tessa18
31.05.06, 10:51
"Gość ,który przez okno restauracji na Manchatanie spoglądał na nowojorski
Times Square ,był zdezorientowany.Przeskakiwał wzrokiem po trzech
zegarach ,które wielkimi cyframi wyświetlały czas:na jednym była 11:28,na
drugim 11:29 a na trzecim 11:26.
Może uważasz czytelniku,że różnica minuty albo dwóch nie ma większego
znaczenia.Spróbuj jednak przekonać o tym kogoś kto spóżnił się na
autobus ,pociąg lub samolot i to nie o kilka minut lecz o sekundy.
Dobrze jest dokładnie wiedziec która godzina,ale jeszcze ważniejsza jest
orientacja ,gdzie się znajdujemy według Boskiego rozkładu czasu.
Nad nami grożba dnia ostatecznego zwanego "czasem końca",końcem świata,lub
dniem ostatecznym.
Niekoniecznie trzeba być religijnym lub wierzyć w siły nadprzyrodzone by
uznać za możliwe nadejście dnia ostatecznego.Wystarczy oglądać dziennik
telewizyjny.
Dzięki telewizji mamy łatwiejszy dostęp do wiadomości a akcja wydarzeń
rozgrywających się na świecie przenosi się do naszego pokoju.Widząc powódż i
huragan zdajemy sobie sprawę,że i nasze miasto może zostać zmiecione z
powierzchni ziemi w masakrze nuklearnej że nasz syn albo córka może paść
ofiarą brutalnego napadu a ojciec lub matka stać się zakładnikami w rękach
terrorystów.Sama okoliczność ,że jest to możliwe oczywiście nie dowodzi
rychłego nadejścia dnia ostateczneg niemniej nadaje temu cechy dużego
prawdopodobieństwa.Toteż zachodzi pytanie w jakich czasach żyjemy i czy
żyjemy w "czasie końca?"