zawsze-maj
30.09.11, 21:04
Czy zupełnie abstrakcyjny dla wielu byt - Bóg i nauka mogliby zbliżyć się do siebie? Tak prędzej czy później stanie się. Jak? Na przykład tak (a może inaczej):
Każdy obraz można wyrazić w postaci sinusoidalnej fali, czyli matematycznie. Już obecnie naukowcy pracują nad możliwością wyświetlania snów. Już teraz w jakimś zakresie jest możliwe odczytywanie myśli.
Każda myśl wynika z pewnych funkcji mózgu (podejdźmy od tej strony). Każda myśl da się odczytać, bo jest tożsama z takim czy innym wzorem fal mózgowych (w uproszczeniu). Każdy rodzaj energii istniejący we wszechświecie w jakiś sposób oddziałuje na wszechświat. Czy trudno sobie wyobrazić, że myśli - jako rodzaj energii (dlatego możliwe jest już odczytywanie myśli) - oddziałuje na otoczenie? Możemy nie potrafić jeszcze tego związku wykryć i zbadać, ale byłoby dziwne gdyby tak nie było (gdyby jakikolwiek rodzaj energii, a tym jest myśl w mózgu, nie wywierał żadnego wpływu na inne układy energetyczne). Czy nie jest możliwe, że negatywne emocje mają pewne określone właściwości (tzn. właściwości ma energia), a pozytywne inne? Czy trudne do przyjęcia jest założenie, że istnieje jakiś rodzaj sprzężenia zwrotnego, że określona energia pozytywnych myśli wywołuje dany rodzaj sprzężenia, a negatywnych inny? I że te sprzężenia wpływają na pracę mózgu, a w efekcie na naszą świadomość? Jeśli tak, to może okazać się, że nasze pozytywne lub negatywne nastawienie do świata i innych ma nas bardzo istotny wpływ. Można sobie wyobrazić, że suma sprzężeń z danego okresu (np. dnia) wywołuje określone skumulowane skutki w naszym mózgu, czyli w naszym samopoczuciu, świadomości, odbiorze świata. Oznaczałoby to, jak wskazywało wielu mistyków, choć w innych słowach, że pojedyncza myśl może ostatecznie decydować o łącznej jakości sprzężenia zwrotnego z danego okresu, czyli o tym jaki jest nasz odbiór świata i samych siebie, a w efekcie nasz psychiczny dobrostan.
I nie byłoby już mistyczne, ani moralne, tylko po prost istniejące, to że dobre rodzi dobre, a złe rodzi złe. Los danych grup, na przykład społeczeństw w danym obszarze geograficznym, zależałby od sumy energii myśli wszystkich jednostek należących do danego społeczeństwa (bo istniałoby sumaryczne sprzężenie zwrotne dla każdego momentu w czasie).
Dodajmy do tego pojawiające się teorie, że każdy zbiór informacji, o określonych cechach, wykazuje pewne funkcje sui generis psychiczne.
Może okazać się, że świadomość da się wyrazić matematycznie. Bóg mógłby być po prostu polem świadomości, które generowałoby wyłącznie pozytywne sprzężenia zwrotne, o najwyższej "jakości".
Może więc jesteśmy naprawdę jednością, wszystko co czyni, mówi i myśli każdy z nas, wpływa na całość energii w danym układzie? I miłujące nastawienie do innych powoduje naprawdę postrzeganie świata jako nas miłującego, a potępianie innych kreuje odczucie wrogiego świata, albo co najmniej takiego, w którym czujemy się niepewnie?
Teoria flogistonu jest dalsza od współczesnej chemii, a newtonowski obraz świata odleglejszy od fizyki kwantowej, niż to co wyżej napisałem od tego co już bada współczesna nauka.
Może więc Bóg, czyściec i piekło są bliżej niż myślimy, bo są stanem naszej świadomości, o którym decydujemy sami, w zależności od tego co myślimy o świecie i o innych?