mynda
27.05.03, 15:14
Sławek Szczepankiewicz i Wojtek Szzczęsny - dwaj toruńscy reporterzy
rządowego (bo publiczne to ono raczej dawno już nie jest) wylecieli właśnie z
roboty. Powodem są ponoć zwolnienia grupowe, oszczędności i inne takie. Ale
kto jest chociaż trochę zorientowani w temacie, dobrze wiedzą, o co chodzi.
Szczepankiewicz procesuje się przecież o cofnięcie nagany, udzielonej przez
zarząd rozgłosni za "nieładny" materiał o jaśniewielmożnym panu marszałku.
Achramowicz zresztą sam powiedział, że zwrócił się do szefostwa PIK-ów o
ukaranie dziennikarza. Piękne, nie? A Wojtek Szczęsny zrobił swego czasu
reportaż o powiązaniu lokalnych władz w Nowym Mięscie Lubawskim (bodajże) z
lokalnymi mediami - jest tam piękniusi układ koleżeński. Ale że władze ręce
mają długie, więc ten matreiał nigdy nie pojawił się na antenie. A Szczęsny
zarobił sobie na to, co teraz dostał. Jeśli dodać do tego wczesniejszą sprawę
Grzegorza Fafińskiego - reportera nagradzanego na światowych festiwalach -
który również dostał "knebel" za puszczenie w radio wypowiedzi abp.
Muszyńskiego o sytuacji w mediach publicznych, to mamy ładny obraz wolności
słowa w publicznej rozgłośni. I nic nie wskazuje na to, by coś się miało
zmienić...