Dodaj do ulubionych

Mity krazace o Australii

20.07.13, 07:53
Prosze bardzo Panie /Panowie - wpisywac co komu na 'watrabie' lezy.

Przypominam tylko, ze podajac imiona, nazwiska, nazwy firm itp. GW ocenzuruje go (wytnie) pomijac Luize.

Kan
Obserwuj wątek
    • janek_z_sydney Re: Mity krazace o Australii 20.07.13, 08:47
      Mnie tam nic na wątrobie nie leży, i nie mam z nią so far problemów.
      Ale jak tak chcesz Kan, to Ci napiszę raz jeszcze temat tego >mitu, krażącego u bardzo wielu osób, że Ambasada Australijska w Warszawie jest od rozwiązywania problemów i spraw wizowych obywateli innych państw.
      Od kilku już lat zadaniem tej placówki jest promowanie:
      > współpracy handlowej i inwestycyjnej pomiędzy Australią a Polską i Republiką Czeską.
      > założeń i celów australijskiej polityki międzynarodowej i lepszego zrozumienia jej polityki regionalnej.
      >pozytywnego wizerunku Australii w Polsce i Czechach.
      Oraz to, że: Ambasada ta służy pomocą w następujących sprawach:
      > wyrobienie australijskiego paszportu
      >pomoc obywatelom Australii w nagłych wypadkach
      Oczywiście, drzwi do tej placówki są otwarte dla każdego, ale jeżeli nie ma sprawy związanej z tym co jest napisane wyżej, to zostanie najprawdopodobnie jedynie poinformowany, gdzie i jak ma sie kontaktowac w sprawie która go dotyczy, a której rozwiązywaniem/pomocą placówka ta się nie zajmuje.
      Może się to komuś podobac lub nie ale powinien on przyjąc to do wiadomości, że to nie on, obywatel innego kraju będzie decydował czym ta placówka ma sie zajmowac.
      Placówka ta od kilku juz lat służy pomocą obywatelom Australii, proszę nie mylic z tym co jest na jej stronie internetowej, jakie sprawy można przez te strony internetowe załatwic a z tym czym zajmuje się ta placówka bezpośrednio, na miejscu.
      Uważam, że Ambasadę Australii, jej australijski personel dyplomatyczny, oraz przede wszyskim to kogo reprezentuje - Australię można spokojnie zaliczyc do tego wątku.
      • kan_z_oz Re: Mity krazace o Australii 20.07.13, 10:56
        Dobrze Jasiu, przyjelam do wiadomosci, ze Ambasada w Warszawie nie zajmuje sie wizami studenckimi Polakow, ktorzy przylatuja tutaj na kursy. Nie gwarantuje jednak jak dlugo mi ta wiadomosc w glowie pozostanie w zwiazku z czym ogolnie na temat ww sie nie wypowiadam oprocz ogolnego zdziwienia. Zdziwienie moje glownie jest, ze wogole przylatuja.
        Przymuje tez, ze po przeprowadzkach z AU do RP oraz z RP do AU razy kilka masz w tej Ambasadzie wykupiony abonament, czyli jakies ulgi - chody, wiec Twoj przypadek sie nie liczy...haha

        Mitem dla mnie jest w AU tzw, obsluga klienta. Patrzac na taka info-linie Telstry lub ATO, to jest rozpacz czarna. Tez moglabym dlugo dlaczego z Telstra zajmuje np; 2-3 godziny poprzez linie polaczen Sydney-Perth-Filipiny z powrotem do Perth po to tylko aby ustalic, ze policzyli zbyt duzo i nieslusznie, i niestety musza oddac...Ustalenie, ze policzyli jest dosyc latwe. Kawalek gdzie maja oddac juz nie.
        Nie koniecznie tez wychodzi to zalatwic w jednym podejsciu... Mnie sie marzy w takich momentach aby powrocic do metody wykonywania rozmow telefonicznych/polczen internetowych tam-tamem, czy tez jakims innym bebnem.

        Promowanie mowisz...ale fucha. Nic dziwnego ze wydluzaja sie kolejki wizowe dla studentow.

        Pa
        Kan
        • janek_z_sydney Re: Mity krazace o Australii 20.07.13, 12:19
          Wybacz Kan, ale naprawdę Ciebie nie rozumiem. Piszę chyba już po raz dziesiąty z kolei jakimi zadaniami i jaką pomocą/komu służy ta placówka, a Ty piszesz, że przyjmujesz do wiadomości, że... nie zajmuje się ona, jakimiś wizami studenckimi Polaków, jakimiś kursami. A dlaczego ona miała by się tymi sprawami zajmowac? Ona sie tym już nie zajmuje. Wydaje mi sie, że Ty nadal masz przed oczami tą Ambasadę na Saskiej Kępie i to jakimi sprawami się ona wtedy zajmowała a nie tym i jakimi zajmuje sie ona obecnie. Uświadom sobie, że od kilku już lat Ambasada w Warszawie się tymi sprawami nie zajmuje. Proszę przyjmij do wiadomości, nie to czym ta placówka się nie zajmuje, ale to czym się zajmuje i komu pomocą służy.
          A te Twoje personalne wypady pod moim adresem, jakiś: >abonament, >ulgi, >chody, >Twój przypadek, wydaje mi się, że są nie na miejscu i ich kompletnie nie rozumiem. Dlaczego miał bym je miec w tej czy też innej Australijskiej Ambasadzie?
          • starypierdola Janek, WHO CARES? 20.07.13, 15:32
            Sztrzel se chlopie drinka, pokaz ze masz jaja a nie tylko mozg, i zrozum ze nie wszyscy sa tacy madrzy jak Ty i ze im czasem trudno cos zrozuniec. Jednym slowem przestan gledzic.

            To pewnie kod genetyczny: Twoj jest lepszy.

            O mitach: ze Janek z Sydney mieszka w Sydney to mit. Ale nie az taki wielki bo moze on tam mieszkac w "czwartym wymiarze" czyli w wyobrazni.

            No worries, mate, we'll be right smile

            Twoj kolega forumowy SP
            • janek_z_sydney info-linie 21.07.13, 09:12
              Kan, ja już dawno uświadomiłem sobie i przyjąłem do wiadomości, czym zajmują się, jak sama nazwa wskazuje:info-linie, w tym czy innym kraju, takie linie telefoniczne; że nie są one, od już bardzo dawna (nie mówię że wszędzie) od załatwiania spraw/reklamacji/itp rzeczy których telefonujący spodziewa się, że je w ten sposób otrzyma, ale jedynie od informowania.
              I jeżeli od samego początku, przy zawieraniu kontraktu/umowy o świadczenie usług/wniosku o wizę/itp, nie przeczytasz uważnie jaki jest tryb postępowania/reklamacji/śledzenia rozpatrywania wniosku/itp, i jeżeli zgodnie z takim trybem postępowania i w taki sposób nie będziesz postepowała-zgodnie z procedurą, która dotyczy twojej sprawy, to nic od takich info-linii nie otrzymasz, po za informacją.
              Ja już dawno to sobie uświadomiłem i przyjąłem do wiadomości i dlatego z tego powodu, nie spotyka mnie rozczarowanie, dzwoniąc pod takie ino-linie.

              PS
              >Twoj przypadek sie nie liczy...haha
              odp: mój przypadek się liczy (jeżeli wogóle miał on miejsce):
              -wyrobienie australijskiego paszportu
              -pomoc obywatelom Australii w nagłych wypadkach
              Z mojej strony, bez tego: >haha
              • janek_z_sydney Re: info-linie 21.07.13, 09:39
                To już, nie te czasy, kiedy dzwoniąc przez telefon, twoja sprawa została "rozwiązana od ręki", a jeżeli przyjmujący zgłoszenie/sprawę, nie był w stanie tego zrobic, to oddzwaniał później do ciebie on, lub ktoś inny z informacją/powiadomieniem, że sprawa jest już "załationa"/"rozwiązana.
                Teraz to są tylko: INO-linie...
                • kan_z_oz Re: info-linie 21.07.13, 11:43
                  Jasiu ratunku - zartowalam z tym abonamentem. Chodzilo mi o to, ze przeprowadzajac sie pare razy pewnie temat Ambasady masz obcykany bardziej niz kazdy z nas.
                  Z niczym mi sie nie kojarzy Ambasada AU bo ostani raz bylam w niej daawno temu chyba glosowac. In & out.
                  Przyjelam do wiadomosci czym sie zajmuje oraz czym sie nie zajmuje. Rozumiem - serio.

                  Infolinie w AU to inna kwestia. Chodzi o to, ze masz czesc serwisu gdzie dostanie sie do zywej osoby jest zupelnie niemozliwe. Niestety nie wszystko mozesz zalatwic z maszyna. Jesli jest cos prostego to przez internt zalatwiasz tez lepiej, szybciej niz z info-linia.
                  Australijska obsluga klienta w tej czesci gdzie masz dostac sie i dogadac z zywa osoba, jest do bani w ogromnej czesci uslug i serwisow. Schodzi to w takim tempie na psy, ze nawet nie chce mi sie opisywac.

                  Wiem Jasiu, ze nie te czasy ale porownujac obsluge klienta w AU z innymi krajami w tych samych dziedzinach, to rozpacz. Jest wiec roznica a wlasciwie rosnaca przepasc miedzy krajami rozwinietymi i rozwinietymi.

                  Kan


                  • janek_z_sydney Re: Ambasada Australijska w Warszawie 21.07.13, 13:08
                    Kan,
                    żebyś wiedziała, obsługa jak w pięciogwiazdkowym hotelu, placówka mała, nieduża, zgodna z tym z jakimi zadaniami i z jaką pomocą i komu ma służyc.
                    >Dzwonił pan? >Tak? >Już patrzę na komputer... >Zgadza się, >Chce pan porozmawiac z Vice Consulem? >Pani Ambasador akurat nie ma, wyszła, >Nie, dziekuję, nie ma takiej potrzeby, >Na pewno?, Któryś z Sekretarzy i Vice Konsulów, jest na miejscu, służy panu pomocą, jeżeli pan chce z nim porozmawiac> Nie, dziekuję...przyszedłem w zasadzie tylko w tej sprawie... Ale, jeżeli pani tak prosi/zachęca...
                    Dokument, który w polskiej placówce dyplomatycznej po za jej granicami otrzymasz w ciągu sześciu miesięcy , i z reguły otrzymywałeś go jak mi mówiono przy końcu tego terminu, dokłanie tego samego rodzaju dokument ale dla obywateli tego państwa wydany został w następnym dniu roboczym (wnoisek został złożony, dzień roboczy wcześniej, po południu). >Chce go pan odebrac osobiście w Ambasadzie? >Czy też mamy panu go przesłac pocztą? Ma byc wydany panu w czasie przyspieszonym, ekspresowym, czy normalnym? >Normalnym, dziekuję.
                    "Normalnym", w tej placówce, tego kraju, wydawany jest/Date of Issue, na drugi dzień roboczy, a nie za sześc miesięcy.
                    Wniosek o ten dokument: dwa razy kliknięcie na klawiaturze komputera prze pracownika Ambasady, wydruk, zdaje się dwóch stron, podpis, fee i to wszystko. Wszystko sprawnie, szybko, fachowo i kulturalnie.
                    Placówka ta: Ambasada Australii w Warszawie, służy do tego do czego jest powołana, a nie do spełniania oczekiwań obywateli innych krajów, jakie według nich miała by spełniac i według nich miała by im służyc pomocą.
                    • janek_z_sydney Re: Ambasada Australijska w Warszawie 21.07.13, 13:29
                      PS
                      Dokument ten wydawany/drukowany jest zdaje się, tylko w trzech miejsach: w Australii w Canberra, zdaje się w Londynie i chyba gdzieś w USA (w New York?). Jak by on był drukowany na miejsu, w tej placówce, to by pewnie i był wydany od razu, w tym samym dniu. Zdaje się, że wniosek można też złożyc online, jak kto chce, a nie w Ambasadzie.
                      • kan_z_oz Re: Ambasada Australijska w Warszawie 21.07.13, 14:05
                        Cieszy mnie to bardzo, ze takie akurat miales doswiadczenia (obywatela? AU). Moje z tego samego punktu byly w przeszlosci tez podobne.

                        Pozostaje wiec poczekac na wpisy innych nikow, niekoniecznie stalych bywalcow tego Forum na ich doswiadczenia z wizami roznymi, rozne obywatelstwa. Nie musza byc pozytywne. Chodzi w sumie o to jak w szerszym przekroju to obecnie wyglada, aby dac obraz w miare obiektywny czytajacym Australie.

                        Kan
                          • dalilah12 Re: Ambasada Australijska w Warszawie 21.07.13, 18:07
                            > A najzabawniejsze jest w tym to, że Australię widzisz/zauważasz jako jeden z najbardziej rozwiniętych krajów świata, nie kiedy w Australii mieszkasz, ale kiedy przebywasz w innym kraju, po za jej granicami.

                            - Wydaje ci się Janek, tylko ci się tak wydaje...
                            Ja, tuż po przyjeździe do Australii zauważyłam, że to jest zacofany kraj ale ciężko było się z tym pogodzić kiedy czlowiek miał taką furę oczekiwań co do Australii. Dość długo więc miałam nadzieję, że jednak to nie jest prawda, że przecież nie może już nic gorszego od Polski na tym Świecie istnieć (z takim motto opuszczają Polacy Polskę, czyż nie?)

                            Na koniec jednak, kiedy cierpliwości już zabrakło, po pewnych próbach dałam spokój z nadzieją bo nie udało mi się oszukać samej siebie, że w Australii jest inaczej niż to widzę i czuję na codzień.
                            Dlatego będąc w Polsce czy gdziekolwiek indziej w Świecie mój sposób postrzegania Australii nie uległ zmianie. Nadal, jak sobie przypomne te wszystkie przedpotopowe sposoby życia tam (bardzo ogólnie to ujmując) to nadal uważam, że ten kraj to zaścianek Świata. To moja opinia, z pretensjami walcie do Pana Boga, nie do mnie wink
                            • janek_z_sydney Re: Ambasada Australijska w Warszawie 21.07.13, 19:25
                              >przyjeździe do Australii zauważyłam, że to jest...
                              ha, ha, ha, przecież to są odczucia podobne/bardzo podobne/dokładnie takie same co do większości osób, przyjeżdżających z Polski do tego kraju od bliska sześciesięciu kilku lat.
                              Tyle tylko, że ty dopiero jesteś na tym pierwszym etapie (że to jest >głupie, >drogie, że co to za demokracja, w której są obowiązkowe wybory, że tak nie powinno, że powinno byc jak w Polsce) i pomieszkasz w tym kraju jeszcze z pięc lat i JEŻELI wtenczas zrozumiesz, że to wcale nie jest głupie, że na tym właśnie polega demokracja, żeby wziąźc odpowiedzialnośc za ten kraj w którym się mieszka i wybrac jego przedstawicieli do sprawowania władzy, że to czy tamto ma sens i nie jest wcale takie głupie jak sądziłam przedtem a wręcz przeciwnie, oraz poznasz w pracy/zaprzyjaźnisz się a może i zakochasz się w kimś o innym kolorze skóry i wyznaniu a tym samym JEŻELI zaakceptujesz innych mieszkańców tego kraju to wtenczas będziesz już na tym drugim etapie, że będziesz czuc się dobrze, komfortowo w tym kraju.
                              A jeżeli zrobisz ten "błąd" i opóścisz ten kraj (trzeci etap) na stałe, to po trzech miesiącach będziesz tak mocno chciała wrócic do Australii, że nikt nie będzie ciebie w stanie zrozumiec. Ja już to przerabiałem: nie raz, nie dwa, nie trzy i nie cztery razy...
                              I jak pomieszkasz po za Australią dłużej i porównasz z innymi krajami, gdzie mieszkałaś (dłużej) to wtenczas powiesz i zgodzisz się, że to przecież nie >żaden zacofany kraj, żadne >szambo, ale jeden z najbardziej rozwiniętych krajów świata (dla mieszkańców/obywateli tego kraju to zwisa i mają to gdzieś, że jest jednym z najbardziej rozwiniętych krajów świata, i się z tego tylko śmieją do rozpuchu, jak ty czy ja).
                              Ja w przeciwieństwie do ciebie migrując do tego kraju, nie miałem żadnej >fury oczekiwań co do Australii, oraz mieszkałem przedtem w innym kraju, dla mnie bardzo podobnym co Australia i dlatego spodziewałem się dokładnie tego samego co zastałem po przybyciu. Dlatego może mnie było łatwiej niż jest ciebie w tym pierwszym etapie, który trwał, ha, ha, ha: dobrych kilka lat.
                              A co do motta: >że przecież nie może już nic gorszego od Polski na tym Świecie istnieć,
                              ja z takim mottem nigdy PL nie opuszczałem i również może dlatego mnie było "łatwiej" niż tobie.
                                • janek_z_sydney Re: Australia 21.07.13, 20:14
                                  Jeżeli by “moja przygoda” z Australią zakończyłaby się jedynie na tym pierwszym etapie, to moje oceny/opinie/mój emocjonalny stosunek do tego kraju były by prawdopodobnie bardzo podobne do twoich. Dlatego też ja ciebie rozumiem i nie mam w zasadzie żadnego urazu. Każdemu wolno myślec i uważac to co chce.
                                • dalilah12 Re: Ambasada Australijska w Warszawie 22.07.13, 17:08
                                  > Sprostowanie:
                                  > >ty dopiero jesteś/byłaś na tym pierwszym etapie, i nie przeszłaś/i jeżeli
                                  > nigdy nie przejdziesz tego drugiego oraz trzeciego etapu, to pewnie tak zawsze
                                  > będziesz uważac i ja ciebie jestem w stanie rozumiec...

                                  - Janku ja nigdy nie liczyłam żadnych etapów, to nie Tour de France.
                                  Byłam tam na tyle długo żeby utwierdzić się w przekonaniu, iż to nie dla mnie. Świadomy wybór podjęty na trzeźwo, którego nie żałuję smile
                  • dalilah12 Re: info-linie 21.07.13, 17:48
                    >>Infolinie w AU to inna kwestia. Chodzi o to, ze masz czesc serwisu gdzie dostanie sie do zywej osoby jest zupelnie niemozliwe. Niestety nie wszystko mozesz zalatwic z maszyna. Jesli jest cos prostego to przez internt zalatwiasz tez lepiej, szybciej niz z info-linia.

                    - Internet.. I to jest chyba najpewniejsza opcja na załatwienie czegoś w Australii, ponieważ z wiekszością "żywych" operatorów jest to niemożliwe. Uprzedzam, zanim zaczniecie na mnie kołki strugać - to moja personalna opinia i proszę to uszanować. Szczególnie ci, ktorzy od lat w Australii już nie mieszkają. Ten kraj zmienił się poprzez ostatnie kilka lat i to bardzo.

                    >>Australijska obsluga klienta w tej czesci gdzie masz dostac sie i dogadac z zywa osoba, jest do bani w ogromnej czesci uslug i serwisow. Schodzi to w takim tempie na psy, ze nawet nie chce mi sie opisywac.

                    - Jacy ludzie, taka obsługa. Gorzko się zawiodą ci Polacy, ktorzy obecnie wyjeżdzają do Australii w poszukiwaniu "lepszego". Nie znajdą tam tego.

                    >>Wiem Jasiu, ze nie te czasy ale porownujac obsluge klienta w AU z innymi krajami w tych samych dziedzinach, to rozpacz. Jest wiec roznica a wlasciwie rosnaca przepasc miedzy krajami rozwinietymi i rozwinietymi.

                    - Widocznie Australia jest krajem rozwiniętym tylko w rankingach. Dla mnie, personalnie jest bardziej zbliżona do krajów trzeciego świata, z racji przyjmowania masakrycznie dużej ilości mieszkańców z w/w regionu globu, a gardzeniu ludźmi wykształconymi i z ambicjami (pewnie z zazdrości), oraz szczegolików takich jak np. wszy, które są w Australii normalką, dzieci w szkole je miewają tak często jak czkawkę. Mamusie idą wtedy do chemist-a po szamponik i grzebyczek p/wszom, ktore leżą na połkach razem z head and shoulders i kremem do rąk. Coś, co w innych krajach już od dawna jest nie do pomyślenia, w Australii ciągle ma się dobrze.
    • janek_z_sydney Re: Australia 22.07.13, 00:04
      A teraz, dla tych, którzy mają mit, że jest tam jakaś ”wyższa kultura europejska”, i żeby poczuli australijski: humor/styl życia/ogólnie klimaty jakie tam panują: żadne kwiaty/ garnitur/ klękanie przed swoją wybranką/ zaproszenie do restauracji/wieczór przy świecach/całowanie w rękę i tym podobne bzdety.
      Ha, ha, najbardziej podoba mi się gdy zniecierpliwiony, pyta jej się czy wyjdzie za niego/to jego zapytanie...
      Może chociaż to Wam się spodoba? Bo takich ponuraków, jak Wy na tym forum, to rzadko gdzie mona spotkac, nic Wam się podoba w tej Australii.
      So far, przeszło dziewięcdziesiąt sześc tysięcy kliknięc na tej strony (licząc oszczędnie, dobre dziewięcdziesiąt tysięcy ludzi ju to oglądało, pewnie niedługo obejrzy to ze sto/dwieście czy więcej tysięcy ludzi, i pewnie większości to się więcej niż podoba, ale nie Wam, Wy jesteście inni, Wam się nic co Aussie nie podoba, nawet tym co w tym kraju mieszkają, co z Was za ludzie?
      Most Aussie marriage proposal ever:
      video.au.msn.com/watch/video/9raw-most-aussie-marriage-proposal-ever/x8cd93l
      • dalilah12 Re: Australia 22.07.13, 14:18
        > A teraz, dla tych, którzy mają mit, że jest tam jakaś ”wyższa kultura europejska”

        - Now, you're talking John smile

        >>i żeby poczuli australijski: humor/styl życia/ogólnie klimaty jakie tam panują

        - uchhh, tu dałeś z grubej rury smile jako że ciężko z tego filmu cokolwiek poczuć...hehe

        Janek, czy tak Cię mamusia uczyła? Używać psa do zaręczyn? wink Naprawdę to jest dla Ciebie cool i OK? Wypadałoby chyba uklęknąć przed kobietą, wyciagnąć pierścionek i wyraźnie zapytać o jej decyzję, a nie tak prymitywnie bełkocząc "what do ya reckon?.. what do ya reckon?" Czy on ją w ogóle poprosił o rękę? Zapytał na początku czy za niego wyjdzie? Nie.
        Ja nawet nie wiedziałam z jakiej okazji ten pies jej przyniósł ten pierścionek. Przekaz tego "filmu" nie jest do końca jasny.
        Co za prymitywny pierwotniak... To taki australijski humor miał być, czy co?

        Gówniarze nagrali zaaranżowany wcześniej filmik (najpierw nad tym myslieli przez rok) po czym wrzucili na youtube myśląc, że wszyscy w to uwierzą, a oni staną się gwiazdami internetu..
        Takimi gówienkami właśnie żyją na codzień Oziki. Przydałoby im się z rok w Polsce na porządne przebudzenie smile "Dupa nie wie na czym ma jeździć" jakby to moja sąsiadka powiedziałasmile Za dobrze mają już od dziecka, za dużo pozwalane, bezstresowe wychowanie, wszystko podawane na tacy. Dlatego doszło do tego,że taki kawaler czy panna nawet wody w wc po sobie nie umie spuścic, nie mówiąc o posprzątaniu dookoła siebie. Toż to życiowe kalectwo, co to z tego wyrośnie? Jakie to społeczeństwo ma z tego kiedyś być?

        Założę się, że ta dziewucha z filmu w ogóle nie pracuje i nigdy nie skalała rąk żadna pracą, jest wulgarna w obyciu (pomimo, że się wdzięczy i szczerzy do kamery), klnie jak szewc, siedzi całe dnie na facebook-u i notorycznie bawi się swoim I-phone prowadząc auto, a przy tym ma niebotyczne wymagania i roszczenia od życia i wszystkich dookoła. Takie to australijskie. To jest właśnie ta ich kultura i styl tego ich hmmm..."życia" wink echhh
        • janek_z_sydney Re: "poczuc blusa" 22.07.13, 15:32
          ha, ha, ha,
          tak uważasz?
          po tym; >"what do ya reckon?.. what do ya reckon?"
          było jeszcze jedne, jakże typowe Aussie, question i bardzo, ale to bardzo "bezpośrednie" określenie w tym przypadku swojej wybranki/żadne tam konwenanse, ale ty tego chyba nie czujesz... w każdym badź razie napewno nie pochwalasz, tak jak ją zniecierpliwiony na to że tak długo nie odpowiada, czy za niego wyjdzie, - nazwał...

          Pewnie to też ci się nie podoba, jak żyją inni, jak postrzegają świat, jakiego oni "czują blusa", a przekaz jest nadal ten sam: żyj i pozwól życ innym: wiadomosci.wp.pl/kat,1515,title,Niezwykli-seniorzy-zatrzymani-na-lotnisku-w-Salt-Lake-City,wid,15825877,wiadomosc.html?ticaid=110fd7
          • dalilah12 Re: "poczuc blusa" 22.07.13, 17:18
            >>ha, ha, ha, tak uważasz? po tym; >"what do ya reckon?.. what do ya reckon?"
            było jeszcze jedne, jakże typowe Aussie, question i bardzo, ale to bardzo "bezpośrednie" określenie w tym przypadku swojej wybranki/żadne tam konwenanse, ale ty tego chyba nie czujesz... w każdym badź razie napewno nie pochwalasz, tak jak ją zniecierpliwiony na to że tak długo nie odpowiada, czy za niego wyjdzie, - nazwał...

            - Janku, po przemyśleniach.. ja już jestem zdecydowana, pożyczę Ci na bilet do Australii jeśli chcesz. Występuj o wizę turystyczną i jedź tam człowieku drogi bo widzę, że tęsknisz niesamowicie za tamtymi klimatami smile
    • luiza-w-ogrodzie Mity krazace o Australii - trzymajmy się tematu 22.07.13, 02:09
      Pierwszy mit, to że w Australii jest wiecznie ciepło. W obszarach subtropikalnych to prawda, ale poza nimi niekoniecznie. Australia ma wiele stref klimatycznych (co najmniej 11, liczba zależy od klasyfikacji) ale w większości z nich zimą w nocy często jest poniżej 10 stopni. W Sydney mamy przygruntowe przymrozki w okolicach oddalonych przynajmniej 10 km od wybrzeza. Jeśli dodać do tego stare budownictwo, w którym często jedynym wbudowanym źródłem ciepła są kominki, to można tu nieźle zmarznąć.

      Drugi mit, to straszliwe stwory natury czyhające na ludzi za każdym rogiem: jadowite węże, pająki, rekiny etc. Rekiny widzałam ale tylko młode (shark nursery w okolicy Shelley Beach), jadowitego pająka widziałam dwa razy a węże trzy razy (ale tylko w buszu). Znakomita większość tragicznych zgonów to raczej wypadki, a nie atak pająka wink

      Luiza-w-Ogrodzie
      Forum AUSTRALIA
      • janek_z_sydney Re: "poczuc blusa" i nie trzymac się tematu 22.07.13, 07:53
        Wybacz, Kan, że się Ciebie zapytam. Jak Ci się podobał ten filmik? Pytam sie Ciebie, dlatego, że wydaje mi się, że jedynie dla Ciebie na tym forum: praca, praca, czytaj zarabianie pieniędzy, czytaj sprawy materialne nie są najważniejsze, i że jest jeszcze coś z czego można się pośmiac, i napisac tak jak Ty: ha, ha,ha.
        A jeżeli nawet jest to wyreżyserowane i , że nie jest wcale to "amerykańskie” i "płytkie” jak by się to wydawało (bo że co, że Amerykanie najwiecej nakręcili i puścili w "siec internetową” tego rodzaju filmiki), a że to jednak jest, przynajmniej dla mnie, takie... Aussie, a Ci którzy nie "czują blusa”, to już ich strata.
        Podobnie jak w tej rozmowie z vice Konsulem, na moje: G’day, mate! Prawie razu przeszedł on do tej formy/sposobu konwersacji, można rozmawiac: English "po angielsku”, a można i po australijsku. Podczas kilku, kilkunastu minutach z nim rozmowy, poczułem się jak w Australii, po prostu poczułem "te klimaty”, "poczułem blusa”.
        • kan_z_oz Re: "poczuc blusa" i nie trzymac się tematu 22.07.13, 15:50
          Jasiu odpowiedz jest bardzo prosta. Jak wiesz ze spotkales 'luv of your life' i masz spedzic z nia nastepne 100 lat to wiesz. Nasze zareczyny byly wiec bardzo podobne do tych z filmu - w PRL-u i ponad 25 lat temu....haha
          Pytanie Twoje o rozmowy wychodzace z serca oraz decyzje kontra te logiczne czyli zaprogramowane przez wychowanie? Zalezy gdzie sie obracasz. Ja sie akurat obracam w alternatywnych kregach AU na Hinterland. A obracam sie, bo dawno temu juz wypadlam z
          utartego obiegu, ale wiem o co w takowym ludziom chodzi.
          Pieniadze Jasiu sa. Sa nieodloczna czescia ukladu. Jest bol jak Ci ich brakuje oraz chwilowe zadowolenie gdy sa. Ponad tym sa rachuki do zaplacenia gdy $$ nie ma. Ja nie znam sytuacji $$$ nie do zaplacenia od lat. To ostanie zostalo wypracowane. Jak jestes tez w tej sytuacji, to $$ nie ma wiekszego znaczenia...wciaz...wypracowane, bo znam ludzi, ktorzy teoretycznie maja b. duzo a tego progu nie przeskoczyli.

          Kan
        • janek_z_sydney Re: Zgadzam sie!!! 23.07.13, 08:19
          ha, ha, ha,
          właśnie dostałem kolejny e-mail od: Malcolm Turnbull, że "Pośród całej naszej walki politycznej, ... jest moment radości, ...księżna Cambridge jest (jak mówią) delivered of a baby boy".
          Reszta tego mail-a to w zasadzie, o tym, że Kevin Rudd >has serious problems to fix such as the Government's accumulated debt position, itd itp...
          Ha, ha, ha, muszą naprawdę zbliżac się wybory parlamentarne (14 September this year) i potrzebny jest każy głos...
          Wy też dostajecie mail-e od "swoich polityków"/members of Parliament?
      • janek_z_sydney Re: Mity krazace o Australii 23.07.13, 10:00
        Nie wiem czy większośc, ale niektórym udało się to zrealizowac.
        I w ramach głębokiego urazu, jakiego doznali będąc w tym kraju i terapii, jaką udzielił im lekarz psychiatra?, czy też odreagowania: opluwają i wyśmiewają ten kraj na tym i na innych forach ile się da.
        Niektórym życie po prostu się nie ułożyło i winą za to obarczają i będą do końca życia obarczac... Australię, mieszkając w Kanadzie czy gdziekolwiek indziej.
        Kolejny mit o Australii: o tych, którzy byli w tym kraju i nie zrealizowli tam swoich marzeń?
        I proszę przyjąc do wiadomości, że jest to moje stwierdzenie faktu, BEZ ŻADNEGO z mojej strony PERSONALNEGO ATAKU NA KOGOKOLWIEK.
        Powodzenia Wszystkim w znalezieniu swojego miejsca na Ziemi.
          • janek_z_sydney Re: Mity krazace o Australii 23.07.13, 12:08
            Zupełnie, źle mnie zrozumiałaś. Nie, wcale tak nie uważam.
            Pisząc >udało się, miałem na myśli, to, że byli na tyle odważni, by podjąc kolejny? krok w poszukiwaniu swojego miejsca na Ziemi, tam , gdzie będą się czuli szczęśliwie i tam gdzie będzie im dobrze. Jeżeli takie miejsce znaleźli, w Kanadzie czy gdziekolwiek indziej, to im gratuluję właściwej decyzji.
      • kan_z_oz Re: najgłówniejszy mit to... 23.07.13, 12:20
        Najglowniejszy dla mnie to mit, ze brakuje ludzi do pracy. Moze i brakuje specjalistow w roznych dziedzinach ale wcale to nie oznacza, ze ktos ma chec ich zatrudnic. Jesli ktos kieruje sie lista zawodow podawanych przez 'immigration', to w wielu przypadkach czeka go niespodzianka.

        Najpewniejszym zrodlem bedzie chyba info od 'head hunter' jak naprawde wyglada zapotrzebowanie w danym zawodzie czy branzy.

        Kan
        • iza42 Re: najgłówniejszy mit to... 24.07.13, 10:40
          nie najglowniejszy ale jednak - dobre jedzenie. Moze nie wszedzie, nie w Melbourne ale tam gdzie mieszkam niestety tak. A natrafic na dobra restauracje to wyjatkowe szczescie, wiekszosc z nich to fatalne pomylki . Pozostaje gotowanie i pieczenie chleba w domu, dla tych, ktorym starcza na to energii i czasu. Mieszkam bynajmniej nie w buszu lecz w duzym centrum turystki na wschodnim wybrzerzu.
            • iza42 Re: najgłówniejszy mit to... 24.07.13, 12:26
              nad_oceanem napisał:

              > Jak to, nie macie Japonczykow, Chinczykow, Tajow itp?

              Owszem , mamy ich duzo ale :
              - chinska kuchnia jest niesmaczna, pelno w niej tluszczu, kilka razy sie sparzylam, wiec nie chodze tam
              - japonska owszem, zdrowa, ale ilez mozna jesc sushi i sashimi ?
              - tajska to chyba najlepszy wybor z wyzej wymienionych , mamy tu pare dobrych restauracji
              - o hinduskich nie wspomne, po kazdej wizycie do takowej jestem chora sad
              Problem w tym, ze teskno mi do dobrej kuchni europejskiej ale tutaj jest jak tego na lekarstwo jezeli nie liczyc jakichs makabrycznie drogich restauracji francuskich

          • dalilah12 Re: najgłówniejszy mit to... 24.07.13, 13:29
            Apropo's jedzenia:
            W Perth, na ten przykład, obecnie prawie dwumilionowym mieście (stolYcy Western Australia na dodatek), była i pewnie nadal jest JEDNA tania japońska restauracja "Taka Japanese Cuisine", do której przez siedem dni w tygodniu walą pielgrzymkowe tłumy na tanie i smaczne jedzenie. I rzeczywiście bylo i pewnie nadal jest tanie i dobre. Za $5,70 czy coś w tym stylu była duża porcja (chicken lub fish plus fura ryżu i zupa rybna) Świeże (bo ogromny przemiał dziennie), tanie i smaczne. Dlatego były tam kolejki jak w PRL-u, szkolno-stołówkowa atmosfera, głośno jak cholera bo masa Azjatów, jednak swój urok to miało. W całej WA są tylko 3 oddziały tej restauracji, jednak tylko ta w centrum Perth dawała najlepsze żarcie i największe porcje. Dwie pozostałe były jakościowo i ilościowo daleko w tyle za wyżej wspomnianą (stąd tłumy w tej pierwszej) Tak właśnie jest w Perth, a może i w całej Australii, ta sama nazwa restauracji, a różna jakość i ilość podawanego jadła. Owszem, były inne azjatyckie restauracje i podawały całkiem dobre jedzenie ale....cena byla minimum double za to samo co w Taka.
            Żeby w takim mieście była tylko jedna, jedyna dobra, tania jadłodajnia do której walą wszyscy, to naprawdę troche sie w głowie nie mieści. Oczywiście jak to w Perth, wszystko jest otwierane późno i zamykane wcześnie, także i Taka była zamykana w niedziele o 5pm (dokładnie tak jak i całe centrum miasta CBD) włączając wszystkie sklepy.

            Dodatkowo, wkurza fakt że Coles i Woolies mają świeże, ciepłe pieczywo w bardzo limitowanych ilościach i wtedy kiedy nie ma możliwości pożywić sie w Taka, można by było skoczyć po jakieś bułeczki do sklepu. Zapomnij. Wszystko co świeże i zjadliwe znika jak kamfora w godzinach południowych. Dla pracujących (8-4) i przybywających do sklepów po 4 już tego pieczywa co jest z rana (do południa) niestety nie ma i więcej się nie produkuje... Powstaje pytanie - DLACZEGO?
            Dlaczego ja, pracująca osoba która zasługuje na porządna strawę po całym dniu nie mogłam nigdzie kupić normalnego pieczywa bo wieczne nieroby, utrzymańcy centrelinka, szarańcza tego kraju wszystko wykupuje w godzinach przedpołudniowych? Dla pracujących zostają zatem chleby typu "płyta paździeżowa" lub w wersji light typu "tektura" w foliowych opakowaniach, ktore nie każdemu smakują! Więcej! To samo jest z podstawowymi produktami jak np. tanie jajka! Po południu już nie ma!Tylko kilka poszarpanych kartonów i dookoła potłuczone jaja po przejściu niepracującej chołoty, która już od dawna siedzi przed tv zjadając to, co wykupiła w południe. Tanie mleko po południu? No way! Ale za to od vegimite półki się uginają. Czyż to nie oznaka dobrobytu?

            Dlaczego w Polsce jest tak, że mogę sobie pojechać nawet o 21.00 do Auchan czy innego marketu i wiem,że jak podejdę to działu piekarskiego to tam znajdę świeże, jeszcze ciepłe, pachnące bułeczki, które przed kilkoma minutami zostały wypieczone w sklepowych piecach i wsypane do pojemników? Jest ich tyle,że wystarczy dla każdego i to o tej porze! A jeśli jakimś cudem nie wystarczy to spokojnie, nastepne się pieką i będą za kilka minut.
            Dlaczego w Australii Zachodniej (a może i w calej Australii) tak bardzo podobno rozwiniętej (i ciągle rozwijającej się, [ha ha]) takie prozaiczne rzeczy są nieosiągalne?
            Tylko nie mówcie, ze są inne piekarnie..., I don't care. Ich pieczywo jest niesmaczne i przy tym maja chore ceny za to co oferują, poza tym nie są one przy każdym shoppingu, poza tym chyba to logiczne, że jak wchodzę do supermarketu to chcę kupić wszystkie podstawowe produkty spożywcze, a nie latać po dziesięciu sklepach i tłuc kilometry jakbym nogi na loterii wygrała.
              • kan_z_oz Re: najgłówniejszy mit to... 25.07.13, 02:08
                Mitem nastepnym jest, ze Coles lun Woolworths sprzedaja 'swieze' produkty. Coles ostatnio zaplacil kary za sprzedawanie reklamowanego 'na miejscu pieczonego zdrowego pieczywa', ktore bylo wypiekane w Irlandii. Woolie zostal przylapanynza sprzedawaniu swiezych warzyw/owocow, rzekomo australijskich ktore pochodzily z US oraz Francji. Dodam tylko, ze w ramach kwarantanny wszystkie produkty ktore przyplywaja do AU sana promieniowane. Wszystko wiec co ma nalepke swieze lub organiczne to bzdura na resorach.

                Swieze i organiczne w tych ostatnich supermarketach to gora pare produktow. Ogromna czesc sprzedawana jest do tego modyfikowana genetycznie. Kelloggs, Cadbury, Cola, Pepsi, V8, heinz, healty choice/Mc Cain, Lipton, wlaczajac Kraft czyli vegimite etc.

                Markets moi drodzy.
                W przypadku Perth czy WA to nie slyszalam aby byl tam dostep do jedzenia. Zarcia tak. To jest ze tak powiem 'wiedza powszechna' w AU, gdzie kupowac i tu sa potrzebne eshumy - bez urazy - bo inaczej czlek zzera ten shit, zanim sie zorientuje, ze w AU sie jedzenia nie kupuje w ww supermarketach.
                O tym tez na tym forum bylo.

                Kan
                • iza42 Re: najgłówniejszy mit to... 25.07.13, 12:39
                  kan_z_oz napisała:
                  .
                  >
                  >
                  > Markets moi drodzy.
                  > W przypadku Perth czy WA to nie slyszalam aby byl tam dostep do jedzenia. Zarci
                  > a tak. To jest ze tak powiem 'wiedza powszechna' w AU, gdzie kupowac i tu sa po
                  > trzebne eshumy - bez urazy - bo inaczej czlek zzera ten shit, zanim sie zorient
                  > uje, ze w AU sie jedzenia nie kupuje w ww supermarketach.

                  Latwo Ci powiedziec market, ale akurat tam, gdzie ja mieszkam i pracuje nie ma blisko marketu, wycieczka na market zajmuje duzo czasu, to jest cos, czego mi brakuje nawet w weekendy nie mowiac oczywiscie o week days kiedy jedyna dla mnie podpora jest wlasnie ten Coles, bo jest obok pracy . Pomysl zaopatrywania sie w marketach nie jest zbyt praktyczny dla tych, ktorzy pracuja dlugie godziny i nie maja tego dobrodziejstwa pod reka. Co w takim wypadku ma robic osoba w podobnej sytuacji jak ja ? A przeciez takich jak ja jest wiekszosc.
              • dalilah12 Re: najgłówniejszy mit to... 25.07.13, 14:23
                > Ale $5.70 to jest smiesznie niska cena za danie. Az sie boje myslec skad oni biora skladniki i ile placa swoim pracownikom. W Melbourne, to zwykle kanapki wiecej kosztuja.

                - W Perth także, zwykła kanapka (tzw. roll) ham+cheese+salad w obskórnym lunch barze u Azjaty, gdzieś na uboczu kosztowala ponad $6.00. "Wczorajsze" paje były po około $5.00/szt. Zdzierstwo na maximum, już bardziej skóry zedrzeć z konsumenta chyba się nie da smile zwłaszcza, że smakowało jak sh.t smile

                Taka Japanese .... w moim odczuciu szła na ilość, stąd niskie ceny przy dobrej jakości. To trochę niespotykana w Australii taktyka (iść na ilość obniżając ceny produktów), a jednak to chyba tam miało miejsce. Produkty, hmm.. nie wiadomo skąd je biorą, jednak chicken smakował jak chicken, a fish jak fish. Było to naprawdę OK i dużo, jednak takich knajpek w tym "ghost town" powinno być conajmniej z pięć, chociażby po to żeby rozładować ten dziki tłum.
            • nad_oceanem Re: najgłówniejszy mit to... 25.07.13, 11:43
              Cierpicie na to samo co Kanada, maly rynek, z ustawionymi na nim od dziesiecioleci prawie-ze monopolistami, rynek ktory jeszcze niedawno skladal sie z jakichs general stores z artykulami zupelnie podstawowymi, wiec konsumenci "unsophisticated", przyzwyczajeni do bardzo podstawowych i wysoce przetworzonych produktow (latwiej je przechowywac i sprzedac) - no i raczej dyktatu sklepu/korporacji jesli chodzi o asortyment a nie odwrotnie.

              Emigracja europejska w zaniku wiec restauracji europejskich nie bedzie...

              Ostatnio bylem w supermarkecie w Warszawie i opadla mi szczena na widok ilosci i roznorodnosci produktow, co do jakosci sie nie wypowiadam. Wieksza konkurencja, volume, oczekiwania. Sama np. polka z serami to kilkadziesiat/set produktow, kiedy w moim supermarkecie w Kanadzie do niedawna byly dwa, obecnie moze piec wink. Obecnie gro przyjezdnych pochodzi z 3 swiata wiec dla nich to i tak spoko.
              • dalilah12 Re: najgłówniejszy mit to... 25.07.13, 14:52
                > Cierpicie na to samo co Kanada, maly rynek, z ustawionymi na nim od dziesiecioleci prawie-ze monopolistami, rynek ktory jeszcze niedawno skladal sie z jakichs general stores z artykulami zupelnie podstawowymi, wiec konsumenci "unsophisticated", przyzwyczajeni do bardzo podstawowych i wysoce przetworzonych produktow(latwiej je przechowywac i sprzedac) - no i raczej dyktatu sklepu/korporacji jesli chodzi o asortyment a nie odwrotnie.

                - Dokładnie. Brak konkurencji na rynku bardzo szkodzi. W takim WA na przykład nie ma wszystkich sieci sklepów/supermarketów/kawiarni/etc, które są na wschodnim wybrzeżu Australii. Nie ma i nie będziesmile bo po co? - tak mawiali, jak pamiętam lokalni mieszkańcy. Im, tak jak tym emigrantom z krajów trzeciego świata wiele do szczęścia nie potrzeba. a raczej można by powiedzieć-ekstremalne minimum. Ostatnimi czasy, jak jeszcze pamiętam nawet zamknięto kilka sklepów marki esprit, które były takie bardziej europejskie (znane z polskich galerii handlowych) i można było tam coś dla siebie znaleźć. Bo o innych europejskich markach ciuszków to w Perth można tylko pomarzyć. Esprit nie szedł, teraz w jednym z lokali jest Apple - to sprzedaje się jak gorące pieczywo....tu narzekać nie mogąsmile Jak wchodził nowy I-phone to kolejka się tworzyła już dnia poprzedniego w nocy. Kolejkowicze spali na chodniku w śpiworach żeby kupic telefonsmile

                Czterech, a może pięciu polskich rzeźników w Perth to praktycznie zero konkurencji, jeśli wziąć pod uwagę olbrzymie dystanse z punktu A do B. Może z tego powodu pozwalają sobie oni na sprzedawanie dawno przeterminowanych produktów? U jednego można było znaleźć dosłownie 60-70 procent rzeczy, które były dawno po terminie. Słodycze, konserwy, produkty suche, śledź w śmietanie, zupy w proszku, długo by wymieniać... W normalnym świecie żaden sklepikarz raczej nie mógłby sobie na coś takiego pozwolić. W Perth to możliwe i nawet działa smile
              • starypierdola Drogi emigrancie z pierwszego swiata :) 25.07.13, 18:30
                Czy ty czasem nie mieszkasz w Prince Albert, Sask.??

                Moze przejdz sie do najblizszego "President's Choice" czy jak to sie u Ciebie nazywa i policz ile masz rodzajow serow. Zaloze sie ze nie starczy Ci palcow rak i nog (razem wzietych).

                Tyle ze ceny wyzsze niz we Francji czy Danii....

                No chyba ze sie myle??

                Pozdr
                SP
                • nad_oceanem Re: Drogi emigrancie z pierwszego swiata :) 25.07.13, 23:49
                  Raczej sie myslisz.

                  Pisalem o konkretnym rodzaju; np. brie czy camembert. Tych sa z dwa, trzy rodzaje w opakowaniach roznej wielkosci.
                  O ile pozadasz, zrobie zdjecie next time.

                  Biorac pod uwage WSZYSTKIE sery, "palcy" moze nie starczy ale i tak nie ma porownania z polskim sklepem.

                  A ceny faktycznie z kosmosu.
                  • ratpole Re: Drogi emigrancie z pierwszego swiata :) 26.07.13, 03:19
                    nad_oceanem napisał:

                    > ale i tak nie ma porownania z polskim sklepem.

                    Straszny blad popelnilem wiele lat temu emigrujac z kraju przyszlego dobrobytu, Ojczyzny Wszystkich Serow.
                    Wystarczylo zaczekac te glupie pol zycia i mialbym serow o! potad hehehe
                    Ach te "polskie" sklepy z tysiacami "polskich" serow, "uprzejma" obsluga (ta akurat 100% polska), przystepnymi cenami, no po prostu Swiat Pierwszy i Przodujacy.
                    Zamorzony z Ipanema, moze juz czas wyrosnac z tego Gierka?
                  • starypierdola Challenge :) 26.07.13, 09:01
                    W jakiejkolwiek wyszukiwarce wpisz i szukaj: "Loblaws, Brie"
                    Jestem (prawie) pewien ze znajdziesz conajmniej 20 roznych typow brie.
                    TO samo z innymi serami.

                    Pomocny SP

                    PS. No ale, ale..... Ser bez wina? Z Ontario (St. Catherine's czy okolic?); Z Okanagan Valley? Tyle ze te ostatnie, co lepsze, to glownie z importowanych Chlijskich winogron sad
                    • nad_oceanem There u go. 13.09.13, 01:37
                      "Prawie" to keyword... wink.
                      Zdjecie zrobilem, proszsze bardzo...


                      starypierdola napisał:

                      > W jakiejkolwiek wyszukiwarce wpisz i szukaj: "Loblaws, Brie"
                      > Jestem (prawie) pewien ze znajdziesz conajmniej 20 roznych typow brie.
                      > TO samo z innymi serami.
                      >
                      > Pomocny SP
                      >
                      > PS. No ale, ale..... Ser bez wina? Z Ontario (St. Catherine's czy okolic?); Z O
                      > kanagan Valley? Tyle ze te ostatnie, co lepsze, to glownie z importowanych Chli
                      > jskich winogron sad
                    • nad_oceanem Re: Challenge :) 28.09.13, 17:42
                      No i co z tym zdjeciem?
                      Jest do obejrzenia od miesiaca.


                      starypierdola napisał:

                      > W jakiejkolwiek wyszukiwarce wpisz i szukaj: "Loblaws, Brie"
                      > Jestem (prawie) pewien ze znajdziesz conajmniej 20 roznych typow brie.
                      > TO samo z innymi serami.
                      >
                      > Pomocny SP
                      >
                      > PS. No ale, ale..... Ser bez wina? Z Ontario (St. Catherine's czy okolic?); Z O
                      > kanagan Valley? Tyle ze te ostatnie, co lepsze, to glownie z importowanych Chli
                      > jskich winogron sad
              • ratpole Re: najgłówniejszy mit to... 25.07.13, 18:40
                nad_oceanem napisał:

                > Ostatnio bylem w supermarkecie w Warszawie i opadla mi szczena na widok ilosci i roznorodnosci produktow

                A te produkty to wywoza w szesciu shopping carts tlumy "sophisticated, well-to-do Polish shoppers" buhahahahaha

                > co do jakosci sie nie wypowiadam

                Oj, a czemuz to? Wypowiedz sie pliz. Co do jakosci dziewczyny z Ipanema nie miales takich zahamowan.

                > Wieksza konkurencja, volume, oczekiwania.

                Zafascynowaly mnie zwlaszcza te wieksze oczekiwania Polish shoppera, no no.
                Chodzi ci o sol autostradowa? Susz ze zgnitych jajek czy ki diabel jeszcze?
                Wymagajacy Polish shopper ma natychmiast zaspokojony kazdy swoj most whimsical wish, nie? buhahahahaha
                Pojechales do bulwy szukac roboty u Michnika? Nadajesz sie do tego lepiej niz do wozenia pizzy w Kukitlam hehehe
                • nad_oceanem Zgnitych? 26.07.13, 00:14
                  "ratpole napisał:
                  Susz ze zgnitych jajek czy ki diabel jeszcze?"

                  Zgnitych?

                  Chamie, nie ma takiego slowa.

                  Zgniłe. Słowo zgnite nie występuje w słowniku języka polskiego. Ewentualnie ludzie mogą się posługiwać nim gwarowo, na przykład na wsiach. Jednak generalnie poprawnie jest "zgniłe".


                  • ratpole Re: Zgnitych? 26.07.13, 03:26
                    nad_oceanem napisał:

                    > Chamie, nie ma takiego slowa.

                    Watch your mouth, woman, bo wylecisz za chamskie zachowanie hehehe

                    Wazne, ze zrozumiales moja gware i slusznie oburzona zaprzeczylas istnieniu suszu ze zgnitych jajek hehehe

                    pl.memgenerator.pl/mem-image/nie-patrz-sie-na-mnie-te-jablka-byly-zgnite-pl-ffffff
    • starypierdola Drodzy smakosze z trzeciego (czwartego?) swiata. 25.07.13, 18:38
      "Kto sie dostal miedzy wrony, musi krakac jak i ony... czyli: when in Rome do (eat) what Romans (eat) do"

      Jak to jest ze chust-nakryc glowy dla arabek nie chcecie iportowac, ale koniecznie potrzebujecie zywnosci z Warszawy?

      Co jesst smaczne w Au? Owoce tropikalne (i nie tropikalne), miesa, szczegolnie lamb, tenderloin, inne steki, seafood (np. abalone czy red snapper najlepsze na swiecie.....kroliki ..... no ale kartofle drogie wiec rozumie skargi i niezadowolenie.

      No i teraz rozumie czemu Luiza ma swoj ogrod i hoduje kroliki smile

      Smakosz SP
        • kan_z_oz Zakupy w AU 26.07.13, 02:38
          Internet w moim przypadku zalatwia wiekszosc.

          Iza - w Twojej okolicy poszukaj dostawcow organicznych produktow, i przywioza Ci pod drzwi. Sama korzystam u siebie z markets, ale alternatywnie mozna zamowic i wychodzi praktycznie to samo cenowo. Chleb w Sydney kupowalam tez w piekarniach w Blue M. i mrozilam. W zamrazalniku lezy pare tygodniu bez problemu. Odpieczony jest jak prosto z pieca. Masz cale mnostwo w glab od wybrzeza - poszukaj. Niestety to nie NZ, gdzie mozna kupic pyszne jedzenie z urodzajnej gleby wulkanicznej w kazdym sklepie.

          Reszta AU - jest to chyba bardziej praktyczna metoda zakupow dla stalych mieszkancow? Zaopatruje sie we wszystko czego nie ma w lokalnych sklepach, zaczynajac od niektorych produktow budowlanych, wyposazenie domu, ciuchy, herbaty zielone ,biale, ziola, czesc jedzenia. Z dostawa pod drzwi, bez dodatkowych oplat powyzej pewnej kwoty zamawianej.

          Przegladajac rozne strony internetowe to widze, ze Kanada ma jeszcze lepszy, wiekszy i tanszy wybor niz AU - wszystkiego, zaczynajac od organicznego jedzenia. W czym wiec problem Panowie?

          Kan
          • ratpole Re: Zakupy w AU 26.07.13, 03:09
            kan_z_oz napisała:

            > Przegladajac rozne strony internetowe to widze, ze Kanada ma jeszcze lepszy, wi
            > ekszy i tanszy wybor niz AU - wszystkiego, zaczynajac od organicznego jedzenia.

            Juz nie wspominajac o stosunku plac do cen i wicek versa hehe

            > W czym wiec problem Panowie?

            Ja, bedac Panem, problemu nie mam (nawet z AU), ale pojawil sie tu taki dziewczyn z Ipanema w charakterze gierkowskiej propagandy sukcesu hehehe
          • iza42 Re: Zakupy w AU 26.07.13, 12:08
            kan_z_oz napisała:

            > Internet w moim przypadku zalatwia wiekszosc.
            >
            > Iza - w Twojej okolicy poszukaj dostawcow organicznych produktow, i przywioza C
            > i pod drzwi. Sama korzystam u siebie z markets, ale alternatywnie mozna zamowic
            > i wychodzi praktycznie to samo cenowo. Chleb w Sydney kupowalam tez w piekarni
            > ach w Blue M. i mrozilam. W zamrazalniku lezy pare tygodniu bez problemu. Odpie
            > czony jest jak prosto z pieca. Masz cale mnostwo w glab od wybrzeza - poszukaj.
            > Niestety to nie NZ, gdzie mozna kupic pyszne jedzenie z urodzajnej gleby wulka
            > nicznej w kazdym sklepie.

            Tak Kan , tyle ze mowimy dwoch roznych sprawach , Ty o zdrowych organicznych produktach
            a ja o smacznym jedzeniu. Choc lepiej by bylo aby to ostatnie tez bylo zdrowe ale mimo wszystko to nie to samo. Owszem, moge zamowic organiczne produkty przez internet, ale czy ile czasu i zajmie mi wyprodukowanie z nich smacznego posilku tego nie wiem, kupno ziol , fajna sprawa, owszem ale jeszcze trzeba wiedziec co z nimi robic , zeby smakowaly itd.
            Ja bym na przyklad chciala wpasc do sklepu spozywczego na szybki lunch ale nie moge bo dookola mam fastfoody, wiec jezeli nie przyniose sobie kanapki z domu to praktycznie nie mam co jesc. O restauracjach pisalam juz . Chociaz z tym chlebem to dobra sprawa bo domowy mi wcale dobrze nie wychodzi chociaz kupilam maszyne ...
            Ech, bede juz konczyc, bo smutno mi sie robi.
            Z NZ to masz racje , nie moge zupelnie zrozumiec jak w takiej Hawkes Bay ( 3 miasteczka , razem niewiele ponad 100 tys mieszkancow) moga miec pyszne piekarnie, europejskie delikatesy , sklep z serem oraz duzo wspanialych, europejskich restauracji przy winiarniach . Turystow tam przeciez chyba mniej niz na Gold Coast? I mimo wszystko oplaca sie .
    • luiza-w-ogrodzie Mit: w Australii powinno być jak w Europie 26.07.13, 02:34
      He he jak widać z ostatnich postów niektórzy forumowicze padli ofiarą mitu, że w Australii powinno być jak w Europie ;o)

      Ludzie, zastanówcie się, jakim cudem takie Perth (drugie najbardziej odizolowane miasto świata po Alma-Ata), wypełnione głównie mało wyrafinowanymi pracownikami górnictwa i przeżywające czas dzikiego wzrostu ma ofiarować wyrafinowaną kuchnię?

      W jaki sposób miasta czy dzielnice w których przeważają Azjaci mają mieć duży wybór pieczywa w stylu europejskim? BTW, to tak zwane "świeże" jeszcze ciepłe pieczywo jest najczęściej wypiekane albo z ciasta przygotowanego tygodnie wcześniej i zamrożonego, albo po prostu odpiekane są uprzednio wypieczone a potem zamrożone bułki czy bochenki chleba. Kan już opisywała tutejsza bułczaną afere Colesa, ale wierzcie mi, to standartowa praktyka również w Europie i nie tylko w supermarketach.

      Ktoś tu narzekał na restauracje "chińskie" czu "indyjskie". Otóż moi drodzy, nie ma czegoś takiego, chyba dla turystów albo podobnej klienteli bez pojęcia co chcą jeść. Oba kraje mają wspaniałe kuchnie regionalne i należy szukać restauracji serwujących regionalne potrawy.

      Chcecie Europy - mieszkajcie w Europie. Do Australii przyjeżdżajcie jeśli interesuje was Australia i to co ma do zaoferowania.

      Idę do ogrodu dosadzić więcej ziemniaków i cebuli, posiać marchew, buraczki i rzepę. Potem lunch w jednej ze znakomitych i tanich azjatyckich knajpek w sąsiedniej dzielnicy. Do wyboru mam kuchnię z kilku regionów Chin, trzech regionów Indii, małą tajską restaurację, japońskie sushi, sashimi, teriyaki, wagyu beef etc.

      Pozdrawiam

      Luiza-w-Ogrodzie
      Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród...
      • iza42 Re: Mit: w Australii powinno być jak w Europie 26.07.13, 11:40
        luiza-w-ogrodzie napisała:

        > He he jak widać z ostatnich postów niektórzy forumowicze padli ofiarą mitu, że
        > w Australii powinno być jak w Europie ;o)

        > Ktoś tu narzekał na restauracje "chińskie" czu "indyjskie".
        To akurat ja smile
        Otóż moi drodzy, ni
        > e ma czegoś takiego, chyba dla turystów albo podobnej klienteli bez pojęcia co
        > chcą jeść. Oba kraje mają wspaniałe kuchnie regionalne i należy szukać restaura
        > cji serwujących regionalne potrawy.

        Byc moze, ze sa wspaniale, ja natomiast na takie wspaniale restauracje nie natrafilam jeszcze niezaleznie od regionu, z ktorego jedzenie serwuja sad Moze jest to moj gust albo zly zoladek, alob pech, nie wiem ale po prostu nie trawie tego jedzenia.

        >
        > Chcecie Europy - mieszkajcie w Europie. Do Australii przyjeżdżajcie jeśli inter
        > esuje was Australia i to co ma do zaoferowania

        Dziekuje za te sugestie, ale nie skorzystam, wybacz Luizo. Do Australii nie przyjechalam dlatego, ze jestem smakoszka, gdybym byla, juz dawno bym stad wyjechala, ale z innych wzgledow, glownie z powodu lepszych perspektyw zawodowych. Oprocz dobrej pracy i dobrych zarobkow wiele rzeczy mi sie w tym kraju podoba, klimat, luz , oraz to , ze nie ma tutaj wielu ludzi, multikulutrowosc tez ma swoje zalety. Tak wiec na razie nie mam zamiaru sie nigdzie wynosic. W koncu nie mozna miec wszystkiego, rien n'est parfait , to juz chyba ktos kiedys powiedzial, prawda ? Poza tym nie twierdze, ze jedzenie jest dla mnie rzecza najwazniejsza.
        Tyle tylko, ze wlasnie niedawno wrocilam z podrozy do Europy, bylam w kilku krajach no i niestety tam jedzenienie ma porownania do tutejszego.

        .
      • dalilah12 Re: Mit: w Australii powinno być jak w Europie 26.07.13, 16:43
        >>He he jak widać z ostatnich postów niektórzy forumowicze padli ofiarą mitu, że w Australii powinno być jak w Europie ;o)

        - ha! albo nawet dużo lepiej wink

        >>Ludzie, zastanówcie się, jakim cudem takie Perth (drugie najbardziej odizolowane miasto świata po Alma-Ata), wypełnione głównie mało wyrafinowanymi pracownikami górnictwa i przeżywające czas dzikiego wzrostu ma ofiarować wyrafinowaną kuchnię?

        - w takim razie o co chodzi z najlepszą pracą świata 2013?
        "Najlepsza praca na świecie - sześć posad czeka w Australii...
        Smakoszy zainteresuje propozycja z Zachodniej Australii, gdzie do obowiązków należeć będą kulinarne wizyty w najlepszych restauracjach, pubach, winiarniach i browarach"
        -haha, co oni będą tam degustować? paje i fish & chips? Winiarnie, OK bo WA ma ich sporo ale z jedzeniem już gorzej..

        >>W jaki sposób miasta czy dzielnice w których przeważają Azjaci mają mieć duży wybór pieczywa w stylu europejskim?

        - Ale u siebie w Azji to mogą mieć piekarnie i ciastkarnie z prawdziwego zdarzenia? smile
        na przykład:
        www.breadtalk.com.sg/products_bread.php
        Kto bywa w Azji wie o czym mowa. Od tych ciasteczek i bulek po prostu oderwać się nie można wink


        Widać w WA nie było im dane rozwinąć skrzydeł poza Utopię. Oni to uwielbiają, mi też smakowało, Aussie przechodzili obok tego obojętnie..

        utopia-aust.com/eng/product/main.php?mainId=5&secId=11
        A tak by the way to coś do poczytania o kuchni w Au znalazłam tutaj:

        careerbreak.pl/2008/10/17/o-australijskej-kuchni-a-wlasciwie-jej-braku/
        Miłego weekendu.
        • kan_z_oz Re: Mit: w Australii powinno być jak w Europie 27.07.13, 07:23
          dalilah12 napisała:
          > - w takim razie o co chodzi z najlepszą pracą świata 2013?

          Jest to reklama turystyczna QLD, majaca na celu zachecic ludzi do wizyt turystycznych do tego stanu. Chodzi wiec o reklamowe gizmo, gdzie sposrod tysiecy aplikacji wybierana jest jedna osoba do pelnienia roli tzw. Ambasadora. Wybraniec mieszka na wyspie Hamilton. Ma opisywac swoje wrazenia z nurkowania, karmienia ryb, opalania sie i surfowania. Ma wyplacona pensje menadzera sporej firmy. Ma wiec to z praca jakkakolwiek guzik do czynienia, nie tylko w Australii. Wychodzi taniej taki ludzki bilboard niz wszystkie inne tradycyjne kampanie reklamowe np; perfum czy zegarka na ktore korporacja/rzad wywalaja miliony.


          > Widać w WA nie było im dane rozwinąć skrzydeł poza Utopię. Oni to uwielbiają, m
          > i też smakowało, Aussie przechodzili obok tego obojętnie..

          Odnosnie kwestii rozwijania skrzydel, to np; w QLD duza czesc malej gastronomii zostala zarznieta drakonskimi lokalnymi przepisami.
          Okazuje sie wiec obecnie, ze babcia ktora przez ostatnie 50 lat robila np; konfitury z rosnacej w ogrodku pomaranczy czy innych drzewek i wystawiala przed dom aby sprzedac, obecnie aby kontynuowac swa dzialalnosc legalnie musialaly ukonczyc w lokalnym TAFE-ie dwa kursy.

          Nastepnie musialaby uzyskac pozwolenie na zbudowanie drugiej komercjalnej kuchni, bo gotowanie we wlasnej nie wchodzi w rachube. Za naruszenie ww grozi laczna kara do 100K lub do 2-lat wiezienia.
          No, wiec chyba jest to oczywiste dlaczego ludzie mogacy sprzedac tylko niewielka ilosc gotowanego jedzenie nie chca zainwestowac na dzien dobry pomiedzy 50-100K, nie chca tez gotowac i czesc biznesow sie zamknela. Na szczescie babcia jest stara i nieswiadoma swej dzialanosci kryminalnej...i lepiej tak to trzymac....hihihi

          Wychodzi bezpieczniej wiec uprawiac 'maryske' a i przebitka lepsza...haha...lub wziasc zasilek bez ryzyka i pracy zadnej.
          Nie do konca wiec, ze Ci Ozzi to takie tlumoki - taki rzad, takie przepisy, tacy ludzi lub scislej taka dzialalnosc.

          Tez zycze udanego weekendu

          Kan
          • dalilah12 Re: Mit: w Australii powinno być jak w Europie 27.07.13, 10:41
            dalilah12 napisała:
            > - w takim razie o co chodzi z najlepszą pracą świata 2013?

            Jest to reklama turystyczna QLD, majaca na celu zachecic ludzi do wizyt turystycznych do tego stanu. Chodzi wiec o reklamowe gizmo, gdzie sposrod tysiecy aplikacji wybierana jest jedna osoba do pelnienia roli tzw. Ambasadora.

            - Sorry, źle się wyraziłam z tym "o co chodzi" bo wiem o co, tylko dziwiło mnie że do WA wybrano jakiegoś smakosza...hehe.. Powinni raczej wybrać pogromcę boganów big_grin

            Pamiętam, że poprzednio wybierali ambasadora tylko do QLD, w tym roku wybrali aż sześć osób do różnych stanów Australii.
            link:

            www.australia.com/best-jobs.aspx
            • kan_z_oz Re: Mit: w Australii powinno być jak w Europie 27.07.13, 11:25
              dalilah12 napisała:
              > - Sorry, źle się wyraziłam z tym "o co chodzi" bo wiem o co, tylko dziwiło mnie
              > że do WA wybrano jakiegoś smakosza...hehe.. Powinni raczej wybrać pogromcę bog
              > anów big_grin

              Obejrzalam link, bo szczerze mowiac nie jestem na bierzaco z ta propaganda. (no TV)
              Moze znajdzie cos w okolicach Margaret River? haha

              Mam znajoma pracujaca obecnie w Roebourne (Pilbara); fish&chips dla 2 = $ 50. Nie narzeka, bo sa tam tylko przez pol roku, podrozujac nastepne pol. Oprocz tego to weki, przetwory wleczone przez tysiace kilometrow lub dostawy za bajonskie ceny.
              Nic wspolnego z Europa, ani inna czescia swiata.

              Mam nadzieje, ze sie jakos odnajdziesz w tym wariatkowie.

              Kan
    • gobo2 Re: Mity krazace o Australii 02.08.13, 18:07
      www.youtube.com/watch?v=yr2oDL4ybdQ
      Nie zostało nic po tobie.
      Szedłeś… nocy szalem otulony
      I już nie wiem, czy tu byłeś,
      Czy zostałeś może urojony…

      Nie pamiętam twego głosu.
      Wiem na pewno tylko, że się bałam,
      Że, gdy pójdziesz, umrze słońce…
      Ale noc minęła, słońce wstało.

      Dziś…
      Dziś… imię me…
      Imię to…
      Zawołał ktoś …
      Ktoś mnie nazwał znów – Luizą.
      Tylko ty mnie tak wołałeś...
      Znowu do mnie biegłeś...
      Znów się do mnie śmiałeś...
      Ale… to nie byłeś ty…
      Nie … nie byłeś ty…
      Do mnie biegł ktoś obcy mi.

      Nie zostało nic po tobie.
      Szedłeś… nocy szalem otulony
      I już nie wiem, czy tu byłeś,
      Czy zostałeś może urojony…


      kan_z_oz napisała:

      > Przypominam tylko, ze podajac imiona, nazwiska, nazwy firm itp. GW ocenzuruje (wytnie)
      > pomijac Luize.
    • yvona73pol Re: Mity krazace o Australii 04.08.13, 08:01
      Mit numer jeden, w ktory zreszta sama wierzylam tongue_out ze w AU jest zawsze cieplo, bo co to za zima, gdzie w dzien bywa 19-25 stopni. Dopiero tutaj sie przekonalam, ze czesto bywa wtedy zimniej w domu, niz na dworze, w domu wieczorami czlowiek siedzi opatulony po uszy i mimo to marznie, koniuszki palcow ledwo w klawiature trafiaja tongue_out Ze w nocy w domu jest ponizej dziesieciu stopni.
      Ze jak pada kilka dni bez przerwy, to nie ma jak zrobic prania, bo cholerstwo schnie piec dni tongue_out

      Mit numer dwa, ze tu roi sie od strasznych zwierzat i gadow/plazow masci przejadowitej - owszem, ale poza miastem; wiele razy tlumaczylam znajomym, ze nie trzymam serum przeciwjadowego w lodowce, ze nie sprawdzam butow przed zalozeniem (moze powinnam?). Z drugiej strony mimo powyzszego mitu, panuje jakas naiwna wizja "australijskiej przygody", gdzie czlowiek bierze woz i jedzie w dzikosc. Takie aussie safari, gdzie zwierzeta sa przyjazne badz obojetne, a caly kraj otulony turystyczna infrastruktura. Zero wiedzy o koniecznosci posiadania telefonu satelitarnego, odpowiedniego, niebylejakiego wozu na wszelkie mozliwe tereny, galony wody i zywnosci, plus paliwa, no i ze nie kazdy napotkany w buszu czlowiek moze okazac sie przyjazny (vide Malcolm - zapomnialam nazwiska - ktorego niedawno calkiem dorwano, a ktory sobie niezle radzil "w dzikosci" dluuugi czas). Uwaga: nie pisze tu o wytrawnych podroznikach, ktorzy akurat to wiedza, albo maja na tyle oleju w glowie, ze robia dokladne rozeznanie netowo-bibliograficzne i nabywaja wiedze niezbedna do wyprawy.

      Mit numer 3 i chyba dosc mocno zakorzeniony: ze tutaj zycie jak w Madrycie, a na socjalu mozna spokojnie kupic dom na kredyt i go splacac, do tego miec na wydatki i rozrywki, samochod badz dwa i wcale nie musiec pracowac. Ha.
      Znajoma moja (na wizie studenckiej tu bylysmy wtedy) dostala list od swojej kuzynki, dosc chlodne kontakty uprzednie, mozna by nazwac, gdzie owa dziewczyna "na wszelki wypadek" podala jej rozmiarowke calej rodziny swojej, zeby wiedziala jakie ma im prezenty kupowac.
      • narfi Re: Mity krazace o Australii 04.08.13, 10:16
        Tworzysz sama kolejne bzdurne mity.
        Wiadomo, ze w zimie noce sa chlodne. W Melb. duzo chlodniejsze niz w Syd. ale wszystkie domy, unity i mieszkania maja ogrzewanie. Jestem juz tu bardzo wiele lat i nawet 40 lat temu nie widzialem domu bez ogrzewania. Moze ruiny do wynajecia z najnizszej polki czasem nie maja ogrzewania, ale przyzwoity kolumnowy grzejnik elektryczny 2400W kosztuje 200-300 dolarow i starcza na lata.
        Obejrzec olbrzymie polacie Australii mozna zupelnie bezpiecznie nigdy nie zjezdzajac z bitumenu i nigdy nie bedac poza zasiegiem normalnej telefonii komorkowej. I bedzie i egzotyka i dzikie zwierzeta . Nie trzeba od razu jechac w poprzek Simpson Desert.
        No a zycie na socjalu, to zalezy na jakim.
        Dwie osoby bedace na rencie inwalidzkiej dostaja na miesiac okolo 3500 dolarow co wystarcza
        na splate taniego domu i utrzymanie dwoch samochodow jak i na wyjazd raz w roku na Bali czy do Tajlandii. Pewnie, ze zyc trzeba skromnie, ale sie da.
        Oczywiscie pojedyncza osoba na bezrobotnym bedzie miala problemy z przezyciem, ale nie ma takich ludzi zbyt wiele. A nawet jezeli sa, to zbieraja sie po dwie, trzy osoby i tez mozna przezyc, nawet nie najgorzej.
        Tak, ze wymyslasz sama nowe mity, zupelnie niepotrzebnie.
        • dicksmith Re: Mity krazace o Australii 05.08.13, 00:43
          > Oczywiscie pojedyncza osoba na bezrobotnym bedzie miala problemy z przezyciem,
          > ale nie ma takich ludzi zbyt wiele. A nawet jezeli sa, to zbieraja sie po dwie,
          > trzy osoby i tez mozna przezyc, nawet nie najgorzej.

          Stad w Australii tyle gejow. Mowia ze w ten sposob latwiej zwiazac koniec z koncem.
        • kan_z_oz Re: Mity krazace o Australii 06.08.13, 11:49
          narfi napisał:

          > Tworzysz sama kolejne bzdurne mity.

          Narfi, zalezy chyba do czego porownujesz? Jesli nazywasz grzejnik elektryczny ogrzewaniem domu, to rzeczywiscie mozna po jednym w kazde pomieszczenie wstawic. Zaplacisz $$$!?3! za kwartal i masz 'ogrzewanie'. Jesli mowimy o jakichs innych rozwiazaniach typu klimatyzacja, wszystko jedno czy gazowa czy elektryczna to jest sporo domow/blokow bez. I ogolnie AU to raczej 'zimny wychow' a domow z wilgocia czy zagrzybionych widzialam sporo. Wciaz mozna sobie z temperaturami jakos poradzic, tylko nie w chalupie, ktora juz grzyba/plesn chwycila.

          Z recepcja w AU to mam takie doswiadczenia; Melbourne, Sydney, Brisbane czyli wszystkie wieksze miasta sa Ok z wiekszoscia firm. Moze oprocz Vodafone; tu z recepcja mialam regularne problemy przez 2 lata wszedzie.

          Z Optusem, AAPT, plus inne recepcja byla rzadko na 'bitumen' poza wiekszymi miastami, wiec z podkulonym ogonem musialam wrocic na lono Telstry.
          Ta ostatnia jest jedyna ktora ma dobra recepcje na 'bitumen' (male miasteczka) oraz poza. (nie mowie tez o pustyni).

          Pa
          Kan
          • narfi Re: Mity krazace o Australii 07.08.13, 11:53
            Wszystko prawda Mrs. Kan smile
            ...ale, Victoria to musi byc juz na innej planecie, co juz kiedys uzgodnilismy rozmawiajac o szpitalach i lekarzach. Przez te wszystkie lata widzialem setki domow,jako ze ich kupowanie, remontowanie i sprzedawanie bylo spora czescia moich zajec i nie widzialem zadnego z grzybem. Moze na te najnizsza polke nie zagladalem a moze jednak klimat inny.
            Natomiast nie slyszalem, zeby ktos marzl w domu, jakies ogrzewanie zawsze jest, chyba, ze kogos naprawde nie stac na rachunki i go nie uzywa, ale takiego lumpenproletariatu
            po prostu nie spotykalem. Sa pewnie narkomani czy alkoholicy czy tez osoby z zaburzeniami nie potrafiace kontrolowac swojego budzetu i ci pewnie marzna bowiem maja inne priorytetysmile
            Sytuacje emerytow i rencistow znam i wiem, ze nikt nie marznie. Rozsadne gospodarowanie otrzymywana renta wystarcza na rachunki za ogrzewanie.
            Co do telefonii to masz racje, Telstra jest najlepsza mimo,ze nie perfect, no ale jezeli juz ktos sie wybiera w podroz to takie rzeczy sprawdza.

            Czyli bzdurny mit Numero uno. W Australii wszyscy marzna i tak musi byc.
            Numero due. Nie da sie podrozowac bez satelitarnego telefonu.
            Numero tre. Jedyny sposob obejrzena Australii to wypasiony 4WD.

            .....i o to mi tylko chodzilo big_grin
          • nad_oceanem Re: Mity krazace o Australii 08.08.13, 02:11
            kan_z_oz napisała:

            > Z recepcja w AU to mam takie doswiadczenia; Melbourne, Sydney, Brisbane czyli w
            > szystkie wieksze miasta sa Ok z wiekszoscia firm.

            Poza wiekszymi miastami recepcjonisci to pewnie red necks, stad problemy...
      • luiza-w-ogrodzie Re: Mity krazace o Australii 08.08.13, 03:25
        Zgadzam się z postem Yvony, też wielokrotnie spotkałam się z ludźmi uważającymi, że:
        1. w AU jest zawsze cieplo: do niektórych ludzi nie dociera, że oprócz subtropikalnych plaż w Australii są góry, wyżyny, pustynie i Tasmania wink zimą są przymrozki i pada śnieg. Co do ogrzewania domów, może i w zimniejszych okolicach AU domy były i są standartowo budowane z ogrzewaniem, ale np w Sydney w starych domach jest co najwyżej kominek zaś w nowych ogrzewanie podłogowe i "reverse cycle aircon". Ponieważ często okna i ściany nie są porządnie izolowane, koszty używania takowych instalacji moga położyć budżet domowy. W budynkach postawionych w zagłębieniach i otoczonych gęstymi krzewami i drzewami tak, że nie ma przewiewu pojawiają się pleśnie i wilgoć.

        2. tu roi sie od strasznych zwierzat i gadow/plazow masci przejadowitej: roi się, ale głównie poza miastami, gdzie nie ma tylu ludzi, psów i kotów. Chociaż jeśli ktoś ma arachnofobię, to i w mieście może dostać zawału na widok pięknego, włochatego huntsmana ;o)

        3. z zasiłku mozna spłacać dom i nieźle sobie żyć: tak dobrze to nie ma, chyba, że się ma kilkoro dzieci, dom z miejskiego kwaterunku (public housing) i dorabia na czarno za gotówkę. Znam dwie takie osoby, nikomu nie mówią, że dom nie jest ich, tylko państwowy... Może stąd to wyobrażenie o wysokich zasiłkach, a może to pozostałośc z czasów gdy przebitka AUD/PLN była tak znacząca, że za zasiłek dla bezrobotnego można było balować w Polsce do upadłego?

        Luiza-w-Ogrodzie
        Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy w ukryciu.
        • narfi Re: Mity krazace o Australii 08.08.13, 05:36
          Mity biora sie z braku informacji. Brak informacji wynika z ignorancji i braku zainteresowania.
          To, ze takie mity moga istniec wsrod ludzi na drugim koncu swiata, ktorzy nawet nie mysla o
          podrozy do AU to jestem w stanie zrozumiec, ale jezeli ktos planuje tu przyjechac i caly czas jedyne informacje , ktore posiada, to zaslyszane w maglu, to co "jedna kuma drugiej kumie "
          no to bardzo przepraszam, o czym to swiadczy?
          • luiza-w-ogrodzie Re: Mity krazace o Australii 08.08.13, 07:01
            narfi napisał:

            > Mity biora sie z braku informacji. Brak informacji wynika z ignorancji i braku zainteresowania.
            > To, ze takie mity moga istniec wsrod ludzi na drugim koncu swiata, ktorzy nawet nie mysla o podrozy do AU to jestem w stanie zrozumiec, ale jezeli ktos planuje tu przyjechac i caly czas jedyne informacje , ktore posiada, to zaslyszane w maglu, to co "jedna kuma drugiej kumie " no to bardzo przepraszam, o czym to swiadczy?

            Świadczy o lenistwie ;o)
            Masz do dodania jeszcze jakieś mity krążące wśrod pospólstwa? Coś, o co Ciebie pytają gdy jestes za granicami AU? Wiesz, rzeczy typu "wiecznie ciepło" albo "kangury biegające po ulicach"?

            Luiza-w-Ogrodzie
            .¸¸><crying(((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>¸¸.
            Jak gadać z królikami
            • narfi Re: Mity krazace o Australii 08.08.13, 09:18
              Bo ja wiem.... Pytaja przede wszystkim o sprawy praktyczne. Jak sie zyje. Na ile mozna sobie pozwolic jako przecietny zjadacz chleba.Pytaja o opieke medyczna i swiadczenia socjalne.Bardzo dziwi ta podstawowa emerytura dla kazdego bez zadnej wyslugi lat ani poziomu zarobkow. No i chyba najczesciej, czy naprawde kazdego stac na domek z ogrodkiem . To jest chyba najczesciej przewijajacy sie topic. Byc moze zaliczany do mitow, mimo, ze tak naprawde nim nie jest.
              Mysle, ze w Europie malo kogo jest stac na wolono stojacy dom w obrebie duzej metropolii i pewnie trudno jest uwierzyc, ze sa miejsca na swiecie, gdzie jest to calkiem mozliwe.
              Nawet nie zauwazylem stereotypow dotyczacych klimatu. Kazdy wie, ze na Saharze w dzien jest +60 a w nocy moze spasc do zera, to dlaczego w AU mialoby byc inaczej.
              Z drugiej strony jestem warszawiakiem i olbrzymia wiekszosc moich znajomych to tez warszawiacy, a ci wydaja sie tak jakby nieco bystrzejsi smile
              ...no ale w Melb. tez nikt nigdy nie zapytal mnie czy po Warszawie biegaja biale niedzwiedzie,
              i czy widzialem kiedys w Polsce ruchome schody albo winde i czy mozna pokazac sie na ulicy majac na sobie bizuterie, bo podobno w Polsce strasznie kradna, hehehe...
              To z pewnoscia zalezy od ludzi. W kazdym kraju istnieje prostactwo i nielimitowana ignorancja. Zalezy na kogo sie trafi. Mysle, ze wsrod ludzi rozgarnietych, w miare wyksztalconych, zadne mity, na zaden temat nie istnieja, nawet w USA big_grin To domena ciemnoty i prymitywizmu, bez wzgledu na kraj pochodzenia.
              • yvona73pol Re: Mity krazace o Australii 16.08.13, 16:24
                Narfi, wynajmowalam w Sydney kilkakrotnie, w tym raz domek, a reszta to mieszkania i tylko raz spotkalam sie z aircon - wylacznie w salonie, wszedzie indziej ogrzewania nie ma i jest to naprawde rzadkosc.
                W poprzednim mieszkaniu byly takie nawiewy z okien, ze musialam wlaczac elektryczna "koldre", odpalac grzejnik godzine przed pojsciem spac i wziac parzacy prysznic, zeby sie zagrzac i moc spac, bo bez tego (prysznica) to lezalam i dwie godziny z zimna zasnac nie moglam.
                Gdziekolwiek nie rzucalam okiem, jesli chodzi o lokale, czegos takiego jak "ogrzewanie" nie bylo.
                Znajoma wynajmuje domek dwie ulice dalej, sliczny i urokliwy, ale ma takie same dozwiadczenia, zimnica fest. Ogrzewanie grzejnikami ogranicza sie, by nie pojsc z torbami, niestety. My na ten kwartal mielismy ok 700 za energie. Sweet.

                Co do zwiedzania Au czyms innym niz 4WD to uwierz, ze same firmy wynajmujace zakladaja restrykcje, jesli samochod jest inny, tzn. taki zwykly osobowy. Jedna z nich jest zakaz wyjazdu na czerwony trakt, czyli oddalanie sie od bitumu wink
                Znajomy w planach mial pojechac do Cairns i powyzej, na te okolicznosc kupil Mitsubishi challenger, bo uznal, ze innym autem to nie ma co sie tam pchac.

                Lumpenproletariat... nieladnie sie wyrazasz, a jest naprawde duza ilosc ludzi, ktora pracuje ile sie da, ale z przeroznych przyczyn musza zyc na bardzo niskim poziomie; z drugiej strony cieszac sie, ze maja dach nad glowa i im kule nie smigaja kolo uszu.
                • narfi Re: Mity krazace o Australii 17.08.13, 11:32
                  Wedlug statystyk, 70% Australijczykow mieszka w swoich domach. W swoim domu robisz co chcesz, czyli jezeli nie chcesz ogrzewania to go sobie nie instalujeszsmile
                  Ja jeszcze nikogo takiego nie spotkalem. Aircon to kolokwialnie odnosi sie tylko do chlodzenia i faktycznie w Melbourne wiekszosc rental properties go nie posiada, ale za $1000 mozesz sobie wstawic taki box w okno a potem go sobie zabrac, czyli kosztuje tylko instalacja. Zreszta prawie kazdy potrafi sobie cos takiego zainstalowac sam.
                  Przy srednich zarobkach, dwie osoby zyjace razem nie powinny miec problemu z wynajeciem czy kupieniem przyzwoitego dachu nad glowa jak i z placeniem za ogrzewanie i chlodzenie.
                  Srednie zarobki w AU to jakies $1000 netto na osobe na tydzien.
                  Zgadzam sie, jakies 10-15 procent zyje z roznych powodow na krawedzi nedzy i ci pewnie marzna , a pewnie tez nie maja czasami czego do gara wrzucic, ale nie mozna sytuacji 15% spoleczenstwa przedstawiac jako standardu.
                  Jezeli ktos tak to przedstawia to wlasnie tworzy mit, a o tym jest mowa w tym watku.
                  Ja znam 5 osob, posiadajacych domy z widokiem na morze za 5 mln. sztuka. Jezeli zaczne wszem i wobec opowiadac, ze wlasnie tak sie zyje w AU, to bedzie to taki sam mit jak to ,
                  ze w AU nigdzie nie ma ogrzewania i wszyscy zima marzna , bo nie ma innego wyjscia.
                  • kan_z_oz Re: Mity krazace o Australii 17.08.13, 15:21
                    Narfi, kazdy pisze z wlasnej perspektywy. Ta po pobycie 20-40 lat w AU, posiadajac wlasny dom/mieszkanie splacone z uwzgledniem remontow i przebudowy, aby czlowiek mial jak mu pasuje, ma sie inaczej niz dla tych ludzi zaczynajacych - powiedzmy 2-10 lat w tym kraju.

                    Nie wiem tez ilu Australijczykow mlodych, powiedzmy przed 30-tka jest wlascicielami obecnie wlasnego domu...haha czyli bez banku. Bo to idzie tak, przez pare lat jak zaciagniesz pozyczke to nie robisz remontow, no chyba, ze ciagniesz druga pozyczke do tej pierwszej. Jesli dodasz, ze ludzie maja dzieci to dwoje z tym przecietnym $1000 netto niedaleko Cie zabiera. Druga osoba tez czesto ciagnie pol etatu, bo taniej i praktyczniej wychodzi niz zlobki, przedszkola dla dwoch czy trzech, wiec to $1000 netto kazda tez roznie bywa i zalezy od przemyslu i zawodu.

                    A jak wyjedziesz za Melbourne 80 km to widzisz, ze jest juz zupelnie inna Australie. Ta gdzie nie kazdy ma dom. To jest bajka 'baby boomers', ktora pryska powoli ale systematycznie w tym kraju. Jesli wezmiesz tez pod uwage, ze przecietny 'baby boomer', ktory np; wzial pozyczke 30 lat - tez znam dziesiatki - nigdy jest nie splacil. Korzstajac z koniunktury rynkowej, gdzie nieruchomosci zawsze ida w gore ogromna czesc wykonujac tylko min oplaty lub tylko odsetki, szczesliwie doczekala, ze po latach dwudziestu sprzedac mozna bylo, zainkasowac $$ bez podatku i zyc bez pozyczki bankowej w innym domu, lub np; mieszkaniu kupionym wczesniej na wynajem...haha

                    Koncept splacania pozyczki na dom jest wiec ogromnej czesci tego spoleczenstwa nie znany...mam na mysli, ze ogromna czesc tego spoleczenstwa nigdy nie splacilaby wlasnego domu, gdyby nie bylo ogromnego wzrostu cen nieruchomosci.
                    To ostatnie to tylko nadmienilam, bo mi sie od razu Tokyo przypomina gdzie znajomi tez mieszkaja w domu, ktory w 1980 roku byl wart 3 mln i obecnie nawet chyba 1/3 nie jest.

                    Kan
                • amaroola Re: Mity krazace o Australii 17.08.13, 22:00
                  > Co do zwiedzania Au czyms innym niz 4WD to uwierz, ze same firmy wynajmujace za
                  > kladaja restrykcje, jesli samochod jest inny, tzn. taki zwykly osobowy. Jedna z
                  > nich jest zakaz wyjazdu na czerwony trakt, czyli oddalanie sie od bitumu wink
                  > Znajomy w planach mial pojechac do Cairns i powyzej, na te okolicznosc kupil Mi
                  > tsubishi challenger, bo uznal, ze innym autem to nie ma co sie tam pchac.

                  no I co tu gadac o mitach krazacych gdzies tam w swiecie, skoro w samej Australii trgo typu historie sie slyszy

                  MIeszkam w Cairns I za nic nie moge zrozumiec jak ludzie, ktorzy sa w Australii od lat moga takie glupstwa opowiadac - Do Cairns tylko 4WD???, Wyglada na to ze nigdzie sie z tych swoich Brisbane/Sydney/ Melbourne nie ruszyli.

                  Cairns niczym nie rozni sie od Brisbane, w sensie infrastuktury, mniejszy traffic, mniejsze wiezowce, mniejsze miasto wogole

                  Powiedz znajomemu, ze do Cairns to spokojnie moze sobie malym fiatem dojechac. Z Brisbane jak sie uprze to trase przebedzie w 2-3 dni

                  A I do Cooktown zwyklym autem mozna, no chyba ze mu sie marzy zagladanie do jakichs slynnych "dziur" w wyzszych partiach przyladka.
                  • yvona73pol Re: Mity krazace o Australii 24.08.13, 06:26
                    Amaroola, no wlasnie do tych "dziur" powyzej Cooktown mial sie wybrac, gdzie trzeba przez rzeczki przejezdzac i zakopac sie latwo, a krokodyle zacieraja lapy.

                    Co do wynajmowania 4wd poza utarte trasy to miedzy innymi z watkow turystycznych z tego forum mozna wyczytac. Ja wiem ze jest mnostwo organizowanych wycieczek praktycznie wszedzie, ale mialam na mysli takie myslenie, ze "ot, biore samochod i jade" w glab ladu. Z mapa ino i malym zapasem wszystkiego.
                    Ja sama bylam zdziwiona tym telefonem satelitarnym (ze sa polacie zupelnie nieskomunikowane inaczej), no ale to juz obok tematu.

                    Te srednie zarobki tygodniowe to mnie zdziwily troche, wyszlo na to, ze bylam lumpen, bo ja takie mialam dwutygodniowe - tzn mialabym, ale robilam nadgodziny.
                    • kan_z_oz Re: Mity krazace o Australii 24.08.13, 10:25
                      yvona73pol napisała:

                      > Te srednie zarobki tygodniowe to mnie zdziwily troche, wyszlo na to, ze bylam l
                      > umpen, bo ja takie mialam dwutygodniowe - tzn mialabym, ale robilam nadgodziny.

                      Nie jestes lumpen; sa zawody w gdzie te $1000 netto na tydzien jest nieosiagalne; wiekszosc uslug takich jak kelnerki, sprzatanie, sprzedawcy, administaracja malych biznesow, opieka nad niepelnosprawnymi, starszymi, przedszkolanki, rolnicy, prace tuz po studiach, czy tez w czasie. Moze sobie sobie pomarzyc lub ciagnac drugi etat lub pol.

                      To jest rodzaj syfa czyli powiekszajacej sie roznicy miedzy tymi co zarabiaja dobrze i b. dobrze (tu podwyzki sa coraz wieksze) i tymi, ktorym zamrozono place pare lat temu i podwyzki sa symboliczne.
                      Globalizacja moja droga.

                      Kan
                      • narfi Re: Mity krazace o Australii 24.08.13, 14:16
                        No tak, ale piszesz o zawodach gdzie praktycznie nie potrzeba zadnych kwalifikacji.
                        Nie bede tu wspominal o professionals, ale wszyscy tradies dostaja 30+ za godzine pracujac for wages, nie jako kontraktorzy. Zwykly forklift driver dostaje 25 na godzine, a jezeli pracuje w jakims duzym warehouse gdzie sa szychty i weekendy to dochodzi extra 20-50 % za godzine.Forklift driver w porcie, na tych mamutach do kontenerow, wyciaga 100k na rok. Wykwalifikowane pielegniarki w szpitalach maja 70-80K na rok,czesto lepiej, plus szychty, plus weekendy itd, itp.
                        Yvona wspomniala, ze ona 1000 to dostawala, ale na fortnight. Przeciez ten 1000 na fortnight to inwalidzi zapomogi dostaja, o ile musza wynajmowac.
                        No caly czas widze, ze zyjemy w "parallel universes" smile Faktem jest, ze ja tu juz jestem wiecznosc cala i poczatkujacych emigrantow nie spotykam, a nawet o nich na codzien nie slysze. Normalni ludzie, tu urodzeni, wychowani i wyksztalceni, ponizej tego 1000 netto na tydzien to raczej by nawet nie wzieli.
                        Po to Australii potrzebny jest ciagly naplyw swiezych emigrantow, ktos musi pracowac za te najnizsze stawki. Smutne to , ale niestety prawdziwe.
                        • kan_z_oz Re: Mity krazace o Australii 25.08.13, 05:25
                          narfi napisał:

                          > No tak, ale piszesz o zawodach gdzie praktycznie nie potrzeba zadnych kwalifika
                          > cji.
                          > Nie bede tu wspominal o professionals, ale wszyscy tradies dostaja 30+ za godzi
                          > ne pracujac for wages, nie jako kontraktorzy. Zwykly forklift driver dostaje 25
                          > na godzine, a jezeli pracuje w jakims duzym warehouse gdzie sa szychty i weeke
                          > ndy to dochodzi extra 20-50 % za godzine.Forklift driver w porcie, na tych mamu
                          > tach do kontenerow, wyciaga 100k na rok. Wykwalifikowane pielegniarki w szpital
                          > ach maja 70-80K na rok,czesto lepiej, plus szychty, plus weekendy itd, itp.
                          > Yvona wspomniala, ze ona 1000 to dostawala, ale na fortnight. Przeciez ten 1000
                          > na fortnight to inwalidzi zapomogi dostaja, o ile musza wynajmowac.
                          > No caly czas widze, ze zyjemy w "parallel universes" smile Faktem jest, ze ja tu j
                          > uz jestem wiecznosc cala i poczatkujacych emigrantow nie spotykam, a nawet o ni
                          > ch na codzien nie slysze. Normalni ludzie, tu urodzeni, wychowani i wyksztalcen
                          > i, ponizej tego 1000 netto na tydzien to raczej by nawet nie wzieli.
                          > Po to Australii potrzebny jest ciagly naplyw swiezych emigrantow, ktos musi p
                          > racowac za te najnizsze stawki. Smutne to , ale niestety prawdziwe.

                          No widac, ze jestes 'poza obiegim'. Ta Australia ktora wspominasz niestety przestala istniec juz jakis czas juz temu.

                          Wez na ten przyklad paramedika - no chyba, ze kierowca wozka widlowego jest bardziej cenny i tez moze ladowac klientow na 'wozek'...haha. Kwalifikacje chyba tego pierwszego nieco wyzsze oraz odpowiedzialnosc nieco inna? Wciaz moze sobie o tych $1000 netto pomarzyc...nie ma tez nic wspolnego juz z tym gdzie sie ktos urodzil, bo widze w okolicy gdzie mieszkam - a nie mieszkam w 'outback'.

                          Brutto stawki QLD. Srednia krajowa jest 60K i to ostatnie to po latach z wieloma kursami plus 'nocki', i 'swieta'.
                          Salary (Base rates) per fortnight

                          P3 Advanced Care Paramedic (pay point 1) $1,790.80

                          Advanced Care Paramedic (pay point 2) $1,835.60

                          P4 Intensive Care Paramedic (pay point 1) $1,983.20

                          Intensive Care Paramedic (pay point 2) $2,058.30

                          Kan
                          • narfi Re: Mity krazace o Australii 25.08.13, 12:10
                            ...no to juz z dwojga zlego wolalbym prowadzic forklift smile
                            Nie chodzi mi o wykazywanie wyzszosci jednych zawodow nad innymi, tylko po prostu o zaznaczenie, ze te srednie 1000 jest calkowicie osiagalne i miliony Ozzies je zarabiaja.
                            Czyli, ze mozna taka suma zonglowac, dyskutujac, na co przecietny Australijczk, zarabiajacy przecietne pieniadze, moze sobie w zyciu pozwolic, a na co nie moze i to wlasciwie byl jedyny powod , dla jakiego rozwinalem ten temat.
                            ...no, na ogrzewanie domu zima z pewnoscia moze sobie pozwolic smile
                            • kan_z_oz Re: Mity krazace o Australii 25.08.13, 12:44
                              Z innej beczki - mianowicie weze, pajaki itp.
                              Nie bylo nas w domu pare dni, nie 'ogrodowalismy' do tego jeszcze pare i dzisiaj znalazlam w 'garazu' oto cos takiego.
                              Jakie jest prawdopodobienstwo aby brazowy waz (jadowity) przykleil sie do etykiety pudla 'work station' i na niej skonal?...haha

                              https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/te/pd/rq5q/tbST6tBWNTRayrBx2B.jpg

                              Kan
                                • yvona73pol Re: Mity krazace o Australii 26.08.13, 13:02
                                  Narfi, to wszystko prawda wink
                                  Z tym, ze jak sie ma perspektywe byc albo nie byc, to sie bierze nawet i te 1000 na dwa tygodnie i ewentualnie dorabia nadgodzinami - jesli nie ma sie zaplecza i trzeba liczyc na siebie. Forklift driver tez nie kazdy moze zostac, ani takim spawaczem (kolejna "zlota" robota wink ) ja na pewno nie. Kelnerka w bieliznie tez nie, nawet z dobrymi warunkami. Coz, moze nie umiem sie sprzedac tongue_out ale sa tez w zyciu inne rzeczy, pieniadz zycie umila, ale szczescia nie daje IMO smile
                                  • narfi Re: Mity krazace o Australii 26.08.13, 14:38
                                    "ale sa tez w zyciu inne rzeczy, pieniadz zycie umila, ale szczescia nie daje IMO smile "

                                    ...no, jezeli probowalas szukac szczescia bez pieniedzy, to serdecznie wspolczuje.
                                    Jezeli to jest jakis stan chorobowy, to powinien byc jakis sposob, zeby go leczyc.Zaraz pogooglam smile
                                    • iza42 Re: Mity krazace o Australii 27.08.13, 22:22
                                      Yvona ma racje . Choc trudno jest zyc majac malo pieniedzy a zycie bez pieniedzy nie jest we wspolczesnym swiecie mozliwe, dostatek forsy wcale nie gwarantuje szczescia. Na depresje zapada coraz wiecej ludzi, bogaci i biedni, smutne ale prawdziwe.
                                        • iza42 Re: Mity krazace o Australii 28.08.13, 11:54

                                          narfi napisał:

                                          > Jezeli juz bym mial zapasc na te depresje , tu juz wole ja miec majac pieniadze
                                          > niz ich nie majac smile
                                          Zgadzam sie, zawsze to lepiej jest miec pieniadze na lekarza smile

                                          > Zreszta niepomyslna sytuacja socjo-ekonomiczna jest jedna z najczestszych przyc
                                          > zyn depresji.
                                          No niezupelnie, bo postrzeganie sytuacji ekonomicznej rozni sie w zaleznosci od punktu widzenia i tak jeden moze jezdzic starym autem i byc zadowolony, a dla drugiego fakt, ze nie stac go na nowego mercedesa jest przyczyna wielkiego niezadowolenia i niskiej samooceny. Najwiecej ludzi szczesliwych jest w Indiach, a np w Niemczech jest procentowo duzo wiecej ludzi niezadowolonych z zycia, choc standard ich zycia jest tam wiele wyzszy. Nie wiem jak
                                          to wyglada w Australii , moze slonce tutaj troche pomaga ?
                                        • kan_z_oz Re: Mity krazace o Australii - obok tematu 28.08.13, 12:07
                                          narfi napisał:

                                          > Jezeli juz bym mial zapasc na te depresje , tu juz wole ja miec majac pieniadze
                                          > niz ich nie majac smile
                                          > Zreszta niepomyslna sytuacja socjo-ekonomiczna jest jedna z najczestszych przyc
                                          > zyn depresji.

                                          Narfi, musze zaprotestowac. Jaka niepomyslna sytuacja socjo-ekonomiczna w Australii? Rozumiem w Afryce, Indiach itp. ale w kraju jak AU, gdzie istnieje cala struktura socjalna i dobrze jak na razie funkcjonujaca, zapasc depresyjna jest raczej wytworem wyobrazni.
                                          Zeby bylo ciekawiej, to ani w Afryce, ani Indiach lekarstwa na depresje praktycznie sie nie sprzedaja, no i tak by je malo kto kupowal, gdyby te $$ mial. Walka o przezycie, widac leczy ten stan, a dobrobyt go u czleka rozwija...haha

                                          Mowiac to, musze dodac - pisalam tutaj kiedys - onegdaj sama sobie w tej AU zafundowalam spektakularna depreche. Ale, moja byla, ciezko wypracowana, nieprzyjemna jak cholera, ale moja wlasna...haha
                                          Kompletny wytwor wyobrazni bujajacej w przestrzeni co by bylo gdyby bylo, nic wiecej. A co niby mialoby sie stac gdyby nawet bank/podatnik wszystko zabral?? haha
                                          Nie mowiac o tym, ze prawnie/legalnie nie mogliby tak naprawde zabrac 'wszystkiego'?

                                          Kan
                                          • narfi Re: Mity krazace o Australii - obok tematu 29.08.13, 07:01
                                            Percepcja swojej sytuacji zyciowej ,w tym socjo-ekonomicznej, bez zadnych watpliwosci jest sprawa subiektywna i inna byc nie moze i tylko w takim kontekscie wyrazilem swoja opinie .
                                            Chlop panszczyzniany nie dostawal depresji z tego powodu, ze jest chlopem panszczyznianym, natomiast zubozaly szlachcic, ktorego sytuacja po stracie majatku byla nie wiele lepsza od tego chlopa, juz tak.
                                            To samo dotyczy wspolczesnej Australii. Sytuacja socjo-ekonomiczna kraju niby jest dobra, ale dla poszczegolnych jednostek z ich punktu widzenia wyglada to roznie.
                                            Czy depresja jest tylko wytworem wyobrazni?
                                            Z pewnoscia te najciezsze jej formy sa choroba psychiczna dokladnie taka sama jak schizofrenia czy bi-polar. Natomiast te lzejsze, to moze faktycznie sa wynikiem slabego charakteru, braku umiejetnosci pokonywania przeszkod, zawyzone ego , wybujale ambicje, nijak sie majace do rzeczywistych mozliwosci, ciezko powiedziec.
                                            Szacuje sie, ze w AU 3 mln. osob ma depresje jakiegos tam stopnia, nie chce mi sie w to wierzyc. Jestem przekonany,ze jakas totalna katastrofa, wojna, kataklizm, ktory zmusilby cale spoleczenstwo do ciezkiej walki o przezycie, wyleczyloby 99% tych "chorych".
                                            W powojennej Polsce depresja byla praktycznie nie znana, a obecnie liczba "cierpiacych"
                                            rosnie lawinowo. To tez daje do myslenia.
                                            • kan_z_oz Re: Mity krazace o Australii - obok tematu 29.08.13, 15:59
                                              narfi napisał:

                                              > Czy depresja jest tylko wytworem wyobrazni?
                                              > Z pewnoscia te najciezsze jej formy sa choroba psychiczna dokladnie taka sama j
                                              > ak schizofrenia czy bi-polar. Natomiast te lzejsze, to moze faktycznie sa wynik
                                              > iem slabego charakteru, braku umiejetnosci pokonywania przeszkod, zawyzone ego
                                              > , wybujale ambicje, nijak sie majace do rzeczywistych mozliwosci, ciezko powied
                                              > ziec.
                                              Te sa najczesciej skutkiem ubocznym otwierania tzw. kanalu do chanellingu. Nie jest to ani skutek slabosci, ani charakteu tylko normalny i naturalny przebieg ewolucji (swiadomosci). Ale w ramach rownania wszystkich i wszystkiego do jednego szeregu, w stanie 'budzenia' mozna ludziom wmowic, ze sa wariatami - i Ci takimi i sie staja.
                                              Nie jest tez trudno powiedzic nic w tym temacie, bo wiadomo siedzacym w temaci o czym mowa, jest tylko niewygodnie dla reszty, aby nie psuc ogolnego konceptu socjo-ekonomicznego.

                                              Kan
                                          • iza42 Re: Mity krazace o Australii - obok tematu 29.08.13, 12:04
                                            kan_z_oz napisała:

                                            > Zeby bylo ciekawiej, to ani w Afryce, ani Indiach lekarstwa na depresje praktyc
                                            > znie sie nie sprzedaja, no i tak by je malo kto kupowal, gdyby te $$ mial. Walk
                                            > a o przezycie, widac leczy ten stan, a dobrobyt go u czleka rozwija...haha

                                            Nie wiem jak w Indiach ale w Afryce lekarstwa na depresje dobrze sie sprzedaja , depresji
                                            jest duzo rowniez posrod naubozszej czesci spoleczenistwa. Bylam, widzialam, pracowalam . Fakt, ze wiele ludzi z tzw nizin spolecznych nie za bardzo potrafi nazwac ten stan i czesto
                                            depresja jawi sie jako tzw somatisation disorder, czyli ludzie przychodza z rozmaitymi objawami, na ktore medycyna nie znajduje wytlumaczenia i czesto duzo czasu schodzi zanim sie to zdiagnozuje i leczy.

                                            > Mowiac to, musze dodac - pisalam tutaj kiedys - onegdaj sama sobie w tej AU zaf
                                            > undowalam spektakularna depreche. Ale, moja byla, ciezko wypracowana, nieprzyje
                                            > mna jak cholera, ale moja wlasna...haha
                                            Jak mozna sobie zafundowac depresje ? Byla , poszla sobie to dobrze. Ale zebys miala siebie o to obwiniac to lekka przesada : )
                                            Z moich obserwacji wynika, ze depresja jest czesta posrod imigrantow i Australia nie jest tutaj wyjatkiem .


                                            • kan_z_oz Re: Mity krazace o Australii - obok tematu 29.08.13, 15:50
                                              iza42 napisała:
                                              > Jak mozna sobie zafundowac depresje ? Byla , poszla sobie to dobrze. Ale zeby
                                              > s miala siebie o to obwiniac to lekka przesada : )
                                              > Z moich obserwacji wynika, ze depresja jest czesta posrod imigrantow i Australi
                                              > a nie jest tutaj wyjatkiem .
                                              Mozna. Bierzesz na barki wiecej niz mozesz uniesc. Oczywiscie wiesz o tym, ale masz nadzieje, ze zepchniesz ciezar zanim Cie jakas przypadlosc dopadnie. Sie nie udaje, bo depresja zjawia sie z dnia na dzien i bez uprzedzenia. Czyli jednego dnia funkcjonujesz wysmienicie, budzisz sie nastepnego i wszystko jest do kitu. Z krainy 'perfect' ladujesz w 'wasteland'.
                                              Obwiniac? kto sie obwinia? Ja sie czuje madrzejsza i bogatsza - chyba o doswiadczenia, ktorego mam nadzieje nigdy wiecej nie powtarzac.

                                              Europejczycy, szczegolnie Ci ze wschodniej czesci moga byc grupa czesciej niz inni - moje spostrzezenia. Sztywne doktryny, male poczucie humoru i ta cholerna ambicja - najczesciej nieco sporo zawyzona. Luzu nieco by sie przydalo.
                                              Miejsce odlegle, gdzie jest nieco czasu na samo-refleksje i masz grunt poddatny na deprechy rozne.

                                              Na temat bi-polar mam tez swoje inne obserawcje. Jest to zupelnie zagmatwany przez psychiartow stan, gdzie w sumie ludzi normalnych sie na sile wgania w psychoze. Jak juz tam sa, to niestety mozna ich tylko trzymac na silnych lekach aby nie uszkodzili siebie lub innych. Proste to i prymitywne, ale tak wspolczesny psychiatra operuje.

                                              Kan
                                              • iza42 Re: Mity krazace o Australii - obok tematu 31.08.13, 06:20
                                                kan_z_oz napisała:


                                                > Mozna. Bierzesz na barki wiecej niz mozesz uniesc. Oczywiscie wiesz o tym, ale
                                                > masz nadzieje, ze zepchniesz ciezar zanim Cie jakas przypadlosc dopadnie. Sie n
                                                > ie udaje, bo depresja zjawia sie z dnia na dzien i bez uprzedzenia. Czyli jedne
                                                > go dnia funkcjonujesz wysmienicie, budzisz sie nastepnego i wszystko jest do ki
                                                > tu. Z krainy 'perfect' ladujesz w 'wasteland'.

                                                To bardziej mi wyglada na zespol wypalenia niz na depresje. Chociaz jedno moze sie
                                                przemienic w drugie jezeli stress trwa wystarczajaco dlugo. Sama bywalam wypalona , u mnie
                                                objawialo sie to nie tyle depresja co przewleklym zmeczeniem. W koncu nauczylam sie jednej
                                                rzeczy - nie brac na swoje barki calkowitej odpowiedzialnosci za problemy innych ludzi, oddzielac swoje zycie prywatne od zawodowego i to pomoglo mi lepiej funkcjonowac.
                                                Co do bipolar, nie wiem kto by mial tych ludzi wpedzac w psychoze ? W koncu jezeli laduja
                                                u lekarza/psychoterapeuty/ przedstawiciela porzadku publicznego itd to chyba dlatego ze
                                                maja problemy ? Ci ludzie maja wiele trudnosci w zyciu bo ile z depresja jest ciezko zyc
                                                to mania potrafi byc jezszcze bardziej destrukcyjna dla nich oraz dla ich otoczenia. Bipolar powinna byc leczona farmakologicznie i czasem jest leczona psychotropami ale to nie oznacza wpedzania w psychoze .
                                                • kan_z_oz Re: Mity krazace o Australii - obok tematu 01.09.13, 14:02
                                                  iza42 napisała:
                                                  > Co do bipolar, nie wiem kto by mial tych ludzi wpedzac w psychoze ? W koncu je
                                                  > zeli laduja
                                                  > u lekarza/psychoterapeuty/ przedstawiciela porzadku publicznego itd to chyba dl
                                                  > atego ze
                                                  > maja problemy ? Ci ludzie maja wiele trudnosci w zyciu bo ile z depresja jest
                                                  > ciezko zyc
                                                  > to mania potrafi byc jezszcze bardziej destrukcyjna dla nich oraz dla ich otocz
                                                  > enia. Bipolar powinna byc leczona farmakologicznie i czasem jest leczona psych
                                                  > otropami ale to nie oznacza wpedzania w psychoze .

                                                  W sumie tak to opisuje medycyne tradycyjna.
                                                  Mam inne doswiadczenia. Od lat prowadzac medytacje, mamy kontakt z ludzi, ktorzy sa klasycznymi przykladami bi-polar z ksiazki. To co pewnie znasz jako 'glosy w glowie', ja znam jako 'chanelling'. Po to zreszta sie medytuje aby to polaczenie (glosy)miec...haha.

                                                  Chanelling dla wielu jest tym co natchnienie dla pisarzy, poetow czy muzy dla innych. Ja mam do b. praktyczne zastosowania i nieco inne niz maz - ten ostatni uzywa tych 'downloads' do skladania programow treningowaych.
                                                  Krotko mowiac 'bi-polar' mi znani sa to normalnie funkcjonujacy ludzie, ktorzy trzymaja sie z dala od tradycyjnej medycyny, bo wiedza jaka diagnoze by mogli dostac.

                                                  Jest to wiec chyba nieco takie schorzenie, ze jak chory przychodzi do lekarza i zaczyna opisywac to wtedy sie dopiero zaczyna.? I bi-polar tez naczesciej jest polaczone z jakas deprecha, bo jak zaczyna sie otwierac ludziom kanal to uwalniaja wszystkie emocjonalne blokady, jakie sobie zbudowali przez lata. Stabilizuje sie to w miare szybko, jak ktos jest swiadom co sie dzieje.
                                                  Farmakologicznie to mozna tylko zaszkodzic, bo chemia blokujac emocje, powodujac albo jeszcze wieksze zamieszanie albo swira gdyby ktos z niej nagle zszedl. Nigdy wiec bi-polar z niej nie schodzi. Nie ma tez mowy aby byl kreatywny czy tworczy.

                                                  Kan
                                                  • iza42 Re: Mity krazace o Australii - obok tematu 03.09.13, 22:50
                                                    kan_z_oz napisała:

                                                    > Mam inne doswiadczenia. Od lat prowadzac medytacje, mamy kontakt z ludzi, ktorz
                                                    > y sa klasycznymi przykladami bi-polar z ksiazki. To co pewnie znasz jako 'glosy
                                                    > w glowie', ja znam jako 'chanelling'. Po to zreszta sie medytuje aby to polacz
                                                    > enie (glosy)miec...haha.

                                                    Kan, opisywane przez Ciebie glosy w glowie wcale nie dowodza diagnozy bipolar. Moga byc
                                                    przejawem psychozy ( np schizofrenii ) badz nerwicy natrectw. Bipolar nie musi wcale byc
                                                    polaczona z psychoza, chociaz ciezsza jej forma bipolar type 1 czesto jest .

                                                    > Chanelling dla wielu jest tym co natchnienie dla pisarzy, poetow czy muzy dla i
                                                    > nnych.
                                                    Moze jest, choc duzo zalezy od tego co ludziom te glosy w glowie mowia. Jezeli sa natchnieniem do pracy tworczej nie widze w tym problemu. Jezeli natomiast kaza komus
                                                    porwac siekiere i zabic matke/tesciowa/sasiada to juz widze w tym duzy problem sad
                                                    > Krotko mowiac 'bi-polar' mi znani sa to normalnie funkcjonujacy ludzie, ktorzy
                                                    > trzymaja sie z dala od tradycyjnej medycyny, bo wiedza jaka diagnoze by mogli d
                                                    > ostac.
                                                    Kan , nie mam nic do tych ludzi. Choc z opisu nie mam pewnosci, czy rzeczywiscie reprezentuje bipolar. Jezeli normalnie funkcjonuja to nie ma problemu . Nikt ich sila
                                                    do lekarza zaganiac nie bedzie bo po co?

                                                    > Farmakologicznie to mozna tylko zaszkodzic, bo chemia blokujac emocje, powoduja
                                                    > c albo jeszcze wieksze zamieszanie albo swira gdyby ktos z niej nagle zszedl. N
                                                    > igdy wiec bi-polar z niej nie schodzi. Nie ma tez mowy aby byl kreatywny czy tw
                                                    > orczy.
                                                    Z bipolar jest tak, ze najczesciej sa kreatywni i tworczy w okresach hipomanii, bo wtedy maja duzo energii, nie potrzebuja wiele snu, swiat jest podniecajacy w rozowych kolorach.
                                                    Niestety potem przychodzi dolek, depresja, kiedy nie moga funkcjonowac, czuja sie strasznie i czesto probuja samobojstwa. Czesto im sie to udaje. Bilpolar jest choroba o bodajze najwyzszym wskazniku samobojstw. Z tego powodu nalezy ja leczyc nawet jezeli tak jak mowisz,leczenie splyca ich energie tworcza. Nie mowiac juz o tym , ze ludzie z bipolar czesto z wlasnej inicjatywy "lecza sie" marihuna, kokaina, amfetamina i innymi a to zamazuje obraz i utrudnia wlasciwe leczenie.
                                                  • kan_z_oz Re: Mity krazace o Australii - obok tematu 11.09.13, 14:42
                                                    Iza - rozumiem Twoje podejscie do tematu z punktu medycyny.
                                                    Jest tez do tego samego podejscie z innej plaszczyzny i to co wytlumaczylas moze miec tez inne wyjasnienia. Jak np; glosy w glowie - to jak podlaczenie goscia do 'infinite internet'. Sluchasz wiec tego co chcesz. Zarabanie tesciowej siekiera jest wiec nieporzadana dzialalnoscia, aczkolwiek w wieku przypadkach zrozumiala...haha (joke) Jest tez to dzialalnoscia wysoce karalna...sorry...nastepny 'joke'.
                                                    Mozna wiec w tym wszystkim ustalic jakie 'strony' nalezy sobie wlaczac (aby sobie nie wyrzadzic krzywdy i innym), a ktore wylaczyc, podobnie jak wylaczasz np; porno z netu.. Tego mozna nauczyc kazdego bio-polar nawet tego psycho. No, zanim zostanie 'zadragowany'.
                                                    To powinno byc moim zdaniem pierwsza linia leczenia.

                                                    Ale nie mam zamiaru nikogo przekonywac.

                                                    Kan
                                                  • ratpole Re: Mity krazace o Australii - obok tematu 07.09.13, 02:23
                                                    kan_z_oz napisała:

                                                    > Chanelling dla wielu jest tym co natchnienie dla pisarzy, poetow czy muzy dla innych. Ja mam do b. praktyczne zastosowania i nieco inne niz maz

                                                    Chanelling?
                                                    Oh my effing God!
                                                    I just realized you guys actually talk to dead people!!! How cool is that!
                                                    Can you talk to dead animals too?
                                                  • kan_z_oz Re: Mity krazace o Australii - obok tematu 11.09.13, 14:50
                                                    ratpole napisał:


                                                    > Oh my effing God!
                                                    > I just realized you guys actually talk to dead people!!! How cool is that!
                                                    > Can you talk to dead animals too?

                                                    Oh my effing God,
                                                    A ja wlasnie zdalam sobie sprawe, ze ty Ratpol wciaz owocujesz na wykladach ksiedza proboszcza sprzed 30 lat rodem z PRL-u.
                                                    How cool is that! Facet zamrozony w czaso-przestrzeni powtarzajacy to samo na GW od ponad dekady?

                                                  • ratpole Re: Mity krazace o Australii - obok tematu 11.09.13, 18:10
                                                    kan_z_oz napisała:

                                                    > Oh my effing God,
                                                    > A ja wlasnie zdalam sobie sprawe, ze ty Ratpol wciaz owocujesz na wykladach ksiedza proboszcza sprzed 30 lat rodem z PRL-u.

                                                    Sorry, nie wiem co znaczy "owocowac". Uscislij, to sie odniose hehe

                                                    > How cool is that! Facet zamrozony w czaso-przestrzeni powtarzajacy to samo na GW od ponad dekady?

                                                    Bo ja mam poglady ustabilizowane jak krowa. Na twoja chybotliwosc patrze z krowim, stoickim poblazaniem hehe
                                                    Idziesz z postepem w New Age wraz z rozszerzajaca sie czaso-przestrzenia Wszechswiata? Channellingi, astral projectiony, OOBEy, aury, chakry i biofeedbacki?
                                                    Tak, to jest postep. W paranoje hehehe
                                                    Nie przejmuj sie tym jednak za bardzo. Starzejace sie kobiety tak niestety maja i uwierz mi, zaden channelling nie przywroci zanikajacych hormonow hehehe
                                                    Po prostu ciesz sie, ze dane ci bylo przez dekade czytac posty glupiego Ratpola na GW i jest nadzieja na kolejna dekade. Glowa do gory! hehehe
                                                  • kan_z_oz Re: Mity krazace o Australii - obok tematu 12.09.13, 10:36
                                                    ratpole napisał:
                                                    > Idziesz z postepem w New Age wraz z rozszerzajaca sie czaso-przestrzenia Wszech
                                                    > swiata? Channellingi, astral projectiony, OOBEy, aury, chakry i biofeedbacki?
                                                    > Tak, to jest postep. W paranoje hehehe
                                                    > Nie przejmuj sie tym jednak za bardzo. Starzejace sie kobiety tak niestety maja
                                                    > i uwierz mi, zaden channelling nie przywroci zanikajacych hormonow hehehe
                                                    > Po prostu ciesz sie, ze dane ci bylo przez dekade czytac posty glupiego Ratpola
                                                    > na GW i jest nadzieja na kolejna dekade. Glowa do gory! hehehe

                                                    Mam bardzo prosta odpowiedz. New Age mnie nigdy nie interesowal. Nie interesowaly mnie chakry oraz chanelling. Weszlo to w nasze zycie w ktoryms momencie w obliczu, ze chlop zostal zdiagnozowany jako MS lub Parkinson ewentualnie bio-polar a ja jako jego dozywotnia opiekunka...hhhaha
                                                    Rozumiesz wiec, jak Ci zycie/ktos przystawi pistolet to glowy do szukasz i masz ogolnie w doopie czego...haha

                                                    Kan
                                                  • narfi Re: Mity krazace o Australii - obok tematu 12.09.13, 11:36
                                                    No to masz rzeczywiscie pod gorke,
                                                    ale...

                                                    "Some things in life are bad
                                                    They can really make you mad
                                                    Other things just make you swear and curse
                                                    When you're chewing on life's gristle
                                                    Don't grumble, give a whistle
                                                    And this'll help things turn out for the best

                                                    And always look on the bright side of life
                                                    Always look on the light side of life "

                                                    Zawsze moglo byc odwrotnie smile

                                                  • iza42 Re: Mity krazace o Australii - obok tematu 12.09.13, 13:55
                                                    kan_z_oz napisała:

                                                    Weszlo to w nasze zycie w ktoryms momencie w ob
                                                    > liczu, ze chlop zostal zdiagnozowany jako MS lub Parkinson ewentualnie bio-pol
                                                    > ar
                                                    Wlasnie , a przeciez te 3 wymienione przez Ciebie diagnozy nie maja ze soba nic wspolnego!
                                                    Takiej diagnozy przeciez nie mozna traktowac powaznie.
                                                    Mam wrazenie, ze tutaj w Australii " bipolar" traktuje sie jako swego rodzaju smietnik na wszystko co w danym momencie nam u danej osoby nie pasuje . Dzisiaj na przyklad dowiedzialam sie ,ze pewna moja znajoma
                                                    w opinii jej bylego meza ma tez bipolar. Dlaczego ? No, dlatego ze ma zmienne humory. Tak sie sklada, ze znam te osobe rowniez od strony medycznej i wiem, ze ona nie ma zadnego bipolar ani zadnej inne choroby psychicznej. Ale on pewnie probuje sobie uzasadnic jej odejscie no i dorabia do tego ideologie.


                                                  • ratpole Re: Mity krazace o Australii - obok tematu 15.09.13, 04:20
                                                    iza42 napisała:

                                                    > kan_z_oz napisała:
                                                    >
                                                    > Weszlo to w nasze zycie w ktoryms momencie w obliczu, ze chlop zostal zdiagnozowany jako MS lub Parkinson ewentualnie bio-polar

                                                    > Wlasnie , a przeciez te 3 wymienione przez Ciebie diagnozy nie maja ze soba nic
                                                    > wspolnego!
                                                    > Takiej diagnozy przeciez nie mozna traktowac powaznie.

                                                    Obawiam sie, ze masz racje.
                                                    Moze ja tez sie zabawie w wystawienie diagnozy.
                                                    Po prostu brak wodki i ogorkow kiszonych w organizmie hehe
                                                    A po to to juz do Luskowego ogrodu!

                                                    www.theverge.com/2013/8/21/4595712/gut-feelings-the-future-of-psychiatry-may-be-inside-your-stomach
                                                  • ratpole Re: Mity krazace o Australii - obok tematu 12.09.13, 16:59
                                                    kan_z_oz napisała:

                                                    > Mam bardzo prosta odpowiedz. New Age mnie nigdy nie interesowal. Nie interesowa
                                                    > ly mnie chakry oraz chanelling. Weszlo to w nasze zycie w ktoryms momencie w ob
                                                    > liczu, ze chlop zostal zdiagnozowany jako MS lub Parkinson ewentualnie bio-pol
                                                    > ar a ja jako jego dozywotnia opiekunka...hhhaha
                                                    > Rozumiesz wiec, jak Ci zycie/ktos przystawi pistolet to glowy do szukasz i masz
                                                    > ogolnie w doopie czego...haha

                                                    Jest mi bardzo przykro to czytac.
                                                    Przyjmij wyrazy wspolczucia i zyczenia sily w zmaganiu sie z zyciem.
                                                  • kan_z_oz Re: Mity krazace o Australii - obok tematu 14.09.13, 05:01
                                                    Chlop mial te diagnozy stawiane ponad 10 temu - to znacze te MS lub Parkinson w obliczu klopotow zdrowotnych, ktorych nie mozna bylo w zaden sposob zdiagnowac prze okolo rok. Stanelo, ze pracujac w farma przemysle nikt z 'kupli' pomoc mu nie mogl. Stara wiec to juz obecnie historia. Wypchnelo nas to wtedy do szukania jak to sie mowi u 'znachorki'. Mozna bylo szukac lub odpisac i czekac na 'siedzenie w krzeselku' inwalidzkim.

                                                    Okazalo sie, ze ma 'talent' m.in do chanellingu. Zaczelo sie wiec zycie 'alternatywne' inaczej zdrowie mu siada - albo to fizyczne albo to co Iza nazywa mentalne, zamieniajac sie w smietnik bio-polar.

                                                    Zycie mamy w sumie normalne no oprocz faktu, ze sami jestesmy 'nienormalni'. Nie mamy wiec juz obecnie wiele zmagania, bo ile mozna walczyc??

                                                    Nie jestes 'glupi' tylko masz ten ton; 'czakry' to znaczy baba hormonalna, bo wiekszosc tym sie zajmujaca wlasnie tam siedzi to i Kan musi, i kazdy inny bo to pewnik jedyny.
                                                    Masz ludzkie odruchy - nie jest zle...haha

                                                    Peace man
                                                    Kan
                                                  • ratpole Re: Mity krazace o Australii - obok tematu 15.09.13, 03:38
                                                    kan_z_oz napisała:

                                                    > Masz ludzkie odruchy

                                                    bo jestem czlowiekiem, dlatego nic co obce nie jest mi ludzkie.

                                                    Nasci tu z dobrego serca: books.google.ca/books?id=GTYxvjuutg4C&dq=amos%20craft%20delusions&pg=PP9#v=onepage&q=amos%20craft%20delusions&f=false

                                                    Moze chlop po przeczytaniu pojdzie owocowac do proboszcza albo po rozum do glowy albo po brzytwe Ockhama? hehehe
                                                  • kan_z_oz Re: Mity krazace o Australii - obok tematu 17.09.13, 15:44
                                                    ratpole napisał:
                                                    > Moze chlop po przeczytaniu pojdzie owocowac do proboszcza albo po rozum do glow
                                                    > y albo po brzytwe Ockhama? hehehe

                                                    No i wciaz owocujesz lekcjami religii z PRL-u sprzed lat 30-tu u bardzo kiepskiego proboszcza. Widac, ze taki rocznik i tak juz Ci pozostanie...
                                                    Czy naprawde sadzisz, ze jest cos czego w temacie nie przeczytalam lub miejsce w ktorym nie bylam???

                                                    Obecnie to sama pisze ksiazki na ten temat, wiec ten 'witchcraft' i wyganianie 'duchow' to sobie wsadz gdzies. Jest to dziecinne.

                                                    Kan
                                                  • iza42 Re: Mity krazace o Australii - obok tematu 15.09.13, 11:43
                                                    kan_z_oz napisała:

                                                    > Chlop mial te diagnozy stawiane ponad 10 temu - to znacze te MS lub Parkinson w
                                                    > obliczu klopotow zdrowotnych, ktorych nie mozna bylo w zaden sposob zdiagnowac
                                                    > prze okolo rok.
                                                    > Okazalo sie, ze ma 'talent' m.in do chanellingu. Zaczelo sie wiec zycie 'altern
                                                    > atywne' inaczej zdrowie mu siada - albo to fizyczne albo to co Iza nazywa menta
                                                    > lne, zamieniajac sie w smietnik bio-polar.
                                                    Kan , wybacz naprawde nie mialam zamiaru Cie urazic. Nie chce sie wdawac w jakies
                                                    dlugie wywody tylko wspomne, ze zarowno MS jak i Parkinson sa chorobami neurologicznymi
                                                    o charakterze postepujacym , wiec fakt, ze po 10 latach lekarze nie sa w stanie wyjasnic diagnozy przemawia raczej za tym ze nie jest to ani jedno ani drugie ( i dobrze ! ). Zadna
                                                    z powyzszych chorob nie jest zwiazana z bipolar disorder, w Parkinsonie moze sie wtornie
                                                    rozwinac depresja, ale nie bipolar a MS charakteryzuje sie podwyzszeniem nastroju - euforia , wiec te dwie choroby razem wziete moze dalyby jakas psychiczna namiastke bipolar wink ale
                                                    nie jest prawdopodobne aby istnialy razem . Smietnik bipolar, o ktorym pisalam nie jest
                                                    choroba, polega na tym, ze ludzie probuja sobie tlumaczyc choroba rozmaite ludzkie zachowania, ktorych nie rozumieja, ktore ich draznia np zlosc , agresje itd . W wiekszosci przypadkow to nie ma nic wspolnego z bipolar wiec ta popularna strassen diagnosis jest na ogol bledna.


                                                  • kan_z_oz Re: Mity krazace o Australii - obok tematu - Iza 16.09.13, 08:52
                                                    Iza nie zrozumialysmy sie. Nie obrazilam sie tez.

                                                    Maz mial klopoty dawno temu - 10 lat temu. Nie mialam zamiaru w sumie opisywac ale widze, ze potrzeba wyjasnic.
                                                    Zaczelo sie glupio z czegos co wygladalo jak mozliwa infekcja ucha. Trwalo to on/off przez pare miesiecy az maz poszedl do GP. Ten nic nie stwierdzil.
                                                    Myslelismy, ze przejdzie. Bylo upierdliwe bo nie mogl spac. Nie przeszlo.
                                                    Zaczela do tego bolec go szyja. Zaczal wiec fizjo. Myslelismy, ze moze jakis 'postrzal' miesnia.

                                                    Zauwazyl, ze dretwienie nasila sie po siedzeniu w jednej pozycji, szczegolnie pisanie przy komputerze.
                                                    Po kilku miesiacach on/off spania w nocy, zaczelo sie mrowienie od prawego malego palca calej prawej reki oraz calej lewej noga az prawie do paralizu.
                                                    Wpedy znowu wiec do GP - wszystkie badania, EKG, ogolne - i nic.

                                                    W tym samym czasie szef wygonil go w pracy do lekarza na kompo, gdy uslyszal objawy. Ten drugi zarzadzil rentgena kregoslupa oraz szczegolowe badania neurologiczne. Wyszlo tylko, ze sa zwyrodnienia kregoslupa w odcinku ledzwiowych oraz szyjnym. Kompo nie zajmuje sie leczeniem jesli uraz nie jest z powodu pracy - ten nie byl. Nie wydal wiec zadnej konkluzywnej opinii, chociaz w cholere czasu z nimi zabralo. Moze byc ucisk nerwu, ale symptomy sa nieodpowiednie, a zwyrodnienia nie az tak wielkie. Z taka nas zostawili diagnoza.

                                                    GP wiec zaczal podejrzewac, ze moze byc b.wczesne stadium zwyrodnienia nerwow czyli MS. Druga opinai PG, ze moze byc wczesne stadium Parkinson.

                                                    Maz zaczal wiec szukac specjalisty neurologa, bo wygladalo, ze z GP nalezaloby czekac az sie rozwinie dalej. Nie mogli nic wiecej ustalic.
                                                    Po wielkich znajomosciach dostal sie do top neuro-chirurga, bywajacego tylko sporadycznie w AU. Ten na postawie zdjec, symptomow itp. stwierdzil tylko ogolnie, ze zdjecia nic nie wykazuja konkluzywnie ale jesli sympomy sie nasilaja tak drastycznie to nie wyglada to ciekawie. Czesc ledzwiowa mozna z czasem operowac - jesli potrzeba ale szyjnej nie. Rekomendowal wiec nowa seria zdjec, badan (jego skierowania) i $2000 pozniej umowic sie wizyte aby mogl cos wiecej powiedziec.

                                                    Przeciwbolowe srodki nie dzialaly. Po nasennych nie funkcjonowal wogole. Po 7-8 miesiacach schudl jak pies a chroniczny brak snu powodowal, ze byl podirytowany non-stop.

                                                    Wtedy to trafilismy na alternatywne leczenie. Juz po dwoch, trzech sesjach maz wyrzucil jakis emocjonalny bagaz. Po pewnym czasie okazalo sie, ze ma umiejetnosci do chanellingu i inny znajomy lekarz doradzil mu aby sie 'nie chwalil' zbytnio o ile czuje sie ok, bo to temat kontrowersyjny, i zna ludzi gdzie presja medykow czy rodziny do terapii takowego nie wyszla im dobrze. Bi-polar jest najczestsza diagnoza.
                                                    O ile wiec nie przeszkadza to lepiej aby GP nie wiedzial i nie mial w papierach. I tak pozostalo az do dziasiaj i nie przeszkadza nam.
                                                    Zmienilismy tylko stopniowo calkowicie styl zycia, tempo, miejsce, zajecie, przyjaciol, znajomych czyli cale zycie do gory nogami.

                                                    Pozdrawiam
                                                    Kan

                                                  • iza42 Re: Mity krazace o Australii - obok tematu - Iza 17.09.13, 12:39
                                                    Ka, dzieki za wyjasnienie, teraz rzeczywicie wiecej rozumiem. To wyglada na skomplikowany przypadek, klinicznie niejednoznaczny bo w ten sposob moze prezentowac sie wiele schorzen.
                                                    Moglabym tutaj snuc wiele domyslow i wnioskow, ktore mi sie na usta cisna ale nie bede bo
                                                    nie czas i miejsce ku temu a poza tym to bylyby tylko domysly, dla Ciebie bezwartosciowe.
                                                    Dobrze, ze wyluzowal z zyciem bo to z pewnoscia mu pomoglo . Serdecznie pozdrawiam iza
                                          • ratpole Re: Mity krazace o Australii - obok tematu 29.08.13, 19:28
                                            kan_z_oz napisała:

                                            > Walka o przezycie, widac leczy ten stan, a dobrobyt go u czleka rozwija...haha

                                            Poniekad. Walka o przezycie (wywolana odzwierzecym instynktem samozachowawczym) tylko chwilowo odwraca uwage od nieuniknionej konstatacji, ze wszystko i tak o kant doopy rozbic.
                                            Czlowiek glodny za priorytet ma natychmiastowe uspokojenie burczacego brzucha, co skutecznie odwodzi go od filozofowania. Dlatego czesto widuje sie szczesliwych obszarpancow w biednych krajach, ktorym udalo sie zdobyc cukierka od fotografujacego turysty. W krajach zas rozwinietych wielu z nas stara sie podtrzymywac "high spirit" za pomoca gromadzenia czego sie da (dobr, slawy, wladzy, podbojow seksualnych, itp.). Niestety, nie jest to metoda 100% skuteczna, dlatego od czasu do czasu dla terapii spedzam noc pod mostem w Windsor, aby nabrac lepszej perspektywy hehe
                                            Zycze Panstwu nie przejmowania sie niczym i nie wpadania w depresje, dla kurazu powtarzajac sobie ta mantre: "to wszystko i tak o kant doopy rozbic" hehehe

                                            www.youtube.com/watch?v=L2Wx230gYJw
                                            • starypierdola Geee!! Man!!!! 30.08.13, 16:28
                                              Po raz pierwszy od kiedy Cie "znam" piszesz cos do rzeczy. Pewnie Cie sprowokowalem tym "pod mostem w Windsor"?

                                              Czyli jest nadzieja ..... Tylko jak ta zima znowu przyjdzie ... brrr....
                                              Rozumie ze Yukon Jack pomaga?

                                              A slyszales to: "spuszczam wode" ?? Moim zdaniem najlepsza filozofia na depresje i intelektualistow.

                                              Twoj podniecony kolega forumowy SP

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka