z2006
09.12.07, 10:45
www.mateusz.pl/czytania/20071209.htm
"W jednym mieszkaniu współżyją ze sobą trzy pokolenia. Przedstawicielem
najstarszego jest babcia licząca 77 lat, najmłodsze reprezentują dwie wnuczki,
jedna ma lat osiemnaście, druga dwadzieścia. Babcia nie może chodzić, więc co
pewien czas przynoszę jej Komunię świętą. Z reguły zastawałem w mieszkaniu
duży bałagan i nie znajdowałem ani ja, ani rodzice żadnych argumentów zdolnych
przekonać młode dziewczęta, by zadbały o porządek. I oto pewnego razu wchodzę
i zastaję zdumiewający ład. Wszystko na swoim miejscu, czyściutko, miło.
Pytam, na kogo czekają. Tata tajemniczo się uśmiecha i powiada: „Najmłodsza
córka się zakochała i odkąd do domu przychodzi jej chłopiec, wstaje wcześnie
rano i robi porządki. Dla niego stać ją i na wysiłek, i na rezygnację z
długiego snu”. Miłość dokonała w jej życiu nawrócenia. Przemieniła świat
bałaganu, brudu, nieładu w miły, uporządkowany, piękny dom. Ten świat został
nie tylko ubogacony wejściem innego człowieka, lecz gruntownie przemieniony –
nastawiony na spotkanie, czekający na przeżycie czegoś, co jest piękne.
Dotykamy tu tajemnicy nawrócenia. Człowiek najczęściej żyje w bałaganie, jeśli
nie żyje dla kogoś. Trudno dla siebie samego podejmować trud upiększania swego
świata, trudno w tym celu zmobilizować swe siły. A nawet jeśli się zdarzy, że
ktoś dla siebie samego usiłuje idealnie poukładać swój świat, staje się on
zimny, lodowaty. Porządek wprowadzony przez egoizm ostatecznie jest wielką
klęską człowieka.
Tysiące ludzi pragną się nawrócić, dostrzegają małość swego świata, potrzebę
jego przemienienia i upiększenia, ale nie mają dla kogo tego uczynić. Stąd też
nie posiadają dość siły, by tej zmiany dokonać. Istotnym elementem nawrócenia
jest odkrycie prawdy, że moje życie ma sens jedynie wówczas, gdy na kogoś
czekam, gdy dla kogoś żyję, gdy jestem komuś potrzebny. Chodzi o znalezienie
kogoś, dla kogo mogę pracować, tworzyć, trudzić się i cierpieć. Kogoś, komu
mogę być potrzebny nawet wówczas, gdy stracę siły, gdy świat zamknie się w
granicach łoża boleści, gdy skleroza będzie utrudniać życie mnie i mojemu
otoczeniu. Jeśli ten ktoś się znajdzie, w krótkim czasie w domu naszego serca
zapanuje ład, zrobi się ciepło i jasno."
Ks. Edward Staniek