Gość: Xena
IP: *.lodz.dialog.net.pl
19.10.06, 18:09
Czas: Dzisiaj
Miejsce: Warszawa
Event: Miedzyanrodowe Targi Pracy "Dzien Brytyjski"
Sytuacja: Stoje przy jednym ze stoisk, spory tlumek ludzi. Kazdy szuka dla
siebie szansy, wokolo slychac lamana angielszczyne z rzadka przerywana
wypowiedzia kogos, kto wystarczy ze buzie otworzy a juz wiesz, ze musial w
Anglii pobyc. Spogladam na oferte - duza plansza na scianie - oferuja:
healthcare
trading
IT
hospitality
drivers
Czekam na swoja kolejke, bo osob obslugujacych tylko dwie a ludzi sporo.
Staje za mna dziewczyna. Po chwili mnie pyta:
- oferuja tu prace opiekunow?
- oferuja - odpowiadam
- a skad pani wie?
- no bo widze "healthcare"
- zna pani angielski - ona do mnie,
- troszeczke - odpowiadam
- "a little" - wyparowala drewnianym angielskim
- a co tam jeszcze oferuja bo dobrze nie widze? - dopytuje po chwili
Czytam jej co oferuja. Gdy dochodze do slowa "hospitality" rozmowczyni wypala:
- eeee nie, do szpitala to ja sie nie bede pchala!
:))))))))))))))))))))))
P.S. Ta scenke przytoczylam dla poprawy humoru. Generalnie jednak stwierdzam,
ze Polacy sobie coraz lepiej radza po angielsku - jedni lepiej, drudzy
gorzej - ale radza sobie i to jest na duzy plus. Na minus jest "prymitywizm"
ktory niestety jednak wciaz widac: jak sie pojawily na stolach niektorych
stoisk dlugopisy reklamowki zauwazylam ze spora czesc ludzi brala doslownie
garscia z 5 - 6 od razu! Po co komu tyle? Nie rozumiem. I to by bylo na tyle.