z2006
03.06.07, 08:49
www.mateusz.pl/czytania/20070603.htm
"To ciekawe, dlaczego Jezus twierdził, że nie może swoim uczniom objawić
wszystkiego. Doskonale zdawał sobie sprawę, co Kościół powinien wiedzieć, jaka
wiedza i świadomość jest niezbędna do jego funkcjonowania. Ale równie dobrze
wiedział, że od Niego Apostołowie już więcej dowiedzieć się nie mogą. To brzmi
pradoksalnie, ale główną przeszkodą była Jego bliskość, Jego bezpośrednia
przystępność i poufałość z Apostołami.
Czy można sobie wyobrazić, że Jezus ot, tak nagle powie: „Słuchajcie, to Ja
jestem tym Bogiem, którego czcicie, który wszystko stworzył, od którego zależy
każda sekunda historii i istnienia świata! Ściśle mówiąc, jestem Drugą Osobą
Trójcy Świętej.” Nie, takich słów w ustach Jezusa nie można sobie wyobrazić,
aczkolwiek w sposób trochę ukryty i mniej bezpośredni, Jezus to właśnie przy
różnych okazjach mówił. Ale musiało upłynąć dużo czasu, zanim ta treść w całej
pełni dotarła do ludzkich umysłów.
Ta okrężna droga objawiania i dochodzenia do całej prawdy była konieczna z
dość prostego powodu: aby chronić uczniów przed nadmiarem wrażeń. Stanąć oko w
oko przed Bogiem we własnej osobie, to zbyt wiele jak na słabego człowieka.
Jest to możliwe, gdy świadomość jest nieco przymglona, ale wykluczone, gdy
widzi się i wie wyraziście, z całą jasnością przekonania. Podobnie jak nie da
się patrzeć na słońce bez żadnej ochrony i zmrużenia oczu, tak też nie da się
zrozumieć Boga.
Poza tym, ścisła dosłowność mogłaby zaprowadzić w ślepy zaułek, doprowadzić do
punktu, w którym Apostołowie musieliby upaść na twarz, w którym nie mogliby
już o nic pytać, lecz zamilknąć z bojaźni. To zamknęłoby drogę stopniowego
oswajania się z myślą o Bogu żywym, o Bogu bliskim na wyciągnięcie ręki, Bogu,
któremu można położyć głowę na piersi.
Utrudniłoby to także dalsze poszukiwania prawdy. Albowiem takiej tajemnicy
wprost objawić się nie da, do prawdy tej rangi, trzeba dochodzić po kolei
poprzez wszystkie etapy, a nie od końca. Chrystus nie chciał dawać Kościołowi
gotowej odpowiedzi, definicji, której i tak nikt by nie zrozumiał. Chciał dać
narzędzie, dzięki któremu Kościół dojdzie do tej odpowiedzi sam, którą będzie
cierpliwie odkrywał i kontemplował, tak, by przyswoić sobie całą jej głębię i
znaczenie.
Bo wtedy, równolegle do wzrostu wiedzy, będzie także wzrastać i dojrzewać
miłość. Otóż pewne prawdy są nieodłącznie związane z miłością. Prawda to nie
jest tylko teoria czy logika, zgodność faktów z myślą. Prawda to także dar, w
którym, osoba objawia i oddaje z zaufaniem samą siebie. A nie mówi się o sobie
wszystkiego każdemu i w każdym momencie. Najpierw trzeba stworzyć atmosferę
szacunku, zaufania, intymności i miłości.
To jest właśnie dziełem Ducha Świętego. Zanim Bóg odkrył swoją najgłębszą
tajemnicę, tajemnicę swego wewnętrznego życia, istnienia, trójjedyności,
posłał Kościołowi Ducha Świętego, aby Kościół do tej prawdy stopniowo
przygotował i powoli doprowadził. Jeśli przystaniemy na ten plan, jeśli
posłusznie i z pokorą pójdziemy drogą Ducha Świętego, to dojdziemy do Boga i
do Jego tajemnicy, ogarniemy ją miłością na tyle, na ile to możliwe, a to
uczyni nas szczęśliwymi na wieki."
Ks. Mariusz Pohl