as9943
21.07.08, 12:50
22 Lipca, dawniej E.Wedel, dziś Rywin u Michnika
Za chwilę 22 lipca. Dzień rocznic. Przede wszystkim rocznica ogłoszenia w
Chełmie Lubelskim napisanego i wydrukowanego w Moskwie Manifestu PKWN.
Jak to się zwyczajowo pisało – dzięki manifestowi, obaleniu kapitalizmu,
nacjonalizacji środków produkcji i wprowadzeniu planowania centralnego
odbudowano kraj ze zniszczeń wojennych. Mniej szczęśliwe kraje, w których nie
ogłoszono manifestu i nie obalono kapitalizmu, pozostały nieodbudowane do dziś.
Dalej – 22 lipca to też data przekazania w roku 1955 ludowi pracującemu
Warszawy daru narodu radzieckiego, Pałacu Kultury i Nauki im. Józefa Stalina,
który dziś, po 53 latach jest już zabytkiem idealizmu, otoczonym współczesnymi
świątyniami rozpasanej konsumpcji.
Utrata niewinności
Najświeższa to 6. rocznica pamiętnej wizyty Rywina u Michnika. Historycznie
byłoby piękne, gdyby obaj panowie spotkali się wtedy w Pałacu Kultury. Ta
rozmowa miałaby rangę symbolu, bo coś mi się tak wydaje, że bez manifestu
lipcowego, obalenia kapitalizmu, bez PRL i jej moralnych skutków Grupa
Trzymająca się Władzy nie handlowałaby ustawami. Afera Rywina była
socjalistyczna w formie, choć kapitalistyczna w treści.
Trudno przecenić znaczenie tej skromnej wizyty producenta filmowego u
naczelnego redaktora popularnej gazety. Żadne odwiedziny ówczesnego premiera
Millera u ówczesnego prezydenta Kwaśniewskiego nie wywołały ani takiego
wstrząsu, ani takich dramatycznych skutków. Dla społeczeństwa miało to takie
samo mniej więcej znaczenie jak dla dziecka (wierzącego, że bocian przynosi
dzieci i składa je w kapuście) podglądanie rodziców, niekoniecznie własnych,
którzy robią to, jeśli można się tak wyrazić, własnoręcznie.
Przełom światopoglądowy. Utrata niewinności. Wierzyliśmy po 1989 roku, że
klasa polityczna, elity zaprzątnięte są dbałością o dobro państwa i narodu, że
łamią sobie głowę, jak najlepiej i najszybciej dojść do doskonałości, a jeśli
się żrą, to w idealistycznym uniesieniu.
Zdawało się nam też, że gremia decyzyjne w sprawach państwa pochodzą z wyboru,
że przyszłość Polski rozstrzyga się między wybrańcami narodu w parlamencie. A
tu się okazało, że idzie o wpływy i pieniądze, a realna władza jest zupełnie
gdzie indziej. Nie na Wiejskiej, tylko na Czerskiej.
Na wagę żywca
Zapominanie jest higieną umysłu, także higieną moralną. Mało kto po 64 latach
pamięta manifest lipcowy, poza redaktorami „Trybuny”. Ale po sześciu latach
zapomnieliśmy też o Rywinie i Michniku. O fundamencie III RP. Może to i
dobrze, bo pamiętając, musielibyśmy być społeczeństwem cyników, cwaniaków i
łajdaków.
Wprawdzie taka powszechna postawa nie wywoływałaby ani irytacji, ani szyderstw
Europy, ale nie byłoby wcale łatwiej żyć w atmosferze rozważań, jakie posłanka
Iwona Śledzińska-Katarasińska, autorka ustaw medialnych, wykazuje podobieństwa
do Lwa Rywina i czy była już na konsultacjach u Michnika. Prawdę mówiąc, na
Rywina wypadają ze cztery Śledzińskie-Katarasińskie. Ale to tylko nawagę
żywca. Michnik natomiast wciąż ten sam i trzyma się mocno wraz z władzą.
Zapomnieliśmy, udało nam się przenieść dziecięcą wiarę przez wodospady komisji
Nałęcza, ulokowaliśmy nasze idealistyczne nadzieje gdzie indziej i znowu
wierzymy, że wielkie łby awangardy opuchnięte są od myślenia o dobru
pospólnym, ozory obłożone od pytlowania o lepszej przyszłości, oczy
wybałuszone od wypatrywania światełka w tunelu, a kieszenie wypchane
projektami naprawy.
Ech, dzieci, dzieci. Ockniecie się chyba dopiero, jak nie dostaniecie deseru i
jeszcze wam wytłumaczą językiem tamtej rozmowy, że jesteście wszyscy synami
kobiety lekkich obyczajów i wnukami Koryntu.
Michnik też Rywin
Zdrowa atmosfera tamtych dni przechowała się najlepiej, jak w przypadku wielu
epok zamierzchłych, w dowcipach. Tak mnie korci, żeby poprzypominać, a jak już
korci, to ulegnę. Zwłaszcza że to moje dowcipy, a lubię sobie poodgrzewać.
Przychodzi Rywin do Michnika, a tam tłok jak cholera, bo wszyscy byli już
wcześniej.
Przychodzi Rywin do Michnika, a Michnik mówi, żeby przyszedł innym razem, bo
magnetofon mu się popsuł.
Przychodzi Rywin do Michnika, a Michnik też Rywin.
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy nie zlicytowała taśmy z nagraniem rozmowy
Adama Michnika z Lwem Rywinem. Straty szpitali dziecięcych były niepowetowane,
bo taśma mogła osiągnąć przebicie 17,5 miliona dolarów.
Po przesłuchaniu Michnika i Rapaczyńskiej prokurator przesłuchał magnetofon
Sony. Magnetofon odpowiadał po japońsku i zasłaniał się swoją instrukcją.
Rząd apelował do obywateli, aby ktokolwiek lub kto bądź nagrał cokolwiek lub
co bądź, przekazał to „Gazecie Wyborczej” w celu przeprowadzenia
dziennikarskiego śledztwa.
Na skutek intryg nie powstała obywatelska, pozaparlamentarna i wolna od
wszelkich nacisków komisja śledcza dla zbadania afery Lwa Rywina w składzie:
Adam Michnik, Leszek Miller, Robert Kwiatkowski, Aleksandra Jakubowska,
Włodzimierz Czarzasty i Lew Rywin. Powodem niepowodzenia były kontrowersje,
kto jest bardziej wiarygodny i ma większy autorytet – Michnik czy Rywin.
Władza trzyma się sama
Lwie, dobrze ryknąłeś – mówi do lwa Demetriusz w „Śnie nocy letniej”
Szekspira. Nasz lew nie ryknął, tylko mamrotał, że odmawia odpowiedzi. Do tego
trzeba mieć charakter. Tak zachowywali się pierwsi chrześcijanie w obliczu
lwów. Teraz Lew zachował się tak samo w obliczu chrześcijan. Brawo!
Ostateczne wyjaśnienie afery Rywina jest proste – Rywin sam przyszedł do
Michnika, nie czekając, aż zostanie wezwany.
Aparat telefoniczny przekazany przez Rywina prokuraturze odmówił zeznań,
powołując się na drugą poprawkę do Konstytucji USA.
Anita Błochowiak, która wyjaśniła, że pionowe korytarze prowadzą do toalety,
została wpisana przez Ministerstwo Zdrowia na listę polityków refundowanych.
Nowa doktryna prawa karnego sformułowana przez komisję Nałęcza – prywatność
osób podejrzanych o popełnienie przestępstwa podlega szczególnej ochronie,
gdyż stanowi tajemnicę państwową. Doktryna obowiązuje też dziś.
Wobec licznych spekulacji na temat składu personalnego grupy trzymającej
władzę, władza uznała za konieczne złożenie oświadczenia, że nikt jej nie
trzyma. Władza, oświadczyła władza, trzyma się sama.
Skończyło się tak, że cała afera Rywina nie została wyjaśniona, a naprawdę
winni – Zbigniew Ziobro i Jan Rokita – uszli słusznej karze za mataczenie przy
stawianiu pytań w czasie obrad komisji Nałęcza.
Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Czego jak czego, ale rocznic do