Dodaj do ulubionych

Pogardzam wierzącymi

08.03.06, 10:20
Niestety, muszę to przyznać: pogardzam wierzącymi. Chodzi o wszystkie
religie, a zwłaszcza katolicyzm i islam. Mam ochotę uderzyć katoli z Pisu,
zabić muzułmanów pasożytujących i grożących Europie. Śmieszą mnie żydowskie
zabobony, koszerność. Bawi buddyzm, hinduzim, satanizm. Nie mogę po prostu
znieść ich zaślepienia, głupoty, czołobitności. Nie mogę ich szanować.

Podoba mi się jedynie pogaństwo, bo wplata zjawiska przyrodnicze,
astronomiczne i fizyczne do swych wierzeń, ma jakieś odniesienie do natury,
ziemi i człowieczeństwa.

Obserwuj wątek
      • jurek8 Re: Pogardzam wierzącymi 08.03.06, 10:44
        "Pogardzam" - to może trochę zbyt mocne słowo ! Ale,vitmik,czy można szanować
        głupotę i wiarę w zabobony ? czy można szanować okłamywanie siebie i innych ?
        czy można szanować wmawianie sobie "na siłę"bzdur?




        ps.dlaczego obrażasz autorkę poprzedniego nicka - czy,jak przystało na
        prawdziwego
        Polaka-katolika,gdy zabraknie argumentów,musisz pomagać sobie inwektywami ?
    • nick_penis Re: Pogardzam wierzącymi 08.03.06, 10:46
      Marnujesz wielkie ilości energii na bezproduktywną pogardę.

      Może lepiej podjąć satysfakcjonujące pożycie seksualne? O wiele to zdrowsze i
      przyjemniejsze niż pogardzać, pogardzać, pogardzać.
    • liberty_mike daj spokój > 08.03.06, 11:40
      Szacunek i tolerancja- inne, różne światy mogą obok siebie egzystować nie
      krzywdząc siebie wzajemnie, przyjmując taką postawę w zasadzie naśladujesz
      zachowanie osób religijnych, a w większości przecież nie są to osoby niczemu
      winne, po prostu urodziły się w takim a nie innym kręgu kulturowym, ktoś
      nawrzucał im do główek takie a nie inne poglądy i pewnie dalej nie pójdzie- nie
      da się zmienić oprogramowania, jest jakie jest smile)

      SJ Lec- "czy idiota o tym wie, że stworzony został źle?" Nie wie, bo mu nie
      trybi, zatem lepiej dać mu spokój, niech sobie żyje, też może i to jeszcze
      szczęśliwie (w jego mniemaniu, a to mu przecież wystarczy smile)
    • kamajkore Re: Pogardzam wierzącymi 08.03.06, 13:03
      hmmm... pogarda to nie jest przyjemna emocja, zwłaszcza żywiona wobec tak wielu
      ludzi.

      Mnie też często wścieka zaślepienie ludzi, których wymieniłaś, ale staram się
      zrozumieć uwarunkowania - w końcu większość z nich nie dokonała świadomego
      wyboru. Prawie wszyscy zostali wcieleni do swoich religii od dziecka. Więc, mimo
      wszystko, staram się do ludzi żywić szacunek (w końcu poza wyznawaną religią
      posiadają inne, niezależne cechy).

      W końcu - póki żyją - mają jeszcze szansę... nie chcę nikogo przekreślać.
      i ja też kiedyś byłam katoliczką. więc nie obwiniam ich o to kim są - wiem, jak
      trudno wyrwać się z takiej sekty, a przede wszystkim - uwolnić swój umysł.
    • deltalima Re: Pogardzam wierzącymi 08.03.06, 13:17
      pogarda to uczucie charakteryzujące fanatyków, pamiętaj o tym. upodabnia cię to
      do babć w charakterystycznym nakryciu głowy krzyczących 'ty kurwo' do
      nieznalskiej lub krótko ostrzyżoną młodzież pozdrawiającą gejów przyjaznym
      hasłem 'zrobimy z wami co hitler z żydami'.
    • lena_ziemkiewicz Re: Pogardzam wierzącymi 08.03.06, 17:56
      Nie rozumiem tego oburzenia. Przecież wierzący uważają ateistów, a zwłaszcza
      antykelrykałów za coś gorszego, zwierzęta bez duszy. Tak mówi większość doktryn
      religijnych i to można usłyszeć z ust religijnyh obywateli. Islamskie prawo
      każe zabijać innowierców i ateistów. Antyklerykałów w Polsce skazują sądy.
      Dzieci niechodzące na religię są szykanowane przez te chodzące. Jakim więc
      sposobem mam lubić albo chociaż szanować wierzących?
      • rapsodiagitana Re: Pogardzam wierzącymi 08.03.06, 18:23
        no w sumie tak. Jak mówią, że jestes bydlę, to się zachowuj jak bydlę.
        Przynajmniej będą mieli rację.

        Jak sie objawia Twoja pogarda? Ręki nie podajesz? Plujesz na nich? Nie
        odpowiadasz na pytania? Po czym poznajesz, że ktoś jest wierzący? Pytasz o to na
        wstępie? nie masz nikogo wierzącego w rodzinie? Gdy ktoś zabija wierzących -
        uważasz że dobrze zrobił (w końcu to tylko podludzie)? Do dzieci wierzacych w
        Boga tez zywisz pogardę? A jak ktoś wierzy w UFO, albo wierzy, że czarny kot
        przynosi pecha - też jest skreślony? Pytam z ciekaowści, zastanawiam się, jak
        Twoja pogarda wygląda w praktyce.
      • kamajkore Re: Pogardzam wierzącymi 09.03.06, 11:41

        > Nie rozumiem tego oburzenia. Przecież wierzący uważają ateistów, a zwłaszcza
        > antykelrykałów za coś gorszego, zwierzęta bez duszy. Tak mówi większość doktryn
        To prawda! Ale przecież różnimy się od nich, nie wdeptujmy w to samo błotko
        dogmatyzmu smile
      • bez_senna Re: Pogardzam wierzącymi 09.03.06, 18:01
        Czy sam fakt, że ktoś myśli, czuje i żyje inaczej od nas, daje nam prawo do
        pogardy, braku szacunku? To jest taki symboliczny totalitaryzm, próba
        zagarnięcia całej przestrzeni dla siebie i swoich racji.
        Różnorodność ma duże znaczenie, także w kwestii religii. Nieważne, czy wierzący
        mają rację. Ważne, że ich poglądy, rytuały i sposób życia (o ile nie próbują
        ich narzucać - ale to już inny temat) dają pewien wkład w tworzenie
        wielokulturowości. Jeżeli ktoś próbuje sprawić, żeby wszyscy byli tacy sami,
        żeby w przestrzeni publicznej wszyscy mówili jednym głosem, a wszyscy inni,
        wychylający się, byli potępieni - to jest PRZEMOC. Z takim czymś mieliśmy do
        czynienia np. po śmierci papieża. To, co teraz robi autorka wątku, to działanie
        podobne - tylko w drugą stronę.

        > Nie rozumiem tego oburzenia. Przecież wierzący uważają ateistów, a zwłaszcza
        > antykelrykałów za coś gorszego, zwierzęta bez duszy.

        Straszne generalizowanie po raz kolejny. Okej, takie opinie padają, ale nie
        przypisujmy ich wszystkim. Sama nigdy czegoś takiego nie usłyszałam od
        wierzących na poziomie.

        >Jakim więc sposobem mam lubić albo chociaż szanować wierzących?

        Naprawdę nie masz wierzących przyjaciół czy choćby bliższych znajomych? Jeżeli
        masz - czy odnosisz się do nich z pogardą/współczuciem? Jeżeli tak - czy tak
        samo traktujesz każdego inaczej myślącego, niekoniecznie w kwestiach
        religijnych?

        Żeby stworzyć społeczeństwo, w którym każdy czuje się dobrze i pokój, trzeba
        się nauczyć akceptacji odmienności, życia z sobą i obok siebie. Inaczej będzie
        naprawdę ciężko.
          • jah.rastafari.jest.mym.panem Re: Pogardzam wierzącymi 11.03.06, 01:06
            Droga Leno, wcale mnie nie dziwi twoje nastawienie. Ja wciąż wierzę że są
            wierzenia prawdziwe a tylko ludzie je wypaczyli swoją niedoskonałością. A co do
            wierzeń, to jem koszerną żywność dla rasta zwaną Ital, a samo rasta zajmuje 70
            % mojego czasu. I daje mi szczęście i energię do życia. Tak, słucham radia
            niemal non stop, ale nie maryja, noszę beret ale nie moherowy, i staram się
            odkryć wiele rzeczy na nowo. Rasta to taki powrót do korzeni.

            Wiesz że słowo chrześcijaństwo pochodzi od greckiego χριστιανους, od Chrystus,
            gr. Χριστός co znaczy namaszczony olejem do namaszczania który zawierał
            kanehbosm, czyli chyba cannabis. Przyjmowanie przez nacieranie się olejem z
            cannabis jest najsilniejszym i najzdrowszym sposobem przyjmowania tego.

            Rasta daje mi szczęście.
      • kapitan.kirk ??? 19.06.06, 13:18
        > Nie rozumiem tego oburzenia. Przecież wierzący uważają ateistów, a zwłaszcza
        > antykelrykałów za coś gorszego, zwierzęta bez duszy.

        Skąd Ty takie wiadmości czerpiesz, na bogów??
        Pzdr niepogardliwie
      • v0lrath Re: Pogardzam wierzącymi 19.06.06, 21:21
        Pogardzając drugim człowiekiem, nawet takim pełnym pogardy, nie stajesz się
        lepszym od niego.
        A nawet co gorsza stawiasz się w tym samym rzędzie co pogardzający ateistami,
        żydami, gejami etc.

        Poza tym jest ryzyko, że tak "przy okazji" pogardzasz wieloma tak na prawdę
        wartościowymi ludźmi, nawet jeśli pogarda była wymierzona tylko w tych, którzy
        Tobą pogardzają.
    • wanda43 Re: Pogardzam wierzącymi 08.03.06, 19:01
      Leno!Nie mowila bym o pogardzie.Moze o pewnym wspolczuciu dla osob, ktore nie
      potrafią zyc bez bata w postaci religii.
      Mnie bardziej irytuje to,ze katolicyzm /bo to jest najbardziej obludna religia/
      ciągle powoluje sie na Biblie i nauki Jezusa, a sam ich nie przestrzega i czyni
      odwrotnie,niz Jezus nauczal.Tej religii nie nazwala bym nawet
      chrzescijanstwem.Watykan zrobil z religii jakies dzwiadlo,ktore dostosowuje do
      krajow i zwyczajow.
    • facet123 Re: Pogardzam wierzącymi 09.03.06, 09:54
      Bez przesady z tą pogardą.

      Wszyscy musimy pamiętać, że wiara jest przekazywana ludziom w okresie
      dzieciństwa. Mamty wtedy do czynienia z pewną formą indoktrynacji, która stawia
      religię w sferze tabu. Po takiej indoktrynacji nawet światła i inteligntna
      osoba może mieć pewne blokady w podejmowaniu dyskusji na temar religii.
      Wytwarza się przekonanie, że podważanie religijnych dogmatów jest złe moralnie.

      Wiem o tym bo sam tak miałem. Tylko dzięki temu, że moje otoczenie jest dosyć
      liberalne w sprawach wiary oraz dzięki pewnej wrodzonej dociekliosci udało mi
      się dojrzeć do stanu w którym potrafię tak samo rozmawiać i mysleć o sprawach
      wiary jak o dowolnych innych tematach - bez tabu i dogmatów.

      Dążę do tego, że negatywne strony religii nie są do końca winą zamych
      wierzących, ale winą systemu, który daje priorytet kwestiom religii ponad
      innymi sferami życią. Tak samo jest w państwach islamskich - zamachowcy dżihadu
      to ludzie którzy święcie wierzą, że zabijanie niewiernych jest dobrei zapewni
      im życie w raju. Wmawiano im to od dziecka więc oni poprostu nie mogą inaczej.

      Zamiast pogardzać wierzącymi, lepiej z nimi rozmawiać. Po za tym jest też
      niewielka grupa wierzących którzy potrafią zdystansować się od tebu i dogmatów
      religii - oni wierzą w pełni świadomie - z nimi rozmowa jest najbardziej owocna
      (Oczywiście ich wyznanie zwykle nie posiada nazwya a już napewno, nie
      kwalifikuje się jako katolicyzm).
    • a_weasley Re: Pogardzam wierzącymi 17.06.06, 10:56
      lena_ziemkiewicz napisała:

      > Niestety, muszę to przyznać: pogardzam wierzącymi. Chodzi o wszystkie
      > religie, a zwłaszcza katolicyzm i islam. Mam ochotę uderzyć katoli z Pisu,
      > zabić muzułmanów pasożytujących i grożących Europie. Śmieszą mnie żydowskie
      > zabobony, koszerność. Bawi buddyzm, hinduzim, satanizm. Nie mogę po prostu
      > znieść ich zaślepienia, głupoty, czołobitności. Nie mogę ich szanować.

      I taki rynsztok wisi sobie na forum, którego twórca ma czelność utrzymywać w
      witrynie napis:

      > Aha, niewierzący i antyklerykałowie zazwyczaj NIE NAPADAJĄ I
      > NIE OBRAŻAJĄ wierzących i klerykałów na tym forum.
        • draculla3 Re: Lena Pogardzaj religia a nie ludzmi . 18.06.06, 07:45
          Nie pogardzam ludżmi,za to,że mają inne poglądy na temat wiary i życia po
          śmierci.
          Już o tym mówiłem......kościół bezlitośnie wykorzystuje ludzki egoizm
          do życia wiecznego.....tak, bo to egoizm...życie wieczne-człowiek tak siebie
          kocha,że nie umie sobie wyobrazić,że po śmierci nie ma już życia...on chce
          wierzyć,że będzie żył wiecznie.....dlatego kościół daje mu glejt/bez pokrycia/
          na życie wieczne każe tylko spłacać raty poprzez uczestnictwo w życiu kościoła.

          Pogardzam zbrodnią,kłamstwem,hipokryzją,zakłamaniem oraz kościołem jako
          instytucją,która wszystkie te wady realizuje od dawna.

          Człowiekiem nie pogardzam,gdyż jestem jednym z nich,choć często w swoim
          życiu doznałem pogardy od ludzi wierzących nie zamierzam im się rewanżować.
    • antixionc Re: Pogardzam wierzącymi 18.06.06, 01:21
      No nie przesadzaj Lena, czy wiara religijna jest jedynym kryterium wg którego
      osądzasz innych ludzi?! Czy jak ktoś wierzy w Boga/bogów jest u ciebie
      natychmiast skreślony, mimo tego że jest np. miłym człowiekiem czy dobrym
      przyjacielem?! Jak kogoś poznaję, to nie pytam czy jest to człowiek wierzący w
      Boga/bogów tylko lubię/nie lubię go za to jaki jest w stosunku do innych ludzi,
      jak się do nich odnosi... Wiesz moi rodzice są katolikami, moja siostra
      (szwagier, siostrzenice) są Swiadkami Jehowy, mój mąż jest chrześcijaninem
      (własnego wyznaniawink) a ja jestem ateistą i wszyscy bez żadnych problemów się
      dogadujemy ze sobąsmile Nie ma żadnego konfliktu między nami na tle religijnym, bo
      każdy z nas szanuje uczucia drugiej osoby i nie próbuje nic drugiemu narzucać.
      Jest oczywiście nieraz dyskusja (całkiem spokojna) ale nie ma pogardy i agresji.
      Jeśli już oceniam, to tylko i wyłącznie dany system religijny, wierzenia i
      zwyczaje z tym związane a nie ludzi.
    • nauma Re: Pogardzam wierzącymi 18.06.06, 02:09
      Jako ateista muszę z bólem serca stwierdzić, że pogardzam takimi ludźmi jak
      autorka wątku... Choćby dlatego, że chamsko wypowiedziała się m.in. pod adresem
      jednego z najwspanialszych ludzi na świecie, jakich znam, czyli mojego ojca,
      praktykującego katolika.
      Puknij się w czoło, kobieto; właśnie przez takie słowa powstają stereotypy
      ateisty-głupola...
      • bedezet Re: Pogardzam wierzącymi 18.06.06, 21:31
        glownie problem nie polega na tym czy ktoś wierzy w bozie czy w wielką zieloną skarpetke, tylko czy narzuca swoje przekonania innym.


        oczywiscie slepe wyznawanie tzw. religii, zgodnie z ktora kobieta to stworzenie nieczyste, itd, jest głupotą kompletną. unikałbym jednak sformułowań typu gardzę, do momentu oczywiscie kiedy inkryminowany wyznawca nie probuje mi swojej wiary narzucic. zgadzam sie z przedmowca, iz takie generalne agresywne poglady powoduja powstawanie negatywnych stereotypow wobec nas, ateistow.

        pozdrawiam
        ateista
    • rkcb A ja się nad nimi tylko lituje 18.06.06, 23:59
      Bo ci wierzący co nie chcą lub nie potrafią zastanowić nad własną wiarą, jej
      dogmatami i zrozumieć, że to wszystko oszustwo wymyślone po to, aby grupki ludzi
      mogły wygodnie żyć są godni litości. Oczywiście ci co działają po to, żeby
      zdobyć jak najwięcej "owieczek do strzyżenia" jak JPII, BXVI, Al Zarkawi, Osama
      Bin Laden i cała reszta tych co chcieli by narzucić światu swój sposób myślenia
      są godni pogardy, jak wszyscy dyktatorzy.
    • crazy.berserker Re: Pogardzam wierzącymi 19.06.06, 14:48
      Jestem osobą wierzacą, rozumiem że mną gardzisz. Czy ja gardze tobą? - w tej
      chwili rządzą mna silne uczucia - (wk...wiona jestem na ciebie za ten post) - i
      chyba tak, gardzę za glupotę wpisu. No i super - gardzimy soba nawzajem, o to
      chodziło?
    • v0lrath Re: Pogardzam wierzącymi 19.06.06, 22:19
      Szczerze powiedziawszy to wkurzyłaś mnie takim postem.

      Bo oznacza on także pogardę dla wielu blikich mi osób, a szczególnie dla osoby
      mi najbliższej.

      Ale z drugiej strony taką pogardą pokazujesz jedynie swój poziom - w sumie to
      Twoja sprawa. Choć wątpię czy jest się czym chwalić.
    • draculla3 Re: Pogardzam wierzącymi 20.06.06, 15:14
      facet123 napisał:

      > Prezentując takie stanowisko tylko pogłębiasz konfilkt między teistami i
      > ateistami. W ten sposób różni przywódcy religijni jak rydzyk mogą wykorzystywać
      >
      > twoje stanowisko do tego aby podburzać wiernych przciw tobie i zamieniać ich
      > wiarę (często wynikającą ze słabego wykształcenia, lub narzuconą przez
      > rodziców) w ziejącą chęć dżi-hadu.
      >
      > Z obserwacji naszego świata chyba jasno wynika, że większość ludzi ma problem z
      >
      > odróżnieniem prawdy od fikcji oraz tego co jest dla nich dobre od tego co złe.
      > To, że ktoś ztaje się religijnym fundamentalistą to nie jest zwykle jego wina -
      >
      > jest to efekt indoktrynacji i działalności kilku oszołomów. Jeżeli chcesz z tym
      >
      > walczyć, to napewno takim stanowiskiem nic nie osiągniesz, a możesz nawet
      > zaszkodzić sprawie.
      >




      Odpowiedz mi proszę na proste pytanie.... Co to jest prawda ?
      • facet123 Re: Pogardzam wierzącymi 20.06.06, 21:50
        > Odpowiedz mi proszę na proste pytanie.... Co to jest prawda ?

        Faktycznie, może lepiej nie używać tego "śliskiego" terminu. W takim razie ujmę
        to tak:
        Z obserwacji naszego świata chyba jasno wynika, że większość ludzi ma problem z
        odróżnieniem rzeczywistości od fikcji oraz tego co jest dla nich dobre od tego
        co złe.

        • kociak40 Re: Pogardzam wierzącymi 20.06.06, 23:24
          ""> Odpowiedz mi proszę na proste pytanie.... Co to jest prawda ?"" - draculla3

          Na to pytanie jeszcze nikt nie odpowiedział, w formie ograniczonej tak, ale jako
          pojęcie ogólne, nie. Takie pytanie zadał Poncjusz Piłat Jezusowi, nie uzyskał
          odpowiedzi, bo nie mogło być. Tak jak nie ma odpowiedzi (też na proste pytanie)
          - co to jest czas? Już w starożytności najwięksi mędrcy zastanawiali się nad
          tym, a nawet myśleli przez całe życie (św. Augustyn). Właśnie św. Augustyn
          podał jakby najlepsze określenie tego pojęcia - co to jest czas?
          "Jak nikt mnie się o to nie pyta, to zdaje mi się, że wiem, ale jak dostanę to
          pytanie, to nie wiem".
      • grgkh Czym jest prawda... 22.06.06, 02:43
        draculla3 napisał:

        > Odpowiedz mi proszę na proste pytanie.... Co to jest prawda ?

        Ależ je nie widzę żadnego problemu w określeniu, czym jest prawda. wink

        Zacznę jednak - dla uproszczenia - od tyłu. Co nie jest prawdą? Nie jest nią
        wszystko to, co jest sprzeczne z tym, co wcześniej za prawdziwe uznaliśmy. I to
        jest fałszem. Wszystko, co zostaje po oddzieleniu fałszu, jest prawdą. Prawda
        nie istnieje na zawsze, bo gdy poszerzymy zasoby wiedzy, okazać się może, że
        niektóre tezy, dotąd uważane za prawdziwe, stają się fałszywe. I taka postawa
        jest racjonalizmem, przeciwieństwem dogmatyzmu, który nie pozwala jakiejś tezy
        przekwalifikowywać do grupy fałszywych. Racjonalizm prowadzić musi do spójnej
        wizji świata, w której nie ma miejsca na żadne fałsze i sprzeczności, a w
        prostej konsekwencji powinien także prowadzić do pozbawionej zakłamania
        moralności. I dlatego wszystkie religie są potencjalnym źródłem zła.
        • kociak40 Re: Czym jest prawda... 22.06.06, 10:32
          grgkh napisał:

          > draculla3 napisał:
          >
          > > Odpowiedz mi proszę na proste pytanie.... Co to jest prawda ?
          >
          > Ależ je nie widzę żadnego problemu w określeniu, czym jest prawda. wink
          >
          Zbyszku!
          Że Ty nie widzisz problemu, nie świadczy to, że go nie ma. Może tylko świadczyć
          o twoim dobrym samopoczuciu. Wejdz na stronę 736 w 4 tomowej Encyklopedii
          Powszechnej PWN i tam ujrzysz hasło - "prawda" oraz kilkanaście szpalt
          dotyczące próby wyjaśnienia tego pojęcia i to też, bez jednoznaczności i
          większych efektów. Dobre samopoczucie to cenna rzecz.
          • grgkh Re: Czym jest prawda... 22.06.06, 14:41
            kociak40 napisał:

            > grgkh napisał:
            >
            > > draculla3 napisał:
            > >
            > > > Odpowiedz mi proszę na proste pytanie....
            > > > Co to jest prawda ?

            > > Ależ je nie widzę żadnego problemu w określeniu,
            > > czym jest prawda. wink

            > Zbyszku!
            > Że Ty nie widzisz problemu, nie świadczy to,
            > że go nie ma. Może tylko świadczyć o twoim
            > dobrym samopoczuciu. Wejdz na stronę 736
            > w 4 tomowej Encyklopedii Powszechnej PWN
            > i tam ujrzysz hasło - "prawda" oraz kilkanaście
            > szpalt dotyczące próby wyjaśnienia tego pojęcia
            > i to też, bez jednoznaczności i większych efektów.

            Andrzeju, olewam wszystkie encyklopedie świata. smile

            Nie dlatego, że jestem zarozumiały, ale dlatego, że moje poglądy tylko ja składam w całość.

            Encyklopedia zbiera dane historyczne i dotyczące różnych aspektów danego pojęcia. Filozofia jest "nauką", która też, od tysięcy lat szuka różnych sensów. Nie oznacza to, że wszystko, o czym rozprawia ma sens. wink Więcej, prawie wszystko, czym się zajmuje jest bez sensu, bo prawie zawsze służy uzasadnianiu prawdziwości dogmatów. Ale jest częścią dorobku kulturalnego ludzkości. Dzięki temu, że tyle ludzi się nią zajmowało, wiemy "jak się mylili". To jest bardzo cenna wiedza, wiedza o błądzeniu w poszukiwaniu prawdy. I dlatego ja, jako wielki miłośnik matematyki i logiki, wiem na czym polega prawda. Definicja wynikająca z tej podstawowej dla wszystkiego, co jest na tym świecie, nauki jest jedyna... prawdziwa. wink A wszystko, co zawiera encyklopedia to... także i filozofia. Nie będę z podanych tam definicji cedził niczego, bo po co, jeśli one niczego wartościowego nie wnoszą, a nie podważają tej definicji pierwotnej.

            > Dobre samopoczucie to cenna rzecz.

            Tak, cenna. smile
            Andrzeju, po to by być pewnym wniosków, trzeba mieć "dobry" zestaw założeń. Ja swoje założenia wziąłem od innych (są starannie wybrane), przemyślałem i wciąż testuję. Narazie wszystko jest OK. wink

            Pozdrawiam Cię.
            • kociak40 Re: Czym jest prawda... 22.06.06, 23:48
              grgkh napisał:

              > Andrzeju, olewam wszystkie encyklopedie świata. smile
              >
              > Nie dlatego, że jestem zarozumiały, ale dlatego, że moje poglądy tylko ja
              skład
              > am w całość.
              >
              > Andrzeju, po to by być pewnym wniosków, trzeba mieć "dobry" zestaw założeń.
              Ja
              > swoje założenia wziąłem od innych (są starannie wybrane), przemyślałem i
              wciąż
              > testuję. Narazie wszystko jest OK. wink
              >
              > Pozdrawiam Cię.

              Zbyszku!
              Jestem pełen zachwytu, naprawdę, bardzo dobrze. Może pójdziesz "za ciosem"
              i spróbujesz zdefiniować - "co to jest czas?". Przynajmniej spróbuj.
              Podam Ci tylko aktualne twierdzenie fizyczne, co na ten termin aktualnie mówi
              nauka.
              "Nie wiemy co to jest czas. Umiemy go tylko w pewnych przedziałach mierzyć".

              Pozdrawiam
              • grgkh Czym jest czas... 23.06.06, 02:42
                Czas...

                Najpierw założenia. Wszechświat jest tylko informacją. Być może jest to coś w
                rodzaju macierzy liczbowej podlegającej przetwarzaniu przez jakiś algorytm. W
                tym krokowym (skwantowanym) przeliczaniu uczestniczy tyle współoddziałujących
                na siebie elementów, ile znajduje się w danym kroku wewnątrz horyzontu
                (odległości) wytyczonego przez cztery podstawowe oddziaływania znane fizyce.
                Każde przeliczenie, ale niekoniecznie związane ze zmianą (!), skutkuje pewnym
                stanem informacyjnym o tej zmienności. Zrozumiałe jest, że obejmuje on coś w
                rodzaju jednego kroku wstecz, ale nigdy w przód, bo to, co jest dane, co było
                wcześniej, jest przeszłością i nie może być nazywane ani traktowane jako
                przyszłość. Dlatego też można coś powiedzieć, choć czasem niezbyt dokładnie, o
                przeszłości, ale nigdy na pewno o przyszłości (do tego wrócę później).

                Czym jest teraźniejszość (bo ona jest kluczem do rozumienia czasu)? Opiera się
                ona na historii. Jest jej skutkiem. Musi mieć również taką pojemność
                informacyjną, by mogła być podstawą do wygenerowania następnego stanu.

                Widać z tego jeszcze jedną cechę tej wszechświatowej macierzy: istnienie
                wycinków opisów jej najmniejszych elementów składowych, które stanowią pewną
                całość, integralny blok informacyjny. Ta właściwość przenosi się na wyższe
                poziomy organizacji. Gdy ryby pływają ławicą, to zachowuje się ta ławica jak
                jednolity obiekt. Gdy biosfera ziemska podlega wpływom zewnętrznym, to mimo
                swej różnorodności zachowuje się jak jeden organizm. Gdy pojedyńcze komórki
                naszego mózgu przetwarzają (według możliwości określonych genetycznym
                algorytmem wytestowanym ewolucyjnie) dane, w nieświadomości u każdej z nich, to
                suma działającej (!) struktury sieci neuronowej, daje opis modelu
                informacyjnego, który możemy czuć jako myśl, złożenie informacji elementarnych.
                I znów jest to samo - przeszłość, która jest źródłem tych informacji
                elementarnych, zebranych w blok informacyjny stanowi pewien model. Dokładnie
                tak samo, jak dla całego Wszechświata.

                Czym więc jest czas?

                Ciągiem wynikających z siebie, kolejnych stanów zawierających pewną informację
                o przeszłości.

                A my? Nasza świadomość?

                Najprościej można by przyjąć, że każdy z kwantów czasu istnieje niezależnie.
                Nie ma pomiędzy nimi niczego, co je wiąże ze sobą, poza algorytmem, fizyką,
                która je generuje. Każdy jest jednocześnie całym Wszechświatem, ale ma w sobie
                podzbiory, które są obiektami wyodrębnionymi, jak nasza świadomość. To dzięki
                niej "widzimy", że takie wyodrębnienie zachodzi. A więc...? Równie dobrze,
                wszystko, co z naszego poziomu percepcji dostrzegamy jako jakieś obiekty, jest
                modelami fragmentów całości Wszechświata.
                Dopiero powtarzalność struktur, jakieś nakładanie się oddziaływań, fal,
                skutkuje modelami pozwalającymi na zaistnienie coraz wyższych poziomów
                organizacji - od strun (?), przez kwarki, cząstki elementarne, atomy, mgławice
                i to, co z nich się organizuje, a więc i nasza biologia i w niej zawarta myśl,
                która jest możliwa, bo istnieje to wszystko, co do sieci neuronów z zawartą w
                niej informacją jest potrzebne.

                Być może właśnie ta chwila, dokładnie teraz smile, istnieje wciąż, a my tkwimy w
                niej zamrożeni z całym Wszechświatem... Bo jeśli nie jest nigdzie zapisana, to
                dlaczego miałaby być wymazana? Tak samo jest z chwilami przyszłymi. Też pewnie
                istnieją, muszą istnieć, bo na zewnątrz Wszechświata nie ma jego czasu. Jest
                tylko algorytm, fizyka i nieskończony ciąg, jak ciąg liczb naturalnych
                tworzonych jedna z drugiej, ale każda wie tylko skąd pochodzi, od poprzedniej,
                a o następnej jeszcze nie wie, bo taka jest reguła łącząca je ze sobą.

                Czas jest względny także i dla myśli. Jazda samochodem z różną szybkością
                skutkuje oswojeniem się z tą wyższą i z perspektywy tak wyrobionego myślenia i
                przetwarzania danych jest zupełnie inna niż wtedy, gdy zaczynamy doświadczenia
                z poruszaniem się. Jest względny także i wtedy, gdy monotonia wydarzeń
                powtarzalnych przestaje zapisywać nowe tło, nowe odniesienie dla bieżącego
                upływu czasu naszego życia w pamięci-magazynie naszego mózgu.

                No i tyle na temat czasu, bo... późno się zrobiło. smile Podobało Ci się?
                • kociak40 Re: Czym jest czas... 23.06.06, 22:54
                  Podoba mi się, przeczytałem to kilka razy, nie wszystko rozumiem, raczej ogólny
                  zarys. Wszystko to, o czym piszesz, wynika z niezmiernej logiczności, jedno
                  zazębia się z drugim aby tworzyć dalszy ciąg. Nie jest to możliwe w chaosie, w
                  przypadku, kiedy jedno nie daje czegoś zamierzonego w przewidywaniu dalszych
                  skutków. Ty przyjmujesz jednak, że dzieje się to bez ingerencji, samo z siebie
                  się tak układa, mnie jednak trudno w to uwierzyć.
                  • grgkh I znów... Teoria Wszystkiego 24.06.06, 01:47
                    Powinienem pewnie kiedyś w końcu przemyśleć to w szczegółach, porobić sobie
                    jakieś notatki, a potem na dłużej przysiąść i uporządkować to wszystko, a nie
                    za każdym razem od nowa kombinować, jak o tym pisać. Ale jest też i plus tej
                    niewygody - przybywa mi trochę wiedzy, a ta która jest układa się w pewien
                    porządek. wink Tymczasem jednak wciąż poruszam się na granicy intuicji, bardziej
                    wewnątrz podświadomości, niż samej elegancko sformułowanej i dopracowanej
                    teorii. Zadowala mnie fakt, że jest tak cudownie prosta i piękna, jak
                    niewiarygodne cuda, które można zobaczyć w samej matematyce.

                    Nie mogłem się nadziwić kiedyś, że w trójkącie prostokątnym, tym jednym,
                    jedynym, szczególnym o kątach 30 i 60 stopni, boki są akurat w proporcji 3:4:5,
                    a te kąty to 1/3 i 2/3 kąta prostego.

                    Jeśli założymy istnienie płaszczyzny o określonych właściwościach, to ten
                    związek musi być prawdziwy "zawsze", a to "zawsze" jest "zewnętrzne", a
                    właściwie ukryte w założeniach. I z tego wynika wszystko, aż do
                    nieskończoności...

                    Magia prostych, małych liczb i dziwnych związków między nimi. Ale sprawa jest
                    nie w liczbach, lecz właśnie w tych związkach. To definicje, a programistycznie
                    patrząc na to - algorytmy, decydują o "rozwoju" sytuacji. Rozwoju... smile W
                    zmienności powstają światy wybiegające od początku do nieskończoności. Każdy
                    etap wyliczenia stanu JEST. Nie powstaje wtedy, gdy my sobie tego życzymy, gdy
                    to liczymy, lecz JEST OD RAZU, w momencie określenia założeń.

                    > Ty przyjmujesz jednak, że dzieje się to bez ingerencji,
                    > samo z siebie się tak układa,
                    > mnie jednak trudno w to uwierzyć.

                    A co myślisz o powyższym przykładzie? Przecież to nie my, ludzie wymyśliliśmy
                    matematykę, bo ona istniała sama w sobie. Czy potrzebowała jakiegoś komputera?
                    Mózgu? Materii albo energii?

                    No tak... Jeśli masz dwie masy i oddziałowują one na siebie, to czy dzieje się
                    to "samo", czy za przyczyną jakiegoś zewnętrznego (dla nich) działania? I nie
                    ma wyróżnionego centrum oddziaływania, bo wszystkie elementy mikroświata
                    działają na siebie wzajemnie: A na B, ale i B na A. Tylko ten pozór przestrzeni
                    powoduje, że zagęszczają się one lub rozrzedzają w niej i skala oddziaływań się
                    kumuluje lub rozmywa. Jeśli przyjąć, że przestrzeń jest parametrem wiążącym
                    elementy mikroświata, to okazuje się ona iluzją, ale ta iluzja jest doskonała,
                    bo nic jej nie zaburza.

                    W naszym świecie wszystko daje się sprowadzić do wartości, do informacji,
                    wszystko tylko nimi jest. Powiązanie pomiędzy poszczególnymi stanami, pomiędzy
                    tymi kwantami czasu, jest bardziej złożone niż w przypadku prostego ciągu liczb
                    naturalnych, ale wystarczy, by zaistniał (a przecież zaistniał, bo go od środka
                    widzimy) odpowiedni algorytm, a zdarzy się w nim i Wielki Wybuch, i my z
                    naszymi próbami poznania, jak to wszystko działa. Magia prostych związków i
                    magia wygenerowanego z nich Wszechświata, który musiał powstać, w którym nie ma
                    miejsca na przypadek, bo przypadek jest czymś zewnętrznym, a Wszechświat jest
                    zamknięty sam dla siebie i określony do najdrobniejszego szczegółu. Ale to już
                    jest konsekwencja, wniosek, a choć takich konsekwencji jest więcej, to już inny
                    temat. wink

                    Jeśli chcesz, pytaj o szczegóły. wink
                    • rkcb Nie znosze ignorancji!!! 24.06.06, 22:12
                      Jak powołujesz się na przykłady matematyczne to bądź łaskaw sprawdzić CO piszesz!!
                      Trójkąt prostokątny o bokach 3:4:5 nie ma kontów 30 i 60 stopni tylko ok. 37 i
                      53 stopi. Można to sprawdzić w dowolnym podręczniku matematyki, choćby na
                      podstawie wartości funkcji sinus. Dla przypomnienia sinus 30 stopni = 0,5, a dla
                      trójkąta o bokach 3:4:5 sinus mniejszego kąta to 0,6. C.B.D.U.
                      • kociak40 Re: Nie znosze ignorancji!!! 24.06.06, 22:37
                        Oczywiście, trójkąt o bokach 3:4:5 ma inne kąty niż 30 i 60. Zachwyt był
                        przedwczesny. Takie boki kiedyś służyły do wyznaczania kąta 90 przez stolarzy
                        i nie tylko. Jeszcze lepiej jest wiedzieć ile jest pierwiastek z 2. Ta wartość
                        wyznaczona przez Pitagorasa stanowiła tajemnicę. Każdy z jego uczniów musiał
                        przysięgać, że nie zdradzi tej wartości. Chodziło o to, że znając wartość
                        pierwiastka z 2, można wyznaczać kąt prosty z dowolnej długości "a". Po
                        zaznaczeniu takiej linii, z jednej strony zakreślamy łuk tą długością "a", z
                        dugiej strony pierwiastek z 2 x "a" i mamy wyznaczony dokładnie (jak dokładnie
                        wyznaczymy wartość tego pierwiastka) kąt prosty. Znajomość tego w tamtych
                        czasach pozwalała dostanio sobie żyć.
                      • grgkh I słusznie ;) 25.06.06, 16:10
                        rkcb napisał:

                        > Jak powołujesz się na przykłady matematyczne to
                        > bądź łaskaw sprawdzić CO piszesz!!
                        > Trójkąt prostokątny o bokach 3:4:5 nie ma kontów 30 i 60
                        > stopni tylko ok. 37 i 53 stopi. Można to sprawdzić w dowolnym
                        > podręczniku matematyki, choćby na podstawie wartości funkcji sinus.
                        > Dla przypomnienia sinus 30 stopni = 0,5, a dla
                        > trójkąta o bokach 3:4:5 sinus mniejszego kąta to 0,6. C.B.D.U.

                        Ja też nie znoszę ignorancji wink. Na swoje usprawiedliwienie mam późną porę i to, że tak naprawdę myślałem o samej idei, a przykład wytrząsnąłem "z rękawa" nie zastanawiając się, czy aby nie ma w nim błędu... Zdarza się błądzić i mnie też wink. Oczywiście nie muszę zaglądać do żadnego źródła, bo sinus(30ºwink= 1/2=0,5, a sinus tamtego kąta to 3/5=0,6 i różnicę widać gołym okiem. Arcsin(0,6)≈37º

                        Nie zmienia to wagi tezy, którą wysunąłem. A z tamtego przykładu ocalała główna właściwość, która jest widoczna nawet dla laików w przedmiocie matematyki: trzy kolejne, małe, niemal najmniejsze liczby: 3, 4 i 5 tworzą trójkąt w kątem prostym, który to kąt jest 1/4 kąta pełnego, a więc niemal "boska miłość" wink tych, trzech kolejnych liczb do siebie.

                        Ułamek okresowy 1/7, 2/7, 3/7, 4/7, 5/7, 6/7 w układzie dziesiętnym zawiera te same cyfry (142857), (285714), (428571), (571428), (714285), (857142)...

                        Ciąg kwadratów tworzony przez wstawianie dwóch cyfr (48):
                        49=7²
                        4489=67²
                        444889=667²
                        44448889=6667²
                        itd...

                        Całki funkcji (1/x) podnoszonej do różnych potęg, dla tej jednej szczególnej potęgi równej 1 dają powiązanie z jedną, wyróżnionę przez algebrę podstawą logarytmu naturalnego e=2,718281828...

                        Podobne cuda dzieją się w muzyce. Harmonia, ta najprostsza, opiera się podziale logarytmicznym skali dźwiękowej na 12 (chromatycznych) części, bo 12 zawiera w sobie dzielniki 1,2,3 i 4, a potem na nich, w sposób który ludzkie ucho najłatwiej rozróżnia, a mózg akceptuje zbudowana jest skala o siedmiu stopniach i ósmym (oktawa) powtórzonym. I znów przyczyna jest ta sama. Skala uproszczona - pentatonika, bardziej złożona siedmiostopniowa - liczby pierwsze uzupełniające ciąg naturalny... Proste manipulacje na prostych i małych liczbach (wartościach) dają ogromne bogactwo... harmonii.

                        Przyroda żywa posługuje się "złotym podziałem (a=b+c, a:b=b:c) i strukturami fraktalnymi, bo wynika to z powtarzania tego samego, bardzo prostego, elementarnego podprogramu na różnych, kolejnych piętrach tworzenia. A nasze odczuwanie piękna, to nic innego jak odnajdowanie w chaosie doznań tych prostych struktur i zależności.

                        Cały Wszechświat, wszystkie prawa fizyki, wynikają z matematyki, a właśnie dzięki jej "cudownym" możliwościom, ogromnej ilości "wysp harmonii" możliwe jest istnienie tego, co nas otacza.

                        Sieć neuronowa naszego mózgu, tylko i właśnie dlatego "widzi" świat, bo jest możliwe jego wymodelowanie, niejako odtworzenie wzorca w sieci wejście (prosty impuls), wyjście (model, informacja złożona, jak bajt z bitów lub liczba z cyfr). A przecież, tak naprawdę, to nie ma niczego poza tym wejściem i strukturą, która powstaje wynikowo, jako przetworzenie w najprostszych operacjach (logicznych - tak/nie, prawda/fałsz, 0/1). Widząc narysowane kółko, czy to kilkoma kropkami czy "linią ciągłą" wink, małe czy duże, dokładniejsze czy pokrzywione, w mózgu przyrównujemy je do wzorca matematycznego i jest ono zawsze tym samym obiektem matematycznym...

                        Przykładów "cudów matematycznych" można znaleźć całe mrowie, to są przypadki szczególne, istniejące obiektywnie. Nie jest możliwe, by ich nie było i nie ma żadnej potrzeby ich "odkrywania", wyciągania z niebytu, chyba, że dla ludzkiej ciekawości, ale to już jest tylko poznawanie istniejącego. Dlatego nie jest możliwe, by nie było naszego świata, który z tego tylko wynika.

                        Również, ale tego nie jestem już tak bardzo pewien wink... Nie jest możliwa inna historia tego świata - w tym miejscu, w którym teraz jesteśmy, bo zadanie matematyczne Wszechświat ma tylko jedno rozwiązanie widziane od środka, z naszego miejsca, z jednego "kwantu czasu", a przeszłość, z której wyniknie przyszłość, nie ma alternatywy. Ta niepewność wynika z nieznajomości warunków początkowych Wszechświata, poziomu zerowego. Inna możliwość to nieskończona w swej ilości mnogość wersji rozgałęziających się w każdym miejscu, w którym można przyjąć alternatywę...

                        Itd...
                        • kociak40 Re: I słusznie ;) 26.06.06, 23:27
                          ""Całki funkcji (1/x) podnoszonej do różnych potęg, dla tej jednej szczególnej
                          potęgi równej 1 dają powiązanie z jedną, wyróżnionę
                          przez algebrę podstawą logarytmu naturalnego e=2,718281828..."" -grgkh

                          Wartość liczby e - podstawy logarytmu naturalnego wylicza się:
                          lim=(1 + 1/n)do potęgi n gdzie n dąży do nieskończoności.
                          Całka dx/x = ln|x|
          • the_dzidka Re: A ja tobą nie pogardzam:). Bawisz mnie... 24.06.06, 21:15
            > Czym tu się właściwie oburzać? Jedna jedyna z tego kółka wzajemnej adoracji.
            > która postawiła sprawę uczciwie.

            Co masz na myśli? Jaką sprawę postawiła uczciwie, i dlaczego uczciwie?
            Że niby niewierzący, racjonaliści pogardzają wierzącymi, tylko się do tego nie
            przyznają?
            Kurczę, no to dziwne, bo ja nie pogardzam wierzącymi (pomijając oczywiście
            skrajne oszołomstwo), co najwyżej mogą wzbudzać we mnie zdziwienie i
            rozbawienie (jak to możliwe, żeby wykształcony, dorosły człowiek wierzył w
            niepokalane poczęcie, w zmartwychwstanie, w to, że "Syn Boży stał się
            człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia" , żeby dorosły
            wykształcony człowiek nie dostrzegał kompletnego braku logiki w tych
            wierzeniach i brał je za dobrą monetę?). Ale od zdziwienia i rozbawienia do
            pogardy daleka droga...
            A Lena robi nam niestety bardzo złą prasę. Bo Lena niczym nie różni się od Ojca
            Dyrektora: tak jak on, Lena ma klapki na oczach, przekręca fakty i "manipuluje"
            (ulubione słowo i obsesja Ojdyra). Ot, tak jak chociażby ze swoja sygnaturka,
            która - wg Leny - jest CYTATEM słów abepa Dziwisza, a de facto jest
            przekręceniem jego słów. Ktoś, kto przekręca cytaty i podaje swoją wersję jako
            oryginał, w żadnym stopniu nie może być wiarygodny.
    • kapitan.kirk Re: Pogardzam wierzącymi 22.06.06, 10:48
      > Ale co z tego wynika dla nas wszystkich, skoro nas o tym zawiadamiasz?

      Generalnie nic oczywiście, ale akurat jest to dość symptomatyczne - istnieje
      nader wielka grupa ludzi wierzących (niezależnie od tego czy w Boga, czy w
      ateizm), którzy znieść nie mogą faktu, że innych nic nie obchodzi w co oni sobie
      wierzą lub nie - dlatego uważają za stosowne podkreslać swoje poglądy na każdym
      kroku i przy każdej okazji, jak też bez okazji wink
      Pzdr
    • 0brzezane_ptaszki pogarda i nienawiść 24.06.06, 19:14
      lena_ziemkiewicz napisała:

      > Niestety, muszę to przyznać: pogardzam wierzącymi. Chodzi o wszystkie
      > religie, a zwłaszcza katolicyzm i islam. Mam ochotę uderzyć katoli z Pisu,
      > zabić muzułmanów pasożytujących i grożących Europie. Śmieszą mnie żydowskie

      masz rację, powyrzynać te islamskie świnie... później zabrać się za katoli!!!
      • kociak40 Re: pogarda i nienawiść 24.06.06, 23:06
        Ja w sprawach religii, polityki, jestem tak neutralny, że nawet robra robię bez
        partii. Denerwuje mnie wyłącznie sam kler. Dla własnych korzyści materialnych i
        własnego wywyższenia, stworzył jakieś ceremoniały, które tylko odciągają ludzi
        od Boga. Zamiast ich celem nadrzędnym być, własne dążenie do "dobra", wchodzą w
        jakieś wielce podejrzane czynności wzięte niejednokrotnie z pogaństwa i
        ciemnoty. Wszystkie te pielgrzymki, chodzenie na kolanach, różańce, modlenie
        się do obrazów itd. ściemniają tylko wiarę i robią ją śmieszną. Mamy dekalog,
        obejmuje on wszystko co do grzechów się zalicza, kler dodatkowo wymyślił siedem
        grzechów głównych - na każdy dzień tygodnia jeden. Jakieś spowiedzi "uszne",
        jakieś wypędzanie diabła wodą święconą, patrole modlitewne, czyściec, pomoc w
        zaświatach za pieniądze i tyle różnych głupot, że nawet wstyd jest w to
        wchodzić.
        • grgkh Re: pogarda i nienawiść 25.06.06, 16:25
          kociak40 napisał:

          > Ja w sprawach religii, polityki, jestem tak neutralny,
          > że nawet robra robię bez partii.

          Zanikła zupełnie i już dawno w mojej okolicy umiejętność robienia partii, nie tylko robra, z wyjątkiem partii politycznych. Piękne to były czasy, gdy można było usiąść do stolika bez dziadka. wink

          A na nietolerancję jedna jest tylko rada, by nie poddawać się frustracji i nienawiści - oświata, bo tylko ona prostuje krzywe myślenie sama z siebie, a wszyscy, którzy jej szukać zaczynają, także i ludzi innych akceptować i kochać poczynają, jako potencjalnych dawców wiedzy. I dlatego za ministra Giertycha zapłacimy bardzo słoną cenę.
    • nelsonek Re: Pogardzam wierzącymi 25.06.06, 05:34
      Widze, ze rosnie nam nowy Hitler. Chce zabijac tylko dlategio, ze ktos jest
      muzulmaninem. Bo niby skad mamy wiedziec ktory muzulmianin zagraza Europie, a
      ktory nie. I dlaczego tylko muzulmanie sa zagrozeniem dla Europy, a
      chrzescijanie juz nie.

      No i co powiesz o zaslepieniu ateizmem? Wszak niektorzy sa nim zaslepieni.
    • taus oh leńciu leńciu 25.06.06, 12:04
      biedne przeżarte stworzenie nieboże smile
      twoje zachowanie jest takie zydo-chrześcijańskie nienawidzić wszystko co niezgodne z twoim pogladem na swiat smile

      "Nie mogę po prostu znieść ich zaślepienia, głupoty, czołobitności."

      Nie wiem czy zauważyłaś ale sama jesteś zaślepiona. . . nienawiścią, to chyba o groźniejsze niż zaślepienie religijne smile

      na koniec mały cytacik

      "Najkrótsza drogą do zdeprawowania młodzieńca jest nauczenie go kochać bardziej osoby o tych samych poglądach"
      F.Nietzsche
        • taus i jeszcze 1 25.06.06, 16:34
          nie o religi, tylko o judaizmie i chrześcijaństwie i jego późniejszych mutacjach.

          CZytaj dokładniej co pisze choćby o starych religiach (obecnie wlazonych do 1 worka zwanego pogaństwem), albo zastanów się nad tym ile poświaca miejsca Dionizosowi smile

          On nie gardzi religią i wiarą, on gardzi szczególną odmiana tej 1 i zarzuca współczesnym brak tego 2 czyli wiary.
    • watanabe.miharu Re: Pogardzam wierzącymi 26.06.06, 23:45
      Lena, ależ mocne słowa.. chyba zdawałaś sobie sprawę, że po tym wszyscy się na
      Ciebie rzucą z pazurami? Jesteś forumową samobójczynią?wink
      Coś mi się nie chce wierzyć, że naprawdę żywisz tyle nienawiści do ponad 90%
      ludzkości..
      • kociak40 Re: Pogardzam wierzącymi 27.06.06, 00:07
        Lena użyła mocnych słów, bo może czuje jakąś pogardę dla dewotyzmu, dla jawnej
        głupoty. Może to o to chodzi? Jeśli tak, to u mnie jest znacznie gorzej, mnie
        to śmieszy. Chodzę codziennie koło kościoła, który stoi przy samym chodniku,
        jest dość wąsko, a jeszcze postawili pomnik papieża z wysiągniętą ręką. Przy
        tym chodniku, u stóp tego pomnika, stale jakieś dewotki skłądają kwiaty, palą
        znicze. Przyjrzałem się temu pomnikowi i jest on z tworzywa sztucznego koloru
        prawie czarnego. Coś okropnego, tanio wykonany, plastikowy odlew. Ma napis -
        "jestem z wami". Zauważyłem, że na skutek dużych upałów (cały czas na słońcu)
        ta wyciągnięta jego ręka, opuszcza się, będzie niedługo miał ją wyciągniętą jak
        po prośbie (może to zamierzone? będzie wyłudzał datki). Jak przechodzę i widzę
        te dewotki jak się modlą do pomnika, jak palą znicze, jak przeżywają to
        wszystko, to tylko śmiech mnie ogarnia, pogardy nie czuję.
        • watanabe.miharu Re: Pogardzam wierzącymi.. ja nie 27.06.06, 22:35
          kociak40 napisał:

          > Lena użyła mocnych słów, bo może czuje jakąś pogardę dla dewotyzmu, dla jawnej
          > głupoty. Może to o to chodzi? Jeśli tak, to u mnie jest znacznie gorzej, mnie
          > to śmieszy.

          A to tak, ja mam podobnie. Śmieszy mnie przeświadczenie niejednokrotnie
          inteligentnych ludzi o istnieniu jakichś boskich niewidzialnych istot, irytuje
          zaś dewocja i ciasnota niektórych osób. Poniekad trochę mi ich żal, tego ich
          zaślepienia. Mój stosunek do "wierzących" to mieszanka lekkiej irytacji,
          rozbawienia i pobłażliwości. Ale pogarda... nie, raczej nie. Bardziej mi szkoda
          tych wszystkich ludzi.. może choc częśc z nich się "nawróci"smile)
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka