Gość: Jaro
IP: *.cdif.adsl.virgin.net
08.12.07, 22:06
Rozmawialem w pociagu z kobieta, prawnikiem i wykladowca prawa na
uniwersytecie. Oczytana, oblatana i swiadoma tego co sie dzieje.
Postanowila szczerze i bez ogrodek powiedziec mi co o Polakach mysli
juz nie tylko working class, ale i praktycznie cale spoleczenstwo
brytyjskie. Proba do wnioskowania oczywiscie nie byla
reprezentatywna, ale rozmowa troche mo oczy otworzyla, do tego
stopnia ze zaczalem sie zastanawiac czy nie trzeba bedzie sie
ewakuowac do Europy gdy dziecko pojdzie do szkoly...
Stanowimy dla nich zagrozenie i jest to bez znaczenia czy to
zagrozenie jest realne czy urojone. Zabieramy im prace, nasze dzieci
powoduja przepelnienie w szkolach i zanizaja poziom bo nie znaja
angielskiego. Ociazamy budzet NHS. Powodujemy wypadki po pijaku.
Jestesmy malo estetyczni i malo kulturalni (underclass). Kobieta nie
tyle przedstawialaswoje poglady, co uswiadamiala mi co "ludzie"
mysla i ze przez grzecznosc nie daja tego po sobie poznac.
Sa dwa wyjscia:
1. Jak zacznie sie robic goraco i zaczna myslec o pogromach, spadac
do Europy lub Australii.
2. Robic wszystko zeby przyjachola nas tu jeszcze 5-10 milionow.
Wtedy ich dzieci beda sie w szkolach uczyc polskiego.