elabeta
21.10.07, 13:15
trzy lata temu po ciezkiej chorobie zmarla moja mama. do samego
konca wierzylam, ze wyzdrowieje. modlilam sie do Boga i wierzylam,
ze nam pomoze. nie pomogl. wtedy rozumialam, ze taka byla Jego wola.
wtedy jeszcze sie modlilam. powoli jednak tracilam wiare w sens tej
modlitwy. coraz czesciej myslalam: po co? i tak mnie nie slyszy. juz
czwarta niedziele nie poszlam do kosciola, juz od dawna sie nie
modle. nie okazuje radosci, bo boje sie, ze jesli Bog to zobaczy
zabierze mi wszystko to co kocham, wszystko to na czym mi zalezy.
tak, jak zabral mame. nigdy nie zapomne uscisku dloni profesora i
jego gratulacji, ze teraz juz bedzie tylko dobrze, mojej radosci i
smierci mamy tydzien pozniej. dlaczego Bog tak postapil? jak mam sie
teraz odnalezc?