alt.69
14.11.08, 13:21
Każdy student, młody naukowiec czy doktorant może stanąć wobec
dramatycznego wyboru – czy zrobić coś dla swej kariery czy nie
zrobić.
Czy można dla własnej kariery popełnić plagiat? Przespać się z
promotorem? Wręczyć promotorowi łapówkę? Czy wreszcie donieść na
kolegów?
Jeśli ceną za prowadzenie badań jest codzienna wizyta w gabinecie
mających wpływ na naszą karierę naukowców i oddawanie im swojego
ciała – to nie ma w tym nic złego.
Jeśli ceną za dopuszczenie do badań naukowych jest przepisywanie
prac innych, przywłaszczanie sobie pracy innych – okradanie innych
z ich pracy – to także nie ma w tym nic złego.
Każdy bowiem stoi, jak to napisali studenci, przed „dramatycznym
wyborem” a wybór ten jest moralny i jako taki może być oceniany.
Studenci chcą usprawiedliwić chęcią prowadzenia badań niemoralne
postępowanie. Czy tak samo usprawiedliwią swojego kolegę albo
koleżankę gdy ten/ta zajmie ich miejsce w jakimś instytucie
dlatego, że przespał/a się z odpowiedzialnym za przyznawanie etatów
starszym kolegą?
Usprawiedliwią tak samo kogoś, kto ukradnie im wyniki badań i
przedstawi je jako własne?
Albo – albo
Zastanów się nad tym młody studencie zanim podpiszesz cokolwiek
Aby zrozumieć podejmowane wówczas decyzje warto zapytać tych,
którzy podejmowali moralnie jednoznaczne wybory, poddawani takim
samym środkom nacisku, żyjąc w takim samym środowisku.
Ich postawa może służyć za pewien wskaźnik, dzięki któremu nie
będziemy relatywizować postaw wszystkich żyjących w PRL-u.
Nie będziemy obarczać za osobiste wybory strasznego systemu
represji i przymusu.