Gość: Witek
IP: *.zgora.dialog.net.pl
23.04.02, 16:16
Nie jestem zielonogórzaninem z urodzenia więc to co napiszę znam z opowiadań.
Otóż podobno kilkadziesiąt lat temu w Z.G szefem od budowy i remontów ulic w
mieście był gość, któremu w robocie pomagał śnieg. W jaki sposób?
Wyobraźmy sobie proste skrzyżowanie. Jedne samochody jadą prosto, inne niestety
skręcają w lewo. Żeby kierowcom ułatwić jazdę (według tego pana oczywiście)
przez jakiś czas nie odśnieża się tego miejsca a kierowcy sami wyjeżdżą sobie
trajektorię. Następny ruch to łups jak najwięcej wysepek na skrzyżowaniu, żeby
tylko ktoś nie zboczył z trajektorii. Tak jak na torze bobslejowym. Jedziesz
tam, gdzie płozy cię poniosą. Dosłownie można powiedzieć, że facet prowadził
wszystkie samochody jak za rękę.
Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że mam wrażenie jakbym w dalszym ciągu
oglądał robotę tego fachmana. Może jego uczniów.
Przy każdym remoncie ulicy zamiast ją poszerzać, zwężają. Tu rondko, tam
wysepka. Cyrk.
Ludzie, przecież samochodów będzie przybywać. Dlaczego więc nie budujecie
szerszych dwupasmowych ulic, tylko wąskie jednopasmowe (vide nowy dojazd ul.
Chrobrego do ul. Dworcowej).
Czekam na informacje o nauczycielu zielonogórskich inżynierów miejskich.