Gość: V.C.
IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl
24.08.02, 14:01
WOJNA W SŁUŻBIE TECHNOLOGII
Tantalitowe męki
Kongo jest głównym światowym producentem cennego metalu wykorzystywanego w
telefonach komórkowych. Zarabiają na nim sąsiednie kraje, rekiny światowego
biznesu i rosyjska mafia, tylko nie Kongijczycy.
OLEG TUROW
Gdy Laurent-Desiré Kabila, prezydent Demokratycznej Republiki Konga, został w
styczniu 2001 roku zastrzelony przez swego ochroniarza, wydobywany w tym
kraju tantalit osiągał na światowych giełdach rekordowe ceny. Czy był to
przypadek?
Bogactwa naturalne Konga są nieprzebrane. Jest tu złoto, diamenty, uran,
miedź, kobalt, mangan, cynk, srebro, ołów i żelazo. Zarazem Kongijczycy to
najbiedniejsi mieszkańcy w całej Afryce. Od czterech lat trwa tu wojna, w
której zginęło już 10 tysięcy osób. Rebelię wszczęły ugandyjskie i
ruandyjskie wojska, które w 1997 roku pomogły nieznanemu wówczas Laurentowi
Kabili objąć władzę. Rebelianci mieli za co ją prowadzić - środków dostarcza
sama ziemia Konga.
Oczywiście, kopalnie złota i diamentów zawsze będą odgrywały ważną rolę w
brudnym interesie, którym są wojny afrykańskie, lecz w epoce boomu
współczesnych technologii na pierwszym miejscu znalazł się "metal
przyszłości", czyli tantalit. Jest on bardzo odporny na nagłe zmiany
temperatury. Stał się więc ważnym składnikiem kondensatorów, których na
szeroką skalę używa się do produkcji m.in. telefonów komórkowych, sprzętu
RTV, procesorów komputerowych czy sprzętu optycznego. Gdy tylko na rynku
pojawiły się pierwsze telefony komórkowe trzeciej generacji (tzw. UMTS), ceny
tantalitu wrosły sześciokrotnie.
W Kongo zaczęła się prawdziwa gorączka tego metalu. Specjaliści ze Służby
Geologicznej USA (USGS) twierdzą, że Kongo posiada ponad dwie trzecie
wszystkich światowych zasobów tego surowca. Główne złoża rudy tantalitu są
skupione w prowincjach Kivu i Maniema, czyli w tych częściach kraju, które
znajdują się pod kontrolą rebeliantów wspieranych przez Ugandę i Ruandę.
Linia frontu o łącznej długości 2,4 tys. kilometrów nie zmienia się już od
lat, a rozmowy pokojowe między rebeliantami i rządem w Kinszasie wyglądają
jak farsa. Żadna ze stron nie chce zrezygnować z kontroli nad tantalitem i
robi wszystko, by zachować status quo. Działania wojenne, o których od czasu
do czasu informują światowe agencje, są bardzo często zwykłymi rozbójniczymi
najazdami. Ich celem jest odebranie zapasów tego minerału, które zgromadził
przeciwnik.
Gdy ceny tantalitu wystrzeliły w górę, władze Ruandy, okupującej obszary,
które są kilkakrotnie większe od niej samej, objęły monopolem jego wydobycie,
a licencje przekazały zaufanym firmom. Na diamentach ten kraj zarabiał do 200
tysięcy dolarów miesięcznie, a tantalit przynosi jej20 milionów dolarów
miesięcznie. Prezydent Ruandy Paul Kagame mógł więc skomentować: Ta wojna
finansuje się sama.
Wielki wyścig
Można próbować odciąć wojnę w Kongo od źródeł finansowania, naciskając firmy,
które zajmują się skupem tantalitu w miejscach jego wydobycia i dostarczają
go na rynki światowe. Znane są również schematy dostaw surowców do Europy i
USA. Wszystko zaczyna się od lokalnych dealerów, którzy kupują rudę od
robotników, płacąc średnio po 10 dolarów za kilogram. To oni czarterują
samoloty, które dostarczają ładunki do stolicy Ruandy (Kigali) lub Ugandy
(Kampala). Następnie towar nabywają "państwowe" spółki, których
akcjonariuszami są zwykle krewni prezydentów tych krajów oraz generalicja.
Dopiero potem tantalit wędruje do stolic i fabryk europejskich. Tam w
styczniu 2001 roku kilogram tego surowca kosztował blisko 600 dolarów.
Zaledwie kilka przedsiębiorstw na świecie zajmuje się przetwarzaniem rudy
tantalitu na proszek. Są to niemiecki H.C. Starck, amerykański Cabbot Inc.,
chińska Ningxia oraz kombinat Ulbinskij w kazachskim Ust-Kamenogorsku.
Proszek jest sprzedawany firmom produkującym kondensatory i inne komponenty
sprzętu elektronicznego i optycznego. Gotowe kondensatory trafiają do fabryk,
gdzie powstają m.in. telefony komórkowe.
Wejście Buta
Główną rolę w tym interesie odgrywają firmy belgijskie: fikcyjna Cogecom i
Cogear oraz rzeczywiście istniejąca Sogem. Punktem przeładunkowym jest
lotnisko w belgijskiej Ostendzie - dogodna baza tranzytowa w dostawach z
Afryki do Europy i USA (dotyczy to również broni z Europy Wschodniej oraz
krajów WNP). W raportach ONZ figuruje m.in. firma Eagle Wings Resources
(spółka amerykańskiej Trinitech, holenderskiej Chemie Pharmacie Holland oraz
kuzyna prezydenta Ruandy Paula Kagame). Szwajcarski biznesmen Chris Huber
założył trzy spółki Finconcord, Finmining oraz Raremet, współpracujące z
kombinatem Ulbinskij. W tym przypadku transportem surowców z Afryki Środkowej
zajmuje się firma lotnicza należąca do kombinatu. Dysponuje ona szesnastoma
Jakami i Iłami-18, dzierżawionymi od firmy Air-Cess. Ta ostatnia jest
własnością Siergieja Buta, brata działającego w Afryce rosyjskiego biznesmena
Wiktora Buta, który ukrył się gdzieś w Rosji po tym, jak prokuratura
belgijska zainteresowała się jego działalnością.