velvet35
29.10.06, 22:16
Mam nadzieje rozpocząc nowy wątek, bo mam juz dość czytania tych smutnych
rozczarowanych wynurzeń. Czy wiele jest takich osób jak ja, którym jednak w
UK sie udało?
Przyjechalismy tu z moją rodziną w 2004. Z dzieckiem. Było cięzko. Z
mieszkaniem chcieli nas oszukac i takie tam znane każdemu początkujacemu
emigrantowi. Ale juz po 3 miesiacach wynajęlismy domek z ogródkiem na
południu Londynu. Płacimy 600 funtów, bo nie mieszkamy w centrum. Mieszkamy
sami, mamy własne meble, samochód itp. A przyjechalismy tu tylko z 3
walizkami! Od początku mamy pracę. Oczywiscie ponizej naszych ambicji, ale
dzieki temu coś odłozyliśmy i własnie przeprowadzamy się do nowego
mieszkania, które odważnie kupilismy. Wzielismy kredyt na 25 lat i bedziemy
miec pierwsze w naszym życiu mieszkanie, zupełnie nowiusieńkie 3 pokoje, w
nowym bloku na nowym osiedlu. Od wrzesnia zapisalismy sie na studia
wieczorowe, dziecko mówi juz po angielsku lepiej niz my. Mój mąż pracuje w
państwowej firmie czyli w tzw. budżetówce. regularnie dostaje podwyżki i
korzysta ze wszystkich przywilejów. Ja także mam pracę na cały etat, mam 20
dni płatnego urlopu w roku, mogę chorować i firma tez mi za to płaci. Płacimy
również składki na ubezpieczenie, na prywatną emeryturę itp.
Nie mamy świetnej pracy, tylko zwyczajną ale dzieki temu po powrocie do domu
nie musimy myslec o kontraktach i innych pierdołach tylko mamy czas na
cieszenie sie sobą i zwiedzanie Londynu. Nikt z nas nie jest przepracowany,
bo prace konczymy o 15. Żadne z nas nie musi dodatkowo dorabiać. Życie toczy
sie spokojnie i patrząc wstecz widzę, że zrobilismy ogromny postęp, doszlismy
w ciągu 2 lat do tego, co w Polsce było nie do pomyslenia.
Dlatego nie wpadajcie w pesymizm, bo nie wszystkim noga sie poślizgnęła.
Polacy są zdolni, odważni, idą powoli ale skutecznie. Nie zniechęcamy się, a
równocześnie jestesmy skromni i nie chwalimy się swoimi osiagnięciami, bo
ciągle mamy jakieś kompleksy.
Ja doceniam to, co mam. I wiem, że to co osiągnełam, jest mozliwe, bo moja
rodzina jest na to dowodem. Byc moze wydaje sie Wam, że to co pisze to nic
nadzwyczajnego, ale dla mnie to jednak duzo, bo doszłam do tego własna pracą,
bez pomocy mamusi czy cioci z Ameryki. I to jest piękne.
Dlatego piszcie ludzie, czy Wam tez się udało. Bo chyba nie jest tu tak źle,
a przynajmniej nie wszystkim. Pozdrawiam.