z2006
09.05.06, 10:34
sredniowieczny rytualizm
eeela 06.05.06, 19:47 + odpowiedz
Refleksyje mnie naszly wczoraj przy nieumiarkowanym spozywaniu trunkow w
towarzystwie miedzynarodowym. Rozmawialismy o reakcjach Polakow na smierc
papieza Jana Pawla II i o ich podobienstwie do reakcji Brytyjczykow i
Irlandczykow po smierci pilkarza George'a Besta. Wdalam sie w dluga dyskusje z
polska czescia towarzystwa, ktora (ta czesc) twierdzila, ze miedzy tymi dwiema
rzeczami jest ogromna roznica - roznica wartosci, za ktorymi sie placze.
Pytanie moje zas jest: ilu sposrod wiernych plakalo za odchodzacymi
wartosciami, a ilu za ikona, herosem, nad historia rycerza z chanson de geste
padlym na polu walki, lub swietego upieczonego na kracie albo we wrzacym
oleju? Lud placze, bo zbiorowe plakanie jest potrzebnym ludowi rytualem, jak
igrzyska. Przyczyna czesto odchodzi w niepamiec.
Uwaga nastepna: na ile lud ow katolicki zdaje sobie sprawe, w co wyznaje
wiare? Ja juz nie upieram sie, ze koniecznie lud wiedziec powinien, jak sie
wylicza swieto Wielkiej Nocy, dlaczego w adwencie ksieza celebruja msze w
fioletowej szacie i co to jest kanonik. Ale lud nie zna podstawowych dogmatow
wiary. Wszystko, co ludowi wystarcza do szczescia, to uczestniczenie w
rytuale, ktory niekoniecznie trzeba rozumiec, byleby byl ladny i ciekawy.
To glebokie niezrozumienie, powszechne od chwili, w ktorej chrzescijanstwo z
malej sekty zaczelo przeradzac sie w wielka religie, nie odstapilo wiernych
Kosciola ani na chwile w dziejach historii. Vaticanum II (...), ze
jak przetlumacza tekst obrzedow liturgicznych na jezyki narodowe, to wierni
beda bardziej swiadomymi czlonkami Kosciola. Ale wierni wcale nie jezykow
narodowych w liturgii potrzebuja najbardziej. Potrzebuja jedynie, zeby bylo
kolorowo i duzo sie dzialo. Potrzebuja regularnego dostarczania igrzysk,
wielkich imponujacych przedstawien szczescia lub smutku, w ktorych mogliby
realizowac swoje atawistyczne potrzeby. Wiernych swiadomych jest nieliczna
garstka.
Caly ten wyklad, ktory tutaj daje, nie jest zadna nowa refleksja. Jestem
historykiem i na ludzi patrze z perspektywy historii. Pewne rzeczy sie u ludzi
zmieniaja, pewne zas pozostaja stale, i wszelkie wyzej opisane atawizmy
zaobserwowalam i uznalam za stale juz dawno temu. Nie oceniam ich - taka jest
po prostu ludzka natura, i juz. Co bylo dla mnie zaskoczeniem w moim cichym
snuciu mysli nad kuflem guinnessa to fakt, ze wiekszosc tych swiadomych
qwiernych (ktorych jest garstka) nie zdaje sobie z tego wszystkiego sprawy.
Osadzaja Kosciol, w tym cala wspolnote wiernych, przez pryzmat samych siebie.
I przez to wydaje im sie, ze lud plakal nad odchodzacymi wartosciami. Lud
tymczasem plakal za bohaterem piesni vel ikona popkultury.