Dodaj do ulubionych

archetypy a mysl

13.10.01, 18:46
pozwolilam zalozyc sobie nowy watek

gosc w tempo napisal:
>> nie za okrucienstwo mysli - za okrucienstwo czynow
>no tak...
tak - i slow!
>> mysl tworzy - a co z archetypami????
> nie mówiłem, że archetyp coś tworzy - można go rozpoznać w pewnych
> powtarzających się sytuacjach. Nie przekreśla to tego, iż "myśl tworzy",
> zapewne także archetypy...
nie tak
archetyp wylozyles dokladniej wczesniej, nie bede tu szukac definicji
mowilismy ze mysl jest na niego nakladka tylko, ktorej nie widac (twoje zdanie)
lub ktora akcentuje i przewaza (moje zdanie)
pozdrowka
a
Obserwuj wątek
    • Gość: w tempo Re: archetypy a mysl IP: *.cybergarden.eu.org 13.10.01, 19:16
      > >> nie za okrucienstwo mysli - za okrucienstwo czynow
      > >no tak...
      > tak - i slow!

      słowa wyrażają pewne myśli (przynajmniej tak się powszechnie uważa)


      > >> mysl tworzy - a co z archetypami????
      > > nie mówiłem, że archetyp coś tworzy - można go rozpoznać w pewnych
      > > powtarzających się sytuacjach. Nie przekreśla to tego, iż "myśl tworzy",
      > > zapewne także archetypy...
      > nie tak
      > archetyp wylozyles dokladniej wczesniej, nie bede tu szukac definicji
      > mowilismy ze mysl jest na niego nakladka tylko, ktorej nie widac (twoje zdanie)
      > lub ktora akcentuje i przewaza (moje zdanie)

      :-) nakładką jest "cywillizacja", tudzież "kultura" - jak kto woli - którą
      tworzy myśl - to jest moje zdanie.
      • arwena Re: archetypy a mysl 13.10.01, 19:25
        Gość portalu: w tempo napisał(a):
        > > tak - i slow!
        > słowa wyrażają pewne myśli (przynajmniej tak się powszechnie uważa)
        moje pewne mysli sa okrutne - nie przecze - ale zachowuje je dla siebie

        > :-) nakładką jest "cywillizacja", tudzież "kultura" - jak kto woli - którą
        > tworzy myśl - to jest moje zdanie.
        i moje rowniez. ale z tego co mowiles wynikalo ze kultura i cywilizacja i wolna
        mysl sa niczym przy archetypach!

        :)
        a
        • Gość: w tempo Re: archetypy a mysl IP: *.cybergarden.eu.org 13.10.01, 19:36
          > > :-) nakładką jest "cywillizacja", tudzież "kultura" - jak kto woli - któr
          > ą
          > > tworzy myśl - to jest moje zdanie.
          > i moje rowniez. ale z tego co mowiles wynikalo ze kultura i cywilizacja i wolna
          > mysl sa niczym przy archetypach!

          a kto powiedział, że myśl jest wolna?
          Myśl traktowaną niejako w oderwaniu od człowieka uważa się za początek
          wszystkiego, tak można wyczytać np. w Biblii. A to, co towarzyszy człowiekowi
          często trudno nazwać myślą, a już napewno wolną myślą.
          • arwena Re: archetypy a mysl 13.10.01, 19:46
            Gość portalu: w tempo napisał(a):
            > a kto powiedział, że myśl jest wolna?
            > Myśl traktowaną niejako w oderwaniu od człowieka uważa się za początek
            > wszystkiego, tak można wyczytać np. w Biblii. A to, co towarzyszy człowiekowi
            > często trudno nazwać myślą, a już napewno wolną myślą.
            no to teraz dales do pieca
            mowilismy o wolnej woli=mysli???? ja przynajmniej
            a poza tym - od czego ta mysl ma byc wolna?
            i uwazasz ze nie myslimy?

            • Gość: w tempo Re: archetypy a mysl IP: 192.168.150.* / *.eu.org 15.10.01, 15:18
              > > a kto powiedział, że myśl jest wolna?
              > > Myśl traktowaną niejako w oderwaniu od człowieka uważa się za początek
              > > wszystkiego, tak można wyczytać np. w Biblii. A to, co towarzyszy człowiek
              > owi
              > > często trudno nazwać myślą, a już napewno wolną myślą.
              > no to teraz dales do pieca

              a to niby dlaczego? ciężko przebrnąć, hę?

              > mowilismy o wolnej woli=mysli???? ja przynajmniej

              ja bynajmniej

              > a poza tym - od czego ta mysl ma byc wolna?
              > i uwazasz ze nie myslimy?

              jezu ... o czem ty nadajesz? czy ty czytasz to, co ja piszę, czy coś zupełnie
              innego - jak ci sie pomyliły rubryki, to chce tylko zwrócić uwagę, że to nie jest
              alfowe bajerowanie...
              • arwena Re: archetypy a mysl 15.10.01, 22:07
                Gość portalu: w tempo napisał(a):
                > a kto powiedział, że myśl jest wolna?
                > Myśl traktowaną niejako w oderwaniu od człowieka uważa się za początek
                > wszystkiego, tak można wyczytać np. w Biblii. A to, co towarzyszy człowiekowi
                > często trudno nazwać myślą, a już napewno wolną myślą.
                Nie dlatego dałeś do pieca że ciężko przebrnąć. Jeśli uważasz że nie dorastam do
                dyskusji z Toba - to nie dyskutuj - prosta sprawa. Takie teksty nie są na miejscu.

                > jezu ... o czem ty nadajesz? czy ty czytasz to, co ja piszę, czy coś zupełnie
                > innego - jak ci sie pomyliły rubryki, to chce tylko zwrócić uwagę, że to nie
                jest alfowe bajerowanie...
                Patrz wyżej wciąż.

                Dla mnie wolna myśl wiąże się z wolną wolą - wolą wolną od zwierzęcych zachowań,
                archetypów i atawizmów rządzących ludzkim zachowaniem. Nierozerwalnie się wiąże.
                Stąd może niezrozumiały skrót myślowy. Problem w tym imho, na ile rzeczywiście
                rządzi nami wola (w rozumieniu: myśl, wyartykułowana potrzeba bądź ograniczenie),
                a na ile instynkt. Być może niepopularne rzeczy powiem, ale choćby 'wielbłąd
                przechodzący przez ucho igielne' jest przykładem doskonałości tłumaczeń Biblii.
                Tłumaczeń z tłumaczeń z tłumaczeń. Interpretacje. Ja nigdy nie uważałam Biblii za
                dosłowne źródło wiedzy czy przekazu po prostu (jak np. Koran), lecz pewnego
                rodzaju wyznacznik, punkt odniesienia, czy po prostu wygodne źródło cytatów, ze
                wszystkich stron. A jeśli żona Cię zdradza to ją zabij etc.
                Myśl w oderwaniu od człowieka? o tym nic nie powiem bo to dla mnie sprzeczność.
                I na tym dziś zakończę. Pozdrawiam. A.
                • klin! Re: archetypy a mysl 15.10.01, 23:22
                  :)
                • Gość: w tempo Re: archetypy a mysl IP: *.cybergarden.eu.org 16.10.01, 22:27
                  > Nie dlatego dałeś do pieca że ciężko przebrnąć. Jeśli uważasz że nie dorastam
                  d
                  > o
                  > dyskusji z Toba - to nie dyskutuj - prosta sprawa. Takie teksty nie są na
                  miejs
                  > cu.

                  nie w tym rzecz - muszę ci wyjaśniać rzeczy, o których już wcześniej mówiłem ,
                  nieco to irytujące.
                  generalnie o klasie i o "byciu na miejscu" też już wspominałem - czy jak się
                  dupsko posadzi na wygodnym miejscu, to znaczy , że "jest się na miejscu"?


                  > Dla mnie wolna myśl wiąże się z wolną wolą - wolą wolną od zwierzęcych
                  zachowań,
                  > archetypów i atawizmów rządzących ludzkim zachowaniem.

                  archetypy nieco tu nie pasują (mkbnz)

                  > Problem w tym na ile rzeczywiście
                  > rządzi nami wola (w rozumieniu: myśl, wyartykułowana potrzeba bądź
                  ograniczenie
                  > ),
                  > a na ile instynkt.

                  tak, to jest problem...
                  tytułem wyjaśnienia - mówiąc o braku wolnej woli, miałem na myśli jarzmo
                  cywilizacji, kultury, i związanej z nimi obyczajowości (dlatego nie mogę
                  zgodzić się na wiązanie z nimi „wolnej myśli”), która nie tyle często nie daje
                  szansy wyjścia poza utartą formę współżycia, co na to po prostu nie pozwala -
                  często jest to przekleństwem ludzi, których myśl nigdy poza określone przez
                  środowisko ramy, mimo wielkich chęci nie wyskoczy.

                  Skąd wiesz, iż wypadek z taksiarzem to po prostu nie był przejaw wkomponowanego
                  w twoją psychikę, działającą na zasadzie inercji i wygodnictwa (w gruncie
                  rzeczy myślenia uczymy się przez całe życie i wbrew pozorom i durnowatym
                  przysłowiom - może boleć), gotowej formy zachowań, a nie żadnej tam wolnej woli
                  (co to wogóle za przykład!!?? - rzuć dragi, będąc szmatą na wykończeniu, nie
                  pij alkoholu po dwunastu latach ciągłego spożycia, lub chociaż trzaśnij w łeb
                  palenie będąc sześćdziesięcioletnim gruźlikiem - a i tak nie wiadomo czy będzie
                  to krzyk rozpaczy „ja” człowieka – poprzez które ma się niby wyrażać wolna
                  wola, czy po prostu przymus związany z pewnym środowiskiem)

                  > Być może niepopularne rzeczy powiem, ale choćby 'wielbłąd
                  > przechodzący przez ucho igielne' jest przykładem doskonałości tłumaczeń
                  Biblii.
                  > Tłumaczeń z tłumaczeń z tłumaczeń. Interpretacje. Ja nigdy nie uważałam
                  Biblii
                  > za
                  > dosłowne źródło wiedzy czy przekazu po prostu (jak np. Koran), lecz pewnego
                  > rodzaju wyznacznik, punkt odniesienia, czy po prostu wygodne źródło cytatów,
                  ze
                  >
                  > wszystkich stron.


                  Te rzeczy są coraz bardziej popularne...
                  biblia – (za dosłowne źródło wiedzy, zapewne także historycznej uważają ją
                  chyba tylko i jedynie żydzi, a i to tez nie na pewno) stąd przykład jak można
                  rozumieć myśl niezwiązaną z człowiekiem, to samo (ewentualnie podobne ujęcia)
                  można znaleźć w innych kosmogoniach.

                  > A jeśli żona Cię zdradza to ją zabij etc.

                  uhhh.... zabolało, aże mnie coś w dołku ścisnęło... i gwiazdy przed oczami...
                  kurka nie ma to jak płeć... przewrażliwiona z wałkiem wokół stołu lata i po
                  łbach w furii jak walec zamiata...
                  • arwena Re: archetypy a mysl 16.10.01, 22:51
                    w sumie spodobalo mi sie co napisales;) choc chyba jednak o nieco innycb rzeczach
                    wciaz mowimy;)

                    Gość portalu: w tempo napisał(a):
                    > nie w tym rzecz - muszę ci wyjaśniać rzeczy, o których już wcześniej mówiłem,
                    > nieco to irytujące.
                    to byc moze mialo miejsce. alternatywa w tym przypadku jest brak dyskusji
                    (przepraszam). rzeczywiscie jesli nie mam czasu nie powinnam sie wypowiadac.
                    jesli bardziej ci to pasi to powiedz.

                    > generalnie o klasie i o "byciu na miejscu" też już wspominałem - czy jak się
                    > dupsko posadzi na wygodnym miejscu, to znaczy , że "jest się na miejscu"?
                    marudzisz. wiesz o co mi chodzi. zero alibi czysty przekaz.

                    > archetypy nieco tu nie pasują (mkbnz)
                    wyrazalam swoja (zniewolona) mysl. a co to mkbnz?

                    > tytułem wyjaśnienia - mówiąc o braku wolnej woli, miałem na myśli jarzmo
                    > cywilizacji, kultury, i związanej z nimi obyczajowości (dlatego nie mogę
                    > zgodzić się na wiązanie z nimi „wolnej myśli”), która nie tyle często nie daje
                    > szansy wyjścia poza utartą formę współżycia, co na to po prostu nie pozwala -
                    > często jest to przekleństwem ludzi, których myśl nigdy poza określone przez
                    > środowisko ramy, mimo wielkich chęci nie wyskoczy.]
                    zacząłes od goryli. ja w tymi nie widze cywilizacji. zgadzam sie z tym co wyzej
                    napisales - ale wczesniejszych twych wypowiedzi absolutnie tak nie pojmuje!
                    choc chyba zalapalam. mam. sorki. aparat zardzewial.

                    > Skąd wiesz, iż wypadek z taksiarzem to po prostu nie był przejaw wkomponowanego
                    > w twoją psychikę, działającą na zasadzie inercji i wygodnictwa (w gruncie
                    > rzeczy myślenia uczymy się przez całe życie i wbrew pozorom i durnowatym
                    > przysłowiom - może boleć), gotowej formy zachowań, a nie żadnej tam wolnej woli
                    bo jednak mowilismy o czyms zupelnie innym. ja o WOLI. o tym ze sie HAMUJE
                    czasami. rozum-instynkt te rzeczy. ale moze jest to narzucone - chyba chwytam o
                    co ci chodzi. choc nie zgadzam sie z brakiem mysli.

                    > (co to wogóle za przykład!!?? - rzuć dragi, będąc szmatą na wykończeniu, nie
                    > pij alkoholu po dwunastu latach ciągłego spożycia, lub chociaż trzaśnij w łeb
                    > palenie będąc sześćdziesięcioletnim gruźlikiem - a i tak nie wiadomo czy będzie
                    > to krzyk rozpaczy „ja” człowieka – poprzez które ma się niby
                    > wyrażać wolna wola, czy po prostu przymus związany z pewnym środowiskiem)
                    naciagane troche, ale jak sie wysile to nawet zrozumialam. ale to nie ta ranga.
                    tam mi bardziej chodzilo o hamowanie odruchow, nie przemyslane procesy decyzyjne

                    > > A jeśli żona Cię zdradza to ją zabij etc.
                    > uhhh.... zabolało, aże mnie coś w dołku ścisnęło... i gwiazdy przed oczami...
                    > kurka nie ma to jak płeć... przewrażliwiona z wałkiem wokół stołu lata i po
                    > łbach w furii jak walec zamiata...
                    ja tego nie wymyslilam tylko rod meski! tez cytat z Biblii gdzies mi sie paleta.
                    a jak ci sie podoba 'plec' bez prawa do niczego - jak w krajach islamistycznych?
                    poza prawem do sluzenia wyzszym celom?

                    pozdr a
                    • Gość: w tempo Re: archetypy a mysl IP: 192.168.150.* / *.eu.org 18.10.01, 22:04
                      > rzeczywiscie jesli nie mam czasu nie powinnam sie wypowiadac.
                      > jesli bardziej ci to pasi to powiedz.

                      zrobisz jak zechcesz...

                      > a co to mkbnz?

                      właściwie powinno być - m(kf)bnz - moim (kurde felek) bardzo nieskromnym zdaniem

                      > choc chyba zalapalam. mam. sorki. aparat zardzewial.

                      no to git (znaczy świetnie)

                      > ja tego nie wymyslilam tylko rod meski! tez cytat z Biblii gdzies mi sie paleta.

                      a mnie (jak na złość) cytat z Kazika: "stała się rzecz niesłychana, pani zabiła
                      pana"

                      > a jak ci sie podoba 'plec' bez prawa do niczego - jak w krajach
                      > islamistycznych?
                      > poza prawem do sluzenia wyzszym celom?

                      no cóż - nie podoba się
                      • arwena Re: archetypy a mysl 18.10.01, 22:31
                        Gość portalu: w tempo napisał(a):
                        > zrobisz jak zechcesz...
                        iscie po mesku, jak by powiedziala pani linde

                        > właściwie powinno być - m(kf)bnz - moim (kurde felek) bardzo nieskromnym zdaniem
                        dzieki za info

                        > no to git (znaczy świetnie)
                        to akurat rozumiem. kulka.

                        > a mnie (jak na złość) cytat z Kazika: "stała się rzecz niesłychana, pani zabiła
                        > pana"
                        a mnie sie zdwawalo ze temu panu adam bylo?

                        > > a jak ci sie podoba 'plec' bez prawa do niczego - jak w krajach
                        > > islamistycznych?
                        > > poza prawem do sluzenia wyzszym celom?
                        > no cóż - nie podoba się
                        no to fajnie ze choc w jednym sie zgadzamy. choc podobno tym kobietom sie podoba
                        (niektorym przynajmniej, tym dobrze traktowanym). kwestia szeroko pojetego gustu
                        jak widac.
                        pozdrowka
                        a
                        • w_tempo Re: archetypy a mysl 18.10.01, 22:52
                          > > zrobisz jak zechcesz...
                          > iscie po mesku, jak by powiedziala pani linde

                          pani linde stanowczo za dużo powiedziała...


                          > > a mnie (jak na złość) cytat z Kazika: "stała się rzecz niesłychana, pani z
                          > abiła
                          > > pana"
                          > a mnie sie zdwawalo ze temu panu adam bylo?

                          kazik był znacznie bliżej...

                          > no to fajnie ze choc w jednym sie zgadzamy.

                          też mi się podoba, choć zdziwiłbym się, gdyby było inaczej
                          • arwena Re: archetypy a mysl 18.10.01, 22:57
                            debiut z _ ??? brawo:))))))))

                            w_tempo napisał(a):
                            > pani linde stanowczo za dużo powiedziała...
                            ona w ogole duzo mowila. ale malo glupiego.

                            > kazik był znacznie bliżej...
                            w sensie czasu czy przestrzeni?

                            > też mi się podoba, choć zdziwiłbym się, gdyby było inaczej
                            ?????
                            do tej pory raczej bylo inaczej chyba?
                            • w_tempo Re: archetypy a mysl 18.10.01, 23:05
                              > debiut z _ ??? brawo:))))))))

                              _ mam już długo, tylko nigdy mnie sie jakoś logowac nie chciało.

                              > > pani linde stanowczo za dużo powiedziała...
                              > ona w ogole duzo mowila. ale malo glupiego.

                              szczerze mówiąc, nie wiem, co mówiła, kiedyś dawno temu widziałem coś rudego w
                              teatrze i na tym sie skończyła przygoda z panią linde

                              > w sensie czasu czy przestrzeni?

                              a co za różnica?

                              > > też mi się podoba, choć zdziwiłbym się, gdyby było inaczej
                              > ?????
                              > do tej pory raczej bylo inaczej chyba?

                              chodziło mi o tę konkretna rzecz - styl życia muzułmańskich kobiet - jest do
                              bani, szczególnie jeśli chodzi o ubiór, szczególnie mi się nie podoba.
                              • arwena Re: archetypy a mysl 18.10.01, 23:12
                                w_tempo napisał(a):
                                > szczerze mówiąc, nie wiem, co mówiła, kiedyś dawno temu widziałem coś rudego w
                                > teatrze i na tym sie skończyła przygoda z panią linde
                                brawo. jestem pod wrazeniem ze wiesz kto zacz.

                                > a co za różnica?
                                czas a przestrzen? niewielka. tworza jedno. choc w tym konkretnym przypadku
                                fizyki newtonowskiej zasadnicza.

                                > chodziło mi o tę konkretna rzecz - styl życia muzułmańskich kobiet - jest do
                                > bani, szczególnie jeśli chodzi o ubiór, szczególnie mi się nie podoba.
                                a to fakt. choc stroj dla mnie atrakcyjny czasami. czasami.
                                a
                                • w_tempo Re: archetypy a mysl 18.10.01, 23:23
                                  > > a co za różnica?
                                  > czas a przestrzen? niewielka. tworza jedno. choc w tym konkretnym przypadku
                                  > fizyki newtonowskiej zasadnicza.

                                  nie będąc upierdliwym - niech będzie czas
                                  • arwena Re: archetypy a mysl 18.10.01, 23:34
                                    nie bedac? zbytek laski
                                    alez badz sobie badz
                                    poswiecenie jest sprzeczne z wypominaniem, o czym dosc czesto zapomina sie

                                    czas... fakt.
                                    ale czy on sie moze rownac z
                                    'jakiz to chlopiec piekny i mlody,
                                    jaka to przy nim dziewica
                                    brzegami ciemnej switezi wody
                                    ida przy blasku ksiezyca...

                                    ona mu w usta wklada maliny
                                    a on jej kwiaty do wianka
                                    pewnie kochankiem jest tej dziewczyny
                                    pewnie to jego kochanka...'

                                    ? moze?
                                    • Gość: dSvP Re:troszkę zboczyliście - archetypy a mysl IP: *.zgora.dialog.net.pl 19.10.01, 08:40
                                      W tempo - dobrze kombinujesz koleś, ale ...
                                      zacznij od powiedzenia sobie takich rzeczy jak:
                                      - skąd wziął się język?
                                      - w jaki sposób zmieniał się on w ujęciu czasowym?
                                      - jakie są jego warianty społeczne (inaczej czy istnieje tylko jeden rodzaj
                                      języka w społeczeństwie na określonym rozwoju - nie chodzi o języki jak
                                      niemiecki, angielski, suahili czy polski, lecz o jego odmiany strukturalne)
                                      - jak to się dzieje, że takie odmiany istnieją i co jest tego przyczyną?
                                      - jeśli determinizm językowy jest tak mocny, to w jaki sposób można znieść te
                                      różnice?
                                      - jakie związki zachodzą pomiędzy myślą a językiem (w aspekcie klasowości tego
                                      drugiego)?
                                      - jakie związki zachodzą w relacji odwrotnej - tj między językiem a myślą?
                                      - co jest pierwotne - język czy myśl?

                                      A dalej :
                                      - co to jest "wolna wola"?
                                      - czy istnieje "wolna wola"?
                                      - jeśli tak, to w jaki sposób się ona realizuje?
                                      - czy odrzucenie "wolnej woli" jest aktem "wolnej woli"? (oczywiście przy
                                      odpowiedzi twierdzącej rzeczywiste istnienie wolnej woli)
                                      - czy człowiek jest wolny?
                                      - czy wolne są jego myśli i język, w którym te myśli wyraża?


                                      A teraz dwie proste wskazówki -
                                      Porównaj dwójkę dzieci - jedno z rodziny profesorskiej bombardowanej terminami,
                                      wzorami, różnorodnością doświadczenia, spotykające się z różnymi ludźmi, z
                                      różnych dziedzin, często wyznań i kultur, .... oraz dzieciaka ze wsi
                                      popegeerowskiej - permamentnie upijający się ojciec, który wszystkie swoje
                                      stany emocjonalne wyraża w słowie "kurwa mać", matka, którą pochłaniają
                                      prozaiczne prace domowe, dla której wyraz "eskalopki" kojarzy się z jakimś
                                      robactwem, lub czym kolwiek innym, homeopatia to jakieś zboczeniec (ksiąc o tym
                                      wszak na kazaniu mówił), .... itepe itede ...
                                      vel "Awans", "Konopielka", "Czarna ziemia" ....

                                      2. Wejś z jakąkolwiek drugą osobą po takim samym cukierku - pochłońcie go, a
                                      później na kartce papieru napisz, co czułeś i pomyśl - czy osoba, która nigdy w
                                      życiu nie jadła cukierka zrozumie Cię. A mówiąc inaczej - opisz swój orgazm i
                                      niech to samo zrobi dziewczyna - zamieńcie się kartkami i spróbójcie zrozumieć
                                      (poznać - dogłębnie wczuć się) w przeżycia - somatyczne i psychiczne - drugiej
                                      płci!

                                      pozdro
                                      • Gość: w_tempo Re:troszkę zboczyliście - archetypy a mysl IP: 192.168.150.* / *.eu.org 23.10.01, 21:00

                                        > W tempo - dobrze kombinujesz koleś, ale ...
                                        > zacznij od powiedzenia sobie takich rzeczy jak:
                                        > - skąd wziął się język?
                                        > - w jaki sposób zmieniał się on w ujęciu czasowym?
                                        > - jakie są jego warianty społeczne (inaczej czy istnieje tylko jeden rodzaj
                                        > języka w społeczeństwie na określonym rozwoju - nie chodzi o języki jak
                                        > niemiecki, angielski, suahili czy polski, lecz o jego odmiany strukturalne)
                                        > - jak to się dzieje, że takie odmiany istnieją i co jest tego przyczyną?
                                        > - jeśli determinizm językowy jest tak mocny, to w jaki sposób można znieść te
                                        > różnice?
                                        > - jakie związki zachodzą pomiędzy myślą a językiem (w aspekcie klasowości tego
                                        > drugiego)?
                                        > - jakie związki zachodzą w relacji odwrotnej - tj między językiem a myślą?
                                        > - co jest pierwotne - język czy myśl?

                                        warto by sobie najpierw zadać pytanie co to jest język, a przynajmniej co się
                                        rozumie pod tym określeniem - nie chodzi o odmiany strukturalne, ale o to jakie
                                        znaczenie ma to słowo (przy okazji : słowo - logos - oznacza także myśl, zatem
                                        nie każdy odróżniał myśl od języka – warto o tym pamiętać).
                                        Samo rozumienie tego określenia też się zmieniało wraz z upływem czasu - czy
                                        podobnie jak samo zjawisko czegoś takiego jak "język" (cóż to jest u licha ??) –
                                        nad tym niech męczą swoje główki bardziej światli.
                                        Czy język można sprowadzić tylko do pewnego strukturalnego tworu, w obrębie
                                        którego można wyróżnić kilka klas, czy odmian? Czy może należy ująć go bardziej
                                        globalnie – jako każde zjawisko, określane krótko –„tekst”.
                                        Trudno sobie jednoznacznie odpowiedzieć na takie pytania... (to tylko dwa
                                        skrajne – a i tez nie do końca –poglądy)

                                        Znieść różnice ... (dotyczy także wskazówki nr 1) – wychylić co nieco czółko poza
                                        środowisko, jeśli chodzi o ruch myśli w łepetynie to nie tylko pokonanie
                                        strukturalnych barier językowych i obyczajowych pomiędzy np. chłopem (czy jakim
                                        innym pijaczyną) i profesorem, bo wtedy można przy okazji uczynić kolejny
                                        schemacik, co prawda ponad podziałami klasowymi, ale w gruncie rzeczy niewiele
                                        zmieniający – zresztą warto przy okazji zwrócić uwagę na to, iż z chłopskiego,
                                        czy robotniczego potomka (zdarza się, że z rodziny patologicznej) wyrasta później
                                        profesorzyna jak się patrzy.
                                        Chodzi także o coś takiego - generalnie walka z utrwaleniem w jakimś schemacie.
                                        Tutaj ta walka rozpoczynała by się przede wszystkim od czegoś takiego
                                        jak „zaprzeczenie wolnej woli jako przejaw wolnej woli”, to z kolei musiałoby się
                                        dziać na każdym kroku – ciągła, notoryczna demistyfikacja swoich własnych
                                        przekonań i myśli.

                                        Rozpoznanie istoty własnych ograniczeń wydaje się podstawą dążenia do zniesienia
                                        tychże ograniczeń (niestety jedynie dążenia) – wieczne „podejrzewanie” siebie
                                        samego, nieufność do „rozumu”, który jest tak leniwy, że z chęcią pójdzie na
                                        łatwiznę – zabetonowanie sobie głowy jakimiś sloganami, które kiedyś były
                                        określane jako „postępowe” także niewiele daje, zresztą jest to zwykłe
                                        schlebianie modzie.
                                        Schematyzm myślenia zaś utrwala się (a przy okazji daje najlepsze świadectwo o
                                        sobie samym) przede wszystkim w języku – tym używanym na codzień.

                                        Orgazmy i cukierki – przy próbie zrozumienia tego rodzaju fizjologicznych
                                        przyjemności jedynie za pośrednictwem języka, wiedząc, że się ich nigdy nie
                                        doświadczyło, bądź nie doświadczy, widać braki tego ostatniego. Wychodzi na jaw
                                        jak nasza komunikacja w gruncie rzeczy jest ułomna.
                                        A jednak ...
                                        czyż poezja, literatura, malarstwo (w ogóle wszelka sztuka) nie próbuje od wieków
                                        pokonać tego rodzaju niedoskonałości – oddziaływać za pośrednictwem słów na
                                        zmysły – czyż nie jest to dążenie (wbrew utartym sądom dotyczącym języka
                                        poetyckiego i „literackości”, jako wyznacznika mowy wiązanej) do
                                        maksymalnej „przezroczystości” języka (przy okazji poezji), który bez zwracania
                                        uwagi „na komunikat”... stara się dotrzeć do sedna – bezpośrednio przekazać myśl
                                        (w tym przypadku pewne przeżycie), albo jeszcze inaczej - może właśnie
                                        to „zwrócenie uwagi na komunikat” jest tak skondensowane, że słowa stają się
                                        nieistotne ewokując jedynie mniej lub bardziej pożądane wrażenia – pytaniem
                                        pozostaje czy wrażenia te mogą być tylko natury estetycznej?

                                    • w_tempo Re: archetypy a mysl 23.10.01, 21:18
                                      nie
                                      • w_tempo Re: archetypy a mysl 23.10.01, 21:33
                                        w_tempo napisał(a):

                                        > nie

                                        galimatias się porobił... to było do arweny
                                        • arwena Re: archetypy a mysl 23.10.01, 22:24
                                          słusznie

                                          idealna równowaga między formą a treścią
                  • Gość: LAP Re: archetypy a mysl IP: 192.109.142.* 24.10.01, 15:13
                    Gość portalu: w tempo napisał(a):

                    >
                    >(...) Te rzeczy są coraz bardziej popularne...
                    > biblia � (za dosłowne źródło wiedzy, zapewne także historycznej uważają ją
                    > chyba tylko i jedynie żydzi, a i to tez nie na pewno) stąd przykład jak można
                    > rozumieć myśl niezwiązaną z człowiekiem, to samo (ewentualnie podobne ujęcia)
                    > można znaleźć w innych kosmogoniach.

                    Drobna uwaga: jezyk hebrajski, jest dzis podobnie jak jezyk lacinski, jezykiem
                    martwym. Wielcy tego swiata lamia sobie glowe, jak odczytac stare hebrajskie
                    teksty. Kto wie, czy pierwsze tlumaczenia na lacinski, nie uratowaly nam bardzo,
                    szczegolnie dla naszej tradycji, przekazu tego, co w swym absolucie opisuja
                    historie narodu wybranego. Dzis oryginalne teksty Starego Testamentu sa tak samo
                    obce Zydom, jak i nam. Ja ostroznie formulowalbym tez swe tezy odnosnie
                    historycznosci opisu biblijnego. Juz na pierwszych stronach historyczne podejscie
                    do biblijnego opisu stworzenia swiata stwarza niezle problemy interpretacyjne.
                    Moze zechce sie wam sprawdzic, ktorego dnia Bog stworzyl czlowieka. Gdy
                    odkryjecie ten kruczek, sami stwierdzicie, ze celem Biblii, bylo przekazanie
                    glebszej mysli teologicznej, a nie wychowanie rzeszy historykow. To, ze dzis
                    Biblia uzupelnia inne przekazy historyczne, jest jedynie przypadkiem.
                • Gość: LAP Re: archetypy a mysl IP: 192.109.142.* 24.10.01, 14:55
                  arwena napisał(a):


                  > Dla mnie wolna myśl wiąże się z wolną wolą - wolą wolną od zwierzęcych zachowań
                  > , archetypów i atawizmów rządzących ludzkim zachowaniem. Nierozerwalnie się
                  wiąże.
                  > Stąd może niezrozumiały skrót myślowy. Problem w tym imho, na ile rzeczywiście
                  > rządzi nami wola (w rozumieniu: myśl, wyartykułowana potrzeba bądź ograniczenie
                  > ), a na ile instynkt. Być może niepopularne rzeczy powiem, ale choćby 'wielbłąd
                  > przechodzący przez ucho igielne' jest przykładem doskonałości tłumaczeń Biblii.
                  >
                  > Tłumaczeń z tłumaczeń z tłumaczeń. Interpretacje. Ja nigdy nie uważałam Biblii
                  > za dosłowne źródło wiedzy czy przekazu po prostu (jak np. Koran), lecz pewnego
                  > rodzaju wyznacznik, punkt odniesienia, czy po prostu wygodne źródło cytatów, ze
                  > wszystkich stron. A jeśli żona Cię zdradza to ją zabij etc.

                  Zly przyklad w zlym kontekscie. Zalozenie, ze kazde tlumaczenie jest tlumaczeniem
                  tlumaczenia nie wyklucza glebokiego sensu metafory pism uwazanych za swiete,
                  nawet w najgorszym tlumaczeniu. Nie ma w tym sprzecznosci. Jesli fascynuja cie
                  skrajnosci z Koranu siegnij do Ksiegi Kaplanskiej. Znajdziesz tam wiele perelek w
                  stylu: zabic ta cudzoloznice! Nie jest to mysl oderwana od czlowieka, jedynie
                  mysl oderwana od glebszego kontekstu, od pewnej symbolicznej formy przekazu,
                  tego, co mistyczne, co w swych korzeniach czerpie z archetypu. Potrzeba Boga
                  jest wlasnie takim prastarym symbolem pierwszej rozumnej mysli, ktora dzis
                  postrzegamy jako archetyp. Mysl jest absolutem, i jak kazdy absolut zasmiecany
                  jest chora wyobraznia czlowieka. Nie martwilbym sie mysla w oderwaniu od
                  czlowieka. Po co, skoro nie zmienie istoty mysli, ktora jest mi daleka. Czy to ja
                  wymyslilem slowa, ktorymi teraz sie posluguje. Nie, i ta bezmyslna odpowiedz jest
                  tez waszym udzialem. Innymi slowy, nie w naszym solipsystycznym rozumieniu swiata
                  tkwi istota opisywanego przez nas swiata. Czy zastanawialiscie sie, czemu
                  opisujac niebo bez namyslu mowimy, ze jest niebieskie? A przeciez nic bardziej
                  blednego: czasem jest to szara, czasem rozowa, czasem czarna maz, ktora niekiedy
                  wali w nas piorunami. Skad nagle wizja niebieskiego nieba? Opisujac nasz swiat
                  nadajemy slowny ksztalt obrazom, albo ich projekcjom, na zasadzie poczatku i
                  konca. Innymi slowy, slowa, ktore opisuja przez nas widziany swiat, zaczyna sie
                  przy mnie, a konczy sie na mi jeszcze widocznym horyzoncie. Dodatkowo widzimy
                  tylko, to, co jest przed nami, nigdy tez od razu to, co jest za nami. Stad
                  wniosek, ze nasze slowa opisuja jedynie polowe swiata nas otaczajacego; nigdy nie
                  opisuja tych samych mysli, dwoch osob przypadkowo przebywajacych w tym samym
                  czasie i w tym samym miejscu. Arweno, mysl absolutna jest poza naszym zasiegiem,
                  to co wymyslimy, umiera z nami!


        • Gość: LAP Re: archetypy a mysl IP: 192.109.142.* 24.10.01, 14:18
          arwena napisał(a):

          > Gość portalu: w tempo napisał(a):
          > > > tak - i slow!
          > > słowa wyrażają pewne myśli (przynajmniej tak się powszechnie uważa)
          > moje pewne mysli sa okrutne - nie przecze - ale zachowuje je dla siebie
          >
          > > :-) nakładką jest "cywillizacja", tudzież "kultura" - jak kto woli - którą
          > > tworzy myśl - to jest moje zdanie.
          > i moje rowniez. ale z tego co mowiles wynikalo ze kultura i cywilizacja i wolna
          > mysl sa niczym przy archetypach!
          >
          > :)
          > a
          Arweno, kultura jest pojeciem umownym wobec pewnej zmiany mysli w scisle
          okreslonym czasie i w okreslonych warunkach. Zatem nie dotyczy archetypow, badz
          symboli, jak za zycia mawial Jung. Zatem dziwi mnie twoj wniosek, iz kultura i
          cywilizacja sa niczy przy archatypach. Zupelnie nie pojmuje tez subtelnej roznicy
          w twoim pojmowaniu cywilizacji, "tudziez" kultury. Tudziez oznacza, iz
          cywilizacja, to samo, co kultura. Sformulowanie to jest bledne! Bledne jest tez
          sformulowanie, iz slowa wyrazaja pewne mysli. Niestety jest dokladnie odwrotnie,
          mysli wyrazane sa przez slowa, zatem nie mozesz uwazac, ze tak powszechnie sie
          uwaza, bo tak sie wcale nie uwaza. Zwyczajnie nam sie chyba przejezyczylas.

          • arwena Re: archetypy a mysl 25.10.01, 00:43
            Gość portalu: LAP napisał(a):
            > Arweno, kultura jest pojeciem umownym wobec pewnej zmiany mysli w scisle
            > okreslonym czasie i w okreslonych warunkach. Zatem nie dotyczy archetypow, badz
            > symboli, jak za zycia mawial Jung.
            a ja sie z tym nie zgadzam. symbol jest efektem tak rozumianej kultury.

            > Zatem dziwi mnie twoj wniosek, iz kultura i
            > cywilizacja sa niczy przy archatypach. Zupelnie nie pojmuje tez subtelnej rozni
            > cy w twoim pojmowaniu cywilizacji, "tudziez" kultury. Tudziez oznacza, iz
            > cywilizacja, to samo, co kultura.
            ależ broń Boże, o czym Ty mówisz? 'tudzież' oznacza 'jak i'

            > Sformulowanie to jest bledne! Bledne jest te
            > z sformulowanie, iz slowa wyrazaja pewne mysl Niestety jest dokladnie odwrotnie,
            > mysli wyrazane sa przez slowa, zatem nie mozesz uwazac, ze tak powszechnie sie
            > uwaza, bo tak sie wcale nie uwaza. Zwyczajnie nam sie chyba przejezyczylas.
            niestety znow nie przejezyczylam sie. to tylko skladnia jezyka polskiego wpuscila
            Cie w maliny. slowa wyrazaja mysli - sa ich nosnikiem znaczy.

            a tak w ogole to moge Cie prosic o sformulowanie przedmiotu sporu? obawiam sie ze
            sie pogubilam. chetnie podyskutuje o czyms na czym sie nie znam, ale malej
            podpowiedzi potrzebuje;))

            pozdrawiam goraco, a
            • Gość: dSvP Re: archetypy a mysl IP: *.zgora.dialog.net.pl 25.10.01, 14:27
              1. FORMA A TREŚĆ
              scena pierwsza:
              <i>sklep na przedmieściach polskiego miasta, akcja dzieje się przy ladzie,
              sklep dobrze zaopatrzony, półki uginają się, jest schludnie i czysto. Czas
              akcji - początek XXI wieku;</i>
              Klient - Dzień dobry Pani, szanowna Pani sklepikarko - choć reguły
              tzw. "kultury osobistej", każą sklepikarzowi przywitać klienta.
              Sprzedawczyni - dzień dobry Panu, panie kliencie.
              K - Poproszę odrobinę, bochenek chleba baltonowskiego, niekrojoonego - kładąc
              złoty pięćdziesiąt na ladzie.
              S - Ależ proszę - mówi podając mu chleb - oto Pańskie pieczone ciasto, zwanę w
              naszym kręgu chlebem, z domieszką amerykańskiej mąki niskoglutenowej i
              chemicznych ulepszaczy, dzięki którym chleb jest mięciutki jak kaczuszka i dwa
              dni świeży jak poranna bryza - w tym samym czasie kasuje 1,50 zł;

              scena druga:
              <i>te samo miejsce i czas, ci sami ludzie</i>
              K - Stara kurwo dawaj mi tu zaraz pajdę chleba, bo ci przypierdolę - rzekł z
              nacka klient do sklepowej, kładąc jej 1,50 złocisza na ladę
              S - O żesz ty chuju jebany! - rzuciła sklepowa - masz tucioto piepszona swój
              bochen i spierdalaj mi ze sklepu - rzekła kasując go i wskazując na napis NA
              TERENIE SKLEPU OBOWIĄZUJE ZAKAZ SPOŻYWANIA CHLEBA
              K - Na razie piździaro zajebana!


              Mamy tu do czynienia z pozornie dwoma różnymi przypadkami -
              Oba, jak widać mają identyczną treść - jest to mianowicie wymiana towarowo -
              pieniężna, która jest dokonywana w akcie zakupu dobra, jakim jest chleb, za
              odpowiedni ekwiwalent.
              Różnice leżą tu w formie, co jest jasne i znaczące, ale idziemy dalej -
              zachaczmy o coś, co w didascaliach jest niezaznaczone - mianowicie kim był
              klient - jak wyglądał itp, czyli kontekst pozatekstowy, który jest dominujący w
              tych przykładach. Każdy wyobraziłby sobie od razu w przypadku pierwszym ktosia
              schludnego i ułożonego, zaś w drugim przypadku jakiegoś zipa. Otóż zdajmy sobie
              sprawę, że jest to właśnie tylko i wyłącznie wyorażenie. Gdy do schematu
              sytuacyjnego podamy sobie kontekst pozatekstowy powstają cztery wariacje.
              Zwariować idzie.
              Bowiem chodzi o to, że dziewczynkom nie wypada nosić lakierek, a konno mogą
              jeździć tylko bokiem. Nie mówiąc już o tym, że współzyć można jedynie będąc
              ubranym!
              Ale ha! To jeszcze nic!
              <i><fott color=red>głos lektora - w następnym odcinku o tym dlaczego Monika boi
              się węży. Czy to prawda, że pra wąż miał długie nogi, z których był strasznie
              dumny i czy bóg starego testamentu mówił po hebrajsku, a dopiero później stał
              się antysemitą? te i inne rzeczy w następnej odsłonie</i></font>
              <br>A na razie - co wy na to - zgadzacie się - czy też teza podparta
              przykładami (hiperbolicznie przesolonymi, jak "SZUM"-iąca zupa) jest prawdziwa?
              <br>
              HOWK
              • Gość: LAP Re: archetypy a mysl IP: 192.109.142.* 26.10.01, 10:27
                dSvP to pies boi sie, gdy jego pan zaszceka, Beethoven urodzil sie w Warszawie
                i nazwal sie Adamem (jego sladem poszedl Nietsche),wczoraj wydoil mnie mlynarz,
                a krowa poszla do stomatologa, nie mylic tego przypadku z kaczka dziwaczka, co
                w lesie straszy zoledzie!
                Gdzie tu ta sama tresc i inna forma? Sadze, ze powinnismy wrocic do
                wczesniejszego pytania Arweny, na ile instykt, rzadzi czlowiekiem, a zatem i
                jego forma myslowa, zawarta w jego mowie.
              • ok+ Cholerni gimnazjaliści ! 26.10.01, 13:08
                Gość portalu: dSvP napisał(a):

                > <i><fott color=red>głos lektora - w następnym odcinku o tym dlaczeg
                > o Monika boi
                > się węży. Czy to prawda, że pra wąż miał długie nogi, z których był strasznie
                > dumny i czy bóg starego testamentu mówił po hebrajsku, a dopiero później stał
                > się antysemitą? te i inne rzeczy w następnej odsłonie</i></font>

                Ci cholerni, qcze, gimnazjaliści z Gazety nie chcą Cię uszczęśliwić interpretacją
                tych: </i></font>, qcze, krzaczków.


                > HOWK

                Wiatr we włosach
              • w_tempo Re: archetypy a mysl 28.10.01, 00:19
                co do "Forma a treść" -
                zatem należy obalić formę, czy tylko co nieco ją przetrzepać?


                co do rozważań k-LAP-ka - jeżeli język dąży do tego, aby ponownie(?) złączyć
                się z myślą (wychodząc z założenia, iż "tak było na początku", następnie
                posiłkując się teorią cykliczności (Vico): (trawestując co nieco) "jak było na
                początku tak też i będzie na końcu") - czyli dąży do przezroczystości (albo
                inaczej) usiłuje wkroczyć w rolę symbolu (jeśli sacrum wyznacza sens, a
                zważając iż symbol uczestniczy w sacrum będąc całkowicie przezroczystym "jak
                mawiał Paul Ricuer"), siłą rzeczy mamy do czynienia z próbą spłaszczenia
                hierarchii znaków (jeśli tak można to nazwać).
                Traktując zatem cywilizację i kulturę jako pewne znaki - można, a nawet należy
                traktować je poniekąd jako synonimy, tym bardziej, że odpowiadałoby to
                wzmiankowanej tendencji.
                traktując te dwie sprawy (cyw. i kult.) w sposób typowy dla hermeneutów - czyli
                jako "tekst" (w zasadzie jeden, na który oczywiście składa się cała masa innych
                tekstów kulturowych - tutaj "język" nabiera znaczenia niemal uniwersalnego -
                czyli oznacza wszystko to, co za jego sprawą można poznać), nie byłoby wskazane
                całkowicie rozdzielac tych dwóch pojęć, ale traktować je zarówno osobno, jak i
                razem (czyli jak kiedyś mawiano "od szczegółu do ogółu", ale też odwrotnie "od
                ogółu do szczegółu" - te dwa procesy powinny się notorycznie krzyżować).

                ps. dzielić włos na czworo potrafi byle buc, ale jak ten włosek powinien być z
                powrotem złączony (no i po co - co tez przeciez nie do końca jest jasne) to już
                sprawka co nieco trudniejsza - wszelkim k-LAP-kom pod rozwagę...
                • Gość: LAP Re: archetypy a mysl IP: 192.109.142.* 29.10.01, 13:32
                  w_tempo napisał(a):

                  > co do "Forma a treść" -
                  > zatem należy obalić formę, czy tylko co nieco ją przetrzepać?
                  "Ciekawe co powiedzialby o tym Krzys."
                  Kubus Puchatek
                  >
                   co do rozważań k-LAP-ka �

                  Kicham na twe spaczone poczucie humoru. Nie myl tego czasem z chusteczkami
                  higienicznymi Tempo:

                  jeżeli język dąży do tego, aby ponownie(?) złączyć
                  > się z myślą (wychodząc z założenia, iż "tak było na początku", następnie
                  > posiłkując się teorią cykliczności (Vico): (trawestując co nieco) "jak było na
                  > początku tak też i będzie na końcu") - czyli dąży do przezroczystości (albo
                  > inaczej) usiłuje wkroczyć w rolę symbolu

                  Wnosze sprzeciw. Sacrum wprawdzie czerpie z symbolicznej tresci, symbol z sacrum
                  zupelnie nic. Po co mieszac cos, co i tak niczego ciekawego do dyskusji nie wnosi?
                  Nastepnie posilkujesz sie Paulem Ricour. Brzmi to tak samo madrze, jak
                  gombrowiczowskie zawolanie: Mickiewicz wielkim poeta byl!
                  Sadze, ze jezyk do nikad nie zmierza, podobnie, jak nigdzie nie usiluje wkroczyc.
                  Skad nagle ta personifikacja jezyka? Juz widze prochy Platona, ktore wzburzone,
                  wolaja o pomste do nieba. Pewnie znasz jego platonski obraz swiata zamykajacy sie
                  w ciemnej jaskini. To, co czlowiek jest w stanie zobaczyc, to chyba tylko cienie
                  tego, co znajduje sie za nim, a co odbija sie marnej projekcji swiatla, ktorego
                  czlowiek nawet nie jest w stanie przez swa ulomnosc dostrzec. Swiat ideii jest
                  wolny od ludzkich wizjii. Czy trojkat nie istnial by, gyby czlowiek go nie
                  dostrzegl w swej formie i kszatlcie, i na swoj sposob go nie nazwal? Czy trojkat
                  przestal by istniec, gdyby chcial sie nazwac np Tempo?. Z cala pewnoscia nie, bo
                  to, co stanowi istote trojkata, zamyka sie w jego absolutnej formie, wolnej od
                  znakow i symboli, rowniez jezykowych.

                  (jeśli sacrum wyznacza sens, a
                  > zważając iż symbol uczestniczy w sacrum będąc całkowicie przezroczystym "jak
                  > mawiał Paul Ricuer"), siłą rzeczy mamy do czynienia z próbą spłaszczenia
                  > hierarchii znaków (jeśli tak można to nazwać).

                  > Traktując zatem cywilizację i kulturę jako pewne znaki - można, a nawet należy
                  > traktować je poniekąd jako synonimy, tym bardziej, że odpowiadałoby to
                   wzmiankowanej tendencji.
                  traktując te dwie sprawy (cyw. i kult.) w sposób typowy dla hermeneutów - czyli
                  > jako "tekst" (w zasadzie jeden, na który oczywiście składa się cała masa innych
                  > tekstów kulturowych - tutaj "język" nabiera znaczenia niemal uniwersalnego -
                  > czyli oznacza wszystko to, co za jego sprawą można poznać), nie byłoby wskazane

                  Jasne, masz racje, ze istote kultury i cywilizacji najwyrazniej odzwierciedla
                  jezyk. Niemniej jednak to tylko teoria, ktorej nigdy nie udalo sie i nigdy nie
                  uda sie w zyciu zrealizowac. Dla nas wspolczesnych zmierzchle kutury okresla nie
                  jezyk, tylko prochy, tych ktorzy w swej ziemskiej swietnosci nim sie poslugiwaly.
                  Kultura tak rozumiana pojawia sie wraz z narodzinami roumnie myslacego czlowieka,
                  i wraz z nim umiera, moze troche wolniej niz jednostkowy czlowiek, ale zawsze
                  popada w niepamiec. Jak glosi Gadamer, teksty pisane niekoniecznie odlegle nam
                  czasowo, sa nieskonczonym ciagiem prob interpretacyjnych, w obrebie uwarunkowan
                  czasowych, kulturowych, epokowych, a nawet jezykowych � powolam sie chocby juz
                  na forum wspomniany kontekst sytuacyjny. Skoro zrozumienie oryginalu podlega tak
                  wielorakim aspektom myslowym,kultury, albo cywilizacji nie powinno traktowac sie
                  jako �tekstu�, jak zwykli, twoim zdaniem, czynic hermeneuci. Twierdzenie, iz
                  na �tekst� sklada sie masa innych tekstow kulturowych, jest jedynie smiesznie
                  belkotliwe. W mysl tej tezy moge chyba twierdzic, iz np na jajko, ktore kupuje w
                  sklepie z mysla, ze je zjem, skladaja sie tez masa innych jajek; rowniez te,
                  ktore juz wczesniej zostaly przez mase kur zniesione. Koszmarna to wizja!
                  Dlaczego wobec jezyka stosujesz te same reguly? W tym kontekscie przytocze ci 7.
                  teze �Traktaku� Wittgensteina: � O czym nie mozna mowic, o tym nalezy milczec�


                  > całkowicie rozdzielac tych dwóch pojęć, ale traktować je zarówno osobno, jak i
                  > razem (czyli jak kiedyś mawiano "od szczegółu do ogółu", ale też odwrotnie "od
                  > ogółu do szczegółu" - te dwa procesy powinny się notorycznie krzyżować).

                  Procesy z natury sie nie krzyzuja, z cala pewnoscia nie notorycznie.
                  > ps. dzielić włos na czworo potrafi byle buc, ale jak ten włosek powinien być z
                  > powrotem złączony (no i po co - co tez przeciez nie do końca jest jasne) to już
                  >
                   sprawka co nieco trudniejsza - wszelkim k-LAP-kom pod rozwagę...

                  Jaki wstep taki koniec. Zablysnales nam chlopie swa grafomanska forma mojego
                  inicjalu. A psik! Tyle mam ci do powiedzenia.
                  • Gość: w_tempo Re: archetypy a mysl IP: 192.168.150.* 05.11.01, 21:04
                    > "Ciekawe co powiedzialby o tym Krzys."

                    fiu fiu, aleś pan cytate se skombinował... widać z Krzysiami nieco lepiej niż z
                    Gombrowiczem obeznany...

                    > co do rozważań k-LAP-ka �
                    > Kicham na twe spaczone poczucie humoru. Nie myl tego czasem z chusteczkami
                    > higienicznymi Tempo:

                    mylisz się - nie miało być humorystycznie
                    tytułem wyjasnienia - k-LAP-ek, gdyż wpadasz nieproszony i k-LAP-iesz szczęką ile
                    wlezie, podobny odgłos wyzwala z siebie właśnie klapek, najczęściej na klatce
                    schodowej - nie znamy się jak widać za bardzo na netykiecie.

                    > Wnosze sprzeciw.

                    szczerze mówiąc, w dupie mam twój sprzeciw. Nie dość, że koleżko słabiutko u
                    ciebie ze wzrokiem, to mnie tu jeszcze a jakimiś bzdurnymi sprzeciwy wyjeżdżasz -
                    cudzysłów uszedł jak widzę twej uwadze - wyjaśniam zatem - cały ten zwrot z
                    Ricoerem to klisza z twojej wypowiedzi - sameś tu wyskoczył niczym Pimko z tem
                    twoim Jungiem (notabene czerpiąc z "Ferdydurke" to ześ się specjalnie nie
                    popisał - chodzi o Słowackiego, a nie o Mickiewicza). Jednakże cel tej operacji
                    został chybiony - widać trza tłomaczyć jak krowie na rowie, hę?

                    > Sacrum wprawdzie czerpie z symbolicznej tresci, symbol z sacr
                    > um
                    > zupelnie nic.

                    większej bzdury dawno nie słyszałem...
                    Nie wnikając w nazwiska - co zatem z wszelkimi symbolami tykającymi mistyki (np.
                    symboliczna przemiana wina w krew, tudzież chlebka w ciałko), a jeśli każdy
                    symbol właściwie rozumiany tyka mistyki, tudzież sacrum, tudzież licho wie czego
                    jeszcze? (tyle na temat "tudzież" i innych pierdół...). Co to w ogóle jest
                    symbol, że się tak autorytarnie na jego temat wypowiadasz ? Co to wreszcie
                    oznacza, że "symbol jest przezroczysty" ? jeśli oznacza to, że nie sposób wyrazić
                    treści symbolu w dostępnym języku, tudzież, że treść ta jest podawana na widelcu
                    bez potrzeby wyrażania, to co w takim razie jest tą niedocieczoną, tudzież
                    niewyrażalną treścią ?

                    > Sądze, ze jezyk donikad nie zmierza, podobnie, jak nigdzie nie usiluje wkroczy
                    > c.

                    masz prawo tak sądzić...
                    dziwię się jednakże, iż uzewnętrzniasz się z tym akurat tutaj - chodziło bowiem o
                    coś zupełnie innego - analiza synataktyczna jak widzę całkowicie ci na łeb padła.
                    Klapeczki znów ci co nieco przysłaniają ogląd sprawy...

                    - "wkroczyć w sferę symbolu"
                    oznaczało nabycie cechy "przezroczystości", którą posiada właśnie symbol(jak ja z
                    kolei sądzę, a ściślej mówiąc powtarzam za kimś - nie wyklucza to jednak tego, iż
                    tak właśnie sądzę). Mylisz się zaprzeczając żywotności języka, bo o to ci chyba
                    chodzi, skoro twierdzisz iż "język donikąd nie zmierza" - jeśli masz ochotę
                    palnąć znów coś mądrego, tym razem cuś z biologii - spieszę z wyjaśnieniem, iż
                    mówiąc o żywotności, nie mam na myśli żyjątka w postaci np. muchy.

                    A już w ogóle nie mam pojęcia, dlaczego prochy kogoś, kto wierdził, iż "poetą się
                    bywa" - będąc nawiedzonym przez boski szał, zaprzeczając tym samym autonomii
                    człowieka, a językowi dotykającemu sensu, nadając rangę boskości miałby się
                    przewracać w grobie?
                    I tu dałeś wspaniały przykład jaskinii - wiedz zatem (bo jak sądzę dotąd się
                    jeszcze nie domysliłeś), iż mówiąc o "sacrum" mam właśnie na myśli (mocno
                    upraszczając na potrzeby "wyłożenia jak należy") platoński świat ideii, tu tez
                    będzie się mieścił sens (zastrzegałem już wcześniej, iż nie należy mieszać sacrum
                    z chrześcijaństwem; mówiłem również "jeśli sacrum wyznacza sens" - na co jak
                    widzę również nie raczyłeś zwrócić uwagi) itp. - w przeciwieństwie do "profanum",
                    czyli tego, co może być dotykalne, tudzież nieuduchowione, tudzież pozbawione
                    sensu, obiektywności, podstawy itp.

                    > Jasne, masz racje, ze istote kultury i cywilizacji najwyrazniej odzwierciedla
                    > jezyk.

                    nie mówiłem, że język cokolwiek odzwierciedla, mówiłem, że "kultura"
                    tudzież "cywilizacja" to nic innego tylko właśnie język.

                    Jajko a język – język jest pewnym abstraktem, twierdząc, iż kultura jest tekstem,
                    zupełnie uprawnione jest twierdzenie, iż „na ten tekst składa się cała masa
                    tekstów kulturowych” – wyjaśniając:
                    Dzieło sztuki jest tekstem kulturowym, podobnie tekstem kulturowym będzie pewien
                    obyczaj, fakt historyczny, czy tez życie jakiegoś człowieka, który stał się
                    postacią historyczną. To wszystko składa się na „tekst”, który określany jest
                    kulturą. Jajeczko w istocie nie może składać się „z całej masy jajek”, gdyż
                    proste doświadczenie (rozbicie jajka na patelni) pokazuje, że w środku mieści się
                    jedynie żółtko i białko – w tym względzie przyznaję ci zatem rację. Problem z
                    językiem jest taki, iż trudno przeprowadzić z nim podobny teścik.

                    > Niemniej jednak to tylko teoria, ktorej nigdy nie udalo sie i nigdy nie
                    > uda sie w zyciu zrealizowac.

                    niemniej wszystko jest teorią - a Wittgenstein dotyczy nie tylko mnie - zresztą
                    człowiek "mówić" uczy się całe życie, nigdy do końca nie opanowując tej sztuki.

                    > Dla nas wspolczesnych zmierzchle kutury okresla ni
                    > e
                    > jezyk, tylko prochy, tych ktorzy w swej ziemskiej swietnosci nim sie poslugiwal
                    > y.

                    Te twoje prochy to właśnie język, bo o tych prochach możemy wiedzieć jedynie za
                    pośrednictwem języka - to właśnie twierdził Gadamer, nie przecząc oczywiście
                    temu, co napisałeś o interpretacji – problem jednakże w tym, iż ująłbym to nieco
                    inaczej, daruj, ale już mi się nie chce w kółko o tym samym...
            • Gość: LAP Re: archetypy a mysl IP: 192.109.142.* 26.10.01, 11:09
              arwena napisał(a):

              > Gość portalu: LAP napisał(a):
              > > Arweno, kultura jest pojeciem umownym wobec pewnej zmiany mysli w scisle
              > > okreslonym czasie i w okreslonych warunkach. Zatem nie dotyczy archetypow,
              > badz symboli, jak za zycia mawial Jung.
              > a ja sie z tym nie zgadzam. symbol jest efektem tak rozumianej kultury.
              Tak, najwyrazniej sie ze mna nie zgadzasz! Tak rozumiana kulura, jest chyba nie-
              kultura. Kultura odnosi sie do calokszatltu dazen pewnej spolecznosci w
              okreslonym czasie i w okreslonych warunkach. Zatem nie przystoi, ja tak sobie
              pojmowac. Dodatkowo symbol nie jest efektem kutury, jedynie opisu swiata, co
              wcale nie oznacza jeszcze kultury. Jak ty to sobie wyobrazasz? Ze niby dwa
              bambusy weszly 2000 lat temu do jaskini by symbolicznie utrwalic ich kulture?
              Moze bylo im zimno, albo skryli sie przed ich przesladowcami i z nudy, nabazgrali
              na scianie slonia, ktory dzis dla nas jest symbolem naszego bzdurnego
              wyobrazenia o kulturze przez nas zwanego Pradryopitka? Skad mam pewnosc, ze
              fallusy z rzekomo innych kultur, to nie tylko oznaka braku od dluzszego czasu
              mozliwosci rozkoszy seksualnej. My sie zachwycamy tym czyms i z namaszczeniem
              wyksztalconego czlowieka mowimy, iz jest to symbol plodnosci. Strach pomyslec, do
              jakich wnioskow dojda pozniejsi naukowcy na naszych wysypiskach, gdy znajda
              zapisane glupotami glupkow oparcia z naszych brudnych pociagow. Czy ten brak
              kultury, przez wzglad na brak innych dowodow na istnienie naszej kultury, ma byc
              tak rozumiana forma naszej kultury!? Ja pierwszy krzycze nieeeeeeeeeeeeeeee, nie
              zgadzam sie! Ja kurde protestuje!!
              >
              > > Zatem dziwi mnie twoj wniosek, iz kultura i cywilizacja sa niczy przy
              archatypach. Zupelnie nie pojmuje tez subtelnej roznicy w twoim pojmowaniu
              cywilizacji, "tudziez" kultury. Tudziez oznacza, iz cywilizacja, to to samo, co
              kultura.

              > ależ broń Boże, o czym Ty mówisz? 'tudzież' oznacza 'jak i'
              A to oczywiscie to samo oznacza. I co dalej?
              >
              > > Sformulowanie to jest bledne! Bledne jest tez sformulowanie, iz slowa
              wyrazaja pewne mysl Niestety jest dokladnie odwrotnie, mysli wyrazane sa przez
              slowa, zatem nie mozesz uwazac, ze tak powszechnie sie uwaza, bo tak sie wcale
              nie uwaza. Zwyczajnie nam sie chyba przejezyczylas.
              > niestety znow nie przejezyczylam sie. to tylko skladnia jezyka polskiego wpusci
              > la Cie w maliny. slowa wyrazaja mysli - sa ich nosnikiem znaczy.
              > a tak w ogole to moge Cie prosic o sformulowanie przedmiotu sporu? obawiam sie
              > ze sie pogubilam. chetnie podyskutuje o czyms na czym sie nie znam, ale malej
              > podpowiedzi potrzebuje;))
              >

              Nawet skladnia jezyka polskiego nie jest w stanie wpuscic w maliny. Zwyczajnie
              ich nie lubie. Wiedz, ze gdy slysze zany chyba wszystkim tekst: " W malinowym
              chrusciku..." przezywam jak inni dreszcze, ale mam z tym zle skojarzenia. Nie
              sadze by "niestety" bylo na wlasciwym miejscu. Uwazam, ze niestety ja sie
              przejezyczylem. Moze chcialem powiedziec cos innego, np. ze nawet cie polubilem.
              Moze ty tez powiesz mi, dlaczego zalujesz, ze sie nie przejezyczylas?
              Nie prowadze sporu z toba, zreszta nie bylo to moim zamiarem. Wydawalo mi sie,
              ze prowadzimy luzna dywagacje na temat kulury, symbolu, archetypu, kontekstu
              sytuacyjnego... Jak widac, piepszone uzusy spoleczne wprowadzaja nas w
              nieporozumienie, ktore ty nazywasz sporem. O rzekomych wasniach chyba nie
              bedziemy dyskutowac, wszak na forum gorzowsko- zielonogorskim ich chyba nie
              brakuje.
              Kolega
              > pozdrawiam goraco, a

              Ja ciebie tez pozdrawiam, kolezanko.
            • Gość: LAP Re: archetypy a mysl IP: 192.109.142.* 26.10.01, 11:10
              arwena napisał(a):

              > Gość portalu: LAP napisał(a):
              > > Arweno, kultura jest pojeciem umownym wobec pewnej zmiany mysli w scisle
              > > okreslonym czasie i w okreslonych warunkach. Zatem nie dotyczy archetypow,
              > badz symboli, jak za zycia mawial Jung.
              > a ja sie z tym nie zgadzam. symbol jest efektem tak rozumianej kultury.
              Tak, najwyrazniej sie ze mna nie zgadzasz! Tak rozumiana kulura, jest chyba nie-
              kultura. Kultura odnosi sie do calokszatltu dazen pewnej spolecznosci w
              okreslonym czasie i w okreslonych warunkach. Zatem nie przystoi, ja tak sobie
              pojmowac. Dodatkowo symbol nie jest efektem kutury, jedynie opisu swiata, co
              wcale nie oznacza jeszcze kultury. Jak ty to sobie wyobrazasz? Ze niby dwa
              bambusy weszly 2000 lat temu do jaskini by symbolicznie utrwalic ich kulture?
              Moze bylo im zimno, albo skryli sie przed ich przesladowcami i z nudy, nabazgrali
              na scianie slonia, ktory dzis dla nas jest symbolem naszego bzdurnego
              wyobrazenia o kulturze przez nas zwanego Pradryopitka? Skad mam pewnosc, ze
              fallusy z rzekomo innych kultur, to nie tylko oznaka braku od dluzszego czasu
              mozliwosci rozkoszy seksualnej. My sie zachwycamy tym czyms i z namaszczeniem
              wyksztalconego czlowieka mowimy, iz jest to symbol plodnosci. Strach pomyslec, do
              jakich wnioskow dojda pozniejsi naukowcy na naszych wysypiskach, gdy znajda
              zapisane glupotami glupkow oparcia z naszych brudnych pociagow. Czy ten brak
              kultury, przez wzglad na brak innych dowodow na istnienie naszej kultury, ma byc
              tak rozumiana forma naszej kultury!? Ja pierwszy krzycze nieeeeeeeeeeeeeeee, nie
              zgadzam sie! Ja kurde protestuje!!
              >
              > > Zatem dziwi mnie twoj wniosek, iz kultura i cywilizacja sa niczy przy
              archatypach. Zupelnie nie pojmuje tez subtelnej roznicy w twoim pojmowaniu
              cywilizacji, "tudziez" kultury. Tudziez oznacza, iz cywilizacja, to to samo, co
              kultura.

              > ależ broń Boże, o czym Ty mówisz? 'tudzież' oznacza 'jak i'
              A to oczywiscie to samo oznacza. I co dalej?
              >
              > > Sformulowanie to jest bledne! Bledne jest tez sformulowanie, iz slowa
              wyrazaja pewne mysl Niestety jest dokladnie odwrotnie, mysli wyrazane sa przez
              slowa, zatem nie mozesz uwazac, ze tak powszechnie sie uwaza, bo tak sie wcale
              nie uwaza. Zwyczajnie nam sie chyba przejezyczylas.
              > niestety znow nie przejezyczylam sie. to tylko skladnia jezyka polskiego wpusci
              > la Cie w maliny. slowa wyrazaja mysli - sa ich nosnikiem znaczy.
              > a tak w ogole to moge Cie prosic o sformulowanie przedmiotu sporu? obawiam sie
              > ze sie pogubilam. chetnie podyskutuje o czyms na czym sie nie znam, ale malej
              > podpowiedzi potrzebuje;))
              >

              Nawet skladnia jezyka polskiego nie jest w stanie wpuscic w maliny. Zwyczajnie
              ich nie lubie. Wiedz, ze gdy slysze zany chyba wszystkim tekst: " W malinowym
              chrusciku..." przezywam jak inni dreszcze, ale mam z tym zle skojarzenia. Nie
              sadze by "niestety" bylo na wlasciwym miejscu. Uwazam, ze niestety ja sie
              przejezyczylem. Moze chcialem powiedziec cos innego, np. ze nawet cie polubilem.
              Moze ty tez powiesz mi, dlaczego zalujesz, ze sie nie przejezyczylas?
              Nie prowadze sporu z toba, zreszta nie bylo to moim zamiarem. Wydawalo mi sie,
              ze prowadzimy luzna dywagacje na temat kulury, symbolu, archetypu, kontekstu
              sytuacyjnego... Jak widac, piepszone uzusy spoleczne wprowadzaja nas w
              nieporozumienie, ktore ty nazywasz sporem. O rzekomych wasniach chyba nie
              bedziemy dyskutowac, wszak na forum gorzowsko- zielonogorskim ich chyba nie
              brakuje.
              Kolega
              > pozdrawiam goraco, a

              Ja ciebie tez pozdrawiam, kolezanko.
              • arwena Re: archetypy a mysl 26.10.01, 21:54
                Gość portalu: LAP napisał(a):
                symbol - to symbol. uproszczenie. przekaz. czegos. moim zdaniem kultury m.in.

                > > ależ broń Boże, o czym Ty mówisz? 'tudzież' oznacza 'jak i'
                > A to oczywiscie to samo oznacza. I co dalej?
                nie to samo. 'poprosze kawe tudziez ciastko'. co nie oznacza ze kawa to ciastko.

                > Nawet skladnia jezyka polskiego nie jest w stanie wpuscic w maliny. Zwyczajnie
                > ich nie lubie. Wiedz, ze gdy slysze zany chyba wszystkim tekst: " W malinowym
                > chrusciku..."
                sorki, ale to profanacja dla mnie. chrusniaku. poczytaj. klimat, nastroj,
                dusznosc, wilgotnosc... kto ze mna w maliny? jak mozna tego nie lubic?

                > Nie sadze by "niestety" bylo na wlasciwym miejscu.
                czemu nie? drobniutka uszczypliwość po prostu, poza tym moje ego niebezpiecznie
                rosnie jak znow mam racje. to napawa mnie obawa - stad to 'niestety' rowniez

                > Moze chcialem powiedziec cos innego, np. ze nawet cie polubilem
                cieszy mnie to. a dlaczego nie chcesz tego powiedziec? boisz sie 'podlizywania',
                TWA? ja uwazam ze ludziom nalezy rowniez dobre rzeczy mowic, jesli ktos kogos nie
                lubi i uwaza za palanta od razu jest to jasne na forum. sympatie natomiast sa
                pietnowane, dlaczego?

                > Nie prowadze sporu z toba, zreszta nie bylo to moim zamiarem. Wydawalo mi sie
                > ze prowadzimy luzna dywagacje na temat kulury, symbolu, archetypu, kontekstu
                > sytuacyjnego... Jak widac, piepszone uzusy spoleczne wprowadzaja nas w
                > nieporozumienie, ktore ty nazywasz sporem. O rzekomych wasniach chyba nie
                > bedziemy dyskutowac, wszak na forum gorzowsko- zielonogorskim ich chyba nie
                > brakuje.
                'spor' to nie 'wasn'. ja jestem umysl scisly.
                dywagacje bardzo mnie interesuja. po prostu mam dobre zdanie o czlowieku, umysle,
                fascynuje mnie to. nie mowie o indywidualnych przypadkach - bo te sa rozne rzecz
                jasna - ale o mozliwosciach naszych. dlatego uwazam ze wyrastamy ponad atawizmy,
                nasza wolna wola moze wiele znaczyc. mysl wyrazana przez slowa moze pociagnac za
                soba czyn, zmiane. to wszystko mozliwosci. wykorzystanie - znow niestety sprawa
                odrebna.

                > Ja ciebie tez pozdrawiam, kolezanko.
                trzymaj sie cieplo.;) a
                • Gość: LAP Re: archetypy a mysl IP: 192.109.142.* 29.10.01, 08:29
                  arwena napisał(a):

                  > Gość portalu: LAP napisał(a):
                  > symbol - to symbol. uproszczenie. przekaz. czegos. moim zdaniem kultury m.in.
                  >
                  > > > ależ broń Boże, o czym Ty mówisz? 'tudzież' oznacza 'jak i'
                  > > A to oczywiscie to samo oznacza. I co dalej?
                  > nie to samo. 'poprosze kawe tudziez ciastko'. co nie oznacza ze kawa to
                  ciastko.
                  Jasne, wiatrak, to tez nie piernik.

                  >
                  > > Nawet skladnia jezyka polskiego nie jest w stanie wpuscic w maliny. Zwycza
                  > jnie ich nie lubie. Wiedz, ze gdy slysze zany chyba wszystkim tekst: " W malino
                  > wym chrusciku..."
                  > sorki, ale to profanacja dla mnie. chrusniaku. poczytaj. klimat, nastroj,
                  > dusznosc, wilgotnosc... kto ze mna w maliny? jak mozna tego nie lubic?

                  Sorry, profanacja twojego ulubionego wierszyka wynika z nieumiejetnosci klepania
                  na klawiaturze. Znam i doceniam tekst, klimat, nastroj. Mi tylko maliny w tym
                  wszystkim przeszkadzaja.

                  > > Nie sadze by "niestety" bylo na wlasciwym miejscu.
                  > czemu nie? drobniutka uszczypliwość po prostu, poza tym moje ego niebezpiecznie
                  > rosnie jak znow mam racje. to napawa mnie obawa - stad to 'niestety' rowniez
                  >
                  Oczywiscie, ze masz racje. Wcale nie zakladalem, iz jest inaczej. Niemniej jednak
                  uwazam, iz w tych sytuacjach twe ego winno byc obojetne na takie zwyczajne
                  dochodzenie swej racji. A moze ty naszym kosztem chcesz sie dowartosciowac? Coz
                  za neurotyczna wizja! to tylko moja drobniutka uszczypilwosc, po prostu.

                  > > Moze chcialem powiedziec cos innego, np. ze nawet cie polubilem
                  > cieszy mnie to. a dlaczego nie chcesz tego powiedziec? boisz sie 'podlizywania'
                  > , TWA? ja uwazam ze ludziom nalezy rowniez dobre rzeczy mowic, jesli ktos kogos
                  nie lubi i uwaza za palanta od razu jest to jasne na forum. sympatie natomiast sa
                  > pietnowane, dlaczego?
                  >
                  Ach Arweno, gdy wyrazam swa sympatie wobec kogokolwiek, nie mysle o podlizywaniu.
                  Chyba dobrze sie o tobie wyrazam, skad wiec twe ciagle obawy, iz jest inaczej.
                  Nie wiem zatem o czym mowisz.
                  > > Nie prowadze sporu z toba, zreszta nie bylo to moim zamiarem. Wydawalo m
                  > i sie ze prowadzimy luzna dywagacje na temat kulury, symbolu, archetypu, konteks
                  > tu sytuacyjnego... Jak widac, piepszone uzusy spoleczne wprowadzaja nas w
                  > > nieporozumienie, ktore ty nazywasz sporem. O rzekomych wasniach chyba nie
                  > > bedziemy dyskutowac, wszak na forum gorzowsko- zielonogorskim ich chyba ni
                  > e brakuje.
                  > 'spor' to nie 'wasn'. ja jestem umysl scisly.
                  Tak jest 'Wasnie' Pani!
                  > dywagacje bardzo mnie interesuja. po prostu mam dobre zdanie o czlowieku,
                  umysle, fascynuje mnie to. nie mowie o indywidualnych przypadkach - bo te sa
                  rozne rzecz jasna - ale o mozliwosciach naszych. dlatego uwazam ze wyrastamy
                  ponad atawizmy, nasza wolna wola moze wiele znaczyc. mysl wyrazana przez slowa
                  moze pociagnac za soba czyn, zmiane. to wszystko mozliwosci. wykorzystanie - znow
                  niestety sprawa odrebna.

                  tak, to prawda, ale to juz inna bajka.

                  > > Ja ciebie tez pozdrawiam, kolezanko.
                  > trzymaj sie cieplo.;) a

                  • arwena Re: archetypy a mysl 30.10.01, 22:40
                    Gość portalu: LAP napisał(a):
                    > Jasne, wiatrak, to tez nie piernik.
                    sluchaj - udowadniales mi ze poprzez uzycie slowa 'tudziez' utozsamiam
                    cywilizacje z kultura. ja ci mowie, ze slowo 'tudziez' oznacza cos innego.
                    potrzebujesz Asystenta?

                    > Sorry, profanacja twojego ulubionego wierszyka wynika z nieumiejetnosci klepani
                    > a na klawiaturze. Znam i doceniam tekst, klimat, nastroj. Mi tylko maliny w tym
                    > wszystkim przeszkadzaja.
                    'chrusniaku' a 'chrusciku' to nie literowka
                    i nie jest on moim ulubionym, a juz na pewno 'wierszykiem'
                    czy ty w ogole czytasz to co ja pisze??

                    > Oczywiscie, ze masz racje. Wcale nie zakladalem, iz jest inaczej. Niemniej jedn
                    > ak uwazam, iz w tych sytuacjach twe ego winno byc obojetne na takie zwyczajne
                    > dochodzenie swej racji. A moze ty naszym kosztem chcesz sie dowartosciowac? Coz
                    > za neurotyczna wizja! to tylko moja drobniutka uszczypilwosc, po prostu.
                    powinno - a nie jest
                    i jasne ze tu sie dowartosciowuje! a po co my tu wszyscy piszemy, jak uwazasz?

                    > Ach Arweno, gdy wyrazam swa sympatie wobec kogokolwiek, nie mysle o podlizywaniu
                    to czemu to akurat przywolales? mi nigdy w zyciu na mysl by nie przyszlo, ze ktos
                    mowiac mi cos milego na forum chce sie podlizac

                    > Chyba dobrze sie o tobie wyrazam, skad wiec twe ciagle obawy, iz jest inaczej.
                    > Nie wiem zatem o czym mowisz.
                    jakie obawy? prosze konkretnie, cytujesz inne moje slowa to równiez i te poprosze.

                    prosze Cie o jedno - widzimy tutaj tylko slowa - bez intonacji, zmarszczenia
                    brwi, mrugniecia oczu. wiec czasami odbiera sie te slowa inaczej, niz to
                    zamiarował nadawca. trudny kanal po prostu.
                    zatem jesli wkladasz w moja klawiature jakies slowa, obawy, etc - to jednak
                    prosze o cytowanie.

                    pozdrawiam jednakowoz goraco:)
                    a
                    • Gość: LAP Re: archetypy a mysl IP: 192.109.142.* 31.10.01, 09:29
                      arwena napisał(a):

                      > Gość portalu: LAP napisał(a):
                      > > Jasne, wiatrak, to tez nie piernik.
                      > sluchaj - udowadniales mi ze poprzez uzycie slowa 'tudziez' utozsamiam
                      > cywilizacje z kultura. ja ci mowie, ze slowo 'tudziez' oznacza cos innego.
                      > potrzebujesz Asystenta? Nie, nie potrzebuje zadnego asystenta. Niestety nie
                      rozumiem twojego oburzenia.
                      >
                      > > Sorry, profanacja twojego ulubionego wierszyka wynika z nieumiejetnosci
                      klepania na klawiaturze. Znam i doceniam tekst, klimat, nastroj. Mi tylko maliny
                      > w tym wszystkim przeszkadzaja.'chrusniaku' a 'chrusciku' to nie literowka
                      > i nie jest on moim ulubionym, a juz na pewno 'wierszykiem'
                      > czy ty w ogole czytasz to co ja pisze??
                      Poczulem sie jak w szkole. Tak, oczywiscie, ze czytam to, co ty piszesz. Zmieni
                      twoja negatywna opinie o mnie? Nawet jesli nie byla to z mojej strony literowka,
                      to i tak nie masz podstaw do takich "oburzen". Mi wydawalo sie, ze tematem
                      naszych rozwazan nie sa maliny, tylko istota mysli, archetypu...

                      > > Oczywiscie, ze masz racje. Wcale nie zakladalem, iz jest inaczej. Niemniej
                      > jednak uwazam, iz w tych sytuacjach twe ego winno byc obojetne na takie
                      zwyczajne dochodzenie swej racji. A moze ty naszym kosztem chcesz sie
                      dowartosciowac
                      > ? Coz za neurotyczna wizja! to tylko moja drobniutka uszczypilwosc, po prostu.
                      > powinno - a nie jest
                      > i jasne ze tu sie dowartosciowuje! a po co my tu wszyscy piszemy, jak uwazasz?
                      >
                      Ja chcialem dla wlasnej przyjemnosci pogaworzyc sobie z wami. Jesli chcecie
                      serwowac sobie madre cytaty innych, bawcie sie beze mnie. Dla mnie forma
                      dowartosiowania jest skupienie, rozwazanie, o czyms, co wczesniej poznalem,
                      przeczytalem. Jesli sie tym z kims dziele, to nie po to, by sie dowartosciowywac.
                      Znam swoja wartosc, po co mi zludzenia, ze jest inaczej?

                      > Ach Arweno, gdy wyrazam swa sympatie wobec kogokolwiek, nie mysle o podlizywaniu
                      > to czemu to akurat przywolales? mi nigdy w zyciu na mysl by nie przyszlo, ze
                      ktos mowiac mi cos milego na forum chce sie podlizac
                      >
                      Jasne
                      > > Chyba dobrze sie o tobie wyrazam, skad wiec twe ciagle obawy, iz jest
                      inaczej. Nie wiem zatem o czym mowisz.
                      > jakie obawy? prosze konkretnie, cytujesz inne moje slowa to równiez i te
                      poprosze.
                      > prosze Cie o jedno - widzimy tutaj tylko slowa - bez intonacji, zmarszczenia
                      > brwi, mrugniecia oczu. wiec czasami odbiera sie te slowa inaczej, niz to
                      > zamiarował nadawca. trudny kanal po prostu.
                      > zatem jesli wkladasz w moja klawiature jakies slowa ?
                      , obawy ?
                      , etc ?
                      - to jednak
                      > prosze o cytowanie.

                      Chyba zboczylismy od wlasciwego tematu. Jesli prosisz o cytaty, zatem sluze
                      pomoca:
                      "Ja zwyczajnie dobrze tylko zaczynam, z koncem jest chyba gorzej"




                      >
                      > pozdrawiam jednakowoz goraco:)
                      > a

    • Gość: kilowat Re: archetypy a mysl IP: *.zgora.dialog.net.pl 29.11.01, 13:41
      arwena napisał(a):

      > pozwolilam zalozyc sobie nowy watek
      >
      > gosc w tempo napisal:
      > >> nie za okrucienstwo mysli - za okrucienstwo czynow
      > >no tak...
      > tak - i slow!
      > >> mysl tworzy - a co z archetypami????
      > > nie mówiłem, że archetyp coś tworzy - można go rozpoznać w pewnych
      > > powtarzających się sytuacjach. Nie przekreśla to tego, iż "myśl tworzy",
      > > zapewne także archetypy...
      > nie tak
      > archetyp wylozyles dokladniej wczesniej, nie bede tu szukac definicji
      > mowilismy ze mysl jest na niego nakladka tylko, ktorej nie widac (twoje zdanie)
      >
      > lub ktora akcentuje i przewaza (moje zdanie)
      > pozdrowka
      > a
      >

      Sądząc po ilości wątków (czytaj śmietników), w których jesteś obecna masz groch z
      kapustą w głowie i nic Ci nie pomoże dopóki nie zidentyfikujesz się ze swoją
      matką i nie posłuchasz ojca. A jak chcesz nawiązać partnerska dyskusję z
      chłopakami z tego wątku to nie musisz wcale czytać junga tylko gramatykę
      transformacyjną noama chomsky'ego i zagniesz ich w try miga i będą robić to co
      uwielbiasz - podziwiać Cię wirtualnie. Aha i wcale nie jesteś brzydka. Pamiętaj.
      Tato. Mama Cię też lubi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka