Dodaj do ulubionych

Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach

29.03.07, 07:32
kubicki pokazał swoje prawdziwe oblicze. Wtórowanie Prezesowi Spółdzielni w
takim traktowaniu pokrzywdzonych przez los mieszkańców jest karygodne.
Obserwuj wątek
    • kumak13 Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach 29.03.07, 07:34
      kubicki pokazał swoje prawdziwe oblicze. Wtórowanie Prezesowi Spółdzielni w
      takim traktowaniu pokrzywdzonych przez los mieszkańców jest
      karygodne.Obcesowe traktowanie matki chorego dziecka zasługuje co najmniej na
      potępienie.
      • Gość: sss 25 Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 29.03.07, 08:03
        kumak moze powiesz kto ma za tych dłuzników płacic ? bo długi tych ludzi
        wynosza juz 1.5 miljona zł !
        • Gość: Look Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.zgora.dialog.net.pl 29.03.07, 08:11
          Proponuję zgłosić się do ojca dyrektora - z pewnością pomoże, o każdej porze...
          a tak poważnie, ta cała komisja nie powinna podejmować tak ważnych dla ludzi
          decyzji jak eksmisja tylko na podstawie papierów. trzeba pójść do takiego
          lokalu, porozmawiać, zrobić jakiś wywiad społeczny, poznać sprawę możliwie
          dogłębnie, a nie szast prast i rodzina ma dramat, ciekawe gdyby nam się powinęła
          noga, stracilibyśmy pracę i zalegali przez kilka miesięcy z czynszem, to też nie
          prosilibyśmy o wyrozumiałość? Najłatwiej powiedzieć "kto ma za to płacić?"
          • Gość: franek Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.gala.net.pl 29.03.07, 11:47
            gdzie wrażliwość społeczna u młodego lewicowego prezydenta? podwyżki czynszu w
            mieszkaniach komunalnych to jeszcze jeden przykład braku tej wrażliwości; w
            mieszkaniach komunalnych mieszkają ludzie niezamożni; tacy, którym się trochę
            lepiej powodzi, wykupili mieszkania; ci biedni mieszkają dalej w zasobach
            miejskich i , często trudno im zapłacic ten czynsz, ktory jest teraz; prezydent
            chce mieć więcej ludzi, ktorzy mają długi z tytułu niepłacenia czynszu; młody
            ale niewrażliwy facet! nie ma pomysłów, ktore powinny być atutem lewicowego
            działacza; nie dziwię się już od kiedy zatrudnia i ,pracuje z zastępcami,
            którzy nie są z lewicy, a głosowalem na niego, żałuję ; brak pomysłów,
            inwencji, na którą liczyło wielu młodych i nie tylko, wyborców....
        • Gość: Marcin Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 29.03.07, 12:23
          1.5 mylijona?
        • Gość: czytelnik Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 29.03.07, 18:01
          Jak szukać oszczedności i zmniejszyć czynsze aby członkowie spóldzielni mogli
          płacic nie robiąc długów?To proste.ZPodzielić spoldzielnię,likwidować
          biuralistów Spóldzielni włącznie z prezesami i zarządem a na ich miejsce
          powołać administratorów.
      • Gość: ? Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 08:41
        co oni tam mają za prezesa? to jakiś kosmita?
      • Gość: bajkopisarz dopuścić do takiego długu???????? IP: *.ztpnet.pl 29.03.07, 12:27
        jak to możliwe?
        Mieszkaliśmy w 5 osób na 29 metrach. Nie mieliśmy długów, ale dwoje chorych
        dzieci tak. Nie robiliśmy z tego powodu szumu.
        Niestety za wszystko trzeba płacić.
      • Gość: ja Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 01.04.07, 12:56
        panstwo rogaccy placa miesiecznie 600 zl za czynsz,nie placli przez 5 lat to
        jest rocznie 7200 tys,zl.=36000tys.zl.-15000 tys zl. wplacone =21000tys
        zl.,ktore chca wplacic ale nie moga poniewaz" biczyk" nie chce ich pozostawic
        na mieszkaniu.nie zadaja od nikogo pomocy finansowej tylko chca sprawiedliwosci
        i pomoc wszystkim czlonkom spoldzielnii uwolnic ich od takiego tyrana.
    • Gość: glosy zasadnosc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 08:23
      w moim bloku dlugi siegaja 100.000. - jedno mieszkanie zalega od roku 59 tys. i
      nikt nikogo nie eksmituje!!!!
      o co tu chodzi?
      ta rodzina zalazla komus za skore?
      a co robila poprzedniczka kubickiego?
      co robil budziski i pis rok wczesniej?
      zapomnieli o tej rodzinie czy sprawa nie byla tak medialna
      wspolczuje tej rodzinie
      • Gość: MOPS Re: zasadnosc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 08:39
        Czytaj z zrozumieniem.Dopiero niedawno przydzielono tej rodzinie lokal
        socjalny,więc rok temu nie potrzebowali interwencji.
        • Gość: glosy Re: zasadnosc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 08:46
          niedawno przydzielono - wiec wczesniej sie starano
          wczesniej wiedziano o skutkach i mozna bylo podjac pewne dzialania, miasto
          rowniez moglo cos wczesniej zrobic.

          przyczyna byla znana juz
          byl czas na dzialanie
          lepiej zapobiegac pewnym zdarzeniom, aby pozniej nie interweniowac
          wspolczuje rodzinie

          po fakcie wszyscy sa madrzejsci i wielu moze sie wtedy wykazac
          a gdzie rozwiazania systemowe?
          ktos juz o tym pisal....
          gdzie MOPS i inni???
          dzialaja pod presja mediow i politykow?
          a w normalnym trybie?

          • Gość: czytelnik GL Jak mieszkać w 5 osób IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.07, 10:26
            Szanowni Państwo !

            Gdzie w takiej sytuacji są wielcy orędownicy życia od poczęcia do naturalnej
            śmierci - Panowie Giertych i Rydzyk ? Gdzie tutaj odrobina ludzkiej godności,
            gdzie sprawiedliwość społeczna i w końcu - gdzie garstka wyrostków z
            giertychowskiej Młodzieży Wszechpolskiej ? Tutaj ich Państwo nie znajdą, a
            jedynie tam, gdzie można zbić kapitał polityczny i pozyskać głosy wyborców!!!!
          • Gość: mbi1 60 tys dlugu?? IP: *.zgora.dialog.net.pl 30.03.07, 08:54
            to ile czynsz wynosi? nawet niech 700-800 zł to nie płacili chyba z 5 lat
            biorąc nawet pod uwage odsetki,zastanawiam sie co robili 2-3 lata temu,mysleli
            ze nigdy nie beda placic?? dziwne postepowanie tych ludzi.
        • Gość: Maraczek Re: zasadnosc IP: *.zgora.dialog.net.pl 29.03.07, 09:02
          Ty natomiast myśl logicznie. Problem wspomnianej rodziny (nie tylko ta rodzina
          wymaga pomocy, z uwagi na niepełnosprawne dziecko)powstał kilka lat temu. Co z
          tym zrobiła p. Poronowicz i jej radny Budziński w latach 2003-2006. Eksmisja
          jako owoc braku działań rodziny i poprzedników wystąpiła teraz, więc podjęto
          taką decyzję. Natomiast należy się przyjrzeć postępowaniu p. Rogackich. Chcącemu
          nie dzieje się krzywda.
          • Gość: golec Re: zasadnosc IP: *.gala.net.pl 29.03.07, 11:58
            w tym ultrakatolickim kraju nie podaje się ręki bliźnim, rodzinom, które
            znalazły się w trudnej sytuacji; gdzie jakaś pomoc współparafian? księdza?
            innych, może rodziny? tak sobie pomagamy a władza jest taka sama jak wszyscy
            dokoła- to katolicki kraj- katolicy są hienami dla siebie- homo homini lupus!
            walczą o życie poczęte, ale w imię tego życia z nienawiści i z groźbami śmierci
            łażą w manifestacjach
    • Gość: ja Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 29.03.07, 10:12
      tytul powinien brzmiec;jak mieszkac w 64 m ,miec dwa samochody,biznes i nie
      placic czynszu od 10 lat.Poradz sie Rogackiego i Budzinskiego.
      • Gość: Edek Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.07, 10:33
        Panie Prezydencie Kubicki !!!

        Jeżeli nie interesują Pana takie tragedie ludzkie i nie jest Pan zainteresowany
        ich załatwieniem, to co Pana interesuje ? Pieniążki otrzymywane z Ratusza i
        koleżeńskie układy, na których może Pan zarobić ? Napewno w następnych wyborach
        nie otrzyma Pan mojego głosu i głosów członków mojej rodziny, gdyż Pan na to
        nie zasługuje. Niech się Pan wstydzi !!!!!!!!!!!!
        • Gość: ele. Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 29.03.07, 11:36
          jak nie placi 10 lat ! a ma 2 samochody to jest normalne ? Edek ty przynies w
          zebach do spółdzielni cały zaległy czynsz z odsetkami ! to wtedy mozna cie
          uznac za przyjaciela Rogackich ! ale ty edek nie dysponuj pieniedzmi
          spółdzielczymi bo inni juz psestali miec ochote sposorowac tego pana
          Rogackiego ! [ a media trzeba płacic ! woda zimna ciepła podatek gruntowy
          scieki smiecie ] te instytucje nie pytaja skad forsa ! oni żadaja zaplaty i
          trzeba płacic ! [ za Rogackiego tez ! ] choc facet od 10 lat nie płaci !
          REASUMUJAC EDEK PŁAC ZA NICH ! BEDZIESZ MIAŁ MORALNE PRAWO TU PYSZCZYC !
    • Gość: Dominika Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.zacisze.zgora.pl 29.03.07, 11:38
      3 osobowej rodzinie przydzielono lokal socjalny 31m
    • Gość: ele. Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 29.03.07, 11:42
      kumak13 ! pokaz ty prawdziwe oblicze i spłac zadłurzenie tego Rogackiego ! lub
      opłacaj na bierząco jego czensz ! wtedu uwieze w twoje oblicze !
      buhahahahahah tak na czyjs koszt mozna sie bawic , ale jak bys kumak miał
      tego rogackiego wziasc na własne utrzymanie to inaczej bys tu śpiwał !
      cieniutko falsecikiem ! ci ci ci ci !!! buhahahah śmieszni pajace !
      • Gość: nemo Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 12:06
        ele i ja to Biczyk.Idź gościu do roboty,a nie wal w klawiaturę w domu.
      • Gość: kajka Rogaccy nie płacili od lat,ale dobrze im się IP: *.ztpnet.pl 29.03.07, 12:14
        powodziło. A teraz mają żal! Do kogo i o co? Trzeba było spłacać ratami
        wcześniej,nie byłoby takiego długu.A teraz szukanie winnego.
        Rodzin z chorymi jest mnóstwo i nie każdy liczy ile metrów mu się NALEŻY!!!!!!
    • Gość: hoho zanik mięśni IP: *.ztpnet.pl 29.03.07, 12:42
      pewna rodzina -/dwie osoby chore na zanik mięśni,trzecia osoba- matka, porusza
      się o kulach/. Mieszkają na trzecim piętrze, bez ciepłej wody,piece, ubikacja
      wspólna na półpiętrze. NIE MAJĄ DŁUGÓW, samochodu. Los ich okrutnie doświadczył.
      Żadna gazeta o nich nie pisała. Ale teraz...może poproszą o jakieś większe i
      wygodniejsze mieszkanie, za darmo oczywiście!
    • Gość: Graphis Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.uz.zgora.pl 29.03.07, 12:42
      Może by tak Biczyka wyeksmitować ze spółdzielni??????
      • Gość: fakir może się zrzucimy i spłacimy IP: *.ztpnet.pl 29.03.07, 13:12
        współczuję rodzinie, ale nie rozumiem.To wcześniej nie było wiadomo o długu,
        który zawsze rośnie, żadnych rozmów ze Spółdzielnią?
        Chyba Państwo przesadzacie z tą dobrocią. To co? Każdy tak może? Nie płacić a
        póżniej jeszcze wymagać?
        • Gość: rysiu Re: może się zrzucimy i spłacimy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 13:17
          Pan Rogacki dwa samochody i biznes w Zielonej Górze i Zatoniu /oczywiście nie
          na siebie/. Jedne z samochodów to BMW.
          • Gość: zielonogórzanin Re: może się zrzucimy i spłacimy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.04.07, 09:36
            Po PIERWSZE, wyjaśniono już, że to mieszkanie ma nie 26m2, lecz ok. 40m2.
            Czyżby celowa zagrywka, znanego ze swego cwabiactwa i bycia Wielkim, pana
            Rogackiego????????
            Po DRUGIE, ilu jest ludzi, którzy ledwo wiążą koniec z końcem, ale dla nich
            podstawą jest po pierwsze spłacanie wszelkich należności!!!!!!!!! Nie proszą,
            nie narzekają, nie zalegają, potrafią sobie odmówić wszelkich innych
            dobrodziejstw i żyć skromnie, i z honorem???? Przeciwnie - do państwa
            Rogackich - biznes, samochody, itp.
            Po TRZECIE, jeśli sytuacja zaczęła się walić, to trzeba było od razu zakasać
            rękawy i wziąć się samemu - panie Rogacki - do pracy, stanąć za ladą,
            zrezygnować z dodatkowych pracowników, zawsze byłyby oszczędności!!!!! A może
            tak jeszcze jakieś dodatkowe zajęcie - np. stróżowanie, dozorowanie,
            sprzątanie, itp.
            Po CZWARTE, kto z nas liczy, że w chwili znacznego opóźnienia opłat i zalegania
            z nimi będzie zwolniony od karnych odsetek???????? Kto z nas byłby takim faktem
            mocno zdziwiony, chyba wszyscy oprócz państwa Rogackich!!!!
            Super zasada państwa Rogackich (przeniesiona na trochę inny teren wyglądałaby
            tak): weź kredyt, nie spłacaj go w terminie, a po kilku latach bądź zdziwiony,
            że kredytodawca żąda od Ciebie zaległośći wraz z karnymi odsetkami. W końcu
            taki kredytodawca powinien się cieszyć, że w ogóle mamy ochotę mu co nieco
            oddać, lub tyle ile nam dał przed laty, w końcu te jego pieniądze już dawno
            przejedliśmy, więc skąd wziąć je na nowo?! Co Wy na to?
            PODSUMOWUJĄC - dajmy sobie spokój ze sprawą państwa Rogackich, z naszym
            współczuciem dla nich. Naprawdę, jeśli się tylko rozejrzymy, to zauważymy wielu
            innych, tych skromnych, a o wiele bardziej potrzebujących naszego wsparcia.
            Zainteresowanych zapraszam do pierwszej lepszej fundacji pracującej na rzecz
            biednych, niepełnosprawnych, cieżko chorych, osamotnionych.

        • Gość: Pawcio Re: może się zrzucimy i spłacimy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 14:18
          No właśnie rozmowy były i to podczas nich Biczyk dał sięnagrać.Nie dziwie
          się,że Kubicki pomaga Biczykowi.Przecież preses podczas wyborów udostępnił
          ściany budynków na bilbordy Kubickiego.I czego tak naprawdę chcecie od tego
          Rogackiego.Radio podawało,że chce spłacić dług.Więcej daj nam Boże takich
          dłuzników.
          • Gość: spół. Re: może się zrzucimy i spłacimy IP: *.ztpnet.pl 30.03.07, 10:53
            Pawcio !!!! ty kłamliwy brudasie ! co słowo to kłamstwo ! Kubicki miał bilbordy
            na os. pom. ale na stelarzu metalowym [ stał na trawie koło plusa ! ] Radio
            powiadało ? to idz do radia ! moze zapłacą za Rogackiego ! Są wile rodzin z
            chorymi dziecmi chorymi członkami rodzin i nikt ! z kulawej prasy i nawet
            kulawy Budzyski nie interesował sie tymi ludzmi !
            • Gość: Cieć Re: może się zrzucimy i spłacimy IP: *.ztpnet.pl 02.04.07, 06:46
              Billbordy Kubickiego wisiał spól.na blokach na Oś.Pomorskim i Śląskim.
    • Gość: z Pomorskiego Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.zgora.dialog.net.pl 29.03.07, 15:32
      W tej spółdzilni na Os. Pomorskim stale są awantury prezesa z mieszkańcami.
      Takich cyrkow nie ma w największej Zielonogórskiej Spółdzielni
      Mieszkaniowej.Prezes zapomiał, że ma pensję płaconą z tego co wpłacaja do
      spółdzielni ci wstrętni mu mieszkańcy.
      • Gość: anty pomorsk. Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 30.03.07, 10:57
        gosciu z Pomorskiego , awantury są z kliką nierobów nieudaczników ! to wy
        plujecie ,rzygacie ,smierdzace paszkwile piszecie do gazet . a MIESZKANCÓW
        ZOSTAWCIE W SPOKOJU BO MYSZKANCY TO MY A NIE WY PRYMITYWY !.
    • Gość: MK33 Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.chello.pl 29.03.07, 16:44

      To zupełnie nie mieści się w głowie! Czy rzeczywiście nie ma siły
      ażeby pomóc tej nieszczęsnej rodzinie? Co na to organizacje kobiece?
      • Gość: anka Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 29.03.07, 20:07
        kilka miesięcy długu???? to musiało być kilka lat!!!! Ładna sumka sie
        uzbierała. ja może też nie będę płacić za moje mieszkanie, a jak dojdzie do
        eksmisjii to jeszcze będę sie awanturować, ze standard za niski. Bezczelność.
        jak mnie nie stać na mieszkanie, to przeprowadzam sie do czegoś mniejszego i
        tańszego, to chyba logiczne. Zaraz odezwie się kilku forumowiczów, że jestem
        bez serca. Niestety nie ma nic za darmo, nie żyjemy już w komunie. Szlag mnie
        trafia jak czytam coś takiego. Barak bym im przydzieliła
        • Gość: vts Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 29.03.07, 20:13
          na oko chyba z 10 lat nie płacą
          • Gość: miks Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.07, 20:57
            no właśnie , najlepiej nie płacić, takich mądrali jest bardzo dużo a reszta
            cierpi i płaci za nich.
            Trzeba płacić a jednocześnie szukać pomocy w trudnej sytuacji, jest wiele
            możliwości pomocy, nawet radni mogą się zrzucić co jakiś czas, forumowicze też,
            a już opatrzność boża w szczególności
        • Gość: diagnosis Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 29.03.07, 22:54
          anka i vts to prezes
          • Gość: franek Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 23:20
            żal mi tych ludzi ale w tym przypadku PiS /czytaj/ komuna skończyła się już
            dawno.A radny PiS czy czasami nie chce zbić kapitału przy tej rodzinie?.Ciekawe
            dlaczego nie poszedł z eksmitowaną rodziną do prezesa a może powinien pomóc
            materialnie też.Bo PiS to przecież wszystkim po równo solidarne państwo.
            • Gość: MX Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 29.03.07, 23:28
              A dlaczego SLD-owski prezydent nie zajął się tą rodziną? Pieprzyć PiS,ale
              tylko radni tej partii zajeli się sprawą.Gdzie lewicowa wrażliwość Kubickiego?
              Starczyło tylko na kampanię wyborczą?
              • Gość: ele Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 30.03.07, 11:09
                gosciu MX ! ty idioto internetowy Kubicki ma rzadzic a nie wrazliwosc dla
                pisowców uprawiac ! ty debilu Kubicki rzadz wszystkimi zielonogórzanami a nie
                kolesiami z Pisu !!!! ty miernoto pisowska zapłac za tego Rogackiego !
          • Gość: ele Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 30.03.07, 11:05
            a ty diagnosis !? to kto Rogacki ? czy Budzynski z [ PISu ] ? Anka napisała
            merytorycznie bez polityki . brawo anka !
        • Gość: ele Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 30.03.07, 11:03
          anka ! narescie logiczna wypowiedz , kilka lat musiał zbierac na ten
          dług,beszczelnosc Budzyskiego z [ PISu ] ze morde drze za kolesiem !!!!!!!!!
          hanba Budzyski !!!!!!!
      • Gość: spól. Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 30.03.07, 11:00
        MK33 . są ! wez chłopie na własny rozrachunek tych lokatorów !!!! nie gadaj
        tylko rób ! spłacaj ich co miesieczny czynsz!!!! to bedzie dobry uczynek.
    • Gość: Lecho nie kupili mieszkania na wlasnosc ? IP: 80.48.187.* 30.03.07, 00:31
      Dziwna sprawa. Wlasny interes, dwa sklepy, a mieszkanie nie wykupione ? 60 tys
      dlugu. To chyba za 100 miesiecy ?
      • Gość: ludzie są różni Re: nie kupili mieszkania na wlasnosc ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.03.07, 00:39
        Niektórzy myśłą że żyją od zawsze w solidarnym państwie i zawsze ktoś im coś
        da.Kiedyś mamiły tym komuchy teraz mami tym PiS.Choć zawsze należy taki
        przypadek rozpatrywać indywidualnie i dać szanse na spłate.
    • Gość: kazik Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.03.07, 07:51
      popytajcie w hurtowniach jaki to "solidny i uczciwy"klient i płatnik
      widocznie w życiu prywatnym tez
    • Gość: olo Jak mozna mieszkać za darmo i nie płacić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.07, 08:13
      Ludzie czy wy uważacie że jesli ktos nie płaci przez kilka lat to z naszych
      pieniędzy pownniśmy im zapewnić warunki? To może szyscy przestańmy płacić, a
      przynajmniej niech przestaną płacić renciści, inwalidzi czy emeryci. My za to
      zapłacimy. To jakaś paranoja.
      • Gość: misiol Re: Jak mozna mieszkać za darmo i nie płacić? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.03.07, 08:49
        Kubicki i Nesterowicz sprzyjają Biczykowi ,gdyż w wyborach w 2006 roku
        udostępnił im teren i bloki spółdzielni na bilbordy.
        • Gość: wściekła Ja też mam chore dziecko!!!!!!!! IP: *.ztpnet.pl 30.03.07, 09:11
          Misiol daj sobie spokój z tymi panami.Nie o nich tu chodzi!!!!
          Też mieszkam na Śląskim,trzecie piętro!! mam bardzo chore dziecko od
          urodzenia!!!Rozszczep kręgosłupa, wodogłowie, szpotawość kończyn itd. wymieniać
          jeszcze?
          Byłam u prezesa, kiedy miałam kłopoty z czynszem po trzech miesiącach!
          Nie czekałam latami,aż dług urośnie. Nie mam biznesu, samochodów, mam dwie ręce
          i byłego męża,którego chooba dziecka przerosła.
          Pani Rogacka, wstyd mi za panią.Żeromski dopiero teraz zajął sie panią?
    • Gość: lizka nie widzę w słowach prezesa nic, co by mogło być IP: *.ztpnet.pl 30.03.07, 09:20
      uznane przeciwko niemu!! Ciekawe,że pani Rogacka pomyślała wcześniej o nagraniu
      rozmowy!! To świadczy o uczciwości prezesa. Nie daje się przekupić!!!
      Proponuje mieszkanie dwupokojowe. To mało?
      Panstwo Rogaccy mogą przenieść sie na Objazdową jak im nie pasuje!
      • Gość: Dialog Re: nie widzę w słowach prezesa nic, co by mogło IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.03.07, 09:47
        wściekła i lizka to znowu Biczyk albo jego żona.Nadają z chałupy 2 klatki obok
        Rogackiego:)
    • Gość: bezik Szymańscy z Pomorskiego! eksmisja IP: *.ztpnet.pl 30.03.07, 09:24
      Ta rodzina /chyba 8-10 osobowa/, miała swego czasu także eksmisje do mniejszego
      lokalu wraz z chora babcią. Ale byla za mało cwana,żeby robić szum wokół swoich
      długów, cieszyli się,że nie wylądowali na działkach!
      • Gość: lizka Do "Dialoga"- IP: *.ztpnet.pl 30.03.07, 10:26
        "lizka" to ja, nie prezes. Mam prawo do wyrażenia swojej opinii, a ona jest
        właśnie taka. I nadal ją potwierdzam.Kto przychodzi z zamiarem nagrania
        rozmowy? Szczególnie gdy się jest samemu nie w porządku? Dług jest tu oczywisty
        i nie ma co szat drzeć!
        Śledzimy z sąsiadami tę dyskusję, /sąsiadka miała także długi w spółdzielni-
        cztery miesiące/.Myślała o tym wcześniej, jak z nich wybrnąć. Nie czekała na
        cud.
        Więc "Dialogu", jak nie masz nic do powiedzenia, to przede wszystkim nie
        mieszaj.
        A za darmo to można mieszkać tylko w lesie, i to też nie zawsze.
    • Gość: kasa Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 30.03.07, 11:17
      zauwazylem,za jest wielu furmowiczow,ktorym lezy na sercu
      los "pokrzywdzonym" Rogackim.Proponuje zeby Ci wszyscy przekazali pieniadze
      na konto spoldzielni\latwe to\,okaze sie na ile pyszcza a na ile sa tak
      zatroskani.Mam nadzieje ,ze pierwsi beda: Budzinski i Zeromski,ktory wykluczal
      czlonkow ze spoldzielni za nie placenie czynszu.Kpina.
      • Gość: Dialog Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.03.07, 13:41
        sss 25,bajkopisarz,ja,ele,kajka,hoho,spół,anty pomorsk.anka,wściekła ,lizka a
        teraz kasa co Biczyk? Język masz charakterystyczny.Taki sam w radiu i
        telewizji.Choćbyś nie wiem ile razy wpisał się na ten wątek i tak nie zmienisz
        swojego chamskiego języka.Pozdrowienia od Mojego Miasta;)
    • Gość: Ben Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.07, 15:05
      W moim budynku mieszka na 58 m 10.-osobowa rodzina.Tak jak wszyscy mieszkańcy
      za grosze stala sie posiadaczem tej własności.tj. rudery. Oprócz nie małego
      czynszu partycypuje w kosztach remontu dachu,malowaniu
      klatki,elektryczności,itp.Żadnych ulg,żadnej zwłoki.Po prostu ludzie honoru.W
      większości polskich rodzin trafiają się osobnicy chorzy, niepełnosprawni,
      starcy. I płacą .Argumenty wytoczone przez eksmitowaną rodzinę są naiwne i
      naciągane.Tyle w tej sprawie.
      • Gość: Komornik Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 30.03.07, 17:19
        Wiele osób na Oś.Pomorskim i Śląskim mają wieksze zadłużenie niż Rogaccy ale
        Biczyk ich nie eksmitował.Ciekawe dlaczego?
        • Gość: dd Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.03.07, 17:25
          Może facet agitował za kartoflami tak jak i ty na tym forum.
          • Gość: kazio Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 30.03.07, 23:23
            nie rozumiecie ze ten gosciu chce zaplacic a pan biczyk nie pozwala na to
            ciekawe czemu
            • Gość: kazik Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 30.03.07, 23:40
              rogaccy nie placili nie 10 a 4 lata a wplacili juz splodzielni 15 tys chca
              zaplacic wszytko tylko biczyk nie chce on chce ich wyrzucic a mieszkanie
              sprzedac i na pewno to nie bedzie przypadkowa osoba
              • Gość: spól. Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 01.04.07, 09:12
                Kazik ! ty brudasie kanalio i smierdzielu , kłamiesz plujesz ,i gównami
                rzucasz ! [ zawsze smród jakis zostanie ] kłamiesz ze Rogacy chca spłacic [
                maja 68 tys zł długu a chca spłacic 25 tys.zł ! [i dalej bedą sie zadłuzac i w
                koło macieju ] tak wiec kłmliwy smrodzarzu nie pisz ze chca spłacic wszystko !!!
                • Gość: miodek Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 01.04.07, 10:43
                  jak ładnie prezes pisze jako spół.pełna kulura.
            • Gość: ja Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 30.03.07, 23:45
              biczyk tez ma 2 samochody a z koszalina przyjechal starym rupciem ma dacze nad
              jeziorem buduje dom - wszytko z biednej prezesowskiej pesyjki (4,5tys -1tys zl
              alimenty na corke ) skad on na to ma ???
              • Gość: ? Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 12:03
                A dlaczego Biczyk przeznaczył 15 tys. zł wpłaty na komornika i na
                ślusarza,który ma wyłamać drzwi,skoro one miały pójść na spłatę zadłużenia?
    • Gość: gość to jakiś absurd IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 09:00
      Myśle, że to troche przesada. Rodzina, która ma kilka sklepów, samochód, od
      niedawna bar nie płacic czynszu. A wymówką jest chore dziecko. Wstyd, że teraz
      próbuja się bronić własną córką.
      • Gość: !!!! Re: to jakiś absurd IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 12:43
        nie ktory kometarze sa bzdurne ta rodzina nie ma kilku sklepow nie zaslania
        sie chorba dziecka walczy o swoje mieszkanie chce w nim pozostac ale chce tez
        splacic dlug !!!
        • Gość: Odc.1 Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 14:51
          18 września 2003 - 21:47

          Wykluczona za krytykę
          Lokatorka z os. Pomorskiego w Zielonej Górze kontra spółdzielnia Kisielin.
          Pierwsze spotkanie na sądowej sali trwało 5 minut.

          Sędzia Jacek Skręty zdecydował o odroczeniu rozprawy, o co wnioskowała pozwana
          przez Irenę Erber spółdzielnia mieszkaniowa Kisielin z Zielonej Góry. Z takiego
          powodu, że choć zarząd wiedział o rozprawie od 1 września, dopiero w
          poniedziałek zdecydował się wynająć adwokata. A ten na dzień przed rozprawą nie
          miał czasu zapoznać się ze sprawą.
          - Spółdzielnia mogła wcześniej wynająć prawnika. Mogła też skorzystać z usług
          własnego adwokata, którego ma przecież na etacie. Ale nie zrobiła żadnej z tych
          rzeczy. Oceniam to jako grę na zwłokę w stylu „Spróbujmy. Może sąd się spali
          albo akta zaginą” – komentuje reprezentujący lokatorkę mecenas Kazimierz
          Pańtak. Zrezygnował z honorarium, bo jego zdaniem kobieta krytykowała swoją
          spółdzielnię, a nie szkalowała, co było głównym zarzutem.
          To właśnie bowiem za domniemane pomówienia i sianie plotek Rada Nadzorcza
          Kisielina wykluczyła I. Erber ze spółdzielni. Faktycznie decyzja oznaczała dla
          kobiety także stratę mieszkania, dlatego właśnie była delegatka na Zebranie
          Przedstawicieli (czyli najwyższej władzy Kisielina) zdecydowała się pójść do
          sądu. Bo odwołania na drodze spółdzielczej nic nie dały.
          - Miałam prawo krytykowania zjawisk. A że władze spółdzielni odniosły to do
          siebie, to ich interpretacja – mówi I. Erber. – Nadal nie poznałam żadnych
          faktów, żadnych dowodów, że siałam plotki. Liczę, że prezes Jerzy Biczyk ujawni
          je na kolejnej rozprawie.
          Wczoraj z władz spółdzielni na sali sądowej był tylko szef Rady Nadzorczej
          Andrzej Żeromski, który nie czuje się upoważniony do wypowiadania się nt. spraw
          Kisielina.
          Kolejna rozprawa 5 listopada.
          • Gość: Odc.2 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 14:53
            4 listopada 2003 - 21:15

            Skreślona za karę
            Spółdzielnia Kisielin ma swojego mecenasa. Ale jutro w sądzie będzie
            reprezentowała ją kancelaria zewnętrzna, która prowadzi również prywatną sprawę
            prezesa Jerzego Biczyka.

            Jutro kolejna rozprawa Spółdzielnia Mieszkaniowa „Kisielin” kontra Irena Erber –
            członkini najwyższych władz Kisielina wykluczona z grona spółdzielców. Bo, jak
            czytamy w piśmie Rady Nadzorczej SM „Kisielin”, rada uznała, że „(...) I. Erber
            swoim działaniem, w szczególności poprzez publiczne pomówienie organów
            Spółdzielni i szerzenie plotek niezgodnych z prawdą, świadomie szkodzi
            Spółdzielni, co przynosi szkodę jej interesom”. Karą było wyrzucenie ze
            spółdzielni. W odpowiedzi I. Erber pozwała Kisielin do sądu.
            Niecodzienny zwyczaj

            Spółdzielnia ma własnego prawnika. W sądzie będzie ją jednak reprezentował
            mecenas Andrzej Rychlik. Dlaczego mieszkańcy mają płacić dwa razy za obsługę
            prawną?. Chciałam oto zapytać prezesa Biczyka. Przez sekretarkę przekazał, że
            nie będzie rozmawiał z osobą, której założył sprawę karną w sądzie. Być może J.
            Biczyk zapomniał, że zgodnie z prawem prasowym i rozporządzeniem ministra jest
            zobowiązany do udzielania informacji.
            Zapytałam w czterech zielonogórskich spółdzielniach, mających różną liczbę
            członków, czy zdarzyło im się wynająć innego prawnika niż zwykle prowadzącego
            ich sprawy. W Zielonogórskiej Spółdzielni Mieszkaniowej obsługę prawną prowadzi
            dwóch prawników na etacie. Inne spółdzielnie wynajmują mecenasów na podstawie
            umowy o dzieło, umowy zlecenia. Płacą ryczałtem co miesiąc, np. ok. tysiąc
            złotych. – Nasz mecenas opieką prawną obejmuje całość zagadnień. Reprezentuje
            nas także w sądzie. To tanie i efektywne rozwiązanie, nie wynajmujemy innej
            kancelarii – mówi prezes SM „Zastal” Edward Cupiał.
            - Nie ma potrzeby wynajmowania innej kancelarii – mówi Grzegorz Gratkowski,
            prezes SM Zacisze liczącej 1.600 członków.
            - To mi imponuje, że spółdzielnia nie dowierza, że ich prawnik sobie ze mną
            poradzi i bierze mecenasa z pierwszej półki. Ile można wziąć za poprowadzenie
            takiej sprawy? Minimum tysiąc złotych – mówi reprezentujący I. Erber mecenas
            Kazimierz Pańtak. Sam zrezygnował z honorarium, bo zainteresowała go sprawa
            kobiety mającej przeciw sobie całą spółdzielczą machinę.

            Walka na lata

            Wykluczenie I. Erber ze spółdzielni ma być według K. Pańtaka sygnałem
            ostrzegawczym dla innych lokatorów – że nie warto walczyć z mocarzem, jakim
            czuje się prezes Biczyk. Wykluczenie okazało się też sposobem na zamknięcie ust
            I. Erber. Teraz nie może sprawować swojej funkcji przedstawiciela najwyższej
            władzy spółdzielni. Nie może zadawać pytań, przychodzić na zebrania.
            - W tym tempie ten stan może potrwać i rok, dwa. Będzie wyrok, potem
            uzasadnienie, apelacja i mijają kolejne lata. To wystarczy, by obrzydzić życie,
            ukarać za zbytnią dociekliwość – uważa K. Pańtak.
            I. Erber w grudniu może zostać eksmitowana z mieszkania, choć do sądu trafiło
            pismo, by nie straciła lokalu do końca sądowej sprawy. Dzięki temu, że sprawa
            trafiła do sądu dowiedziała się w końcu, kto złożył wniosek o jej wykluczenie z
            grona spółdzielców.
            Mieszkanie I. Erber przypomina prawniczą czytelnię, do poduszki czyta kodeks.
            Ta sprawa uczyniła ją mimo woli sławną na całą Polskę. Gościła u siebie
            dziennikarzy ogólnopolskiej telewizji, radia i popularnego „babskiego”
            tygodnika. Staje się symbolem walki ze spółdzielczą machiną.
            • Gość: Odc.3 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 14:54
              30 stycznia 2004 - 22:48

              Kto późno przychodzi sam sobie szkodzi
              Spółdzielnia mieszkaniowa Kisielin nie musiałaby zapłacić miastu 128 tys. zł,
              gdyby jej prezes i rada nadzorcza wcześniej zdecydowali się na wykup gruntów.

              Lokatorzy spółdzielni mogą wykupywać mieszkania na tzw. odrębną własność. Zanim
              to jednak zrobią, ich spółdzielnia mieszkaniowa musi uregulować sprawy związane
              z gruntami, na których stoją bloki. Czyli spółdzielnia musi wykupić ziemię
              oddaną jej w wieczyste użytkowanie przez miasto.
              By stać się właścicielem ziemi, spółdzielnie musiały złożyć odpowiedni wniosek
              w Urzędzie Miasta. Rada nadzorcza spółdzielni mieszkaniowej Kisielin dopiero 29
              grudnia ub.r. podjęła uchwałę w sprawie nabycia prawa własności nieruchomości
              gruntowych. Dzień później prezes Jerzy Biczyk złożył wniosek w urzędzie.
              Zależało mu, by sprawa została załatwiona jeszcze w 2003 r., do którego końca
              zostało wtedy tylko dwa dni.
              Dlaczego tak bardzo liczył się tu czas? Bo w grę wchodziło 128 tys. zł, które
              spółdzielnia musiałaby zapłacić miastu za roczne użytkowanie gruntu.
              Urzędnicy miejscy nie rozpatrzyli jednak wniosku Kisielina, bo zajęci byli
              wnioskami, które wpłynęły wcześniej od innych spółdzielni. Takich, którym też
              zależało na niepłaceniu za wieczyste użytkowanie, ale zabrali się szybciej do
              ocalania spółdzielczej kasy. Gdyby wniosek wpłynął choćby dwa tygodnie
              wcześniej, to urzędnicy by go rozpatrzyli. Na dwa dni przed końcem roku było to
              niemożliwe. Poza tym wniosek Kisielina był niekompletny.
              - Spółdzielnia mieszkaniowa Kisielin będzie musiała zapłacić miastu tegoroczną
              opłatę za użytkowanie naszych gruntów. Jest to suma 128 tys. zł – mówi rzecznik
              prezydent Marta Sawicka.
              Jeśli spółdzielnia będzie chciała stać się właścicielem gruntu, będzie musiała
              dodatkowo zapłacić miastu 95 tys. zł za wykup ziemi. Jako właściciel nie będzie
              już płaciła opłaty za wieczyste użytkowanie.
              • Gość: Odc.4 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 14:55
                Chcą głów władzy
                Odwołania rady nadzorczej os. Pomorskiego i Śląskiego oraz kierującego nimi
                prezesa żądają dwie grupy członków spółdzielni Kisielin zarządzającej ponad 2
                tys. mieszkań.

                Przez cały ubiegły tydzień trwały zebrania grup członkowskich SM Kisielin.
                Mieszkańcy wieżowców 3, 4, 6 i 7 zażądali odwołania całej rady nadzorczej
                spółdzielni oraz jej prezesa Jerzego Biczyka.
                Bo się spóźnili

                Podstawą odwołania jest niewłaściwe zarządzanie spółdzielnią. Chodzi m.in. o
                wykup od miasta gruntu, na którym stoją bloki spółdzielni. Dotąd spółdzielnia
                była wieczystym dzierżawcą gruntu, za co co roku płaciła miastu. Gdy uchwała
                Rady Miasta dala możliwość wykupu ziemi po okazyjnej cenie, Kisielin chciała z
                niej skorzystać. Złożyła jednak wniosek dwa dni przed końcem 2003 r. i
                urzędnicy nie zdążyli go rozpatrzyć. Dlatego policzyli spółdzielni podwójną
                opłatę – za wieczyste użytkowanie ziemi i za jej wykup (w sumie ponad 180 tys.
                zł).
                - Opłaty za wieczyste użytkowanie wnosi się na rok z góry. Gdyby wniosek
                wpłynął wcześniej, ok. 50 tys. zł zostałoby w spółdzielczej kasie – informuje
                naczelnik wydziału geodezji i gospodarki nieruchomościami Urzędu Miejskiego
                Zdzisław Szczepański.
                Zarząd spółdzielni – powołując się na orzeczenia Sądu Najwyższego – nie chce
                zapłacić miastu za cały rok, ale jedynie za okres faktycznej dzierżawy.
                - W tej konkretnej sytuacji nie ma takiej prawnej możliwości. Już wysłaliśmy do
                spółdzielni nakaz zapłaty – mówi Z. Szczepański.
                Jeśli to będzie konieczne, to miasto wyśle i komornika, by zajął spółdzielcze
                konto, na które wpływają m.in. czynsze od lokatorów.

                Zdecydują delegaci

                Spółdzielcy interesowali się okolicznościami sprawy wykupu gruntu od momentu
                jej wypłynięcia. Mieszkanka os. Pomorskiego Irena Erber oddała sprawę do
                prokuratury, która jednak umorzyła śledztwo. Lokatorzy wieżowców nr 3, 4, 6 i 7
                nie chcą się jednak pogodzić z ewentualną stratą – według nich 56 tys., a
                według szacunków zarządu spółdzielni 48 tys. zł (bez odsetek).
                - Można było uniknąć tych wydatków, gdyby zarząd wnioskował do rady nadzorczej
                o podjęcie uchwały o wykupie. Podjęliśmy ją dopiero w trybie nadzwyczajnym
                podczas uroczystości zakończenia roku – wspomina ówczesny przewodniczący rady,
                dziś jej członek Andrzej Żeromski, który też może stracić posadę. Na piątkowym
                spotkaniu grupy, do której należy jako członek m.in. prezes Biczyk, padł
                wniosek o wykluczenie A. Żeromskiego z rady nadzorczej. – Za działania na
                szkodę spółdzielni – tłumaczy Sławomir Mikulewicz, który został – po rezygnacji
                dotychczasowego delegata – wybrany na Zebranie Przedstawicieli. Jest to
                najwyższy organ spółdzielni składający się z 42 delegatów. Zbiorą się oni w tym
                miesiącu i zadecydują m.in. o losach prezesa i rady nadzorczej SM Kisielin.

                Faks zamiast rozmowy

                Rozmawialiśmy z prezesem Biczykiem na temat dzisiejszego artykułu. Wczoraj rano
                chcieliśmy autoryzować jego wypowiedzi i wyjaśnić szczegóły. O godz. 7.12
                przyszedł jednak faks: „Szanowna Pani Redaktor Katarzyna Borek. Pani Redaktor
                zgodnie z opinią prawników nie mogę być z panią w kontakcie medialnym, ponieważ
                znajdujemy się w stanie poważnego sporu sądowego. Wobec powyższego nie wyrażam
                zgody na cytowanie i publikowanie jakichkolwiek moich wypowiedzi (zgodnie z
                obowiązującym prawem prasowym), a dzisiejsze spotkanie uważam za nieaktualne. Z
                wyrazami szacunku Jerzy Biczyk.”
                W piątek i w niedzielę prezes nie unikał jednak „kontaktów medialnych”. Dopóki
                nie powiedziałam, że wiem o wnioskach o jego odwołanie. Spór sądowy, o którym
                pisze, to sprawa, którą sam mi założył. Czy jest poważna? Nie wiem. O tym może
                zadecydować jedynie sąd, który po pierwszym posiedzeniu odesłał oskarżenie
                prezesa Biczyka do poprawki.

                • Gość: Odc.5 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 14:56
                  22 września 2004 - 21:21

                  Chaos na Pomorskim
                  Katastrofą w spółdzielni straszył lokatorów zarząd Kisielina. Tymczasem
                  spółdzielnia ma inny problem – miasto sądownie żąda od niej zwrotu zaległych
                  ponad 40 tys. zł.

                  Przypomnijmy, że zebrania przedstawicieli domagało się ponad 280 mieszkańców
                  osiedli Pomorskiego i Śląskiego. Bo ich zdaniem rada nadzorcza nie wywiązuje
                  się ze swoich obowiązków i należy ją odwołać. Z powodu braku kontroli nad
                  zarządem m.in. w sprawach:


                  procedury wykupu gruntów,


                  nieprawidłowej polityki kadrowej (zatrudnianie w spółdzielni rodzin członków
                  rady nadzorczej, którzy nie mają odpowiednich kwalifikacji),


                  tolerowania skandalicznego zachowania prezesa wobec spółdzielców,


                  finansowania przez spółdzielnię spraw sądowych dotyczących prezesa, nie zaś
                  zarządu czy spółdzielni.
                  Jerzy Biczyk i Tadeusz Grzelczyk, którzy tworzą zarząd Kisielina w liście do
                  spółdzielców uzasadnienie wniosku określają jako pomawiające i szkalujące
                  oszczerstwa.
                  Wizja katastrofy

                  W roznoszonym przez dozorców piśmie prezesi proszą lokatorów, by
                  przeanalizowali być może pochopnie podjętą decyzję o podpisaniu się na wniosku
                  o zwołanie zebrania. Do listu dołączone jest gotowe oświadczenie o cofnięciu
                  podpisu z listy.
                  - Podobno wycofało się 50 osób. Podobno, bo nie widzieliśmy dokumentów – mówią
                  autorzy wniosku (dane do wiadomości redakcji).
                  Prezesi tłumaczą w liście, że zebranie może skutkować chaosem i bałaganem
                  organizacyjnym w spółdzielni. Destabilizacją jej działalności gospodarczej. I
                  poważnymi konsekwencjami finansowymi.

                  Już jest poważnie

                  Spółdzielnia ma już pewien problem finansowy. Z miasta poszedł do sądu nakaz
                  zapłaty przez spółdzielnię 41 tys. zł plus odsetki.
                  Przypomnijmy, że miasto żąda od spółdzielni pieniędzy, które ta miała mu
                  zapłacić za wieczyste użytkowanie gruntów pod blokami. Zarząd złożył wniosek o
                  ich wykup na własność. Ale wniosek był niekompletny, złożony za późno i nie
                  dało się go rozpatrzyć w ub.r. A opłaty wnosi się na rok z góry, co oznacza, że
                  spółdzielnia musi zapłacić miastu i za dzierżawę gruntów, i za ich wykup ziemi.
                  J. Biczyk nie zgadza się z taką interpretacją przepisów. Kto ma rację,
                  rozstrzygnie sąd.

                  • Gość: Odc.6 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 14:57
                    11 lutego 2005 - 20:57

                    Zebrali podpisy a teraz mają pat
                    Ponad 280 spółdzielców chciało zebrania w sprawie odwołania rady nadzorczej
                    spółdzielni Kisielin. Ponieważ sprawie ukręcono łeb, lokatorzy piszą o pomoc do
                    Warszawy.

                    Grupa mieszkańców os. Pomorskiego i Śląskiego chciała odwołać radę nadzorczą,
                    która ich zdaniem broni interesów nie mieszkańców, a prezesa spółdzielni. Grupa
                    zabrała się do zmiany władzy spółdzielczej zgodnie z prawem. Zebrała kilkaset
                    podpisów, grubo ponad liczbę wymaganą statutem, i złożyła listy w siedzibie
                    spółdzielni mieszkaniowej Kisielin.
                    Bitwa na paragrafy

                    Zarząd spółdzielni, który tworzą prezes Jerzy Biczyk i jego zastępca Tadeusz
                    Grzelczyk, skontrował akcję spółdzielców. Za pomocą pism wywieszanych na
                    blokowych tablicach i dozorców, którzy chodzili po domach i namawiali
                    wnioskodawców, by wycofali swoje podpisy. I część tak zrobiła, co spowodowało,
                    że zarząd odmówił zwołania zebrania.
                    - Tyle że zgodnie z prawem oświadczenie woli nastąpiło w momencie podpisania
                    się pod wnioskiem. I tego faktu nie zmienia to, że ktoś wycofał swój podpis –
                    powołują się na kodeksy członkowie grupy inicjacyjnej, którzy poskarżyli się
                    Krajowej Radzie Spółdzielczej. Ta stwierdziła, że stan prawny pozwala przyjąć,
                    że nastąpiła odmowa zwołania zebrania. O czym został poinformowany Regionalny
                    Związek Rewizyjny Spółdzielni Mieszkaniowych w Zielonej Górze. To on – zdaniem
                    Krajowej Rady – powinien zwołać zebranie.
                    Ale jak wynika z pism, zielonogórski związek tego nie zrobi.

                    Trwa lustracja

                    Związek zrobił jedynie to, że wystosował do rady nadzorczej spółdzielni
                    Kisielin pismo z wnioskiem o zwołanie zebrania w sprawie... jej odwołania.
                    Prezes zarządu Krajowej Rady Spółdzielczej Alfred Domagalski uważa, że sytuacja
                    jest patowa. – Trzeba brać jednak pod uwagę, że właścicielami spółdzielni są
                    jej członkowie. Są też trochę słabszą stroną i staramy się ich bronić.
                    Codziennie odbieramy kilkaset listów z całego kraju – uważa prezes.
                    W spółdzielni Kisielin trwa lustracja. Jednym z jej punktów miało być zbadanie
                    prawidłowości postępowania rady i zarządu w sprawie wniosku członków. Będzie
                    też jednak zbadana sama lista z podpisami o odwołanie rady.
                    • Gość: Odc.7 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 14:58
                      29 października 2005 - 20:30

                      Poszło o ,,klikę’’
                      Za zamkniętymi drzwiami zielonogórskiego sądu próbowali się w piątek pojednać
                      pełnomocnicy prezesa kisielińskiej spółdzielni mieszkaniowej Jerzego Biczyka i
                      wiceprzewodniczącego lubuskiego sejmiku Kazimierza Pańtaka.

                      Już w listopadzie 2003 r. prezes Biczyk – w imieniu swojej spółdzielni –
                      skierował do sądu prywatny akt oskarżenia przeciwko Pańtakowi. Zarzucił mu
                      zniesławienie ,,organów statutowych spółdzielni’’ za pomocą mass-mediów. Spór
                      sięga lipca 2003 r., gdy Pańtak – jako radca prawny – reprezentował mieszkankę
                      osiedla Irenę Erber wykluczoną uchwałą rady nadzorczej z grona spółdzielców. A
                      poszło o wypowiedzi Pańtaka dla ,,Gazety Wyborczej’’, który to, co dzieje się w
                      spółdzielni, nazwał ,,rządami kolesiów traktujących spółdzielnię jak własne
                      księstwo’’. Dodał też, że ,,ludzie nie mogą dopuścić, by zarząd i radę
                      nadzorczą opanowała klika, która dba o własne interesy’’.
                      Pańtak nie przyszedł w piątek na posiedzenie sądu, bo przebywa w sanatorium.
                      Biczyk przyszedł. Rozprawa pojednawcza odbywała się za zamkniętymi drzwiami,
                      lecz do pojednania nie doszło. Pełnomocnik Pańtaka Piotr Sobański chciał, by
                      postępowanie zostało umorzone, bo – jego zdaniem – Pańtaka chronił immunitet
                      radcy prawnego i co najwyżej mógłby za swoje wypowiedzi odpowiadać
                      dyscyplinarnie przez Okręgową Izbą Radców Prawnych. Sąd uznał jednak, że Pańtak
                      wypowiadając takie słowa nie może korzystać z immunitetu. Oddalił wniosek o
                      umorzenie postępowania, co oznacza, że pod koniec listopada ruszy proces karny
                      przeciwko Pańtakowi.
                      • Gość: Odc.8 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 15:00
                        29 marca 2007 - 20:30

                        Nagrali nieludzką wypowiedź prezesa
                        - Jak będzie chciała skoczyć, to co to za różnica. Państwo na którym piętrze
                        mieszkają? - słychać nagrany głos. Jolanta Rogacka twierdzi, że to prezesa
                        spółdzielni mówi tak o możliwym samobójstwie jej córki.
                        W sprawie rodziny Rogackich zrobiła się awantura na całe miasto - z udziałem
                        radnych, dziennikarzy, urzędników i prezydenta. Swoją wersję wydarzeń Jolanta i
                        Stefan Rogaccy przedstawili w czwartek na konferencji. - Wpadliśmy w tarapaty
                        finansowe - opowiadał S. Rogacki. - Przestaliśmy płacić czynsz spółdzielni, bo
                        musiałem spłacać długi sklepu. To z niego żyje cała rodzina.
                        - Efekt był taki, że sąd w ubiegłym roku wydał wyrok o eksmisji - dodała J.
                        Rogacka. - Umówiliśmy się z prezesem spółdzielni Kisielin, że jak zapłacimy 20
                        tys. zł, nie wyrzuci nas z mieszkania. Dostaliśmy od rodziców 15 tys. zł i
                        wpłaciliśmy. Ale i tak prezes postanowił nas eksmitować.
                        Spółdzielnia zaproponowała rodzinie mniejsze i tańsze mieszkania na dziesiątym
                        piętrze. Rogaccy odmówili. - Mamy córkę chorą na epilepsję. Czasami nie
                        kontroluje swojego zachowania. Bałam się, że skoczy z tego dziesiątego pietra.
                        Usłyszałam, że co to za różnica, z którego piętra skoczy. To przecież
                        nieludzkie, takie słowa...

                        Dlaczego prezes wyznacza?

                        Dziś Rogaccy maja już 70 tys. długu (z odsetkami). Dostali przydział mieszkania
                        socjalnego - od miasta, przy ul Sienkiewicza. - Tam jest tylko zimna woda,
                        toaleta na korytarzu. Nasza chora córka ma 18 lat i powinna mieć oddzielny od
                        braci pokój. Ta choroba jest upokarzająca dla niej - przekonuje J. Rogacka.
                        Na pomoc rodzinie ruszyli radni. Jacek Budziński najbardziej zdziwił się, że
                        spółdzielnia w takim pośpiechu eksmituje Rogackich: - Są wcześniejsze wyroki
                        eksmisyjne, ale akurat ich spółdzielnia wyznaczyła. Dlaczego takich decyzji nie
                        podejmuje prezydent, kogo wyeksmitować? To miejskie mieszkania.
                        Prezydent sprawdza

                        Prezydent Janusz Kubicki tłumaczy, że takie są zasady. On daje mieszkania
                        spółdzielniom, które wyznaczają osoby. Jego rzecznik Tomasz Nesterowicz
                        tłumaczył też nam wczoraj przydział lokalu przy Sienkiewicza: - Komisji
                        mieszkaniowej nie przedstawiono zaświadczenia o chorobie córki. Ale nawet jeśli
                        by było, to wszystko i tak odbyło się zgodnie z prawem. Bo nie ma oświadczenia
                        o niepełnosprawności osoby. Byliśmy dziś w tym mieszkaniu z prezydentem. To
                        mieszkanie socjalne w dobrym stanie, z czynszem 50 groszy za metr. To nie może
                        być standard mieszkań komercyjnych.
                        Mimo tego prezydent zapowiedział, że będzie szukał większego lokum dla rodziny.
                        Raczej nie znajdzie, bo 17 kwietnia mija termin eksmisji.
                        - To nie po ludzku, wysyłać nas do takiego mieszkania - mówi J. Rogacka.

                        Nie chciał rozzmawiać

                        Prezes spółdzielni Kisielin Jerzy Biczyk na początku nie chciał rozmawiać z
                        nami na temat Rogackich. - Nie mam nic do powiedzenia - stwierdził i zamknął
                        okno w samochodzie. Potem porozmawiał, ale zastrzegł, że nie wyraża zgody na
                        publikację nazwiska Rogackich w artykule, w którym będą jego wypowiedzi. Jego
                        wyjaśnienia drukujemy oddzielnie.

                        Jak wydarzenia komentuje prezes

                        Prezes spółdzielni Kisielin Jerzy Biczyk uważa, wobec rodziny zachował się
                        odpowiednio:
                        - Oferowaliśmy zadłużonej rodzinie dwa lokale mieszkalne o pow. 49 mkw. każdy.
                        W obu przypadkach ci państwo odmówili, ponieważ te lokale były dla nich za
                        małe - argumentuje. - Musiałem sprawę skierować do sądu i do komornika, bo dług
                        narastał w astronomicznym tempie. Lokatorzy ci nie spłacali żadnych należności,
                        czego nie czynią do dziś. Komornik długu nie mógł ściągnąć, ponieważ rodzina
                        nie posiada majątku. Musiałem reagować, przecież zadłużenia tych osób dzisiaj
                        pokrywają inni lokatorzy. Działałem na rzecz członków spółdzielni. Gdybym tego
                        nie robił, groziłaby mi odpowiedzialność karna.
                        Tak prezes wyjaśnia, dlaczego akurat tych lokatorów skierowano do lokalu
                        socjalnego? - Dwie rodziny mają najwyższe zadłużenie wynoszące po 72 tys. zł i
                        im urząd miejski przydzielił lokale socjalne. Są wyroki wcześniejsze, ale kwoty
                        zadłużenia są niewspółmiernie niższe, a w znakomitej większości lokatorów
                        rozłożyliśmy zadłużenie na raty, które oni regulują systematycznie.
                        - Zaskoczyła mnie wiadomość o tym, że córka pewnej rodziny - dziecko mające
                        obecnie 19 lat - jest chora - podał nam też prezes Biczyk. - Pomimo tego, iż
                        rodzina ta zamieszkuje w naszym budynku już 15 lat, nie poinformowała o tym
                        fakcie spółdzielni, czy też sądu, który w marcu 2005 roku wydał wyrok o
                        eksmisji, a także sądu, który 11 października 2006 r. wydał postanowienie w tej
                        sprawie.
                        Na temat swojej wypowiedzi nagranej przez lokatorkę prezes spółdzielni
                        twierdzi, że była to: "oczywista prowokacja, ponieważ lokatorka przyszła w
                        wiadomym celu i potajemnie nagrała rozmowę. W jakim celu, obecnie wiadomo”.
                        Więcej nie chciał się wypowiedzieć, bo podał, że nie słyszał nagrania. A na
                        koniec stwierdził: - O bezpieczeństwo dzieci, mających ok. 19 lat powinni dbać
                        rodzice, nie spółdzielnia i jej prezes.
                        (Są to autoryzowane wypowiedzi prezesa)

                        KOMENTARZ

                        Współczuję rodzinie Rogackich, że wpadli w tarapaty. Chora dziewczyna, eksmisja
                        do mieszkania bez łazienki - to nie jest ciekawa perspektywa. A usłyszeć
                        jeszcze, że nie ma znaczenia, z którego piętra spadnie córka... Taką sytuację
                        trudno sobie nawet wyobrazić. Że też w ogóle ktoś ma czelność w taki sposób
                        myśleć!
                        Mam jednak też spore wątpliwości, czy czasami problemy tej rodziny nie stały
                        się elementem w grze, która toczy się w spółdzielni Kisielin od długiego czasu.
                        Na konferencji prasowej obok Rogackich zasiadł główny przeciwnik prezesa
                        spółdzielni. A także radny, który z prezesem nie za bardzo się lubi. To chyba
                        nie był przypadek.
                        Końca wojenki na os. Pomorskim na razie nie widać. Czuję, że wkrótce usłyszymy
                        o kolejnej batalii. I może ona uderzyć, niestety, w rodzinę Rogackich.
                        • Gość: Odc.9 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 15:02
                          To archiwum Lubuskiej.Wkrótce wkleję Wyborczej.Jesli ktoś ma jeszcze jakieś
                          wątpliwości co do osoby Biczyka, to po lekturze tych artykułów już pewnie nie.
                          • Gość: Odc.10 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 15:04
                            Prezes tropi internet
                            les 2003-01-21, ostatnia aktualizacja 2003-01-21 18:15
                            Prezes spółdzielni mieszkaniowej Kisielin nie pozwala lokatorom na instalację w
                            mieszkaniach internetu. - Niedługo zabroni nam pewnie używania telefonów i
                            pralek - denerwują się mieszkańcy.
                            Od kilku dni we wszystkich klatkach schodowych osiedla Pomorskiego i Śląskiego
                            wisi ogłoszenie podpisane przez prezesa spółdzielni Kisielin Jerzego
                            Biczyka. "Spółdzielnia informuje, że nie wydała zgody żadnej firmie na montaż
                            instalacji internetowej w budynkach przez nas administrowanych". Dalej prezes
                            ostrzega: "wszelkie zamontowane instalacje są wykonane nielegalnie i podlegają
                            natychmiastowemu demontażowi". - To jest kuriozum. Spółdzielnia chce nas odciąć
                            od świata - mówi mieszkaniec bloku nr 3 na osiedlu Pomorskim.

                            - Może prezes bawi się w cenzora. Zobaczył w internecie kilka nieprzyzwoitych
                            zdjęć i nie chce, aby mu się zdemoralizowało osiedle - ironizuje inny z
                            lokatorów.

                            Prezes Biczyk już od roku jest dla dziennikarzy nieuchwytny. Jego zastępca
                            Tadeusz Grzelczyk powiedział nam wczoraj, że nie zna sprawy. - Właśnie wróciłem
                            ze szkolenia i o internecie nic nie potrafię powiedzieć.

                            Jak się jednak dowiedzieliśmy nieoficjalnie, wywieszenie ogłoszenia było
                            reakcją szefów spółdzielni na wynajęcie przez lokatorów jednej z
                            zielonogórskich firm komputerowych. Firma założyła na osiedlu sieć internetową.
                            Dzięki umieszczeniu na dachu anteny przesyła sygnał drogą radiową. Spółdzielnia
                            twierdzi, że spółka komputerowa nie ma wymaganych zezwoleń. Szefowie spółki
                            twierdzą, że wszystko jest legalne.

                            Zakaz spółdzielni uderza też w firmę Dialog. Telefonia Lokalna od dwóch lat
                            stara się wejść ze swoją instalacją na osiedle Pomorskie i Śląskie. To jedyne
                            osiedla w Zielonej Górze, gdzie Dialog ma zakaz.

                            Za każdym razem prezes Biczyk tłumaczy, że nie pozwoli na rozkopywanie
                            trawników. - Ale my za każdym razem tłumaczymy, że jest wiele innych sposobów
                            montowania telefonów i internetu, niekoniecznie związanych z rozkopami - mówi
                            dyrektor regionu zielonogórskiego Dialogu Marek Piwek. Dyrektor zapewnia, iż
                            proponował spółdzielni, że zamontuje na osiedlu jeden maszt główny i kilka
                            mniejszych między blokami. Wszelkie kable umieszczone byłyby na górze na
                            lampach oświetleniowych. - Niestety spółdzielnia nie zgadza się na to. Prezes
                            proponuje za to, aby nasze kable biegły rurami TP SA - dodaje dyrektor Piwek. -
                            Na to musi się jednak zgodzić TP SA. A to nie jest łatwe i czasochłonne.

                            Mieszkańcy poprosili o pomoc radnych. Dzisiaj spotkają się z prezesem
                            Biczykiem. - Poprosimy, aby wyjaśnił nam powody swojej decyzji - tłumaczy
                            zielonogórski radny Jacek Budziński.

                            • Gość: Odc.11 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 15:05
                              Spór w spółdzielni "Kisielin"
                              Robert Rewiński2004-02-09, ostatnia aktualizacja 2004-02-09 19:08
                              - Prezes zamiast troszczyć się o interesy spółdzielców dba o siebie i swoich
                              bliskich - mówi szef Rady Nadzorczej SM "Kisielin". - To zwykła nagonka -
                              odpiera zarzuty Jerzy Biczyk.
                              Kiedy zamykaliśmy to wydanie "Gazety", Rada Nadzorcza debatowała o przyszłości
                              prezesa. - Nie postarał się o wykup z 93-procentową bonifikatą ziemi, pod którą
                              stoją bloki, przez co wyrządził spółdzielcom szkodę w wysokości ok. 60 tys. zł -
                              zarzucał mu szef Rady Andrzej Żeromski, który wnioskował o odwołanie Jerzego
                              Biczyka.

                              Prezes dowodził, że dwukrotnie - wiosną 2002 i w 2003 r. - występował o wykup
                              do Urzędu Miejskiego.

                              Ale to nie koniec zarzutów wobec prezesa. Andrzej Żeromski wylicza:

                              Siostrzenica Biczyka dostała poza kolejnością strych do adaptacji.

                              Podpisał umowę z ZelGazem na dostawę ciepła dopiero wtedy, kiedy jego bliska
                              osoba dostała tam pracę.

                              Z pieniędzy spółdzielni zapłacił 4 tys. zł za wyrobienie sobie licencji
                              zarządcy nieruchomościami.

                              Żeby poprawić swój wizerunek w Radzie Nadzorczej, zwolnił pracownicę, a w jej
                              miejsce przyjął synową jednego z członków Rady.

                              O strychu

                              Jerzy Biczyk uważa, że stał się obiektem nagonki swoich osiedlowych
                              przeciwników: - Moja siostrzenica z małym dzieckiem wystąpiła o wykup i
                              adaptację na własny koszt lokalu użytkowego, gdzie nie było ani kuchni, ani
                              łazienki. Daliśmy ogłoszenie do gazety, by zgłaszali się oczekujący na
                              mieszkania członkowie spółdzielni, ale nikt się nie pojawił. Rada nadzorcza
                              zaopiniowała pozytywnie jej wniosek i naszą zgodę na sprzedaż tego lokalu.

                              O dostawie ciepła

                              Stanisław Iwan, dawny wojewoda lubuski, a dziś prezes ZelGazu, zaprzecza, że
                              Biczyk wymusił na nim zatrudnienie osoby z rodziny: - Jako następca MZEC
                              przejęliśmy wszystkich dotychczasowych klientów, w tym spółdzielnie na zasadzie
                              aneksów i na tych samych warunkach.

                              Sam Biczyk zarzeka się, że siostra znalazła pracę bez jakichkolwiek jego
                              nacisków. - Wróciła po 24 latach z Francji i została przyjęta do ZelGazu ze
                              względu na wysokie kwalifikacje i bardzo dobrą znajomość francuskiego - mówi.

                              O licencji

                              Jerzy Biczyk przyznaje, że w ramach "kosztów zarządu" opłacił swoją licencję
                              zarządcy nieruchomości. Twierdzi, że zdecydował o tym zarząd po zmianie ustawy
                              o spółdzielczości mieszkaniowej, która narzuca obowiązek zatrudnienia
                              przynajmniej jednej osoby z uprawnieniami. - Szczerze mówiąc na razie nie
                              korzystam z tej wiedzy, ale niedługo będzie ona niezbędna do kierowania
                              spółdzielnią - mówi.

                              O synowej członka Rady

                              Prezes przyznaje, że zatrudnił synową członka Rady Nadzorczej na stanowiska
                              administratora do nadzoru nad pracą gospodarzy budynków. - Ma prawo jak każdy
                              pracować na stanowisku, które odpowiada jej kwalifikacjom. A ja jako prezes mam
                              prawo doboru pracowników, bo odpowiadam za firmę - tłumaczy dodając, że
                              poprzednia osoba zwolniła się za porozumieniem stron.
                              • Gość: Odc.12 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 15:06
                                Nie odwołano prezesa "Kisielina"
                                rre 2004-02-10, ostatnia aktualizacja 2004-02-10 16:23
                                Zamiast prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej "Kisielin", posadę stracił szef rady
                                nadzorczej.
                                Szef rady Andrzej Żeromski oskarżył prezesa Jerzego Biczyka o wyrządzenie
                                spółdzielcom szkody w kwocie ok. 60 tys. zł. - Nie postarał się tak jak
                                szefowie innych spółdzielni o wykup z 93-procentową bonifikatą ziemi, pod którą
                                stoją bloki - argumentował.

                                W poniedziałek Żeromski zwołał posiedzenie rady, by zgłosić wniosek o odwołanie
                                prezesa. Tymczasem sam stracił posadę. - Miałem przeciwko sobie kilku członków
                                rady - mówi. W głosowaniu przepadł jednym punktem. - Przyjąłem to z pokorą, ale
                                nie mam wyrzutów sumienia. Wszystko, co miałem do powiedzenia na temat straty
                                spółdzielni w wyniku niedbalstwa prezesa, powiedziałem. Jest mi lżej - mówi.

                                Andrzej Żeromski zapewnia, że nie wycofa się z życia spółdzielni.

                                • Gość: Odc.13 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 15:08
                                  Eksmisja z dodatkowym kosztem
                                  Robert Rewiński2004-02-26, ostatnia aktualizacja 2004-02-26 16:35
                                  - Zalegam z czynszem, bo nie miałem pracy. Teraz chcę się zapożyczyć i spłacić
                                  dług. Tylko dlaczego każą mi dopłacać za usługi prawnika, który reprezentował
                                  spółdzielnię przed sądem? - pyta Marian Szymański z os. Pomorskiego.
                                  Marian Szymański ma na utrzymaniu żonę i trójkę dzieci. - Nie byliśmy w stanie
                                  płacić za mieszkanie, bo musieliśmy z czegoś żyć - opowiada. Ich zadłużenie
                                  wynosi 5,3 tys. zł.

                                  Rada nadzorcza spółdzielni "Kisielin" pod koniec ub.r. wykluczyła rodzinę ze
                                  wspólnoty, a sprawa o zapłatę zaległości trafiła do sądu. Wyrok: Szymańscy
                                  muszą zapłacić 6,8 tys. zł czynszu (zaległość z odsetkami) i dodatkowo 120 zł
                                  kosztów sądowych oraz 1 200 zł "kosztów zastępstwa procesowego". - Dlaczego mam
                                  płacić za prawnika reprezentującego spółdzielnię? - pyta pan Marian.

                                  W podobnej sytuacji jest rocznie ok. 50 rodzin z os. Pomorskiego i Śląskiego.
                                  Prezes spółdzielni Kisielin Jerzy Biczyk wyjaśnia, że jest to konsekwencja
                                  sądowego wyroku: - Koszty zasądza sędzia, a płaci przegrywający.

                                  Prawnik "Kisielina" Alina Malczyńska przyznaje, że spotykam się z osobami,
                                  które zwracają się z prośbą o umorzenie. - W indywidualnych przypadkach
                                  rezygnuję z kosztów zastępstwa procesowego - zapewnia. - Zarząd spółdzielni to
                                  sankcjonuje, kierując się troską o lokatorów będących w trudnej sytuacji
                                  materialnej.

                                  Prezes Biczyk dodaje, że zwrócił się do Mariana Szymańskiego, by taki wniosek
                                  złożył, ale do tej pory dokument nie wpłynął. - Widocznie źle zrozumiałem
                                  prezesa. Postaram się jak najszybciej to zrobić - zapewnia Szymański.

                                  Alina Malczyńska proponuje, by takie problemy rozwiązywać jeszcze w sądzie: -
                                  Po wyroku można zwrócić się z wnioskiem o umorzenie kosztów zastępstwa
                                  procesowego, dołączając dokumenty świadczące o trudnej sytuacji materialnej.
                                  Zapewniam, że kiedy sędzia te koszty umarza, jeszcze nigdy się od takiego
                                  postanowienia nie odwołałam.

                                  Marian Szymański złożył już w sądzie grodzkim taki wniosek.
                                • Gość: Odc.13 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 15:08
                                  Winny prezes czy urzędnik?
                                  Maja Sałwacka2004-11-24, ostatnia aktualizacja 2004-11-24 18:50
                                  Prezes spółdzielni zielonogórskiej spółdzielni "Kisielin" spóźnił się ze
                                  złożeniem wniosku o wykup gruntów od miasta, przez to spółdzielnia musi
                                  zapłacić 60 tys zł. W środę w Sądzie Okręgowym ruszył proces
                                  Przypomnijmy. Rok temu we wrześniu radni zgodzili się, aby wszystkie
                                  zielonogórskie spółdzielnie mogły z 93-procentową bonifikatą wykupić ziemię od
                                  miasta, na której stoją budynki spółdzielni. By skorzystać z bonifikaty,
                                  prezesi musieli załatwić wszelkie formalności do końca 2003 r.

                                  Prezes SM "Kisielin" złożył wniosek do miasta dopiero 30 grudnia ub.r.. I jak
                                  się szybko okazało niekompletny (brakowało w nim uchwały rady nadzorczej oraz
                                  odpisów ksiąg wieczystych). Miejscy urzędnicy nie zdążyli go rozpatrzyć przed
                                  końcem roku. Efekt? Spółdzielnia wykupiła grunty dopiero w lutym. A zgodnie z
                                  prawem za dzierżawę musi zapłacić za cały rok, czyli ok. 60 tys. zł.

                                  Prezes spółdzielni Jerzy Biczyk postanowił zapłacić miastu tylko za te dni,
                                  kiedy grunt był jeszcze miejski. Za niespełna dwa miesiące wpłacił do miejskiej
                                  kasy 8,3 tys. zł.

                                  W środę na pierwszej rozprawie w sądzie okręgowym miasto domagało się zapłaty
                                  całej kwoty. Jak broni się spółdzielnia? Uważa, że zawiedli miejscy urzędnicy.

                                  - Po pierwsze miasto nie poinformowało o uchwale spółdzielni, choć ta
                                  trzykrotnie wysyłała pisma z zapytaniem możliwością wykupu gruntów. Tym
                                  bardziej, że do tej pory zawsze wysyłano wchodzące w życie uchwały. Po drugie
                                  pracownik spółdzielni został wprowadzony w błąd przez miejskiego urzędnika i to
                                  właśnie dlatego wniosek spłynął do magistratu tak późno - komentuje Sebastian
                                  Kordel, adwokat spółdzielni. - Sprawiedliwe więc powinno być egzekwowanie tylko
                                  proporcjonalnej części pieniędzy.

                                  Ale na to nie chce zgodzić się miasto. Twierdzi, że tłumaczenia spółdzielni za
                                  absurdalne i że prezes nie dopełnił swoich obowiązków.

                                  - Urzędnicy wysyłają tylko te uchwały, które zobowiązują spółdzielnie do nowych
                                  obowiązków, zapłat. Te informujące o nowych przywilejach powinien prezes sam
                                  monitorować w dzienniku urzędowym wojewody - odpowiada mecenas Grażyna
                                  Rzeźniczak. - Czy zawinili miejscy urzędnicy? Winę ponosi tylko prezes. Nie
                                  przygotował kompletnej dokumentacji na czas. Choćby uchwała rady nadzorczej.
                                  Została podpisana na dzień przed złożeniem wniosku. A do tego nie wiem dlaczego
                                  nie została dołączona do wniosku.

                                  Tymczasem spółdzielnia jest prawie pewna, że proces wygra.

                                  - Sąd Najwyższy rozpatrywał już identyczne przypadki. Przyznał rację
                                  spółdzielniom. Będziemy się na to powoływać w naszym przypadku - mówi Kordel. -
                                  Poza tym czy to logiczne by płacić za cały rok za dzierżawę, gdy przez 10
                                  miesięcy grunty należą już do spółdzielni? Czy miasto gra uczciwie względem
                                  mieszkańców spółdzielni?

                                  Kolejna rozprawa w styczniu. Na niej świadkami będą trzy osoby, w tym jedna
                                  urzędniczka miejska.
                                  • Gość: Odc.14 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 15:09
                                    Prokurator umorzył sprawę przeciwko prezesowi spółdzielni Kisielin
                                    Maja Sałwacka2005-01-16, ostatnia aktualizacja 2005-01-16 18:42
                                    Wiosną jedna z mieszkanek spółdzielni oskarżyła prezesa o narażenie spółdzielni
                                    na straty ok. 50 tys. zł. Prokuratura nie dopatrzyła się przestępstwa
                                    Irena Erber, mieszkanka os. Pomorskiego złożyła do prokuratury zawiadomienie o
                                    popełnieniu przestępstwa przez Jerzego Biczyka, prezesa spółdzielni Kisielin.
                                    Zarzucała mu "niedopełnienie obowiązków" przy wykupie od miasta ziemi. Prezes
                                    nie złożył w magistracie na czas wszystkich wymaganych dokumentów. -
                                    Spółdzielnia straciła ok. 50 tys. zł - tłumaczyła Erber i domagała się ukarania
                                    prezesa. - Za te pieniądze można by wyremontować dachy, czy obniżyć ludziom
                                    czynsz.

                                    Prokuratorzy badali przez ponad pół roku, czy Biczyk spowodował "znaczną szkodę
                                    majątkową". Wynikami śledztwa pochwalił się sam prezes. Kilka dni temu w
                                    gablotach na klatach schodowych spółdzielczych bloków, rozwiesił postanowienie
                                    prokuratury o umorzeniu postępowania. Podkreślił flamastrem fragmenty, w
                                    których prokuratorzy uwypuklają jego niewinność. Podkreślił także nazwisko
                                    Ireny Erber, jako winowajczyni całego zamieszania.

                                    W uzasadnieniu czytamy, że ewentualna szkoda na jaką prezes Biczyk naraził
                                    spółdzielnię jest mniejsza od 200-krotności najniższego wynagrodzenia (ok. 160
                                    tys.). Czyli nie jest to przestępstwo.

                                    Prokuratorzy dodają jednak, że członkowie spółdzielni mogą domagać się
                                    rozliczenia swoich władz.

                                    - To cyrk! Jeśli prokuratorzy nie chcą pomóc, sprawę załatwimy inaczej.
                                    Współpracujemy z Krajową Radą Spółdzielczą, chcemy by pomogła nam zwołać
                                    nadzwyczajne zebranie, na którym odwołamy radę nadzorczą - zapowiada Erber. -
                                    Wtedy będziemy mogli zmienić prezesa.

                                    W niedzielę prezes Biczyk był dla Gazety nieuchwytny.
                                    • Gość: Odc.15 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 15:10
                                      Prezes spółdzielni piętnuje mieszkankę spółdzielni
                                      Maja Sałwacka2005-03-08, ostatnia aktualizacja 2005-03-09 13:43
                                      W blokach zielonogórskiej spółdzielni "Kisielin" pojawił się komunikat, w
                                      którym prezes Jerzy Biczyk, przestrzega mieszkańców przed Ireną E, jako znajomą
                                      oskarżonego o łapówki. Mieszkanka odpowiada pozwem sądowym


                                      Wojna między Jerzym Biczykiem, prezesem spółdzielni mieszkaniowej "Kisielin", a
                                      jej mieszkanką Ireną Erber, trwa już kilka lat. Zaledwie tydzień temu
                                      zakończyła się kolejny proces. Prezes oskarżał Erber o pomówienia. Domagał się
                                      wyroku więzienia za to, że kobieta ośmieliła się skrytykować zarząd. Sąd
                                      apelacyjny uniewinnił kobietę.

                                      Prezes niedługo czekał na ripostę. Doszukał się powiązań Erber ze Zbigniewem
                                      Ś., aresztowanym w ostatni piątek pod zarzutem brania łapówek, kierownikiem
                                      wydziału szkoleń zielonogórskiego WORD-u.

                                      Komunikat prezesa

                                      We wtorek w osiedlowych gablotach wisiał komunikat prezesa, w którym
                                      przestrzega przed ludźmi, którzy chcą go obalić i zastąpić podejrzanym
                                      łapownikiem. Cytujemy:

                                      Czy Zbigniew Ś. kierownik wydziału szkoleń Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu
                                      Drogowego aresztowany w związku z podejrzeniem o branie łapówek, to nie kto
                                      inny tylko lansowany przez "bohatersko walczącą z machiną spółdzielczą " o
                                      prywatne interesy swojej siostry i koleżanki Ireny E. kandydat na prezesa rady
                                      spółdzielczej (oczywiście po ewentualnym obaleniu jej przez jej "ekipę" inż.
                                      Jerzego Biczyka ).

                                      CZY TAKIE TOWARZYSTWO CHCE DORWAĆ SIĘ DO WŁADZY W NASZEJ SPÓŁDZIELNI?



                                      On mnie szkaluje

                                      Irena Erber jest oburzona. Twierdzi, że nigdy nikogo nie lansowała na nowego
                                      prezesa, a także nie przyjaźniła się z kierownikiem WORD. - Nawet nie wiem, kim
                                      jest tajemniczy Zbigniew Ś.! To szkalowanie mojej osoby, prezes chce mnie
                                      zdyskredytować w oczach spółdzielców - opowiada - To upokarzające mnie z kimś,
                                      kto popełnił przestępstwo. Nawet, gdyby to był mój znajomy, czy powinnam
                                      odpowiadać za jego czyny? - pyta.

                                      Kobieta jest zdecydowana ponownie spotkać się z prezesem w sądzie. - Kielich
                                      goryczy się przelał. Prezes na tablicach urządza sobie jakiś prywatny serial ze
                                      mną, jako czarną owcą - tłumaczy i żali się, że to nie pierwszy raz kiedy jej
                                      nazwisko zawisło na tablicy. - Wcześniej insynuował, że walcząc z nim, kieruję
                                      się prywatą i interesami mojej siostry.

                                      Irenę Erber, wkrótce czeka kolejny proces ze spółdzielnią, tym razem kobieta
                                      miała pomówić zarząd spółdzielni w programie TVP 3 i audycji Radia Zachód.

                                      We wtorek kilkakrotnie próbowaliśmy skontaktować się z prezesem Biczykiem.
                                      Bezskutecznie.

                                      Komentują

                                      Kazimierz Rubaszewski, rzecznik zielonogórskiej prokuratury: - W komunikacie,
                                      władze spółdzielni, złamały prawa podejrzanego. Oceniają go, piętnują. Nie
                                      można także, insynuować braku kompetencji, na podstawie znajomości osoby z
                                      podejrzanym. To przestępstwo. Osoby, które czują się obrażone jego treścią,
                                      mogą wnioskować o ściganie z oskarżenia cywilnego z artykułu 212 lub 216, czyli
                                      o pomówienie lub znieważenie.

                                      Jacek Budziński, miejski radny PiS, mieszkaniec spółdzielni Kisielin: -
                                      Osiedlowe gabloty nie są areną do prywatnych rozgrywek między prezesem, a
                                      mieszkanką spółdzielni. Takie sprawy powinno załatwiać się w sądzie albo za
                                      pomocą mediów. Jako mieszkańca nie interesuje mnie, kto się z kim przyjaźni, i
                                      w jaką aferę jest uwikłany. Tablice są po to, żeby przeczytać ważne ogłoszenia
                                      czy komunikaty.
                                      • Gość: Odc.16 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 15:11
                                        Miasto kontra Kisielin
                                        les2005-03-30, ostatnia aktualizacja 2005-03-30 18:07
                                        60 tys. zł za dzierżawę miejskich gruntów chce od Spółdzielni
                                        Mieszkaniowej "Kisielin" zielonogórski magistrat. Spółdzielnia płacić nie chce.
                                        W sądzie odbyła się kolejna rozprawa.
                                        Wszyscy spodziewali się zakończenia procesu i publikacji wyroku. Reprezentujący
                                        spółdzielnię mecenas Sebastian Kordel wniósł jednak o zbadania jeszcze jednego
                                        dowodu. Sąd przesunął więc publikację na maj-czerwiec.

                                        Proces dotyczy wydarzeń sprzed dwóch lat. Wtedy zielonogórscy radni zgodzili
                                        się, aby wszystkie zielonogórskie spółdzielnie mogły z 93-procentową bonifikatą
                                        wykupić ziemię, na której stoją ich budynki. By skorzystać z bonifikaty,
                                        spółdzielnie musiały załatwić wszystkie formalności do końca 2003 r.
                                        Prezes "Kisielina" złożył jednak do miasta wniosek dopiero 30 grudnia i
                                        urzędnicy nie mieli już czasu, aby go rozpatrzyć. Oznaczało to, że w kolejnym
                                        roku spółdzielnia nie mogła zaoszczędzić ok. 60 tys. zł z tytułu opłat za
                                        dzierżawę.

                                        Spółdzielnia wykupiła grunty dopiero w lutym ub.r. Ale zgodnie z prawem za
                                        dzierżawę musi zapłacić za cały rok. Miasto przed sądem domaga się całej sumy.
                                        Tymczasem prezes "Kisielina" Jerzy Biczyk uważa, że powinien zapłacić tylko za
                                        te dwa miesiące, podczas których grunty należały jeszcze do miasta.

                                        Wczoraj "Kisieli" powoływał się na uchwałę Sądu Najwyższego, który w podobnej
                                        sprawie przyznał rację innej spółdzielni. Sędzia Jacek Skręty wystąpił do SN o
                                        przysłanie szczegółowego uzasadnienia.wyroku. Dopiero po jego otrzymaniu ogłosi
                                        swoją decyzję.
                                        • Gość: Odc.17 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 15:12
                                          Nie ma chętnych wśród sędziów do sprawy Pańtaka
                                          Maja Sałwacka 2005-05-04, ostatnia aktualizacja 2005-05-04 18:16
                                          Zielonogórska spółdzielnia mieszkaniowa "Kisielin" oskarżyła mecenasa
                                          Kazimierza Pańtaka o zniewagę. Żaden z sędziów sądu rejonowego nie chce podjąć
                                          się sprawy. Prezes spółdzielni twierdzi, że sędziowie wystraszyli się
                                          Kazimierza P.
                                          Dwa lata temu, zielonogórski prawnik Kazimierz Pańtak stanął w obronie Ireny
                                          Erber, mieszkanki os. Pomorskiego. Szefowie spółdzielni chcieli usunąć ją z
                                          mieszkania i skreślić z listy członków. Erber krytykowała prezesa Jerzego
                                          Biczyka. Upominała się o remonty, wytykała zaniedbania i wysokie apanaże
                                          prezesa.

                                          W czerwcu 2003 r. odbyło się walne zgromadzenie spółdzielców, z którego Erber i
                                          Pańtaka wyrzucono z sali. Mecenas komentował spór na łamach "Gazety": -
                                          Zobaczyłem rządy kolesiów, którzy traktują spółdzielnię jak swoje księstwo.
                                          Ludzie nie mogą dopuścić, aby zarząd i radę nadzorczą opanowała klika, która
                                          dba tylko o własne interesy. Spółdzielcy muszą brać udział w zebraniach i
                                          decydować o wyborze swoich przedstawicieli.

                                          Prezes i zarząd spółdzielni, oskarżyli go o znieważenie i pomówienie, za co
                                          grozi do dwóch lat więzienia.

                                          Pierwsza rozprawa w wydziale karnym planowana była styczeń tego roku, nie
                                          rozpoczęła się do dziś. Żaden z sędziów karnistów sądu rejonowego w Zielonej
                                          Górze nie chce orzekać. O wykluczenie proszą także sędziowie orzekający w
                                          sprawach karnych sądu grodzkiego.

                                          - Na ławie oskarżonych powinien zasiąść prawdziwy przestępca, a nie mecenas,
                                          który powiedział kilka gorzkich słów. Przecież to może spotkać każdego z
                                          obrońców, który odważy się na ostre wypowiedzi - opowiada sędzia, która prosi o
                                          zachowanie anonimowości.

                                          Inny sędzia tłumaczy: - To kuriozum, że taka sprawa rozgrywa się w naszym
                                          wydziale. Prezes powinien dochodzić swoich praw w procesie cywilnym - ucina.

                                          Piotr Sobański, adwokat Kazimierza Pańtaka chce jednak złożyć wniosek o
                                          umorzenie postępowania. Twierdzi, że jego klienta, jak każdego adwokata i
                                          radcę, chroni immunitet (dotyczy on tylko spraw z powództwa cywilnego).

                                          - Sprawa nie powinna trafić do sądu z przyczyn formalnych. Jeśli adwokat w
                                          procesie broniąc swojego klienta musi znieważyć drugą stronę, nie powinien za
                                          to odpowiadać przed sądem. To przecież jego praca - tłumaczy - Nie znaczy, że
                                          adwokaci pozostają bezkarni. Można przecież złożyć skargę w Izbie Adwokackiej.
                                          Adwokat może zostać wtedy ukarany dyscyplinarnie.

                                          Prezes spółdzielni Jerzy Biczyk w wywiadzie dla Radia Plus, o mecenasie nie
                                          wypowiada się inaczej jak "Kazimierz P." Twierdzi, że mecenas znieważył wielu
                                          spółdzielców i powinien ponieść karę, gdyż odmówił przeprosin. Jak ocenia
                                          sędziów? - Rzekomo wyłączyło się ok. 40. Chyba wystraszyli się Kazimierza P.
                                          Czy macki Kazimierza P. tak daleko sięgają? - pytał, odpowiadając dziennikarzom
                                          Radia Plus Biczyk. Prezes stwierdził, że w wydziale karnym sądu dzieją
                                          się "dziwne rzeczy".

                                          Komentuje Ewa Ozga - Świetlik, prezes Sądu Rejonowego w Zielonej Górze: -
                                          Proces rozpocznie się jeszcze w tym miesiącu. Faktycznie dostaliśmy wiele
                                          wniosków o wyłączenie z rozprawy. Ale wszystko jest już na dobrej drodze.
                                          Wyznaczony sędzia Sądu Rejonowego jest w trakcie rozpoznania sprawy. Gdy wróci
                                          z urlopu ustali termin. Choć oczywiście może się zdarzyć, że i ten sędzia
                                          zrezygnuje.
                                          • Gość: Odc.18 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 15:13
                                            Kisielin wygrał z miastem
                                            Maja Sałwacka2005-06-08, ostatnia aktualizacja 2005-06-08 18:31
                                            Miasto przegrało sprawę, którą wytoczyło prezesowi spółdzielni Kisielin o
                                            zapłatę 50 tys. zł rocznej dzierżawy za grunty. Wyrok daje możliwość ubiegania
                                            się o zwrot pieniędzy innym właścicielom terenów
                                            We wrześniu 1993 r. radni zgodzili się, aby wszystkie zielonogórskie
                                            spółdzielnie z 93-procentową bonifikatą wykupiły ziemię, na której stoją ich
                                            budynki. Żeby w kolejnym roku nie płacić już dzierżawę ziemi, prezesi musieli
                                            załatwić wszelkie formalności do końca 2003 r.

                                            Jerzy Biczyk, prezes spółdzielni mieszkaniowej Kisielin złożył wniosek dopiero
                                            30 grudnia 2003 r. Miejscy urzędnicy nie zdążyli go rozpatrzeć przed końcem
                                            roku. Dlatego spółdzielnia wykupiła grunty dopiero w lutym 2004 r. Miasto
                                            zarządzało rocznej zapłaty za dzierżawę - ok. 60 tys. zł.

                                            Prezes jednak postanowił zapłacić miastu 8,3 tys. zł - tylko za te dwa
                                            miesiące, kiedy grunt był jeszcze miejski. Miasto podało spółdzielnię do sądu.

                                            W styczniu tego roku rozpoczął się proces. Prezes bronił się, twierdząc, że
                                            miasto gra nieuczciwie. Miasto zasłaniało się prawem mówiącym, że opłata za
                                            dzierżawę jest jednorazowa i dotyczy zapłaty za cały rok.

                                            Wczoraj zielonogórski Sąd Okręgowy wydał wyrok w tej sprawie. Uznał, że
                                            spółdzielnia nie musi płacić zaległych pieniędzy. W uzasadnieniu powołał się na
                                            podobną uchwałę z grudnia 2004 r., którą wydał Sąd Najwyższego.

                                            Aleksander Dziącko, rzecznik prezydent miasta, nie chciał komentować wyroku i
                                            wyjawić, czy dojdzie do ewentualnej apelacji. - Musimy poczekać na
                                            uzasadnienie - tłumaczy.

                                            Sebastian Kordel, adwokat, który reprezentował spółdzielnię Kisielin, uważa, że
                                            wyrok może być przełomowy: - Do magistratu mogą zacząć się zgłaszać właściciele
                                            innych gruntów wykupionych na własność, którym kazano zapłacić za rok dzierżawę
                                            z góry.
                                            • Gość: Odc.19 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 15:14
                                              Erber zostaje w spółdzielni
                                              msw2005-07-06, ostatnia aktualizacja 2005-07-06 18:24
                                              Krytykowanie władz nie jest powodem wyrzucenia kogoś ze spółdzielni - uznał
                                              zielonogórski sąd. I przywrócił Irenie Erber prawo do członkostwa w SM
                                              Kisielin.


                                              Proces, który wytoczyła Irena Erber spółdzielni Kisielin, w środę zakończył się
                                              w sądzie.

                                              Elber przez14 lat była członkiem spółdzielni. Od początku interesowała się jej
                                              sprawami, ostro krytykując działania prezesa Jerzego Biczyka. Władze uznały to
                                              za "działanie na szkodę spółdzielni". W 2003 r. walne zgromadzenie wykluczyło
                                              panią Irenę z członkostwa. Decyzja oznaczała wyprowadzenie się jej z
                                              mieszkania. Kobieta postanowiła walczyć.

                                              Sąd uchylił uchwałę spółdzielni. Uznał, że Erber w swoich ocenach nie pomówiła
                                              władz, a krytykowanie - jak stwierdził - nie jest wystarczającym powodem do
                                              wykluczenia.
                                              • Gość: Odc.20 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 15:14
                                                Mecenas Pańtak w opałach
                                                Maja Sałwacka2005-10-28, ostatnia aktualizacja 2005-10-28 18:03
                                                Szefowie zielonogórskiej Spółdzielni Mieszkaniowej "Kisielin" poszli do sądu,
                                                po tym jak mecenas Kazimierz Pańtak nazwał ich "rządami kolesiów". Mecenasa
                                                chroni immunitet adwokacki, tyle że - jak twierdzi sędzia - tylko na sali
                                                sądowej
                                                Dwa lata temu Kazimierz Pańtak stanął w obronie Ireny Erber, mieszkanki os.
                                                Pomorskiego. Prezes spółdzielni "Kisielin" Jerzy Biczyk chciał usunąć ją z
                                                mieszkania i skreślić z listy członków, gdy ta otwarcie go skrytykowała m.in. -
                                                za jej zdaniem - zaniedbania w remontach. W czerwcu 2003 r. z walnego
                                                zgromadzenia spółdzielców Erber i Pańtaka wyrzucono z sali obrad. Mecenas
                                                komentował na łamach "Gazety": - Zobaczyłem rządy kolesiów, którzy traktują
                                                spółdzielnię jak swoje księstwo. Ludzie nie mogą dopuścić, aby zarząd i radę
                                                nadzorczą opanowała klika, która dba tylko o własne interesy.

                                                Prezes Biczyk i zarząd odpowiedzieli pozwem o znieważenie i pomówienie (kara do
                                                dwóch lat więzienia). Sprawa utknęła, gdyż żaden z sędziów karnistów Sądu
                                                Rejonowego w Zielonej Górze nie chcieli w niej orzekać.

                                                W piątek doszło do rozprawy pojednawczej. Orzekała sędzia Sądu Grodzkiego. Nie
                                                zjawił się na niej Pańtak, który leczy się w Kołobrzegu.

                                                - Jeśli sprawę umorzą to znaczy, że sąd i adwokaci to dopiero rządy kolesiów -
                                                żartował przed wejściem na salę pewny swego Biczyk.

                                                Piotr Sobański, broniący Pańtaka, żądał umorzenia sprawy, bo jak twierdzi jego
                                                klienta chroni immunitet. - Ale nie jesteśmy bezkarni. Prezes może przecież
                                                złożyć skargę na mecenasa w Izbie Adwokackiej - tłumaczył Sobański.

                                                Sebastian Kordel, prawnik Spółdzielni, upiera się, że Pańtak przekroczył
                                                swobodę wypowiedzi. Jego zdaniem, mógł nawet obrazić prezesa, ale tylko na sali
                                                sądowej. Przekonał sąd. Sporu nie umorzono.

                                                - Jesteśmy skłonni iść na kompromis. Chcemy tylko przeprosin w prasie -
                                                zaznacza Kordel.

                                                Pantak nie chce o tym słyszeć. - Nie wydam ani złotówki na ogłoszenie. Dla mnie
                                                sprawa jest czytelna, prezesa chciał mnie zastraszyć, bym nie bronił pani
                                                Erber. Ale jej sprawę już wygrałem. Wygram i tę! - zapewnia Kazimierz Pańtak. -
                                                Na walnym zebraniu reprezentowałem przecież moją klientkę, byłem w pracy.
                                                Wyraziłem swoją opinię o całej sytuacji "Gazecie". Miałem milczeć po tym, co
                                                tam zobaczyłem ? - pyta.

                                                Mecenas ma sporo do stracenia. Gdyby przegrał, może zostać wykluczony z
                                                palestry i stracić mandat radnego sejmiku.
                                                • Gość: Odc.21 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 15:15
                                                  Mecenas do umorzenia
                                                  Maja Sałwacka2005-11-30, ostatnia aktualizacja 2005-11-30 18:02
                                                  Zarząd zielonogórskiej spółdzielni mieszkaniowej "Kisielin" oskarżył mecenasa
                                                  Kazimierza Pańtaka o zniewagę. Gdyby wygrał, adwokat straciłby mandat radnego
                                                  sejmiku. Sąd jednak umorzył postępowanie
                                                  Dwa lata temu zielonogórski prawnik Kazimierz Pańtak stanął w obronie Ireny
                                                  Erber, mieszkanki os. Pomorskiego. Szefowie spółdzielni chcieli usunąć ją z
                                                  mieszkania i skreślić z listy członków. Erber krytykowała prezesa Jerzego
                                                  Biczyka za brak remontów, zaniedbania i wysokie nagrody. Kiedy w czerwcu 2003
                                                  r. odbyło się walne zgromadzenie spółdzielców, Erber i Pańtaka wyrzucono z
                                                  sali. Wtedy mecenas skomentował spór na łamach "Gazety": - Zobaczyłem rządy
                                                  kolesiów, którzy traktują spółdzielnię jak swoje księstwo. Ludzie nie mogą
                                                  dopuścić, aby zarząd i radę nadzorczą opanowała klika, która dba tylko o własne
                                                  interesy.

                                                  Prezes razem z zarządem spółdzielni oskarżyli go o znieważenie i pomówienie
                                                  (kara do dwóch lat więzienia). Żądali przeprosin.

                                                  Adwokat Pańtaka wnioskował o umorzenie tłumacząc, że chroni go adwokacki
                                                  immunitet, a krytyka wpisana jest w jego zawód. Sąd jednak oddalił jego
                                                  wniosek - uznał, że Pańtak mógł krytykować, ale tylko podczas pracy czyli np.
                                                  na sali rozpraw. Mecenas miał sporo do stracenia. Gdyby przegrał sprawę - z
                                                  wyrokiem skazującym z sądu karnego, mógł zostać wykluczony z palestry,
                                                  straciłby także mandat radnego sejmiku.

                                                  Na finał procesu nie przyszedł ani Jerzy Biczyk, ani jego adwokat. Sąd umorzył
                                                  postępowanie.

                                                  - Nie wiem dlaczego prezes nagle się wycofał. Zawsze przychodził na rozprawy ze
                                                  swoim zastępcom. Może to taktyczny wybieg? Może zrozumiał, że nie można skazać
                                                  za wolność słowa ? - zastanawiał się Pańtak.

                                                  Sebastian Kordel, adwokat spółdzielni tłumaczy nieobecność tłumaczył chorobą
                                                  swojego kleinta. - Mój stan zdrowia nie pozwalał mi osobiście doręczyć
                                                  zwolnienia - opowiada i liczy, że Sąd uwzględni jego odwołanie - Wierzę, że
                                                  proces wróci na wokandę.
                                                  • Gość: Odc.22 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 15:17
                                                    Finał procesu Biczyk kontra Pańtak
                                                    Maja Sałwacka2005-12-21, ostatnia aktualizacja 2005-12-21 18:43
                                                    Zarząd zielonogórskiej Spółdzielni Mieszkaniowej "Kisielin" oskarżył mecenasa
                                                    Kazimierza Pańtaka o zniewagę. Sąd umorzył postępowanie, bo oskarżyciele nie
                                                    pojawili się na ostatniej decydującej rozprawie. Tłumaczyli się chorobą
                                                    adwokata. Sędziowie nie dali im wiary - sprawdzili, że dzień wcześniej ich
                                                    adwokat był w pracy


                                                    Dwa lata temu zielonogórski prawnik Kazimierz Pańtak stanął w obronie Ireny
                                                    Erber, mieszkanki os. Pomorskiego. Szefowie spółdzielni chcieli skreślić ją z
                                                    listy członków. Erber ostro krytykowała prezesa Jerzego Biczyka. Kiedy w
                                                    czerwcu 2003 r. odbyło się walne zgromadzenie spółdzielców, Erber i Pańtaka
                                                    wyrzucono z sali. Wtedy mecenas skomentował: - Zobaczyłem rządy kolesiów,
                                                    którzy traktują spółdzielnię jak swoje księstwo. Ludzie nie mogą dopuścić, aby
                                                    zarząd i radę nadzorczą opanowała klika.

                                                    Prezes razem z zarządem spółdzielni oskarżyli go o znieważenie i pomówienie i
                                                    zążądali przeprosin. Adwokat Pańtaka żądał umorzenia, tłumacząc, że chroni go
                                                    adwokacki immunitet. Sąd jednak oddalił wniosek. Pod koniec listopada miał
                                                    zapaść wyrok. Ale na rozprawę nie przyszedł ani Jerzy Biczyk, ani jego
                                                    zastępca, zabrakło także jego adwokata. Sądowi nie pozostało więc nic innego,
                                                    jak umorzyć postępowanie i oczyścić z zarzutów mecenasa. Adwokat spółdzielni
                                                    tłumaczył się chorobą, twierdził, że nie miał możliwości donieść zwolnienia do
                                                    sądu. Kiedy wrócił do pracy, natychmiast także wniósł zażalenie, załączając
                                                    zwolnienie. Sędziowie jednak ustalili, że dzień przed rozprawą, będąc już na
                                                    zwolnieniu, zjawił się na innej rozprawie w Sądzie Grodzkim. Sąd uznał, że
                                                    wtedy mógł także przedłożyć zwolnienie. Sąd podtrzymał decyzję o umorzeniu
                                                    postępowania. Koszty procesu, ok. kilka tysięcy złotych, pokryje spółdzielnia.
                                                  • Gość: Odc.23 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 15:19
                                                    Sąd zdecydował: Irena Erber wraca do spółdzielni
                                                    Maja Sałwacka2006-06-16, ostatnia aktualizacja 2006-06-16 19:25
                                                    Władze spółdzielni Kisielin złamały prawo, wykluczając z grona członków Irenę
                                                    Erber - orzekł Sąd Apelacyjny w Poznaniu. Dla kobiety oznacza to koniec
                                                    trzyletniego stresu i życia na walizkach
                                                    Irena Erber przez14 lat była członkinią spółdzielni. Sąsiedzi aż trzykrotnie
                                                    wybierali ją na swojego przedstawiciela do tzw. grupy członkowskiej. Kobieta
                                                    wywalczyła remont dachów, postawienie lamp. Wytykała radzie nadzorczej wysokie
                                                    nagrody, nagłe podwyżki czynszu. Krytyka nie spodobała się prezesowi
                                                    spółdzielni Jerzemu Biczykowi. Walne zgromadzenie SM Kisielin wykluczyło Irenę
                                                    Erber w czerwcu 2003 r. "za szkalowanie i pomawianie władz (bo to godzi w dobro
                                                    samej spółdzielni)". Na wyprowadzkę dano jej dwa miesiące.

                                                    - Żyję na walizkach, w każdej chwili mogą mnie wyeksmitować z mieszkania. Żyję
                                                    w ciągłym stresie - opowiadała "Gazecie" kobieta.

                                                    Lista zarzutów władz Kisielina wobec pani Ireny była długa. Władzom nie
                                                    podobało się np. stwierdzenie pani Erber, że za przegrane sprawy przed sądem
                                                    zapłacą wszyscy mieszkańcy. Zarządzający Kisielinem twierdzą, że spółdzielnia
                                                    na tego typu wydatki ma specjalne fundusze. Żalili się także, że kobieta
                                                    opowiada publicznie o zebraniach delegatów spółdzielni, na których podają
                                                    wykwintne potrawy z nadziewanymi kaczkami.

                                                    Pani Irena postanowiła walczyć w sądzie. Ale proces rozwlekał się w czasie, bo
                                                    pełnomocnik spółdzielni albo nie zjawiał się na rozprawach, albo tłumaczył, że
                                                    miał zbyt mało czasu, by przygotować się do nich. Mecenas Kazimierz Pańtak,
                                                    radny sejmiku, zgodził się poprowadzić sprawę pani Ireny zupełnie za darmo. -
                                                    Nie można kogoś wyrzucić z mieszkania za krytykę. Prezes spółdzielni opłacany
                                                    jest z pieniędzy spółdzielców, powinien się uodpornić na krytykę. A jeśli
                                                    poczuł się urażony, mógł wytoczyć sprawę cywilną - opowiada Pańtak. Tymczasem
                                                    pełnomocnik spółdzielni domagał się dla kobiety 10 miesięcy więzienia w
                                                    zawieszeniu na dwa lata. Wysoką karę tłumaczył dużą szkodliwością czynu -
                                                    informacja była podawana w mediach, obiegła całe województwo, narażając na
                                                    utratę dobrego wizerunku spółdzielni.

                                                    W lipcu ub.r. Sąd Okręgowy w Zielonej Górze uznał, że władze spółdzielni nie
                                                    miały prawa pozbawić Ireny Erber członkostwa. Orzekł, że kobieta w swoich
                                                    ocenach nie pomówiła władz, a krytykowanie - jak stwierdził - nie jest
                                                    wystarczającym powodem do wykluczenia. Adwokat prezesa odwołał się jednak od
                                                    wyroku. W ubiegły czwartek Sąd Apelacyjny w Poznaniu podtrzymał wyrok. Nakazał
                                                    spółdzielni zwrócić także koszty poniesione przez adwokata kobiety. Wyrok jest
                                                    prawomocny.

                                                    - Cieszę się z wygranej, ale to nie koniec mojej batalii. Chcę, by prezes
                                                    przestał być prezesem, bo traktuje spółdzielnię jak prywatny folwark - opowiada
                                                    kobieta, która wytoczyła prezesowi spółdzielni proces o zniesławienie i
                                                    pomówienie. Kilka miesięcy temu w gablotach bloków na os. Pomorskim pojawił się
                                                    komunikat, w którym prezes przestrzegał mieszkańców przed Ireną E. jako znajomą
                                                    oskarżonego o łapówki kierownika wydziału szkoleń zielonogórskiego WORD. Prezes
                                                    twierdził, że kobieta chce go obalić i zastąpić podejrzanym łapownikiem. - To
                                                    szkalowanie mojej osoby, prezes chce mnie zdyskredytować w oczach spółdzielców -
                                                    opowiada. - To upokarzające łączenie mnie z kimś, kto popełnił przestępstwo.
                                                    Prezes na tablicach urządza sobie jakiś prywatny serial ze mną, jako czarną
                                                    owcą w roli głównej. To nie był pierwszy raz. Jeśli sąd go skaże, będzie musiał
                                                    pożegnać się z funkcją prezesa. To będzie wystarczająca kara.
                                                  • Gość: Ziton Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 31.03.07, 18:57
                                                    I tak suchając co prezes gada i wypisuje w gablotach po klatkach powiem jak on:
                                                    Kuriozum!!!!!!!!!!!Nic dodać nic ująć. :)
                                                  • Gość: księgowa Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 01.04.07, 07:28
                                                    Przegrał mnóstwo procesów.Niewiele wygrał.a to wszystko za nasze spółdzielców
                                                    pieniądze.Jeśli tak dba o finanse spóldzielni,to czemu za prozesy nie płacił ze
                                                    swoich pieniędzy?
                                                  • Gość: UB40 Re: Numery Biczyka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.07, 09:42
                                                    Ale wy tam na Pomorskim macie prezesa.Współczuję.
                                                  • Gość: M3 Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 03.04.07, 21:03
                                                    www.rzg.pl
                                                    Jerzy Biczyk kontra Irena Erber 2- 0. Sąd rejonowy w Zielonej Górze ogłosił
                                                    wyroki w długo ciągnących się dwóch sprawach pomiędzy Prezesem Spółdzielni
                                                    Mieszkaniowej Kisielin, a jedną z lokatorek. Sprawa jest dość skomplikowana, bo
                                                    w jednym przypadku oskarżycielem jest prezes, a w drugim lokatorka.

                                                    Lokatorka oskarża prezesa o to, że na osiedlu wywiesił informacje, które mogą
                                                    ją poniżać. Sąd winy Biczyka się jednak nie dopatrzył i go uniewinnił. Irena
                                                    Erber nie może się pogodzić, z tym wyrokiem. „Sąd uznał, że prezes wywieszając
                                                    te ulotki nie konsultował się z prawnikiem i nie mógł wiedzieć, że łamie
                                                    prawo” – mówi nam rozżalona Irena Erber. W tej sprawie wyrok jest nieprawomocny
                                                    i Irena Erber może się jeszcze odwołać. W drugiej sprawie, w której Jerzy
                                                    Biczyk oskarżał, lokatorkę o pomówienie go w audycji telewizyjnej, również on
                                                    może czuć się usatysfakcjonowany. Irena Erber została skazana na 500 złotych
                                                    grzywny. Wyrok jest prawomocny. Mimo negatywnej opinii sądu odwoławczego Irena
                                                    Erber zapowiada, że się nie podda i poszuka sprawiedliwości w Sądzie
                                                    Najwyższym. Jerzy Biczyk odmówił nam dzisiaj komentarza w tej sprawie.

                                                    Poraża uzasadnienie sędziego.
                                                  • Gość: Maria Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 03.04.07, 22:16
                                                    Jestem z pomorskiego miałam swojego czasu dług w kwocie 6000 tys ,byłam u
                                                    biczyka i wszystko rozłożone zostało na raty,takze mozna sie dogadac tylko
                                                    trzeba to zrobić w czas a nie jak sie ma takie długi czekac kolejne lata,one
                                                    nie maleją a rosną odsetki.
                                                  • Gość: ZITON fan Re: Numery Biczyka IP: *.ztpnet.pl 11.04.07, 21:10
                                                    I co ele czyli Biczyk na to? SPISEK ŻYDOWSKI?
                                                    www.rzg.pl/info.php?id=7474
    • Gość: zielonogórzanin Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.04.07, 09:37

      Gazeta.pl > Forum > Regionalne > Lubuskie > Zielona Góra Czwartek, 12
      kwietnia 2007


      Zielona Góra




      Re: może się zrzucimy i spłacimy
      Przeczytaj komentowany artykuł »
      Autor: Gość: zielonogórzanin IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
      Data: 12.04.07, 09:36 + dodaj do ulubionych wątków

      skasujcie post

      + odpowiedz

      --------------------------------------------------------------------------------
      Po PIERWSZE, wyjaśniono już, że to mieszkanie ma nie 26m2, lecz ok. 40m2.
      Czyżby celowa zagrywka, znanego ze swego cwabiactwa i bycia Wielkim, pana
      Rogackiego????????
      Po DRUGIE, ilu jest ludzi, którzy ledwo wiążą koniec z końcem, ale dla nich
      podstawą jest po pierwsze spłacanie wszelkich należności!!!!!!!!! Nie proszą,
      nie narzekają, nie zalegają, potrafią sobie odmówić wszelkich innych
      dobrodziejstw i żyć skromnie, i z honorem???? Przeciwnie - do państwa
      Rogackich - biznes, samochody, itp.
      Po TRZECIE, jeśli sytuacja zaczęła się walić, to trzeba było od razu zakasać
      rękawy i wziąć się samemu - panie Rogacki - do pracy, stanąć za ladą,
      zrezygnować z dodatkowych pracowników, zawsze byłyby oszczędności!!!!! A może
      tak jeszcze jakieś dodatkowe zajęcie - np. stróżowanie, dozorowanie,
      sprzątanie, itp.
      Po CZWARTE, kto z nas liczy, że w chwili znacznego opóźnienia opłat i zalegania
      z nimi będzie zwolniony od karnych odsetek???????? Kto z nas byłby takim faktem
      mocno zdziwiony, chyba wszyscy oprócz państwa Rogackich!!!!
      Super zasada państwa Rogackich (przeniesiona na trochę inny teren wyglądałaby
      tak): weź kredyt, nie spłacaj go w terminie, a po kilku latach bądź zdziwiony,
      że kredytodawca żąda od Ciebie zaległośći wraz z karnymi odsetkami. W końcu
      taki kredytodawca powinien się cieszyć, że w ogóle mamy ochotę mu co nieco
      oddać, lub tyle ile nam dał przed laty, w końcu te jego pieniądze już dawno
      przejedliśmy, więc skąd wziąć je na nowo?! Co Wy na to?
      PODSUMOWUJĄC - dajmy sobie spokój ze sprawą państwa Rogackich, z naszym
      współczuciem dla nich. Naprawdę, jeśli się tylko rozejrzymy, to zauważymy wielu
      innych, tych skromnych, a o wiele bardziej potrzebujących naszego wsparcia.
      Zainteresowanych zapraszam do pierwszej lepszej fundacji pracującej na rzecz
      biednych, niepełnosprawnych, cieżko chorych, osamotnionych.


    • Gość: zielonogórzanin Re: Jak mieszkać w pięć osób na 26 metrach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.04.07, 09:39

      Gazeta.pl > Forum > Regionalne > Lubuskie > Zielona Góra Czwartek, 12
      kwietnia 2007


      Zielona Góra




      Re: może się zrzucimy i spłacimy
      Przeczytaj komentowany artykuł »
      Autor: Gość: zielonogórzanin IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
      Data: 12.04.07, 09:36 + dodaj do ulubionych wątków

      skasujcie post

      + odpowiedz

      --------------------------------------------------------------------------------
      Po PIERWSZE, wyjaśniono już, że to mieszkanie ma nie 26m2, lecz ok. 40m2.
      Czyżby celowa zagrywka, znanego ze swego cwabiactwa i bycia Wielkim, pana
      Rogackiego????????
      Po DRUGIE, ilu jest ludzi, którzy ledwo wiążą koniec z końcem, ale dla nich
      podstawą jest po pierwsze spłacanie wszelkich należności!!!!!!!!! Nie proszą,
      nie narzekają, nie zalegają, potrafią sobie odmówić wszelkich innych
      dobrodziejstw i żyć skromnie, i z honorem???? Przeciwnie - do państwa
      Rogackich - biznes, samochody, itp.
      Po TRZECIE, jeśli sytuacja zaczęła się walić, to trzeba było od razu zakasać
      rękawy i wziąć się samemu - panie Rogacki - do pracy, stanąć za ladą,
      zrezygnować z dodatkowych pracowników, zawsze byłyby oszczędności!!!!! A może
      tak jeszcze jakieś dodatkowe zajęcie - np. stróżowanie, dozorowanie,
      sprzątanie, itp.
      Po CZWARTE, kto z nas liczy, że w chwili znacznego opóźnienia opłat i zalegania
      z nimi będzie zwolniony od karnych odsetek???????? Kto z nas byłby takim faktem
      mocno zdziwiony, chyba wszyscy oprócz państwa Rogackich!!!!
      Super zasada państwa Rogackich (przeniesiona na trochę inny teren wyglądałaby
      tak): weź kredyt, nie spłacaj go w terminie, a po kilku latach bądź zdziwiony,
      że kredytodawca żąda od Ciebie zaległośći wraz z karnymi odsetkami. W końcu
      taki kredytodawca powinien się cieszyć, że w ogóle mamy ochotę mu co nieco
      oddać, lub tyle ile nam dał przed laty, w końcu te jego pieniądze już dawno
      przejedliśmy, więc skąd wziąć je na nowo?! Co Wy na to?
      PODSUMOWUJĄC - dajmy sobie spokój ze sprawą państwa Rogackich, z naszym
      współczuciem dla nich. Naprawdę, jeśli się tylko rozejrzymy, to zauważymy wielu
      innych, tych skromnych, a o wiele bardziej potrzebujących naszego wsparcia.
      Zainteresowanych zapraszam do pierwszej lepszej fundacji pracującej na rzecz
      biednych, niepełnosprawnych, cieżko chorych, osamotnionych.


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka