antoniewicz przeszła przecież weryfikację w wyborach samorządowych
do rady powiatu, dostała najlepszy wynik ze wszystkich radnych
powiatowych i jest to weryfikacja typowo społeczna. A ja nie mam
możliwości powiedzenia - proszę nie startować. To struktura w sposób
demokratyczny, zgodnie z regulaminem, tak rekomendowała - zapewnia
poseł Waldy Dzikowski, lider wielkopolskiej Platformy.
On sam niedawno dzięki wspólnemu głosowaniu posłów PO i SLD
przeciwko uchyleniu immunitetu ochronił się przed ewentualnym
postawieniem mu w innej sprawie zarzutów korupcyjnych.
Kandydatura Barbary Antoniewicz dzieli jednak wielkopolską PO. Część
osób związanych z tym środowiskiem nie ukrywa, że taką nominacją nie
jest zachwycona. Jeden z prominentnych polityków wielkopolskiej PO,
który prosi o zachowanie anonimowości, całą sprawę nazywa "poważnym
garbem". Szerzej na temat takiej ewentualności nie chce też się
wypowiadać poseł Bożena Szydłowska, była burmistrz Swarzędza.
- Moim kandydatem jest desygnowany przez pana premiera Tuska na
pełniącego obowiązki burmistrza pan Marek Baumgart. W czasach, kiedy
ja byłam burmistrzem, był to sekretarz gminy Swarzędz. Uważam, że to
lepsza kandydatura, która jest gwarantem, że prace, które
rozpoczęłam, będą kontynuowane, że będzie uprawiał podobną politykę -
twierdzi poseł Szydłowska.
Mówi, że jest niewinna
Sama Antoniewicz ani z rekomendacji Platformy Obywatelskiej, ani ze
startu w wyborach uzupełniających rezygnować nie zamierza i
zapewnia, że "jest niewinna", a cała sprawa - włącznie z
zatrzymaniem jej w grudniu 2002 r. - to prowokacja polityczna
wymierzona, jej zdaniem, w rządzącą wówczas Swarzędzem koalicję AWS -
UW.
- Nie wycofuję się z wyścigu. W ogóle nie dopuszczam takiej
sytuacji, że mogę mieć wyrok skazujący. Byłam członkiem zarządu
społecznie, jako wicedyrektor szkoły, i przychodziłam raz w
tygodniu. Opierałam się na opiniach specjalistów, podejmowaliśmy
decyzję wspólnie - było wtedy siedmiu członków zarządu. W sądzie
wszyscy jesteśmy razem, bo to był atak polityczny na burmistrza
Szymczaka - zaznacza Barbara Antoniewicz w rozmowie z "Naszym
Dziennikiem".
Zdaniem prokuratury, Antoniewicz 4 marca 1999 r. w Swarzędzu,
działając wspólnie i w porozumieniu z Jackiem Szymczakiem [ówczesny
burmistrz tego miasta - przyp. red.] oraz Adamem Trawińskim,
Zbigniewem Adamczakiem, Barbarą Brodowską, Romanem Bartkowiakiem i
Witoldem Kubiakiem, będąc członkiem zarządu gminy oraz członkiem
komisji przetargowej działek wyznaczonych do sprzedaży, przekroczyła
swoje uprawnienia, uznając, iż przetargi zostały zakończone wynikiem
pozytywnym, mimo że - jak figuruje w aktach, do których dotarł "Nasz
Dziennik" - zostały one przygotowane niezgodnie z ustawą o
gospodarce nieruchomościami, co było działaniem na szkodę interesu
publicznego.
- Chodziło o sprzedaż nieużytków leżących za pojemnikami z gazem.
Nikt się tym nie interesował, w okolicy nie było żadnego przemysłu i
my szukaliśmy inwestorów. Decyzję podjęli radni miejscy, przecież
zarząd nie robił niczego sam. Troszeczkę dalej działki pod zabudowę
były sprzedawane za 14, 16, góra 18 zł za metr kwadratowy, a tę
sprzedaliśmy za 20 zł za metr kwadratowy. Sprzedaż wywołana była
uchwałą rady miejskiej. Zarząd musiał to zrobić. Opierałam się na
opinii merytorycznego pracownika i prawnika - zapewnia Barbara
Antoniewicz.
Jak wynika z ustaleń prokuratury, takie działania zostały ponowione
we wrześniu 1999 r. - wówczas to Antoniewicz miała, zdaniem
prokuratury, przedłożyć na posiedzeniu rady miasta projekt uchwały
sprzedaży w trybie bezprzetargowym - jako "maski budowlanej" -
nieruchomości leżącej w Jasieniu.
- Tego dnia w ogóle nie byłam na posiedzeniu rady miejskiej. Byłam
wówczas z pielgrzymką w Rzymie u Ojca Świętego - zapewnia
Antoniewicz. I dodaje, że cała sprawa - tak zarzuty prokuratorskie,
zatrzymanie w 2002 r., jak i proces - ma charakter polityczny i
została ukartowana przez "rząd Leszka Millera", bowiem, jak twierdzi
kandydatka PO, lewicy zależało na obaleniu "prawicowego zarządu
Swarzędza".
- Była to robota polityczna na polecenie Leszka Millera. Wiemy, że
były naciski. Byłam jedyną z tych piętnastu ludzi, którą
wyprowadzono w kajdankach. Chcieli mnie złamać psychicznie, rewizja,
pan, który jechał obok mnie, w połowie drogi mówi: "Jak pani powie
wszystko, co wie, na Szymczaka, to już jest pani wolna". To była
polityczna robota na 100 proc., ale my tego nie udowodnimy - uważa
Barbara Antoniewicz.
Nie znała