Dodaj do ulubionych

Oby do wiosny !

23.01.09, 12:07
Press.pl: Najwyższa Izba Kontroli zapowiedziała kontrolę finansów wszystkich
publicznych rozgłośni regionalnych. Po wakacjach ruszy też kontrola Telewizji
Polskiej.

Kontrola rozgłośni regionalnych rozpocznie się wiosną. NIK podjął decyzję o
jej przeprowadzeniu po kontroli w Radiu Opole. ”Opolska kontrola dała
pozytywną ocenę działalności zarządu, ale negatywną działalności rady
nadzorczej. Dlatego postanowiliśmy rozszerzyć tę kontrolę na cały kraj i
sprawdzić działalność wszystkich zarządów i rad nadzorczych” - powiedział
Jacek Kościelniak, wiceprezes NIK.
Po wakacjach rozpocznie się z kolei kontrola telewizji publicznej. Będzie ona
dotyczyć m.in. legalności i gospodarności wykorzystania mienia państwowego.
NIK ma też sprawdzić, jak TVP rozliczała się z wykorzystania opłat z
abonamentu i czy jest przygotowana do nadawania sygnału w standardzie cyfrowym.
Obserwuj wątek
    • Gość: Gazeta Wyborcza Re: Oby do wiosny ! IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 14.02.09, 14:25
      Ciekawe czy w Radiu Zachód będzie jeszcze ciekawiej ?

      Bałagan w finansach spółki, gotówka wywożona w walizkach za wschodnią granicę,
      ogromne honoraria dziennikarskie wypłacane niezgodnie z zasadami spółki -
      "Gazeta" poznała wyniki audytu w publicznym radiu

      Audyt w spółce przeprowadziła firma Morison Finansista Audit sp. z o.o. Po
      zawieszeniu przez radę nadzorczą w listopadzie ub.r. dwóch PiS-owskich prezesów
      Polskiego Radia - Krzysztofa Czabańskiego i Jerzego Targalskiego - kontrolę
      zlecił właściciel spółki, minister skarbu Aleksander Grad. Dotyczyła ona okresu
      rządów PiS-owskiego zarządu: od 1 stycznia 2006 do 30 września 2008 r.

      Audytor podkreśla, że w spółce panuje bałagan finansowy, który uniemożliwia
      "identyfikację kosztów". Jest nawet większy po przeprowadzonej w 2007 r.
      restrukturyzacji, która miała obniżyć koszty i usprawnić zarządzanie spółką.
      Tymczasem te koszty wzrosły.

      Na początku 2007 r. zarząd przeprowadził co prawda zwolnienia grupowe i pracę
      straciło 295 pracowników, ale jednocześnie zatrudniono 195 nowych i podniesiono
      pensje w firmie o około 16 proc.

      Skowroński sam sobie wypłacał honoraria

      W tym samym czasie część dyrektorów w spółce dostała podwyżki i dłuższe okresy
      wypowiedzenia ("Gazeta" pisała o tym w grudniu ub.r.: dyrektor "Jedynki" Jacek
      Sobala, "Trójki" Krzysztof Skowroński dostali podwyżki z 9 do 12 tys. zł plus
      kwartalną premię po 15 tys. zł, a okres wypowiedzenia wydłużył im się z sześciu
      do dziewięciu miesięcy).

      Audytorzy zwracają uwagę na nieprawidłowości przy wypłacie honorariów
      dziennikarskich dla Skowrońskiego. Z raportu wynika, że osobiście zatwierdzał
      sobie wypłatę honorariów (np. za przeprowadzony wywiad), choć mógł to zrobić
      tylko prezes zarządu. Tak było w przypadku pozostałych dyrektorów anten. W sumie
      audytorzy zakwestionowali 90 proc. tych wypłat, czyli 120 tys. zł wypłacone od
      połowy 2006 r. do grudnia 2008 r.

      Skowroński zaprzecza. - Nie zatwierdzałem własnych honorariów - mówi "Gazecie".
      - Po rozmowach z audytorami pytałem nawet osoby odpowiadającej za honoraria w
      radiu, czy było możliwe wypłacanie pieniędzy dyrektorowi bez zgody prezesa.
      Usłyszałem, że nie.

      Dodaje, że prosił o sprawdzenie w archiwum wszystkich decyzji zatwierdzających
      jego honoraria. Powinno być ich około 60. Ale okazało się, że jest tylko cztery
      lub pięć.

      Czabański twierdzi, że jeśli Skowroński sam sobie wypłacał honoraria, to robił
      to nielegalnie: - Służby finansowe też, bo nie miały prawa wypłacać tych
      pieniędzy bez mojego podpisu.

      Audytorzy odkryli w I Programie radia dziennikarza widmo. Choć ani razu nie
      wystąpił na antenie przez pięć miesięcy (od lipca do listopada 2008), dostał w
      sumie 30 tys. zł. Zdaniem kontrolerów nie było żadnych podstaw do wypłaty.

      Uwagę audytorów zwrócił też korespondent w Londynie Rafał Brzeski, zatrudniony
      we wrześniu 2007.

      - Jego pensja wynosi 10,4 tys. euro miesięcznie (to 46 tys. zł) i znacznie
      odbiega od wynagrodzeń pozostałych korespondentów - czytamy w raporcie. Z
      naszych ustaleń wynika, że średnio korespondent zarabia 20-30 tys. zł (4,5-6,5
      tys. euro). Na dodatek poprzednik Brzeskiego przysyłał także relacje z Brukseli.

      Zdaniem naszych rozmówców Brzeski w roli londyńskiego korespondenta się nie
      sprawdza, np. podczas ostatnich dramatycznych zamieci w Londynie nie było z nim
      kontaktu. Relacje ze zasypanej śniegiem stolicy Anglii musiał nadawać inny
      dziennikarz, a radio musiało mu za to dodatkowo zapłacić.

      Walizka pełna gotówki

      Z raportu wynika, że Jerzy Targalski w ub.r. polecił wypłacić w gotówce 240 tys.
      zł i 459,7 tys. euro Aleksandrowi Abramczukowi (dyr. gen. firmy Agencja Media
      Producencka Aleksandra Abramczuka) za transmisję audycji Polskiego Radia na
      Ukrainę i Białoruś. Audytorzy podkreślają, że to naruszenie prawa dewizowego,
      które nakazuje korzystać z przelewów bankowych, jeśli kwota przekracza 15 tys. euro.

      Ale z naszych informacji wynika, że za tę praktykę wypłat w gotówce odpowiada
      jeszcze poprzedni zarząd Andrzeja Siezieniewskiego. Wówczas uzasadniano to
      niestabilną sytuacją polityczną na Ukrainie. Z tą praktyką zerwano dopiero
      niedawno, po odwołaniu Czabańskiego i Targalskiego. Nowy zarząd poprosił
      Abramczuka o założenie konta i teraz tam są przelewane pieniądze.

      Audytor odkrył jeszcze jedną transakcję gotówkową: 11 tys. dol. dostało
      wydawnictwo Medisont za przygotowanie "Ilustrowanego tematycznego słownika dla
      dzieci białorusko-polskiego i polsko-białoruskiego". To też decyzja Targalskiego.

      Karty służbowe na prywatne wydatki

      Kontrolerzy stwierdzili też, że w spółce nie było żadnych zasad korzystania ze
      służbowych kart kredytowych. Prezes Czabański wydał na cele prywatne ponad 7
      tys. zł.

      Czabański: - Spieszyłem się na zjazd Europejskiej Unii Nadawców, musiałem kupić
      garnitur i koszulę. Wszystko zwróciłem.

      "Gazeta": - Dlaczego nie zapłacił pan kartą prywatną?

      Czabański: - Bo nie miałem jej przy sobie.

      "Gazeta": - Nosił pan zawsze służbową, a prywatnej nie?

      Czabański: - Nie pamiętam, to było dawno temu.

      Audytorzy nie byli w stanie zweryfikować wydatków prezesa "na usługi
      gastronomiczne opisywane jako spotkania służbowe". Na fakturach nie było żadnych
      informacji, o kogo chodziło.

      Audytorzy chcieli to sprawdzić w komputerowym kalendarzu Czabańskiego, ale 14
      stycznia br. (cztery dni po odwołaniu go przez radę nadzorczą) kalendarz zniknął
      z komputera wraz z wszystkimi mailami prezesa z ostatnich dwóch lat.

      Czabański bardziej konkurencyjny

      Powołując Czabańskiego na prezesa latem 2006 r., zdominowana przez PiS rada
      nadzorcza zmieniła mu na lepszą umowę o pracę: z 6 do 12 miesięcy wydłużyła mu
      okres, kiedy na prawo do odszkodowania z tytułu zakazu pracy u konkurencji.
      Przez ten czas ma prawo do 12 miesięcznych pensji, czyli w sumie 223 tys. zł.

      Jednocześnie z 6 do 9 miesięcy wydłużyła okres, kiedy prezes ma prawo do
      odszkodowania za odwołanie przed upływem kadencji - w sumie 167 tys zł. Oznacza
      to, że za odwołanie Czabańskiego radio zapłaci blisko pół miliona złotych. Za
      Targalskiego - "tylko" 120 tys. zł

      Źródło: Gazeta Wyborcza


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka