bezpocztyonline
03.07.12, 16:58
Kwestia się tutaj pojawia w prawie-że każdym wątku.
Myślę, że istniał. Myślę, że rzeczywiście od mniej-więcej początku I w. naszej ery do lat 30-stych naszej ery.
Myślę, że miał nawet uczniów i nazywali się oni tak, jak w kanonicznych Ewangeliach.
Już tłumaczę dlaczego.
Otóż oprócz Ewangelii kanonicznych mamy całą masę niekanonicznych.
Wszystko z końca I i początku II wieku naszej ery.
Ewangelie te opowiadają najróżniejsze historie.
Od chodzenia po wodzie do chodzenia po promykach słońca, od uzdrawiania chorych do zamieniania dzieci w świnie, od Jezusa jako postaci rzeczywistej, realnego człowieka do Jezusa jako ducha czy zjawy, która ukazuje się swoim uczniom kiedy chce, potem nagle znika ("gdzie byłeś, kiedy zniknąłeś?" (Ewangelia Judasza), potem pojawia się znowu.
Ewangelie te przekazują najróżniejsze idee, zupełnie niespójne.
Więc nie powstały na podstawie ciągłości idei i nauki jedna od drugiej.
Tych idei i nauk było ileś i wzajemnie sprzeczne.
A mimo to, wszystkie ewangelie mówią o kimś, kto:
1. Ma na imię Jezus, jeśli z przydomkiem - to Nazarejczyk
OK. dobrze, inaczej nie było kwestii, czy Ewangelia jest chrześcijańska i nie opowiada o jakimś innym nauczycielu.
Ale:
2. Zawsze (o ile jest przedstawiony jako realnie istniejący człowiek) jest on synem Józefa i Marii
3. Ten ktoś zawsze ma uczniów, którzy mają następujące imiona:
Jan, Jakub, Szymon/Piotr/Kefas, Andrzej, Tomasz (zawsze z przydomkiem Bliźniak), Jakub "brat Pański"/Jakub Sprawiedliwy, Juda, Filip, Tomasz, Judasz, jeśli z przydomkiem to Iskariota.
4. Zawsze Jezus został zdradzony, zawsze przez Judasza Iskariotę. Nigdy np. zdrajcą nie jest Piotr. Albo ktoś z pozostałych.
5. Zawsze Jezus zginął na krzyżu.
6. Zawsze gdzieś się tam kręci Maria Magdalena. Czy to jej Jezus udziela nauk o ideach i archontach (a pozostałym uczniom nie), czy może wypędził z niej siedem złych duchów, czy może całował ją w usta, nieistotne. Jest tam zawsze taka osoba.
7. Cała ta gromada jest umiejscowiona w pewnym miejscu i czasie. Albo pojawia się w opowieści Piłat, albo Annasz czy Kajfasz, Herod czy inne osoby, w każdym bądź razie ci bohaterowie opowieści są akurat historyczni i realni, o ich istnieniu i funkcji wiadomo na pewno. W opowieści sprawują po prostu swoje prawdziwe historycznie znane nam funkcje.
Oprócz Ewangelii kanonicznych i niekanonicznych mamy też Dzieje Apostolskie kanoniczne i niekanoniczne, to samo z Listami Apostolskimi.
W nich znowuż się nam pojawia ten sam zestaw imion plus jeszcze dodatkowe.
Ogólny zarys opowiada zawsze podobną historię.
Oczywiście, że fantazja ludzka pozwalała ludziom dopisywać do tych historii coraz bardziej wymyślne cudeńka i zrobiła się tego zupełna bajka.
Nie wiemy, czego tak naprawdę ów realny Jezus nauczał.
Ale być - chyba był.
Przekonuje mnie też argument prof. Ehrmana: Jezus nie tylko istniał, ale i mówił po aramejsku, bo choć Ewangelie są spisane po grecku, to niektóre wypowiedzi Jezusa dosłownie spisane po grecku nie mają sensu logicznego, ale miałyby go, gdyby je wypowiedzieć po aramejsku.
Konkretnie jako przykład podał zapisane po grecku w Ewangelii zdanie Jezusa o szabacie: "Szabat jest dla człowieka, nie człowiek dla szabatu, dlatego też Syn Człowieczy jest panem szabatu".
Prof. Ehrman zwraca uwagę, że po grecku zapisano "Syn człowieczy", ale w aramejskim brzmiałoby to identycznie jak "człowiek" po prostu.
Wyszło by wtedy zdanie: "Szabat jest dla człowieka, nie człowiek dla szabatu, dlatego człowiek jest panem szabatu".
Dla mnie to dobry argument, że mógł ktoś pierwotnie wypowiedzieć takie zdanie i to posługując się językiem aramejskim.
Po grecku zapisano je później i już zmieniając jego sens.
Natomiast bardzo interesująca jest kwestia nauk Pawła z Tarsu, który w swoich listach na historyczne istnienie Jezusa zmarłego dopiero-co kilkanaście lat wcześniej właściwie się nie powołuje. Ani na życie ani na działalność ani na śmierć ani na nic. "Zginął, bo mi tak objawił sam Jezus i czytam to w Pismach". Ale równocześnie Paweł nie tylko potwierdza realne istnienie Kefasa czy Jakuba, ale się nawet z nimi sprzecza, co w swoich listach opisuje.
Czy w dwieście lat można ze zwykłego człowieka uzyskać nierealną postać? A czemu nie?
Ze zwykłego słowackiego rozbójnika w ciągu dwustu lat urósł polski bohater ludowy wyposażony w magiczną moc. Mówię o Janosiku oczywiście.