Gość: recenzent
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
30.04.06, 17:55
Chciałbym zainaugurować w tym medialnym forum cykl recenzji twórczości
zielonogórskich mediów. Rozpocznę od programu Zielonogórsko-Nowosolskiej
Kablówki p.t. "GAJA WAS URZĄDZI". To właśnie ów program zainspirował mnie aby
stworzyć tu dział recenzji - na pochybel twórcom, którzy mają swoich
widzów/słuchaczy/czytelników za idiotów LUB na ich cześć (twórców).
GAJA WAS URZĄDZI to z pewnością i w założeniu program sponsorowany przez
tytułową firmę. W założeniu też pewnie miał być odpowiedzią/kopią/kontynuacją
(do wyboru) na program "KTO WAS TAK URZĄDZIŁ", którego powtórki obecnie można
oglądać w godzinach nocnych w TVN. Generalnie chodzi o to, że firma (w tym
przypadku GAJA) remontuje kible telewidzom na własny(?) koszt. I ten remont
pokazuje telewizja. Program w TVN był zwięzły, dynamiczny, czasem ciekawy i
miał PROWADZĄCĄ. Program w Kablówce generalnie programem telewizyjnym nie
jest. To zlepek amatorskich obrazków, które suma sumarum stają się
ANTYREKLAMĄ firmy dającej swą nazwę w tytule owego ANTYprogramu!
"GAJA WAS URZĄDZI" to "program" bez żadnego pomysłu, żadnego sensu i żadnej
koordynacji. Bez początku i konca. To wolna amerykanka w wykonaniu
dekoratorki wnętrz, której przypięto mikrofon do koszuli na ramiączkach
odsłaniającej nie tylko dekolt, ale i metkę biustonosza i kazano poprowadzić
program. W tak zwanym międzyczasie przed kamerą przewijają się panowie
Grzesie, Wojtki, Sebastiany nijak nie wiedzący o co chodzi w tym
przedsięwzięciu (bynajmniej tak to wygląda na ekranie).
Pierwsze kilkanaście minut to wizyta w toalecie przygotowanej do remontu.
Gołe ściany poznajemy dzięki wnikliwej wiwisekcji kamerzysty programu, który
jeździ kamerą po cegłach w tę i z powrotem. Pani Prowadząca ucina sobie przed
kamerą kwadrans pogawędki z panem Grzesiem z Gaji. Wygląda to tak jakbym to
ja chwycił za kamerę i nagrał rozmowę żony z hydraulikiem. Pani Prowadząca
(niewątpliwa perła tegoż programu) nie spogląda do kamery, nie ma żadnego
kotaktu z widzem, tylko gada, gada, gada do pana Grzesia o jakiś wymiarach,
centymetrach, pułkach, grzejnikach, umiejscowieniach, kolorach, terminach...
W tym czasie kamerzysta potyka się o narzędzia czego efektem jest fruwająca
po sufitach kamera. Przez kwadrans tej z pewnością miłej konwersacji
pracowników Gaji na ekranie oglądamy kalejdoskop cegieł, ścian i sufitu.
Widać też kawałek biustu Pani Prowadzącej tudzież kawałek twarzy pana
Grzegorza. Kadry to wysmakowane i przemyślane... Prowadzący program wspólnie
dochodzą do wnisoku, że trza kupić grzejnik...
GRZEJNIK - to clou programu GAJA WAS URZĄDZI.
Przenosimy się wraz z Panią Prowadzącą (i wciąż potykającym się operatorem
kamery) do Gaji w poszukiwaniu grzejnika do łazienki telewidza, któremu
Kablówka i Gaja remontuje WC. Poszukiwanie grzejnika (jak jakiego Grala) jest
największą atrakcją tej telewizyjnej superprodukcji. Poziom absudru i
groteski przewyższają tu wszelakie stężenia Mróżków i innych Barejów.
Prezenterka podchodzi do stoiska, gdzie sprzedający rozmawia z klientem
i woła:
- "Panie Tooomku, Panie Tooomku!"
Pan Tomasz odchodzi od klienta i wdaje się w dyskusję z Prowadzącą. Trwa to
godziny. To kolejna rozmowa z cyklu "reality show" lub "z archiwum domowej
kamery" - nikt tu nie zwraca uwagi na kamere (widza), a kamera nie zwraca
uwagi na prowadzących jeżdżąc bez pomyślunku po ścianach, folderach, kasach
fiskalnych i innych zakazanych rewirach;) Pani Prowadząca nawołuje do kamery
kolejnego pracownika, ale tego nie widać więc stwierdza:
- "Gdzie jest Wojtek? Aaaa Wojtek jest zajęty... Wojtek chodź tu do nas!"
Kamera przejeżdża na Pana Wojtka.
Pan Wojtek zostawia klienta, z którym rozmawia i idzie w stronę kamery.
Następuje poszukiwanie grzejnika przyspieszane (wreszcie!) przez montażystę,
który serwuje nam w podkładzie ni mniej ni więcej, ale dźwięk... roju much...
W końcu (UFF) okazuje się, że nie ma na zapleczu Gaji owego grzejnika, który
przecie twórcy programu wytypowali do zaistnienia w programie!!!
Następują kolejne dialogi rodem z "MISIA":
- "Musi być [grzejnik] w ciągu tygodnia" - mówi do pana Sebastiana Prezenterka
-"Nie, będzie w ciągu dwóch tygodni" - odpowiada pan Sebastian.
Inny sprzedawca Gaji w polarku z kapturem wtóruje:
-"3 tygodnie!" - chodzi o grzejnik.
-"Nie może być 3 tygodnie" - odpowiada pani Prowadząca argumentując, że
Grzesiu czeka w wychodku klienta "i robota pali mu się w rękach"
Ten spektakl między półkami i sprzedającymi w Gaji trwa lwią część programu i
kończy się (wszystkie cytaty są prawdziwe, wynotowałem je podczas powtórki
programu) stwierdzeniem Prowadzącej z metką stanika na ekranie:
-"My już CHYBA państwu podziękujemy..."
Program się kończy, kamerzysta raz jeszcze się potyka (czego po raz kolejny
nożyczki montażysty nie wycinają) i następują plansze końcowe ukazujące ogrom
ludności pracującej nad tym niewątpliwym, telewizyjnym dziełem...
Najciekwaszym jest fakt, że widz nie otrzymuje puenty w postaci
wyromontowanej przez Gaję toalety. Po prostu program się urywa z zapewnieniem
Pani Prowadzącej o fakcie, że Grzesiu tam pracuje, że jutro go odwiedzimy, że
cuś na pewno tam zrobi przez ten czas. Z niecierpliwością więc widz oczekuje
na rozwój wydarzeń.
Przyznam, że czegoś takiego w historii zieleonogórskiej (i nie tylko)
telewizji jeszcze nie widziałem! Oczywiście można uznać to za świetną
komedię, ale to jednak naciągana teoria bo program od początku stara się być
śmiertelnie poważny. Eliminując więc pastiszową nutkę otrzymujemy jedną
wielką, nieprzygotowaną i żenującą degrengoladą, którą wciska się widzowi
wszechobecnymi zwiastunami jako kablówkową superprodukcję.
Wiem jedno. Gaja mnie tak urządziła w telewizorze, że moja noga raczej nie
postanie w tym przybytku. Zwłaszcza, że na grzejnik trza czekać 3 tygodnie.
Nawet w telewizji. Chyba, że telewizja naprawdę kłamie;)
GAJA WAS URZĄDZI. Zielonogórsko-nowosolska Kablówka. Piątek. Godz. 17.45.
Powtórki - cała masa:)