arcykr 27.11.05, 09:33 www.mateusz.pl/rekolekcje/2005/wb/ www.mateusz.pl/rekolekcje/2005/dp/ www.mateusz.pl/rekolekcje/2005/er/ A wy jakie macie przemyślenia? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
arcykr Re: Adwent 27.11.05, 12:22 "Wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata" - to fragment dzisiejszego pierwszego czytania. www.mateusz.pl/czytania/20051127.htm Ja uważam, że chodzi o to, że jeżeli ktoś jest w stanie grzechu cuężkiego, to jego dobre czyny nie pomogą mu nic, gdyby umarł w takim stanie. Jeżeli powróci do stanu łaski, to liczyć będą się tylko te dobre czyny, których dokonał przed jej utratą. Jakie są wasze refleksje na ten temat? Odpowiedz Link Zgłoś
forumisko Re: Adwent 27.11.05, 22:25 arcykr napisał: > "Wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata" - to fragment dzisiejszego > pierwszego czytania. > www.mateusz.pl/czytania/20051127.htm > Ja uważam, że chodzi o to, że jeżeli ktoś jest w stanie grzechu cuężkiego, to > jego dobre czyny nie pomogą mu nic, gdyby umarł w takim stanie. > Jeżeli powróci do stanu łaski, to liczyć będą się tylko te dobre czyny, których > dokonał przed jej utratą. > Jakie są wasze refleksje na ten temat? Wierzę, że dobre uczynki (a tylko takie wypływają z łaski uczynkowej) też sprzed nawrócenia (w grzechu śmiertelnym) będą liczyć się także po fakcie pełnego nawrócenia (otrzymaniu łaski uświęcającej). Dzięki tym uczynkom (czyli skorzystaniu z łaski uczynkowej, pochodzącej od Pana Boga) staję się zdolny do bycia sprawiedliwym. Przez dobre uczynki otrzymam nowe łaski. Jeśli na łożu śmierci poślę po księdza, spełnię dobry uczynek. Bez niego nie będzie usprawiedliwienia. Tę szmatę skrawioną różnie można rozumieć. Parę myśli chodzi mi po głowie. Przemyślę to. Odpowiedz Link Zgłoś
arcykr Re: Adwent 28.11.05, 14:35 Dla Boga ważna jest miłość, z jaką spełnia się dany czyn, a w stanie grzechu ciężkiego człowiek nie jest zdolny do prawdziwej miłości. Odpowiedz Link Zgłoś
forumisko Re: Adwent 28.11.05, 16:00 Jeśli zgrzeszyłem i zdecydowałem się na spowiedź szczerą i idę do niej, naprawiłem krzywdę względem bliźniego, spełniam dobry uczynek. Ale rozgrzeszenie dostanę dopiero po odprawieniu spowiedzi. Odpowiedz Link Zgłoś
arcykr Na II niedzielę adwentu. 04.12.05, 09:31 www.mateusz.pl/rekolekcje/2005/wb/ www.mateusz.pl/rekolekcje/2005/dp/ www.mateusz.pl/rekolekcje/2005/er/ Odpowiedz Link Zgłoś
arcykr Przemieszkiwanie 06.12.05, 14:21 "Bóg jest z konieczności obecny we wszystkich swoich stworzeniach. Rzeczywiście wszystkie stworzenia aby istnieć, nie tylko muszą być powołane do życia aktem stwórczym Boga, lecz także potrzebują Jego opatrzności, która je zachowuje przy życiu. W rzeczy samej Bóg zachowuje je działając w nich, to jest udzielając im nieustannie bytu; a ponieważ działa On przez swoją istotę, więc gdziekolwiek działa, jest obecny, jest zatem obecny we wszystkich stworzeniach. W ten sposób Bóg jest wszędzie, również w niewierzących i w grzesznikach. Lecz w wierzących, żyjących w lasce i miłości, Bóg jest obecny w zgoła szczególny sposób, właśnie w ten obiecany przez Jezusa: jest to obecność przez przemieszkiwanie. „Mówi się, że Osoby Boskie mieszkają ponieważ są obecne, w niepojęty sposób, w obdarzonych rozumem stworzeniach, które mogą nawiązać z Nimi łączność przez poznanie i miłość, w sposób poufny i niezwykły, przewyższający wszelka naturę stworzoną” (Pius XII: Enc. O Mist. Ciele Chrystusa). Trzy Osoby Boskie stają się obecne w chrześcijaninie, aby je znal przez wiarę i kochał miłością nadprzyrodzoną; zapraszają go w ten sposób do współżycia z Nimi, w ściślej przyjaźni z Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Powiedział nam to sam Jezus: „Wy trwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was” (J 15, 4). „Jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili jedno w Nas” (tamże 17, 21); gdzie jest Ojciec i Syn, tam jest także Duch Święty: „Duch Prawdy... u was przebywa i w was będzie” (tamże 14, 17)." www.mateusz.pl/czytania/20051206.htm Odpowiedz Link Zgłoś
arcykr Duchowe ofiary 10.12.05, 08:57 "Na tej ziemi zjednoczenie z Bogiem dokonuje się raczej przez wolę niż przez myśl. Nawet wówczas, kiedy obowiązek — studium, praca, nauczanie, sprawy — wymagają natężonej uwagi myśli i oddania się działaniu, człowiek może być nastawiony na Boga przez uczucie serca, czyli przez „pragnienie miłości”, która go pobudza nieustannie do szukania Boga, Jego woli, Jego chwały. Jeśli pobudza go miłość Chrystusowa, nic nie potrafi odłączyć go od Chrystusa, wszystkie bowiem jego czynności, sprawy i prace zamiast odciągać go od Boga, staną się środkami jednoczącymi go z Nim. Sobór Watykański II poucza: „Wszystkie... uczynki, modlitwy i apostolskie przedsięwzięcia, życie małżeńskie i rodzinne, codzienna praca, wypoczynek ducha i ciała, jeśli odbywają się w Duchu, a nawet utrapienia żywota, jeśli cierpliwie są znoszone, stają się duchowymi ofiarami miłymi Bogu przez Jezusa Chrystusa” (KK 34). „Duchowe ofiary miłe Bogu” coraz bardziej umacniają przyjaźń człowieka z Bogiem. Lecz staną się takimi wtedy, kiedy będą „odbywać się w Duchu”, czyli zgodnie z Duchem Świętym, który prowadzi w jednym kierunku: do doskonałego spełnienia woli Bożej. Aby to stało się rzeczywistością, aby nie było utopią, oprócz oderwania koniecznie trzeba pielęgnować skupienie wewnętrzne, by usłyszeć — nawet wśród zajęć i spraw — glos Ducha, czyli jego natchnienia i wezwania, a następnie wielkodusznie iść za nimi." www.mateusz.pl/czytania/20051210.htm Odpowiedz Link Zgłoś
arcykr Na III niedzielę adwentu 11.12.05, 08:56 www.mateusz.pl/rekolekcje/2005/wb/ www.mateusz.pl/rekolekcje/2005/dp/ www.mateusz.pl/rekolekcje/2005/er/ Odpowiedz Link Zgłoś
arcykr Re: Na III niedzielę adwentu 11.12.05, 09:01 Ludzie, czy tajcie to, może to jest ostatni adwent w waszym życiu... Odpowiedz Link Zgłoś
a000000 Re: Na III niedzielę adwentu 11.12.05, 12:01 Arcyś, bój się Boga! A dlaczego ostatni??? Każda minuta może być ostatnia, i CO Z TEGO???? Niech się dzieje wola Boża. A to, że nie ma wpisów polemicznych świadczy tylko o tym, że czytający sie zgadzają z tezami i nie mają z czym polemizować. Ja z zasady nie polemizuję ze stanowiskiem kościoła. Przyjmuję do wiadomości. Arcyś, daj mi, proszę, link do tłumaczenia ewangelii Mateusz 10, 34-35. Dalsze słowa są oczywiste, ale te dwa wersy muszę wytłumaczyć znajomej. Tylko poszukaj mniej uczone tłumaczenie, aby można było pojąć. Odpowiedz Link Zgłoś
arcykr Re: Na III niedzielę adwentu 13.12.05, 14:18 W Biblii Tysiąclecia jest taki wyjaśnienie wersetu 35.: "Jezus jest >>znakiem sprzeciwu<< (Łk 2,34) i powodem rozłąki przez to, że wymaga stanowczo wyboru za sobą lub przeciw sobie." Przepraszam za spóźnioną odpowiedź. Odpowiedz Link Zgłoś
arcykr Re: Na III niedzielę adwentu 13.12.05, 14:58 arc.wiara.pl/tematcaly.php?curr_hit=35&idenart=1094025228 Można również zadać pytanie tutaj: www.mateusz.pl/pow/ Odpowiedz Link Zgłoś
arcykr Zbawienie przyobiecane ubogim 14.12.05, 15:57 "Oto biedak wzywa Cię, Panie, a Ty go wysłuchujesz i wybawiasz ze wszystkich ucisków (Ps 34, 7) Aby znaleźć Boga, trzeba iść do Niego z usposobieniem biedaka. Bóg daje człowiekowi zbawienie, wzywa go do świętości, do zjednoczenia z sobą. Lecz wszystkie te niezmierzone dobra należy przyjąć sercem pokornym, przekonanym, że nic nie może bez pomocy Bożej, bo tylko Bóg sam pozwala móc i chcieć. Św. Teresa od Dzieciątka Jezus mawiała:, ,Świętość nie jest w tej lub owej praktyce, polega ona na usposobieniu serca, które sprawia, że jesteśmy małymi! i pokornymi w objęciach Boga, uznającymi swą słabość i ufającymi do zuchwalstwa Jego dobroci ojcowskiej” (NV. 3 VIII). Z Pisma świętego Teresa zaczerpnęła światło i zachętę do swojej, ,małej drogi”, polegającej na prostocie ewangelicznej: „Niemowlęta będą noszone na rękach i na kolanach będą pieszczone. Jak kogo pociesza własna matka, tak Ja was pocieszać będę” (Iz 66, 12-13), Bóg jest gotowy uczynić wszystko dla duszy, która Go szuka z. pokorą w prawdziwym ubóstwie ducha, przekonana również o tym, że szukanie Go i pragnień:,: jest laską, że jej siły są całkowicie niezdolne, aby same ją zbawić,, uświęcić i doprowadzić do zażyłości z Bogiem. Im bardziej uznaje swoją niemoc, tym więcej Bóg ją pociąga do siebie. Syn Boży, przychodząc na świat, chciał otoczyć się ubogimi i pokornymi. Maryja i Józef pochodzą z domu Dawida, lecz są tak nieznani i biedni, że nie było dla Nich miejsca w gospodzie. Pasterze są pogardzani jako ludzie bez żadnego znaczenia i często unikani, darzeni nieufnością i niechęcią. Jezus podczas swojej posługi szukał ubogich, uciśnionych, grzeszników i małych, mówiąc:, ,Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników” (Mt 9, 13). Kto uważa się za sprawiedliwego, kto jest zadowolony z własnej cnoty, a może i gardzi innymi, uważając ich za niższych od siebie, nie odniesie żadnego pożytku z Bożego Narodzenia. Jezus Zbawiciel przychodzi dla wszystkich, lecz w sercu pełnym siebie nie ma miejsca, aby Go przyjąć, albo może jest tam miejsce bardzo nędzne. Tylko ten, kto idzie do Chrystusa z sercem ubogiego, daje dość miejsca Jego lasce i miłości oraz jest zdolny przyjąć dla siebie i dla całego Kościoła odkupienie, „pociechę Izraela” (Łk 2, 25)." Odpowiedz Link Zgłoś
arcykr Podzielone serce 15.12.05, 16:28 "Kto szuka w Bogu przyjemności i pociechy, „nie kocha Boga czystą miłością ponad wszystkie rzeczy”, twierdzi św. Jan od Krzyża, lecz razem z Bogiem kocha również własne zadowolenie; dlatego serce ma podzielone pomiędzy miłość Boga a miłość siebie i staje się niezdolny „złożyć w Bogu całą siłę woli” (Lt 13). Natomiast dusza, szukająca w każdej rzeczy tylko woli Boga, szuka Go istotnie przez miłość, jednoczy się z Nim, żyje z Nim w zażyłości, chociaż nie doświadcza żadnej przyjemności. Jest zawsze prawdą, że „jeśli dusza szuka Boga, to o wiele bardziej szuka jej Umiłowany” (Ż.pł. 3, 28) i niekiedy On będzie ją pociągał do siebie, dając jej zakosztować słodyczy swojej miłości. To zaś winno jej pomagać, by oddawała się Bogu bardziej wspaniałomyślnie i z większą stanowczością." www.mateusz.pl/czytania/20051215.htm Odpowiedz Link Zgłoś
arcykr Niepokój 16.12.05, 14:16 "Św. Jan od Krzyża napisał do pewnego zakonnika: „Czy jesz, czy pijesz, czy rozmawiasz lub obcujesz ze świeckimi lub jakąkolwiek inną rzecz czynisz, pragnij zawsze Boga, kierując do Niego uczucie serca” (P.d. 2, 9). Cenna rada dla każdego chrześcijanina, który pragnie żyć w zjednoczeniu z Bogiem i nieść Go do braci. To zaś wymaga, aby również w działalności umiał powracać od czasu do czasu do swego wnętrza, by obudzić myśl, a jeszcze bardziej pragnienie Boga, uświadomić sobie Jego obecność i nawiązać łączność z Nim we własnym sercu. „Potrzeba, abyśmy w sprawowaniu posług – pisze św. Teresa od Jezusa – chociaż z posłuszeństwa albo dla miłości bliźniego podjętych, starali się nie ulegać roztargnieniem oraz nie zaniechali częstego z głębi serca zwracania się myślą do Boga naszego” (Fd. 5, 17). Kiedy działalnością zewnętrzną kieruje obowiązek, posłuszeństwo lub kiedy podejmuje się jakąś pracę dla miłości, można mieć pewność, że jest się zjednoczonym z Bogiem,, ponieważ praca odbywa się w granicach Jego woli. Należy jednak zawsze zważać, aby to zjednoczenie stawało się jak najbardziej aktualne i świadome, posługując się nawet małymi aktami, by je zwiększyć. To jest zadanie tych krótkich, lecz częstych chwil, podczas których chrześcijanin zamyka się we własnym wnętrzu, by spotkać się z Bogiem. Chwile te stają się jakby twierdzą życia wewnętrznego i istotnie chronią go przed niebezpieczeństwem wyczerpania i rozproszenia w działalności zewnętrznej. Kto zanurza się w działaniu, nie zachowując należnej ostrożności, bardzo szybko utraci z oczu Boga i Jego wolę i skończy na działaniu czysto ludzkim. Często utraci pokój i będzie się szamotał, stając się niezdolnym do skupienia. Jezus zganił Martę nie dlatego, że oddawała się pracy, lecz dlatego, że się niepokoiła: „Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele” (Łk 10, 41). Bóg chce pracy, chce ofiarnej służby dla bliźnich, lecz nie chce niepokoju, ponieważ ponad wszystko potrzeba tylko jednego: zjednoczenia z Bogiem. Im ściślej życie chrześcijanina jednoczy się z Panem, tym bardziej jego postępowanie świadczy o Bogu, wciela ducha Ewangelii, a dla braci staje się „lampą, co płonie i świeci” i prowadzi do Pana." www.mateusz.pl/czytania/20051216.htm Odpowiedz Link Zgłoś
arcykr Lista grzeszników 17.12.05, 09:08 "Rodowód Jezusa to długa lista grzeszników. A jednak z takich przodków narodził się Chrystus, Mądrość Najwyższa. Niech się Kościół nie wstydzi – mówili Ojcowie Kościoła – że składa się z grzeszników, bo pośród grzeszników i dla nich rodzi się Zbawiciel. A stając się podobny do nas w człowieczeństwie, cudownie sprawia, że my stajemy się podobni do Niego, i Ojciec patrzy na każdego z nas z taką miłością, jak na swojego Syna umiłowanego." Cyprian Klahs OP, „Oremus”, Adwent i oktawa Narodzenia Pańskiego 1999, s. 84 www.mateusz.pl/czytania/20051217.htm Odpowiedz Link Zgłoś
arcykr Na IV niedzielę adwentu 18.12.05, 09:14 www.mateusz.pl/czytania/20051218.htm "Boże Narodzenie to dla nas szkoła przyjmowania darów, nie tylko od ludzi." "Na tym polega Jej wielkość: na wielkiej, pokornej służbie Bogu. I takiej wielkości chce nas nauczyć. I na tym właśnie polega prawdziwa pobożność maryjna: na naśladowaniu Maryi w Jej bezgranicznym zawierzeniu i oddaniu Bogu. Maryja jest jak piękny, kryształowy witraż, który prześwieca i przepuszcza światło słońca, dodając mu blasku i koloru. Ale czym byłby witraż bez słońca – szarą przybrudzoną szybą. Maryja nie chce skupić naszej uwagi na sobie, lecz wyraźnie wskazuje na Boga. Popatrzmy więc i my w tym samym kierunku co Ona. Kierunek ten wskazuje nam Archanioł Gabriel. „Ten, którego poczniesz i porodzisz, będzie nazwany Synem Najwyższego. Będzie wielki, a Bóg da Mu tron Dawida (czyli najwyższą mesjańską, królewską godność), da Mu panowanie na wieki nad wszystkimi wierzącymi (domem Jakuba). A stanie się to za sprawą samego Ducha Świętego”. Oto zadanie Maryi, które z taką wielkodusznością przyjęła. I właśnie w tym mamy Ją naśladować – w wielkodusznym oddaniu się Bogu do całkowitej dyspozycji. Maryja pokazała nam jak to zrobić. I pokazała także jak to potem wypełnić: w betlejemskiej szopie, w pośpiesznej drodze do Egiptu, w Nazarecie, w Jerozolimie, wreszcie na Golgocie, pod krzyżem. Oto Jej droga wiary. Spróbujmy iść z Nią." "Każde ludzkie serce jest dobre. Każde bowiem jest dziełem samego Boga, a z Jego rąk nie może wyjść nic niedoskonałego. W wigilijny wieczór trzeba tę prawdę dostrzec. Dobre jest serce narkomana. Dobre serce posiada ojciec robiący awanturę w domu i dobre serce posiada złodziej. Dobre serce otrzymał od Boga zdrajca i dobre serce otrzymał zabójca. Każdy z nich w wigilijny wieczór winien sobie uświadomić, że otrzymał od Stwórcy serce dobre, stworzone na wzór dobrego Serca Boga. Złe czyny, jakich się dopuszczają, wynikają jedynie stąd, że swoim sercem nie chcą się dzielić z nikim. To nie serce jest złe, to egoizm uczynił z niego niejadalną i niepodzielną bryłę lodu. Wystarczy jednak, by właściciel lodowatego serca zaczął się nim dzielić z innymi, a natychmiast okaże się, że jest ono prawdziwie dobre. Jeśli pijak zechce ubogacić swym sercem innych, to nigdy nie poda im swego serca zanurzonego w alkoholu; wie bowiem, że jest ono wówczas samym nieszczęściem. Jeśli awanturujący się ojciec podejdzie do dzieci i żony z sercem w ręku, jak podchodzi się z białym opłatkiem, to jego najbliżsi zobaczą w nim kochającego tatę. Jeśli złodziej zacznie swe serce rozdawać, z łatwością odkryje, że w dawaniu jest tysiąc razy więcej szczęścia, niż w przywłaszczaniu cudzej własności. Gdy zabójca zdecyduje się na to, by własnym życiem ubogacać innych, to na pewno nie będzie ich niszczył." ________________________ www.mateusz.pl/rekolekcje/2005/wb/ www.mateusz.pl/rekolekcje/2005/dp/ www.mateusz.pl/rekolekcje/2005/er/ Odpowiedz Link Zgłoś
arcykr O gustach Bożych się nie dyskutuje 19.12.05, 15:22 "Dwa zwiastowania narodzin, w tym samym gatunku literackim spisane, jakże podobne i zarazem odmienne. Samson, silny jak lew i słaby jak dziecko, to zapowiedź Jana Chrzciciela: obaj rodzą się z kobiet niepłodnych, obaj zostali poświęceni Bogu („nazir”), obaj przygotowują wybawienie Izraela, obaj giną śmiercią groteskową, w dziwnym losie obydwóch działa Duch Święty. Ten sam, przez którego pocznie Dziewica... Bóg bowiem interweniuje zbawczo na rzecz swego ludu i świata całego przy pomocy słabych, dziwnych narzędzi i poprzez nader powikłane ludzkie losy... My mamy swoją logikę, Bóg ma swoją. Wiadomo, że pisze prosto na krzywych liniach historii. Elżbieta i Zachariasz marzą tylko o dziecku, a stanie się ono Poprzednikiem samego Mesjasza: „pójdzie przed Nim w duchu i mocy Eliasza (...), by przygotować Panu lud doskonały”. Bóg wybiera „środki ubogie”, my chętniej wybieramy „środki bogate” – historia zbawienia i dzień dzisiejszy pokazują, kto ma rację. Dziwną Bożą rację objawia także żłób zwierzęcy z Dzieciątkiem i pal hańby z Ukrzyżowanym. O gustach Bożych się nie dyskutuje." Ks. Michał Czajkowski www.mateusz.pl/czytania/20051219.htm Odpowiedz Link Zgłoś