aliasqbek 13.06.09, 01:15 wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,6714591,Dorn__Kaczynski_szuka_w_PiS_ofiary__Pierwsza_bedzie.html Ja za Panem Poslem Zbigniewem plakac nie bede. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
rozczarowana-torunianka Re: Kaczyński szuka w PiS ofiary - Girzynski 13.06.09, 13:55 Nawet jeżeli ma zginąć w tak strasznych okolicznościach jak Dorn wieści? "Będzie zabity, rozstrzelany, uduszony sznurkiem w kącie" Ten sznurek w kącie mną wstrząsnął jednak;) Odpowiedz Link Zgłoś
vauban Re: Kaczyński szuka w PiS ofiary - Girzynski 14.06.09, 01:37 To zależy od tego, czy L. Dorn zdradza tajemnice partyjne, czy tylko puszcza wodze wyobraźni. On sam sugeruje to drugie, ale w dzisiejszych, mrocznych czasach nie można być niczego pewnym. Być może w najgłębszych i najciemniejszych, PiS-owskich lochach już ostrzy narzędzia i rozgrzewa żelaza jakiś mistrz małodobry... Odpowiedz Link Zgłoś
vauban Powieść gotycka, rozdział pierwszy 14.06.09, 03:10 - In Saecula Saeculorum, Amen. Ojciec inkwizytor Pafnucy przepasał swe lędźwie sznurem mocniej niźli zwyczajnie i szepcząc wciąż modlitwę skierował swe kroki ku lochom, istnemu Tartarowi, który napawał przerażeniem grzeszników, a radością wiernych, ku głębokim piwnicom, co kryły to, co oczom ludu zakryte być powinno, ale tak, by plotki o więzieniu krążyły po gminie - a im straszliwsze, tym lepsze, tym większy posłuch u prostaczków wywołujące. Stopni przeszło siedemdziesiąt i siedem w głąb ziemi przemierzywszy, na koniec stanął ojciec Pafnucy pośrodku izby pośródziemnej, sklepionej nisko atoli rozległej, migotliwym światłem kaganków olejnych, po bokach umieszczonych, rozjaśnionej. Surowy zapach męki ludzkiej, krwi, łoju i piwa w nozdrza uderzył go jak cios w ulicznej bójce. Ojciec Pafnucy dobrze znał jednak ten zapach, był on częścią jego służby. "In Deo Gloriam, credo. Unus Dei, unum religio, unum populi", szeptał pod nosem. Grzesznik na łożu boleści rozciągniony, gminną twarz posiadał, atoli w grymasie męki wykrzywioną i na nieludzki sposób odmienioną. Nikt przytomny nie odgadłby w tym strzępie bolesnym dawnego pana możnego, losami ludzkimi niegdyś kierującego. Sprawiedliwość ! Szepnął ojciec Pafnucy, jakaż niezgłębiona w niej tajemnica się ukrywa ! Oto z najbardziej zakamieniałego heretyka na widok takowy wyciągnie to, co duszę jego plugawie zanieczyszcza. Jakże oczyszczająca jest owa próba cielesnej męczarni ! Jakież owo szatańskie pokusy odkrywa, prawdziwym chrześcijanom na pożytek i na zbawienne kajanie się przywodzi. Oto jest catharsis prawdziwa, w Krzyżu prawdziwym nam Objawiona, abyśmy ją stosowali względem naszych grzesznych dusz poprawie... Jeno Chrześcijanin prawy, jeno On, Mąż Sprawiedliwy, skroś cielesnej męki nie uszkodzon ani na ciele, ani na umyśle, przez Pana jest prowadzon. Ten tu oto, grzesznik przez Boga przeklęty, samą swą obrzydliwością przed Panem zaświadcza o swej bezecności a lubieżności ciała... Zaiste, błogosławione są wyroki Pańskie ! Dla tego, już tylko ogień stosu, on zaprawdę duszę jego może tylko zbawić, ciało niwecząc. Pójdźmy zatem. W głąb szatańskich knowań gnojowicę. Tam jeno mąż prawdziwie bogobojny się ostoi. - Bracie w Chrystusie nasz, Zbigniewie, czy przyznajesz sie do swych win ? Czy wyrzekasz się Nieprzyjaciela, który duszę Twą zagarnął jawnie, byś dyzadwantaż czynił naszym przeświatłym a bogobojnym działaniom ? Czyliż wyrzekasz się ducha złego, który na pokuszenie Cię wodząc, podszept swój obmierzły przeciw Wodzowi naszemu Drobiowi Podobnemu wypowiadać rozkazywał ? Czyliż nie sprawiał ów nieprzyjaciel straszliwy, byś w szaleństwie przeczył Wierze Prawdziwej, przez Wodza Narodu, a przez Kościół pomazanego, Jedynego naszego Prawego i Sprawiedliwego ? Wyrzekł te słowa ojciec Pafnucy, trzykrotnie skrępowanego heretyka krzyża znakiem przeżegnując, a wodą święconą obficie kropiąc. - Ghyy ! Y'mlash bh'gwah Cthulhu fhtagn, bhul whush, bhul mglwnhh... - Potok szatańskiej pseudomowy wytrysnął jak zielony strumień wymiocin z ust opętanego deputowanego. - O, Yog - Sothoth, save me, o, Yog - Sothoth... Azathoth, La ! Czarna Koza Z Lasów Z Tysiącem Młodych ! - O, Archaniele Michale, pomóż przezwyciężyć moc Szatana... modlił się ojciec Pafnucy, z przerażeniem stwierdzając, iż jego wiara chwieje się w obliczu niezrozumiałych blasfemii - nie poradzimy nic mocą duchową, niechże przemówi władza świecka ! - Ojcze duchowny - wtrącił się wtenczas jeden z sędziów świeckich - azali heretyk ów jawnie przez Szatana jest opętany. Możecie-li mocą swą inkwizytorską złego zeńprzepędzić ? - Nie zdaje się to w naszej mocy - odrzekł ojciec Pafnucy z żalem w głosie - sprawa jest dyabelska, i większego autorytetu niźli mój wymaga. Trzeba posłać po ojca Tadeusza. Onże w sprawach dyabelskich większą ma eksperiencję, a i silniejszy jest w Duchu Świętym, daemonoi wygania jakoby waść smarki z nosa precz przepędzał. Hm. Ciąg dalszy może nastąpi, a może nie. Odpowiedz Link Zgłoś
temida3 Re: Powieść gotycka, rozdział pierwszy 14.06.09, 13:51 Drogi Vabaun(ie), a jeżeli znajdzie się taki, co to 5 lat temu ostrzegał prezesa- stratega przed " równią pochyła" , na którą tenże zbigniew historyk wepchnie całer nasze( wóczaS także moje) Prawo i Sprawiedliwosć..., czy nastapi rozwinięcie, a potem zakończenie...? Odpowiedz Link Zgłoś
vauban Re: Powieść gotycka, rozdział pierwszy 14.06.09, 19:24 @ Spuszczam swą wyobraźnię ze smyczy. Niech działa... Odpowiedz Link Zgłoś
vauban Re: Powieść gotycka, rozdział drugi 14.06.09, 19:26 Ciemna, średniowieczna noc spowijała wciąż świat, gdy strażnik u miejskiej bramy ruch jakowyś na drodze obaczył. - Werdo ? Rzucił groźnie w ćmę, i nastroszył wąsy oraz zardzewiałą halabardę. - Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej Inkwizycji ! Odparł z mroków głos, na brzmienie którego strażnik oblał się zimnym potem. - Nuże, pochodnię ! Gromosławie, Sławoju... Wraz bramę odmykać ! Chrzęst łańcuchów opuszczanego mostu zwodzonego obwieścił, iż niesłychane rzeczy nastają. Kilku czarno odzianych jeźdźców bez zwłoki wjechało w mroczne ulice. Zatrzaśnięte okiennice martwo spoglądały na przybyszów, tylko czarny kocur, snadnie przez czarownicę zamieszkany, prychnął i umknął raźno spod kopyt. Jeźdźcy na ratusz podążyli, do wrót kołaczą. Janitor ostrzeżony, wrychle im wnijścia uchyla. - Tędy, Wasza Ekscelencjo. Czekają... Jego Ekscelencja pater Tadeusz, Inkwizytor sławny, którego imię wzbudza lęk i drżenie w każdym grzeszniku jak Europa długa i szeroka, strojny w czarny aksamit, żywo w loch podziemny bieży. Za nim akolici jego, takoż w czerń spowici, pochodnie dzierżący, z marsem na czołach, modły cicho szepczą. Kłania się mistrz małodobry Ekscelencji, kłaniają sędzie, kłania się w pas ojciec Pafnucy, na stronę Inkwizytora ciągnie a w ucho mu żarem dmucha: - Iście, zatwardziały to heretyk, całkiem przez Szatana opętany. Moja moc tu niczego nie podoła, trzeba dzieł prawdziwie wielkich ! - Pax, pax frater Pafnucy. Jesteśmy oto, nie lękajcie się. Prawda zwycięży. - Inkwizytor wyrzekł miękko, wzrokiem za zydlem wodząc. Usiadł i wpatrzył się w skrępowanego sznurkiem więźnia, spoczywającego w kącie sali tortur. - Dlaczego on jest związany sznurkiem ? Zapytał mistrza małodobrego Inkwizytor. - Nie mamy nic lepszego, Ekscelencjo, raczy nam Ekscelencja wybaczyć. My tylko wykonujemy rozkazy. Postąpiliśmy wedle słów messer Dornusa, tu obecnego. - Doprawdy ? Inkwizytor obejrzał się przez ramię. - Nie poznałem waści w tych ciemnościach, wybaczcie. Oskarżacie zatem owego nędznika o jakie występki ? Zaprawdę, jakkolwiek chcę służyć Kościołowi Świętemu we dnie i w nocy, czas mój jest cenny. Szatan nie próżnuje, wszędy na bój straszliwy z nim gotów być muszę... Ad rem: azali zbluźnił ? Z Nieprzyjacielem dusznym się pokumał ? - Prawdę rzeczecie, Wasza Ekscelencjo ! Obu jest winien, heretyk to srogi. Nie ja go oskarżam wszelako, jestem tylko per procura, by nie rzec, advocatus diaboli sensu stricto. Inny instygator nań oskarżenie rzuca... oczywiście, w politycznym sensie - odparł messer Dornus. - Któż to taki ? - Nie masz go tutaj, bo wyprawę wojenną na Niemców wiarołomnych planuje. To Xiążę Anas, z tych Anasów. Nie anusów... - Tedy sprawa polityczną się zdaje, nie teologiczną... z zadumą rzekł Inkwizytor. - Xiążę Anas o przydomku platyrhynchos jest przyjacielem ołtarza, wojownik to również znakomity. Wsławił się na wojnie gruzińskiej bezprzykładnym męstwem. Słowo takiego męża wystarczającym być winno... Ale bez interrogacji, sprawy naprzód nie posuniemy. Więzień zakneblowan jest, niechaj przemówi ! Chcę usłyszeć, co ma do powiedzenia na swoją obronę. - Wasza Ekscelencjo, to, co powiada, jest jeno potokiem bluźnierstw oraz słuchanego wstecz heavy metalu. - Dość ! Władczy gest Inkwizytora sprawił, iż mistrz małodobry jednym ruchem usunął knebel z ust potępieńca, wraz z dwoma słabiej widać umocowanymi zębami. - Gaaa ! Wyy ! Boo ! Czaa ! Łżeee ! - straszliwe wycie sprawiło, iż wszystkim przytomnym włosy stanęły dęba. - Exorciso te, spiritus immunde, in nomine Pater et Filii et Spiritu Sancti - rozpoczął uroczystym głosem inkantację pater Tadeusz. Odpowiedz Link Zgłoś
vauban Re: Powieść gotycka, rozdział trzeci 14.06.09, 22:22 Trzykroć już kur zapiał był w podmiejskim ogrodzie burmistrza, a w ratuszowej piwnicy trwał nadal bój straszny, dobra ze złem zmagania tytaniczne. - Na brodę świętego Bartłomieja... wymamrotał zmartwiałymi usty Inkwizytor Tadeusz, ocierając pot z czoła. - Tegom jeszcze nie doświadczył, jakem inkwizytor... Dyabelska iście to sprawa. Mimo egzorcyzmów, mimo wodą święconą zlewania, mimo iż odwłosiony i na koźle rozciągnięty, heretyk we władzy daemona wciąż pozostawał. Daremnie mistrz małodobry boki przypalał, daremnie nogi w hiszpańskie buty odziewał. Nawet tortura najsroższa, a w przypadkach takich prawem przewidziana, to jest wodą słoną stóp oblanie i kozy przywiedzenie, aby owe lizała, nie pomogło. Duch nieczysty wciąż nie dawał się przegnać, wciąż potworne, nieludzkie bluźnierstwa miotał poprzez usta potępieńca, na koniec w dufność popadł, widząc Inkwizycyę skonfudowaną i śmielej jeszcze poczynać sobie począł. Najprzód Xięcia oraz brata jego lżył, mianem nieznanego warzywa nazywając, potem folgując nienawiści, obrzucał Inkwizytora słowami niepospolicie ciężkimi, aż obecni uszy zakrywać musieli, w modlitwie dopiero znajdując ukojenie... Cierpliwość Jego Ekscelencji, jakkolwiek wielka, nie była jednak nieskończoną. - Romanie Kurza Twarz - zwrócił się do jednego ze swych akolitów, jedynego, który dotąd trwał bez najmniejszych objaw zmęczenia alboli abominacji w kącie - pozostałeś tylko ty. Czyń swą sztukę, zaprawdę powiadam wam, straszny jest los grzesznika, gdy popadnie w ręce twoje. Imię Romana Kurzej Twarzy odbiło się od zapleśniałych sklepień jamy mąk i wróciło echem przeraźliwym. Ci obecni, którzy słyszeli o nim, wzdrygnęli się nerwowo, z przestrachem spoglądając na rosłego mnicha i poznając jego straszliwą famę. Onże skłonił się w milczeniu Inkwizytorowi i przystąpił ku rozciągniętemu na mękach heretykowi. - Jest-że to on, Roman Kurza Twarz we własnej osobie ? - Zapytał jeden z pomniejszych sędziów świeckich nieco wyżej stojącego w hierarchii świeckiego sędziego. - Onże sam. Na ziobro świętego Stanisława, groza mnie przejmuje. To legenda i bajka braci Grimm, najstraszliwszy człowiek spośród żyjących... Opowiadano o nim rzeczy, jakie się nie mieszczą w głowie, jakie mogą przyśnić się ciemną listopadową nocą grudniową... Zdało się, są to bredzenia, jakie umysł jedynie w malignie stworzyć potrafi, sami tu możem ocenić, prawda li to, czy fałsz. Teraz zamilcz ! Oto misterium prawdziwej grozy przed nami się dokonywa... Apage... Zwany Kurzą Twarzą przybliżył swe oblicze ku męczonemu. Onże widząc je z bliska jakby na moment otrzeźwiał, zarazem na twarz wystąpiło mu przerażenie, jak na widok Śmierci wcielonej. - Śmierci ! A zatem przybyłaś ! O, zgrozo ! O, sumo wszelkich zgróz ! O, jam nieszczęsny, wydany jestem w ręce Romana ! O, śmierci, racz zabrać mnie teraz, nim Straszny Roman Kurza Twarz rozpocznie swe krwawe Zielone Świątki ! O, Azathoth, ratuj mnie ! Roman Kurza Twarz nie drgnął nawet w odpowiedzi na te histeryczne okrzyki. Niewzruszony, skinął jedynie na mistrza małodobrego, aby ten podał mu nóż. Drżącą ręką przekazał mu narzędzie zawodowy oprawca... Lico swe obrócił w bok, nawet on nie chcący widzieć tego, co zaraz stać się miało. Przytomni wstrzymali dech, i zdawać się mogło, że zaraz sklepienie piwnicy opadnie na wszystkich, grzebiąc pospołu świętych i nieświętych. Odpowiedz Link Zgłoś
gaelic04 vauban, i tak szczęście, że to Pafnucy a nie Onucy 14.06.09, 20:13 pzdr Odpowiedz Link Zgłoś