wawrzanka
24.01.20, 10:08
Swego czasu spieraliśmy się tu z nieco krewkim, lecz skądinąd nieodżałowanym Grgkh na tematy filozoficzne. Chciałabym powrócić do tematu starego jak Newton. Czy świat jest całkowicie obliczalny, zdeterminowany i z góry skazany na pewien scenariusz? Czy raczej wręcz przeciwnie - jest miejsce na przypadkowość i zmienność, która wyklucza to, że z góry wiadomo jak potoczą się losy wszechświata?
Ta druga koncepcja - oprócz tego, że zdają się ją potwierdzać najnowsze badania w dziedzinie mechaniki kwantowej i nie tylko - jest bliska mojemu sercu.
Nie wiedzieć czemu filozofia chrześcijańska jest niespójna i w tej kwestii: z jednej strony sąd ostateczny, z góry policzeni wierni, którzy dostąpią szczęścia zbawienia i łaski pana oraz skazani na nicość i wieczne potępienie rzesza ludzi nie objętych łaską pana i nic im nie pomoże, bo "Bóg tak chciał". Z drugiej coś wręcz przeciwnego: zawsze jest czas na "nawrócenie" i "większa radość pana z jednej odnalezionej owieczki, niż całego stada baranów". Jest to wielka słabość kościoła, choć z drugiej strony patrząc prawie nikt z wiernych się nad takimi sprawami nie zastanawia.
Wracając jednak do meritum: jak to jest waszym zdaniem? Mamy wpływ na dalsze losy wszechświata, czy nie mamy? Filozofia indeterministyczna zakłada, że zamiar człowieka, a potem jego myśl i czyn, może zmieniać zastany porządek rzeczy. Specjalnie nie używam tu pojęcia "wolna wola", ponieważ termin ten obrósł zanadto schematycznymi wyobrażeniami. Tymczasem intencjonalność i sprawczość człowieka to nie przypadkowa wolna wola, a ukierunkowane działanie, które może wywołać zamierzony skutek. Wspaniała konsekwencja indeterminizmu i sens życia jak dla mnie.