Dodaj do ulubionych

Potrzeba matką wynalazku

IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 14.01.04, 10:13
Jak to mówią - Polak potrafi.
Zdarza/zdarzało sie Wam użuwać różnych dziwnych sprzętów kuchennych
stworzonych z niczego?
Moje przykłady:
1. Grzałka do wody wykombinowna z kawałka drutu i żyletki (!) - produkcja nie
moja ale działało ładnych parę lat
2. Butelka po winie w roli wałka do ciasta - chyba standard
3. Druty do robótek ręcznych jako szpikulce do szaszłyków.
4. Tarka do ziemniaków (ukochany kiedyś zamarzył o plackach ziemniaczanych) z
nakrętki od słoika podzurkowanej gwoździem - mam do dziś ze wzgledów
sentymentalnych
i sporo innych.

Macie jakieś inne pomysły?:)
Obserwuj wątek
    • baky Re: Potrzeba matką wynalazku 14.01.04, 10:25
      Gość portalu: mandi napisał(a):
      > Macie jakieś inne pomysły?:)

      Skrobaczka do ryb: Deseczka z uchwytem (jak deska do krojenia, tylko mniejsza)
      i do niej przybite małymi gwoździkami kapsle.
      Takie to proste :o))
      • Gość: mandi Re: Potrzeba matką wynalazku IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 14.01.04, 10:31
        I dokładnie to skrobie? i nie kaleczy mięsa?
        • baky Re: Potrzeba matką wynalazku 14.01.04, 10:40
          Gość portalu: mandi napisał(a):

          > I dokładnie to skrobie? i nie kaleczy mięsa?

          Idealnie. Oczywiście trzeba to robić z czuciem (nacisk) ;o))
    • Gość: elask Re: Potrzeba matką wynalazku IP: *.itpp.pl 14.01.04, 11:43
      Nie z kuchni ale przydatne w warunkach " bojowych": moja koleżanka jako
      żelazko użyła metalowego garnuszka z węgielkami w środku ( brak prądu i
      żelazka).
      Na obozie zamiast łopatki do przewracania kotletów używaliśmy kielni.
    • hania55 Re: Potrzeba matką wynalazku 14.01.04, 11:51
      1. Butelka z sokiem zamiast wałka;
      2. Lniana ścierka zamiast durszlaka.

      Przyznaję palmę pierwszeństwa, spośród wymienionych tu wynalazków, grzałce do
      wody. Zwłaszcza, jeżeli nikogo prąd nie poraził :-)
      • czarna_mandarynka Re: Potrzeba matką wynalazku 14.01.04, 12:26
        Nie poraziło nikogo przez dwa lata aż w koncu wysadziło korki na całym piętrze:)
        Do moich domowych hitów zaliczam jednak siatkę do włosów (nieużywana,
        wyparzona), którą naciąga się na garnek z wrzątkiem i zamyka pokrywką. Idealne
        naczynie do gotowania na parze.
    • baky Ogórek konserwowy lub kiszony... 14.01.04, 11:57
      ... z wydrążonym miąższem, jako... kieliszek do wódeczki w warunkach polowych.
      Można nim (przy okazji) zagryzać. Gdy już ma za małą pojemność, zmieniamy na
      nowy :o))
      • brunosch szlachetna prostota 14.01.04, 12:39
        Genialny pomysł! :D
        Choć raczej ogórek świeży, bo kiszony to chyba zmienia smak naitku?
        • baky Anegdotka :o))) 14.01.04, 13:00
          brunosch napisał:

          > Genialny pomysł! :D
          > Choć raczej ogórek świeży,

          Nie próbowałem, ale pewnie się nada.

          > bo kiszony to chyba zmienia smak naitku?

          Raczej nie. No, może trochę uszlachetnia :o))

          PS. Kiedyś (studenckie czasy) jechaliśmy z przyjaciółmi do Suwałk.
          W Augustowie wsiada do naszego przedziału... J-23. Stanisław Mikulski, jako
          żywo - znaczy sję...
          Od słowa do słowa (ktoś wyjął wódeczkę na tę okazję, wszak nie co dzień się
          spotyka J-23)i zaczęła się "imprezka". Ale nasz gość, zaprotestował, iż on
          nigdy, ale to nigdy z gwinta się nie napije, ani też z blaszanego kubka
          (słusznie poniekąd). Nie mieliśmy nic odpowiedniego, więc kolega kupił parę
          jajek od jakiejś kobiety na korytarzu... i my z tych skorupek (umytych!) Panie
          Szanowny teges...
          • Gość: Mycha Re: Popita IP: *.zefa.pl 14.01.04, 14:28
            Z dawnych czasów - impreza u kolegi, skończyla się tak zwana popita, pod
            kranówę się nie odważyliśmy, no więc do butelki po coli: woda z kranu, cukier i
            kwasek cytrynowy - mieszamy, wstrząsamy i oranżada podana!
            ;o))
            • baky "Poceba matko wynalasku" 14.01.04, 17:36
              Gość portalu: Mycha napisał(a):
              > Z dawnych czasów - impreza u kolegi

              Też dawne czasy... "Balanżka" pod nieobecność rodziców...
              Alkohol się skończył, imprezka rozkrecona i zaczęło nas nosić.
              W zapasach "barkowych" (rodziców) ostały się jeno lepsiejsze trunki
              przywiezione przez ojca (ruszyć "nie nada") i butelka spirytusu na nalewkę
              (ruszyć można, a nawet ceba - impryzka w toku).
              Łaaale cło z tego zrłooobić?
              - Dłoooorobi sie z włodo iii bydzie cacy lali - pedział kolega... Jesce djaboła
              pokazem (takie bzzzzz wiuuuuu...), dziewczyny będa sikać po nogach. Robi się go
              po ciemku - rozlewa do butelek spirytus, a pozostałości w pustej (opary)
              podpala i zanurza szybko w wodzie (wcześniej nalanej do garnka. Kszszszs...
              puffff.. zzzzz - słup ognia i gwizd wciąganej wody (idealnie pół butelki).
              Jak my ustalili, tak zrobiły. Tyle, że po ciemku dorobiły my spyrytus do
              spyrytusa, a włode do ...
              Na pierwszy ogień poszedł spirytus.
              - Yyyyp, eeep... Mocne!
              - Ni psygryzione - pedział kolega.
              - nooo, to cyk. Cyk, cyk.
              Kiedy (przy drugiej butelce) wyszło na jaw "ło so hoci", nie było kogo
              poinformować. Większa część pijących ten wykwintny trunek, odjechała już
              wcześniej do Rygi. Ja z kolegą mimo, iż spóźnieni, też zdążyliśmy na ten
              pociąg...
              Łaaaale, jak było cyba, to było...
          • brunosch Re: Anegdotka :o))) 14.01.04, 14:52
            używaliśmy szkła laboratoryjnego, ale to żadna ciekawostka. Za to jak w
            latach '80 na zabitej wsi udało nam się kupic komplet baniek lekarskich
            (12!!!), toż była uciecha!
            • baky Patencik kulinarny 14.01.04, 15:17
              brunosch napisał:
              Za to jak w
              > latach '80 na zabitej wsi udało nam się kupic komplet baniek lekarskich
              > (12!!!), toż była uciecha!

              Hihi...

              Może go znasz?
              Tytułem wstępu muszę się przyznać, że jestem zapalonym wędkarzem, a właściwie
              (w slangu wędkarskim) - "pstrągarzem" :o)))

              Więc dawnymi czasy, kiedy jeździłem za pstrągami i łososiowatymi, jak kot z
              pełnym pęcherzem, po całej Polsce, często robiło się zdobycz na a'la grillu.
              Foli nie było, więc zamiast jej używało się... liście chrzanu.
              Wypróbuj, rewelacja.
    • Gość: kaska Re: Potrzeba matką wynalazku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.04, 16:57
      ja mialam troche na odwrot: zawsze uzywalam tluczka do miesa w charakterze
      mlotka bo jakos nigdy mlotka sobie nie kupilam. teraz mam dwa mlotki i
      absolutnie zepsuty (wylatujacy) tluczek do miesa.
      • julka1327 Re: Potrzeba matką wynalazku 15.01.04, 10:25
        Przez wiele lat do wbijania gwoździ używałam żelazka turystycznego. Ale od
        czasu jak to facet zobaczył to wybiegł i kupił mi piękny, czerwony młotek.
    • Gość: Marta Re: Potrzeba matką wynalazku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.04, 13:55
      Na nowej stancji nie miałam żelazka, co dotarło do mnie z całą mocą na pół
      godziny przede planowanym wyjściem na pierwszą radę pedagogiczną w pierwszej w
      życiu pracy. Odpowiedniej odzieży na tą okazję miałam sztuk 1. ( i to do
      prasowania, oczywiście)
      Wspominając czasy prababek i żelazek z duszą, postanowiłam zagotować wodę w
      czajniku i gorący potraktować jak żelazko.
      W ten sposób wyprasowałam sukienkę, a później kolejne rzeczy.
      Zabawa się skończyła, gdy Mikołaj obdarował mnie nowocześniejszym żelazkiem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka