spacecoyote
06.12.06, 11:08
Co chwila na forum pojawiaja sie pytania o koszt zycia na Wyspach, a w
odpowiedzi zawsze wyliczacie: rachunki tyle i tyle, jedzenie X / tydzien,
dojazdy Y/ miesiac, ciuchy iles tam.
Ja zawsze wydaje wszystko i nigdy nie wiem na co. Nie bylabym w stanie
stwierdzic, ile na jedzenie, a ile na ciuchy. Jak Wy to obliczacie? trzymacie
wszystkie paragony i podliczacie na koncu miesiaca? czy robicie zakupy raz na
tydzien w supermarkecie i potem juz nic? Czy ustalacie budzet z gory i sie go
trzymacie?
Ja kupuje drobiazgi typu chleb, alkohol czy warzywa kilka razy w tygodniu,
wieksze zakupy spozywcze robie na zasadzie "wtedy, kiedy cos konkretnego jest
potrzebne, a przy okazji to, co wpadnie mi o w oko" i nigdy nie podliczam,
ile mnie kosztuje jedzenie na miesiac. Co do ciuchow, to czasem kupuje kilka
w jeden dzien, czasem zadnego w miesiacu, z tych co kupuje czasem ktores
zwracam - jak tu obliczyc, ile wychodzi srednio na miesiac?
Benzyne jestem w stanie wyliczyc w przyblizeniu, ale tez nigdy nie pamietam
dokladnie, kiedy tankowalam i za ile.
No i co miesiac mam jednorazowe wydatki typu car tax albo ubezpieczenie,
ubezpieczenie turystyczne, jakis weekend w hotelu, wyjazd wakacyjny, prezenty
pod choinke, sprzet sportowy - rzeczy, ktore trudno uwzglednic w budzecie, bo
sa nieregularne.
Skutek tego jest taki, ze mimo dobrej stalej pensji i w miare
regularnych "fuch" zawsze miesiac koncze na debecie i sama nie wiem, na co te
pieniadze poszly.