10.08.07, 20:00
Oglądałam "W pustyni i w puszczy". W pewnej scenie, kiedy porwani
Staś i Nel zostali przywiezieni do głównego przywódcy duchowego
muzułmanów (nie pamiętam jak gość sie nazywał), i ten kazał im
przejść na jego wiarę. Na co Staś powiedział, że on nie zna jego
Boga i wiary nie zmieni, bo chyba nie chciałby żeby jego wiara
(znaczy tego przywódcy muzułmańskiego) była wiarą tchórzy.
No i tak sie zaczęłam zastanawiać czy czasami ja też nie jestem
takim tchórzem. Wiara w Boga powinna być połączona z miłoscią do
niego a nie ze strachem a ja czasami sie Go boję. Wyrosłam w
prsekonaniu że jednak trzeba sie Boga bać. Nie wiem - może to
kwestia tego jacy księża mnie religii uczyli albo jak mi to
tłumaczyli w domu. Ale jest tak że czuę czasami wielki strach przed
Bogiem. Czy ktoś czuje czasami podobnie?
Obserwuj wątek
    • grgkh Bez strachu jest lepiej 10.08.07, 20:34
      Jak sobie Ciebie poczytałem, to mi się przypomniało, że kiedyś, bardzo dawno temu odczuwałem coś podobnego. Jest coś takiego jak tzw. "syndrom sztokholmski". Jest to aktywne występowanie ofiary w roli obrońcy wcześniejszego prześladowcy. Taki lub podobny mechanizm psychologiczny jest naturalny dla ludzkiej psychiki. Ci, co twierdzą, że w naszych głowach istnieje wrodzona skłonność do religii i uznawania autorytetu boga muszą to brać pod uwagę. Jesteśmy istotami społecznymi, uwikłanymi w niezliczoną ilość zależności hierarchicznych. Podporządkowanie odbywa się często poprzez strach, który tłumi ewentualny bunt, a niezrealizowana, choć zapowiedziana groźba rodzi wdzięczność, że jesteśmy traktowani lepiej niż mogłoby się to w gorszym scenariuszu zdarzyć.

      Teraz ten i inne podobne strachy mam z głowy. Niezależność od boga, podleganie tylko wewnętrznej ocenie (sumieniu), życie zgodnie z założoną moralnością daje komfort wolności, której - tak mi się wydaje - człowiek podległy bóstwu, nie może w pełni odczuwać.
      • marcia710 Re: Bez strachu jest lepiej 10.08.07, 21:23
        Na czym polega Twoja niezależnośc od boga, bo przyznam się że nie
        rozumiem...?
        Faktem jest że wizja piekła powoduje że mój bunt jest tłumiony. To
        jest tak jakbym robiła cos bo ktoś tak chce a nie dlatego że to ja
        tego chce. Tylko że ja chciałabym czuć inaczej, przestać się bać że
        na przykład za seks dla przyjemności a nie dla prokreacji trafie do
        piekła.
        • grgkh Re: Bez strachu jest lepiej 10.08.07, 21:40
          marcia710 napisała:

          > Na czym polega Twoja niezależnośc od boga, bo przyznam się że nie
          > rozumiem...?

          Bóg nie istnieje. To wizja, urojenie z ludzkich głów. Czego więc należałoby się bać?

          > Faktem jest że wizja piekła powoduje że mój bunt jest tłumiony. To
          > jest tak jakbym robiła cos bo ktoś tak chce a nie dlatego że to ja
          > tego chce.
          > Tylko że ja chciałabym czuć inaczej, przestać się bać że
          > na przykład za seks dla przyjemności a nie dla prokreacji
          > trafie do piekła.

          Nic, co robimy, a co nie krzywdzi innych, nie jest złe. Patrz na swoich bliźnich, jak na siebie i przestań się trząść na myśl, że coś wykracza poza kodeks, co raz to inaczej formułowany przez zboczonych lub niewyżytych facetów w czarnych sukienkach. Do piekła, to oni, pasterze od siedmiu boleści, powinni trafić za te wszystkie brednie, którymi nasączają umysły przerażonych owieczek.
          • marcia710 Re: Bez strachu jest lepiej 11.08.07, 20:45
            Nie chce przestać wierzyć w Boga, bo jak sie tak dobrze zastanowić
            to gdybym przestała wierzyć byłoby mi jakos pusto. Wierze że jednak
            to Bóg nami steruje w jakis sposób. Faktem jest że niektórzy księża
            wcale nie pomagają poznac Boga i nie dają żadnego przykładu swoja
            osobą. Ostatnio w moim mieście skazali jednego za gwałt na kobiecie,
            ile w tym było prowokacji ze strony kobiety a ile jego winy, to juz
            sądzić go bedzie sam Bóg. Wierze jednak że to tylko niechlubne
            wyjatki. Ale wracając do strachu. Miewam chwile zwątpienia czy wiara
            w ogóle ma sens i wtedy przychodzi mi na myśl święta Faustyna i
            ojciec Pio, przecież oni dali przykład swoim życiem że Bóg jest bo
            oni z nim rozmawiali i go widzieli. Musi być skoro zdarzają się cuda
            uzdrowienia czy nawrócenia. A potem za chwilę widzę jak sie gdzieś
            ludzie zabijają jak spotykają ich jakieś nieszczęścia i znów mam
            wątpliwości. No i to można nazwać syndromem niewiernego tomasza:)
            Mój problem polega chyba też na tym że kompletnie nie umiem nabrać
            dystansu do czegokolwiek bo albo się w coś angażuję bez reszty albo
            wycofuję i tak się motam bez końca, chyba że tak ma własnie wyglądac
            życie człowieka...
            • rkcb Bez boga jest lepiej 11.08.07, 22:30
              Pojęcie boga nic nam nie daje i nie jest do niczego potrzebne. Po za strachem i
              zmuszaniem ludzi do niepotrzebnych ofiar. Nie ma żadnego logicznego argumentu,
              aby wierzyć. Jedyna przyczyna powszechności wiary to tradycja. Ale czy każda
              tradycja jest warta kontynuowania? To, że nie podaje się ręki ponad progiem
              wynika z tego, że nasi słowiańscy przodkowie chowali pod progiem popioły
              zmarłych. Czy to teraz ma sens?
              Życie bez boga nie jest puste - jest wspaniałe. Świadomość, że jest się
              członkiem gatunku, który osiągną taki sukces i to samodzielnie jest wspaniały.
              To, że można współuczestniczyć w tym sukcesie jest inspirujące.
              Problemem z jakim muszą się zmagać wierzący, jest brak jakichkolwiek dowodów na
              istnienie boga. Pamiętaj, że ci wszyscy mistycy i dający "świadectwo" mówią
              tylko o swoich wizjach. Wizjach, które produkują ich umysły - nie ma jak tego
              potwierdzić, można tylko wierzyć.
              A dlaczego wierzyć właśnie w te wizje? Dlaczego w Jezusa a nie w Mahometa? A
              może w Zeusa lub Tora - w czym są gorsi?
              Wiara bez dowodu nie przystoi myślącemu człowiekowi. Trzeba używać rozumu do
              poznawania świata - to dzięki niemu człowiek zdobył to wszystko co ma teraz.
              Dzięki rozumowi mamy naukę, a dzięki nauce - większość przedmiotów w naszym
              otoczeniu. A co mamy dzięki religii? Nienawiść, wojny i cierpienie. zarówno
              całych narodów jak i indywidualne - tak jak twój strach przed bogiem. Strach
              przed czymś co nie istnieje. Czy naprawdę sądzisz, że dzięki temu strachowi
              ludzie za lepsi? Ja uważam, że wręcz przeciwnie.
              Zastanów się jak wiele sprzeczności jest w dogmatach wiary. Wierzysz w nie -
              jeszcze - bo tak cię nauczono w dzieciństwie. Ale spróbuj przeanalizować te
              dogmaty tak jakby to były wierzenia jakiegoś plemienia z Nowej Gwinei - co byś
              pomyślała, gdyby ktoś ci powiedział, że ludzie wierzą w to, że dziewica urodziła
              dziecko, które jako dorosły ożywiał zmarłych, a potem sam zmartwychwstał i
              zastał wzięty cieleśnie do nieba i że wierzą w to na podstawie przekazu, który
              został spisany prawie wiek po tych wydarzeniach? Śmiała byś się do łez. A
              miliony ludzi w to wierzy - dlaczego? Bo powiedziano im to jako dzieciom i tak
              zostało.
              Wybór należy do ciebie - możesz pozostać w niewoli zabobonów i strachu albo
              przekroczyć Rubikon i powiedzieć sobie - jestem wolna, nie wierze, jestem ateistką.
            • carpedijem Re: Bez strachu jest lepiej 11.08.07, 23:37
              Uwierz w siebie jako człowieka, który dostał rozum bez względu od kogo. To on
              kształtuje naszą osobowość, pozwala mówić, myśleć abstrakcyjnie ( to
              prawdopodobnie odróżnia nas od zwierząt), przeżywać emocje i dążyć do wiedzy.
              Ale najważniejsze jest to, że zawdzięczasz to tylko sobie, rodząc się nie
              dostałaś od boga nic oprócz grzechu pierworodnego, reszty uczyłaś się sama.
            • grgkh Re: Bez strachu jest lepiej 12.08.07, 17:15
              marcia710 napisała:

              > Nie chce przestać wierzyć w Boga, bo jak sie tak dobrze zastanowić
              > to gdybym przestała wierzyć byłoby mi jakos pusto.

              Jesteśmy istotami społecznymi. Bez "towarzystwa" nasza psychika nie
              istnieje, pozostajemy sam na sam ze swoimi, zwierzęcymi instynktami.
              Gdy nas opuszcza ktoś bliski, cierpimy. Ale nasi bliscy nie są
              takimi samymi dla innych ludzi. W ciągu całego życia tez się to
              zmienia. Kogoś poznajemy, ktoś umiera lub nas odrzuca. A jednak
              żyjemy dalej, bo chcemy tego, bo żyjemy dla zycia, dla szansy
              istnienia pomiędzy ludźmi. Boga też można odrzucić. To proteza, choć
              czasem zajmująca znaczną część naszego zycia psychicznego. To
              narkotyk, uzależnienie. Ale z uzależnienia tego typu, choć to
              bolesne, można wyjść. Na istnieniu tego mechanizmu bazują perfidni
              naganiacze. Sami uzależnieni lub tylko cynicznie wykorzystujący
              innych, szczególnie tych, którzy są młodzi i nieodporni albo
              pozbawieni zaspokajającego kontaktu międzyludzkiego, biedni lub
              odrzuceni, wciągają w zbiorowe szaleństwo innych.

              > Wierze że jednak to Bóg nami steruje w jakis sposób.

              Wiara żywi się nadzieją i naiwnością. Ale to, co mówisz jest
              nielogiczne. Albo Bóg steruje, a wtedy jesteśmy bezwolni, albo nie
              ma z nami nic wspólnego, a wtedy co On może nas obchodzić? Czego
              miałby wymagać od nas? Żebyśmy byli "w porządku" wobec siebie? A czy
              nie wystarczy o tym wiedzieć wprost, bez tego fałszywego
              pośrednictwa i oszukańczej manipulacji kapłanów różnych religii?

              > Faktem jest że niektórzy księża wcale nie pomagają poznac Boga
              > i nie dają żadnego przykładu swoja osobą.

              Nie licz na cudowne zdolności ludzi, którzy często sami wątpią w
              istnienie bogów. Zresztą, skąd oni mają mieć wiedzę o Bogu? Od
              innych ludzi, którym się to "przyśniło"? Którym zamarzyła się władza
              duchowa nad ludzkimi stadami i powymyślali w różnych religiach różne
              wersje boga? To jest zwyczajna beletrystyka i to bardzo często
              kiepskiego sortu. Bajki i baśnie. Tyle że w te "oficjalnie" zakazuje
              się wierzyć ludziom "dorosłym", a mitologie maja jakieś specjlne
              przywileje. Dlaczego? Dlaczego co kraj, to obyczaj? Dlaczego
              produkuje się coraz większą ilość świętych itp? Dlaczego buduje się
              świątynie? Bóg ich potrzebuje? Dlaczego nakręca się spiralę
              nienawiści pomiędzy wierzącymi w jednego z bogów i resztą ludzi,
              wierzących w coś innego lub niewierzących?

              Tacy jak Ty albo i bardziej uzależnieni zrobią dla swego bóstwa
              wszystko - oszkalują, zabiją...

              > Ostatnio w moim mieście skazali jednego za gwałt na kobiecie,
              > ile w tym było prowokacji ze strony kobiety a ile jego winy,

              To jest chore. Człowiek jest istotą płciową. Religia łamie psychikę
              domagając się celibatu. Przypomina mi to tresurę zwierząt w cyrku,
              tygrysa skaczącego przez płonącą obręcz i zamykanego w klatce.
              Religia jest chora i produkuje chore zachowania. A czy myślisz, że
              istnieje idealny ksiądz, który nie dałby się powieźć swoim zmysłom
              na pokuszenie? Czy istnieje superpłciowa maszyna-kobieta, która
              uwiedzie każdego? Nasz świat jest płciowy i skłonność ku sobie
              przedstawicieli obu płci jest normalna. A gwałt? Cokolwiek wbrew
              woli jest gwałtem - także w małżeńskim łożu.

              > to juz sądzić go bedzie sam Bóg.

              Bóg nie istnieje. Idealna ocena, z której mógłby wynikać werdykt
              boski też nie istnieje. To my, sami dla siebie, w oparciu o
              indywidualnie rozumiane pojęcia prawa i sprawiedliwości
              kwalifikujemy coś jako dobre lub złe. A kara? Bzdura. Czym ma być
              kara? Nauczką na przyszłość? Co za pożytek z niej po śmierci? A może
              represją? Ale jak dotkliwą? Zemstą naszą, czy zemstą Boga? A może
              zemstą naszą rękami Boga? Zastanów się, jakie to nielogiczne. To
              kosmiczny absurd. Bóg NIE JEST LUDZKIM NARZĘDZIEM DO DOKONYWANIA
              ZEMSTY na innych ludziach. BÓG NIE SĄDZI. A prawa ludzkie są tylko
              ludzkimi prawami.

              > Wierze jednak że to tylko niechlubne wyjatki.
              > Ale wracając do strachu. Miewam chwile zwątpienia czy wiara
              > w ogóle ma sens i wtedy przychodzi mi na myśl święta Faustyna i
              > ojciec Pio, przecież oni dali przykład swoim życiem że Bóg jest
              > bo oni z nim rozmawiali i go widzieli.
              > Musi być skoro zdarzają się cuda uzdrowienia czy nawrócenia.

              Okłamali Cię. CUDA SIĘ NIGDY nie zdarzają. To, co się dzieje w
              świecie, który nas otacza ZAWSZE jest naturalne. Taka jest
              definicja - świat jest jednością (jednym światem) i WSZYSTKO, co w
              nim się dzieje (zmienia się) jest powiązane stałymi zaleznościami.
              Czasem nie umiemy sobie wytłumaczyć pewnych zjawisk, czym jest
              piorun, ogień, trzęsienie ziemi lub dlaczego pada deszcz, ale od
              tego jest nauka, która tę wiedzę wciąż pogłębia. Ale nie wolno
              naszej niewiedzy przypisywać cudom, czyli dzianiu sie czegoś, co
              obserwujemy, wskutek przyczyny, która jest i nie jest przyczyną. To
              logiczny absurd.

              > A potem za chwilę widzę jak sie gdzieś ludzie zabijają
              > jak spotykają ich jakieś nieszczęścia i znów mam wątpliwości.

              Wszystko ma swoją przyczynę. By zaistniał mord, sprawca musi się
              urodzić. Potem musi, dokładnie tak jak się to stało, przeżyć swoje
              życie. Gdzie i kiedy można by coś zmienić? Gdybyśmy wiedzieli,
              gdybyśmy zapobiegli... Ale coś tam przewidujemy i dzięki temu
              unikamy wielu zagrożeń. Po czasie. W naszych głowach mamy siebie i
              wzorce innych. I w tym świecie pozoru modelujemy nasze zachowania.
              Materiał porównawczy do przwidywań uzyskujemy dzięki osobiście
              przeżytej przeszłości, a nie dzięki boskiemu wścibstwu. Ocena, czy
              jakieś zdarzenie było nieszczęściem, czy czymś sprzyjającym, także
              zależy od kontekstu. Wszystko jest względne. Dobrem lub złem
              nazywamy to, co według naszych kryteriów wydaje nam się korzyścią,
              czy stratą. Zabicie okrutnego tyrana, choć jest morderstwem, może
              być korzystne...

              > No i to można nazwać syndromem niewiernego tomasza:)

              Myślisz. To dobrze. Tym się różnimy od zwierząt. Może kiedyś zrobisz
              ten jeden krok dalej... ;)

              > Mój problem polega chyba też na tym że kompletnie nie umiem
              > nabrać dystansu do czegokolwiek bo albo się w coś angażuję
              > bez reszty albo wycofuję i tak się motam bez końca,
              > chyba że tak ma własnie wyglądac życie człowieka...

              Tak właśnie ma wyglądać życie człowieka. To ciągłe szukanie,
              wątpienie i pogłębianie wiedzy. To podważanie autorytetów. To wiara
              we własne możliwości. Dzięki temu jesteśmy ludźmi.
          • marcia710 Re: Bez strachu jest lepiej 11.08.07, 20:48
            W jednym masz całkowitą rację, że trzeba patrzeć na bliźnich tak jak
            na siebie i postępować tak jakbym chciała żeby to inni ze mną
            postepowali:)
            • agnostyk11 Re: Bez strachu jest lepiej 11.08.07, 22:54
              A co do piekła.
              Oprowadza diabeł świeżo przybyłą duszę heretyka a ta widzi same
              przyjemne sceny. „Jedzą, piją, lulki palą”. Tak sobie wędrują po
              tym piekle i naraz duszyczka widzi za dużą ścianą ze szkła kotły pod
              którymi diabli palą ogień i widłami dziabią nieszczęśników.
              Przerażony patrzy na diabła a ten uspokajająco mach ręką i
              mówi: „Nie denerwuj się. To katolikom nijak nie można było
              wytłumaczyć, muszą mieć swoje”.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka