Dodaj do ulubionych

Do wierzących: co oficjalnie po śmierci?

    • kabja Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 11:05
      Aby moja wypowiedź mogła być całkowicie niezależna,najpierw
      odpowiem,potem poczytam,co napisali inni Forumowicze.
      Wiesz,nie dziwię się,że masz wątpliwości dotyczące
      zmatrwychwstania,ponieważ po ludzku rzecz biorąc,jest ono
      absurdem,jakimś paradoksem. Właśnie dlatego,aby przyjąć wiarę o
      zmartwychwstaniu, trzeba najpierw w to uwierzyć. Możnaby powiedzieć
      w tym momencie,że wiara i rozum nie idą w parze,a przecież
      codziennie przekonuję się,że tak nie jest i mam jeszcze dokument
      Kościoła potwierdzający ów fakt ("Fides et ratio"-polecam
      szczerze,choć aby zrozumieć tę encyklikę,tzreba ją przeczytać kilka
      razy). Ale do rzeczy:
      Po śmierci odbywa się tzw. sąd szczegółowy polegający na tym,że
      każdy z nas, osobno staje przed Bogiem w prawdzie. Wtedy decydują
      się losy naszej duszy. Wtedy mamy jedyną okazję opowiedzieć się
      ostatecznie za lub przeciw Bogu.Może się wydawać,że jest to
      najtrudniejsza decyzja,jaką musimy podjąć,ale przecież tak nie jest.
      Załe życie na Ziemi determinuje niejako ten ostateczny wybór. Kiedyś
      strasznie bałam się śmierci, teraz już jakby mniej. Przecież czeka
      na mnie Miłosierny Ojciec i nic,jak tylko wpaść w Jego ramiona...
      Ponowne przyjście Pana czyli paruzja ma nastąpić na końcu czasów i
      wtedy odbędzie się ostateczny sąd nad światem. Nie będzie to już sąd
      szczegółowy nad każdym z nas z osobna, wtedy wyjaśnią się losy
      świata jako takiego.
      Co z niechrześcijanami, pytasz?
      Otóż, to zależy, czy dany niechrześcijanin świadomie odrzucił Boga,
      czy po prostu, nie było mu dane poznać Go. Są przecież jeszcze
      miejsca na Ziemi,gdzie nie dotarła Ewangelia. Na szczęście,jeśli
      chodzi o wiarę, zasada "ignorantio juris nocet" nie obowiązuje,więc
      jeśli ktoś nie mógł poznać Boga z przyczyn niezależnych od siebie,
      nie może być potępiony. Co z resztą- sorki, mamy czas,aby się
      nawrócić w czasie ziemskiego życia,potem już niestety...
      Być może jednak,jak sądzą niektórzy teologowie, piekło jest
      puste,więc możemy mieć nadzieję,że Bóg jest aż tak miłosierny,że
      zbawi cały świat? Kto wie?
      Jeśli chodzi o ciało,to pamiętasz może,że Jezus po zmartwychwstaniu
      ukazał się uczniom w ciele? Pamiętasz może,że kiedy przyszedł do
      wieczernika,drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami? Pamiętasz
      też,że Jezus wszedł do środka mimo tych zamkniętych drzwi? Oto
      odpowiedź: otrzymamy ciało uwielbione,nieznające żadnych granic,
      nieznające bólu i cierpienia. Właśnie takie, jakie posiadał Jezus po
      zmartwychwstaniu.
      Jeśli chodzi o wytyczne Watykanu,to zaraz pogrzebie i sprawdzę,jak
      to wygląda.
      O, Konstytucja dogmtyczna o Kościele p.49 " Dopóki więc Pan nie
      przyjdzie w swym majestacie, a wraz z Nim wszyscy aniołowie (por. MT
      25,31), dopóki po zniszczeniu śmierci nie zostanie poddane Mu
      wszystko (por. ! Kor. 15,26n), jedni z Jego uczniów pielgrzymują po
      ziemi, inni zaś po zakończeniu obecnego życia poddawani są
      oczyszczeniu, jeszcze inni zażywają chwały ...
      Nie będę przepisywać Ci całej konstytucji. Zachęcam do sięgnięcia do
      niej. Dokumenty Vaticanum II można kupić u Pallotynów.
      Pozdrawiam serdecznie! Mam nadzieję do zobaczenia w niebie :-)
      • funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 23:56
        kabja napisała:

        > Po śmierci odbywa się tzw. sąd szczegółowy polegający na tym,że
        > każdy z nas, osobno staje przed Bogiem w prawdzie. Wtedy decydują
        > się losy naszej duszy. Wtedy mamy jedyną okazję opowiedzieć się
        > ostatecznie za lub przeciw Bogu.Może się wydawać,że jest to
        > najtrudniejsza decyzja,jaką musimy podjąć

        A na czym ma polegać jej trudność??
        Znasz kogoś, kto miał powody, by zdecydować, że Bogu na złość pójdzie na
        wieczność do piekła?

        > Kiedyś
        > strasznie bałam się śmierci, teraz już jakby mniej. Przecież czeka
        > na mnie Miłosierny Ojciec i nic,jak tylko wpaść w Jego ramiona...

        Co w tym jest, że chrześcijanie wierzący w Miłosiernego Ojca boją się śmierci, a
        ateiści – nie?! Może Bóg potrzebny jest tylko tym, którzy się boją? Spróbuj
        całkiem przestać się bać...

        >Pozdrawiam serdecznie! Mam nadzieję do zobaczenia w niebie :-)

        I ja pozdrawiam Cię serdecznie, ale muszę rozwiać Twą nadzieję: ja się tam
        zdecydowanie nie wybieram, więc mnie tam nie zastaniesz ;)

        (No, chyba że dostanę na Sądzie „propozycję nie do odrzucenia”;))
        • rycho7 oferte piekla uwazam za ciekawsza 20.10.07, 15:37
          funix napisał:

          > Znasz kogoś, kto miał powody, by zdecydować, że Bogu na złość
          > pójdzie na wieczność do piekła?

          Nie mam powodu robic bogu na zlosc, szczegolnie, ze poniewaz on nie
          istnieje to nie zrobil mi niczego zlego.

          Natomiast oferte piekla uwazam za ciekawsza. Intelektualne obcowanie
          z odtraconymi bogami religii przedchrzescianskich, z ludzmi
          nieskalanymi katolska obluda, orgie i sado-maso piekielnych tortur.
          Ponadto wole klimat chlodniejszy.
          • jmx Re: oferte piekla uwazam za ciekawsza 22.10.07, 04:19

            Hm, jeżeli Boga nie ma to piekła również więc wyboru także nie
            będzie żadnego. A co do chłodniejszego klimatu - to chyba słyszałeś
            o 'ogniach piekielnych'? ;)
        • jmx Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 22.10.07, 04:11
          funix napisał:

          > Co w tym jest, że chrześcijanie wierzący w Miłosiernego Ojca boją
          się śmierci,
          > a
          > ateiści – nie?! Może Bóg potrzebny jest tylko tym, którzy się
          boją? Sprób
          > uj
          > całkiem przestać się bać...

          Ja się nie boję śmierci, chociaż jak będę się zachowywać i co czuć w
          ostatniej godzinie - nie wiem i nikt tego nie wie. Dlatego chyba
          trzeba ostożnie z tymi deklaracjami za życia (sama sobie sobie teraz
          zaprzeczyłam, trudno). Wierzę również w Boga, wieć jedno z drugim
          chyba nie jest związane?

          Bóg jest miłością. Jest miłosierny, niezgłębiony i wszechmocny. Bóg
          dał ludziom wolną wolę i to oni decydują o swoim postępowaniu,
          Człowiek nie jest marionetką w ręku Boga. Dlatego nie można
          powiedzieć, że Bóg wyrzyna ludzi w wojnach albo zsyła głód.
          Pożywienia na Ziemi jest dosyć tylko ludzie nie potrafią się nią
          dzielić.

          Co się bedzie działo naprawde po śmierci? nie wiem ;). Wiara to
          tajemnica i nie daje odpowiedzi na wszystko, czasem trzeba w
          milczeniu coś przyjąć i zaufać Bogu "w ciemno" ;).

          Nie wybierasz się do nieba? dla mnie niebo to stam niezmąconego
          szczęscia, spokoju, dobra... Nie chcesz być szczęśliwy?

          Skoro Ty pytasz to i ja sie odważę i o coś zapytam :). Chciałam o to
          zapytać To nie jest pytanie złośliwe, zadaję je w dobrej wierze. Jak
          wygląda życie duchowe ateisty? dla mnie ateizm to materializm (ale
          nie w znaczeniu przywiązania do pieniędzy i przedmiotów). Istnieje
          tylko to co materialne, ziemskie, namacalne. Gdzie tu miejsce dla
          niepoznawalnego, nienamacalnego?

          Mam nadzieję, ze nie poczujesz się urażony i zechcesz odpowiedzieć,
          jeśli nie publicznie to na gazetowega maila. Pozdrawiam :).
          • abmiros Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 22.10.07, 22:36
            jmx napisała:


            > Skoro Ty pytasz to i ja sie odważę i o coś zapytam :). Chciałam o
            to
            > zapytać To nie jest pytanie złośliwe, zadaję je w dobrej wierze.
            Jak
            > wygląda życie duchowe ateisty? dla mnie ateizm to materializm (ale
            > nie w znaczeniu przywiązania do pieniędzy i przedmiotów). Istnieje
            > tylko to co materialne, ziemskie, namacalne. Gdzie tu miejsce dla
            > niepoznawalnego, nienamacalnego?

            Jmx skierowala to pytanie do funix, ale mam nadzieje, ze nie
            pogniewa sie, kiedy i ja (ateista) podejme to pytanie. Ty
            ("wierzaca"), nie roznisz sie intelektualnie (czyli rowniez z punktu
            widzenia niepoznawalnego, nienamacalnego), ode mnie ("ateisty").
            Moze roznimy sie tak jak roznia sie mezczyzna i kobieta, te roznice
            sa znaczne i wyrazne i dobrze opisane w psychologii; moze roznimy
            sie poniewaz mamy rozne doswiadczenia zyciowe; itd.; itd. Ale
            roznica wierzacy-niewierzacy to jest roznica tylko deklaratywna.
            WIERZYSZ, bo masz nadzieje, ze tak jest jak wierzysz, ale tak samo
            dobrze jak ja, Ty WIESZ, ze jest w tym w co wierzysz bardzo duzo
            (jezeli nie 100%) nadziei, ze po smierci sprawdzi sie to, w co
            wierzysz.

            Trzeba chociazby na wlasny uzytek wprowadzic wyrazne rozroznienie
            pomiedzy tym, co sie wie, a tym, w co sie wierzy. Nie chce byc
            nudny, ale nauka dostarcza caly wachlarz pojec w tym przedmiocie,
            jak fikcja, przypuszczenie, hipoteza, teoria, itd. Wystarczy wziac
            odpowiedni slownik.

            W moim przekonaniu roznice pomiedzy wierzacymi i niewierzacymi mozna
            byloby znacznie zminimalizowac gdyby obie strony precyzyjnie
            formulowaly swoje przekonania, gdyby obie strony uzywaly
            starannego, uzgodnionego jezyka. Bardzo czesto kiedy czytam czy
            slucham wierzacych, przychodzi mi na mysl, ze oni nie wiedzac o tym,
            dekonspiruja sie ze swojego co najmniej agnostycyzmu. Sa zreszta
            chrzescijanskie denominacje ktore sa otwarcie i oficjalnie
            agnostyczne.
        • katriel Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 04.11.07, 22:22
          funix napisał:
          > Znasz kogoś, kto miał powody, by zdecydować, że Bogu na złość
          > pójdzie na wieczność do piekła?

          Nie. Ale znam pewnego przemądrzałego ateistę, którego zresztą bardzo lubię, a z
          którym odbyłam kiedyś dialog następującego mniej więcej kształtu:

          ON: I jak ty to [to = nawrócenie w momencie śmierci] sobie wyobrażasz? Cały czas
          żyję sobie jak chcę, a w ostatniej chwili - pstryk! - "Panie Boże, już wierzę" -
          i idę do nieba?
          JA: Słuchaj - nie wiem. Ale czy ty jesteś pewien, że w tej ostatniej chwili
          będziesz w stanie powiedzeć "Panie Boże, już wierzę" - czy może ci to przez
          gardło nie przejdzie, bo byś się w ten sposób sprzeniewierzył wszystkiemu, czym
          żyłeś?
          ON [długa chwila milczenia, w końcu ze pewnym zdziwieniem w głosie]: Nie wiem...
    • ssszymon Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 11:40
      polecam

      "Rozwód ostateczny" autorsrwa Clive Staples Lewis'a(tego od Narni)
      Inne tytuły (np. inne tłumaczenia):* Podział ostateczny
      Tytuł oryginalny: "The great divorce"
      Co prawda autor był anglikaninem ale to co przedstawia w tej książce jest akurat
      zgodne z katolicyzmem prawie w 100%.

      krótko:
      krótko to ty wybierasz dobro lub zło
      problem jest taki że po śmierci będziesz musiał dokonać wyboru ostatecznego i
      albo wybrać Boga albo istnienie w odłączeniu od niego, On jest miłosierny ale
      też dał nam wolną wolę i jak widać po otaczającym nas świecie szanuje nasze
      wybory niezależnie czy są dobre czy złe, więc na pewno piekło nie musi być
      puste, a raczej jest dość mocno zaludnione. I dobre uczynki mają znaczenie bo to
      one są sprawdzianem wiary, tylko w wyjątkowych sytuacjach(nawrócenie tuż przed
      śmiercią) może wystarczyć sama wiara.
      Co do dokładnego stanowiska Watykanu na tan temat to jest taki jeden
      obowiązujący dokument, nazywa się bodajże Katechizm Kościoła Katolickiego, nie
      trzeba go nawet kupować: www.katechizm.opoka.org.pl
      • mmujer Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 12:41


        ssszymon napisał:

        > polecam
        >
        > "Rozwód ostateczny" autorsrwa Clive Staples Lewis'a(tego od Narni)
        > Inne tytuły (np. inne tłumaczenia):* Podział ostateczny
        > Tytuł oryginalny: "The great divorce"
        > Co prawda autor był anglikaninem ale to co przedstawia w tej
        książce jest akura
        > t
        > zgodne z katolicyzmem prawie w 100%.
        >
        > krótko:
        > krótko to ty wybierasz dobro lub zło
        > problem jest taki że po śmierci będziesz musiał dokonać wyboru
        ostatecznego i
        > albo wybrać Boga albo istnienie w odłączeniu od niego, On jest
        miłosierny ale
        > też dał nam wolną wolę i jak widać po otaczającym nas świecie
        szanuje nasze
        > wybory niezależnie czy są dobre czy złe, więc na pewno piekło nie
        musi być
        > puste, a raczej jest dość mocno zaludnione.

        Jezeli Bóg jest miłosierny i to nieskończenie miłosierny to nie może
        skazywac człowieka na piekło nie na 100 lat czy tysiąc lat ale na
        całą wiecznośc. Może i jakiś okres oczyszcenia jest. Za moje złe
        wybory tu na ziemi czy inaczej grzechy adwokatem moim przed Bogiem
        jest Jezus Chrystus. On za moje grzechy poniósł męczęńską śmierc na
        krzyżu. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie żebym ja za swoje
        grzechy siedział w piekle w towarzystwie Stalina albo Hitlera. A
        chyba nie ma piekła gorszego i lepszego.


        I dobre uczynki mają znaczenie bo t
        > o
        > one są sprawdzianem wiary, tylko w wyjątkowych sytuacjach
        (nawrócenie tuż przed
        > śmiercią) może wystarczyć sama wiara.

        Dobrymi uczynkami nie można sobie tu na ziemi zapewnic zbawienia.
        Potrzebna jest wiara w ofiarę Jezusa Cgrystusa. Dobre uczynki nogą
        by tylko pomocne.

        Nie ma żadnych wyjątkowych sytuacji względem Boga wszyscy jesteśmy
        równi. Przypomnij sobie Ewangelje, w ktorej najmowano pracowników do
        winnicy pańskiej. I ci co pracowali od wschodu słońca do jego
        zachodu i ci co pracowali tylko parę minut przed końcem pracy,
        dostali takie samo wynagrodzenie. Z tego wynika, że jeżeli ktoś tuż
        przed swoją śmiercią uwierzył w Jezusa Chrystusa będzie traktowany
        jak by miał wiarę przez całe swoje życie.
      • funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 23:27
        ssszymon napisał:

        >krótko to ty wybierasz dobro lub zło
        >problem jest taki że po śmierci będziesz musiał dokonać wyboru >ostatecznego i
        >albo wybrać Boga albo istnienie w odłączeniu od niego,

        ??
        I na czym polega ten *problem*?
    • wampirius Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 11:56
      dyskusja na takie tematy to będzie ciągnęła się długo, ale żeby dowiedzieć się
      co naprawdę będzie to każdy zobaczy dopiero po śmierci, ja się kiedyś nad tym
      zastanawiałem, myślałem o reinkarnacji - jakoś najbardziej do mnie przemawia ta
      wizja, albo jesteśmy bytami w ciągle istniejącym i powtarzającym się w
      nieskończoność świecie i przeżywamy non stop to samo życie
      -------------------
      www.otwieramy.pl/?p=89018
      • kabja Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 12:32
        A ja wolę zostać sobą,niż za karę stać się robakiem, ble!
        • eviva7 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 12:51
          jesteś duszą,która przebywa w jednorazowym śmiertelnym ciele fizycznym.To ono
          stanie sie robakiem,ale nie nieśmiertelna dusza,która po pewnym czasie znów
          przybędzie na ziemię i wcieli sie w jakieś nowe ciało fizyczne.
          • kabja Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 13:00
            ...no,np.w robaka albo inne paskudztwo.
    • kruk51 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 13:27
      A nie masz odwagi powiedzieć sobie nie wiem ! Czy nie możność stwierdze
      nia czegoś jest tak przerażająca, że musisz dywagować co by było gdyby?
      Wadą naszych naukowców i autorytetów jest to, że za żadne skarby na
      świecie nie powiedzą " nie wiem." Bo uwłaczało by to ich geniuszowi. To, że
      religie robią wiernym wodę z mózgu celem podporządkowania ich sobie to wszyscy
      wiemy. Nieśmiertelność jest zagadnieniem wszystkich
      starożytnych religii, i nic z tego nie wynika. Duchowni też w to nie wierzą. W
      każdym bądź razie nie tak jak nas nauczają. Dla wygody i za
      kłamania samych siebie stworzyli takie pojęcia jak; nadzieja, ufność,
      wiara. Gdyby rzeczywiście tak było jak mówią, byliby kryształowymi ludźmi a nie
      są. Można by tak długo jeszcze, ale dość.
    • awidja80op.pl80 Po śmierci nie ma nic! 19.10.07, 13:49
      Tak jak nie było nic przed naszymi narodzinami, tak też nie będzie
      nic po naszej śmierci.Nasza świadomość jest funkcją naszego mózgu.
      Gdy jeszcze nie było naszego mózgu nie było też świadomości, gdy już
      nasz mózg przestanie pracować również nasza świadomość zniknie.To
      logiczne.Smierć podobna jest do snu lub do utraty przytomności,
      tylko w przeciwieństwie do tych stanów będzie trwać wiecznie. Już
      grecki filozof Epikur zakwestionował wiarę w życie pozagrobowe i
      jednoznacznie stwierdził, że dusza rozprasza się po naszej śmierci
      tak jak ciało.Jednym słowem wyłoniliśmy się z nicości i do niej
      powracamy.Jest to w pewnym sensie pocieszające, bo przecież oznacza
      to, że nie będziemy czuli już żadnego bólu fizycznego, ani
      psychicznego.
      • kruk51 Re: Po śmierci nie ma nic! 19.10.07, 16:39
        Jesteś brutalny, ale prawdziwy ! I to jest w cenie.
    • megarian Po smierci na 100% jest kontynuacja czegos z tad.. 19.10.07, 18:30
      Przezylem spotkanie z duchem, rozmawialem z nim prawie 2 godziny,
      byl swiadek w postaci kolegi ktory wogole nie zaliczal sie do grupy
      ludzi wierzacych. duch nie byl widoczny, nie widzialem go.
      rozmawialem z nim przez radio samochodowe. zmienial glosnosc na zero
      lub jeden. w czym jeden oznaczalo tak a zero nie... dwa oznaczalo
      niewiem a 50 czyli max.. rozpacz lub prosbe...
      nie wiem czy jest bog.. po tym "spotkaniu" pojawilo sie tylko wiecej
      pytan chociaz i wiele odpowiedzi.
      na 100% nie mam wbudowanego sterowania glosowego w radiu... pozatym
      zdarzenie mialo miejsce w austrii, a duchem byl polak z bydgoszczy
      nie mowiacy nawet po niemiecku. moglbym podac dokladne dane o nim,
      nie znam tylko imienia i nazwiska. wiem kiedy sie urodzil, kiedy
      umarl... nadal wierzyl w religie katolicka i uwarzal ja za wlasciwa.
      potrafil klamac, zmieniac zdanie, denerwowac sie i cieszyc...
      gdyby nie kolega ktory siedzial obok, pewnie sam bym nie uwierzyl.
      pozatym cale zdazenie bylo zupelnym przypadkiem, gdyby nie moja
      uwaga to przeoczyl bym ze to duch i do dzis myslal bym ze radio sie
      zepsulo.
      • funix Re: Po smierci na 100% jest kontynuacja czegos z 19.10.07, 22:31
        > nie wiem czy jest bog.. po tym "spotkaniu" pojawilo sie tylko wiecej
        > pytan chociaz i wiele odpowiedzi.

        Szczęściarzu, dostałeś odpowiedzi z zaświatów i jeszcze do tego nie grozi Ci
        spalenie na stosie!!
        pzdr ;)

    • direta Żadne z powyższych, funix 19.10.07, 19:56
      Możliwości, które wypunktowałeś w swoim pierwszym poscie, nie opisują tego, w co
      wierzą katolicy (oczywiście zdarzają się ludzie, którzy myślą, że są katolikami,
      ale nie wiedzą w co wierzą)
      Zauważyłam, że w pierwszych postach odezweali się albo swiadkowie Jehowy, albo
      protestanci, albo jeszcze jakieś inne osoby, natomiast jak dotąd nie znalazłam
      wykładni katolickiej.
      Przejrzę poprzednie posty (zajmie mi to pewnie parę dni, bo jest ich niemało) i
      jeśli nikt nie napisał w co wierzą katolicy, to się odezwę.
      No chyba, ze Twoje pytanie dotyczyło czego innego?
      • rycho7 Re: Żadne z powyższych, funix 19.10.07, 20:06
        direta napisała:

        > nie znalazłam wykładni katolickiej.

        Tez odnioslem takie wrazenie. Nie przeczytalem wszystkich postow i
        nie przeczytam. To nie jest az tak istotne. Wole roznorodnosc.
        Szatany musza sie natrudzic abym czyl tortury.
      • funix Re: Żadne z powyższych, funix 19.10.07, 22:20
        Hm, może znaczy to, katolicyzm stał się już (z powodu licznych poprawek?) zbyt
        skomplikowany i zbyt daleki od Ewangelii w odczuciu przeciętnego wierzącego?
        A może to polski katolicyzm utknął gdzieś na etapie średniowiecza, zadowala się
        ludycznymi obrzędami, karmi przesądami i pseudonaukowymi sensacjami z „Wróżki” i
        całkiem „uodporniony” jest na wszelką zachętę do refleksji płynącą z ... Watykanu?

        Pozdrawiam i czekam w napięciu na Twoją wersję słusznej wiary ;)
    • rycho7 fizycznosc Nieba i Piekla 19.10.07, 19:56
      funix napisał:

      > dusza wraca do ciała, które zmartwychwstaje

      O ile pamietam to Apokalipsa sw. Jana wszystko detalicznie wyluszcza.

      Twoje cialo bedzie zazywalo wiecznych wywczasow w obecnosci 7 slonc.
      Oznacza to 550 stopni Celsjusza.

      Dla mniej cieplolubnych przeznaczone jest Pieklo mrozace 270
      stopniami Celsjusza plynnej siarki.

      > łaskawy Sąd Ostateczny i jakąkolwiek nagrodę po śmierci?

      Chory anielskie maja spiewac przes wiecznosc. Chinska tortura
      jako "nagroda". Czy moge zrezygnowac z takiej nagrody?
      • dominik666 ameba stara się zrozumieć budowe promu kosmicznego 20.10.07, 03:24
        "Trochę wiedzy oddala od Boga; wiele wiedzy przybliża do Niego"

        Technologia,tv,it mieszają maluczkim w głowach - racjonalnie nie da sie tego
        wytłumaczyć - największe umysły których odkrycia położyły podwaliny dzisiejszej
        technologi (Max Planck,Einstein...) wierzyli w Boga

        Biblia to dla mnie wielka metafora ale aby ją właściwie zinterpretować trzeba
        głęboko wierzyć jak ktoś słusznie napisał Bóg
        przemawia do nas przez biblie -
        wiara to nie dopuszczanie możliwości istnienia - ja mogę dopuszczać możliwość
        istnienia obcych cywilizacji ale w boga wierze i jestem pewien że nauka nigdy
        nie przybliży ludzkości do wiary...

        nawet jeśli (w końcu) nauka wytłumaczy nam czym jest tak podstawowa rzecz jak
        grawitacja - prościej mówiąc dlaczego nasz świat trzyma się
        "kupy" i nie rozleci się na kawałki jak na razie wszystko zablokowało się na
        "hipotetycznych cząstkach" "ciemnej materii"
        faktem jest że znajdujemy się na kawałku skały zawieszonej w ciemnej otchłani,
        nie mamy tak naprawde pojęcia co skupia materie i czym jest
        świadomość - niebo,piekło bóg może być przed naszym nosem w 11 wymiarze (na
        pewno to co teraz "wiemy" o wymiarach,czasoprzestrzeni to tylko ziarnko z
        pustyni wiedzy) przed naszymi nosami
        pl.wikipedia.org/wiki/Czasoprzestrze%C5%84
        • junimond Re: ameba stara się zrozumieć budowe promu kosmic 21.10.07, 00:18
          @dominik666
          poczytaj listy Einsteina w oryginale, nie wierzył w B_ga pod żadną postacią wieć nie uprawiaj socjotechniki :)
          pozdr

          P.S.
          Nowy Testament to jak dzieło prawie literackie wnosi wiecej zamieszania
        • funix Zrobię wyjątek... 21.10.07, 00:59
          ...i odpowiem na Twój post nie związany z tematem, bo wyraża on *typową* na
          forach postawę "pro".

          1.>"Trochę wiedzy oddala od Boga; wiele wiedzy przybliża do Niego"

          Przejaw zarozumiałej retoryki, która „pozwala” a priori uważać wszystkich
          niewierzących za głupszych od siebie. Kto tego potrzebuje, przykleja tylko
          plaster na swój własny kompleks ;) A może by tak jednak w końcu uznać, że wiara
          i wiedza nie mają ze sobą *nic* wspólnego?

          2.> Technologia,tv,it mieszają maluczkim w głowach - racjonalnie nie da sie tego
          wytłumaczyć.

          Przeciwnie! To, że człowiek zalewany ( głównie bezwartościową ;) informacją
          czuje się zagubiony daje się aż nadto dobrze racjonalnie wytłumaczyć:)
          Psycholodzy i socjolodzy mówią nawet o renesansie religii jako reakcji-ucieczce
          człowieka od nadmiaru informacji, które go przerastają. Widziałeś za to w Biblii
          miejsce, w którym Bóg oczekuje od człowieka, żeby ten myślał?

          3.> największe umysły których odkrycia położyły podwaliny dzisiejszej
          technologi (Max Planck,Einstein...) wierzyli w Boga

          Ulubiony argument :) Tylko kiedy to było i w jakiego wierzyli Boga? Einstein
          podkreślał wielokrotnie, że nie wierzy w Boga osobowego. Żaden Jahwe ani Trójca
          Święta, dziedziczony grzech pierworodny, odkupienie grzechów i zmartwychwstanie
          ciała nie wchodziły dla niego w grę! Tylko bóg jako czysta inteligencja i
          przyczyna świata. A i to się pomylił skoro „jego” bóg nie mógł grać w kości, a
          ... *to coś / ten* gra ;) Mnie, ateiście, Bóg Einsteina zupełnie nie
          przeszkadza, ale Bóg dający przykazanie „Nie zabijaj!” i pomagający „swemu
          ludowi” wyrżnąć inny – bardzo! Wśród największych umysłów, które tworzą naszą
          współczesną wiedzę, zdeklarowani chrześcijanie jak von Weizsäcker
          (de.wikipedia.org/wiki/Carl_Friedrich_von_Weizs%C3%A4cker ) to odchodzące
          w przeszłość wyjątki. Już teraz dominuje niechrześcijański, względnie
          ateistyczny model ( en.wikipedia.org/wiki/Steven_Weinberg,
          en.wikipedia.org/wiki/Stephen_Hawking )
          Dla największych umysłów chrześcijaństwo nie jest już atrakcją... (
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=60118612&a=60341236 )

          4.>Biblia to dla mnie wielka metafora ale aby ją właściwie zinterpretować trzeba
          głęboko wierzyć.

          Twoja interpretacja – Twoja sprawa. Ja nie ośmieliłbym się twierdzić, że
          właściwie interpretuję tekst bez znajomości autora, czasów, okoliczności,
          adresatów. Tylko, że akurat poziom tej wiedzy o Biblii jest w polskim,
          katolickim społeczeństwie fatalny. Wystarcza głęboka wiara? To pewnie dlatego
          mamy na świecie ponad 6000 wyznań bazujących na Biblii. Oczywiście wszystkie są
          „te właściwe”...dla ich wyznawców ;)

          Chyba najlepiej będzie, jeśli na tym skończę, gryząc się w palce nim dotkną znów
          klawiatury...
          ała!

          Oczywiście, pozdrawiam ;)

          • croyance Re: Zrobię wyjątek... 22.10.07, 21:14
            Einstein
            podkreślał wielokrotnie, że nie wierzy w Boga osobowego. Żaden Jahwe
            ani Trójca
            Święta, dziedziczony grzech pierworodny, odkupienie grzechów i
            zmartwychwstanie
            ciała nie wchodziły dla niego w grę!

            Trudno wymagac od Zyda, zeby wierzyl w zmartwychwstanie i Trojce
            Swieta, no na litosc boska.
            • funix Re: Zrobię wyjątek... 23.10.07, 00:45
              croyance napisał:

              > Trudno wymagac od Zyda, zeby wierzyl w zmartwychwstanie i Trojce
              > Swieta, no na litosc boska.

              To przestańcie się wreszcie powoływać na wiarę Einsteina, gdy mowa jest o
              chrześcijaństwie, no na litość boską!
              • croyance Re: Zrobię wyjątek... 23.10.07, 11:47
                Czemu mowisz to do mnie? Mnie jest wszystko jedno. Mow do katolikow.
                • funix Re: Zrobię wyjątek... 24.10.07, 00:02
                  croyance napisał:

                  > Czemu mowisz to do mnie? Mnie jest wszystko jedno. Mow do katolikow.

                  Wygląda na to, że zmylił mnie Twój nick ;) Chyba przyznasz sama, że w tym
                  kontekście nie mogłem zgadnąć, że Ty akurat nie jesteś wierząca :)

                  Na marginesie: skoro Einstein mógł rozstać się z judaizmem przodków, to mógł
                  też zostać chrześcijaninem... gdyby odkrył w nim jakiś sens.

                  • Gość: croyance Re: Zrobię wyjątek... IP: *.brunel.ac.uk 24.10.07, 18:31
                    Nie umiem odpowiedziec na pytanie, czy jestem wierzaca, czy nie.
                    Na poziomie intelektualnym uwazam, ze to wszystko brednie, ale w
                    niektore rzeczy wierze wbrew swoim pogladom.
                    Np. w samolocie, wierze. Na ziemi raczej nie. Roznie to bywa. A nick
                    ma troche inna historie :-)
                    IMHO, opowiesci, ze Einstein byl wierzacy sa tak samo sensowne, jak
                    teksty, ze wszyscy wielcy naukowcy sa niewierzacy. Obie strony
                    przerzucaja sie takimi wstawkami.
    • abmiros Dusza. 20.10.07, 10:13
      Dusza w jezyku polskim ma wiele znaczen, ich wyliczenie zajmuje w
      Slowniku Jezyka Polskiego ¾ strony, np.: ogol właściwości
      psychicznych czlowieka; psychika; swiadomosc; niematerialny i
      niesmiertelny pierwiastek w czlowieku; dawniej-chlop panszczyzniany;
      sztabka zelaza wkladana po rozzarzeniu do zelazka; drewniany klocek
      w instrumentach smyczkowych; itd.
      W chrzescijanstwie: tak Augustyn (354-430) jak i Akwinata (1225-
      1274), przejeli poglad Arystotelesa (384-322 p.n.e.), ze dusza
      pojawia się w w plodzie meskim 40 dni po zaplodnieniu, a w plodzie
      zenskim 90 dni po zaplodnieniu. Przed uplywem tych okresow plod
      uwazany był za zwierze a nie za czlowieka.

      Rzymskokatolicka refleksja na temat duszy zmieniala się w ciagu
      wiekow. Przed Augustynem teologowie sadzili, ze dusza miesci się w
      ciele ludzkim jako cos osobnego, cos w rodzaju osobnego organu, albo
      ze dusza ludzka istnieje jeszcze przed powolaniem czlowieka do zycia
      i „wchodzi” do niego w momencie narodzin Dlatego np. w
      chrzescijanstwie był taki okres, kiedy teologowie sadzili, ze
      wczesne poronienia nie zabija czlowieka, poki to co jest poronione
      jeszcze nie ma duszy.

      Dusza w Katechizmie (przepisuje odpowiednie paragrafy Katechizmu):

      363 Pojęcie dusza często oznacza w Piśmie świętym życie ludzkie lub
      całą osobę ludzką. Oznacza także to wszystko, co w człowieku jest
      najbardziej wewnętrzne i najwartościowsze; to, co sprawia, że
      człowiek jest w sposób najbardziej szczególny obrazem Boga: "dusza"
      oznacza zasadę duchową w człowieku.
      368 Tradycja duchowa Kościoła mówi także o sercu, w biblijnym
      sensie "głębi jestestwa" (Jr 31, 33), gdzie osoba opowiada się za
      Bogiem lub przeciw Niemu.

      367 Niekiedy odróżnia się duszę od ducha. W ten sposób św. Paweł
      modli się, aby "nienaruszony duch wasz, dusza i ciało... zachowały
      się na przyjście Pana" (1 Tes 5, 23). Kościół naucza, że
      rozróżnienie to nie wprowadza jakiegoś dualizmu w duszy. "Duch"
      oznacza, że człowiek, począwszy od chwili swego stworzenia, jest
      skierowany ku swojemu celowi nadprzyrodzonemu , a jego dusza jest
      uzdolniona do tego, by była w darmowy sposób podniesiona do komunii
      z Bogiem.

      366 Kościół naucza, że każda dusza duchowa jest bezpośrednio
      stworzona przez Boga, nie jest ona "produktem" rodziców - i jest
      nieśmiertelna, nie ginie więc po jej oddzieleniu się od ciała w
      chwili śmierci i połączy się na nowo z ciałem w chwili ostatecznego
      zmartwychwstania.

      365 Jedność ciała i duszy jest tak głęboka, że można uważać duszę
      za "formę" ciała; oznacza to, że dzięki duszy duchowej ciało
      utworzone z materii jest ciałem żywym i ludzkim; duch i materia w
      człowieku nie są dwiema połączonymi naturami, ale ich zjednoczenie
      tworzy jedną naturę.
      • funix Dusza i co z jej definicji wynika... 20.10.07, 16:56
        Dzięki za wywód! Doceniam wkład pracy ;)
        A teraz, proszę, napisz swoimi słowami, gdzie i jak tę nieśmiertelną „duszę
        duchową” z katechizmu w sobie odnalazłeś i jak ma się ona do tego, co
        współcześnie wiemy o człowieku.
        Pliiiiz ;))

        PS
        Konsekwentnie unikam dyskusji o Bogu, którego z definicji się nie da poznać. Ale
        przecież nie powinno być najmniejszego problemu z duszą, która jest w każdym z
        nas czy nawet stanowi istotę każdego z nas! W Boga można wierzyć, własnej duszy
        trzeba być *świadomym*, bo nie można się identyfikować z czymś, czego się do
        tego stopnia nie zna, że trzeba w to wierzyć!
        • abmiros Re: Dusza i co z jej definicji wynika... 20.10.07, 22:08
          BEZ WIARY NIE MA WIARY.
          funix napisał:
          > To nie prowokacja :))
          > Zwyczajnie mam nadzieję dowiedzieć się, w co wierzy (powinien
          wierzyć?)
          > współczesny, młody, polski, wykształcony katolik: co czeka go po
          śmierci?
          Ja, abmiros, jestem ateista, (odnosnie wszystkich bogow których
          proponuja mi religie) i agnostykiem, (odnosnie ludzkich mozliwosci
          ostatecznego zrozumienia budowy wszechswiata). Sadze jednak, ze
          naukowe podejscie (opieranie się na spostrzezeniach sprawdzalnych
          zmyslowo, powtarzalnych przez roznych ludzi i odtwarzalnych, i na
          logicznym mysleniu), pozwala zblizac się do co raz lepszego
          zrozumienia wszechswiata w którym zyjemy.
          Skoro jestem ateista i agnostykiem, nie powinienem odpowiadac na
          powyzsze pytanie funix, bo kazda moja odpowiedz to nie będzie
          oficjalna katolicka odpowiedz. Odpowiadam jednak bo sadze, ze funix
          nie dostanie od katolikow odpowiedzi na swoje pytanie już chociazby
          dlatego, ze wśród katolickich autorow jest niezgodnosc. Latwo jest
          zebrac rozne interpretacje roznych katolickich autorow i
          przeciwstawic je sobie, i wskazac chociazby to, ze przecza sobie
          nawzajem.
          Wystarczy zreszta zwrocic uwage, ile jest roznych chrzescijanskich
          denominacji które przecza sobie nawzajem, aby znalezienie po jednej
          zgodnej chrzescijanskiej odpowiedzi na podstawowe pytania
          chrzescijanstwa, (dusza, zycie, smierc, zmartwychwstanie, zycie
          pozagrobowe, itd.), uznac za beznadziejnie. W chrzescijanstwie nie
          wybiera się denominacji po jakosci odpowiedzi, lecz wierzy na
          zasadzie tradycji i lojalnosci w stosunku do rodzicow i srodowiska,
          czyli na poczatku jest tradycja, a doswiadczenie zmyslowe i logiczne
          myslenie, jeżeli wogole, to daleko na koncu calego procesu wiary.
          Indywidualna weryfikacja jest nie do pomyslenia.
          Sadze, ze najblizej oficjalnego stanowiska katolikow będzie ten, kto
          będzie się opieral na oficjalnie obowiazujacym w katolicyzmie
          katechizmie, ale tutaj natychmiast pojawia się trudnosc, bo funix
          pisze „współczesny, młody, polski, wykształcony katolik”. Zalozmy,
          ze znajdzie się dwoch takich i postawi ich obok siebie, to co
          powiedza? Oczywiście powiedza, ze oni „wierza, i ze wiara nie wymaga
          uzasadnienia. Ja na tym koncze proby dyskusji z katolikami.
          Jeżeli funix nie zmodyfikuje swojego pytania tak, ze szukajac
          oficjalnej katolickiej odpowiedzi można będzie siegnac do
          Katechizmu, to nie ma sposobu dac rzeczowej odpowiedzi na pytanie
          funix. Jeżeli ja zmodyfikuje, zostanie odeslany do rozdzialu
          drugiego w Katechizmie, gdzie natknie się na rozne odmiany
          slowa „wierze” (credo), albo slowa „symbol” (symbolon), a tam
          myslenie i analiza nie polega na odrzucaniu czegokolwiek, co już
          katolicyzm podawal do wierzenia, lecz na potwierdzaniu,
          potwierdzaniu jeśli trzeba to wbrew oczywistej informacji zmyslowej
          czy oczywistemu wnioskowaniu logicznemu.
          Bez wiary nie ma wiary. Katolicy dobrze o tym wiedza i posrednio ale
          wyraznie pisza o tym w swoim Katechizmie.
          • funix Re: Dusza i co z jej definicji wynika... 21.10.07, 02:22
            Sorry, Abmiros! Powinienem był sobie na czas przypomnieć Twoje wypowiedzi na
            temat wiary. Jesteśmy zgodni ;)
            Nie, swego pytania nie będę zmieniał. Jestem zawiedziony, ale brak odpowiedzi to
            też odpowiedź. Chociaż może jednak jeszcze ktoś spróbuje?
            Pozdrawiam :)
            • 45s11 Re: Dusza i co z jej definicji wynika... 21.10.07, 10:57
              Ta cała bajka o bogu ,duszy,życiu pozagrobowym ,zmartwychwstaniu to działania
              mające znależć naiwnego który w to uwierzy i będzie razem z kościołem aż do
              śmierci.Na koniec najważniejsze!!!!Mało kto wyobraża sobie pogrzeb bez kościoła
              i KSIĘDZA z kropidłem-no bo co by ludzie powiedzieli. W innym pogrzebie ludzie
              wstydziliby się uczestniczyć.Tak to wymyślił 2000 lat temu kościół i to się
              dobrze sprzedaje do dziś.Nadzieją jest wejście Polski do Unii ,bo młodzi będą
              szybciej mogli się przekonać ,że można też inaczej /np. we
              Francji,Belgii,Holandii itp/ i bez dewiacji kulturalnie żyć.
              • lilu71 Re: Dusza i co z jej definicji wynika... 21.10.07, 15:13
                Chyba nie będziesz dobrze czuć się blisko Unii, bo ona dopuszcza różne poglądy a
                Ty widzę masz tylko jeden słuszny. Bardzo boję się wszelkiego fanatyzmu a
                niestety nie dotyczy on tylko religii. Niektórzy ateiści reprezentują ten
                rodzaj "klapek" na oczach jaki mają ortodoksyjni wierzący. Przekonanie o jedynie
                słusznym światopoglądzie, w którym "moja racja" jest tą prawdziwą a reszta to
                bajki nie świadczy najlepiej o tolerancji, którą właśnie promuje Unia.
                • abmiros Re: Dusza i co z jej definicji wynika... 21.10.07, 16:23
                  Lilu71 napisala:

                  > Chyba nie będziesz dobrze czuć się blisko Unii, bo ona dopuszcza
                  różne poglądy
                  > a
                  > Ty widzę masz tylko jeden słuszny. Bardzo boję się wszelkiego
                  fanatyzmu a
                  > niestety nie dotyczy on tylko religii. Niektórzy ateiści
                  reprezentują ten
                  > rodzaj "klapek" na oczach jaki mają ortodoksyjni wierzący.
                  Przekonanie o jedyni
                  > e
                  > słusznym światopoglądzie, w którym "moja racja" jest tą prawdziwą
                  a reszta to
                  > bajki nie świadczy najlepiej o tolerancji, którą właśnie promuje
                  Unia.

                  Tolerancja nie znaczy zgadzac sie bez dyskusji na poglady innych. W
                  ramach tolerancji rowniez ateisci i agnostycy maja prawo sie
                  wypowiadac, byle wypowiadali sie i postepowali zgodnie z prawem i
                  trzymali sie ogolnie aprobowanych zasad dyskusji.

                  A wsrod pogladow albo nie ma zadnego slusznego, albo jest tylko
                  jeden sluszny. Nie ma takiej sytuacji, aby rownoczesnie bylo kilka
                  slusznych-jezeli przedmiot dyskusji jest dobrze
                  sformulowany.Dyskusja ma na celu wykryc ten sluszny.
                  • lilu71 Re: Dusza i co z jej definicji wynika... 21.10.07, 17:09
                    Widzę, że nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi. Mnie nie chodzi o samą dyskusję.
                    Każdy ma prawo wypowiedzieć swoją opinię. Chodzi mi jednak o POZIOM dyskusji i
                    używane w niej ARGUMENTY. Fanatyka od człowieka otwartego na dyskusję dzieli
                    przepaść doboru słów. Można zaprezentować swoje zdanie nie obrażając nikogo -
                    zresztą sam o tym napisałeś. A niestety w wypowiedzi, którą krytykowałam jest
                    sformułowanie, które to robi. Jeśli uważasz, ze nazwanie wiary dewiacją jest
                    zgodne z zasadami tolerancji, to wybacz, ale ja inaczej to postrzegam.
                    • funix Re: Dusza i co z jej definicji wynika... 21.10.07, 17:32
                      Cóż, dlatego prosiłem ateistów, żeby tego w „moim” wątku nie robili.

                      Przy okazji: w życiu prywatnym nie dzielę ludzi na ateistów i wierzących (bo też
                      i często nie wiem czy wierzą;), ale na takich, z którymi warto i takich, z
                      którymi nie warto gadać...

                      Pzdr:)
                      • lilu71 Re: Dusza i co z jej definicji wynika... 21.10.07, 18:12
                        To podobnie jak ja :)Pozdr.
          • croyance Re: Dusza i co z jej definicji wynika... 22.10.07, 21:23
            wierza, i ze wiara nie wymaga
            uzasadnienia. Ja na tym koncze proby dyskusji z katolikami.

            Bo zadajesz glupie pytanie. To jak prosic matke, zeby odpowiedziala
            na pytanie, dlaczego kocha swoje dziecko i logicznie to udowodnila.
            • funix Dyskretny urok porównań... 23.10.07, 01:07
              croyance napisał:


              > Bo zadajesz glupie pytanie. To jak prosic matke, zeby odpowiedziala
              > na pytanie, dlaczego kocha swoje dziecko i logicznie to udowodnila.

              ??
              Znaczy się, wierzący rodzą swą wiarę w bólu, karmią, chronią i wychowują, i ten
              ojcowsko-matczyny afekt nie pozwala im już później do końca życia na obiektywizm
              i logikę??
              • croyance Re: Dyskretny urok porównań... 23.10.07, 11:54
                Nie wiem, jak to funkcjonuje u wierzacych, ale trudno wymagac, zeby
                ktos w logiczny sposob tlumaczyl sie z wiary. Wiara to wiara
                wlasnie, i tyle.
                Kiedy syn mojego faceta - Zyda - byl ciezko chory i lekarze
                powiedzieli, ze umrze, on sie modlil i twierdzi, ze nagle poczul
                obecnosc Boza. Nie wie, co to bylo, nie umie tego wyjasnic ani
                opisac, nie wplywa to na jego swiatopoglad. Tak czul, i koniec, jaka
                logike bys tu chcial?
                Poza tym mysle ze tak, wiara rodzi sie w bolu, to czesto amalgamat
                zyciowych przezyc, roznych dowiadczen, tradycji, swiatopogladu,
                czasu, miejsca etc. - taka samo, jak np. gust w kwestii jedzenia.
                Ja, dajmy na to, lubie jedzenie slone, a moj narzeczony slodkie. Na
                pewno ma to wyjasnialne korzenie, ale gina gdzies w mrokach i trudno
                sie z tego tlumaczyc. Niemniej, z faktu, ze ja z takich czy innych
                powodow lubie slone, nie wynika jeszcze, ze uwazam, ze wszyscy inni
                to glupki i nie maja racji.
                Sorry, ale dyskusja o wierze, to debata, czy czerwony jest ladnym
                kolorem. Dla jednych jest, dla innych nie.
                Slyszales o ludziach, ktorzy wierza w cos, z czym sie sami nie
                zgadzaja?
                To nie jest wszystko takie proste. Co do logiki zas, generalnie
                osobowosc takimi prawami sie nie rzadzi, czlowiek nie jest istota
                racjonalna, emocje jej tez nie podlegaja.
                • funix Re: Dyskretny urok porównań... 24.10.07, 00:55
                  croyance napisał:

                  > Nie wiem, jak to funkcjonuje u wierzacych, ale trudno wymagac, zeby
                  > ktos w logiczny sposob tlumaczyl sie z wiary. Wiara to wiara
                  > wlasnie, i tyle.
                  > Kiedy syn mojego faceta - Zyda - byl ciezko chory i lekarze
                  > powiedzieli, ze umrze, on sie modlil i twierdzi, ze nagle poczul
                  > obecnosc Boza. Nie wie, co to bylo, nie umie tego wyjasnic ani
                  > opisac, nie wplywa to na jego swiatopoglad. Tak czul, i koniec, jaka
                  > logike bys tu chcial?


                  Jak najbardziej! Ta logika to psychoterapeutyczne działanie wiary. Bóg jest przy
                  mnie i kocha mnie – to czyni cuda! Takiego działanie wiary nie zauważam jednak
                  w kwestii oficjalnie obowiązującego nadal zmartwychwstania ciała. Przed 2 tys.
                  lat chrześcijanie (dosłownie!) upierali się przy swojej męczeńskiej śmierci,
                  teraz boją się naturalnej. Woleliby np. reinkarnację od tego w co muszą wierzyć.
                  Tu się chrześcijaństwo zupełnie zestarzało...
                  Byłem ciekaw osobistych przemyśleń wierzących na ten temat, ale oni nawet boją
                  się myśleć... Wierzyć w coś, co budzi lęk??


                  > Poza tym mysle ze tak, wiara rodzi sie w bolu, to czesto amalgamat
                  > zyciowych przezyc, roznych dowiadczen, tradycji, swiatopogladu,
                  > czasu, miejsca etc.

                  Hm, to jest właśnie pytanie, czy aby tej wiary nie dostajemy zasadniczo biernie
                  w spadku, a potem jedynie „mordujemy” się całe życie próbując w bólu dopasować
                  do tego anachronizmu sprzed 2 tys. lat nasze współczesne doświadczenie, wiedzę,
                  uczucia. Czy to może dać dobry efekt? Pamiętasz piosenkę Młynarskiego
                  „Układanka”: " Po co my to układamy jak to nie da się ułożyć? "

                  - taka samo, jak np. gust w kwestii jedzenia.
                  > Ja, dajmy na to, lubie jedzenie slone, a moj narzeczony slodkie. Na
                  > pewno ma to wyjasnialne korzenie, ale gina gdzies w mrokach i trudno
                  > sie z tego tlumaczyc. Niemniej, z faktu, ze ja z takich czy innych
                  > powodow lubie slone, nie wynika jeszcze, ze uwazam, ze wszyscy inni
                  > to glupki i nie maja racji.
                  > Sorry, ale dyskusja o wierze, to debata, czy czerwony jest ladnym
                  > kolorem. Dla jednych jest, dla innych nie.

                  A gdzie ja z kimś w ten sposób polemizuję???

                  > Slyszales o ludziach, ktorzy wierza w cos, z czym sie sami nie
                  > zgadzaja?

                  Dlatego zacząłem od sprawdzenia, czy wiedzą w co „powinni wierzyć” i wyszło na
                  to, że nie bardzo...


                  > To nie jest wszystko takie proste. Co do logiki zas, generalnie
                  > osobowosc takimi prawami sie nie rzadzi, czlowiek nie jest istota
                  > racjonalna, emocje jej tez nie podlegaja.


                  Ha, ha, ha, obawiam się, że dla mnie to jest jeszcze bardzie skomplikowane, niż
                  dla Ciebie ;))
                  Czy to Cię uspokaja?
                  Pozdrawiam :)
                  • Gość: croyance Re: Dyskretny urok porównań... IP: *.brunel.ac.uk 24.10.07, 18:39
                    Wiesz, wszystko to prawda, ale to jak ze znieczuleniem u dentysty.
                    Mozna sobie byc odwaznym, i znac prawde bolu, ale raczej ludzie
                    wybieraja zastrzyk.
                    Mysle, ze szczegolnie ludzie o silnym instynkcie samozachowawczym
                    beda sklaniac sie w kierunku wiary, bo - powiedzmy sobie szczerze -
                    mamy za zadanie PRZETRWAC, a jesli wiara pomaga, to swietnie.
                    Uwazam, ze zycie jest generalnie beznadziejnie urzadzone, i kazdy ma
                    prawo szukac sensu i nadziei gdzie tylko chce. Uwazam to za oznake
                    rozsadku. Bardzo sie np. ciesze, ze moja matka jest wierzaca - bo
                    jesli mnie sie cos stanie, jej bedzie latwiej to przyjac,
                    psychologicznie swietnie sobie poradzi. Kiedy chorowala na raka,
                    wszyscy wkolo mieli depresje, a ona przeszla terapie ze spiewem na
                    ustach i w dobrym humorze.
                    Ja mysle ekonomicznie, funix; jesli dziala, to super. Nie ma co sie
                    szarpac. A czy jest 'obiektywnie prawdziwe' to juz inna sprawa.

                    Mowiac o ludziach, ktorzy wierza w cos, z czym sie sami nie
                    zgadzaja, nie mam na mysli katolikow nieznajacych swojej doktryny,
                    czy tez takich, ktorzy podazaja slepo za KK (czy inna grupa). Mam na
                    mysli np. siebie; za cholere w nic nie wierze, ale np. nosze
                    krzyzyk: jako symbol nadziei na to, ze zycie ma jakis sens, WBREW
                    WSZYSTKIEMU, CO WIEM. A wybralam akurat krzyzyk, bo te tradycje znam
                    najlepiej i mi tak najlatwiej.
                    Moja wiedza i doswiadczenie mowi mi jedno - wiary nie ma - ale jest
                    nadzieja. I tak ja sobie wyrazam, bo czemu niby nie?
                    • abmiros W ramach dyskretnego uroku porównań... 24.10.07, 22:25
                      Chetnie przeczytam cos na temat moich slowianskich poganskich
                      przodkow. Oni musieli miec cos, co maja wszystkie religie: koncepcje
                      budowy wszechswiata, koncepcje dobrych bogow ktorzy tym
                      wszechswiatem rzadza, koncepcje zlych bogow (diablow), z ktorymi ci
                      dobrzy bogowie walcza, losy czlowieka po smierci, ofiary jakie sa
                      tym dobrym bogom mile, zwyczaje pogrzebowe, i wiele innych.
                      Nieco na ten temat wiem z dawnych lektur, ale czy ukazalo sie
                      cos nowego? Bede w Polsce prawdopodobnie na swieta i pobuszuje po
                      ksiegarniach, chetnie jednak przeczytam informacje korespondentow
                      na "Forum", jezeli oni na cos ostatnio natrafili, a wszystko to w
                      ramach dyskretnego uroku porownan.
                    • funix Re: Dyskretny urok porównań... 25.10.07, 01:17
                      Gość portalu: croyance napisał(a):

                      >Ja mysle ekonomicznie, funix; jesli dziala, to super.
                      >Nie ma co sie szarpac. A czy jest 'obiektywnie prawdziwe'
                      >to juz inna sprawa.

                      Gdybyś uważnie przeczytała moje wypowiedzi (to nie zarzut, ani zachęta by to
                      robić;)), zauważyłabyś, że i ja tak myślę;) Dlatego nie spieram się z
                      wierzącymi: bóg jest! - nie ma boga! – jest dusza! – nie ma duszy! Itd. Wierzą
                      ci, którzy tego potrzebują. Jeśli im to pozwala (lepiej) funkcjonować – OK, ich
                      sprawa. Inna rzecz, że żyję w normalnym kraju, gdzie wiara (i niewiara) jest
                      naprawdę prywatną sprawą. O Polsce ostatnich lat nie mogłem tego powiedzieć ;)

                      >A wybralam akurat krzyzyk, bo te tradycje znam
                      najlepiej i mi tak najlatwiej.

                      Podsunę Ci alternatywę: anch –symbol życia. Są podstawy, by uważać, że
                      Pachomiusz (pl.wikipedia.org/wiki/Pachomiusz ) wymyślając swój krzyż
                      inspirował się tym właśnie symbolem. Szokujące są przedstawienia tego symbolu
                      wpisanego w okrąg znajdowane na płytach grobowych jego zakonników. W miarę
                      upływu lat górna pętla zmienia się w ramię krzyża. (Nb. tzw. "Reguła
                      Pachomiusza" opisująca zasady życia zakonnego to absolutny horror!)

                      Pozdrawiam :)
                      • croyance Re: Dyskretny urok porównań... 31.10.07, 16:42
                        Anch jest sprzeczny z moja tradycja kulturowa. Krzyzyk nie. Chociaz
                        oczywiscie masz racje.
    • v3gafx Sam nie wiem... 21.10.07, 15:45
      Ja osobiście chciałbym wierzyć w reinkarnacje, ale wiem że nie jest to możliwe.
      Jestem chrześcijaninem, ale szczerze to ostatnio się gubię i nie wiem sam w co
      już wierzyć. Po prostu sądzę że trzeba żyć jak najlepiej, każdy z nas przecież
      umie odróżnić dobro od zła. Gdy będziemy tak żyć to z pewnością będziemy
      szczęśliwi. A jeśli ma "coś" nadejść to nawet jeśli, to będziemy przecież
      spokojni, gdyż byliśmy dobrymi ludźmi. Taka jest moja filozofia i myślę że wielu
      przyzna mi rację. Pozdro!!!
      • eviva7 Re: Sam nie wiem... 21.10.07, 17:56
        Inkarnacja istnieje,chociaż kościół w nią nie wierzy.Pisze o niej w Nowym
        Testamencie,V Ewangelii,Ewangelii Jezusa{są w Internecie i można je
        przeczytać},Bhagavad Gicie,Koranie itd.Dusza nie umiera tylko się reinkarnuje na
        ziemi.
      • funix Re: Sam nie wiem... 22.10.07, 00:44
        Hej, coś dla Ciebie znalazłem ;)
        Ale najpierw parę pytań:
        1.Dlaczego chciałbyś wierzyć w reinkarnacje?
        2.Dlaczego *wiesz*, że nie jest to możliwe. Wierzy się w to czego się nie wie.
        Ergo: musiałbyś wiedzieć, że reinkarnacji nie ma, żeby nie móc w nią wierzyć.
        Czy istnieje jakiś dowód obalający reinkarnację a równocześnie nie obalający
        nieśmiertelności duszy albo zmartwychwstania ciała?
        3.Czy uważasz za możliwe uwierzyć w reinkarnację z równocześnie... *całkowitą*
        amnezją poprzedniego wcielenia?

        A teraz przeczytaj uważnie ten tekst i napisz, co o nim sądzisz.
        ( pewnie oberwie mi się, za mieszanie w głowach katolikom, ech ;))
        Miłej lektury, pozdrawiam :)

        WIARA
        ROZMÓWCA: Należę do tych, którzy naprawdę wierzą w Boga. W Indiach byłem uczniem
        jednego z wielkich współczesnych świętych, który dzięki wierze w Boga spowodował
        tam wielkie polityczne przemiany. Cały ten kraj pulsuje rytmem boskości.
        Słyszałem pańskie wypowiedzi przeciwko wierzeniom, wiec zapewne jest pan
        niewierzący. Będąc jednak człowiekiem religijnym, musi pan mieć jakieś poczucie
        istnienia Najwyższego. Przewędrowałem całe Indie i sporą część Europy,
        odwiedzając klasztory, kościoły, meczety i wszędzie widziałem, jak żarliwa,
        głęboka wiara w Boga kształtuje ludzkie życie. Skoro nie wierzy pan w Boga, a
        jednak jest pan religijny, to jaki właściwie jest pański stosunek do tej sprawy?
        Dlaczego pan nie wierzy? Czy jest pan ateistą? Jak panu wiadomo, w hinduizmie
        można być ateistą, nie popadając w sprzeczność z ortodoksją. Oczywiście inaczej
        jest w chrześcijaństwie. Nie wierząc w Boga, chrześcijaninem być nie można. Ale
        nie o to chodzi. W istocie przyszedłem tutaj, aby prosić pana o wyjaśnienie
        pańskiego punktu widzenia i o wykazanie mi jego słuszności. Ludzie idą za panem,
        więc ciąży na panu odpowiedzialność, stąd moje pytanie.
        KRISHNAMURTI: Wyjaśnijmy przede wszystkim to, co poruszył pan na końcu. Nie ma
        tu miejsca dla żadnych wyznawców i nie jestem odpowiedzialny za pana ani za
        ludzi, którzy słuchają moich przemówień. Nie jestem też hinduista ani nikim
        podobnym, gdyż nie należę do żadnego religijnego czy niereligijnego ugrupowania.
        Każdy musi być światłem sam dla siebie. Dlatego nie ma tu nauczyciela ani
        ucznia. Trzeba to jasno zrozumieć od początku. W przeciwnym razie człowiek ulega
        czyimś wpływom, staje się niewolnikiem propagandy i perswazji. Dlatego wszystko,
        o czym obecnie mówimy, nie stanowi dogmatu, nie jest przedmiotem wiary. Nie
        chodzi tu również o przekonywanie; może jedynie dojść lub nie dojść do spotkania
        we wspólnym zrozumieniu. Otóż stwierdził pan z naciskiem, że wierzy pan w Boga i
        przypuszczalnie pragnie pan doświadczyć dzięki wierze tego, co można by nazwać
        boskością. Słowo „wiara" jest wieloznaczne. Bywa więc wiara w fakty, których się
        osobiście nie zna, ale można je sprawdzić, jak na przykład istnienie Nowego
        Jorku czy wieży Eiffla. Może pan być też przekonany o wierności żony, ale jak
        jest naprawdę, tego pan nie wie. Mogłaby przecież być niewierna w myślach, lecz
        będzie pan przekonany o jej wierności, gdyż faktycznie nie zauważył pan, by z
        kimś innym przebywała. Może ona zdradzać pana codziennie w myślach i panu
        zapewne też się to zdarzało. Wierzy pan chyba w reinkarnację, choć nie ma żadnej
        pewności, że coś takiego istnieje. I chyba wierzenie to nie ma wpływu na pańskie
        życie. Wszyscy chrześcijanie uważają, że należy kochać, ale nie kochają. Na
        równi z innymi znaczą swoją drogę fizycznymi i psychologicznymi zbrodniami.
        Jedni nie wierzą w Boga, a mimo to czynią dobro, zaś inni wierzą i dla tej wiary
        zabijają. Jeszcze inni szykują się do wojny, ponieważ, jak głoszą, pragną
        pokoju. Należy więc postawić sobie pytanie, po co w ogóle wierzyć w cokolwiek.
        Nie jest to wszakże równoznaczne z wykluczeniem istnienia wielkiej tajemnicy
        życia. Ale jedną sprawą jest wiara, zaś inną to, „co jest". Wiara w coś to
        słowa, to myśl, a nie sam przedmiot wiary. Ich tożsamość nie jest większa niż w
        przypadku pana i jego nazwiska.
        Spodziewa się pan dzięki doświadczeniu dotrzeć do prawdy swej wiary, dowieść jej
        przed sobą, ale wiara warunkuje pańskie przeżycia. Nie jest prawdą, że przeżycie
        potwierdza wiarę; to raczej wiara rodzi przeżycia. Pańska wiara w Boga
        przyniesie panu doświadczenie tego, co Bogiem pan nazywa. Może pan przeżywać
        tylko to, w co pan wierzy, nic poza tym. A to dyskwalifikuje pańskie przeżycia.
        Chrześcijanin będzie miewał wizje Dziewicy, aniołów i Chrystusa, zaś hinduista
        widział będzie mnóstwo podobnych bóstw; tak samo mahometanin, buddysta, judaista
        czy komunista. Rzekomy dowód prawdziwości wiary jest przez nią samą
        uwarunkowany. Istotne jest nie to, w co się wierzy, ale dlaczego w ogóle się
        wierzy. Dlaczego pan wierzy? Wobec tego, co rzeczywiście jest, jakie znaczenie
        ma różnica pomiędzy taką wiarą a inną? Wiara czy niewiara nie ma wpływu na
        fakty. Należy więc zapytać, dlaczego w ogóle wierzymy w cokolwiek. Co jest
        podstawą wiary? Czy nie niepewność, lęk przed nieznanym i brak bezpieczeństwa w
        tym ciągle zmieniającym się świecie? Niepewność we wzajemnych stosunkach? A może
        człowiek, stojąc wobec bezmiaru życia, którego nie pojmuje, szuka w wierze
        schronienia? A więc, jeśli wolno zapytać, czy wierzyłby pan, gdyby nie odczuwał
        pan żadnego lęku?
        R: Wcale nie jestem pewien, czy się czegoś obawiam. Kochani Boga i ta miłość
        jest źródłem mojej wiary.
        K: Czy chce pan powiedzieć, że jest pan wolny od lęku? Czy wobec tego wie pan,
        czym jest miłość?
        R: Zastąpiłem lęk miłością i dlatego lęk dla mnie nie istnieje. Dlatego też
        wiara moja nie płynie z lęku.
        K: Czy lęk można zastąpić miłością? Czyż nie jest to aktem przerażonego umysłu,
        który lęk zastępuje słowem „miłość",
        to znowu jest tylko wierzeniem? Przesłonił pan lęk słowem, któremu nadaje pan
        takie znaczenie w nadziei, że lęk ustąpi.
        R: Czuję się bardzo poruszony tym, co pan mówi. Chyba wolałbym przerwać te
        rozważania, gdyż moja wiara i miłość podtrzymywały mnie i pomagały żyć godziwie.
        To kwestionowanie mojej wiary powoduje we mnie zamęt, którego, szczerze mówiąc,
        obawiam się.
        K: A więc jest lęk i sam zaczyna go pan odkrywać. Burzy to pański spokój. Wiara
        pochodzi z lęku i jest jak najbardziej destruktywna. Trzeba być wolnym od lęku i
        od wiary. Wiara dzieli ludzi, czyni ich twardymi, wywołuje wzajemną nienawiść i
        przyczynia się do wojen. W sposób okrężny przyjmuje pan mimowolnie, że wiara
        rodzi się z lęku. Wolność od wiary jest nieodzowna, aby wyjść lękowi naprzeciw.
        Wierzenia, podobnie jak wszystkie inne ideologie, są ucieczką przed tym, „co
        jest". Gdy nie ma lęku, umysł przebywa w całkiem innym wymiarze. Dopiero wtedy
        zadawać można pytanie, czy Bóg istnieje czy też nie. Umysł zaćmiony przez lęk
        lub wiarę nie jest w ogóle zdolny zrozumieć, uświadomić sobie, czym jest prawda.
        Umysł taki żyje w świecie złudzeń oczywiście nie może spotkać Najwyższego.
        Najwyższe nie na nic wspólnego z pańskim lub czyimś wierzeniem, z żadnymi
        opiniami czy wnioskami.
        Wierzy pan, bo pan nie wie. Ale wiedzieć, znaczy nie wiedzieć. Wiedza ogranicza
        się do wąskiego wycinka czasu, więc umysł, który powiada „wiem", żyje w pętach
        czasu dlatego nie może zrozumieć tego, co jest. Mówiąc „znam moją żonę, mego
        przyjaciela", zna pan tylko obraz, wspomnienie, to znaczy przeszłość. Dlatego
        naprawdę nie można znać nikogo ani niczego. Nie można poznać żywej istoty,
        poznać można tylko to, co martwe. Dostrzegając to, przestaje się myśleć o
        wzajemnych stosunkach w kategoriach poznania. Nie można więc w żadnym razie
        powiedzieć „Boga nie ma" czy też „znam Boga". Jedno i drugie jest bluźnierstwem.
        Aby zrozumieć to, co j e s t, należy być wolnym nie tylko od tego, co znane, ale
        i od lęku przed znanym i nieznanym.
        R: Mówi pan o zrozumieniu tego, „co jest", a zarazem odrzuca pan prawdziwość
        poznania. Czymże więc jest to zrozumienie, jeśli nie jest poznaniem?
        K: Są to dwie całkiem różne rzeczy. Poznanie odnosi
        • funix Re: Sam nie wiem...cd 22.10.07, 00:45
          K: Są to dwie całkiem różne rzeczy. Poznanie odnosi się do przeszłości i dlatego
          przywiązuje nas do niej. Rozumienie natomiast, w przeciwieństwie do poznania,
          nie jest żadnym wnioskiem i nie polega na gromadzeniu wiedzy. Jeżeli pan
          słuchał, to zrozumiał pan. Rozumienie jest uwagą. Rozumiemy, gdy uwaga jest
          zupełna. A więc rozumienie lęku oznacza kres lęku. Dlatego wiara przestaje być
          najważniejsza. Najważniejsze jest zrozumienie lęku. Gdy jego nie ma, panuje
          wolność. Tylko wtedy można odkryć, co jest prawdą. Gdy tego, „co jest", nie
          zniekształca lęk, wówczas to, „co jest", jest prawdziwe. Nie są to słowa. Prawdy
          nie da się mierzyć słowami. Miłość nie jest słowem, nie jest wiarą ani czymś, co
          można by pochwycić i uznać za „swoje". Bez miłości i piękna to, co nazywa pan
          Bogiem, jest pustym słowem.
          J.Krishnamurti „O konieczności przemiany”
    • darthmaciek nie wiem, ale wierze, ze cos pieknego 22.10.07, 02:54
      jesli zasluze.... i to jest wlasnie w tym wszystkim najlepsze... w
      koncu z niespodzianek ma sie najwieksza frajde...
    • zupi Nie wierzę w dogmaty, a więc w życie pozagrobowe 22.10.07, 12:45
      także wierzyć nie mogę. Pan Bóg, w jakiego wierzą katolicy nie istnieje - bo według ich opisu (Biblia) - byłby on istotą wysoce niekompetentną i nieodpowiedzialną, a poza tym wyjątkowo mściwą.
      Prosty przykład: Dlaczego ludzie cierpią śmiertelny głód na ziemi, gdy żywności mamy naddatek i moglibyśmy nią nakarmić drugie tyle ludzi, co żyje obecnie na ziemi. Co zawiniły Bogu afrykańskie i azjatyckie dzieci?
      Być może jest jakiś stwórca, ale jak dotąd jego śladu nigdzie nie widać.
      • radzimir11 Ślady Boga 22.10.07, 19:35
        zupi napisał:

        > Być może jest jakiś stwórca, ale jak dotąd jego śladu nigdzie nie
        > widać.

        Jak to nie widać? TY jesteś TYM >>śladem<< ...

        radzimir11 - niezmordowany tropiciel Boga:)

        radzimir11 - tropiciel
    • ansie1 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 22.10.07, 18:56
      Mam nadzieję, że nic. Że z chwilą śmierci umiera dusza i ciało.
      Koniec z naszą świadomością. A potem tylko niebyt. Na zawsze. Piszę
      to dlatego, że życie jest dla mnie jedną wielką udręką. Jutro mam
      urodziny i wcale się z nich nie cieszę. I znów te rozważania po co
      żyję, że to wszystko nie ma sensu. Robienie bilansu z wynikiem -
      same strarty lub brak osiągnięć, brak celu i marzeń. Chociaż po
      śmierci chcę mieć święty spokój.
      • radzimir11 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 22.10.07, 19:46
        ansie1 napisała:

        > Chociaż po śmierci chcę mieć święty spokój.

        Muszę cię zmartwić, Ansie1. Nigdy nie zaznasz >>spokoju<<
        Albowiem? Śmierć nie_i_s_t_n_i_e_j_e... Zrozumiano?;) NO!
        I proszę przyjąć TO:) w końcu do wiadomości. Tak?

        radzimir11 - skazany na wieczność :-)
        • eviva7 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 22.10.07, 23:41
          Umiera fizyczne ciało,ale nie dusza,która jest nieśmiertelna.
          • abmiros Parafrazujac eviva7 23.10.07, 02:51
            Umiera fizyczne ciało, a wiec i dusza, jako ze dusza dusza to ogol
            wlasciwosci psychicznych czlowieka, a skoro czlowiek jest
            smiertelny, wiec i jego wlasciwosci psychiczne sa smiertelne.
            • abmiros Latwo powiedziec, co bedzie po smierci. 23.10.07, 04:40
              To samo, co bylo przed narodzeniem sie. Kazdy z nas pamieta to
              doskonale. Dlaczego mialoby byc inaczej? Dlatego ze gatunek ludzki
              ma chorobliwie wybujala wyobraznie i wierzy w cuda niewidy ktore sam
              zmysli?
            • eviva7 Re: Parafrazujac eviva7 23.10.07, 07:51
              Po śmieci fizycznego ciała,dusza udaje się do obszarów oczyszczania,gdzie czeka
              na kolejne wcielenie się {inkarnację}na ziemi.Tak pisze w Ewangelii Jezusa i w
              innych świetnych Pismach Świętych.To,że człowiek umiera i nic z niego nie
              zostaje,głoszą głównie Świadkowie Jehowy.
      • abmiros Re: dla ansie1 22.10.07, 23:50
        Najlepszego z okazji Twoich urodzin! Wszystkiego tego co sobie
        zyczysz! Abmiros-(ktory jest przekonany, ze masz racje).
      • radzimir11 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 23.10.07, 23:37
        ansie1 napisała:

        > Koniec z naszą świadomością.

        I tu muszę cię zmartwić;( Nasza świadomość jest wieczna.

        > Jutro mam urodziny

        @--->>---->>-----

        Wszystkiego dobrego ci życzę i przesyłam mały upominek muzyczny
        pl.youtube.com/watch?v=KHfyDxy8i5o
        radzimir11 - życzliwy :-)
      • funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 23.10.07, 23:59
        ansie1 napisała:

        >Piszę to dlatego, że życie jest dla mnie jedną wielką udręką.
        To musisz być bardzo młoda ;)) Ech, jak ja Ci zazdroszczę!
        Ja byłem dzisiaj u dentysty. Wiesz, co mi ten gamoń powiedział?!
        E, lepiej nie :/

        >Jutro mam urodziny i wcale się z nich nie cieszę.
        Zdradzę Ci: *nikt* się z tego nie cieszy! Dlatego zaprasza się kogoś, żeby
        odwrócił naszą uwagę i żeby nie było nam tak smutno...

        >I znów te rozważania po co żyję, że to wszystko nie ma sensu.
        >Robienie bilansu z wynikiem - same strarty lub brak osiągnięć, brak celu i marzeń.
        No, to chciałbym dopaść tego, komu takie nastawienie do życia zawdzięczasz!!
        Już ja bym go odesłał... do swego dentysty...w trybie nagłym!!

        >Chociaż po śmierci chcę mieć święty spokój.
        Coś Ty! Jako niewinna istota zostaniesz nagrodzona śpiewaniem w chórze anielskim
        24 godziny na dobę. Przez całą wieczność! Masz pojęcie?? Jeśli możesz trochę
        poszaleć (namawiam ;)), to TERAZ . Jasne?
        Serdeczne życzenia z okazji ( e, hm 20-tych?) urodzin !!!!!!!!!!!!!

        PS.
        A jutro kup sobie tę książkę:
        www.ksiaznica.com.pl/ksiazka/Lelord-Franois/Podroze-Hektora-czyli-poszukiwanie-szczescia,41777001185KS;jsessionid=11F37E258F0731031BFEF49016767EE9
        Tylko się nie wykręcaj ;)
        • muerte2 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 24.10.07, 11:25
          Na początku zaznaczam, że nie chcę nikogo obrazić. To w ogóle jest
          najciekawsza część rozmów na tematy religiznawcze, bo trzeba się
          wpierw usprawiedliwić, że się nikogo nie chce obrazić swoim
          innomyślicielstwem ;-)
          Niestety, nie da się pogodzić wiary z rozumem. Cokolwiek by
          ktokolwiek tu nie powiedział... Nauka wyjątkowo szkodzi wierze –
          odziera ją z argumentów i zabiera jej pole funkcjonowania. Podobnie
          jak morze, które zaleje kiedyś niżej położone tereny (głównie
          Holandię, która za swoje bezeceństwa będzie się smażyć w
          rzeczywistym czy inaczej jakoś pojętym ogniu piekielnym, ha, ha).
          Kiedyś pioruny uważano za gniew Boga, który złościł się na
          grzesznych ludzi. Potem utrącono ten „boski” argument i jedni się
          zmartwili, bo nie mieli rózgi na niedobrych ludzi – a inni
          odetchnęli, bo mogli sobie grzeszyć do woli, przezornie tylko
          zakładając piorunochrony, żeby ich faktycznie grom z jasnego nieba
          nie walnął.
          W zasadzie intryguje (nie chcę powiedzieć: żenuje) mnie tylko jedno.
          Nie to, że wiara jest najzwyczajniej ludziom potrzebna. Sam się
          odwołuję do niebieskiej pomocy, gdy mi nie za dobrze. Zgodnie
          zresztą z zasadą: „jak trwoga, to do Boga”. To zrozumiałe i nie ma
          co marnować internetowego atramentu.
          Niebywałe jest dla mnie unaukowianie czegoś, czego nie da się
          unaukowić. W gruncie rzeczy wiara to prosta sprawa – opiera się na
          prostych emocjach i prostych potrzebach. Nie wiem po co stosuje się
          przemądrzałe definicje, nieczytelne pojęcia i absurdalne wręcz
          rozwiązania mające nadać pozory logicznego wytłumaczenia wydumanym
          zjawiskom. Zadziwia mnie pewność siebie biegłych w piśmie, którzy
          ponoć dokładnie wyjaśnili istotę Boga, znaleźli dowody, niemal
          rozwikłali tzw. „Boski Plan”, wprowadzili naukowe pojęcia nieznane
          pismu świętemu (pewnie sam Bóg się zastanawia skąd ci ludkowie to
          wszystko wiedzą, skoro on sam trzyma większość spraw w tajemnicy; a
          u Boga nie ma przecieków jak choćby w IPN-ie). I to wszystko z
          całkowitą powagą! Największe absurdy opowiada się z kamienną powagą.
          Takie połączenie daje niebywały efekt komiczny. A szczytem była już
          nie tak dawna debata na temat: gdzie idą zmarłe nieochrzczone
          dzieci? Wcześniej szły do otchłani, teraz zebrało się gremium
          najznamienitszych uczonych w wierze i uznało, że idą jednak gdzie
          indziej. To co mają zrobić te bidule, które już wcześniej poszły do
          otchłani? Przenieść się teraz w nowe miejsce, powołane do życia
          niedawno przez wspomniane gremium? Przepraszam, że może piszę w
          sposób zbyt lekki, ale mnie z kolei obraża i żenuje, że mądrzy i
          ogólnie szanowani ludzie w miejscowości Watykan opowiadają rzeczy
          tak – powiedziałbym z właściwą sobie delikatnością – nieroztropne.
          A Pan Bóg siedzi tam gdzieś w pustym (na razie) raju, śmiejąc się w
          kułak i zastanawiając, co ci ludzie tam wymyślają za głupoty,
          zamiast zająć się przyzwoitym życiem. Zamiast czynić sobie ziemię
          poddaną (w tym dobrym znaczeniu) – zajmują się wróżeniem z fusów –
          np. gdzie jest piekło i jakiej pojemności kotły tam zainstalowano. A
          są ponadto tak zuchwali, że chełpią się, że wiedzą czego chce Bóg,
          jak urządzone są „pośmiertne instytucje” i przede wszystkim
          zawracają Bogu głowę ziemskimi duperelami! Czy nie zdajecie sobie
          sprawy ile takich Ziemi ma Bóg?? Zaiste wielka pycha przez was
          przemawia, gdy sądzicie, że jesteście akurat dla Boga najważniejsi!
          A ponadto czemu ciągle przypisuje się Bogu stosowanie ziemskich
          kryteriów? Może Bóg, jako osoba daleko bardziej starsza od
          największych ziemskich mędrców, doświadczona i mająca więcej do
          powiedzenia stosuje inne zasady, z których nie musi się akurat
          tłumaczyć człowiekowi?
          Nie lękajcie się – jeżeli TUTAJ żyjecie przyzwoicie, to TAM nic
          złego was nie czeka! Nie wiem czy Bogu potrzebne są takie
          roztrząsania. Gdybym był Bogiem (przepraszam za zuchwałość ;-)) nie
          wiem czy zależałoby mi, aby wytwory moich rąk (ludzie) składali mi
          bałwochwalcze pokłony zamiast kierować się rozumem. Bo przecież
          rozum to boski dar! Nie wiem czy Bóg nie zgromi
          wszystkich „bogobojnych” za to, że nie obracali talentem (rozumem),
          ale zakopali go w ziemi i oddawali się bezrozumnemu bajaniu.
          Dlaczego w sprawie najważniejszej – bo co może być ważniejszego od
          poznawania Boga?? – każe się nam wyłączać rozum? Dlaczego pełne
          poznanie ma się odbywać bez udziału rozumu? Ale rozumowi pojętemu
          jako dochodzenie do prawdy metodami poznawczymi, a nie
          pseudorozumnej obronie czegoś, czego nie da się obronić? Czy mając
          do dyspozycji dwie zdrowe nogi większą cnotą jest kuśtykanie na
          jednej?

          Ale i tak to wszystko jest diabła warte, bo Bóg musi być, choćby go
          nawet nie było.
          • funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 25.10.07, 00:45
            Dziękuję Ci za wypowiedź, najdłuższą w tym wątku!

            To duża przyjemność, przeczytać na raz taką porcję cudzych-własnych myśli;))
            Podpisuję się więc pod każdą. I mnie, np. chodzi po głowie, że gdyby się miało
            jednak okazać, że On jest i będzie nas sądzić, to w pierwszej kolejności powinni
            się obawiać jego gniewu ci, którzy Jego obraz dla wiernych wykreowali i to przy
            tak oszczędnym użyciu szarych komórek. Nie wiem, czy wystarczy być
            bezgranicznie miłosiernym, żeby móc to wybaczyć ;)

            Chciałbym się podłączyć do Twej wypowiedzi na temat „unaukowiania” wiary. Obym
            się mylił, ale dostrzegam tu jego jeszcze gorszy i już nie komiczny aspekt.
            Wprowadzenie religii do polskich szkół, jakby była nauką, nie tylko podniosło
            jej status, ale i obniżyło status nauki, bo ją zrelatywizowało. Dla wielu –
            widać to też w tym wątku – nauce też się „wierzy“ i czego się nie rozumie można
            poddać w wątpliwość. Można też wierzyć (i nie trzeba się tego wstydzić!) w różne
            teorie, które są jawnie sprzeczne ze szkolną wiedzą. Na przykład szukałem
            googlem informacji na temat „przebiegunowania” Ziemi w 2012 roku tymi samymi
            hasłami po polsku, angielsku i niemiecku. Stosunek ilości trafień nie daje do
            myślenia – on przeraża! Sprawdź. A o projekcie Cheops słyszałeś?
            (www.projekt-cheops.com/symp/prezenterzy.html ) Gdy to czytam, nie jest
            mi już do śmiechu :(

            Pozdrawiam :)
            • muerte2 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 25.10.07, 10:46
              Podobnie uważam, że wprowadzenie religii do szkół jest pomysłem
              niedobrym. Jednak powiedziałbym – z przyczyn bardziej formalnych niż
              ideologicznych. Osobiście raczej nie dostrzegam apokaliptycznych
              skutków wywołanych indoktrynowaniem w szkole młodych umysłów
              treściami chrześcijańskimi. Generalnie daleki jestem od ulegania
              histerii, która zakłada, że jakieś zjawisko wywołuje jednoznacznie
              złe lub jednoznacznie dobre skutki. Rozumiem opór przed obecnością
              religii w szkole, ale nie sądzę, żebyśmy tą obecnością skazali się
              na dynamiczny wzrost fanatyzmu chrześcijańskiego czy jakkolwiek
              jeszcze inaczej nazwać potencjalnie złe skutki jej nauczania.
              Więcej, w religii chrześcijańskiej widzę wiele dobrego – głównie na
              gruncie moralności. Niestety, nie znam programu nauczania religii,
              ale zakładam, że dzieciom nie formuje się w sposób agresywny
              światopoglądu poprzez pryzmat chrześcijańskiego postrzegania
              rzeczywistości (pewnie się mylę). Raczej mówi się o sprawach, bez
              znajomości których trudno wyobrazić sobie wszechstronnie
              wykształconego człowieka. Nie widzę nic złego w mówieniu dzieciom
              np. o moralności na podstawie biblijnych przypowieści itp. Przecież
              nikt przy zdrowych w miarę zmysłach nie będzie oczekiwał w
              ultrakatolickiej Polsce szerzenia ideałów i moralności na
              przykładach zaczerpniętych z islamu! Zgadzam się też, że podnoszenie
              religii do rangi nauki wprost kłuje w oczy. Nauka, która z założenia
              ma badać – w przypadku religii odrzuca narzędzia poznawcze i opierać
              się ma na arbitralnych rozstrzygnięciach co bardziej wpływowych
              osób.
              A w przypadku religii w szkole rzeczywiście niezbędny jest jednak
              umiar i ograniczanie zapędów zbyt rozdygotanych sióstr i księży
              przed epatowaniem młodego umysłu jedynie słusznymi poglądami.
              Naturalnym środowiskiem dla nauczania religii są bliskie okolice
              kościołów, a nie szkoła. Mnie uczono w salce przykościelnej i
              wyrosłem na młodego i dosyć dorodnego młodzieńca w średnim wieku ;-)
              zupełnie oddalonego od kanonów agresywnego i beretowego
              chrześcijaństwa z jednoczesną świadomością, że religia to głównie
              kwestie moralności, a nie jałowe spieranie się czy coś po śmierci
              jest, czy nie ma. Owszem, to interesujące, ale równie „wiele” warte,
              co Projekt Cheops ;-)
              Czy Projekt Cheops jest przerażający? Myślę, że nie bardziej niż
              instytucja wróżki czy skakanie na bungee ;-) Dopóki nie stwarza to
              fizycznego zagrożenia dla większej grupy niezainteresowanych osób,
              to poszukująca w egipskiej ziemi recepty na uratowanie świata przed
              klątwą 2012 roku Tajemnicza Pani Lucyna może sobie robić, co się jej
              żywnie podoba ;-) Nawiasem mówiąc to mam nadzieję, że przed
              apokalipsą uda się rozegrać Mistrzostwa Europy w piłce nożnej.
              Szkoda by było imprezy. Podobnie jak szkoda będzie nowoczesnych
              stadionów przy nowoczesnych autostradach, które legną w gruzach przy
              zmianie biegunów na Ziemi ;-) Bardziej od nieszkodliwego badania
              kalendarza Majów czy układu gwiazd nad piramidami obawiałbym się, że
              komuś wpadnie do głowy zrzucić na mnie bombę lub potraktować mnie
              wąglikiem. Jestem jakoś zupełnie nieodporny na wąglika ;-)
    • patula1889 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 25.10.07, 20:41
      Ja nie uważam się za katoliczkę i nie wierzę w nieśmiertelną duszę.
      Na pytanie co czeka nas po śmierci Biblia odpowiada nam jasno :
      " Bo żyjącysą świadomi tego, ze umrą, lecz umarli nie są świadomi
      NICZEGO (...)" Kaznodziei 9:5
      "(...)nie ma pracy,ani snucia planów, ani poznania, ani mądrości w
      Szeolu - w miejscu, do którego idziesz" Kaznodziei 9:10

      pozdrawiam
      • marta2332 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 25.10.07, 21:53
        Czy ktos z piszących tu na forum miał odwage przekonac sie czy Bóg istnieje? napewno nie! a to bardzo proste. Ktos powiedział ze ofiaruje najbardziej kochaną osobe,jeżeli Bog mu udowodni ze istnieje, wyznaczył date kiedy ma to nastąpić dokładnie dzien godz i td. i co? dokładnie w tym samym czasie,wtej samej godz.nastąpił łoskot, strach. ta kochana osoba zmarła. Może mi to ktos wytłumaczy.Eksperymentow nie radze robic, nigdy nic nie wiadomo.Jestem człowiekiem myslącym nowocześnie, ale mam troche pokory,do rzeczy nie zbadanych.
        • funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 26.10.07, 00:29
          marta2332 napisała:

          >Jestem człowiekiem myslącym nowocześnie

          A skąd... wiesz? Sorry, ale ja nie odniosłem takiego wrażenia ;)

          Czy opisana przez Ciebie historia nie jest aby "dowodem" na istnienie ...diabła?
          • Gość: do funixa Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? IP: 212.87.241.* 26.10.07, 14:27
            Jezeli wszystko wiesz to poco czytasz to forum? kto wszystko wie -to nic nie wie.
            • funix od funixa 26.10.07, 22:00
              Gość portalu: do funixa napisał(a):

              >Jezeli wszystko wiesz to poco czytasz to forum? kto wszystko wie -to nic nie wie.

              Na samą implikacje to może bym się nawet i zgodził (choć bardzo nie lubię takich
              uogólnionych mądrości;), ale zupełnie nie wiem skąd wzięło się do niej to
              zaskakujące dla mnie założenie?

              Muszę Ci się za to przyznać, iż fakt, że ja, ateista od 15-roku życia, zdaję się
              dużo więcej wiedzieć na temat wiary niż 90% katolików w najbardziej katolickim
              kraju Unii, jest dla mnie powodem głębokiego smutku.
              Coś mi ciągle podpowiada (diabeł?), że jest to zupełna strata czasu ;)

              Pzdr :)
              • abmiros Przeslanka, na ktorej rozstrzygniecie czekamy. 27.10.07, 00:40
                O tym, ze po smierci po prostu to co przed urodzeniem, czyli nic,
                nie ma zadnej watpliwosci. Problemem chrzescijanstwa (w wiekszosci
                jego denominacji, szczegolnie w naszym polskim katolicyzmie)jest, ze
                mowi o smierci tylko w sensie induwidualnym, tylko z punktu widzenia
                pojedynczego czlowieka.

                Pojawia sie pytanie, czy mozna inaczej. Moim zdaniem nie tylko
                mozna, ale trzeba. Jezeli mowa o zyciu w nawiazaniu do atomow,
                czasteszek, komorek, organizmow, to nie mozna nagle, kiedy mowa o
                smierci, zapominac o tym calym podlozu materialnym i lokowac to, co
                dzieje sie po smierci w wydumanej krainie bez materialnego podloza,-
                jak to robi chrzescijanstwo.
                Chrzescijanstwo mowiac o smierci przeciwstawia ten stan zyciu i
                tutaj popelnia blad polegajacy na mieszaniu dwoch stanow ktore nie
                mieszaja sie ze soba. Ktos kiedys powiedzial: "poki ja zyje, smierci
                nie ma, kiedy ja umre, bedzie smierc, ale mnie nie bedzie". Ten ktos
                tak jak Kosciol mowil o zyciu i smierci indywidualnej. One nie
                stykaja sie ze soba.

                O zyciu i smierci mozna i trzeba mowic w sensie pokoleniowym:
                umieramy dopiero wtedy, kiedy nie pozostawiamy po sobie potomstwa.

                Jezeli pozostawiamy po sobie potomstwo, (jak wszystko co zyje) temu
                potomstwu przekazujemy nie tylko nasze cialo, ale i nasza dusze, z
                zadaniem aby byly kontynuowane. Indywidualna smierc, z ktora
                chrzescijanstwo robi takie wielkie mecyje, ma miejsce u znakomitej
                wiekszosci ludzi codziennie, kiedy zasypiaja niezmaconym sennymi
                majakami snem. (Jak mowia naukowcy, majaki senne trwaja bardzo
                krotko, sekundy).
                Umierajac indywiduwalnie, ale nie umierajac pokoleniowo,
                pozostawiamy potomstwo z naturalnym zadaniem, aby kontynuowalo i
                ulepszalo zycie, to znaczy mozliwie jak najlepiej przystosowalo to
                zycie do otoczenia.
                Ja mam nadzieje dezyje do momentu znalezienia inteligentnego zycia
                poza planeta Ziemia Dozyje w sensie pokoleniowym, bo to jeszcze
                dluga perspektywa, dozyje jako moje potomstwo. W te poszukiwania
                powoli ale uparcie wlaczaja sie India, Chiny, i inne kraje.

                Jezeli zycie pozaziemskie zostanie wykazane, dla roznych religii
                moze to bedzie przeslanka aby zmodyfikowaly swoje hipotezy odnosnie
                konstrukcji wszechswiata i zycia w tym wszechswiecie. Jak do tej
                pory religijne hipotezy dostosowane sa do tej naszej samotnosci w
                tym wszechswiecie jaki do tej pory znamy.

                Nawet i teraz, zanim jeszcze zostalo wykazane zycie pozaziemskie,
                potomstwo to sposob na samotnosc, ale z innego niz kosmiczny punktu
                widzenia. Wahalbym sie jednak miec to potomstwo w "raju" jaki
                stwarzaja nastawieni na "zycie pozagrobowe" katolicy, w ktorych
                ideologicznym interesie lezy, aby bylo ono jak najgorze (Katechizm,
                par 2124). Nic tylko siasc i plakac i prosic Boga o zmilowanie.
              • netizen Re: od funixa 01.11.07, 04:30
                >Pytam: jakie jest Wasze zdanie na temat tego, co uczy w tej kwestii
                >KK? Czy z punktu widzenia wykształconego katolika jest to
                >przekonujące, trzyma się (za przeproszeniem) kupy i jest na miarę
                >czasów?

                Odpowiedz na temat duszy udzielila Ci juz katriel. Nie wiem
                natomiast, jaki jest sens pytania o to, czy cala kompozycja trzyma
                sie kupy jezeli nie wlaczasz w proces poznania swojej wiary. Bez
                wiary nie da rady. W zasadzie nie tylko wiara w Boga, ale rowniez
                zaufanie, ze Bog przemawia takze przez ludzi. Ty wybrales jednych,
                ja innych. Mozesz wiec powiedziec, ze Ty nie wybierales, ze Ty sam
                rozwazales i sam wybrales. OK. Bardziej chodzi mi o to, ze pewne
                argumenty nigdy nie beda przekonujace jezeli nie wlaczy sie wiary w
                proces poznania. W moim przypadku zapoznalem sie z argumentami,
                ktore w polaczeniu z wiara, a takze z moim zyciem ukladaja sie
                calkiem zgrabnie.

                Pamietaj tez, ze na wiele pytan nie ma odpowiedzi i nie bedziesz ich
                mial, az do smierci, a moze nawet dluzej ;)

                Mimo, ze posrednio, to jednak dosc wyraznie akcentujesz brak
                myslenia u wierzacych. Do tego wlasciwie zmierza Twoja wypowiedz -
                byc moze nieswiadomie. Jedna osoba odpowie Ci na pytanie, zadajesz
                kilka nastepnych, ktore u podstawy zbiegaja sie do standardowego
                problemu: kiedy analizowac, a kiedy uwierzyc.

                Co do samego odczuwania duszy, to oczywiscie niczym jej nie
                zmierzymy. Jednak w swoim zyciu widze walke duchowa chocby w takiej
                postaci, jak opisywal to sw. Ignacy Loyola. Taka walke stoczyc musi
                kazdy, kto chce sie nawrocic i rozwijac swoja wiare.
              • magazynio1 Re: od funixa 01.11.07, 17:50
                funix napisał:

                >
                > Muszę Ci się za to przyznać, iż fakt, że ja, ateista od 15-roku życia, zdaję si
                > ę
                > dużo więcej wiedzieć na temat wiary niż 90% katolików w najbardziej katolickim
                > kraju Unii, jest dla mnie powodem głębokiego smutku.
                > Coś mi ciągle podpowiada (diabeł?), że jest to zupełna strata czasu ;)
                >
                > Pzdr :)

                Daj spokoj funix z tym katolickim krajem. To jest kraj zaklamania i braku samoswiadomosci. Zadaj pytanie znajomym "Czy Jezus JEST BOGIEM"
                A wiekszosc powie - NIE! Jest Synem Boga!
      • funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 26.10.07, 00:23
        patula1889 napisała:

        > Ja nie uważam się za katoliczkę i nie wierzę w nieśmiertelną duszę.

        A w zmartwychwstanie ciała?
        • marta2332 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 26.10.07, 06:58
          Jezeli ktos wierzy w diabla,to wierzy takze w aniola iinne rzeczy.Ja wierze w cos nie okreslonego,niepojetego,jakąs siłe ktora jest ponad nami, ale jest. Wszyscy ludzie mają jakies doswiadczenia, odczucia przeczucia, ale nikt nie umie tego okreslic. To jest świat nie zbadany,ktory sie składa z iluzji,snow,marzen, a tylko wpołowie jest realny i poznawalny.
          • michaelrym Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 01.11.07, 04:16
            Jestem wierzacy - wierze ze kiedys, pewnego dnia, zatryumfuje ludzki
            rozsadek (naiwne to, jak kazda wiara). Ludzie przestancie odjezdzac.
            Marto, wybacz mi ze biore Cie na widelec, brzmisz sympatycznie. Ale
            niestety czuje potrzebe skomentowania twoich stwierdzen:

            > Jezeli ktos wierzy w diabla,to wierzy takze w aniola iinne rzeczy.
            ***To bardzo prawdziwe, szczegolnie jesli chodzi o tzw inne rzeczy,
            czy tez iinne rzeczy (rzeczy jeszcze bardziej inne niz zwykle inne
            rzeczy). Nie bede natomiast wypowiadal sie na temat wartosci takiej
            wiary.


            > Ja wierze w cos nie okreslonego,niepojetego,jakąs siłe ktora jest
            ponad nami, ale jest.

            ***Przestan wierzyc w niepojete sily, przeczytaj zamiast tego
            podrecznik do fizyki.


            > Wszyscy ludzie mają jakies doswiadczenia, odczucia przeczucia, ale
            nikt nie umie tego okreslic.

            ***Bzdura, ludzie ktorzy potrafia krytycznie myslec i sie wyslowic
            potrafia to okreslic, i wiele razy juz to okreslili i opisali.
            Poczytaj troche.

            >To jest świat nie zbadany,ktory sie składa z iluzji,snow,marzen,
            atylko wpołowie jest realny i poznawalny.

            ***Po pierwsze: to nie jest zaden swiat, no chyba ze mianem swiata
            okreslasz to, co sie dzieje w dowolnej, pojedynczej ludzkiej glowie,
            co w pewnym kontekscie jest sluszne, ale nie tu. Jesli zbior
            informacji na jakikolwiek temat sklada sie z iluzji, snow, i marzen,
            to z definicji nie jest ani realny, ani do konca poznawalny. Ale tak
            w ogole cala sprawa tych iluzji, snow, itp jest calkiem dokladnie
            zbadana, nawet istnieja precyzyjne mapy ktore wskazuja, ze jak pan
            neurochirurg wetknie szpileczke dokladnie w to miejsce, to
            pacjentowi bedzie sie wydawalo/snilo/marzylo ze je befsztyk z
            cebulka; a jak wetknie szpileczke tuz obok, to ze cebulka
            przypalona. Lub tez, ze jesli tu i tu w mozgu nie dotrze taki i taki
            zwiazek chemiczny,to ktos bedzie na przyklad lubil ludzi/nienawidzil
            ludzi/beda mu oni doskonale obojetni, niepotrzebne skreslic w
            zaleznosci od rodzaju zwiazku chemicznego/miejsca w mozgu.

            Moim zdaniem religia i wiara w boga bierze sie z ludzkiego
            egocentryzmu, czyli w pewnym sensie innej wiary: wiary w to ze
            ludzie to pepek wszechswiata, ze sa najdoskonalszymi stworami pod
            kazdym z miliardow slonc, i ze maja ostateczna kontrole nad tym, co
            sie im przydarzy. Czyli bzdura numer 1, numer 2, i numer 3, podparta
            bzdura numer 4: zmajstrowal nas ten sam Mistrz, ktory zmajstrowal
            wszystko, i to w siedem dni! Ktos mi nie wierzy? Niech skoczy na
            spadochronie w srodek dzungli do jakiejs odizolowanej wioski, i
            pogada z miejscowymi. Uslyszy od miejscowych ze jest glupi, ze to
            ONI dawno juz rozpracowali sprawe, bog jest ich i pozwala im krasc
            krowy z sasiedniej wioski, bo im sie to nalezy, gadali z bogiem
            tysiac razy i wiedza na sto procent, bog wszystko stworzyl dla nich
            wlasnie, nie dla tych typkow z sasiedniej wioski czy jakis bladych
            wymoczkow z polnocy.

            Wracajac do tematu watku: nie ma zadnego zycia po smierci oprocz
            istnienia w pamieci innych ludzi, ktorzy jeszcze nie umarli. Moim
            zdaniem przez "wieczne zycie" filozof imieniem Jezus mial na mysli
            to, ze ten kto wierzy w milosc i praktykuje te wiare bedzie zawsze
            pamietany. Ale ciemny pazerny lud oczywiscie zinterpretowal to jako
            wieczne zycie w sensie niejako fizycznym (nawet te najwspanialsze
            dusze aniolami zwane potrzebuja skrzydelek zeby sie przemieszczac),
            wpadl w zachwyt, no bo jak nie wpadac w zachwyt jak ktos obiecuje
            wieczne zycie w niebianskim dobrobycie, i okrzyknal Jezusa synem
            Bozym. No a potem legenda rosla, rosla, i dzis dorosli ludzie dalej
            wierza w krasnoludki, oraz takim roznym ktorzy, na przyklad, zyja w
            celibacie i pouczaja ludzi na temat tego, jak powinno sie zyc w
            malzenstwie. Super, to sa najlepsi eksperci.

            Bylem wierzacy jako dziecko, ale teraz jestem dorosly i czasami
            pytam siebie, jak mozna w ogole bylo szanowac religie ktorej
            symbolem jest narzedzie sluzace do zadawania ludziom smierci w
            mekach. Juz lepszy polksiezyc czy jakis zwierzak. No ale wierzacy,
            obojetnie jakiego znaku, lubia krew i cierpienie, czesto to
            demonstruja, ostatnio najczesciej przy pomocy srodkow wybuchowych, w
            koncu mamy XXI wiek, ogniska sa obciachowe i trzeba isc z czasem.
            Niektorzy wierni lubia patrzec na rzezbe pokrwawionego faceta
            konajacego w mekach kiedy praktykuja swoja wiare, inni patrza na
            niebrzydki dywan ale za to grzmoca w niego glowa, zas niezaleznie od
            tego na co lubia patrzec wierni jako powod do mordowania innych
            zawsze podaja to ze ci inni mysla inaczej czyli zle, no bo to MY
            mamy racje, tak nam powiedzial nasz bog.

            Gdybysmy umieli gadac z zabami to dowiedzielibysmy sie ze swiat
            zostal stworzony przez Wielka Zabe, ktora potem naslala na wiernych
            rozne krwiozercze i zaboudczo-zercze potwory, jak np. stada
            opierzonych badz nieowlosionych typkow o dwoch nogach, bo zaby
            obrazily Wielka Zabe zjadajac jej ulubionego komara ktory wyjatkowo
            melodyjnie brzeczal, i umilal tym byt Wielkiej Zabie. Ach grzech to
            byl wielki i nic dziwnego, ze spotykaja nas nieszczescia, no ale nie
            martwimy sie, bo nadejdzie dzien kiedy bedziemy wszystkim rzadzic a
            Wielka Zaba potopi wszystkie zle typki w kaluzach, a szczegolnie
            zle, te nieowlosione - w kaluzach moczu. Tak powiedzialyby nam zaby.

            Powyzsze jest spontaniczna wypowiedzia moich pogladow, nie chce
            nikogo urazac czy obrazac mimo ze jako ateista czesto jestem w
            Polsce urazany i obrazany, czy raczej bylbym sie czul urazany i
            obrazany gdybym przywiazywal do tego prawdziwa wage. Ale irytacja
            jest, i stad troche kasliwy ton tego postu, za co przepraszam.
        • patula1889 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 26.10.07, 08:04
          Oczywiście że wierzę w zmartwychwstanie ciała. W Biblii Jezus
          wskrzeszał właśnie ciała ludzi. Poza tym Łazarz nie żył już kilka
          dni zanim go Jezus wskrzesił. Czy po zmartwychwstaniu opowiadał coś
          jakoby był już w niebie albo w ognistym piekle? Nie. Pismo święte
          przyrównuje jego śmierć do snu. A nieśmiertelna dusza to bajki,
          które kler wmawia ludziom, żeby robić na tym dobry interes i niezłą
          kasę za ofiary za mszę za dusze w czyścu cierpiące.A my przeciez tym
          ludziom już nie mozemy w ogóle pomóc.
          pozdrawiam
          • jann.1 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 26.10.07, 09:58
            patula1889 napisała:

            > Oczywiście że wierzę w zmartwychwstanie ciała. W Biblii Jezus
            > wskrzeszał właśnie ciała ludzi. Poza tym Łazarz nie żył już kilka
            > dni zanim go Jezus wskrzesił. Czy po zmartwychwstaniu opowiadał coś
            > jakoby był już w niebie albo w ognistym piekle? Nie. Pismo święte
            > przyrównuje jego śmierć do snu. A nieśmiertelna dusza to bajki,
            > które kler wmawia ludziom, żeby robić na tym dobry interes i niezłą
            > kasę za ofiary za mszę za dusze w czyścu cierpiące.A my przeciez tym
            > ludziom już nie mozemy w ogóle pomóc.
            > pozdrawiam
            Witam
            Szanowna Autorko według mnie są dusze śmiertelne i nieśmiertelne. Dusze
            smiertelne to te , które nie posiadają Ducha Boga Światłości Ojca Pana Jezusa i
            one faktycznie istnieją do końca świata. Kto jest śmiertwlny lub wieczny, czy
            jest czyściec i czy możemy pomagac ludziom po śmierci ich ciała (fizyczności),
            znajdzie Pani w apokryfie Jana apostoła i w podobnych dziełach tych samych
            apostołów , których ewangelie znajdują się w NT. Pomijam mój komentarz dlaczego
            były te dzieła ukrywane ale i na to znajdzie Pani odpowiedz w apokryfie Jana,
            którego tekst w tłumaczeniu ks. Wincentego Myszora znaleść można w internecie.
            • patula1889 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 26.10.07, 13:43
              Przykro mi, ale nie czytuję apokryfów, gdyż nie należą one do kanonu
              ksiąg natchnionych :)
    • jann.1 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 26.10.07, 09:21
      Większość odpowiedzi znajdzie Pan w apokryfie Jana w tłumaczeniu ks. Wincentego
      Myszora. Pełny tekst znajduje się w internwcie.
    • jann.1 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 26.10.07, 09:31
      funix napisał:


      > Czy taki "beznadziejnie bezinteresowny" chrześcijanin... to jeszcze chrześcijan
      > in?
      Sam fakt , że autor o tym pisze świadczy , że jest w nim Życie . Na prawie
      wszystkie pytania postawione przez Pana odpowiedz znajduje się w Apokryfie Jana
      , którego pełny tekst znajduje się w internecie.
      • muerte2 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 26.10.07, 10:37
        Szczerze mówiąc, to wiara wykształconych ludzi w 21 wieku w diabły,
        anioły, świętych obcowanie i inne – działa na mnie trochę jak
        płachta na czerwonego byka. Podobnie zresztą jak ich niezmącona
        wiara i przyjmowanie w sposób dosłowny opowieści biblijnych (ciekawe
        jak w tym literalnym kontekście postrzega się treść Księgi
        Ezechiela – jako opis statku kosmicznego?). Nie mogę się oprzeć
        bluźnierczemu cokolwiek pytaniu – dlaczego z równie wielkim
        przekonaniem odrzuca się sugestię, że kiedyś czarownice latały na
        miotłach? Może przecież działał wówczas ten sam mechanizm łamiący
        prawa natury – w odniesieniu do wskrzeszania zmarłych i latania na
        miotle? Zastanawiające jest to uciekanie się do przejawów boskiej
        ingerencji, gdy na chwilę obecną nie potrafimy wyjaśnić mechanizmu
        jakiegoś zjawiska. A przecież de facto tak niewiele jeszcze wiemy o
        samym człowieku i jego naturze.
        Może biedny Łazarz popadł w śpiączkę, a potem samoistnie lub pod
        wpływem jakiegoś impulsu został z niej wybudzony? Czasem to się
        przecież zdarza i dzisiaj. Czy więc wybudzanie ze śpiączki (patrząc
        z boku jest to prawie-wskrzeszanie), które ciągle opiera się
        medycynie, jest zarezerwowane wyłącznie dla Boga? Może w takim razie
        powinno się zaprzestać poszukiwań medycznego sposobu wybudzania,
        żeby nie podpaść Bogu wkraczaniem w jego domenę?
        Ktoś tu zauważył, że świat składa się z grubsza ze sfery realnej i
        niezbadanej iluzji. Może więc należałoby tę niezbadaną iluzję po
        prostu badać, a nie iść na łatwiznę i obarczać istnieniem iluzji
        Boga? Może On tam siedzi zdenerwowany, że Go o wszystko „oskarżają”
        zamiast próbować dociekać jak to jest naprawdę? I wreszcie się tak
        zdenerwuje, że zarządzi w końcu koniec świata – no bo ile można
        czekać, że ludzie zamiast się uczyć i zadawać pytania będą
        odprawiali zabobony, a starożytne pomniki myśli ludzkiej uważać będą
        za prawdę objawioną?
        Ja bym się osobiście wściekł ;-)
      • funix Apokryf Jana 02.11.07, 23:24
        Nie zrozumiał Pan celu tego wątku. Nie proszę o poratowanie mnie odpowiedzią na
        dręczące mnie pytania!
        Ciekaw jestem, co z tego, co naucza w tej kwestii KK jest faktycznie przez
        wykształconych, młodych, myślących Polaków zaakceptowane jako zgodne z własnym
        przekonaniem.
        Jeśli Pan z kolei czyta ewangelie gnostyczne, zamiast – po katolicku –
        poprzestać na kanonicznych, to też chętnie dowiedziałbym się, dlaczego? I to
        pytanie stawiam Panu, a nie autorowi apokryfu Jana z II wieku n.e., którego
        szanse na osobistą rozmowę z Jezusem były nie wiele większe... od moich ;)
        Pozdrawiam :)
    • lynettes Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 26.10.07, 17:07

    • funix Podziękowanie za udział ;) 28.10.07, 00:59
      Ponieważ nic nie wskazuje na to, aby do jakiejś dyskusji (z wierzącymi) na ten
      temat miało jednak dojść, uważam, że wątek zmarł śmiercią naturalną ... i nie
      przewiduję jego zmartwychwstania ;)

      Nie ukrywam, że jestem zawiedziony, ale o tym nie chciałbym się rozwodzić akurat
      wobec tych, którzy podjęli próbę odpowiedzi na moje pytania. Tym bardziej raczej
      chciałbym wszystkim podziękować, zwłaszcza tym, którzy zadali sobie trud
      napisania dłuższego, osobistego tekstu.

      „Stracony” tu czas chciałbym Wam zrekompensować paroma... refleksjami, których –
      mam nadzieję! – nie uda się Wam uniknąć czytając poniższe teksty ;)

      „Bo ja, Sinuhe, jestem człowiekiem i jako człowiek żyłem w każdym człowieku,
      który istniał przede mną, i jako człowiek żyć będę w każdym człowieku, który
      przyjdzie po mnie. Żyję w ludzkim płaczu i radości, w ludzkim smutku i lęku, w
      dobroci człowieka i jego złości, w sprawiedliwości i niesprawiedliwości, w
      słabości i sile. Jako człowiek żyć będę wiecznie w człowieku i dlatego nie
      pragnę ofiar na moim grobie i nieśmiertelności dla mego imienia.”
      Mika Waltari „Egipcjanin Sinuhe”

      www.kaczmarski.ltd.pl/
      „Dobre rady Pana Ojca”
      „Piosenka zza miedzy”
      „Sprawozdanie z raju”
      „Teodycea”
      „Traktacik o wyobraźni”
      „Światło”

      Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam :)

      PS
      Carpete diem!
      • pos3gacz Re: Podziękowanie za udział ;) 01.11.07, 09:24
        funix napisał:

        > Ponieważ nic nie wskazuje na to, aby do jakiejś dyskusji (z
        wierzącymi) na ten
        > temat miało jednak dojść, uważam, że wątek zmarł śmiercią
        naturalną ... i nie
        > przewiduję jego zmartwychwstania ;)
        XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
        Sam nie wierzysz w zmartwychwstanie a innych próbujesz naciągać
        na wypowiedzi
      • jedrek4 Re: Podziękowanie za udział ;) 01.11.07, 11:31
        Przekopałem się przez cały wątek i chciałem Ci pogratulować
        wytrwałości w moderowaniu i podtrzymywaniu dyskusji :-)Nic nowego
        już chyba nie da się wykrzesać z tego wątku - za dużo tu raf i
        mielizn naustawiałeś żeby polemizować na gruncie KK ;-)Ja do
        powstawania religii odniósłbym teorię ewolucji. Dlatego uważam iż
        islam jako religia późniejsza, bardziej dopracowana odniesie sukces.
        A że religia jakakolwiek jest potrzebna to sam udowodniłeś
        wstawiając tekst o lęku.
        • atolski21 Re: Podziękowanie za udział ;) 01.11.07, 11:58
          Mylisz sie co do "dopracowania Islamu". Islam to krok do tylu.
          Dyskryminuje role kobiety a poligamia kreuje watache sexualnie
          sfrustrowanych bezzennych mezczyzn, ktorzy stanowia ciagle
          zagrozenie dla porzadku spolecznego. Islam nie nadaje sie dla
          spoleczenstw wsplczesnych i przyszlych i obecnie jest obrazem
          stagnacji i zacofania cywilizacyjnego.
          Chrzescijanstwo jest najpelniejszym wyrazem madorsci wielu
          cywilizacji: summeryjskiej, doliny Indusu,Judaistycznej,Babilonskiej
          Perskiej i Greckiej. Chrzescijanstwo to szczytowa religia na
          wszystkie historyczne epoki i spoleczenstwa.
          Chrzescijanstow wytworzylo dominujaca zchodznia cywilizacje Judeo-
          -Chrzescijanska
          • pos3gacz Re: Podziękowanie za udział ;) 01.11.07, 12:43
            atolski21 napisał:

            > Mylisz sie co do "dopracowania Islamu". Islam to krok do tylu.
            > Dyskryminuje role kobiety a poligamia kreuje watache sexualnie
            > sfrustrowanych bezzennych mezczyzn, ktorzy stanowia ciagle
            > zagrozenie dla porzadku spolecznego. Islam nie nadaje sie dla
            > spoleczenstw wsplczesnych i przyszlych i obecnie jest obrazem
            > stagnacji i zacofania cywilizacyjnego.
            > Chrzescijanstwo jest najpelniejszym wyrazem madorsci wielu
            > cywilizacji: summeryjskiej, doliny
            Indusu,Judaistycznej,Babilonskiej
            > Perskiej i Greckiej. Chrzescijanstwo to szczytowa religia na
            > wszystkie historyczne epoki i spoleczenstwa.
            > Chrzescijanstow wytworzylo dominujaca zchodznia cywilizacje Judeo-
            > -Chrzescijanska
            XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXxxx
            Też jesteś w błędzie.Wszystkie religie powstały tylko po to aby
            garstka cwaniaków i leni mogła dostatnio i wygodnie żyć.Ich głównym
            zajęciem jest udowadnianie,że właśnie oni są pośrednikami między
            bogiem a ciemnym ludem[można ich porównać do treserów,którzy tresurę
            zaczynają od chwili urodzenia się człowieka].Co w przyrodzie jest
            rzeczą niemożliwą oni doprowadzili do perfekcji a mianowicie
            potrafią nawet wydoić barany.
            • atolski21 Re: Podziękowanie za udział ;) 01.11.07, 13:13
              Czy ty jestes ciemnym ludem? Chyba tak i dlatego wszystko jedno kto
              cie nagania. Czy socjotechnicy Urbana i Michnika czy ktokolwiek inny.
              Ciemna masa ateistyczna zawsze byla i bedzie naganiana.
              Ja jestem swietnie wyksztalcony i inteligentny i moja wiara
              katolicka to moja suwerenna decyzja w wyniku calozyciowych
              przemyslen.
              Co do zarobkow ksiezy, to Gazeta Wyborcza opublikowala miesiac temu
              dane: W Polsce kleryk zarabia 800 zl miesiecznie + pokoik.
              Proboszcz zarabia srednio 1500 zl miesiecznie. Wiec ta twoja teza o
              wzbogacaniu sie kleru to atolskie klamstwo i blaga.
              Ci ksieza , ktorych znam to porzadni i szczerze wierzacy w Jezusa
              Chrystusa ludzie.
      • aistionnelle Re: Podziękowanie za udział ;) 01.11.07, 16:31
        Funix , słuchaj no.Twoja działalność w tym wątku wygląda tak ,jakbyś
        robił/a badania ( może do pracy magisterskiej , innej , na
        zlecenie ) na temat percepcji czy wyobrażeń wierzących o życiu
        pozagrobowym .Nie wolno jednak zbierać materiałów badawczych nie
        poinformowawszy badanych o tym , że się to robi! To nieetyczne.I nie
        zrobisz tego w ten sposób , musisz mieć porządne narzędzie , które
        pozwoli zebrać jednolity materiał badawczy ,a nie wypowiedzi we
        wszystkie strony na forum internetowym .I nigdy nie oceniaj
        respondentów , nie śmiej się z nich , nie wysyłaj do
        psychologów /psychiatrów ...Nie tędy droga .A
        PS Mail gazetowy do dyspozycji w tej sprawie
        • funix Re: Podziękowanie za udział ;) 02.11.07, 23:00
          Zapoznaj się, proszę, z psychologicznym znaczeniem pojęcia „projekcja”
          pl.wikipedia.org/wiki/Projekcja_%28psychologia%29
          a potem jeszcze raz uważnie przeczytaj, co piszę;)
          • aistionnelle Re: Podziękowanie za udział ;) 03.11.07, 17:20
            Wiesz,polecać psychologowi sprawdzanie tego pojęcia to trochę tak
            jak uczyć krawca co to są nożyce.Daruj sobie tanią dydaktykę i
            stawianie diagnoz .Projekcją można nazwać wszystko - także poradę by
            pójść do stomatologa (" na pewno każe mi iść do dentysty bo go
            samego bolą zęby ").Po prostu uznałam za konieczne poinformowanie
            użytkowników forum jaki jest Twój zamysł i cel(ich przede wszystkim )
            a Ciebie samego , że jest on dośc przejrzysty .Tobie polecam hasło
            " manipulacja "-źródło dowolne
            • marta2332 Re: Podziękowanie za udział ;) 04.11.07, 21:42
              W biblii jest tak jak w zyciu, czyli walka przeciwienstw,np 'ostatni pierwszymi-pierwsi ostaatnimi, zło nagrodzone dobro ukarane. Dobrze sie zyje grzesznikom, wystarczy sie wyspowiadac imozna grzeszyc dalej. zyj i pracuj, nic ci z nieba nie spadnie,najwiecej sie zarabia na cudzej niewiedzy.
            • funix Żałuję ;) 08.11.07, 23:31
              Gdybym choć mógł przypuszczać, że takich się teraz kształci psychologów – uwierz
              mi! – *nigdy* bym jej tej rady nie dał!

              PS
              >Projekcją można nazwać wszystko - także poradę by
              >pójść do stomatologa

              Ty albo czytaj uważnie i z namysłem, to co piszę, albo wcale.
              • marta2332 Re: Żałuję ;) 08.11.07, 23:40
                Mozna takze powiedziec "przyglądanie sie światu -to projekcja naszych marzeń".
                • abmiros Jezus nie dotrzymal swoich slow! (1) 09.11.07, 05:59

                  Ewangelia wg Mateusza 16:27,28.
                  "Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z
                  aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania.
                  Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają
                  śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w królestwie
                  swoim".


                  Ewangelia wg Marka, 8:38, 9:1.
                  "Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi przed tym pokoleniem
                  wiarołomnym i grzesznym, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie,
                  gdy przyjdzie w chwale Ojca swojego razem z aniołami świętymi.
                  Mówił także do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu
                  stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą królestwo Boże przychodzące w
                  mocy".

                  Ewangelia wg Lukasza, 9:26,27.
                  "Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi, tego Syn Człowieczy
                  wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w swojej chwale oraz w chwale
                  Ojca i świętych aniołów.
                  Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają
                  śmierci, aż ujrzą królestwo Boże".


                  Ewangelia wg Mateusza 24:22.
                  "Gdyby ów czas nie został skrócony, nikt by nie ocalał. Lecz z
                  powodu wybranych ów czas zostanie skrócony".

                  Ewangelia wg Mateusza: 24:32-34
                  "A od figowego drzewa uczcie się przez podobieństwo! Gdy jego
                  gałązka staje się soczysta i liście wypuszcza, poznajecie, że zbliża
                  się lato. Tak samo i wy, kiedy ujrzycie to wszystko, wiedzcie, że
                  blisko jest, we drzwiach. Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to
                  pokolenie, aż się to wszystko stanie".



                  • abmiros Jezus nie dotrzymal swoich slow! (2) 09.11.07, 06:01
                    Jezus nie dotrzymal swoich slow, bo po smierci po prostu jest tak
                    samo, jak bylo przed narodzeniem, a co wszyscy znamy. Nie ma nic.
    • xs550 Jest to proste: pieklo albo niebo 01.11.07, 03:00
      Jezeli bylo sie dobrym katolikiem (czlonkowie innych religii juz nie) to sie po smierci unosi do nieba na blekitnej chmurce gdzie drzwi otwiera swiety Piotr i chor aniolow spiewa Ave Maryja. Ale to nastapi tylko wtedy jezeli chodzisz w niedziele do kosciola, odmawiasz pacierz i dajesz sowicie na tace. Natomiast jezeli odpuszczales sobie chodzenie do kosciola to nic nie pomoze - i tak wyladujesz w piekle. A pieklo wyglada mniej wiecej tak: jest to miejsce ciemne, oswietlone jedynie wiecznie palacymi sie ogniami i wypelnione beczkami ze smola w ktorych to siedza i pieka sie grzesznicy (tzn. ci ktorzy do kosciola nie chodzili lub chodzili nieczesto). A wokol nich tancza diably, ze swoimi rogami i ogonami. W rekach oczywiscie maja widly ktorymi dzgaja gotujacych sie grzesznikow. Tak to bedzie. A wiec radze chodzic do kosciola i czesto do spowiedzi. Bo spowiedz tez jest niezbedna aby poplynac na tej chmurce do swietego Piotra. Bez spowiedzi, chocbys byl najlepszym czlowiekiem na ziemi (choc jezeli nie jestes katolikiem to raczej nie jestes najlepszy) to i tak zjedziesz w dol do ogni piekielnych ukrytych gleboko, gleboko pod ziemia.
    • raveness1 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 01.11.07, 05:23
      Nie ma zadnej roznicy pomiedzy wierzacymi i niewierzacymi. Jedni i
      drudzy to tchorze i ignoranci. Zadne z nich nie ma odwagi by
      wyrzucic na smietnik swoja wiare lub niewiare (co jest tym samym) w
      boga i zajrzec w glab siebie.
      No, ale to przeciez wymaga wysilku i ta niepewnosc, co tam znajde?
      Strach. Lepiej juz w cos wierzyc lub nie. To uwalnia od wszelkiej
      odpowiedzialnosci.
      Dyskutujecie o smierci, duchach, zyciu pozagrobowym...
      Pytasz czym jest smierc? A czy wiesz czym jest zycie? Powiedz mi
      czym jest zycie. Nawet tego nie wiesz a spekulujesz jeden z drugim o
      smierci. Odkryjmy najpierw czym jest zycie, w koncu jestesmy zywi a
      nic o nas i o zyciu wlasciwie nie wiemy.
      Smierc zostawmy na pozniej, w grobie bedziemy mieli mnostwo czasu na
      to by odkrywac czym jest smierc.
      • pos3gacz Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 01.11.07, 12:53
        raveness1 napisał:

        > Nie ma zadnej roznicy pomiedzy wierzacymi i niewierzacymi. Jedni i
        > drudzy to tchorze i ignoranci.
        xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
        W takim razie jaka jest różnica -=-butelka jest do połowy pełna-=-
        a -=-butelka jest do połowy pusta-=-???
        • raveness1 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 01.11.07, 16:21
          Zadna. To tylko kwestia interpretacji. Slowa.
          • atolski21 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 01.11.07, 16:32
            Ateista przylatuje w panice do madrego Rabina.
            "Nie wierze w Boga," dyszy atol.
            Nie martw sie Szlomo mowi Rebe, Ja tez NIE wierze w boga, w ktorego
            ty NIE wierzysz".
            Dedykuje to wszystkim ignorantom atolom, ktory NIE wierza w swoje
            atolskie , bzdurne wyobrazenia o Bogu.
    • qxo Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 01.11.07, 08:30
      "szukajcie a znajdziecie" - myślę, że dotyczy to nawet 2 zł które
      nam pod stół spadło- nie schylę się to nie znajdę - Jezus Chrystus
      motywuje nas do działania - Ty funix szukasz i dobrze - ja też to
      robię mimo tego, że jestem katolikiem z rodziny konserwatywnej i
      niby wszystko Kościół mi mówi - wiem , że BÓG nie jest katolikiem
      ani żadnym muzułmaninem itd :) ON JEST i już.... a nasze spory są po
      prostu żenujące jak żart prowadzącego:) . Myślę, że moje wychowanie
      (katolicyzm) stało się bazą do własnych przemyśleń i doświadczeń jak
      i również korzystania z doświadczeń moich bliskich i znajomych.
      Wiem, że prąd płynie mimo tego, że nie znam się na tym i nie widać
      prądu... podobnie napiszę, że wiem o tym , że żyjemy po śmierci a
      Bóg jest Miłością i dlatego w przykazaniu miłości zawarł całą
      Biblię - reszta jest mało ważna jeśli nie zawiera się w Miłości
      czyli takim swojskim niereligijnym tłumaczeniu dla nas zbyt
      wyedukowanych pseudoprofesorków : "nie czyń drugiemu co Tobie
      niemiłe" ... w czasie śmierci Jezusa zasłona przybytku się rozerwała
      i miejsce do którego wstęp mieli tylko kapłani ukazało się ludziom -
      TERAZ KAŻDY MA DOSTĘP DO BOGA - możemy się bezpośrednio sami
      przekonać - musimy tylko tego chcieć - i żadne teorie i religie i
      pseudo naukowe wyznania innych nie dasdzą nam tego, podobnie jak
      żadna książka kucharska nie zastąpi nam smakowania potrawy - życzę
      abyś funix spróbował :) pozdrawiam wszystkich
      • qxo Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 01.11.07, 08:42
        ... czyli dodam, że posiadanie książki kucharskiej ( czytaj BIBLII )
        nie jest równoznaczne z kosztowaniem potraw w niej opisanych (
        czytaj BOGA )...
    • avchdega-27 Oficjalna nauka KK o tzw. rzeczach ostatecznych 01.11.07, 08:51
      funix napisał:

      > To nie prowokacja :))
      > Zwyczajnie mam nadzieję dowiedzieć się, w co wierzy (powinien wierzyć?)
      > współczesny, młody, polski, wykształcony katolik: co czeka go po śmierci?

      (...)

      Jeśli naprawdę interesuje Cię oficjalna nauka Kościoła Katolickigo odnośnie
      tzw. spraw ostatecznych (obligatoryjna dla kazdego katolika), podana w sposób
      teologiczny (poważny i naukowy), to polecam Ci niniejszą stronę:

      www.teologia.pl/m_k/zag08-1a.htm#Umiera

      Dowiesz się tam wielu interesujących rzeczy, możesz je nawet sobie przesłuchać,
      bo wiele ciekawych wykładów jest również w formacie mp3.

      Oczywiście można na tej stronie

      www.teologia.pl/index.htm

      poznać stanowisko KK także w wielu innych sprawach, a także – tu ukłon w stronę
      katolickich forumowiczów – pogłębić i „uporządkować” własną wiarę. Poczytanie
      sobie tych wykładów doskonale przygotowuje do dyskusji na tematy religijne i
      jest z wszechmiar godne polecenia.

      Życzę owocnej lektury i serdecznie pozdrawiam:)

      Jurek z Berlina
      • renebenay Dla mnie to proste 01.11.07, 09:17
        czlowiek nie umiera bo zyje w swoich dzieciach i niestety ten ktory ich nie ma
        to definitywnie zanika.Cale filozofie na temat smierci sa stworzone przez strach
        ludzki,do tego nawet powolano aparat wielu religi ktorych celem bylo stworzenie
        mniej lub bardziej debilnych doktryn.Zenitem glupoty ludzkiej sa miliony tzw.
        duchownych ktorzy do niczego nie sluza,to sa ludzie-pasozyty karmiacy sie
        naiwnoscia ludzka.
        • pos3gacz Re: Dla mnie to proste 01.11.07, 13:00
          renebenay napisał:

          > czlowiek nie umiera bo zyje w swoich dzieciach i niestety ten
          ktory ich nie ma
          > to definitywnie zanika.Cale filozofie na temat smierci sa
          stworzone przez strac
          > h
          > ludzki,do tego nawet powolano aparat wielu religi ktorych celem
          bylo stworzenie
          > mniej lub bardziej debilnych doktryn.Zenitem glupoty ludzkiej sa
          miliony tzw.
          > duchownych ktorzy do niczego nie sluza,to sa ludzie-pasozyty
          karmiacy sie
          > naiwnoscia ludzka.
          xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
          Powiedz to innym.Mnie nie trzeba.
          • atolski21 Re: Dla mnie to proste 01.11.07, 13:25
            Dla ciebie to proste? Alez oczywiscie, bo dla prostaka wszystko jest
            proste. Tak jak dla dzdzownicy, ktora ryje cale zycie w komposcie
            takze i dla ateisty wszystko to kompost.
            Patrzcie jako to proste ateisci: Zryjcie, sr*ajcie,kopu*lujcie i
            zdychajcie bez celu i sensu pod krzakiem jak zwierzeta. Wtedy
            osiagniecie szczescie wieczne. ha,ha,ha,ha,ha,ha,ha
    • fletniapana Dziwne proporcje 01.11.07, 09:42
      Czytając (nie wszystkie) wypowiedzi w tym wątku po raz nie wiem już który
      zauważam, że większość osób to osoby niewierzące a nawet wrogo nastawione do
      religii (w szczególności tej głoszonej przez kościół katolicki). Dziwne,
      szczególnie w porównaniu z powszechnym korzystanie z kościelnych ślubów,
      chrztów, pogrzebów.

      Czym jest dla mnie śmierć ? Przejściem mojej świadomości (duszy) do innego
      wymiaru, gdzie będę mógł obiektywnie ocenić swoje życie. Nie Bóg będzie mnie
      sądził. Sam to zrobię. I jeżeli stwierdzę, że do spotkania z Bogiem muszę się
      przygotować, będę się przygotowywał. Po prostu wstyd mi będzie stanąć przed Nim
      jeżeli nie będę w pełni gotowy. I to będzie mój wybór dokonany w pełni
      obiektywnie. Z uwzględnieniem wszelkich okoliczności łagodzących i obciążających.

      Ciało ? Wierzę w to że kiedyś wrócę do swojego ciała. Ale to ciało nie będzie
      miało większego znaczenia. Nie wiem, czy będzie to ciało dziecka czy dorosłego.
      Bez znaczenia.

      I w każdym momencie Bóg będzie przy mnie, tak jak ja staram się być przy nim tu
      na ziemi (ale nie dlatego, że ja się staram tylko dlatego że mnie kocha). Będę
      czuł jego miłość.

      Nie chcę rozważać tego wszystkiego w kontekście czasu (najpierw "czekanie",
      potem ...) bo czas istnieje tutaj.

      Piekło ? To też wybór człowieka. To wybór oddzielenia od Boga. Wybór dokonany
      tutaj i potwierdzony tam. Straszny wybór. Ale Bóg z racji raz danej człowiekowi
      wolnej woli tym którzy takiego wyboru dokonają nie odbierze tego prawa.

      Na koniec: sądzeni będziemy z miłości. Dzięki temu nie ma znaczenia to gdzie i
      kiedy się urodziliśmy i w jakich warunkach przyszło nam żyć. Ważne, ile miłości
      okazaliśmy innym.
      • jawor10 Katolizycm to dalsza sekta od judaizmu 01.11.07, 09:54
        Katolicyzm to odłam kościoła chrześcijańskiego i dawnop odszedł od
        fundamentu chrześcijaństwa, mnóstwo soborów zmieniało pojęcia,
        powywracane do góry nogami , nic nie trzyma się sensu i podstaw z
        Biblii. Ta dyskusja to widzimisie każdego forumowicza a nie
        powoływanie się na fundament religii chrześcijańskiej tj Biblii.
        Nawet poczytajcie Biblię Tysiąclecia , ale wydania I lub II , bo
        następne mocno pokiereszowane. Dla laika zrozumiałe najbardziej są
        ewangelie, chciaż należałoby rozumieć Stare Pisma, gdzyż ewangelie
        często odwołują się do nich - sam Jezus często udowadniał
        faryzeuszom, uczonym w pismach właśnie wersety ze Starego Testamentu.
        Katolik wierzy w to co jemu od młodych lat wciskano.
        Więc inni mogą powątpiewać jak to jest z tym życiem.
        • fletniapana Re: Katolizycm to dalsza sekta od judaizmu 01.11.07, 10:06
          Takie było założenie tej dyskusji. Każdy mógł opowiedzieć o swojej wierze i
          przekonaniach.
      • avchdega-27 Te proporcje wcale nie są aż takie dziwne:) 01.11.07, 10:56
        Profil filozoficzno-moralny tej gazety jest wlaśnie taki, że gdy mowa o
        „religii”, to nie chodzi o rzeczową dyskusję na tematy światopoglądowe, ale o
        bezpardonową krytykę, o bluźnierstwa, o prymitywne drwiny. Inaczej mówiąc,
        Gazeta Wyborcza jest pismem preferującym (i popularyzującym) ateizm, więc jej
        publikacje i fora przyciągają przede wszystkim właśnie ateistów, a zwłaszcza
        tych najbardziej agresywnych.

        Człowiek wierzący, który zdecyduje się na przykazane mu przez Pana Jezusa
        dawanie świadectwa własnej wiary na tzw. „religijnych” forach GW, nie powinien o
        tym w/w profilu nigdy zapominać.

        Na szczęście GW, jej ateistyczny profil i sfruwający się jak muchy do świeżego
        guana agresywni prześmiewcy, to tylko bardzo niewielki wycinek polskiej
        rzeczywistości, i nie należy go demonizować i się nim specjalnie gorszyć:)
        Ludzie ci, to nawet nie jest, poważny i gotowy do otwartego dialogu polski
        ateizm; to tylko wrzaskliwa sfora, która poza kąsaniem i głośnym szczekaniem
        niczego innego zaproponować nie potrafi...

        Pozdrawiam

        fletniapana napisał:

        > Czytając (nie wszystkie) wypowiedzi w tym wątku po raz nie wiem już który
        > zauważam, że większość osób to osoby niewierzące a nawet wrogo nastawione do
        > religii (w szczególności tej głoszonej przez kościół katolicki). Dziwne,
        > szczególnie w porównaniu z powszechnym korzystanie z kościelnych ślubów,
        > chrztów, pogrzebów.
        (...)

        • atolski21 Re: Te proporcje wcale nie są aż takie dziwne:) 01.11.07, 11:42
          Fora pseudo religijne sa oblezone przez tlum platnych agentow
          ateizmu. Dlaczego? Bo oplaca sie robic wode z mogu milionom
          mlodych Polakow i ich postomunistycznych rodzicow.
          A jak jest oczekiwany rezultat? Ogromny motloch ateistyczny
          bezwolny i oglupiony glosuje za ateitycznyn PO-LiDem, za
          zniewoleniem Polski, za jej rozkradzeniem , za eutanazja, aborcja i
          zboczeniami. Do tego dolacz miliony pseudokatolikow ktrzy "Bogu
          swieczke a diablu ogarek".
          Wiesz ci jest najzabawniejsze? Najbardziej agresywnych fanatykow
          holubia pseudo-katolickie fora "Wiara pl" (Gosc Nedzielny)
          i "Katolik pl"(zakon Salwatorianow")
          Jezeli katolik pokaze sie na tych forach to zostanie rozszarpany
          przez ateistycznych propagandzistow ,ktorzy przez dlugie lata sa
          dopieszczani przez te redakcje.
          I trudmo sie dziwic. Redaktorem Goscia NIedzielnego jest
          niejaki "ksiadz" Goncarczyk, pupilek lewicy laickiej i ulubieniec
          Gejow. Zas Salwatorianie firmuja swoje forum, ale oddali je w pacht
          diablu za miliony judaszowych srebrnmikow z setek reklam.
          Glupi i podly narodek nadwislanski.
          • pos3gacz Re: Te proporcje wcale nie są aż takie dziwne:) 01.11.07, 13:09
            atolski21 napisał:

            > Fora pseudo religijne sa oblezone przez tlum platnych agentow
            > ateizmu. Dlaczego? Bo oplaca sie robic wode z mogu milionom
            > mlodych Polakow i ich postomunistycznych rodzicow.
            > A jak jest oczekiwany rezultat? Ogromny motloch ateistyczny
            > bezwolny i oglupiony glosuje za ateitycznyn PO-LiDem, za
            > zniewoleniem Polski, za jej rozkradzeniem , za eutanazja, aborcja
            i
            > zboczeniami. Do tego dolacz miliony pseudokatolikow ktrzy "Bogu
            > swieczke a diablu ogarek".
            > Wiesz ci jest najzabawniejsze? Najbardziej agresywnych fanatykow
            > holubia pseudo-katolickie fora "Wiara pl" (Gosc Nedzielny)
            > i "Katolik pl"(zakon Salwatorianow")
            > Jezeli katolik pokaze sie na tych forach to zostanie rozszarpany
            > przez ateistycznych propagandzistow ,ktorzy przez dlugie lata sa
            > dopieszczani przez te redakcje.
            > I trudmo sie dziwic. Redaktorem Goscia NIedzielnego jest
            > niejaki "ksiadz" Goncarczyk, pupilek lewicy laickiej i ulubieniec
            > Gejow. Zas Salwatorianie firmuja swoje forum, ale oddali je w
            pacht
            > diablu za miliony judaszowych srebrnmikow z setek reklam.
            > Glupi i podly narodek nadwislanski.
            xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
            Znasz to-=-Głupi mówi co wie,mądry wie co mówi.
            Przemyśl to i nie pisz bzdur.
            • atolski21 Re: Te proporcje wcale nie są aż takie dziwne:) 01.11.07, 13:17
              Najbardziej ufam swoim obserwacjom jako czlowieka
              inteligentnego,wyksztalconego i obiektywnego.
              Ja jestem za madry ,aby jacys prymitywni atole wciskali mi swoj
              atolski kit za jedaszowe srebrniki Urabana, Michnika i Po-LiDu
    • vortex21 Kiedy myslisz Katolicka Religia ... 01.11.07, 10:20
      prosze nie stawiaj znaku rownosci pomiedzy nia a Chrzescijanstwem.

      Jezus Chrystus NIE jest zalozycielem KK, On poprostu dal ludziom
      mozliwosc ponownego spotkania sie z ich stworca, jedynym Bogiem, tym
      ktory byl, jest i zawsze bedzie, okreslonym w Starym Testamencie
      jako Jehowa (tlumaczenie Jestem Ktory Jestem - Istniejacy
      niezaleznie od czasu i miejsca. Nie jestem SJ, tak dla jasnosci).
      Byc Chrzescijaninem znaczy miec zywa, codzinna, gleboka relacje
      osobista ze zmartwychwstalym Jezusem Chrystusem, jako zywa osoba
      (przyjaciel, osoba droga). Oczywiscie Jezus Chrystus, jako osoba
      fizyczna, nie przebywa obecnie na ziemii lecz, jak to mowi Nowy
      Testament, siedzi po prawicy Ojca (czyli tego Boga, ktory Go wyslal
      na ziemie).

      Nastepnie, pytasz sie co oficjalnie po smierci? Odpowiedz jest
      zarazem prosta jak i skomplikowana. Technicznie mozna mowic o ciele,
      duszy, zmartwychwstaniu, etc., lecz to nie jest najwazniejsze. Mozna
      miec pewnosc ze dusza ludzka jest niesmiertelna, tego uczy zarowno
      Biblia jak i KK i z tym chyba nie masz problemu? Wazniejsze jest to -
      'co z ta dusza po smierci'? Biblia mowi jasno - jezeli masz zywa
      relacje z Chrystusem (zbawicielem), dusza twoja bedzie z Bogiem.
      Jezeli tej relacji nie masz, bedzie ona bez Boga. Gdzie bedzie
      (niebo, pieklo, czysciec) jest sprawa o znaczeniu drugozednym.
      Faktem jest ze nie kazdy czlowiek (niezaleznie od religii czy
      swiatopogladu) bedzie z Bogiem (zbawiony), nie kazdy tez bedzie bez
      Boga (potepiony). Faktem tez jest ze kazdy czlowiek ma szanse byc z
      Bogiem, lecz to zalezy wylacznie od tego czlowieka (Bog juz sie na
      ten temat wypowiedzial posylajac Chrystusa, Zbawiciela, On chce byc
      z nami).

      Do ciebie zatem nalezy odpowiedz na pytanie - Co ze mna po smierci?
      Mozesz wybrac byc z Bogiem lub tez wybrac przyszlosc bez Niego!

      Pozdrawiam
      vortex21
      • fletniapana Re: Kiedy myslisz Katolicka Religia ... 02.11.07, 17:14
        Nie wprowadzaj ludzi w błąd. Czytaj biblię (wiem, robisz to). W Ewangelii św.
        Mateusza (rdz.16 wersy 13-18) Jezus mówi wprost. Rozumiem, że jako Świadek
        Jehowy masz inne zdanie (np. nie uznajesz że Jezus był Bogiem) ale dobrze by
        było gdybyś oddzielał własne (a raczej poglądy swojej wiary) poglądy od słów
        zawartych w Biblii. Pozdrawiam.
        • fletniapana Re: Kiedy myslisz Katolicka Religia ... 02.11.07, 17:24
          Przeoczyłem, że zaznaczyłeś że nie jesteś SJ. Ale poglądy głosisz takie jak SJ.
          • marta2332 Re: Kiedy myslisz Katolicka Religia ... 02.11.07, 18:04
            Swiat idzie naprzod, ludzie cały czas piszą ewangelie,są różni zdolni, wykształceni też czyniący cuda.Bo my kochamy cuda,piekne słowa,wiare nadzieje,marzenia, bo życie jest trudne,trzeba miec ucieczke od rzeczywistości.
            • marta2332 Re: Kiedy myslisz Katolicka Religia ... 02.11.07, 18:15
              Sztuką jest bez żdnych religii,być dobrym uczciwym czlowiekuem,Swietą byc poco? Ludzie dla sławy i pieniedzy,zrobią wszystko,tak jest od zarania dziejow.
    • so_gdy W co wierzy.... 01.11.07, 10:20
      Pytanie przypomniało mi zdjęcie, które widziałem kilka dni temu
      z tzw. adoracji patrona ministrantów, gdzie tłumy katolików, w tym
      biskupi, z uwielbieniem wpatrywali się w kukłę ( plastikową? ),
      umieszczoną w szklanej trumnie.
      • atolski21 W co wierzy ateistyczny motloch 01.11.07, 11:00
        Pamietacie miliony ateistow przez 60 lat padajace na twarz
        w slepym uwielbieniu przed mumia Lenina , w szklanej trumnie
        owietlonej na rozowo? Takiej zwyrodnialej glupoty jaka prezentuje
        ateistyczny motloch nie bylo w dziejach swiata.
        I ateistyczni fanatycy maja odwage pierdziec mozdzkami na temat
        kultu swietego Dominika? Hanba dla atoli.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka