kabja Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 11:05 Aby moja wypowiedź mogła być całkowicie niezależna,najpierw odpowiem,potem poczytam,co napisali inni Forumowicze. Wiesz,nie dziwię się,że masz wątpliwości dotyczące zmatrwychwstania,ponieważ po ludzku rzecz biorąc,jest ono absurdem,jakimś paradoksem. Właśnie dlatego,aby przyjąć wiarę o zmartwychwstaniu, trzeba najpierw w to uwierzyć. Możnaby powiedzieć w tym momencie,że wiara i rozum nie idą w parze,a przecież codziennie przekonuję się,że tak nie jest i mam jeszcze dokument Kościoła potwierdzający ów fakt ("Fides et ratio"-polecam szczerze,choć aby zrozumieć tę encyklikę,tzreba ją przeczytać kilka razy). Ale do rzeczy: Po śmierci odbywa się tzw. sąd szczegółowy polegający na tym,że każdy z nas, osobno staje przed Bogiem w prawdzie. Wtedy decydują się losy naszej duszy. Wtedy mamy jedyną okazję opowiedzieć się ostatecznie za lub przeciw Bogu.Może się wydawać,że jest to najtrudniejsza decyzja,jaką musimy podjąć,ale przecież tak nie jest. Załe życie na Ziemi determinuje niejako ten ostateczny wybór. Kiedyś strasznie bałam się śmierci, teraz już jakby mniej. Przecież czeka na mnie Miłosierny Ojciec i nic,jak tylko wpaść w Jego ramiona... Ponowne przyjście Pana czyli paruzja ma nastąpić na końcu czasów i wtedy odbędzie się ostateczny sąd nad światem. Nie będzie to już sąd szczegółowy nad każdym z nas z osobna, wtedy wyjaśnią się losy świata jako takiego. Co z niechrześcijanami, pytasz? Otóż, to zależy, czy dany niechrześcijanin świadomie odrzucił Boga, czy po prostu, nie było mu dane poznać Go. Są przecież jeszcze miejsca na Ziemi,gdzie nie dotarła Ewangelia. Na szczęście,jeśli chodzi o wiarę, zasada "ignorantio juris nocet" nie obowiązuje,więc jeśli ktoś nie mógł poznać Boga z przyczyn niezależnych od siebie, nie może być potępiony. Co z resztą- sorki, mamy czas,aby się nawrócić w czasie ziemskiego życia,potem już niestety... Być może jednak,jak sądzą niektórzy teologowie, piekło jest puste,więc możemy mieć nadzieję,że Bóg jest aż tak miłosierny,że zbawi cały świat? Kto wie? Jeśli chodzi o ciało,to pamiętasz może,że Jezus po zmartwychwstaniu ukazał się uczniom w ciele? Pamiętasz może,że kiedy przyszedł do wieczernika,drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami? Pamiętasz też,że Jezus wszedł do środka mimo tych zamkniętych drzwi? Oto odpowiedź: otrzymamy ciało uwielbione,nieznające żadnych granic, nieznające bólu i cierpienia. Właśnie takie, jakie posiadał Jezus po zmartwychwstaniu. Jeśli chodzi o wytyczne Watykanu,to zaraz pogrzebie i sprawdzę,jak to wygląda. O, Konstytucja dogmtyczna o Kościele p.49 " Dopóki więc Pan nie przyjdzie w swym majestacie, a wraz z Nim wszyscy aniołowie (por. MT 25,31), dopóki po zniszczeniu śmierci nie zostanie poddane Mu wszystko (por. ! Kor. 15,26n), jedni z Jego uczniów pielgrzymują po ziemi, inni zaś po zakończeniu obecnego życia poddawani są oczyszczeniu, jeszcze inni zażywają chwały ... Nie będę przepisywać Ci całej konstytucji. Zachęcam do sięgnięcia do niej. Dokumenty Vaticanum II można kupić u Pallotynów. Pozdrawiam serdecznie! Mam nadzieję do zobaczenia w niebie :-) Odpowiedz Link Zgłoś
funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 23:56 kabja napisała: > Po śmierci odbywa się tzw. sąd szczegółowy polegający na tym,że > każdy z nas, osobno staje przed Bogiem w prawdzie. Wtedy decydują > się losy naszej duszy. Wtedy mamy jedyną okazję opowiedzieć się > ostatecznie za lub przeciw Bogu.Może się wydawać,że jest to > najtrudniejsza decyzja,jaką musimy podjąć A na czym ma polegać jej trudność?? Znasz kogoś, kto miał powody, by zdecydować, że Bogu na złość pójdzie na wieczność do piekła? > Kiedyś > strasznie bałam się śmierci, teraz już jakby mniej. Przecież czeka > na mnie Miłosierny Ojciec i nic,jak tylko wpaść w Jego ramiona... Co w tym jest, że chrześcijanie wierzący w Miłosiernego Ojca boją się śmierci, a ateiści – nie?! Może Bóg potrzebny jest tylko tym, którzy się boją? Spróbuj całkiem przestać się bać... >Pozdrawiam serdecznie! Mam nadzieję do zobaczenia w niebie :-) I ja pozdrawiam Cię serdecznie, ale muszę rozwiać Twą nadzieję: ja się tam zdecydowanie nie wybieram, więc mnie tam nie zastaniesz ;) (No, chyba że dostanę na Sądzie „propozycję nie do odrzucenia”;)) Odpowiedz Link Zgłoś
rycho7 oferte piekla uwazam za ciekawsza 20.10.07, 15:37 funix napisał: > Znasz kogoś, kto miał powody, by zdecydować, że Bogu na złość > pójdzie na wieczność do piekła? Nie mam powodu robic bogu na zlosc, szczegolnie, ze poniewaz on nie istnieje to nie zrobil mi niczego zlego. Natomiast oferte piekla uwazam za ciekawsza. Intelektualne obcowanie z odtraconymi bogami religii przedchrzescianskich, z ludzmi nieskalanymi katolska obluda, orgie i sado-maso piekielnych tortur. Ponadto wole klimat chlodniejszy. Odpowiedz Link Zgłoś
jmx Re: oferte piekla uwazam za ciekawsza 22.10.07, 04:19 Hm, jeżeli Boga nie ma to piekła również więc wyboru także nie będzie żadnego. A co do chłodniejszego klimatu - to chyba słyszałeś o 'ogniach piekielnych'? ;) Odpowiedz Link Zgłoś
jmx Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 22.10.07, 04:11 funix napisał: > Co w tym jest, że chrześcijanie wierzący w Miłosiernego Ojca boją się śmierci, > a > ateiści – nie?! Może Bóg potrzebny jest tylko tym, którzy się boją? Sprób > uj > całkiem przestać się bać... Ja się nie boję śmierci, chociaż jak będę się zachowywać i co czuć w ostatniej godzinie - nie wiem i nikt tego nie wie. Dlatego chyba trzeba ostożnie z tymi deklaracjami za życia (sama sobie sobie teraz zaprzeczyłam, trudno). Wierzę również w Boga, wieć jedno z drugim chyba nie jest związane? Bóg jest miłością. Jest miłosierny, niezgłębiony i wszechmocny. Bóg dał ludziom wolną wolę i to oni decydują o swoim postępowaniu, Człowiek nie jest marionetką w ręku Boga. Dlatego nie można powiedzieć, że Bóg wyrzyna ludzi w wojnach albo zsyła głód. Pożywienia na Ziemi jest dosyć tylko ludzie nie potrafią się nią dzielić. Co się bedzie działo naprawde po śmierci? nie wiem ;). Wiara to tajemnica i nie daje odpowiedzi na wszystko, czasem trzeba w milczeniu coś przyjąć i zaufać Bogu "w ciemno" ;). Nie wybierasz się do nieba? dla mnie niebo to stam niezmąconego szczęscia, spokoju, dobra... Nie chcesz być szczęśliwy? Skoro Ty pytasz to i ja sie odważę i o coś zapytam :). Chciałam o to zapytać To nie jest pytanie złośliwe, zadaję je w dobrej wierze. Jak wygląda życie duchowe ateisty? dla mnie ateizm to materializm (ale nie w znaczeniu przywiązania do pieniędzy i przedmiotów). Istnieje tylko to co materialne, ziemskie, namacalne. Gdzie tu miejsce dla niepoznawalnego, nienamacalnego? Mam nadzieję, ze nie poczujesz się urażony i zechcesz odpowiedzieć, jeśli nie publicznie to na gazetowega maila. Pozdrawiam :). Odpowiedz Link Zgłoś
abmiros Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 22.10.07, 22:36 jmx napisała: > Skoro Ty pytasz to i ja sie odważę i o coś zapytam :). Chciałam o to > zapytać To nie jest pytanie złośliwe, zadaję je w dobrej wierze. Jak > wygląda życie duchowe ateisty? dla mnie ateizm to materializm (ale > nie w znaczeniu przywiązania do pieniędzy i przedmiotów). Istnieje > tylko to co materialne, ziemskie, namacalne. Gdzie tu miejsce dla > niepoznawalnego, nienamacalnego? Jmx skierowala to pytanie do funix, ale mam nadzieje, ze nie pogniewa sie, kiedy i ja (ateista) podejme to pytanie. Ty ("wierzaca"), nie roznisz sie intelektualnie (czyli rowniez z punktu widzenia niepoznawalnego, nienamacalnego), ode mnie ("ateisty"). Moze roznimy sie tak jak roznia sie mezczyzna i kobieta, te roznice sa znaczne i wyrazne i dobrze opisane w psychologii; moze roznimy sie poniewaz mamy rozne doswiadczenia zyciowe; itd.; itd. Ale roznica wierzacy-niewierzacy to jest roznica tylko deklaratywna. WIERZYSZ, bo masz nadzieje, ze tak jest jak wierzysz, ale tak samo dobrze jak ja, Ty WIESZ, ze jest w tym w co wierzysz bardzo duzo (jezeli nie 100%) nadziei, ze po smierci sprawdzi sie to, w co wierzysz. Trzeba chociazby na wlasny uzytek wprowadzic wyrazne rozroznienie pomiedzy tym, co sie wie, a tym, w co sie wierzy. Nie chce byc nudny, ale nauka dostarcza caly wachlarz pojec w tym przedmiocie, jak fikcja, przypuszczenie, hipoteza, teoria, itd. Wystarczy wziac odpowiedni slownik. W moim przekonaniu roznice pomiedzy wierzacymi i niewierzacymi mozna byloby znacznie zminimalizowac gdyby obie strony precyzyjnie formulowaly swoje przekonania, gdyby obie strony uzywaly starannego, uzgodnionego jezyka. Bardzo czesto kiedy czytam czy slucham wierzacych, przychodzi mi na mysl, ze oni nie wiedzac o tym, dekonspiruja sie ze swojego co najmniej agnostycyzmu. Sa zreszta chrzescijanskie denominacje ktore sa otwarcie i oficjalnie agnostyczne. Odpowiedz Link Zgłoś
katriel Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 04.11.07, 22:22 funix napisał: > Znasz kogoś, kto miał powody, by zdecydować, że Bogu na złość > pójdzie na wieczność do piekła? Nie. Ale znam pewnego przemądrzałego ateistę, którego zresztą bardzo lubię, a z którym odbyłam kiedyś dialog następującego mniej więcej kształtu: ON: I jak ty to [to = nawrócenie w momencie śmierci] sobie wyobrażasz? Cały czas żyję sobie jak chcę, a w ostatniej chwili - pstryk! - "Panie Boże, już wierzę" - i idę do nieba? JA: Słuchaj - nie wiem. Ale czy ty jesteś pewien, że w tej ostatniej chwili będziesz w stanie powiedzeć "Panie Boże, już wierzę" - czy może ci to przez gardło nie przejdzie, bo byś się w ten sposób sprzeniewierzył wszystkiemu, czym żyłeś? ON [długa chwila milczenia, w końcu ze pewnym zdziwieniem w głosie]: Nie wiem... Odpowiedz Link Zgłoś
ssszymon Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 11:40 polecam "Rozwód ostateczny" autorsrwa Clive Staples Lewis'a(tego od Narni) Inne tytuły (np. inne tłumaczenia):* Podział ostateczny Tytuł oryginalny: "The great divorce" Co prawda autor był anglikaninem ale to co przedstawia w tej książce jest akurat zgodne z katolicyzmem prawie w 100%. krótko: krótko to ty wybierasz dobro lub zło problem jest taki że po śmierci będziesz musiał dokonać wyboru ostatecznego i albo wybrać Boga albo istnienie w odłączeniu od niego, On jest miłosierny ale też dał nam wolną wolę i jak widać po otaczającym nas świecie szanuje nasze wybory niezależnie czy są dobre czy złe, więc na pewno piekło nie musi być puste, a raczej jest dość mocno zaludnione. I dobre uczynki mają znaczenie bo to one są sprawdzianem wiary, tylko w wyjątkowych sytuacjach(nawrócenie tuż przed śmiercią) może wystarczyć sama wiara. Co do dokładnego stanowiska Watykanu na tan temat to jest taki jeden obowiązujący dokument, nazywa się bodajże Katechizm Kościoła Katolickiego, nie trzeba go nawet kupować: www.katechizm.opoka.org.pl Odpowiedz Link Zgłoś
mmujer Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 12:41 ssszymon napisał: > polecam > > "Rozwód ostateczny" autorsrwa Clive Staples Lewis'a(tego od Narni) > Inne tytuły (np. inne tłumaczenia):* Podział ostateczny > Tytuł oryginalny: "The great divorce" > Co prawda autor był anglikaninem ale to co przedstawia w tej książce jest akura > t > zgodne z katolicyzmem prawie w 100%. > > krótko: > krótko to ty wybierasz dobro lub zło > problem jest taki że po śmierci będziesz musiał dokonać wyboru ostatecznego i > albo wybrać Boga albo istnienie w odłączeniu od niego, On jest miłosierny ale > też dał nam wolną wolę i jak widać po otaczającym nas świecie szanuje nasze > wybory niezależnie czy są dobre czy złe, więc na pewno piekło nie musi być > puste, a raczej jest dość mocno zaludnione. Jezeli Bóg jest miłosierny i to nieskończenie miłosierny to nie może skazywac człowieka na piekło nie na 100 lat czy tysiąc lat ale na całą wiecznośc. Może i jakiś okres oczyszcenia jest. Za moje złe wybory tu na ziemi czy inaczej grzechy adwokatem moim przed Bogiem jest Jezus Chrystus. On za moje grzechy poniósł męczęńską śmierc na krzyżu. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie żebym ja za swoje grzechy siedział w piekle w towarzystwie Stalina albo Hitlera. A chyba nie ma piekła gorszego i lepszego. I dobre uczynki mają znaczenie bo t > o > one są sprawdzianem wiary, tylko w wyjątkowych sytuacjach (nawrócenie tuż przed > śmiercią) może wystarczyć sama wiara. Dobrymi uczynkami nie można sobie tu na ziemi zapewnic zbawienia. Potrzebna jest wiara w ofiarę Jezusa Cgrystusa. Dobre uczynki nogą by tylko pomocne. Nie ma żadnych wyjątkowych sytuacji względem Boga wszyscy jesteśmy równi. Przypomnij sobie Ewangelje, w ktorej najmowano pracowników do winnicy pańskiej. I ci co pracowali od wschodu słońca do jego zachodu i ci co pracowali tylko parę minut przed końcem pracy, dostali takie samo wynagrodzenie. Z tego wynika, że jeżeli ktoś tuż przed swoją śmiercią uwierzył w Jezusa Chrystusa będzie traktowany jak by miał wiarę przez całe swoje życie. Odpowiedz Link Zgłoś
funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 23:27 ssszymon napisał: >krótko to ty wybierasz dobro lub zło >problem jest taki że po śmierci będziesz musiał dokonać wyboru >ostatecznego i >albo wybrać Boga albo istnienie w odłączeniu od niego, ?? I na czym polega ten *problem*? Odpowiedz Link Zgłoś
wampirius Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 11:56 dyskusja na takie tematy to będzie ciągnęła się długo, ale żeby dowiedzieć się co naprawdę będzie to każdy zobaczy dopiero po śmierci, ja się kiedyś nad tym zastanawiałem, myślałem o reinkarnacji - jakoś najbardziej do mnie przemawia ta wizja, albo jesteśmy bytami w ciągle istniejącym i powtarzającym się w nieskończoność świecie i przeżywamy non stop to samo życie ------------------- www.otwieramy.pl/?p=89018 Odpowiedz Link Zgłoś
kabja Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 12:32 A ja wolę zostać sobą,niż za karę stać się robakiem, ble! Odpowiedz Link Zgłoś
eviva7 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 12:51 jesteś duszą,która przebywa w jednorazowym śmiertelnym ciele fizycznym.To ono stanie sie robakiem,ale nie nieśmiertelna dusza,która po pewnym czasie znów przybędzie na ziemię i wcieli sie w jakieś nowe ciało fizyczne. Odpowiedz Link Zgłoś
kabja Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 13:00 ...no,np.w robaka albo inne paskudztwo. Odpowiedz Link Zgłoś
kruk51 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 13:27 A nie masz odwagi powiedzieć sobie nie wiem ! Czy nie możność stwierdze nia czegoś jest tak przerażająca, że musisz dywagować co by było gdyby? Wadą naszych naukowców i autorytetów jest to, że za żadne skarby na świecie nie powiedzą " nie wiem." Bo uwłaczało by to ich geniuszowi. To, że religie robią wiernym wodę z mózgu celem podporządkowania ich sobie to wszyscy wiemy. Nieśmiertelność jest zagadnieniem wszystkich starożytnych religii, i nic z tego nie wynika. Duchowni też w to nie wierzą. W każdym bądź razie nie tak jak nas nauczają. Dla wygody i za kłamania samych siebie stworzyli takie pojęcia jak; nadzieja, ufność, wiara. Gdyby rzeczywiście tak było jak mówią, byliby kryształowymi ludźmi a nie są. Można by tak długo jeszcze, ale dość. Odpowiedz Link Zgłoś
awidja80op.pl80 Po śmierci nie ma nic! 19.10.07, 13:49 Tak jak nie było nic przed naszymi narodzinami, tak też nie będzie nic po naszej śmierci.Nasza świadomość jest funkcją naszego mózgu. Gdy jeszcze nie było naszego mózgu nie było też świadomości, gdy już nasz mózg przestanie pracować również nasza świadomość zniknie.To logiczne.Smierć podobna jest do snu lub do utraty przytomności, tylko w przeciwieństwie do tych stanów będzie trwać wiecznie. Już grecki filozof Epikur zakwestionował wiarę w życie pozagrobowe i jednoznacznie stwierdził, że dusza rozprasza się po naszej śmierci tak jak ciało.Jednym słowem wyłoniliśmy się z nicości i do niej powracamy.Jest to w pewnym sensie pocieszające, bo przecież oznacza to, że nie będziemy czuli już żadnego bólu fizycznego, ani psychicznego. Odpowiedz Link Zgłoś
kruk51 Re: Po śmierci nie ma nic! 19.10.07, 16:39 Jesteś brutalny, ale prawdziwy ! I to jest w cenie. Odpowiedz Link Zgłoś
megarian Po smierci na 100% jest kontynuacja czegos z tad.. 19.10.07, 18:30 Przezylem spotkanie z duchem, rozmawialem z nim prawie 2 godziny, byl swiadek w postaci kolegi ktory wogole nie zaliczal sie do grupy ludzi wierzacych. duch nie byl widoczny, nie widzialem go. rozmawialem z nim przez radio samochodowe. zmienial glosnosc na zero lub jeden. w czym jeden oznaczalo tak a zero nie... dwa oznaczalo niewiem a 50 czyli max.. rozpacz lub prosbe... nie wiem czy jest bog.. po tym "spotkaniu" pojawilo sie tylko wiecej pytan chociaz i wiele odpowiedzi. na 100% nie mam wbudowanego sterowania glosowego w radiu... pozatym zdarzenie mialo miejsce w austrii, a duchem byl polak z bydgoszczy nie mowiacy nawet po niemiecku. moglbym podac dokladne dane o nim, nie znam tylko imienia i nazwiska. wiem kiedy sie urodzil, kiedy umarl... nadal wierzyl w religie katolicka i uwarzal ja za wlasciwa. potrafil klamac, zmieniac zdanie, denerwowac sie i cieszyc... gdyby nie kolega ktory siedzial obok, pewnie sam bym nie uwierzyl. pozatym cale zdazenie bylo zupelnym przypadkiem, gdyby nie moja uwaga to przeoczyl bym ze to duch i do dzis myslal bym ze radio sie zepsulo. Odpowiedz Link Zgłoś
funix Re: Po smierci na 100% jest kontynuacja czegos z 19.10.07, 22:31 > nie wiem czy jest bog.. po tym "spotkaniu" pojawilo sie tylko wiecej > pytan chociaz i wiele odpowiedzi. Szczęściarzu, dostałeś odpowiedzi z zaświatów i jeszcze do tego nie grozi Ci spalenie na stosie!! pzdr ;) Odpowiedz Link Zgłoś
direta Żadne z powyższych, funix 19.10.07, 19:56 Możliwości, które wypunktowałeś w swoim pierwszym poscie, nie opisują tego, w co wierzą katolicy (oczywiście zdarzają się ludzie, którzy myślą, że są katolikami, ale nie wiedzą w co wierzą) Zauważyłam, że w pierwszych postach odezweali się albo swiadkowie Jehowy, albo protestanci, albo jeszcze jakieś inne osoby, natomiast jak dotąd nie znalazłam wykładni katolickiej. Przejrzę poprzednie posty (zajmie mi to pewnie parę dni, bo jest ich niemało) i jeśli nikt nie napisał w co wierzą katolicy, to się odezwę. No chyba, ze Twoje pytanie dotyczyło czego innego? Odpowiedz Link Zgłoś
rycho7 Re: Żadne z powyższych, funix 19.10.07, 20:06 direta napisała: > nie znalazłam wykładni katolickiej. Tez odnioslem takie wrazenie. Nie przeczytalem wszystkich postow i nie przeczytam. To nie jest az tak istotne. Wole roznorodnosc. Szatany musza sie natrudzic abym czyl tortury. Odpowiedz Link Zgłoś
funix Re: Żadne z powyższych, funix 19.10.07, 22:20 Hm, może znaczy to, katolicyzm stał się już (z powodu licznych poprawek?) zbyt skomplikowany i zbyt daleki od Ewangelii w odczuciu przeciętnego wierzącego? A może to polski katolicyzm utknął gdzieś na etapie średniowiecza, zadowala się ludycznymi obrzędami, karmi przesądami i pseudonaukowymi sensacjami z „Wróżki” i całkiem „uodporniony” jest na wszelką zachętę do refleksji płynącą z ... Watykanu? Pozdrawiam i czekam w napięciu na Twoją wersję słusznej wiary ;) Odpowiedz Link Zgłoś
rycho7 fizycznosc Nieba i Piekla 19.10.07, 19:56 funix napisał: > dusza wraca do ciała, które zmartwychwstaje O ile pamietam to Apokalipsa sw. Jana wszystko detalicznie wyluszcza. Twoje cialo bedzie zazywalo wiecznych wywczasow w obecnosci 7 slonc. Oznacza to 550 stopni Celsjusza. Dla mniej cieplolubnych przeznaczone jest Pieklo mrozace 270 stopniami Celsjusza plynnej siarki. > łaskawy Sąd Ostateczny i jakąkolwiek nagrodę po śmierci? Chory anielskie maja spiewac przes wiecznosc. Chinska tortura jako "nagroda". Czy moge zrezygnowac z takiej nagrody? Odpowiedz Link Zgłoś
dominik666 ameba stara się zrozumieć budowe promu kosmicznego 20.10.07, 03:24 "Trochę wiedzy oddala od Boga; wiele wiedzy przybliża do Niego" Technologia,tv,it mieszają maluczkim w głowach - racjonalnie nie da sie tego wytłumaczyć - największe umysły których odkrycia położyły podwaliny dzisiejszej technologi (Max Planck,Einstein...) wierzyli w Boga Biblia to dla mnie wielka metafora ale aby ją właściwie zinterpretować trzeba głęboko wierzyć jak ktoś słusznie napisał Bóg przemawia do nas przez biblie - wiara to nie dopuszczanie możliwości istnienia - ja mogę dopuszczać możliwość istnienia obcych cywilizacji ale w boga wierze i jestem pewien że nauka nigdy nie przybliży ludzkości do wiary... nawet jeśli (w końcu) nauka wytłumaczy nam czym jest tak podstawowa rzecz jak grawitacja - prościej mówiąc dlaczego nasz świat trzyma się "kupy" i nie rozleci się na kawałki jak na razie wszystko zablokowało się na "hipotetycznych cząstkach" "ciemnej materii" faktem jest że znajdujemy się na kawałku skały zawieszonej w ciemnej otchłani, nie mamy tak naprawde pojęcia co skupia materie i czym jest świadomość - niebo,piekło bóg może być przed naszym nosem w 11 wymiarze (na pewno to co teraz "wiemy" o wymiarach,czasoprzestrzeni to tylko ziarnko z pustyni wiedzy) przed naszymi nosami pl.wikipedia.org/wiki/Czasoprzestrze%C5%84 Odpowiedz Link Zgłoś
junimond Re: ameba stara się zrozumieć budowe promu kosmic 21.10.07, 00:18 @dominik666 poczytaj listy Einsteina w oryginale, nie wierzył w B_ga pod żadną postacią wieć nie uprawiaj socjotechniki :) pozdr P.S. Nowy Testament to jak dzieło prawie literackie wnosi wiecej zamieszania Odpowiedz Link Zgłoś
funix Zrobię wyjątek... 21.10.07, 00:59 ...i odpowiem na Twój post nie związany z tematem, bo wyraża on *typową* na forach postawę "pro". 1.>"Trochę wiedzy oddala od Boga; wiele wiedzy przybliża do Niego" Przejaw zarozumiałej retoryki, która „pozwala” a priori uważać wszystkich niewierzących za głupszych od siebie. Kto tego potrzebuje, przykleja tylko plaster na swój własny kompleks ;) A może by tak jednak w końcu uznać, że wiara i wiedza nie mają ze sobą *nic* wspólnego? 2.> Technologia,tv,it mieszają maluczkim w głowach - racjonalnie nie da sie tego wytłumaczyć. Przeciwnie! To, że człowiek zalewany ( głównie bezwartościową ;) informacją czuje się zagubiony daje się aż nadto dobrze racjonalnie wytłumaczyć:) Psycholodzy i socjolodzy mówią nawet o renesansie religii jako reakcji-ucieczce człowieka od nadmiaru informacji, które go przerastają. Widziałeś za to w Biblii miejsce, w którym Bóg oczekuje od człowieka, żeby ten myślał? 3.> największe umysły których odkrycia położyły podwaliny dzisiejszej technologi (Max Planck,Einstein...) wierzyli w Boga Ulubiony argument :) Tylko kiedy to było i w jakiego wierzyli Boga? Einstein podkreślał wielokrotnie, że nie wierzy w Boga osobowego. Żaden Jahwe ani Trójca Święta, dziedziczony grzech pierworodny, odkupienie grzechów i zmartwychwstanie ciała nie wchodziły dla niego w grę! Tylko bóg jako czysta inteligencja i przyczyna świata. A i to się pomylił skoro „jego” bóg nie mógł grać w kości, a ... *to coś / ten* gra ;) Mnie, ateiście, Bóg Einsteina zupełnie nie przeszkadza, ale Bóg dający przykazanie „Nie zabijaj!” i pomagający „swemu ludowi” wyrżnąć inny – bardzo! Wśród największych umysłów, które tworzą naszą współczesną wiedzę, zdeklarowani chrześcijanie jak von Weizsäcker (de.wikipedia.org/wiki/Carl_Friedrich_von_Weizs%C3%A4cker ) to odchodzące w przeszłość wyjątki. Już teraz dominuje niechrześcijański, względnie ateistyczny model ( en.wikipedia.org/wiki/Steven_Weinberg, en.wikipedia.org/wiki/Stephen_Hawking ) Dla największych umysłów chrześcijaństwo nie jest już atrakcją... ( forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=60118612&a=60341236 ) 4.>Biblia to dla mnie wielka metafora ale aby ją właściwie zinterpretować trzeba głęboko wierzyć. Twoja interpretacja – Twoja sprawa. Ja nie ośmieliłbym się twierdzić, że właściwie interpretuję tekst bez znajomości autora, czasów, okoliczności, adresatów. Tylko, że akurat poziom tej wiedzy o Biblii jest w polskim, katolickim społeczeństwie fatalny. Wystarcza głęboka wiara? To pewnie dlatego mamy na świecie ponad 6000 wyznań bazujących na Biblii. Oczywiście wszystkie są „te właściwe”...dla ich wyznawców ;) Chyba najlepiej będzie, jeśli na tym skończę, gryząc się w palce nim dotkną znów klawiatury... ała! Oczywiście, pozdrawiam ;) Odpowiedz Link Zgłoś
croyance Re: Zrobię wyjątek... 22.10.07, 21:14 Einstein podkreślał wielokrotnie, że nie wierzy w Boga osobowego. Żaden Jahwe ani Trójca Święta, dziedziczony grzech pierworodny, odkupienie grzechów i zmartwychwstanie ciała nie wchodziły dla niego w grę! Trudno wymagac od Zyda, zeby wierzyl w zmartwychwstanie i Trojce Swieta, no na litosc boska. Odpowiedz Link Zgłoś
funix Re: Zrobię wyjątek... 23.10.07, 00:45 croyance napisał: > Trudno wymagac od Zyda, zeby wierzyl w zmartwychwstanie i Trojce > Swieta, no na litosc boska. To przestańcie się wreszcie powoływać na wiarę Einsteina, gdy mowa jest o chrześcijaństwie, no na litość boską! Odpowiedz Link Zgłoś
croyance Re: Zrobię wyjątek... 23.10.07, 11:47 Czemu mowisz to do mnie? Mnie jest wszystko jedno. Mow do katolikow. Odpowiedz Link Zgłoś
funix Re: Zrobię wyjątek... 24.10.07, 00:02 croyance napisał: > Czemu mowisz to do mnie? Mnie jest wszystko jedno. Mow do katolikow. Wygląda na to, że zmylił mnie Twój nick ;) Chyba przyznasz sama, że w tym kontekście nie mogłem zgadnąć, że Ty akurat nie jesteś wierząca :) Na marginesie: skoro Einstein mógł rozstać się z judaizmem przodków, to mógł też zostać chrześcijaninem... gdyby odkrył w nim jakiś sens. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: croyance Re: Zrobię wyjątek... IP: *.brunel.ac.uk 24.10.07, 18:31 Nie umiem odpowiedziec na pytanie, czy jestem wierzaca, czy nie. Na poziomie intelektualnym uwazam, ze to wszystko brednie, ale w niektore rzeczy wierze wbrew swoim pogladom. Np. w samolocie, wierze. Na ziemi raczej nie. Roznie to bywa. A nick ma troche inna historie :-) IMHO, opowiesci, ze Einstein byl wierzacy sa tak samo sensowne, jak teksty, ze wszyscy wielcy naukowcy sa niewierzacy. Obie strony przerzucaja sie takimi wstawkami. Odpowiedz Link Zgłoś
abmiros Dusza. 20.10.07, 10:13 Dusza w jezyku polskim ma wiele znaczen, ich wyliczenie zajmuje w Slowniku Jezyka Polskiego ¾ strony, np.: ogol właściwości psychicznych czlowieka; psychika; swiadomosc; niematerialny i niesmiertelny pierwiastek w czlowieku; dawniej-chlop panszczyzniany; sztabka zelaza wkladana po rozzarzeniu do zelazka; drewniany klocek w instrumentach smyczkowych; itd. W chrzescijanstwie: tak Augustyn (354-430) jak i Akwinata (1225- 1274), przejeli poglad Arystotelesa (384-322 p.n.e.), ze dusza pojawia się w w plodzie meskim 40 dni po zaplodnieniu, a w plodzie zenskim 90 dni po zaplodnieniu. Przed uplywem tych okresow plod uwazany był za zwierze a nie za czlowieka. Rzymskokatolicka refleksja na temat duszy zmieniala się w ciagu wiekow. Przed Augustynem teologowie sadzili, ze dusza miesci się w ciele ludzkim jako cos osobnego, cos w rodzaju osobnego organu, albo ze dusza ludzka istnieje jeszcze przed powolaniem czlowieka do zycia i „wchodzi” do niego w momencie narodzin Dlatego np. w chrzescijanstwie był taki okres, kiedy teologowie sadzili, ze wczesne poronienia nie zabija czlowieka, poki to co jest poronione jeszcze nie ma duszy. Dusza w Katechizmie (przepisuje odpowiednie paragrafy Katechizmu): 363 Pojęcie dusza często oznacza w Piśmie świętym życie ludzkie lub całą osobę ludzką. Oznacza także to wszystko, co w człowieku jest najbardziej wewnętrzne i najwartościowsze; to, co sprawia, że człowiek jest w sposób najbardziej szczególny obrazem Boga: "dusza" oznacza zasadę duchową w człowieku. 368 Tradycja duchowa Kościoła mówi także o sercu, w biblijnym sensie "głębi jestestwa" (Jr 31, 33), gdzie osoba opowiada się za Bogiem lub przeciw Niemu. 367 Niekiedy odróżnia się duszę od ducha. W ten sposób św. Paweł modli się, aby "nienaruszony duch wasz, dusza i ciało... zachowały się na przyjście Pana" (1 Tes 5, 23). Kościół naucza, że rozróżnienie to nie wprowadza jakiegoś dualizmu w duszy. "Duch" oznacza, że człowiek, począwszy od chwili swego stworzenia, jest skierowany ku swojemu celowi nadprzyrodzonemu , a jego dusza jest uzdolniona do tego, by była w darmowy sposób podniesiona do komunii z Bogiem. 366 Kościół naucza, że każda dusza duchowa jest bezpośrednio stworzona przez Boga, nie jest ona "produktem" rodziców - i jest nieśmiertelna, nie ginie więc po jej oddzieleniu się od ciała w chwili śmierci i połączy się na nowo z ciałem w chwili ostatecznego zmartwychwstania. 365 Jedność ciała i duszy jest tak głęboka, że można uważać duszę za "formę" ciała; oznacza to, że dzięki duszy duchowej ciało utworzone z materii jest ciałem żywym i ludzkim; duch i materia w człowieku nie są dwiema połączonymi naturami, ale ich zjednoczenie tworzy jedną naturę. Odpowiedz Link Zgłoś
funix Dusza i co z jej definicji wynika... 20.10.07, 16:56 Dzięki za wywód! Doceniam wkład pracy ;) A teraz, proszę, napisz swoimi słowami, gdzie i jak tę nieśmiertelną „duszę duchową” z katechizmu w sobie odnalazłeś i jak ma się ona do tego, co współcześnie wiemy o człowieku. Pliiiiz ;)) PS Konsekwentnie unikam dyskusji o Bogu, którego z definicji się nie da poznać. Ale przecież nie powinno być najmniejszego problemu z duszą, która jest w każdym z nas czy nawet stanowi istotę każdego z nas! W Boga można wierzyć, własnej duszy trzeba być *świadomym*, bo nie można się identyfikować z czymś, czego się do tego stopnia nie zna, że trzeba w to wierzyć! Odpowiedz Link Zgłoś
abmiros Re: Dusza i co z jej definicji wynika... 20.10.07, 22:08 BEZ WIARY NIE MA WIARY. funix napisał: > To nie prowokacja :)) > Zwyczajnie mam nadzieję dowiedzieć się, w co wierzy (powinien wierzyć?) > współczesny, młody, polski, wykształcony katolik: co czeka go po śmierci? Ja, abmiros, jestem ateista, (odnosnie wszystkich bogow których proponuja mi religie) i agnostykiem, (odnosnie ludzkich mozliwosci ostatecznego zrozumienia budowy wszechswiata). Sadze jednak, ze naukowe podejscie (opieranie się na spostrzezeniach sprawdzalnych zmyslowo, powtarzalnych przez roznych ludzi i odtwarzalnych, i na logicznym mysleniu), pozwala zblizac się do co raz lepszego zrozumienia wszechswiata w którym zyjemy. Skoro jestem ateista i agnostykiem, nie powinienem odpowiadac na powyzsze pytanie funix, bo kazda moja odpowiedz to nie będzie oficjalna katolicka odpowiedz. Odpowiadam jednak bo sadze, ze funix nie dostanie od katolikow odpowiedzi na swoje pytanie już chociazby dlatego, ze wśród katolickich autorow jest niezgodnosc. Latwo jest zebrac rozne interpretacje roznych katolickich autorow i przeciwstawic je sobie, i wskazac chociazby to, ze przecza sobie nawzajem. Wystarczy zreszta zwrocic uwage, ile jest roznych chrzescijanskich denominacji które przecza sobie nawzajem, aby znalezienie po jednej zgodnej chrzescijanskiej odpowiedzi na podstawowe pytania chrzescijanstwa, (dusza, zycie, smierc, zmartwychwstanie, zycie pozagrobowe, itd.), uznac za beznadziejnie. W chrzescijanstwie nie wybiera się denominacji po jakosci odpowiedzi, lecz wierzy na zasadzie tradycji i lojalnosci w stosunku do rodzicow i srodowiska, czyli na poczatku jest tradycja, a doswiadczenie zmyslowe i logiczne myslenie, jeżeli wogole, to daleko na koncu calego procesu wiary. Indywidualna weryfikacja jest nie do pomyslenia. Sadze, ze najblizej oficjalnego stanowiska katolikow będzie ten, kto będzie się opieral na oficjalnie obowiazujacym w katolicyzmie katechizmie, ale tutaj natychmiast pojawia się trudnosc, bo funix pisze „współczesny, młody, polski, wykształcony katolik”. Zalozmy, ze znajdzie się dwoch takich i postawi ich obok siebie, to co powiedza? Oczywiście powiedza, ze oni „wierza, i ze wiara nie wymaga uzasadnienia. Ja na tym koncze proby dyskusji z katolikami. Jeżeli funix nie zmodyfikuje swojego pytania tak, ze szukajac oficjalnej katolickiej odpowiedzi można będzie siegnac do Katechizmu, to nie ma sposobu dac rzeczowej odpowiedzi na pytanie funix. Jeżeli ja zmodyfikuje, zostanie odeslany do rozdzialu drugiego w Katechizmie, gdzie natknie się na rozne odmiany slowa „wierze” (credo), albo slowa „symbol” (symbolon), a tam myslenie i analiza nie polega na odrzucaniu czegokolwiek, co już katolicyzm podawal do wierzenia, lecz na potwierdzaniu, potwierdzaniu jeśli trzeba to wbrew oczywistej informacji zmyslowej czy oczywistemu wnioskowaniu logicznemu. Bez wiary nie ma wiary. Katolicy dobrze o tym wiedza i posrednio ale wyraznie pisza o tym w swoim Katechizmie. Odpowiedz Link Zgłoś
funix Re: Dusza i co z jej definicji wynika... 21.10.07, 02:22 Sorry, Abmiros! Powinienem był sobie na czas przypomnieć Twoje wypowiedzi na temat wiary. Jesteśmy zgodni ;) Nie, swego pytania nie będę zmieniał. Jestem zawiedziony, ale brak odpowiedzi to też odpowiedź. Chociaż może jednak jeszcze ktoś spróbuje? Pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
45s11 Re: Dusza i co z jej definicji wynika... 21.10.07, 10:57 Ta cała bajka o bogu ,duszy,życiu pozagrobowym ,zmartwychwstaniu to działania mające znależć naiwnego który w to uwierzy i będzie razem z kościołem aż do śmierci.Na koniec najważniejsze!!!!Mało kto wyobraża sobie pogrzeb bez kościoła i KSIĘDZA z kropidłem-no bo co by ludzie powiedzieli. W innym pogrzebie ludzie wstydziliby się uczestniczyć.Tak to wymyślił 2000 lat temu kościół i to się dobrze sprzedaje do dziś.Nadzieją jest wejście Polski do Unii ,bo młodzi będą szybciej mogli się przekonać ,że można też inaczej /np. we Francji,Belgii,Holandii itp/ i bez dewiacji kulturalnie żyć. Odpowiedz Link Zgłoś
lilu71 Re: Dusza i co z jej definicji wynika... 21.10.07, 15:13 Chyba nie będziesz dobrze czuć się blisko Unii, bo ona dopuszcza różne poglądy a Ty widzę masz tylko jeden słuszny. Bardzo boję się wszelkiego fanatyzmu a niestety nie dotyczy on tylko religii. Niektórzy ateiści reprezentują ten rodzaj "klapek" na oczach jaki mają ortodoksyjni wierzący. Przekonanie o jedynie słusznym światopoglądzie, w którym "moja racja" jest tą prawdziwą a reszta to bajki nie świadczy najlepiej o tolerancji, którą właśnie promuje Unia. Odpowiedz Link Zgłoś
abmiros Re: Dusza i co z jej definicji wynika... 21.10.07, 16:23 Lilu71 napisala: > Chyba nie będziesz dobrze czuć się blisko Unii, bo ona dopuszcza różne poglądy > a > Ty widzę masz tylko jeden słuszny. Bardzo boję się wszelkiego fanatyzmu a > niestety nie dotyczy on tylko religii. Niektórzy ateiści reprezentują ten > rodzaj "klapek" na oczach jaki mają ortodoksyjni wierzący. Przekonanie o jedyni > e > słusznym światopoglądzie, w którym "moja racja" jest tą prawdziwą a reszta to > bajki nie świadczy najlepiej o tolerancji, którą właśnie promuje Unia. Tolerancja nie znaczy zgadzac sie bez dyskusji na poglady innych. W ramach tolerancji rowniez ateisci i agnostycy maja prawo sie wypowiadac, byle wypowiadali sie i postepowali zgodnie z prawem i trzymali sie ogolnie aprobowanych zasad dyskusji. A wsrod pogladow albo nie ma zadnego slusznego, albo jest tylko jeden sluszny. Nie ma takiej sytuacji, aby rownoczesnie bylo kilka slusznych-jezeli przedmiot dyskusji jest dobrze sformulowany.Dyskusja ma na celu wykryc ten sluszny. Odpowiedz Link Zgłoś
lilu71 Re: Dusza i co z jej definicji wynika... 21.10.07, 17:09 Widzę, że nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi. Mnie nie chodzi o samą dyskusję. Każdy ma prawo wypowiedzieć swoją opinię. Chodzi mi jednak o POZIOM dyskusji i używane w niej ARGUMENTY. Fanatyka od człowieka otwartego na dyskusję dzieli przepaść doboru słów. Można zaprezentować swoje zdanie nie obrażając nikogo - zresztą sam o tym napisałeś. A niestety w wypowiedzi, którą krytykowałam jest sformułowanie, które to robi. Jeśli uważasz, ze nazwanie wiary dewiacją jest zgodne z zasadami tolerancji, to wybacz, ale ja inaczej to postrzegam. Odpowiedz Link Zgłoś
funix Re: Dusza i co z jej definicji wynika... 21.10.07, 17:32 Cóż, dlatego prosiłem ateistów, żeby tego w „moim” wątku nie robili. Przy okazji: w życiu prywatnym nie dzielę ludzi na ateistów i wierzących (bo też i często nie wiem czy wierzą;), ale na takich, z którymi warto i takich, z którymi nie warto gadać... Pzdr:) Odpowiedz Link Zgłoś
lilu71 Re: Dusza i co z jej definicji wynika... 21.10.07, 18:12 To podobnie jak ja :)Pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
croyance Re: Dusza i co z jej definicji wynika... 22.10.07, 21:23 wierza, i ze wiara nie wymaga uzasadnienia. Ja na tym koncze proby dyskusji z katolikami. Bo zadajesz glupie pytanie. To jak prosic matke, zeby odpowiedziala na pytanie, dlaczego kocha swoje dziecko i logicznie to udowodnila. Odpowiedz Link Zgłoś
funix Dyskretny urok porównań... 23.10.07, 01:07 croyance napisał: > Bo zadajesz glupie pytanie. To jak prosic matke, zeby odpowiedziala > na pytanie, dlaczego kocha swoje dziecko i logicznie to udowodnila. ?? Znaczy się, wierzący rodzą swą wiarę w bólu, karmią, chronią i wychowują, i ten ojcowsko-matczyny afekt nie pozwala im już później do końca życia na obiektywizm i logikę?? Odpowiedz Link Zgłoś
croyance Re: Dyskretny urok porównań... 23.10.07, 11:54 Nie wiem, jak to funkcjonuje u wierzacych, ale trudno wymagac, zeby ktos w logiczny sposob tlumaczyl sie z wiary. Wiara to wiara wlasnie, i tyle. Kiedy syn mojego faceta - Zyda - byl ciezko chory i lekarze powiedzieli, ze umrze, on sie modlil i twierdzi, ze nagle poczul obecnosc Boza. Nie wie, co to bylo, nie umie tego wyjasnic ani opisac, nie wplywa to na jego swiatopoglad. Tak czul, i koniec, jaka logike bys tu chcial? Poza tym mysle ze tak, wiara rodzi sie w bolu, to czesto amalgamat zyciowych przezyc, roznych dowiadczen, tradycji, swiatopogladu, czasu, miejsca etc. - taka samo, jak np. gust w kwestii jedzenia. Ja, dajmy na to, lubie jedzenie slone, a moj narzeczony slodkie. Na pewno ma to wyjasnialne korzenie, ale gina gdzies w mrokach i trudno sie z tego tlumaczyc. Niemniej, z faktu, ze ja z takich czy innych powodow lubie slone, nie wynika jeszcze, ze uwazam, ze wszyscy inni to glupki i nie maja racji. Sorry, ale dyskusja o wierze, to debata, czy czerwony jest ladnym kolorem. Dla jednych jest, dla innych nie. Slyszales o ludziach, ktorzy wierza w cos, z czym sie sami nie zgadzaja? To nie jest wszystko takie proste. Co do logiki zas, generalnie osobowosc takimi prawami sie nie rzadzi, czlowiek nie jest istota racjonalna, emocje jej tez nie podlegaja. Odpowiedz Link Zgłoś
funix Re: Dyskretny urok porównań... 24.10.07, 00:55 croyance napisał: > Nie wiem, jak to funkcjonuje u wierzacych, ale trudno wymagac, zeby > ktos w logiczny sposob tlumaczyl sie z wiary. Wiara to wiara > wlasnie, i tyle. > Kiedy syn mojego faceta - Zyda - byl ciezko chory i lekarze > powiedzieli, ze umrze, on sie modlil i twierdzi, ze nagle poczul > obecnosc Boza. Nie wie, co to bylo, nie umie tego wyjasnic ani > opisac, nie wplywa to na jego swiatopoglad. Tak czul, i koniec, jaka > logike bys tu chcial? Jak najbardziej! Ta logika to psychoterapeutyczne działanie wiary. Bóg jest przy mnie i kocha mnie – to czyni cuda! Takiego działanie wiary nie zauważam jednak w kwestii oficjalnie obowiązującego nadal zmartwychwstania ciała. Przed 2 tys. lat chrześcijanie (dosłownie!) upierali się przy swojej męczeńskiej śmierci, teraz boją się naturalnej. Woleliby np. reinkarnację od tego w co muszą wierzyć. Tu się chrześcijaństwo zupełnie zestarzało... Byłem ciekaw osobistych przemyśleń wierzących na ten temat, ale oni nawet boją się myśleć... Wierzyć w coś, co budzi lęk?? > Poza tym mysle ze tak, wiara rodzi sie w bolu, to czesto amalgamat > zyciowych przezyc, roznych dowiadczen, tradycji, swiatopogladu, > czasu, miejsca etc. Hm, to jest właśnie pytanie, czy aby tej wiary nie dostajemy zasadniczo biernie w spadku, a potem jedynie „mordujemy” się całe życie próbując w bólu dopasować do tego anachronizmu sprzed 2 tys. lat nasze współczesne doświadczenie, wiedzę, uczucia. Czy to może dać dobry efekt? Pamiętasz piosenkę Młynarskiego „Układanka”: " Po co my to układamy jak to nie da się ułożyć? " - taka samo, jak np. gust w kwestii jedzenia. > Ja, dajmy na to, lubie jedzenie slone, a moj narzeczony slodkie. Na > pewno ma to wyjasnialne korzenie, ale gina gdzies w mrokach i trudno > sie z tego tlumaczyc. Niemniej, z faktu, ze ja z takich czy innych > powodow lubie slone, nie wynika jeszcze, ze uwazam, ze wszyscy inni > to glupki i nie maja racji. > Sorry, ale dyskusja o wierze, to debata, czy czerwony jest ladnym > kolorem. Dla jednych jest, dla innych nie. A gdzie ja z kimś w ten sposób polemizuję??? > Slyszales o ludziach, ktorzy wierza w cos, z czym sie sami nie > zgadzaja? Dlatego zacząłem od sprawdzenia, czy wiedzą w co „powinni wierzyć” i wyszło na to, że nie bardzo... > To nie jest wszystko takie proste. Co do logiki zas, generalnie > osobowosc takimi prawami sie nie rzadzi, czlowiek nie jest istota > racjonalna, emocje jej tez nie podlegaja. Ha, ha, ha, obawiam się, że dla mnie to jest jeszcze bardzie skomplikowane, niż dla Ciebie ;)) Czy to Cię uspokaja? Pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: croyance Re: Dyskretny urok porównań... IP: *.brunel.ac.uk 24.10.07, 18:39 Wiesz, wszystko to prawda, ale to jak ze znieczuleniem u dentysty. Mozna sobie byc odwaznym, i znac prawde bolu, ale raczej ludzie wybieraja zastrzyk. Mysle, ze szczegolnie ludzie o silnym instynkcie samozachowawczym beda sklaniac sie w kierunku wiary, bo - powiedzmy sobie szczerze - mamy za zadanie PRZETRWAC, a jesli wiara pomaga, to swietnie. Uwazam, ze zycie jest generalnie beznadziejnie urzadzone, i kazdy ma prawo szukac sensu i nadziei gdzie tylko chce. Uwazam to za oznake rozsadku. Bardzo sie np. ciesze, ze moja matka jest wierzaca - bo jesli mnie sie cos stanie, jej bedzie latwiej to przyjac, psychologicznie swietnie sobie poradzi. Kiedy chorowala na raka, wszyscy wkolo mieli depresje, a ona przeszla terapie ze spiewem na ustach i w dobrym humorze. Ja mysle ekonomicznie, funix; jesli dziala, to super. Nie ma co sie szarpac. A czy jest 'obiektywnie prawdziwe' to juz inna sprawa. Mowiac o ludziach, ktorzy wierza w cos, z czym sie sami nie zgadzaja, nie mam na mysli katolikow nieznajacych swojej doktryny, czy tez takich, ktorzy podazaja slepo za KK (czy inna grupa). Mam na mysli np. siebie; za cholere w nic nie wierze, ale np. nosze krzyzyk: jako symbol nadziei na to, ze zycie ma jakis sens, WBREW WSZYSTKIEMU, CO WIEM. A wybralam akurat krzyzyk, bo te tradycje znam najlepiej i mi tak najlatwiej. Moja wiedza i doswiadczenie mowi mi jedno - wiary nie ma - ale jest nadzieja. I tak ja sobie wyrazam, bo czemu niby nie? Odpowiedz Link Zgłoś
abmiros W ramach dyskretnego uroku porównań... 24.10.07, 22:25 Chetnie przeczytam cos na temat moich slowianskich poganskich przodkow. Oni musieli miec cos, co maja wszystkie religie: koncepcje budowy wszechswiata, koncepcje dobrych bogow ktorzy tym wszechswiatem rzadza, koncepcje zlych bogow (diablow), z ktorymi ci dobrzy bogowie walcza, losy czlowieka po smierci, ofiary jakie sa tym dobrym bogom mile, zwyczaje pogrzebowe, i wiele innych. Nieco na ten temat wiem z dawnych lektur, ale czy ukazalo sie cos nowego? Bede w Polsce prawdopodobnie na swieta i pobuszuje po ksiegarniach, chetnie jednak przeczytam informacje korespondentow na "Forum", jezeli oni na cos ostatnio natrafili, a wszystko to w ramach dyskretnego uroku porownan. Odpowiedz Link Zgłoś
funix Re: Dyskretny urok porównań... 25.10.07, 01:17 Gość portalu: croyance napisał(a): >Ja mysle ekonomicznie, funix; jesli dziala, to super. >Nie ma co sie szarpac. A czy jest 'obiektywnie prawdziwe' >to juz inna sprawa. Gdybyś uważnie przeczytała moje wypowiedzi (to nie zarzut, ani zachęta by to robić;)), zauważyłabyś, że i ja tak myślę;) Dlatego nie spieram się z wierzącymi: bóg jest! - nie ma boga! – jest dusza! – nie ma duszy! Itd. Wierzą ci, którzy tego potrzebują. Jeśli im to pozwala (lepiej) funkcjonować – OK, ich sprawa. Inna rzecz, że żyję w normalnym kraju, gdzie wiara (i niewiara) jest naprawdę prywatną sprawą. O Polsce ostatnich lat nie mogłem tego powiedzieć ;) >A wybralam akurat krzyzyk, bo te tradycje znam najlepiej i mi tak najlatwiej. Podsunę Ci alternatywę: anch –symbol życia. Są podstawy, by uważać, że Pachomiusz (pl.wikipedia.org/wiki/Pachomiusz ) wymyślając swój krzyż inspirował się tym właśnie symbolem. Szokujące są przedstawienia tego symbolu wpisanego w okrąg znajdowane na płytach grobowych jego zakonników. W miarę upływu lat górna pętla zmienia się w ramię krzyża. (Nb. tzw. "Reguła Pachomiusza" opisująca zasady życia zakonnego to absolutny horror!) Pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
croyance Re: Dyskretny urok porównań... 31.10.07, 16:42 Anch jest sprzeczny z moja tradycja kulturowa. Krzyzyk nie. Chociaz oczywiscie masz racje. Odpowiedz Link Zgłoś
v3gafx Sam nie wiem... 21.10.07, 15:45 Ja osobiście chciałbym wierzyć w reinkarnacje, ale wiem że nie jest to możliwe. Jestem chrześcijaninem, ale szczerze to ostatnio się gubię i nie wiem sam w co już wierzyć. Po prostu sądzę że trzeba żyć jak najlepiej, każdy z nas przecież umie odróżnić dobro od zła. Gdy będziemy tak żyć to z pewnością będziemy szczęśliwi. A jeśli ma "coś" nadejść to nawet jeśli, to będziemy przecież spokojni, gdyż byliśmy dobrymi ludźmi. Taka jest moja filozofia i myślę że wielu przyzna mi rację. Pozdro!!! Odpowiedz Link Zgłoś
eviva7 Re: Sam nie wiem... 21.10.07, 17:56 Inkarnacja istnieje,chociaż kościół w nią nie wierzy.Pisze o niej w Nowym Testamencie,V Ewangelii,Ewangelii Jezusa{są w Internecie i można je przeczytać},Bhagavad Gicie,Koranie itd.Dusza nie umiera tylko się reinkarnuje na ziemi. Odpowiedz Link Zgłoś
funix Re: Sam nie wiem... 22.10.07, 00:44 Hej, coś dla Ciebie znalazłem ;) Ale najpierw parę pytań: 1.Dlaczego chciałbyś wierzyć w reinkarnacje? 2.Dlaczego *wiesz*, że nie jest to możliwe. Wierzy się w to czego się nie wie. Ergo: musiałbyś wiedzieć, że reinkarnacji nie ma, żeby nie móc w nią wierzyć. Czy istnieje jakiś dowód obalający reinkarnację a równocześnie nie obalający nieśmiertelności duszy albo zmartwychwstania ciała? 3.Czy uważasz za możliwe uwierzyć w reinkarnację z równocześnie... *całkowitą* amnezją poprzedniego wcielenia? A teraz przeczytaj uważnie ten tekst i napisz, co o nim sądzisz. ( pewnie oberwie mi się, za mieszanie w głowach katolikom, ech ;)) Miłej lektury, pozdrawiam :) WIARA ROZMÓWCA: Należę do tych, którzy naprawdę wierzą w Boga. W Indiach byłem uczniem jednego z wielkich współczesnych świętych, który dzięki wierze w Boga spowodował tam wielkie polityczne przemiany. Cały ten kraj pulsuje rytmem boskości. Słyszałem pańskie wypowiedzi przeciwko wierzeniom, wiec zapewne jest pan niewierzący. Będąc jednak człowiekiem religijnym, musi pan mieć jakieś poczucie istnienia Najwyższego. Przewędrowałem całe Indie i sporą część Europy, odwiedzając klasztory, kościoły, meczety i wszędzie widziałem, jak żarliwa, głęboka wiara w Boga kształtuje ludzkie życie. Skoro nie wierzy pan w Boga, a jednak jest pan religijny, to jaki właściwie jest pański stosunek do tej sprawy? Dlaczego pan nie wierzy? Czy jest pan ateistą? Jak panu wiadomo, w hinduizmie można być ateistą, nie popadając w sprzeczność z ortodoksją. Oczywiście inaczej jest w chrześcijaństwie. Nie wierząc w Boga, chrześcijaninem być nie można. Ale nie o to chodzi. W istocie przyszedłem tutaj, aby prosić pana o wyjaśnienie pańskiego punktu widzenia i o wykazanie mi jego słuszności. Ludzie idą za panem, więc ciąży na panu odpowiedzialność, stąd moje pytanie. KRISHNAMURTI: Wyjaśnijmy przede wszystkim to, co poruszył pan na końcu. Nie ma tu miejsca dla żadnych wyznawców i nie jestem odpowiedzialny za pana ani za ludzi, którzy słuchają moich przemówień. Nie jestem też hinduista ani nikim podobnym, gdyż nie należę do żadnego religijnego czy niereligijnego ugrupowania. Każdy musi być światłem sam dla siebie. Dlatego nie ma tu nauczyciela ani ucznia. Trzeba to jasno zrozumieć od początku. W przeciwnym razie człowiek ulega czyimś wpływom, staje się niewolnikiem propagandy i perswazji. Dlatego wszystko, o czym obecnie mówimy, nie stanowi dogmatu, nie jest przedmiotem wiary. Nie chodzi tu również o przekonywanie; może jedynie dojść lub nie dojść do spotkania we wspólnym zrozumieniu. Otóż stwierdził pan z naciskiem, że wierzy pan w Boga i przypuszczalnie pragnie pan doświadczyć dzięki wierze tego, co można by nazwać boskością. Słowo „wiara" jest wieloznaczne. Bywa więc wiara w fakty, których się osobiście nie zna, ale można je sprawdzić, jak na przykład istnienie Nowego Jorku czy wieży Eiffla. Może pan być też przekonany o wierności żony, ale jak jest naprawdę, tego pan nie wie. Mogłaby przecież być niewierna w myślach, lecz będzie pan przekonany o jej wierności, gdyż faktycznie nie zauważył pan, by z kimś innym przebywała. Może ona zdradzać pana codziennie w myślach i panu zapewne też się to zdarzało. Wierzy pan chyba w reinkarnację, choć nie ma żadnej pewności, że coś takiego istnieje. I chyba wierzenie to nie ma wpływu na pańskie życie. Wszyscy chrześcijanie uważają, że należy kochać, ale nie kochają. Na równi z innymi znaczą swoją drogę fizycznymi i psychologicznymi zbrodniami. Jedni nie wierzą w Boga, a mimo to czynią dobro, zaś inni wierzą i dla tej wiary zabijają. Jeszcze inni szykują się do wojny, ponieważ, jak głoszą, pragną pokoju. Należy więc postawić sobie pytanie, po co w ogóle wierzyć w cokolwiek. Nie jest to wszakże równoznaczne z wykluczeniem istnienia wielkiej tajemnicy życia. Ale jedną sprawą jest wiara, zaś inną to, „co jest". Wiara w coś to słowa, to myśl, a nie sam przedmiot wiary. Ich tożsamość nie jest większa niż w przypadku pana i jego nazwiska. Spodziewa się pan dzięki doświadczeniu dotrzeć do prawdy swej wiary, dowieść jej przed sobą, ale wiara warunkuje pańskie przeżycia. Nie jest prawdą, że przeżycie potwierdza wiarę; to raczej wiara rodzi przeżycia. Pańska wiara w Boga przyniesie panu doświadczenie tego, co Bogiem pan nazywa. Może pan przeżywać tylko to, w co pan wierzy, nic poza tym. A to dyskwalifikuje pańskie przeżycia. Chrześcijanin będzie miewał wizje Dziewicy, aniołów i Chrystusa, zaś hinduista widział będzie mnóstwo podobnych bóstw; tak samo mahometanin, buddysta, judaista czy komunista. Rzekomy dowód prawdziwości wiary jest przez nią samą uwarunkowany. Istotne jest nie to, w co się wierzy, ale dlaczego w ogóle się wierzy. Dlaczego pan wierzy? Wobec tego, co rzeczywiście jest, jakie znaczenie ma różnica pomiędzy taką wiarą a inną? Wiara czy niewiara nie ma wpływu na fakty. Należy więc zapytać, dlaczego w ogóle wierzymy w cokolwiek. Co jest podstawą wiary? Czy nie niepewność, lęk przed nieznanym i brak bezpieczeństwa w tym ciągle zmieniającym się świecie? Niepewność we wzajemnych stosunkach? A może człowiek, stojąc wobec bezmiaru życia, którego nie pojmuje, szuka w wierze schronienia? A więc, jeśli wolno zapytać, czy wierzyłby pan, gdyby nie odczuwał pan żadnego lęku? R: Wcale nie jestem pewien, czy się czegoś obawiam. Kochani Boga i ta miłość jest źródłem mojej wiary. K: Czy chce pan powiedzieć, że jest pan wolny od lęku? Czy wobec tego wie pan, czym jest miłość? R: Zastąpiłem lęk miłością i dlatego lęk dla mnie nie istnieje. Dlatego też wiara moja nie płynie z lęku. K: Czy lęk można zastąpić miłością? Czyż nie jest to aktem przerażonego umysłu, który lęk zastępuje słowem „miłość", to znowu jest tylko wierzeniem? Przesłonił pan lęk słowem, któremu nadaje pan takie znaczenie w nadziei, że lęk ustąpi. R: Czuję się bardzo poruszony tym, co pan mówi. Chyba wolałbym przerwać te rozważania, gdyż moja wiara i miłość podtrzymywały mnie i pomagały żyć godziwie. To kwestionowanie mojej wiary powoduje we mnie zamęt, którego, szczerze mówiąc, obawiam się. K: A więc jest lęk i sam zaczyna go pan odkrywać. Burzy to pański spokój. Wiara pochodzi z lęku i jest jak najbardziej destruktywna. Trzeba być wolnym od lęku i od wiary. Wiara dzieli ludzi, czyni ich twardymi, wywołuje wzajemną nienawiść i przyczynia się do wojen. W sposób okrężny przyjmuje pan mimowolnie, że wiara rodzi się z lęku. Wolność od wiary jest nieodzowna, aby wyjść lękowi naprzeciw. Wierzenia, podobnie jak wszystkie inne ideologie, są ucieczką przed tym, „co jest". Gdy nie ma lęku, umysł przebywa w całkiem innym wymiarze. Dopiero wtedy zadawać można pytanie, czy Bóg istnieje czy też nie. Umysł zaćmiony przez lęk lub wiarę nie jest w ogóle zdolny zrozumieć, uświadomić sobie, czym jest prawda. Umysł taki żyje w świecie złudzeń oczywiście nie może spotkać Najwyższego. Najwyższe nie na nic wspólnego z pańskim lub czyimś wierzeniem, z żadnymi opiniami czy wnioskami. Wierzy pan, bo pan nie wie. Ale wiedzieć, znaczy nie wiedzieć. Wiedza ogranicza się do wąskiego wycinka czasu, więc umysł, który powiada „wiem", żyje w pętach czasu dlatego nie może zrozumieć tego, co jest. Mówiąc „znam moją żonę, mego przyjaciela", zna pan tylko obraz, wspomnienie, to znaczy przeszłość. Dlatego naprawdę nie można znać nikogo ani niczego. Nie można poznać żywej istoty, poznać można tylko to, co martwe. Dostrzegając to, przestaje się myśleć o wzajemnych stosunkach w kategoriach poznania. Nie można więc w żadnym razie powiedzieć „Boga nie ma" czy też „znam Boga". Jedno i drugie jest bluźnierstwem. Aby zrozumieć to, co j e s t, należy być wolnym nie tylko od tego, co znane, ale i od lęku przed znanym i nieznanym. R: Mówi pan o zrozumieniu tego, „co jest", a zarazem odrzuca pan prawdziwość poznania. Czymże więc jest to zrozumienie, jeśli nie jest poznaniem? K: Są to dwie całkiem różne rzeczy. Poznanie odnosi Odpowiedz Link Zgłoś
funix Re: Sam nie wiem...cd 22.10.07, 00:45 K: Są to dwie całkiem różne rzeczy. Poznanie odnosi się do przeszłości i dlatego przywiązuje nas do niej. Rozumienie natomiast, w przeciwieństwie do poznania, nie jest żadnym wnioskiem i nie polega na gromadzeniu wiedzy. Jeżeli pan słuchał, to zrozumiał pan. Rozumienie jest uwagą. Rozumiemy, gdy uwaga jest zupełna. A więc rozumienie lęku oznacza kres lęku. Dlatego wiara przestaje być najważniejsza. Najważniejsze jest zrozumienie lęku. Gdy jego nie ma, panuje wolność. Tylko wtedy można odkryć, co jest prawdą. Gdy tego, „co jest", nie zniekształca lęk, wówczas to, „co jest", jest prawdziwe. Nie są to słowa. Prawdy nie da się mierzyć słowami. Miłość nie jest słowem, nie jest wiarą ani czymś, co można by pochwycić i uznać za „swoje". Bez miłości i piękna to, co nazywa pan Bogiem, jest pustym słowem. J.Krishnamurti „O konieczności przemiany” Odpowiedz Link Zgłoś
darthmaciek nie wiem, ale wierze, ze cos pieknego 22.10.07, 02:54 jesli zasluze.... i to jest wlasnie w tym wszystkim najlepsze... w koncu z niespodzianek ma sie najwieksza frajde... Odpowiedz Link Zgłoś
zupi Nie wierzę w dogmaty, a więc w życie pozagrobowe 22.10.07, 12:45 także wierzyć nie mogę. Pan Bóg, w jakiego wierzą katolicy nie istnieje - bo według ich opisu (Biblia) - byłby on istotą wysoce niekompetentną i nieodpowiedzialną, a poza tym wyjątkowo mściwą. Prosty przykład: Dlaczego ludzie cierpią śmiertelny głód na ziemi, gdy żywności mamy naddatek i moglibyśmy nią nakarmić drugie tyle ludzi, co żyje obecnie na ziemi. Co zawiniły Bogu afrykańskie i azjatyckie dzieci? Być może jest jakiś stwórca, ale jak dotąd jego śladu nigdzie nie widać. Odpowiedz Link Zgłoś
radzimir11 Ślady Boga 22.10.07, 19:35 zupi napisał: > Być może jest jakiś stwórca, ale jak dotąd jego śladu nigdzie nie > widać. Jak to nie widać? TY jesteś TYM >>śladem<< ... radzimir11 - niezmordowany tropiciel Boga:) radzimir11 - tropiciel Odpowiedz Link Zgłoś
ansie1 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 22.10.07, 18:56 Mam nadzieję, że nic. Że z chwilą śmierci umiera dusza i ciało. Koniec z naszą świadomością. A potem tylko niebyt. Na zawsze. Piszę to dlatego, że życie jest dla mnie jedną wielką udręką. Jutro mam urodziny i wcale się z nich nie cieszę. I znów te rozważania po co żyję, że to wszystko nie ma sensu. Robienie bilansu z wynikiem - same strarty lub brak osiągnięć, brak celu i marzeń. Chociaż po śmierci chcę mieć święty spokój. Odpowiedz Link Zgłoś
radzimir11 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 22.10.07, 19:46 ansie1 napisała: > Chociaż po śmierci chcę mieć święty spokój. Muszę cię zmartwić, Ansie1. Nigdy nie zaznasz >>spokoju<< Albowiem? Śmierć nie_i_s_t_n_i_e_j_e... Zrozumiano?;) NO! I proszę przyjąć TO:) w końcu do wiadomości. Tak? radzimir11 - skazany na wieczność :-) Odpowiedz Link Zgłoś
eviva7 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 22.10.07, 23:41 Umiera fizyczne ciało,ale nie dusza,która jest nieśmiertelna. Odpowiedz Link Zgłoś
abmiros Parafrazujac eviva7 23.10.07, 02:51 Umiera fizyczne ciało, a wiec i dusza, jako ze dusza dusza to ogol wlasciwosci psychicznych czlowieka, a skoro czlowiek jest smiertelny, wiec i jego wlasciwosci psychiczne sa smiertelne. Odpowiedz Link Zgłoś
abmiros Latwo powiedziec, co bedzie po smierci. 23.10.07, 04:40 To samo, co bylo przed narodzeniem sie. Kazdy z nas pamieta to doskonale. Dlaczego mialoby byc inaczej? Dlatego ze gatunek ludzki ma chorobliwie wybujala wyobraznie i wierzy w cuda niewidy ktore sam zmysli? Odpowiedz Link Zgłoś
eviva7 Re: Parafrazujac eviva7 23.10.07, 07:51 Po śmieci fizycznego ciała,dusza udaje się do obszarów oczyszczania,gdzie czeka na kolejne wcielenie się {inkarnację}na ziemi.Tak pisze w Ewangelii Jezusa i w innych świetnych Pismach Świętych.To,że człowiek umiera i nic z niego nie zostaje,głoszą głównie Świadkowie Jehowy. Odpowiedz Link Zgłoś
abmiros Re: dla ansie1 22.10.07, 23:50 Najlepszego z okazji Twoich urodzin! Wszystkiego tego co sobie zyczysz! Abmiros-(ktory jest przekonany, ze masz racje). Odpowiedz Link Zgłoś
radzimir11 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 23.10.07, 23:37 ansie1 napisała: > Koniec z naszą świadomością. I tu muszę cię zmartwić;( Nasza świadomość jest wieczna. > Jutro mam urodziny @--->>---->>----- Wszystkiego dobrego ci życzę i przesyłam mały upominek muzyczny pl.youtube.com/watch?v=KHfyDxy8i5o radzimir11 - życzliwy :-) Odpowiedz Link Zgłoś
funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 23.10.07, 23:59 ansie1 napisała: >Piszę to dlatego, że życie jest dla mnie jedną wielką udręką. To musisz być bardzo młoda ;)) Ech, jak ja Ci zazdroszczę! Ja byłem dzisiaj u dentysty. Wiesz, co mi ten gamoń powiedział?! E, lepiej nie :/ >Jutro mam urodziny i wcale się z nich nie cieszę. Zdradzę Ci: *nikt* się z tego nie cieszy! Dlatego zaprasza się kogoś, żeby odwrócił naszą uwagę i żeby nie było nam tak smutno... >I znów te rozważania po co żyję, że to wszystko nie ma sensu. >Robienie bilansu z wynikiem - same strarty lub brak osiągnięć, brak celu i marzeń. No, to chciałbym dopaść tego, komu takie nastawienie do życia zawdzięczasz!! Już ja bym go odesłał... do swego dentysty...w trybie nagłym!! >Chociaż po śmierci chcę mieć święty spokój. Coś Ty! Jako niewinna istota zostaniesz nagrodzona śpiewaniem w chórze anielskim 24 godziny na dobę. Przez całą wieczność! Masz pojęcie?? Jeśli możesz trochę poszaleć (namawiam ;)), to TERAZ . Jasne? Serdeczne życzenia z okazji ( e, hm 20-tych?) urodzin !!!!!!!!!!!!! PS. A jutro kup sobie tę książkę: www.ksiaznica.com.pl/ksiazka/Lelord-Franois/Podroze-Hektora-czyli-poszukiwanie-szczescia,41777001185KS;jsessionid=11F37E258F0731031BFEF49016767EE9 Tylko się nie wykręcaj ;) Odpowiedz Link Zgłoś
muerte2 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 24.10.07, 11:25 Na początku zaznaczam, że nie chcę nikogo obrazić. To w ogóle jest najciekawsza część rozmów na tematy religiznawcze, bo trzeba się wpierw usprawiedliwić, że się nikogo nie chce obrazić swoim innomyślicielstwem ;-) Niestety, nie da się pogodzić wiary z rozumem. Cokolwiek by ktokolwiek tu nie powiedział... Nauka wyjątkowo szkodzi wierze – odziera ją z argumentów i zabiera jej pole funkcjonowania. Podobnie jak morze, które zaleje kiedyś niżej położone tereny (głównie Holandię, która za swoje bezeceństwa będzie się smażyć w rzeczywistym czy inaczej jakoś pojętym ogniu piekielnym, ha, ha). Kiedyś pioruny uważano za gniew Boga, który złościł się na grzesznych ludzi. Potem utrącono ten „boski” argument i jedni się zmartwili, bo nie mieli rózgi na niedobrych ludzi – a inni odetchnęli, bo mogli sobie grzeszyć do woli, przezornie tylko zakładając piorunochrony, żeby ich faktycznie grom z jasnego nieba nie walnął. W zasadzie intryguje (nie chcę powiedzieć: żenuje) mnie tylko jedno. Nie to, że wiara jest najzwyczajniej ludziom potrzebna. Sam się odwołuję do niebieskiej pomocy, gdy mi nie za dobrze. Zgodnie zresztą z zasadą: „jak trwoga, to do Boga”. To zrozumiałe i nie ma co marnować internetowego atramentu. Niebywałe jest dla mnie unaukowianie czegoś, czego nie da się unaukowić. W gruncie rzeczy wiara to prosta sprawa – opiera się na prostych emocjach i prostych potrzebach. Nie wiem po co stosuje się przemądrzałe definicje, nieczytelne pojęcia i absurdalne wręcz rozwiązania mające nadać pozory logicznego wytłumaczenia wydumanym zjawiskom. Zadziwia mnie pewność siebie biegłych w piśmie, którzy ponoć dokładnie wyjaśnili istotę Boga, znaleźli dowody, niemal rozwikłali tzw. „Boski Plan”, wprowadzili naukowe pojęcia nieznane pismu świętemu (pewnie sam Bóg się zastanawia skąd ci ludkowie to wszystko wiedzą, skoro on sam trzyma większość spraw w tajemnicy; a u Boga nie ma przecieków jak choćby w IPN-ie). I to wszystko z całkowitą powagą! Największe absurdy opowiada się z kamienną powagą. Takie połączenie daje niebywały efekt komiczny. A szczytem była już nie tak dawna debata na temat: gdzie idą zmarłe nieochrzczone dzieci? Wcześniej szły do otchłani, teraz zebrało się gremium najznamienitszych uczonych w wierze i uznało, że idą jednak gdzie indziej. To co mają zrobić te bidule, które już wcześniej poszły do otchłani? Przenieść się teraz w nowe miejsce, powołane do życia niedawno przez wspomniane gremium? Przepraszam, że może piszę w sposób zbyt lekki, ale mnie z kolei obraża i żenuje, że mądrzy i ogólnie szanowani ludzie w miejscowości Watykan opowiadają rzeczy tak – powiedziałbym z właściwą sobie delikatnością – nieroztropne. A Pan Bóg siedzi tam gdzieś w pustym (na razie) raju, śmiejąc się w kułak i zastanawiając, co ci ludzie tam wymyślają za głupoty, zamiast zająć się przyzwoitym życiem. Zamiast czynić sobie ziemię poddaną (w tym dobrym znaczeniu) – zajmują się wróżeniem z fusów – np. gdzie jest piekło i jakiej pojemności kotły tam zainstalowano. A są ponadto tak zuchwali, że chełpią się, że wiedzą czego chce Bóg, jak urządzone są „pośmiertne instytucje” i przede wszystkim zawracają Bogu głowę ziemskimi duperelami! Czy nie zdajecie sobie sprawy ile takich Ziemi ma Bóg?? Zaiste wielka pycha przez was przemawia, gdy sądzicie, że jesteście akurat dla Boga najważniejsi! A ponadto czemu ciągle przypisuje się Bogu stosowanie ziemskich kryteriów? Może Bóg, jako osoba daleko bardziej starsza od największych ziemskich mędrców, doświadczona i mająca więcej do powiedzenia stosuje inne zasady, z których nie musi się akurat tłumaczyć człowiekowi? Nie lękajcie się – jeżeli TUTAJ żyjecie przyzwoicie, to TAM nic złego was nie czeka! Nie wiem czy Bogu potrzebne są takie roztrząsania. Gdybym był Bogiem (przepraszam za zuchwałość ;-)) nie wiem czy zależałoby mi, aby wytwory moich rąk (ludzie) składali mi bałwochwalcze pokłony zamiast kierować się rozumem. Bo przecież rozum to boski dar! Nie wiem czy Bóg nie zgromi wszystkich „bogobojnych” za to, że nie obracali talentem (rozumem), ale zakopali go w ziemi i oddawali się bezrozumnemu bajaniu. Dlaczego w sprawie najważniejszej – bo co może być ważniejszego od poznawania Boga?? – każe się nam wyłączać rozum? Dlaczego pełne poznanie ma się odbywać bez udziału rozumu? Ale rozumowi pojętemu jako dochodzenie do prawdy metodami poznawczymi, a nie pseudorozumnej obronie czegoś, czego nie da się obronić? Czy mając do dyspozycji dwie zdrowe nogi większą cnotą jest kuśtykanie na jednej? Ale i tak to wszystko jest diabła warte, bo Bóg musi być, choćby go nawet nie było. Odpowiedz Link Zgłoś
funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 25.10.07, 00:45 Dziękuję Ci za wypowiedź, najdłuższą w tym wątku! To duża przyjemność, przeczytać na raz taką porcję cudzych-własnych myśli;)) Podpisuję się więc pod każdą. I mnie, np. chodzi po głowie, że gdyby się miało jednak okazać, że On jest i będzie nas sądzić, to w pierwszej kolejności powinni się obawiać jego gniewu ci, którzy Jego obraz dla wiernych wykreowali i to przy tak oszczędnym użyciu szarych komórek. Nie wiem, czy wystarczy być bezgranicznie miłosiernym, żeby móc to wybaczyć ;) Chciałbym się podłączyć do Twej wypowiedzi na temat „unaukowiania” wiary. Obym się mylił, ale dostrzegam tu jego jeszcze gorszy i już nie komiczny aspekt. Wprowadzenie religii do polskich szkół, jakby była nauką, nie tylko podniosło jej status, ale i obniżyło status nauki, bo ją zrelatywizowało. Dla wielu – widać to też w tym wątku – nauce też się „wierzy“ i czego się nie rozumie można poddać w wątpliwość. Można też wierzyć (i nie trzeba się tego wstydzić!) w różne teorie, które są jawnie sprzeczne ze szkolną wiedzą. Na przykład szukałem googlem informacji na temat „przebiegunowania” Ziemi w 2012 roku tymi samymi hasłami po polsku, angielsku i niemiecku. Stosunek ilości trafień nie daje do myślenia – on przeraża! Sprawdź. A o projekcie Cheops słyszałeś? (www.projekt-cheops.com/symp/prezenterzy.html ) Gdy to czytam, nie jest mi już do śmiechu :( Pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
muerte2 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 25.10.07, 10:46 Podobnie uważam, że wprowadzenie religii do szkół jest pomysłem niedobrym. Jednak powiedziałbym – z przyczyn bardziej formalnych niż ideologicznych. Osobiście raczej nie dostrzegam apokaliptycznych skutków wywołanych indoktrynowaniem w szkole młodych umysłów treściami chrześcijańskimi. Generalnie daleki jestem od ulegania histerii, która zakłada, że jakieś zjawisko wywołuje jednoznacznie złe lub jednoznacznie dobre skutki. Rozumiem opór przed obecnością religii w szkole, ale nie sądzę, żebyśmy tą obecnością skazali się na dynamiczny wzrost fanatyzmu chrześcijańskiego czy jakkolwiek jeszcze inaczej nazwać potencjalnie złe skutki jej nauczania. Więcej, w religii chrześcijańskiej widzę wiele dobrego – głównie na gruncie moralności. Niestety, nie znam programu nauczania religii, ale zakładam, że dzieciom nie formuje się w sposób agresywny światopoglądu poprzez pryzmat chrześcijańskiego postrzegania rzeczywistości (pewnie się mylę). Raczej mówi się o sprawach, bez znajomości których trudno wyobrazić sobie wszechstronnie wykształconego człowieka. Nie widzę nic złego w mówieniu dzieciom np. o moralności na podstawie biblijnych przypowieści itp. Przecież nikt przy zdrowych w miarę zmysłach nie będzie oczekiwał w ultrakatolickiej Polsce szerzenia ideałów i moralności na przykładach zaczerpniętych z islamu! Zgadzam się też, że podnoszenie religii do rangi nauki wprost kłuje w oczy. Nauka, która z założenia ma badać – w przypadku religii odrzuca narzędzia poznawcze i opierać się ma na arbitralnych rozstrzygnięciach co bardziej wpływowych osób. A w przypadku religii w szkole rzeczywiście niezbędny jest jednak umiar i ograniczanie zapędów zbyt rozdygotanych sióstr i księży przed epatowaniem młodego umysłu jedynie słusznymi poglądami. Naturalnym środowiskiem dla nauczania religii są bliskie okolice kościołów, a nie szkoła. Mnie uczono w salce przykościelnej i wyrosłem na młodego i dosyć dorodnego młodzieńca w średnim wieku ;-) zupełnie oddalonego od kanonów agresywnego i beretowego chrześcijaństwa z jednoczesną świadomością, że religia to głównie kwestie moralności, a nie jałowe spieranie się czy coś po śmierci jest, czy nie ma. Owszem, to interesujące, ale równie „wiele” warte, co Projekt Cheops ;-) Czy Projekt Cheops jest przerażający? Myślę, że nie bardziej niż instytucja wróżki czy skakanie na bungee ;-) Dopóki nie stwarza to fizycznego zagrożenia dla większej grupy niezainteresowanych osób, to poszukująca w egipskiej ziemi recepty na uratowanie świata przed klątwą 2012 roku Tajemnicza Pani Lucyna może sobie robić, co się jej żywnie podoba ;-) Nawiasem mówiąc to mam nadzieję, że przed apokalipsą uda się rozegrać Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Szkoda by było imprezy. Podobnie jak szkoda będzie nowoczesnych stadionów przy nowoczesnych autostradach, które legną w gruzach przy zmianie biegunów na Ziemi ;-) Bardziej od nieszkodliwego badania kalendarza Majów czy układu gwiazd nad piramidami obawiałbym się, że komuś wpadnie do głowy zrzucić na mnie bombę lub potraktować mnie wąglikiem. Jestem jakoś zupełnie nieodporny na wąglika ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
patula1889 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 25.10.07, 20:41 Ja nie uważam się za katoliczkę i nie wierzę w nieśmiertelną duszę. Na pytanie co czeka nas po śmierci Biblia odpowiada nam jasno : " Bo żyjącysą świadomi tego, ze umrą, lecz umarli nie są świadomi NICZEGO (...)" Kaznodziei 9:5 "(...)nie ma pracy,ani snucia planów, ani poznania, ani mądrości w Szeolu - w miejscu, do którego idziesz" Kaznodziei 9:10 pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
marta2332 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 25.10.07, 21:53 Czy ktos z piszących tu na forum miał odwage przekonac sie czy Bóg istnieje? napewno nie! a to bardzo proste. Ktos powiedział ze ofiaruje najbardziej kochaną osobe,jeżeli Bog mu udowodni ze istnieje, wyznaczył date kiedy ma to nastąpić dokładnie dzien godz i td. i co? dokładnie w tym samym czasie,wtej samej godz.nastąpił łoskot, strach. ta kochana osoba zmarła. Może mi to ktos wytłumaczy.Eksperymentow nie radze robic, nigdy nic nie wiadomo.Jestem człowiekiem myslącym nowocześnie, ale mam troche pokory,do rzeczy nie zbadanych. Odpowiedz Link Zgłoś
funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 26.10.07, 00:29 marta2332 napisała: >Jestem człowiekiem myslącym nowocześnie A skąd... wiesz? Sorry, ale ja nie odniosłem takiego wrażenia ;) Czy opisana przez Ciebie historia nie jest aby "dowodem" na istnienie ...diabła? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: do funixa Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? IP: 212.87.241.* 26.10.07, 14:27 Jezeli wszystko wiesz to poco czytasz to forum? kto wszystko wie -to nic nie wie. Odpowiedz Link Zgłoś
funix od funixa 26.10.07, 22:00 Gość portalu: do funixa napisał(a): >Jezeli wszystko wiesz to poco czytasz to forum? kto wszystko wie -to nic nie wie. Na samą implikacje to może bym się nawet i zgodził (choć bardzo nie lubię takich uogólnionych mądrości;), ale zupełnie nie wiem skąd wzięło się do niej to zaskakujące dla mnie założenie? Muszę Ci się za to przyznać, iż fakt, że ja, ateista od 15-roku życia, zdaję się dużo więcej wiedzieć na temat wiary niż 90% katolików w najbardziej katolickim kraju Unii, jest dla mnie powodem głębokiego smutku. Coś mi ciągle podpowiada (diabeł?), że jest to zupełna strata czasu ;) Pzdr :) Odpowiedz Link Zgłoś
abmiros Przeslanka, na ktorej rozstrzygniecie czekamy. 27.10.07, 00:40 O tym, ze po smierci po prostu to co przed urodzeniem, czyli nic, nie ma zadnej watpliwosci. Problemem chrzescijanstwa (w wiekszosci jego denominacji, szczegolnie w naszym polskim katolicyzmie)jest, ze mowi o smierci tylko w sensie induwidualnym, tylko z punktu widzenia pojedynczego czlowieka. Pojawia sie pytanie, czy mozna inaczej. Moim zdaniem nie tylko mozna, ale trzeba. Jezeli mowa o zyciu w nawiazaniu do atomow, czasteszek, komorek, organizmow, to nie mozna nagle, kiedy mowa o smierci, zapominac o tym calym podlozu materialnym i lokowac to, co dzieje sie po smierci w wydumanej krainie bez materialnego podloza,- jak to robi chrzescijanstwo. Chrzescijanstwo mowiac o smierci przeciwstawia ten stan zyciu i tutaj popelnia blad polegajacy na mieszaniu dwoch stanow ktore nie mieszaja sie ze soba. Ktos kiedys powiedzial: "poki ja zyje, smierci nie ma, kiedy ja umre, bedzie smierc, ale mnie nie bedzie". Ten ktos tak jak Kosciol mowil o zyciu i smierci indywidualnej. One nie stykaja sie ze soba. O zyciu i smierci mozna i trzeba mowic w sensie pokoleniowym: umieramy dopiero wtedy, kiedy nie pozostawiamy po sobie potomstwa. Jezeli pozostawiamy po sobie potomstwo, (jak wszystko co zyje) temu potomstwu przekazujemy nie tylko nasze cialo, ale i nasza dusze, z zadaniem aby byly kontynuowane. Indywidualna smierc, z ktora chrzescijanstwo robi takie wielkie mecyje, ma miejsce u znakomitej wiekszosci ludzi codziennie, kiedy zasypiaja niezmaconym sennymi majakami snem. (Jak mowia naukowcy, majaki senne trwaja bardzo krotko, sekundy). Umierajac indywiduwalnie, ale nie umierajac pokoleniowo, pozostawiamy potomstwo z naturalnym zadaniem, aby kontynuowalo i ulepszalo zycie, to znaczy mozliwie jak najlepiej przystosowalo to zycie do otoczenia. Ja mam nadzieje dezyje do momentu znalezienia inteligentnego zycia poza planeta Ziemia Dozyje w sensie pokoleniowym, bo to jeszcze dluga perspektywa, dozyje jako moje potomstwo. W te poszukiwania powoli ale uparcie wlaczaja sie India, Chiny, i inne kraje. Jezeli zycie pozaziemskie zostanie wykazane, dla roznych religii moze to bedzie przeslanka aby zmodyfikowaly swoje hipotezy odnosnie konstrukcji wszechswiata i zycia w tym wszechswiecie. Jak do tej pory religijne hipotezy dostosowane sa do tej naszej samotnosci w tym wszechswiecie jaki do tej pory znamy. Nawet i teraz, zanim jeszcze zostalo wykazane zycie pozaziemskie, potomstwo to sposob na samotnosc, ale z innego niz kosmiczny punktu widzenia. Wahalbym sie jednak miec to potomstwo w "raju" jaki stwarzaja nastawieni na "zycie pozagrobowe" katolicy, w ktorych ideologicznym interesie lezy, aby bylo ono jak najgorze (Katechizm, par 2124). Nic tylko siasc i plakac i prosic Boga o zmilowanie. Odpowiedz Link Zgłoś
netizen Re: od funixa 01.11.07, 04:30 >Pytam: jakie jest Wasze zdanie na temat tego, co uczy w tej kwestii >KK? Czy z punktu widzenia wykształconego katolika jest to >przekonujące, trzyma się (za przeproszeniem) kupy i jest na miarę >czasów? Odpowiedz na temat duszy udzielila Ci juz katriel. Nie wiem natomiast, jaki jest sens pytania o to, czy cala kompozycja trzyma sie kupy jezeli nie wlaczasz w proces poznania swojej wiary. Bez wiary nie da rady. W zasadzie nie tylko wiara w Boga, ale rowniez zaufanie, ze Bog przemawia takze przez ludzi. Ty wybrales jednych, ja innych. Mozesz wiec powiedziec, ze Ty nie wybierales, ze Ty sam rozwazales i sam wybrales. OK. Bardziej chodzi mi o to, ze pewne argumenty nigdy nie beda przekonujace jezeli nie wlaczy sie wiary w proces poznania. W moim przypadku zapoznalem sie z argumentami, ktore w polaczeniu z wiara, a takze z moim zyciem ukladaja sie calkiem zgrabnie. Pamietaj tez, ze na wiele pytan nie ma odpowiedzi i nie bedziesz ich mial, az do smierci, a moze nawet dluzej ;) Mimo, ze posrednio, to jednak dosc wyraznie akcentujesz brak myslenia u wierzacych. Do tego wlasciwie zmierza Twoja wypowiedz - byc moze nieswiadomie. Jedna osoba odpowie Ci na pytanie, zadajesz kilka nastepnych, ktore u podstawy zbiegaja sie do standardowego problemu: kiedy analizowac, a kiedy uwierzyc. Co do samego odczuwania duszy, to oczywiscie niczym jej nie zmierzymy. Jednak w swoim zyciu widze walke duchowa chocby w takiej postaci, jak opisywal to sw. Ignacy Loyola. Taka walke stoczyc musi kazdy, kto chce sie nawrocic i rozwijac swoja wiare. Odpowiedz Link Zgłoś
magazynio1 Re: od funixa 01.11.07, 17:50 funix napisał: > > Muszę Ci się za to przyznać, iż fakt, że ja, ateista od 15-roku życia, zdaję si > ę > dużo więcej wiedzieć na temat wiary niż 90% katolików w najbardziej katolickim > kraju Unii, jest dla mnie powodem głębokiego smutku. > Coś mi ciągle podpowiada (diabeł?), że jest to zupełna strata czasu ;) > > Pzdr :) Daj spokoj funix z tym katolickim krajem. To jest kraj zaklamania i braku samoswiadomosci. Zadaj pytanie znajomym "Czy Jezus JEST BOGIEM" A wiekszosc powie - NIE! Jest Synem Boga! Odpowiedz Link Zgłoś
funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 26.10.07, 00:23 patula1889 napisała: > Ja nie uważam się za katoliczkę i nie wierzę w nieśmiertelną duszę. A w zmartwychwstanie ciała? Odpowiedz Link Zgłoś
marta2332 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 26.10.07, 06:58 Jezeli ktos wierzy w diabla,to wierzy takze w aniola iinne rzeczy.Ja wierze w cos nie okreslonego,niepojetego,jakąs siłe ktora jest ponad nami, ale jest. Wszyscy ludzie mają jakies doswiadczenia, odczucia przeczucia, ale nikt nie umie tego okreslic. To jest świat nie zbadany,ktory sie składa z iluzji,snow,marzen, a tylko wpołowie jest realny i poznawalny. Odpowiedz Link Zgłoś
michaelrym Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 01.11.07, 04:16 Jestem wierzacy - wierze ze kiedys, pewnego dnia, zatryumfuje ludzki rozsadek (naiwne to, jak kazda wiara). Ludzie przestancie odjezdzac. Marto, wybacz mi ze biore Cie na widelec, brzmisz sympatycznie. Ale niestety czuje potrzebe skomentowania twoich stwierdzen: > Jezeli ktos wierzy w diabla,to wierzy takze w aniola iinne rzeczy. ***To bardzo prawdziwe, szczegolnie jesli chodzi o tzw inne rzeczy, czy tez iinne rzeczy (rzeczy jeszcze bardziej inne niz zwykle inne rzeczy). Nie bede natomiast wypowiadal sie na temat wartosci takiej wiary. > Ja wierze w cos nie okreslonego,niepojetego,jakąs siłe ktora jest ponad nami, ale jest. ***Przestan wierzyc w niepojete sily, przeczytaj zamiast tego podrecznik do fizyki. > Wszyscy ludzie mają jakies doswiadczenia, odczucia przeczucia, ale nikt nie umie tego okreslic. ***Bzdura, ludzie ktorzy potrafia krytycznie myslec i sie wyslowic potrafia to okreslic, i wiele razy juz to okreslili i opisali. Poczytaj troche. >To jest świat nie zbadany,ktory sie składa z iluzji,snow,marzen, atylko wpołowie jest realny i poznawalny. ***Po pierwsze: to nie jest zaden swiat, no chyba ze mianem swiata okreslasz to, co sie dzieje w dowolnej, pojedynczej ludzkiej glowie, co w pewnym kontekscie jest sluszne, ale nie tu. Jesli zbior informacji na jakikolwiek temat sklada sie z iluzji, snow, i marzen, to z definicji nie jest ani realny, ani do konca poznawalny. Ale tak w ogole cala sprawa tych iluzji, snow, itp jest calkiem dokladnie zbadana, nawet istnieja precyzyjne mapy ktore wskazuja, ze jak pan neurochirurg wetknie szpileczke dokladnie w to miejsce, to pacjentowi bedzie sie wydawalo/snilo/marzylo ze je befsztyk z cebulka; a jak wetknie szpileczke tuz obok, to ze cebulka przypalona. Lub tez, ze jesli tu i tu w mozgu nie dotrze taki i taki zwiazek chemiczny,to ktos bedzie na przyklad lubil ludzi/nienawidzil ludzi/beda mu oni doskonale obojetni, niepotrzebne skreslic w zaleznosci od rodzaju zwiazku chemicznego/miejsca w mozgu. Moim zdaniem religia i wiara w boga bierze sie z ludzkiego egocentryzmu, czyli w pewnym sensie innej wiary: wiary w to ze ludzie to pepek wszechswiata, ze sa najdoskonalszymi stworami pod kazdym z miliardow slonc, i ze maja ostateczna kontrole nad tym, co sie im przydarzy. Czyli bzdura numer 1, numer 2, i numer 3, podparta bzdura numer 4: zmajstrowal nas ten sam Mistrz, ktory zmajstrowal wszystko, i to w siedem dni! Ktos mi nie wierzy? Niech skoczy na spadochronie w srodek dzungli do jakiejs odizolowanej wioski, i pogada z miejscowymi. Uslyszy od miejscowych ze jest glupi, ze to ONI dawno juz rozpracowali sprawe, bog jest ich i pozwala im krasc krowy z sasiedniej wioski, bo im sie to nalezy, gadali z bogiem tysiac razy i wiedza na sto procent, bog wszystko stworzyl dla nich wlasnie, nie dla tych typkow z sasiedniej wioski czy jakis bladych wymoczkow z polnocy. Wracajac do tematu watku: nie ma zadnego zycia po smierci oprocz istnienia w pamieci innych ludzi, ktorzy jeszcze nie umarli. Moim zdaniem przez "wieczne zycie" filozof imieniem Jezus mial na mysli to, ze ten kto wierzy w milosc i praktykuje te wiare bedzie zawsze pamietany. Ale ciemny pazerny lud oczywiscie zinterpretowal to jako wieczne zycie w sensie niejako fizycznym (nawet te najwspanialsze dusze aniolami zwane potrzebuja skrzydelek zeby sie przemieszczac), wpadl w zachwyt, no bo jak nie wpadac w zachwyt jak ktos obiecuje wieczne zycie w niebianskim dobrobycie, i okrzyknal Jezusa synem Bozym. No a potem legenda rosla, rosla, i dzis dorosli ludzie dalej wierza w krasnoludki, oraz takim roznym ktorzy, na przyklad, zyja w celibacie i pouczaja ludzi na temat tego, jak powinno sie zyc w malzenstwie. Super, to sa najlepsi eksperci. Bylem wierzacy jako dziecko, ale teraz jestem dorosly i czasami pytam siebie, jak mozna w ogole bylo szanowac religie ktorej symbolem jest narzedzie sluzace do zadawania ludziom smierci w mekach. Juz lepszy polksiezyc czy jakis zwierzak. No ale wierzacy, obojetnie jakiego znaku, lubia krew i cierpienie, czesto to demonstruja, ostatnio najczesciej przy pomocy srodkow wybuchowych, w koncu mamy XXI wiek, ogniska sa obciachowe i trzeba isc z czasem. Niektorzy wierni lubia patrzec na rzezbe pokrwawionego faceta konajacego w mekach kiedy praktykuja swoja wiare, inni patrza na niebrzydki dywan ale za to grzmoca w niego glowa, zas niezaleznie od tego na co lubia patrzec wierni jako powod do mordowania innych zawsze podaja to ze ci inni mysla inaczej czyli zle, no bo to MY mamy racje, tak nam powiedzial nasz bog. Gdybysmy umieli gadac z zabami to dowiedzielibysmy sie ze swiat zostal stworzony przez Wielka Zabe, ktora potem naslala na wiernych rozne krwiozercze i zaboudczo-zercze potwory, jak np. stada opierzonych badz nieowlosionych typkow o dwoch nogach, bo zaby obrazily Wielka Zabe zjadajac jej ulubionego komara ktory wyjatkowo melodyjnie brzeczal, i umilal tym byt Wielkiej Zabie. Ach grzech to byl wielki i nic dziwnego, ze spotykaja nas nieszczescia, no ale nie martwimy sie, bo nadejdzie dzien kiedy bedziemy wszystkim rzadzic a Wielka Zaba potopi wszystkie zle typki w kaluzach, a szczegolnie zle, te nieowlosione - w kaluzach moczu. Tak powiedzialyby nam zaby. Powyzsze jest spontaniczna wypowiedzia moich pogladow, nie chce nikogo urazac czy obrazac mimo ze jako ateista czesto jestem w Polsce urazany i obrazany, czy raczej bylbym sie czul urazany i obrazany gdybym przywiazywal do tego prawdziwa wage. Ale irytacja jest, i stad troche kasliwy ton tego postu, za co przepraszam. Odpowiedz Link Zgłoś
patula1889 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 26.10.07, 08:04 Oczywiście że wierzę w zmartwychwstanie ciała. W Biblii Jezus wskrzeszał właśnie ciała ludzi. Poza tym Łazarz nie żył już kilka dni zanim go Jezus wskrzesił. Czy po zmartwychwstaniu opowiadał coś jakoby był już w niebie albo w ognistym piekle? Nie. Pismo święte przyrównuje jego śmierć do snu. A nieśmiertelna dusza to bajki, które kler wmawia ludziom, żeby robić na tym dobry interes i niezłą kasę za ofiary za mszę za dusze w czyścu cierpiące.A my przeciez tym ludziom już nie mozemy w ogóle pomóc. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
jann.1 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 26.10.07, 09:58 patula1889 napisała: > Oczywiście że wierzę w zmartwychwstanie ciała. W Biblii Jezus > wskrzeszał właśnie ciała ludzi. Poza tym Łazarz nie żył już kilka > dni zanim go Jezus wskrzesił. Czy po zmartwychwstaniu opowiadał coś > jakoby był już w niebie albo w ognistym piekle? Nie. Pismo święte > przyrównuje jego śmierć do snu. A nieśmiertelna dusza to bajki, > które kler wmawia ludziom, żeby robić na tym dobry interes i niezłą > kasę za ofiary za mszę za dusze w czyścu cierpiące.A my przeciez tym > ludziom już nie mozemy w ogóle pomóc. > pozdrawiam Witam Szanowna Autorko według mnie są dusze śmiertelne i nieśmiertelne. Dusze smiertelne to te , które nie posiadają Ducha Boga Światłości Ojca Pana Jezusa i one faktycznie istnieją do końca świata. Kto jest śmiertwlny lub wieczny, czy jest czyściec i czy możemy pomagac ludziom po śmierci ich ciała (fizyczności), znajdzie Pani w apokryfie Jana apostoła i w podobnych dziełach tych samych apostołów , których ewangelie znajdują się w NT. Pomijam mój komentarz dlaczego były te dzieła ukrywane ale i na to znajdzie Pani odpowiedz w apokryfie Jana, którego tekst w tłumaczeniu ks. Wincentego Myszora znaleść można w internecie. Odpowiedz Link Zgłoś
patula1889 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 26.10.07, 13:43 Przykro mi, ale nie czytuję apokryfów, gdyż nie należą one do kanonu ksiąg natchnionych :) Odpowiedz Link Zgłoś
jann.1 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 26.10.07, 09:21 Większość odpowiedzi znajdzie Pan w apokryfie Jana w tłumaczeniu ks. Wincentego Myszora. Pełny tekst znajduje się w internwcie. Odpowiedz Link Zgłoś
jann.1 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 26.10.07, 09:31 funix napisał: > Czy taki "beznadziejnie bezinteresowny" chrześcijanin... to jeszcze chrześcijan > in? Sam fakt , że autor o tym pisze świadczy , że jest w nim Życie . Na prawie wszystkie pytania postawione przez Pana odpowiedz znajduje się w Apokryfie Jana , którego pełny tekst znajduje się w internecie. Odpowiedz Link Zgłoś
muerte2 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 26.10.07, 10:37 Szczerze mówiąc, to wiara wykształconych ludzi w 21 wieku w diabły, anioły, świętych obcowanie i inne – działa na mnie trochę jak płachta na czerwonego byka. Podobnie zresztą jak ich niezmącona wiara i przyjmowanie w sposób dosłowny opowieści biblijnych (ciekawe jak w tym literalnym kontekście postrzega się treść Księgi Ezechiela – jako opis statku kosmicznego?). Nie mogę się oprzeć bluźnierczemu cokolwiek pytaniu – dlaczego z równie wielkim przekonaniem odrzuca się sugestię, że kiedyś czarownice latały na miotłach? Może przecież działał wówczas ten sam mechanizm łamiący prawa natury – w odniesieniu do wskrzeszania zmarłych i latania na miotle? Zastanawiające jest to uciekanie się do przejawów boskiej ingerencji, gdy na chwilę obecną nie potrafimy wyjaśnić mechanizmu jakiegoś zjawiska. A przecież de facto tak niewiele jeszcze wiemy o samym człowieku i jego naturze. Może biedny Łazarz popadł w śpiączkę, a potem samoistnie lub pod wpływem jakiegoś impulsu został z niej wybudzony? Czasem to się przecież zdarza i dzisiaj. Czy więc wybudzanie ze śpiączki (patrząc z boku jest to prawie-wskrzeszanie), które ciągle opiera się medycynie, jest zarezerwowane wyłącznie dla Boga? Może w takim razie powinno się zaprzestać poszukiwań medycznego sposobu wybudzania, żeby nie podpaść Bogu wkraczaniem w jego domenę? Ktoś tu zauważył, że świat składa się z grubsza ze sfery realnej i niezbadanej iluzji. Może więc należałoby tę niezbadaną iluzję po prostu badać, a nie iść na łatwiznę i obarczać istnieniem iluzji Boga? Może On tam siedzi zdenerwowany, że Go o wszystko „oskarżają” zamiast próbować dociekać jak to jest naprawdę? I wreszcie się tak zdenerwuje, że zarządzi w końcu koniec świata – no bo ile można czekać, że ludzie zamiast się uczyć i zadawać pytania będą odprawiali zabobony, a starożytne pomniki myśli ludzkiej uważać będą za prawdę objawioną? Ja bym się osobiście wściekł ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
funix Apokryf Jana 02.11.07, 23:24 Nie zrozumiał Pan celu tego wątku. Nie proszę o poratowanie mnie odpowiedzią na dręczące mnie pytania! Ciekaw jestem, co z tego, co naucza w tej kwestii KK jest faktycznie przez wykształconych, młodych, myślących Polaków zaakceptowane jako zgodne z własnym przekonaniem. Jeśli Pan z kolei czyta ewangelie gnostyczne, zamiast – po katolicku – poprzestać na kanonicznych, to też chętnie dowiedziałbym się, dlaczego? I to pytanie stawiam Panu, a nie autorowi apokryfu Jana z II wieku n.e., którego szanse na osobistą rozmowę z Jezusem były nie wiele większe... od moich ;) Pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
funix Podziękowanie za udział ;) 28.10.07, 00:59 Ponieważ nic nie wskazuje na to, aby do jakiejś dyskusji (z wierzącymi) na ten temat miało jednak dojść, uważam, że wątek zmarł śmiercią naturalną ... i nie przewiduję jego zmartwychwstania ;) Nie ukrywam, że jestem zawiedziony, ale o tym nie chciałbym się rozwodzić akurat wobec tych, którzy podjęli próbę odpowiedzi na moje pytania. Tym bardziej raczej chciałbym wszystkim podziękować, zwłaszcza tym, którzy zadali sobie trud napisania dłuższego, osobistego tekstu. „Stracony” tu czas chciałbym Wam zrekompensować paroma... refleksjami, których – mam nadzieję! – nie uda się Wam uniknąć czytając poniższe teksty ;) „Bo ja, Sinuhe, jestem człowiekiem i jako człowiek żyłem w każdym człowieku, który istniał przede mną, i jako człowiek żyć będę w każdym człowieku, który przyjdzie po mnie. Żyję w ludzkim płaczu i radości, w ludzkim smutku i lęku, w dobroci człowieka i jego złości, w sprawiedliwości i niesprawiedliwości, w słabości i sile. Jako człowiek żyć będę wiecznie w człowieku i dlatego nie pragnę ofiar na moim grobie i nieśmiertelności dla mego imienia.” Mika Waltari „Egipcjanin Sinuhe” www.kaczmarski.ltd.pl/ „Dobre rady Pana Ojca” „Piosenka zza miedzy” „Sprawozdanie z raju” „Teodycea” „Traktacik o wyobraźni” „Światło” Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam :) PS Carpete diem! Odpowiedz Link Zgłoś
pos3gacz Re: Podziękowanie za udział ;) 01.11.07, 09:24 funix napisał: > Ponieważ nic nie wskazuje na to, aby do jakiejś dyskusji (z wierzącymi) na ten > temat miało jednak dojść, uważam, że wątek zmarł śmiercią naturalną ... i nie > przewiduję jego zmartwychwstania ;) XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX Sam nie wierzysz w zmartwychwstanie a innych próbujesz naciągać na wypowiedzi Odpowiedz Link Zgłoś
jedrek4 Re: Podziękowanie za udział ;) 01.11.07, 11:31 Przekopałem się przez cały wątek i chciałem Ci pogratulować wytrwałości w moderowaniu i podtrzymywaniu dyskusji :-)Nic nowego już chyba nie da się wykrzesać z tego wątku - za dużo tu raf i mielizn naustawiałeś żeby polemizować na gruncie KK ;-)Ja do powstawania religii odniósłbym teorię ewolucji. Dlatego uważam iż islam jako religia późniejsza, bardziej dopracowana odniesie sukces. A że religia jakakolwiek jest potrzebna to sam udowodniłeś wstawiając tekst o lęku. Odpowiedz Link Zgłoś
atolski21 Re: Podziękowanie za udział ;) 01.11.07, 11:58 Mylisz sie co do "dopracowania Islamu". Islam to krok do tylu. Dyskryminuje role kobiety a poligamia kreuje watache sexualnie sfrustrowanych bezzennych mezczyzn, ktorzy stanowia ciagle zagrozenie dla porzadku spolecznego. Islam nie nadaje sie dla spoleczenstw wsplczesnych i przyszlych i obecnie jest obrazem stagnacji i zacofania cywilizacyjnego. Chrzescijanstwo jest najpelniejszym wyrazem madorsci wielu cywilizacji: summeryjskiej, doliny Indusu,Judaistycznej,Babilonskiej Perskiej i Greckiej. Chrzescijanstwo to szczytowa religia na wszystkie historyczne epoki i spoleczenstwa. Chrzescijanstow wytworzylo dominujaca zchodznia cywilizacje Judeo- -Chrzescijanska Odpowiedz Link Zgłoś
pos3gacz Re: Podziękowanie za udział ;) 01.11.07, 12:43 atolski21 napisał: > Mylisz sie co do "dopracowania Islamu". Islam to krok do tylu. > Dyskryminuje role kobiety a poligamia kreuje watache sexualnie > sfrustrowanych bezzennych mezczyzn, ktorzy stanowia ciagle > zagrozenie dla porzadku spolecznego. Islam nie nadaje sie dla > spoleczenstw wsplczesnych i przyszlych i obecnie jest obrazem > stagnacji i zacofania cywilizacyjnego. > Chrzescijanstwo jest najpelniejszym wyrazem madorsci wielu > cywilizacji: summeryjskiej, doliny Indusu,Judaistycznej,Babilonskiej > Perskiej i Greckiej. Chrzescijanstwo to szczytowa religia na > wszystkie historyczne epoki i spoleczenstwa. > Chrzescijanstow wytworzylo dominujaca zchodznia cywilizacje Judeo- > -Chrzescijanska XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXxxx Też jesteś w błędzie.Wszystkie religie powstały tylko po to aby garstka cwaniaków i leni mogła dostatnio i wygodnie żyć.Ich głównym zajęciem jest udowadnianie,że właśnie oni są pośrednikami między bogiem a ciemnym ludem[można ich porównać do treserów,którzy tresurę zaczynają od chwili urodzenia się człowieka].Co w przyrodzie jest rzeczą niemożliwą oni doprowadzili do perfekcji a mianowicie potrafią nawet wydoić barany. Odpowiedz Link Zgłoś
atolski21 Re: Podziękowanie za udział ;) 01.11.07, 13:13 Czy ty jestes ciemnym ludem? Chyba tak i dlatego wszystko jedno kto cie nagania. Czy socjotechnicy Urbana i Michnika czy ktokolwiek inny. Ciemna masa ateistyczna zawsze byla i bedzie naganiana. Ja jestem swietnie wyksztalcony i inteligentny i moja wiara katolicka to moja suwerenna decyzja w wyniku calozyciowych przemyslen. Co do zarobkow ksiezy, to Gazeta Wyborcza opublikowala miesiac temu dane: W Polsce kleryk zarabia 800 zl miesiecznie + pokoik. Proboszcz zarabia srednio 1500 zl miesiecznie. Wiec ta twoja teza o wzbogacaniu sie kleru to atolskie klamstwo i blaga. Ci ksieza , ktorych znam to porzadni i szczerze wierzacy w Jezusa Chrystusa ludzie. Odpowiedz Link Zgłoś
aistionnelle Re: Podziękowanie za udział ;) 01.11.07, 16:31 Funix , słuchaj no.Twoja działalność w tym wątku wygląda tak ,jakbyś robił/a badania ( może do pracy magisterskiej , innej , na zlecenie ) na temat percepcji czy wyobrażeń wierzących o życiu pozagrobowym .Nie wolno jednak zbierać materiałów badawczych nie poinformowawszy badanych o tym , że się to robi! To nieetyczne.I nie zrobisz tego w ten sposób , musisz mieć porządne narzędzie , które pozwoli zebrać jednolity materiał badawczy ,a nie wypowiedzi we wszystkie strony na forum internetowym .I nigdy nie oceniaj respondentów , nie śmiej się z nich , nie wysyłaj do psychologów /psychiatrów ...Nie tędy droga .A PS Mail gazetowy do dyspozycji w tej sprawie Odpowiedz Link Zgłoś
funix Re: Podziękowanie za udział ;) 02.11.07, 23:00 Zapoznaj się, proszę, z psychologicznym znaczeniem pojęcia „projekcja” pl.wikipedia.org/wiki/Projekcja_%28psychologia%29 a potem jeszcze raz uważnie przeczytaj, co piszę;) Odpowiedz Link Zgłoś
aistionnelle Re: Podziękowanie za udział ;) 03.11.07, 17:20 Wiesz,polecać psychologowi sprawdzanie tego pojęcia to trochę tak jak uczyć krawca co to są nożyce.Daruj sobie tanią dydaktykę i stawianie diagnoz .Projekcją można nazwać wszystko - także poradę by pójść do stomatologa (" na pewno każe mi iść do dentysty bo go samego bolą zęby ").Po prostu uznałam za konieczne poinformowanie użytkowników forum jaki jest Twój zamysł i cel(ich przede wszystkim ) a Ciebie samego , że jest on dośc przejrzysty .Tobie polecam hasło " manipulacja "-źródło dowolne Odpowiedz Link Zgłoś
marta2332 Re: Podziękowanie za udział ;) 04.11.07, 21:42 W biblii jest tak jak w zyciu, czyli walka przeciwienstw,np 'ostatni pierwszymi-pierwsi ostaatnimi, zło nagrodzone dobro ukarane. Dobrze sie zyje grzesznikom, wystarczy sie wyspowiadac imozna grzeszyc dalej. zyj i pracuj, nic ci z nieba nie spadnie,najwiecej sie zarabia na cudzej niewiedzy. Odpowiedz Link Zgłoś
funix Żałuję ;) 08.11.07, 23:31 Gdybym choć mógł przypuszczać, że takich się teraz kształci psychologów – uwierz mi! – *nigdy* bym jej tej rady nie dał! PS >Projekcją można nazwać wszystko - także poradę by >pójść do stomatologa Ty albo czytaj uważnie i z namysłem, to co piszę, albo wcale. Odpowiedz Link Zgłoś
marta2332 Re: Żałuję ;) 08.11.07, 23:40 Mozna takze powiedziec "przyglądanie sie światu -to projekcja naszych marzeń". Odpowiedz Link Zgłoś
abmiros Jezus nie dotrzymal swoich slow! (1) 09.11.07, 05:59 Ewangelia wg Mateusza 16:27,28. "Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania. Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w królestwie swoim". Ewangelia wg Marka, 8:38, 9:1. "Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi przed tym pokoleniem wiarołomnym i grzesznym, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca swojego razem z aniołami świętymi. Mówił także do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą królestwo Boże przychodzące w mocy". Ewangelia wg Lukasza, 9:26,27. "Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w swojej chwale oraz w chwale Ojca i świętych aniołów. Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą królestwo Boże". Ewangelia wg Mateusza 24:22. "Gdyby ów czas nie został skrócony, nikt by nie ocalał. Lecz z powodu wybranych ów czas zostanie skrócony". Ewangelia wg Mateusza: 24:32-34 "A od figowego drzewa uczcie się przez podobieństwo! Gdy jego gałązka staje się soczysta i liście wypuszcza, poznajecie, że zbliża się lato. Tak samo i wy, kiedy ujrzycie to wszystko, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach. Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie". Odpowiedz Link Zgłoś
abmiros Jezus nie dotrzymal swoich slow! (2) 09.11.07, 06:01 Jezus nie dotrzymal swoich slow, bo po smierci po prostu jest tak samo, jak bylo przed narodzeniem, a co wszyscy znamy. Nie ma nic. Odpowiedz Link Zgłoś
xs550 Jest to proste: pieklo albo niebo 01.11.07, 03:00 Jezeli bylo sie dobrym katolikiem (czlonkowie innych religii juz nie) to sie po smierci unosi do nieba na blekitnej chmurce gdzie drzwi otwiera swiety Piotr i chor aniolow spiewa Ave Maryja. Ale to nastapi tylko wtedy jezeli chodzisz w niedziele do kosciola, odmawiasz pacierz i dajesz sowicie na tace. Natomiast jezeli odpuszczales sobie chodzenie do kosciola to nic nie pomoze - i tak wyladujesz w piekle. A pieklo wyglada mniej wiecej tak: jest to miejsce ciemne, oswietlone jedynie wiecznie palacymi sie ogniami i wypelnione beczkami ze smola w ktorych to siedza i pieka sie grzesznicy (tzn. ci ktorzy do kosciola nie chodzili lub chodzili nieczesto). A wokol nich tancza diably, ze swoimi rogami i ogonami. W rekach oczywiscie maja widly ktorymi dzgaja gotujacych sie grzesznikow. Tak to bedzie. A wiec radze chodzic do kosciola i czesto do spowiedzi. Bo spowiedz tez jest niezbedna aby poplynac na tej chmurce do swietego Piotra. Bez spowiedzi, chocbys byl najlepszym czlowiekiem na ziemi (choc jezeli nie jestes katolikiem to raczej nie jestes najlepszy) to i tak zjedziesz w dol do ogni piekielnych ukrytych gleboko, gleboko pod ziemia. Odpowiedz Link Zgłoś
raveness1 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 01.11.07, 05:23 Nie ma zadnej roznicy pomiedzy wierzacymi i niewierzacymi. Jedni i drudzy to tchorze i ignoranci. Zadne z nich nie ma odwagi by wyrzucic na smietnik swoja wiare lub niewiare (co jest tym samym) w boga i zajrzec w glab siebie. No, ale to przeciez wymaga wysilku i ta niepewnosc, co tam znajde? Strach. Lepiej juz w cos wierzyc lub nie. To uwalnia od wszelkiej odpowiedzialnosci. Dyskutujecie o smierci, duchach, zyciu pozagrobowym... Pytasz czym jest smierc? A czy wiesz czym jest zycie? Powiedz mi czym jest zycie. Nawet tego nie wiesz a spekulujesz jeden z drugim o smierci. Odkryjmy najpierw czym jest zycie, w koncu jestesmy zywi a nic o nas i o zyciu wlasciwie nie wiemy. Smierc zostawmy na pozniej, w grobie bedziemy mieli mnostwo czasu na to by odkrywac czym jest smierc. Odpowiedz Link Zgłoś
pos3gacz Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 01.11.07, 12:53 raveness1 napisał: > Nie ma zadnej roznicy pomiedzy wierzacymi i niewierzacymi. Jedni i > drudzy to tchorze i ignoranci. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx W takim razie jaka jest różnica -=-butelka jest do połowy pełna-=- a -=-butelka jest do połowy pusta-=-??? Odpowiedz Link Zgłoś
raveness1 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 01.11.07, 16:21 Zadna. To tylko kwestia interpretacji. Slowa. Odpowiedz Link Zgłoś
atolski21 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 01.11.07, 16:32 Ateista przylatuje w panice do madrego Rabina. "Nie wierze w Boga," dyszy atol. Nie martw sie Szlomo mowi Rebe, Ja tez NIE wierze w boga, w ktorego ty NIE wierzysz". Dedykuje to wszystkim ignorantom atolom, ktory NIE wierza w swoje atolskie , bzdurne wyobrazenia o Bogu. Odpowiedz Link Zgłoś
qxo Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 01.11.07, 08:30 "szukajcie a znajdziecie" - myślę, że dotyczy to nawet 2 zł które nam pod stół spadło- nie schylę się to nie znajdę - Jezus Chrystus motywuje nas do działania - Ty funix szukasz i dobrze - ja też to robię mimo tego, że jestem katolikiem z rodziny konserwatywnej i niby wszystko Kościół mi mówi - wiem , że BÓG nie jest katolikiem ani żadnym muzułmaninem itd :) ON JEST i już.... a nasze spory są po prostu żenujące jak żart prowadzącego:) . Myślę, że moje wychowanie (katolicyzm) stało się bazą do własnych przemyśleń i doświadczeń jak i również korzystania z doświadczeń moich bliskich i znajomych. Wiem, że prąd płynie mimo tego, że nie znam się na tym i nie widać prądu... podobnie napiszę, że wiem o tym , że żyjemy po śmierci a Bóg jest Miłością i dlatego w przykazaniu miłości zawarł całą Biblię - reszta jest mało ważna jeśli nie zawiera się w Miłości czyli takim swojskim niereligijnym tłumaczeniu dla nas zbyt wyedukowanych pseudoprofesorków : "nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe" ... w czasie śmierci Jezusa zasłona przybytku się rozerwała i miejsce do którego wstęp mieli tylko kapłani ukazało się ludziom - TERAZ KAŻDY MA DOSTĘP DO BOGA - możemy się bezpośrednio sami przekonać - musimy tylko tego chcieć - i żadne teorie i religie i pseudo naukowe wyznania innych nie dasdzą nam tego, podobnie jak żadna książka kucharska nie zastąpi nam smakowania potrawy - życzę abyś funix spróbował :) pozdrawiam wszystkich Odpowiedz Link Zgłoś
qxo Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 01.11.07, 08:42 ... czyli dodam, że posiadanie książki kucharskiej ( czytaj BIBLII ) nie jest równoznaczne z kosztowaniem potraw w niej opisanych ( czytaj BOGA )... Odpowiedz Link Zgłoś
avchdega-27 Oficjalna nauka KK o tzw. rzeczach ostatecznych 01.11.07, 08:51 funix napisał: > To nie prowokacja :)) > Zwyczajnie mam nadzieję dowiedzieć się, w co wierzy (powinien wierzyć?) > współczesny, młody, polski, wykształcony katolik: co czeka go po śmierci? (...) Jeśli naprawdę interesuje Cię oficjalna nauka Kościoła Katolickigo odnośnie tzw. spraw ostatecznych (obligatoryjna dla kazdego katolika), podana w sposób teologiczny (poważny i naukowy), to polecam Ci niniejszą stronę: www.teologia.pl/m_k/zag08-1a.htm#Umiera Dowiesz się tam wielu interesujących rzeczy, możesz je nawet sobie przesłuchać, bo wiele ciekawych wykładów jest również w formacie mp3. Oczywiście można na tej stronie www.teologia.pl/index.htm poznać stanowisko KK także w wielu innych sprawach, a także – tu ukłon w stronę katolickich forumowiczów – pogłębić i „uporządkować” własną wiarę. Poczytanie sobie tych wykładów doskonale przygotowuje do dyskusji na tematy religijne i jest z wszechmiar godne polecenia. Życzę owocnej lektury i serdecznie pozdrawiam:) Jurek z Berlina Odpowiedz Link Zgłoś
renebenay Dla mnie to proste 01.11.07, 09:17 czlowiek nie umiera bo zyje w swoich dzieciach i niestety ten ktory ich nie ma to definitywnie zanika.Cale filozofie na temat smierci sa stworzone przez strach ludzki,do tego nawet powolano aparat wielu religi ktorych celem bylo stworzenie mniej lub bardziej debilnych doktryn.Zenitem glupoty ludzkiej sa miliony tzw. duchownych ktorzy do niczego nie sluza,to sa ludzie-pasozyty karmiacy sie naiwnoscia ludzka. Odpowiedz Link Zgłoś
pos3gacz Re: Dla mnie to proste 01.11.07, 13:00 renebenay napisał: > czlowiek nie umiera bo zyje w swoich dzieciach i niestety ten ktory ich nie ma > to definitywnie zanika.Cale filozofie na temat smierci sa stworzone przez strac > h > ludzki,do tego nawet powolano aparat wielu religi ktorych celem bylo stworzenie > mniej lub bardziej debilnych doktryn.Zenitem glupoty ludzkiej sa miliony tzw. > duchownych ktorzy do niczego nie sluza,to sa ludzie-pasozyty karmiacy sie > naiwnoscia ludzka. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx Powiedz to innym.Mnie nie trzeba. Odpowiedz Link Zgłoś
atolski21 Re: Dla mnie to proste 01.11.07, 13:25 Dla ciebie to proste? Alez oczywiscie, bo dla prostaka wszystko jest proste. Tak jak dla dzdzownicy, ktora ryje cale zycie w komposcie takze i dla ateisty wszystko to kompost. Patrzcie jako to proste ateisci: Zryjcie, sr*ajcie,kopu*lujcie i zdychajcie bez celu i sensu pod krzakiem jak zwierzeta. Wtedy osiagniecie szczescie wieczne. ha,ha,ha,ha,ha,ha,ha Odpowiedz Link Zgłoś
fletniapana Dziwne proporcje 01.11.07, 09:42 Czytając (nie wszystkie) wypowiedzi w tym wątku po raz nie wiem już który zauważam, że większość osób to osoby niewierzące a nawet wrogo nastawione do religii (w szczególności tej głoszonej przez kościół katolicki). Dziwne, szczególnie w porównaniu z powszechnym korzystanie z kościelnych ślubów, chrztów, pogrzebów. Czym jest dla mnie śmierć ? Przejściem mojej świadomości (duszy) do innego wymiaru, gdzie będę mógł obiektywnie ocenić swoje życie. Nie Bóg będzie mnie sądził. Sam to zrobię. I jeżeli stwierdzę, że do spotkania z Bogiem muszę się przygotować, będę się przygotowywał. Po prostu wstyd mi będzie stanąć przed Nim jeżeli nie będę w pełni gotowy. I to będzie mój wybór dokonany w pełni obiektywnie. Z uwzględnieniem wszelkich okoliczności łagodzących i obciążających. Ciało ? Wierzę w to że kiedyś wrócę do swojego ciała. Ale to ciało nie będzie miało większego znaczenia. Nie wiem, czy będzie to ciało dziecka czy dorosłego. Bez znaczenia. I w każdym momencie Bóg będzie przy mnie, tak jak ja staram się być przy nim tu na ziemi (ale nie dlatego, że ja się staram tylko dlatego że mnie kocha). Będę czuł jego miłość. Nie chcę rozważać tego wszystkiego w kontekście czasu (najpierw "czekanie", potem ...) bo czas istnieje tutaj. Piekło ? To też wybór człowieka. To wybór oddzielenia od Boga. Wybór dokonany tutaj i potwierdzony tam. Straszny wybór. Ale Bóg z racji raz danej człowiekowi wolnej woli tym którzy takiego wyboru dokonają nie odbierze tego prawa. Na koniec: sądzeni będziemy z miłości. Dzięki temu nie ma znaczenia to gdzie i kiedy się urodziliśmy i w jakich warunkach przyszło nam żyć. Ważne, ile miłości okazaliśmy innym. Odpowiedz Link Zgłoś
jawor10 Katolizycm to dalsza sekta od judaizmu 01.11.07, 09:54 Katolicyzm to odłam kościoła chrześcijańskiego i dawnop odszedł od fundamentu chrześcijaństwa, mnóstwo soborów zmieniało pojęcia, powywracane do góry nogami , nic nie trzyma się sensu i podstaw z Biblii. Ta dyskusja to widzimisie każdego forumowicza a nie powoływanie się na fundament religii chrześcijańskiej tj Biblii. Nawet poczytajcie Biblię Tysiąclecia , ale wydania I lub II , bo następne mocno pokiereszowane. Dla laika zrozumiałe najbardziej są ewangelie, chciaż należałoby rozumieć Stare Pisma, gdzyż ewangelie często odwołują się do nich - sam Jezus często udowadniał faryzeuszom, uczonym w pismach właśnie wersety ze Starego Testamentu. Katolik wierzy w to co jemu od młodych lat wciskano. Więc inni mogą powątpiewać jak to jest z tym życiem. Odpowiedz Link Zgłoś
fletniapana Re: Katolizycm to dalsza sekta od judaizmu 01.11.07, 10:06 Takie było założenie tej dyskusji. Każdy mógł opowiedzieć o swojej wierze i przekonaniach. Odpowiedz Link Zgłoś
avchdega-27 Te proporcje wcale nie są aż takie dziwne:) 01.11.07, 10:56 Profil filozoficzno-moralny tej gazety jest wlaśnie taki, że gdy mowa o „religii”, to nie chodzi o rzeczową dyskusję na tematy światopoglądowe, ale o bezpardonową krytykę, o bluźnierstwa, o prymitywne drwiny. Inaczej mówiąc, Gazeta Wyborcza jest pismem preferującym (i popularyzującym) ateizm, więc jej publikacje i fora przyciągają przede wszystkim właśnie ateistów, a zwłaszcza tych najbardziej agresywnych. Człowiek wierzący, który zdecyduje się na przykazane mu przez Pana Jezusa dawanie świadectwa własnej wiary na tzw. „religijnych” forach GW, nie powinien o tym w/w profilu nigdy zapominać. Na szczęście GW, jej ateistyczny profil i sfruwający się jak muchy do świeżego guana agresywni prześmiewcy, to tylko bardzo niewielki wycinek polskiej rzeczywistości, i nie należy go demonizować i się nim specjalnie gorszyć:) Ludzie ci, to nawet nie jest, poważny i gotowy do otwartego dialogu polski ateizm; to tylko wrzaskliwa sfora, która poza kąsaniem i głośnym szczekaniem niczego innego zaproponować nie potrafi... Pozdrawiam fletniapana napisał: > Czytając (nie wszystkie) wypowiedzi w tym wątku po raz nie wiem już który > zauważam, że większość osób to osoby niewierzące a nawet wrogo nastawione do > religii (w szczególności tej głoszonej przez kościół katolicki). Dziwne, > szczególnie w porównaniu z powszechnym korzystanie z kościelnych ślubów, > chrztów, pogrzebów. (...) Odpowiedz Link Zgłoś
atolski21 Re: Te proporcje wcale nie są aż takie dziwne:) 01.11.07, 11:42 Fora pseudo religijne sa oblezone przez tlum platnych agentow ateizmu. Dlaczego? Bo oplaca sie robic wode z mogu milionom mlodych Polakow i ich postomunistycznych rodzicow. A jak jest oczekiwany rezultat? Ogromny motloch ateistyczny bezwolny i oglupiony glosuje za ateitycznyn PO-LiDem, za zniewoleniem Polski, za jej rozkradzeniem , za eutanazja, aborcja i zboczeniami. Do tego dolacz miliony pseudokatolikow ktrzy "Bogu swieczke a diablu ogarek". Wiesz ci jest najzabawniejsze? Najbardziej agresywnych fanatykow holubia pseudo-katolickie fora "Wiara pl" (Gosc Nedzielny) i "Katolik pl"(zakon Salwatorianow") Jezeli katolik pokaze sie na tych forach to zostanie rozszarpany przez ateistycznych propagandzistow ,ktorzy przez dlugie lata sa dopieszczani przez te redakcje. I trudmo sie dziwic. Redaktorem Goscia NIedzielnego jest niejaki "ksiadz" Goncarczyk, pupilek lewicy laickiej i ulubieniec Gejow. Zas Salwatorianie firmuja swoje forum, ale oddali je w pacht diablu za miliony judaszowych srebrnmikow z setek reklam. Glupi i podly narodek nadwislanski. Odpowiedz Link Zgłoś
pos3gacz Re: Te proporcje wcale nie są aż takie dziwne:) 01.11.07, 13:09 atolski21 napisał: > Fora pseudo religijne sa oblezone przez tlum platnych agentow > ateizmu. Dlaczego? Bo oplaca sie robic wode z mogu milionom > mlodych Polakow i ich postomunistycznych rodzicow. > A jak jest oczekiwany rezultat? Ogromny motloch ateistyczny > bezwolny i oglupiony glosuje za ateitycznyn PO-LiDem, za > zniewoleniem Polski, za jej rozkradzeniem , za eutanazja, aborcja i > zboczeniami. Do tego dolacz miliony pseudokatolikow ktrzy "Bogu > swieczke a diablu ogarek". > Wiesz ci jest najzabawniejsze? Najbardziej agresywnych fanatykow > holubia pseudo-katolickie fora "Wiara pl" (Gosc Nedzielny) > i "Katolik pl"(zakon Salwatorianow") > Jezeli katolik pokaze sie na tych forach to zostanie rozszarpany > przez ateistycznych propagandzistow ,ktorzy przez dlugie lata sa > dopieszczani przez te redakcje. > I trudmo sie dziwic. Redaktorem Goscia NIedzielnego jest > niejaki "ksiadz" Goncarczyk, pupilek lewicy laickiej i ulubieniec > Gejow. Zas Salwatorianie firmuja swoje forum, ale oddali je w pacht > diablu za miliony judaszowych srebrnmikow z setek reklam. > Glupi i podly narodek nadwislanski. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx Znasz to-=-Głupi mówi co wie,mądry wie co mówi. Przemyśl to i nie pisz bzdur. Odpowiedz Link Zgłoś
atolski21 Re: Te proporcje wcale nie są aż takie dziwne:) 01.11.07, 13:17 Najbardziej ufam swoim obserwacjom jako czlowieka inteligentnego,wyksztalconego i obiektywnego. Ja jestem za madry ,aby jacys prymitywni atole wciskali mi swoj atolski kit za jedaszowe srebrniki Urabana, Michnika i Po-LiDu Odpowiedz Link Zgłoś
vortex21 Kiedy myslisz Katolicka Religia ... 01.11.07, 10:20 prosze nie stawiaj znaku rownosci pomiedzy nia a Chrzescijanstwem. Jezus Chrystus NIE jest zalozycielem KK, On poprostu dal ludziom mozliwosc ponownego spotkania sie z ich stworca, jedynym Bogiem, tym ktory byl, jest i zawsze bedzie, okreslonym w Starym Testamencie jako Jehowa (tlumaczenie Jestem Ktory Jestem - Istniejacy niezaleznie od czasu i miejsca. Nie jestem SJ, tak dla jasnosci). Byc Chrzescijaninem znaczy miec zywa, codzinna, gleboka relacje osobista ze zmartwychwstalym Jezusem Chrystusem, jako zywa osoba (przyjaciel, osoba droga). Oczywiscie Jezus Chrystus, jako osoba fizyczna, nie przebywa obecnie na ziemii lecz, jak to mowi Nowy Testament, siedzi po prawicy Ojca (czyli tego Boga, ktory Go wyslal na ziemie). Nastepnie, pytasz sie co oficjalnie po smierci? Odpowiedz jest zarazem prosta jak i skomplikowana. Technicznie mozna mowic o ciele, duszy, zmartwychwstaniu, etc., lecz to nie jest najwazniejsze. Mozna miec pewnosc ze dusza ludzka jest niesmiertelna, tego uczy zarowno Biblia jak i KK i z tym chyba nie masz problemu? Wazniejsze jest to - 'co z ta dusza po smierci'? Biblia mowi jasno - jezeli masz zywa relacje z Chrystusem (zbawicielem), dusza twoja bedzie z Bogiem. Jezeli tej relacji nie masz, bedzie ona bez Boga. Gdzie bedzie (niebo, pieklo, czysciec) jest sprawa o znaczeniu drugozednym. Faktem jest ze nie kazdy czlowiek (niezaleznie od religii czy swiatopogladu) bedzie z Bogiem (zbawiony), nie kazdy tez bedzie bez Boga (potepiony). Faktem tez jest ze kazdy czlowiek ma szanse byc z Bogiem, lecz to zalezy wylacznie od tego czlowieka (Bog juz sie na ten temat wypowiedzial posylajac Chrystusa, Zbawiciela, On chce byc z nami). Do ciebie zatem nalezy odpowiedz na pytanie - Co ze mna po smierci? Mozesz wybrac byc z Bogiem lub tez wybrac przyszlosc bez Niego! Pozdrawiam vortex21 Odpowiedz Link Zgłoś
fletniapana Re: Kiedy myslisz Katolicka Religia ... 02.11.07, 17:14 Nie wprowadzaj ludzi w błąd. Czytaj biblię (wiem, robisz to). W Ewangelii św. Mateusza (rdz.16 wersy 13-18) Jezus mówi wprost. Rozumiem, że jako Świadek Jehowy masz inne zdanie (np. nie uznajesz że Jezus był Bogiem) ale dobrze by było gdybyś oddzielał własne (a raczej poglądy swojej wiary) poglądy od słów zawartych w Biblii. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
fletniapana Re: Kiedy myslisz Katolicka Religia ... 02.11.07, 17:24 Przeoczyłem, że zaznaczyłeś że nie jesteś SJ. Ale poglądy głosisz takie jak SJ. Odpowiedz Link Zgłoś
marta2332 Re: Kiedy myslisz Katolicka Religia ... 02.11.07, 18:04 Swiat idzie naprzod, ludzie cały czas piszą ewangelie,są różni zdolni, wykształceni też czyniący cuda.Bo my kochamy cuda,piekne słowa,wiare nadzieje,marzenia, bo życie jest trudne,trzeba miec ucieczke od rzeczywistości. Odpowiedz Link Zgłoś
marta2332 Re: Kiedy myslisz Katolicka Religia ... 02.11.07, 18:15 Sztuką jest bez żdnych religii,być dobrym uczciwym czlowiekuem,Swietą byc poco? Ludzie dla sławy i pieniedzy,zrobią wszystko,tak jest od zarania dziejow. Odpowiedz Link Zgłoś
so_gdy W co wierzy.... 01.11.07, 10:20 Pytanie przypomniało mi zdjęcie, które widziałem kilka dni temu z tzw. adoracji patrona ministrantów, gdzie tłumy katolików, w tym biskupi, z uwielbieniem wpatrywali się w kukłę ( plastikową? ), umieszczoną w szklanej trumnie. Odpowiedz Link Zgłoś
atolski21 W co wierzy ateistyczny motloch 01.11.07, 11:00 Pamietacie miliony ateistow przez 60 lat padajace na twarz w slepym uwielbieniu przed mumia Lenina , w szklanej trumnie owietlonej na rozowo? Takiej zwyrodnialej glupoty jaka prezentuje ateistyczny motloch nie bylo w dziejach swiata. I ateistyczni fanatycy maja odwage pierdziec mozdzkami na temat kultu swietego Dominika? Hanba dla atoli. Odpowiedz Link Zgłoś