z2006
21.04.09, 15:42
mateusz.pl/czytania/2009/20090421.htm
"Jezus dał nam w „Ojcze nasz” (Mt 6, 9-13) zasadniczy wzór modlitwy
chrześcijańskiej. Przede wszystkim pojęcie ojcostwa Bożego. Bóg jest Ojcem,
który udziela nam życia Bożego, staje przy nas, zakłada swoje mieszkanie w
tych, którzy Go miłują: „Jeśli Mnie kto miłuje... Ojciec mój umiłuje go, i
przyjdziemy do niego. i będziemy w nim przebywać” (J 14, 23). Równocześnie On
jest Najwyższym, „który jest w niebie”, nieskończenie wyższym nad wszelkie
stworzenie, Jemu należy się hołd uwielbienia, chwały i poddania. Pierwsza
cześć „Ojcze nasz” stwierdza właśnie władcze prawa Boga, Jego transcendencje,
a prawa te nie przekreślają zgoła Jego ojcostwa. Prawdziwa modlitwa nie oddaje
Boga na służbę człowieka, lecz człowieka na służbę Boga, a służyć Mu, to
znaczy święcić Jego imię, pracować nad rozszerzaniem Jego królestwa i
wypełnianiem Jego woli. To są wielkie wartości, do których przede wszystkim
kieruje Jezus modlitwę chrześcijanina. Sam był doskonałym czcicielem Ojca,
pragnie więc włączyć nas w swoją adoracje, chwałę i oddanie się sprawie Ojca.
Lecz Jezus uczy nas, że modlitwa jest również pokornym i ufnym zwróceniem się
do Boga we wszystkich potrzebach naszego życia ziemskiego, poczynając od
najbardziej materialnych jak codzienny chleb, do najbardziej duchowych jak
odpuszczenie grzechów, siła do zwyciężania pokus, wolność od zła. Jak dziecko
we wszystkich swoich potrzebach zwraca się z ufnością do ojca ziemskiego, tak
chrześcijanin zwraca się z synowską ufnością do Ojca niebieskiego.
„Ojcze nasz” jest streszczeniem wszelkiej modlitwy chrześcijańskiej,’
począwszy od prostej, ustnej modlitwy dziecka a skończywszy na uroczystej
modlitwie liturgicznej Kościoła; od modlitwy wewnętrznej, poufnej rozmowy z
Bogiem, do modlitwy wspólnej, w której wierni jednoczą się w wychwalaniu
jednego Ojca. Odmawiając „Ojcze nasz” serce chrześcijanina winno by tak być
przejęte, aby mogło doświadczyć przynajmniej w części tego, co odczuwała św.
Teresa od Dzieciątka Jezus: wzruszała się aż do łez, kiedy nazywała Boga
słodkim imieniem Ojca, i to jej wystarczało, by pogrążyć się w kontemplacji (R
9)."
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. I, str. 458