Dodaj do ulubionych

1028 psów i 334 koty czekają na pomoc!

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.06.02, 22:57
Tworzymy reakcję łańcuchową ludzi o
dobrych serduchach, chcących wesprzeć
nasze futrzaste choć jedną
puszką, szmatką, złotówką. Ja proszę o
pomoc Was, Wy możecie
poprosić Waszych bliskich i jakoś to
rozkręcimy. Skoro nie mamy
wpływu na brak domu tych zwierzaków,
miejmy chociaż wpływ na
zapełnienie ich brzuszków!
Podaję wszystkie namiary, łącznie z
numerem konta:
SPOŁECZNE SCHRONISKO DLA BEZDOMNYCH
ZWIERZĄT
05-430 Celestynów ul. Prosta 3
tel. 789-70-61, kom. 0 602 37 84 37
Konto PKO BP S.A. XV O/W-wa
Nr 06 10201156 123110334

Oraz listę rzeczy potrzebnych:
- karma, najchętniej sucha, bardzo
brakuje zwłaszcza
karmy kociej
- metalowe miski
- stare koce, kołdry, śpiwory, szmatki
itp., nawet
swetry � na legowiska
- stare ubrania dla pracowników, np.
spodnie, bluzy,
kurtki

Rzeczy tego typu, nawet w minimalnych
ilościach, odbierzemy od
Was, zmagazynujemy i w wyznaczonym dniu
zawieziemy do
schroniska. Na pewno zdamy relację.
Poproście kogo możecie �
rodzinę, znajomych. Pomóżmy futrzakom!!!
Ponad tysiąc psów i
trzysta kotów czeka na obiadek!

Adres kontaktowy : futrzaste@wp.pl

PS. Dla tych, co daleko - liczy się
każdy grosik wpłaty na konto
schroniska...


Informacje na temat akcji są na forum "Psychologia".
Obserwuj wątek
    • Gość: zielony Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 25.06.02, 23:02
      apropos schronisk... to niedawno moja znajoma w odruchu serca wziela szczeniaka
      ze schroniska i na drugi dzien psiak zachorowal na nosowke. Znajoma ow wydala
      juz pokazna sume na leczenie. Zadzwonila do schroniska i lekarz weterynarii
      stwierdzil, ze nosowke pewnie pies dostal ze stresow... pusty smiech mnie
      ogarnia. Szkoda mi tych psow, ale skoro tak jest to proponuje zwolnic tego pana
      i zatrudnic psychoanalityka... moze psom sie poprawi
      • iwa.ja Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! 25.06.02, 23:15
        Ale czy Twoja znajoma żaluje, ze wzięla piesia? W schronisku jest koszmar,
        naprawdę!!!
        • Gość: markon Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 25.06.02, 23:21
          w schronisku dla bezdomnych jest cudownie
          • hiro Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! 25.06.02, 23:26
            Gość portalu: markon napisał(a):

            > w schronisku dla bezdomnych jest cudownie

            tylko pić nie wolno-;) nawet szybko!;_
            jak się uchowałeś!?
            :-)))
            • Gość: markon Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 25.06.02, 23:36
              mam dojścia i zejścia
        • Gość: zielony Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 25.06.02, 23:48
          nie zaluje! wiem jak tam jest... osobiscie do niedawna mialem 2 psy a teraz mam
          psa i zolwia ktorego znalazlem 3 lata temu na parkingu jak lazl gdziesz i od
          tej pory mieszka u mnie :P
          • Gość: markon Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 25.06.02, 23:53
            też mam duży sentyment do żyjących, ostatnio coś mi pożarło młode gołębia
            grzywacza. Pono polubił Polskę. Zna się na ludziach!
          • Gość: Melba Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.06.02, 23:54
            Fajnie:)jeszcze nie słyszałam o takiej historii z żółwiem :) Zielonogórczycy,
            pomożecie? Bo się robi rywalizacja na forumach :), wykażcie się :)
            • Gość: zielony Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 26.06.02, 11:09
              ktos go wyrzucil i sadzac po stopniu zabrudzenia, wyczerpania to z tydzien
              chodzil... dziwne bo nikt z okolicy nie zgubil zolwia wiec ciekaw jestem skad
              przypelzl. Znajomy weterynarz stwierdzil ze to "ona" i ze jest dosc stara...
              teraz szlaja sie po mieszkaniu i zalatwia swoje potrzeby w najmniej
              oczekiwanych miejscach. A w dodatku jak sie ja proboje wyniesc na balkon to
              syczy i gnida gryzc proboje:P Bardzo sie zaprzyjaznila z moim psem i spi nawet
              z nim na jego poslaniu.
          • Gość: markon Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 26.06.02, 00:07
            kiedyś jadąc samochodem (wozem)dostrzegło mi się na poboczu dziwne zwierzątko.
            Dałem po hamulcach i zbaraniałem(znak zodiaku mego)- żółw!
            Poszłem(szedłem) po tubylcach pytać i okaszało się, że on tak zawsze.
            Od tej pory na drogach polskich nie dziwi mnię nic!
            • Gość: Melba Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.06.02, 00:11
              No i wszystko jasne :) Inicjatorki akcji są spod tego samego znaku, a skoro,
              jak wiadomo, uparte jak kozy, to Zielonej Górze nei odpuszczą! Kochani,
              Australia i Kalifornia nam pomaga, to ZG nie da rady? No co Wy? :)
              • hiro Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! 26.06.02, 00:19
                Gość portalu: Melba napisał(a):

                Kochani,
                > Australia i Kalifornia nam pomaga, to ZG nie da rady? No co Wy? :)

                a ja myślałem ,że będzie poważnie!
                eeeeeeeee idę na strony amerykańców!tam są bardziej poważne wojny..........
                pozdro hiro
                • Gość: Melba Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.06.02, 01:47
                  Hiro, poważnie jest. Ludzie z Austarlii już wysłali karmę, a dziewczyna z
                  Kalifornii zbiera rzeczy na legowiska. Mnie też się nei chciało wierzyć, a
                  jednak prawda :)
                  • hiro Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! 27.06.02, 20:35
                    Gość portalu: Melba napisał(a):

                    > Hiro, poważnie jest. Ludzie z Austarlii już wysłali karmę, a dziewczyna z
                    > Kalifornii zbiera rzeczy na legowiska. Mnie też się nei chciało wierzyć, a
                    > jednak prawda :)

                    eee wybij te psy i koty! ludzie w POLSCE czekaję na kawałek chleba!
                    albo twoi rodzice są ministrami albo dorośnij!!!!!!!!
                    zastanów się o co walczysz?-albo wyjdź po zmroku na ulicę rodzinnego miasta/w
                    towarzystwie ochroniarza!/
                    hiro/pozdrawiam osoby pełnoletnie/
                    • blic Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! 27.06.02, 21:06
                      hiro napisał(a):

                      > eee wybij te psy i koty! ludzie w POLSCE czekaję na kawałek chleba!
                      > albo twoi rodzice są ministrami albo dorośnij!!!!!!!!

                      O, Hiro jest humanistą. :)
                      Chwalić.

                      > zastanów się o co walczysz?-albo wyjdź po zmroku na ulicę rodzinnego miasta/w
                      > towarzystwie ochroniarza!/

                      :))
                      Dobre.
                      Rozsądne słowo nareszcie.

                      Nie żebym był bezlitosnym mięsożercą (chociaż mięsożercą jestem i wara
                      wegetarianom).
                      Wolę swojego psa niż większość swoich sąsiadów.
                      Ale de facto, są pilniejsze potrzeby. Dobro dla jednych może być złem dla drugich.
                      Taka szatańska rzeczywistość.
                      W tym przypadku każda złotówka przeznaczona na zwierzaczki, które tego
                      potrzebują, jest każdą złotówką NIE przeznaczoną na ludzi, którzy tego potrzebują.
                      • Gość: Melba Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.06.02, 21:56
                        Blic, pozwolę sobie się z Tobą nie zgodzić. Żadna z osób, które dotychczas nam
                        pomogły chyba nigdy nie wpłaciła tej złowtówki na żadnen cel charytatywny, a tu
                        udało się je namówić. Mówię o osobach, które znam i spotkałam. Jest tak, że
                        jeden wpłaca na dzieci, inny na pieski, a największa ilość ludzi na nic. Ja
                        zajmuję sie zawodowo pomaganiem ludziom, piesko pomagam "hobbystycznie". Ja
                        pieskom, Ty może emerytom czy bezdomnym i ok. Nie lubię argumentów tego typu,
                        bo słyszę: żal na psy, daj na bezdomnych, szkoda na bezdomnych, daj na samotne
                        matki, szkoda na samotne matki, daj na chore dzieci...i tak w kółko. Nikt nie
                        jest zmuszony do pomocy, ale skoro już staram się jej udzielić, to chcę mieć
                        możliwość wyboru, komu czy czemu pomagam i nie chcę słuchać durnych komentarzy
                        w stylu Hiro wypowiedzi. Wolno mi prosić o pomoc innych ludzi, wierząc w dobro,
                        a innym ludziom wolno odnieść się pozytywnie bądź obojętnie do tej prośby.
                        Zastanawia mnie tylko, ile z tych osób, które pouczało mnie (to taka słodka
                        polska cecha - pouczanie kazdego), że żal tych pieniędzy na psy, gdy są inni
                        potrzebujący, w jakikolwiek sposób pomaga komukolwiek...Obawiam się, że żadan,
                        chyba że Ty, Blic? Pozdrawiam :)
                        • blic Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! 27.06.02, 22:21
                          Gość portalu: Melba napisał(a):

                          > Zastanawia mnie tylko, ile z tych osób, które pouczało mnie (to taka słodka
                          > polska cecha - pouczanie kazdego), że żal tych pieniędzy na psy, gdy są inni
                          > potrzebujący, w jakikolwiek sposób pomaga komukolwiek...Obawiam się, że żadan,
                          > chyba że Ty, Blic? Pozdrawiam :)

                          Odpowiedź godna prawdziwej erystki. :)
                          Pozdrowienia.
                          • Gość: Melba Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.06.02, 22:58
                            Ejże, Blic, liczyłam na jakąś serio rozmowę, a nie chlapnięty uśmiech i słówko
                            ze słownika :)
                            • Gość: blic Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 27.06.02, 23:58
                              Gość portalu: Melba napisał(a):

                              > Ejże, Blic, liczyłam na jakąś serio rozmowę, a nie chlapnięty uśmiech i słówko
                              > ze słownika :)

                              Nie chcesz abym udzielał Ci wykładu. :)
                              No dobra, sama się prosisz...

                              Ogólnie rzecz biorąc, ludzkość ma to do siebie, że jest roztrzepaną, bezładną,
                              irracjonalną masą, która spędza większość czasu w poszukiwaniu zaspokojenia
                              potrzeb fizjologicznych - od zupełnie oczywistych, po bardziej wyrafinowane - jak
                              na przykład potrzeba zrobienia czegoś dla poprawienia sobie samopoczucia (co
                              brutalnie również wpycham do wora pod tytułem 'potrzeby fizjologiczne').

                              Szuka większość czasu metod zaspokojenia owych potrzeb. Najwięcej czasu,
                              niewątpliwie, poświęca zaspokojeniu potrzeb najbardziej palących (money, money,
                              money), później zaspokaja te mniej niezbędne. Niektórzy zatrzymują się wyłącznie
                              na pierwszych ze wspomnianych potrzeb (ci, którzy 'nie dają wcale').

                              Poszukiwania owe przyjmują mniej lub bardziej wyrafinowane formy i są mniej lub
                              bardziej skuteczne, ale to już inna historia...

                              Cechą charakterystyczna, którą można dostrzec po jakimś czasie, jest to, że w
                              przeważającej ilości przypadków ludzie trawią swoje siły i środki na cele im
                              niepotrzebne bądź mniej ważne.
                              Chłodna logika nakazywałaby bowiem najpierw zająć się tym co najważniejsze,
                              ewentualnie najbardziej efektywne (choćby na ten przykład: czystsze metody
                              pozyskiwania energii, sposoby na zachowanie życia i zdrowia, itp.).

                              Jedną z tych 'ważniejszych' rzeczy jest dbałość o dobrobyt innych ludzi, o to by
                              pewne minimum osiągnięć cywilizacyjnych (cokolwiek przez to rozumieć) było
                              dostępne dla wszystkich ludzi na naszej planecie.

                              Niestety, nasza ludzka natura jest w poważnym konflikcie z powyższym założeniem.
                              Nasza cywilizacja oparta jest na wzajemnym upodlaniu i podbijaniu się, na
                              utrzymywaniu podziału na rządzonych i rządzących, na relacji wykorzystujący-
                              wykorzystywany.

                              W tej sytuacji troska o inne gatunki, jakkolwiek całkiem uzasadniona (ze względów
                              różnorakich, od osobistych - w rodzaju troski i przywiązania do swojego psa czy
                              kota, do ogólnoekologicznych), jest jednak kolejnym przykładem 'martnotrawienia'
                              energii na cele drugorzędne.

                              Każdy człowiek mający zacięcie do pracy 'społecznej' znajdzie wystarczająco wiele
                              do zrobienia na polu zarówno pomocy bezpośredniej innym przedstawicielom własnego
                              gatunku, jak i w ramach 'uświadamiania' innych o wręcz romantycznie tragicznym
                              stanie naszej cywilizacji.

                              No.

                              Jak myślisz, poderwałbym Cię na taką gadkę? :))
                              (Moja autoironia nie zna granic. :)))
                              • Gość: Melba Blic IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.06.02, 01:05
                                Hej Blic, tak już lepiej. Ja jestem gaduła, Ty chyba też.

                                Po pierwsze, ta bezładna masa ma hierarchię potrzeb. Od dołu schodki te
                                układają się tak: potrzeby fizjologiczne (wiadomo), bezpieczeństwa fizycznego
                                (dach i ciepełko), bezp. psychicznego ( jasne reguły gry, komunikacja itp.),
                                przynależności i więzi emocjonalnych (miłość, rodzina, przyjaźń), celowości,
                                pracy (uznanie, szacunek, sens działania, poczucie misji), dalej mamy zabawę (
                                konstruktywne spędzanie wolnego czasu) oraz na końcu sens i rozumienie
                                (nazwijmy to spełnieniem).
                                To są schodki i realizuje się to po kolei. Trywialnie ; nie stworzę ciekawego
                                wiersza z pełnym pęcherzem. Człowiek żyjący „spójnie” w ciągu dnia, czy
                                powiedzmy tygodnia, wszystkie te potrzeby zaspakaja – od zjedzenia kanapki,
                                poprzez pracę dla kasy, żeby mieć na ogrzewanie, zabawę w gronie przyjaciół, do
                                modlitwy czy rozmyślania „po co żyjemy”.

                                Dajesz argument chłodnej logiki, ale ludzie kierują się porywami serca,
                                jakkolwiek byś tego nie ocenił...Załóżmy, że człowiek nie ma kasy na wpłatę na
                                konto fundacji walki z rakiem, lub ma obezwładniające poczucie, że ta wpłata to
                                nic nie znacząca kropla. Ten sam człowiek może obejść sąsiadów i każdego
                                poprosić np. o pieluszki, które potem podrzuci do domu samotnej matki. Uczyni
                                coś konkretnego, wymiernego i co ważniejsze (dla jego samopoczucia i poczucia
                                sensowności działania), zobaczy efekt od razu.

                                W relacji wykorzystujący – wykorzystany, patrząc na te psy w schronisku, z
                                żalem i bólem stawiam się po stronie wykorzystujących, wstydząc się
                                okrucieństwa swojego gatunku. Być może dla tego mnie to tak porusza i angażuje
                                w pomoc tym wykorzystanym, choć to „tylko” zwierzęta. Można się tez
                                zastanawiać, gdyby kogokolwiek to obchodziło, w co wątpię, które z potrzeb
                                Melba zaspokaja pomagając zwierzakom. Ja się już zastanowiłam i wiem i bardzo
                                mnie cieszy pozycja tych zaspokojonych potrzeb.

                                Jak wspominałam wcześniej, mój zawód nie polega na robieniu money, money, money
                                a na pomaganiu ludziom właśnie. Czyli łączę chyba dwie płaszczyzny, które z
                                reguły u ludzi są rozdzielne. Nie mam więc poczucia marnotrawienia energii czy
                                czasu, kiedy „nadgodziny” poświęcam Burkom, a nie Zdziśkom, bo dla Zdziśków
                                jest inny czas.

                                Nie widzę też rozłamu między tym, że ktoś pomaga ludziom, a tym, że kto inny
                                pożytkuje czas na stworzenia przez człowieka skrzywdzone. Myślę, że każdy robi
                                to co z pewnych względów jest dla niego najlepsze/ najsensowniejsze /
                                nejefektywniejsze. I warto szanować wysiłek ludzi a nie podcinać skrzydła.

                                Do zaspokojenia ostatniego szczebelka potrzeb – poczucia sensu potrzeba mi
                                integralnej wizji ekosystemu, w który wpisany jest człowiek, miejsca człowieka
                                w kosmosie i na tej planecie. Nie sądzę (szkoda) abyśmy doszli jako ludzkość do
                                dnia, gdy żaden człowiek nie będzie już cierpiał fizycznie i psychicznie i
                                wtedy mogli zająć się braćmi mniejszymi. Pól do popisu dla społeczników i
                                myślicieli jest tysiące i z szacunkiem odnoszę się do każdego człowieka, który
                                chce zrobić cokolwiek dobrego, bo wiem, że jest to krok w stronę polepszenia
                                świata. Tak, ten nakarmiony przeze mnie pies to kamyczek rzucony do ogródka sił
                                dobra, zabrany z pola zła.

                                Osobiście nie stoję przed wyborem : nakarmić psa czy dziecko. Ktoś karmi psa,
                                ktoś dziecko. Uwierają mnie jednak porady, żebym zajęła się czym innym. Moja to
                                decyzja, czym się zajmuję i jak realizuję te potrzeby. Inni nie muszą mnie
                                poprzeć, niektórzy pięknie poparli, niektórzy nazwali, jak poniżej kolega.
                                Trudno.

                                I na koniec – w moim doświadczeniu widziałam ludzi nieszczęśliwych, którzy
                                dzięki zwierzętom pozbierali się i nauczyli żyć na nowo. Którzy
                                przewartościowali układ wykorzystywania i rządzenia. I bardzo się z tego
                                cieszę, Bo choć niby oficjalnie pomagałam im wtedy ja, tak naprawdę Ci ludzie
                                godność odzyskali dzięki Burkowi, Kici i Kasztance. I chwała im za to. I tym
                                bardziej podtrzymuje to moją wiarę w równowagę tego systemu.
                                • Gość: Melba Krótki PS do Blica IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.06.02, 01:07
                                  I jeszcze jedno, odnośnie Twojego ostatniego pytania: z ręką na sercu,
                                  poderwałbyś. Dekadę wstecz. :)
                                • blic Re: Blic 28.06.02, 16:48
                                  Gość portalu: Melba napisał(a):

                                  > Hej Blic, tak już lepiej. Ja jestem gaduła, Ty chyba też.

                                  To tylko pozory. Jako rasowy mężczyzna jestem raczej typem silnego milczka. 8-)

                                  > Dajesz argument chłodnej logiki, ale ludzie kierują się porywami serca,
                                  > jakkolwiek byś tego nie ocenił...

                                  O to, to. W zasadzie tu się wykłada cała moja argumentacja. Stwierdzasz bowiem
                                  słusznie, że ludzie przeważnie jednak marnotrawią swoją energię, bądź w ogóle nie
                                  chce im się jej zużywać. Stąd namówienie kogoś do pomocy, w imię jakiegokolwiek
                                  szczytnego celu, jest już sukcesem samym w sobie.

                                  > patrząc na te psy w schronisku,
                                  > z żalem i bólem stawiam się po stronie wykorzystujących, wstydząc się
                                  > okrucieństwa swojego gatunku.

                                  To jest trochę ryzykowny tok rozumowania.
                                  Prowadzi w prostej drodze do weganizmu, bądź nawet do frutarianizmu (czy jakoś
                                  tak; ci co jedzą tylko owoce, które same z drzewa spadły), który jest moim
                                  zdaniem objawem poważnego zaburzenia psychicznego wynikającego z niechęci do
                                  swojego gatunku.
                                  To, że zwierzęta są wśród nas, że wykorzystujemy je w różnoraki sposób, zjadamy,
                                  tresujemy, obdzieramy ze skóry, itd. jest jedynie jednym z elementów bycia
                                  człowiekiem - agresywnego wszystkożercy.
                                  Można się z tym pogodzić albo znienawidzić. Przy czym druga opcja jest szkodliwa
                                  dla zdrowia. :-)

                                  > Jak wspominałam wcześniej, mój zawód nie polega na robieniu money, money, money
                                  > a na pomaganiu ludziom właśnie. Czyli łączę chyba dwie płaszczyzny, które z
                                  > reguły u ludzi są rozdzielne. Nie mam więc poczucia marnotrawienia energii czy
                                  > czasu

                                  No dobrze. W Twoim przypadku jest to zatem całkiem zasadne.
                                  Z drugiej strony (zawsze jest jakaś druga strona :-) ), czy nie sądzisz, że
                                  powinnaś raczej starać się aktywizować innych w jeszcze więcej pomocy dla ludzi?
                                  W końcu nigdy jej za wiele.

                                  > Myślę, że każdy robi
                                  > to co z pewnych względów jest dla niego najlepsze/ najsensowniejsze /
                                  > nejefektywniejsze. I warto szanować wysiłek ludzi a nie podcinać skrzydła.

                                  Z powodów, które wymieniłem już wcześniej (o sukcesie samym w sobie) warto
                                  szanować. Jak najbardziej.

                                  > Nie sądzę (szkoda) abyśmy doszli jako
                                  > ludzkość do dnia, gdy żaden człowiek nie będzie już cierpiał fizycznie i
                                  > psychicznie i wtedy mogli zająć się braćmi mniejszymi.

                                  I tu Cię mam! :-)
                                  Myślę, że bardzo niedoceniasz wpływu rozwoju techniki na życie ludzkości.
                                  Ostatnio nawet piewca końca historii - Fukuyama, musiał zrewidować swoje poglądy
                                  ze względu na rozwój technologii właśnie.
                                  Tempo rozwoju nauki i technologii jest tak oszałamiające, że większość ludzkości
                                  dawno przestała je śledzić. Tak się do tego przyzwyczailiśmy, że dopiero co
                                  najmniej wynalazek teleportu mógłby na wszystkich zrobić wrażenie. Bardzo
                                  możliwe, że kiedyś dzięki technologii właśnie osiągniemy nirwanę. :-)

                                  To co naprawdę jest problemem to postawa konkretnych ludzi, którym zależy wprost
                                  na tym aby rozwój technologii nie następował ZBYT szybko. Czy może dokładniej,
                                  aby zbyt szybko nie były one dostępne wszystkim. Są tacy, którzy po prostu
                                  straciliby na tym.

                                  To może się przypominać snucie teorii spiskowych, zapewniam Cię jednak, że nie
                                  mam takich inklinacji.

                                  Pewne wynalazki, które naprawdę radykalnie zmieniłyby życie wszystkich już dosyć
                                  dawno zostały dokonane, bądź mogłyby być już dokonane.
                                  Wystaw sobie jeden, całkiem prozaiczny - silnik elektryczny. To nie jest tak
                                  przecież, że nie można by już teraz budować samochodów osobowych z takimi
                                  silnikami, zamiast silników spalinowych. Ba, silniki elektryczne są na codzień
                                  używane w bardzo wielu urządzeniach, w zastępstwie brudnych i zależnych od paliwa
                                  kopalnego silników spalinowych. Być może technologia przechowywania energii jest
                                  nadal za mało rozwinięta. Być może została po prostu zamknięta w sejfie, któż to
                                  wie? To jednak nie znaczy, że byłaby tak niedorozwinięta gdyby bogatym koncernom
                                  zależało na tym aby ją udoskonalić.
                                  Takich przykładów można by wymieniać mnóstwo.
                                  Niestety wielu ludziom zależy na utrzymaniu status quo.
                                  W przypadku napędu spalinowego są to zarówno koncerny samochodowe jak i
                                  organizacje wydobywające ropę naftową. Nec hercules...

                                  W naszym świecie utrzymuje się ogromne absurdy, począwszy od polityki dopłat do
                                  produkcji rolnej, czy niewiarygodnie wielkich zasiłków socjalnych, skończywszy na
                                  zależnym od koniunktury, nie od poziomu rozwoju technologii, wprowadzaniu nowych
                                  modeli mikroprocesorów.
                                  Wszystko po to aby jednym żyło się lepiej, zawsze kosztem innych. Czasem
                                  bliższych, czasem dalszych.

                                  Mamy to w genach po prostu. Niewolnictwo, pańszczyzna, system kastowy... Co ja tu
                                  będę wymyślać. :-)

                                  Nie wiem czy istnieje jakakolwiek możliwość zmiany tego stanu rzeczy.
                                  Być może nieistnieje. (Chociaż nie zgodzę się z tym stwierdzeniem choćby dlatego,
                                  że w tej chwili rozmawiam z Tobą za pośrednictwem technologii, która jest właśnie
                                  jedną z tych, które nie pasują do tej pesymistycznej wizji ludzkości.)

                                  Nie o to jednak chodzi. Z technicznego punktu widzenia szczęśliwość powszechna
                                  jest bardzo realna. Z chęciami już gorzej.

                                  Jesteśmy jako ludzkość gatunkiem drapieżnym, a nasze szczęście zależne jest od
                                  nieszczęścia innych.
                                  W takiej sytuacji troska o zwierzęta... no cóż, wydaje się trochę banalna.
                                  Ot, przypomniała sobie dzidzia z ferrari, że można by dać lizaka temu bezdomnemu
                                  panu. ;-))
                                  • Gość: Melba Znów Blic IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.06.02, 00:19
                                    Napisałeś : „No dobrze. W Twoim przypadku jest to zatem całkiem zasadne.
                                    Z drugiej strony (zawsze jest jakaś druga strona :-) ), czy nie sądzisz, że
                                    powinnaś raczej starać się aktywizować innych w jeszcze więcej pomocy dla ludzi?
                                    W końcu nigdy jej za wiele.”

                                    Nigdy jej za wiele, ale to tak, jakbyś proponował zapracowanemu stolarzowi,
                                    żeby wieczorami i w weekendy dla relaksu robił stołki i komody :)

                                    Blic, z całym szacunkiem dla silnika spalinowego , ale nawet wspaniały rozwój
                                    technologiczny i ekonomiczny naszej planety nie daje mi wiary w to, że nastanie
                                    taki dzień, kiedy żaden rodzic nie podniesie ręki na swoje dziecko, żaden buc
                                    nie przywiąże psa w lesie drutem kolczastym za szyję do drzewa, żaden mąż pijak
                                    nie skatuje swojej żony, żadne dziecko nie właduje sobie hery w żyłę...i tak
                                    dalej. I nie ma to nic wspólnego z zasobnością tych ludzi, bo spotkałam ludzi,
                                    do których wszystkie powyższe „zarzuty” można stosować, którzy tarzali się w
                                    pieniądzach i dobrobycie, a nie uchroniło ich to przed nieszczęściami
                                    zadawanymi sobie i innym. Zatem zawsze potrzebni będą ludzie o dobrych
                                    sercach, pomagający takim bidusiom...

                                    Piszesz jeszcze : „Nie o to jednak chodzi. Z technicznego punktu widzenia
                                    szczęśliwość powszechna
                                    jest bardzo realna. Z chęciami już gorzej.”

                                    Technologia + chęci to dobra podstawa sukcesu, ale tylko podstawa. Wszystko
                                    zależy od ludzi i ich zaangażowania w...innych ludzi. Od rzeczy w stylu – praca
                                    nad relacjami w mojej rodzinie, po wielkie kampanie na rzecz zlikwidowania
                                    odhumanizowanych domów dziecka.

                                    No i znów coś, czego nie rozumiem : „Jesteśmy jako ludzkość gatunkiem
                                    drapieżnym, a nasze szczęście zależne jest od nieszczęścia innych.” W jaki
                                    sposób ja dla swojego szczęścia muszę unieszczęśliwiać innych? Poza biednymi
                                    kurczakami hodowanymi na mój stół nikogo nie unieszczęśliwiam. A Ty? Czy Ty
                                    personalnie zbudowałeś/ budujesz swoje szczęście na czyimś nieszczęściu? Bo
                                    społeczeństwo to zbiór jednostek, łączących się w pary, łączących się w grupy,
                                    łączących się...i tak dalej. Trzeba zadbać o jednostki, marząc o szczęśliwej
                                    ludzkości. Wszędzie można znaleźć jakiś problem do rozwiązania.

                                    Za ferrari się nie obrażam, bo to nie do mnie :)

                                    PS. Może nie od Ciebie, ale jestem pewna, że od wielu innych osób, które tak to
                                    oceniają, pewnie usłyszałabym podobne argumenty, gdybym „ratowała” bezdomnych
                                    (bo sami sobie winni), nieletnie matki (bo dziwki), bite dzieci ( bo co ty
                                    Melba chcesz być taka Matka Teresa, już lepiej pieskami byś się zajęła). Bardzo
                                    łatwo jest krytykować i wyśmiewać, troszkę, ale tylko troszkę trudniej zrobić
                                    krok ku pomocy komukolwiek. Zachęcam wszystkich do zrobienia tego kroku, a
                                    jeśli ktoś pyta „po co” odsyłam do powyższego wywodu o hierarchii potrzeb.
                                    • blic Re: Znów Blic 29.06.02, 23:21
                                      Gość portalu: Melba napisał(a):

                                      > W jaki
                                      > sposób ja dla swojego szczęścia muszę unieszczęśliwiać innych? Poza biednymi
                                      > kurczakami hodowanymi na mój stół nikogo nie unieszczęśliwiam. A Ty? Czy Ty
                                      > personalnie zbudowałeś/ budujesz swoje szczęście na czyimś nieszczęściu?

                                      Cały czas, zarówno ja, jak i Ty budujemy nasz dobrobyt w oparciu o zamykanie
                                      drogi do niego milionom ludzi.
                                      To nie zależy od nas i zazwyczaj dzieje się bez naszej wiedzy.

                                      Najprostszym przykładem są imigranci z biedniejszych krajów, których wielu co
                                      dzień nasze służby graniczne zatrzymują lub deportują.
                                      Czemu winni są ci ludzie? Że chcieli żyć w lepszych warunkach? Któżby nie chciał.
                                      Czy nie mogliby zostać u nas w kraju? Pewnie że mogliby. Być może nawet
                                      wzbogaciliby go. Kto wie?

                                      Nie jest nam dane dowiedzieć się, ponieważ wyrzucamy ich pod hasłami walki o
                                      miejsca pracy dla Polaków, o zachowanie kultury narodowej, albo wyprzedaż
                                      Polskiej ziemi, itd.
                                      Przyjżyj się temu jak tworzone były państwa, jak wyglądają historie narodów...

                                      Co ja osobiście wnoszę w Wielką Nierówność? Zajmuję miejsce innemu szczurowi w
                                      wyścigu. Ba, zależnie od stawki byłbym zapewne skłonny zrobić wszystko żeby
                                      konkurentów pogrążyć. Im wyższa stawka tym bardziej agresywnie bym z nimi walczył.

                                      Pomoc innym ma w świecie sens tylko o tyle o ile jest korzystna dla pomagających.
                                      Jeśli dzięki pomocy biednym i potrzebującym podniesie się poziom wiedzy,
                                      bezpieczeństwa, nastąpi rozwój ekonomiczny, naukowy, czy inny, skorzystają na tym
                                      wszyscy.
                                      I faktycznie, z tego punktu widzenia ma ona pomoc sens. I to bardzo.

                                      Tymczasem jak uplasowac w tym wszystkim pomoc zwierzętom? Szczególnie, że nasz
                                      stosunek do zwierząt jest tak drastycznie dwuznaczny (jedne obdzieramy ze skóry,
                                      inne głaszczemy)...
                                      Porywy serca... No dobrze, niech będą porywy serca. :)
                                      • Gość: markon Re: Znów Blic IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 30.06.02, 08:03
                                        klarowne.
                                        Dlatego np. popieram akcję z polskimi zapasami zboża.Chętni zrobią zrzutkę,
                                        zboże się wykupi i pchnie do potrzebujących, to nakręci spiralę poprawy warunków
                                        polskim rolnikom i ma chyba sens.
                        • hiro Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! 27.06.02, 22:47
                          Gość portalu: Melba napisał(a):
                          > jest zmuszony do pomocy, ale skoro już staram się jej udzielić, to chcę mieć
                          > możliwość wyboru,
                          komu czy czemu pomagam i nie chcę słuchać durnych komentarzy
                          > w stylu Hiro wypowiedzi
                          po co ci się nie podoba suko?



                          • Gość: Melba Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.06.02, 22:56
                            po to!
                            epitet dośpiewaj sobie sam
                            • hiro Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! 27.06.02, 23:33
                              Gość portalu: Melba napisał(a):

                              > po to!
                              > epitet dośpiewaj sobie sam
                              przepraszam!przeginka!
                              bardzo przepraszam-za wiesz co...
                              hiro
                              • hiro Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! 28.06.02, 00:02
                                hiro napisał(a):

                                > Gość portalu: Melba napisał(a):
                                >
                                > > po to!
                                > > epitet dośpiewaj sobie sam
                                > przepraszam!przeginka!
                                > bardzo przepraszam-za wiesz co...
                                > hiro
                                ale te przeprosiny dot. tylko jednego słowa ----s........
                                przepraszam -bezdomny hiro.....:-))))
                                • Gość: Melba Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.06.02, 00:23
                                  No owszem, to była przeginka. Hiro, jak nie masz domu, to może Ci można jakoś
                                  pomóc? A jak Ty się łączysz z siecią? :)
    • Gość: . Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! IP: *.marketscore.com / 66.119.34.* 01.07.02, 08:26
    • wojtekz2 Re: 1028 psów i 334 koty czekają na pomoc! 03.07.02, 15:49
      Czy wam się ludzie w głowach przewraca , tysiące ludzi bez dachu nad głową sie
      kręci po naszym kraju a Wy sie rozczulacie na szczeniakami. USPIC jak nie ma
      opiekuna i spokuj , a nie zawracac glowy NORMALNYM LUDZIOM.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka