walesa4
23.05.06, 07:02
serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,3357599.html
Idź do Tesco, znajdź Polaka i mów bardzo szybko. Nie rozumie? Wołaj menedżera,
rób awanturę. Kto to widział, żeby obsługa nie mówiła po angielsku!
O co chodzi? O grę. Grają w nią angielscy gó..arze. Nazywa się "tease a
Pole", czyli "podrażnij Polaka". Jej przedmiotem jest Polak (punkt za właściwe
wytypowanie), który pracuje w Tesco. Dlaczego? Bo zabiera pracę miejscowym. Bo
ma śmieszny akcent i pochodzi z jakiegoś pieprzonego, zacofanego kraju. Bo
pracuje za grosze. Bo się czerwieni, jak nie rozumie.
Kto zmusi menedżera, by przeprosił za polskiego pracownika - wygrywa. Menedżer
będzie się wił jak piskorz. Ale w końcu przeprosi. Klient nasz pan. Oficjalnie
nikt z Anglików nie wie, że chodzi o grę. Ot, upierdliwy klient. Gdyby nie
były menedżer z Tesco, który o tym opowiedział, w życiu bym się nie domyślił,
że pryszczaty gó..arz któregoś wieczora właśnie na mnie zarobił pierwszy
punkt (za właściwe wytypowanie Polaka). Drugi dostał za mówienie tak, żebym
nie zrozumiał. Poległ, kiedy zaczął krzyczeć. Jakimś cudem zrozumiałem, że
chodzi mu o chusteczki do nosa. Zanim postraszył menedżerem - pokazałem mu
drogę....