Gość: kos
IP: *.zgora.dialog.net.pl
25.11.02, 07:19
Na pytania typu czy ... czy ... Pani Prezydent odpowiada: tak, czyli każdy
może to odczytać po swojemu, a Pani Prezydent zawsze może sprostować, że nie
to miała na myśli.
Jak w tym skeczu z kabaretu Koń Polski:
Maniuś, kochasz mnie czy nie? No.
A poza tym żadnych konkretów. Dużo chęci, ale jak będą pieniądze, tylko żad-
nych pomysłów, jak je zdobyć, z wyjątkiem tego, że Pani Prezydent liczy na lo-
kalnych przedsiębiorców. A skąd te upadające lub ledwo dyszące firmy mają
brać te pieniądze, skoro w tym umierającym mieście już nic się nie dzieje.
Jeśli chodzi o gazownię, to zaczynam wierzyć w plotkę kursującą po mieście, a
mówiącą, że "kupcy" wspomagają kolejnych Prezydentów swoją szczodrobliwością,
żeby tylko nie ruszali tych rozlatujących się bud. Czy Pani Prezydent
widziała stan tego badziewia? I to wszystko naprzeciwko reprezentacyjnej
Filharmonii. Umowa dzierżawy dawno już wygasła. I co to za kupcy. Raczej
nielegalni poddzierżawcy. Nielegalni, bo sami już dawno powinni byli opuścić
ten teren. Na palcach jednej ręki można policzyć tych, którzy prowadzą handel
we własnym "sklepie". Reszta poddzierżawia, bo ci "przedsiębiorczy kupcy" nie
mają nawet pomysłu na własną działalność. Poddzierżawcy to z kolei renciści w
sile wieku, więc nie płacą podatków od zaniżanych dochodów ani ZUS-u.
Ponadto dlaczego kupcy z ul. Kasprowicza zostali zmuszeni do wybudowania
super drogiego reprezentacyjnego obiektu handlowego, mimo że ukryty między
starymi kamienicami nie raził aż tak swoją szpetotą jak te budy leżące przy
głównej ulicy.
A teraz się okazuje, że z "kupcami" ze starej gazowni będzie się prowadzić
dyskusję, czy się zgodzą coś zrobić. Już dziś mogę odpowiedzieć Pani
Prezydent, że nie.
Ponadto okazuje się po raz kolejny. że nie warto wierzyć deklaracjom władz
miejskich. Wiele lat temu, kiedy wydzierżawiano ten teren, wielu chętnych
zrezygnowało, kiedy się dowiedziało, że to tylko na okres 10 lat. Uznali
bowiem, że nie warto stawiać obiektu tylko na tak krótki okres. "Swoi"
wiedzieli, że na dłużej. Minęło już lat ponad 20. Podobnie jest z terenami
sprzedawanymi lub oddawanymi w wieczystą dzierżawę - np. na ulicy Kopernika
czy Drzewnej. W umowach zapisano, że mają tam powstać obiekty usługowo-
mieszkalne. Budowa miała być rozpoczęta w ciągu dwóch lat, a zakończona w
ciągu 5. Po tym okresie teren miał wrócić do miasta, gdyby budowa nie została
sfinalizowana. Jedynym pomysłem "inwestorów" było wydzierżawienie terenu na
parkingi. Nawiasem mówiąc na ul. Kopernika był parking miejski. Ale miasto
zamieniło siekierkę na kijek, bo wpływy z wieczystej dzierżawy są mniejsze
niż byłyby z parkingu przy obecnych cenach. Dziwnym trafem pewne
nazwiska "kupców" czy "dzierżawców" się powtarzają. I tutaj powtórzyła się
też sytuacja: "swoi" wiedzieli, że nie muszą wypełnić zapisów umowy. Dlatego
na przetargu licytowali wysoko, świadomi tego, że nie będą musieli wydać
pieniędzy na inwestycję, potem po kilku latach sprzedadzą tereny z zyskiem.
Inni - którzy poważnie traktowali zapisy umów - wycofali się.