kann2
27.07.10, 22:49
Nowosądeczanin Marcin Marczyk jest pierwszą osobą w Polsce, która
chce wystąpić z Kościoła katolickiego na podstawie ustawy o ochronie
danych osobowych. Dotychczas apostaci, czyli osoby wypisane z
ewidencji katolickich parafii, kierowali się dokumentem kościelnym
na temat zasad postępowania w sprawie aktu wystąpienia z Kościoła.
Na początku lipca mieszkaniec Nowego Sącza napisał do proboszcza
parafii Świętej Małgorzaty ks. Jana Piotrowskiego. W swoim liście
poprosił o odnotowanie w aktach parafialnych, że występuje z
Kościoła katolickiego. Odpowiedź przyszła odmowna.
Według proboszcza, aby wystąpienie było "skuteczne kanonicznie",
należy zastosować się do instrukcji episkopatu Polski. Te zaś mówią,
że aktu odstępstwa "może dokonać tylko osoba pełnoletnia, zdolna do
czynności prawnych, osobiście, w sposób świadomy i wolny, w formie
pisemnej, w obecności proboszcza swego kanonicznego miejsca
zamieszkania (stałego lub tymczasowego) i dwóch pełnoletnich
świadków". Oświadczenia przysłane inną drogą - pocztową czy
elektroniczną - nie są brane pod uwagę przez księży.
"Pragnę podkreślić, że jest to sprawa wielkiej wagi, dlatego też
taki akt należy osobiście zgłosić w kancelarii parafii zamieszkania.
Tym bardziej jest to istotne, że dane personalne zawarte w liście
wcale nie dają gwarancji, że za nimi stoi wzmiankowana osoba czy też
ktoś inny, wykorzystujący cudze dane adresowe" - napisał ks.
Krzysztof Tekieli, notariusz krakowskiej kurii metropolitalnej,
kobiecie, która już w 2007 r. próbowała wystąpić z Kościoła, Marczyk
rozwiązał ten problem prościej. Jako pierwszy w Polsce dołączył do
listu kserokopię pierwszej strony dowodu osobistego.
- Nie mam ochoty przychodzić osobiście do księdza proboszcza i
tracić czasu. I tak nikt mnie nie przekona do zmiany zdania.
Wystarczy mi, że moje pismo jest zgodne z ustawą o ochronie danych
osobowych, która daje każdemu prawo do sprostowania nieaktualnych
danych osobowych - wyjaśnia Marcin Marczyk na portalu wystap.pl,
który zajmuje się takimi sprawami.
W związku z odmową ks. Piotrowskiego sądeczanin przekazał sprawę do
Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. W piśmie do GIODO
powołuje się na zapis w polskim prawie, że "Kościół katolicki jest
obowiązany do przestrzegania przepisów ustawy o ochronie danych
osobowych". Proboszczowi zarzucił złamanie prawa. - Moim celem jest
przede wszystkim zbadanie w praktyce, czy Generalny Inspektor
Ochrony Danych Osobowych robi to, do czego został powołany. Jeśli
dzięki temu poszerzy się jurysdykcja Polski na to, co biskupi w tej
chwili uznają za swoją wewnętrzną sprawę, to jako Polak będę się
oczywiście cieszył - twierdzi Marczyk.
krakow.naszemiasto.pl/artykul/506614,nowy-sacz-czy-proboszcz-lamie-prawo,id,t.html
Oczywiście, że proboszcz ma rację, nie przyjmując takiego
oświadczenia przesłanego pocztą.