Dodaj do ulubionych

Żenady kulinarne

31.01.10, 18:28
W moim domu rodzinnym (rodziny nikt sobie nie wybiera :P) kilkukrotne (nawet
do 5 razy) smażenie frytek na starym oleju.Był do smażenia taki stary rondelek
(okopcony,że masakra,takim obleśnym czarnym grubym tłuszczem,pod spodem był
biały z kwiatkiem) po usmażeniu porcji frytek resztę oleju wkładało się do
szafki i czekał on na kolejne smażenie (czasem było ono nawet po
tygodniu-wiadomo codziennie się frytek nie je).Smażyło się na nim frytki do
"oporu" gdy w końcu większa część oleju wyparowała do tego starego dolewało
się po prostu trochę nowego.
A jak u Was było?
Obserwuj wątek
    • lykaena Re: Żenady kulinarne 31.01.10, 18:53
      Ja często piekę ćwiartki ziemniaków w naczyniu żaroodpornym , na pozostałych w
      nim resztkach z pieczenia np. mięsa- oczywiście te resztki nie czekają tam w
      nieskończoność ,tylko 1 dzień.
    • bene_gesserit Re: Żenady kulinarne 31.01.10, 19:35
      He he he.
      W moim domu rodzinnym tez byl taki rondel - czarny od tluszczu, z
      parokrotnie uzywanym do fryt olejem. Trzymalo sie toto w
      piekarniku, i kiedy byl wyciagany, rechotalysmy z siostrą z
      uciechy - frytki w tamtych czasach to byl nie lada przysmak. Garnek
      wywędrowal na śmietnik, kiedysmy wkroczyly w wiek dojrzewania i
      frytki zostaly zbanowane, bo tuczą.

      Oprocz tego z dziecinstwa pamietam kolekcje zup w proszku, ktorymi
      rodzice zaprawiali chyba kazda zupe. Ustalanie menu na jutro
      zaczynalo sie czesto od szukania natchnienia w koszyczku z tymi
      zupami. O dziwo - byc moze dlatego, ze zupa w proszku stanowila
      jeden z licznych skladnikow - zupy rodzicow, szczegolnie ojca,
      zawsze byly przepyszne.
      • gazeta_mi_placi Re: Żenady kulinarne 31.01.10, 23:01
        >W moim domu rodzinnym tez byl taki rondel - czarny od tluszczu, z
        parokrotnie uzywanym do fryt olejem. Trzymalo sie toto w
        piekarniku, i kiedy byl wyciagany.

        Yyyyyyy....
        Tak szczerze mówiąc to nie była szafka tylko piekarnik (tak mi się napisało w pośpiechu).
        Siostra to Ty? :P
        Kiedyś jak wpadłam w nerwy i odskrobałam z tego tłuszczu ukazał sie sympatyczny biały garnuszek z kolorowym kwiatkiem.
        Ale po kilkunastu smażeniach....
    • mvszka Re: Żenady kulinarne 01.02.10, 07:35
      Za żenadę kulinarną uważam zupę szczawiową.
      Wygląd i smak trawy. Jadło się to chyba z braku produktów w sklepach
      i pieniędzy, ale powszechnie-to tu, to tam.
      Mama moja była na tyle łaskawa,że jajko kroiła na pół i takie
      wrzucała do tej zupy, ale pamiętam jak raz gdzieś w gościach u
      jakiejś ciotki wjeżdża na stół ta zupa z jajkiem w całości. Nie
      wypadało zjeść zupy a zostawić jajka- ale jak przekroić łyżką
      ślizgające się na talerzu jajo...?
      Jajo wylądowało w cukiernicy, a zupa rozmaiciła nudny śnieżnobiały
      obrus
      • default Re: Żenady kulinarne 01.02.10, 08:48
        mvszka napisała:

        > Za żenadę kulinarną uważam zupę szczawiową.
        > Wygląd i smak trawy.

        Najwyraźniej nie miałaś okazji zjeść dobrze przysrządzonej zupy
        szczawiowej, albo to po prostu nie Twój smak. Ale dobra zupa
        szczawiowa to pyszności, a nie żenada.

        Natomiast widziałam kiedyś coś potwornego u sąsiadki mojej Mamy -
        smażyła racuchy z jabłkiem na oleju tak rozgrzanym, że dymił na całą
        kuchnię, placki wychodziły niemal czarne, składała je na stos na
        talerzu, a na koniec ten stos polała obficie owym dymiącym,
        pociemniałym olejem z patelni !!!
          • dominikjandomin Re: Żenady kulinarne 05.02.10, 16:17
            Gość portalu: wybradna napisał(a):

            > błe co za okropieństwo
            > Ja niemile wspominam obiad jedzony u cioci, zrobiła ozory w sosie
            > jakimś tam. Mieso było gumowate jak to ozor.

            To co ta ciotka dawała do tych ozorów, że były GUMOWATE? Jakoś domowe ozory
            NIGDY nie były gumowate u mojej Mamy.
          • Gość: . Re: Żenady kulinarne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.10, 22:12
            Gość portalu: wybradna napisał(a):

            > Jakoś nie mogę jeść
            > takich dziwnych rzeczy jak ozory, flaczki, kaszanka galarety z
            > mięsem, czy z rybami .... ble


            Sama jesteś dziwna i ble :P

            A poważnie, to te dania dziwne nie są - po prostu ci nie podchodzą. Albo w życiu nie jadłaś dobrze zrobionych :)



          • Gość: Anna Re: Żenady kulinarne IP: *.md4.pl 12.02.10, 11:10
            Będąc nastolatką zostałam zaproszona przez ciotkę, która zaserwowała mnie i
            mojej młodszej siostrze bardzo krwisty (wręcz krwawy stek) z zimnym puree
            ziemniaczanym i niedogotowaną fasolką. Kulinarny koszmar...
            Innym razem byłyśmy na wakacjach u kuzynostwa. Jadłyśmy obiad u innej ciotki,
            która robiła takie drożdżowe kluski na parze. Potem opowiadała komuś: "Ania
            zjadła 4 kluski, Kasia 6 a Wojtuś 12"... :)

            Czasem mam obawy przed jedzeniem obiadu u kogoś, bo wydaje mi się, że dostanę
            coś czego nie lubię ;)
            Kiedyś dziadkowie męża zaprosili nas na herbatkę, przychodzimy a tu babcia
            szykuje obiad. Obawiałam się czegoś tłustego (jak to u babć bywa) a tu totalne
            zaskoczenie, wszystko było ze smakiem i na poziomie. :)

            • atra1 Re: Żenady kulinarne 12.02.10, 14:47
              zimne pure, to insza inszość, ale co złego w twardawej fasolsce i
              krwistym befsztyku? Tak obiektywnie? W Polsce się fasolkę gotuje do
              bólu, co i owszem jest fajne z bułką tartą np, ale wg mnie równie
              dobra jest na lekko-twardo ugotowana fasolka szparagowa, polana
              oliwą wymieszanąz octem balsamicznym i ząbkiem czosnku. Inna szkoła,
              nie znaczy zła.
                • atra1 Re: Żenady kulinarne 12.02.10, 23:25
                  mi, jako 14-latce, więc niewiele więcej, pasowało. To nie kwestia
                  wieku, ale chyba otwartości kulinarnej. Teraz stek wolę taki medium,
                  a nie jak cieknie z niego, ale do miesa fasokę wolę twardawą, ale za
                  to do jajka sadzonego ugotowaną solidnie fasolkę z bułką tartą. No i
                  teraz trudniej mi niektóre nowinki przychodzą.
        • buttergirl Re: Żenady kulinarne 13.02.10, 14:16
          default napisała:

          > mvszka napisała:
          >
          > > Za żenadę kulinarną uważam zupę szczawiową.
          > > Wygląd i smak trawy.
          >
          > Najwyraźniej nie miałaś okazji zjeść dobrze przysrządzonej zupy
          > szczawiowej, albo to po prostu nie Twój smak. Ale dobra zupa
          > szczawiowa to pyszności, a nie żenada. \


          Odebrałam to bardziej jako konkretną zupę podaną u konkretnie ciotki z całym
          jajkiem.
          W tym wypadku zupa szczawiowa faktycznie była "żenadą" (fuj, nie lubidefault
          napisała:

          > mvszka napisała:
          >
          > > Za żenadę kulinarną uważam zupę szczawiową.
          > > Wygląd i smak trawy.
          >
          > Najwyraźniej nie miałaś okazji zjeść dobrze przysrządzonej zupy
          > szczawiowej, albo to po prostu nie Twój smak. Ale dobra zupa
          > szczawiowa to pyszności, a nie żenada.

          Myślę, że bardziej chodziło o konkretną zupę szczawiową u konkretnej ciotki z
          konkretnie całym jajem. ;) Coś jak ptysie bez łyżeczki. ;)
        • megakomp Re: Żenady kulinarne 16.03.10, 22:04
          W mojej rodzinie to standard, żeby przesmażonym olejem polewać to, co
          się na nim wcześniej smażyło, ale na polewanie racuchów nikt jeszcze
          nie wpadł. Czarny garnek z olejem na frytki do dziś stoi gdzieś w
          spiżarni u mojej mamy ;). A moja babcia też zbiera wszelkie
          patelniowe tłuszcze. To chyba taka mentalność z dawnych czasów, kiedy
          wszystko trzeba było oszczędzać. Ja tam olej zawsze wylewam po
          smażeniu, a jeszcze częściej to smażę na tak małej ilości oliwy z
          oliwek, że jak danie jest gotowe, to nie ma co wylewać :D.
        • aga857 Re: Żenady kulinarne 06.02.10, 11:43
          Ja też bardzo lubię szczawiową. W moim domu jej się nie robiło. Smak poznałam
          dopiero w Warszawie na Płatniczej- tam szczawiowa z jajkiem to prawie niebo w
          gębie.
      • Gość: wredny_widelec Re: Żenady kulinarne IP: 193.23.174.* 13.02.10, 12:15
        Mnie zupa szczawiowa smakowała, a najlepiej pamiętam chodzenie z ciotką po łące
        i zbieranie szczawiu - dla dziecka to była świetna zabawa, aż się chciało potem
        jeść tę zupę. Czasem zbierałyśmy też młode pokrzywy na zupę z pokrzyw :)

        A jajo na twardo najlepiej było, oczywiście, wziąć na łyżkę i podgryzać zębami.
    • szadoka Re: Żenady kulinarne 03.02.10, 14:33
      W moim rodzinnym domu tez taki byl. Czarny od spodu od wielokrotnie
      przypalonego tluszczu. Brrr.
      A'propos calego jajka, moja szwagierka opowiadala, ze jako dziecko,
      dostawala w przedszkolu cale jajko w majonezie i do tego lyzke...
      • bene_gesserit Re: Żenady kulinarne 03.02.10, 22:01
        He he.
        Jajko w sosie chrzanowym w moim przedszkolu bylo ulubionym daniem,
        bo to nie bylo mieso, wątróbka ani ryba, ktorych jakos dzieciary
        nie lubily.
        U nas chodzila pani z nozem i kroila na pol. Dzieci nozy nie
        dostawaly, bo wiadomo, ze sie pokaleczą, he he he. Zanim doszla do
        ostatnich, obiadek juz im stygl, noi polowki tez sie slizgaly, ale
        pomagalismy sobie paluchami :)
      • eeela Re: Żenady kulinarne 05.02.10, 02:03

        > W moim rodzinnym domu tez taki byl. Czarny od spodu od wielokrotnie
        > przypalonego tluszczu. Brrr.

        Czarne, spalone od tłuszczu patelnie to właśnie są najlepsze :)

        Chińczycy na przykład nie lubią nowych woków i mają specjalne techniki, żeby im
        jak najszybciej nadać warstewkę spalonego tłuszczu, która potem nadaje potrawom
        specjalny aromat. Nazywają to 'duszą' woka.

        Meksykanie podobnie traktują swoje comale - dobry comal to stary comal, spalony,
        broń Boże nie należy go doszorowywać. Comal ma być czarny, i to dzięki temu
        opalane na nim warzywa nadają salsom cudownego aromatu :-) Moje chłopię ma comal
        niemal tak stary jak on sam, czyli pod trzydziechę ma ;-)
        • Gość: mfg Re: Żenady -do Eela IP: 212.180.147.* 12.03.10, 12:06
          Eeela, jeśli nie potrafisz odróżnić brudu i spalonego tłuszczu od powłoki
          węglowej, to nie pleć bzdur. Woka ze stali węglowej należy opalić i
          zaimpregnować olejem, ale cały "syf" ze spalonego tłuszczu się usuwa, a woka się
          myje (powłoka węglowa nie jest łatwa to zdrapania). To tyle, jeśli chodzi o
          woka. Co do comali, to się nie znam, ale biorąc pod uwagę stopień meksykańskiej
          higieny, nie zdziwiłbym się, że jedzą fajitas z domieszką 30-sto letniego
          spalonego tłuszczu;)
          • eeela Re: Żenady -do Eela 14.03.10, 00:22
            Woka ze stali węglowej należy opalić i
            > zaimpregnować olejem, ale cały "syf" ze spalonego tłuszczu się usuwa, a woka si
            > ę
            > myje (powłoka węglowa nie jest łatwa to zdrapania). To tyle, jeśli chodzi o
            > woka.

            Mało wiesz o tym, jak się Chińczycy obchodzą z wokami :-) Woki się tylko
            opłukuje i do sucha wyciera, nie myje, bo mycie zdziera powłokę ochronną,
            powoduje natychmiastowe pojawienie się rdzy, a ta jest nieco niezdrowa i szybko
            woka niszczy. Podobnie z comalem, nie myje się, nie szoruje, tylko opłukuje wodą
            i suszy.
    • aniazm Re: Żenady kulinarne 03.02.10, 15:02
      pomidorowa w moim rodzinnym domu - ogromny gar (ze 4 litry na pewno)
      włoszczyzna, kawałek szpondru/kości/co tam było, mały koncentrat pomidorowy z
      puszki, ryż i na koniec śmietana...
      moja pomidorowa się zdecydowanie różni:)
    • maria_74 kuchnia prababki 03.02.10, 21:22
      wrzucała do gara to, co aktualnie miała pod ręką: włoszczyznę (w całości),
      marchewkę, kalafior i ziemniaki (pokrojone w przybliżeniu w kostkę), kawałek
      mięsa (jakiegokolwiek), kroiła parówki, wrzucała makaron, a jeśli zupa była za
      rzadka, dodawała ryżu.
      Ta potrawa to legenda rodzinna.
      • ursz-ulka Re: kuchnia prababki 23.02.10, 17:16
        ja powiem tak- są takie dni że wrzucam do gara - a szczegółowiej na
        patelnię - co jest pod ręką, metoda się nie zmieniła, ale z uplywem
        czasu zmieniają się składniki, na pewno nie są to parówki, ziemniaki
        i marchew, a raczej mrożonka, pieczarki/grzyby mun, papryka,
        cukinia, pomidory ,makaron np.sojowy/ryż/kotlety sojowe i różnego
        rodzaju zioła, oleje (z pestek winogron czy oliwa) i doprawiacz -
        sos sojowy/vegeta/sos chilli
        i smakuje to dobrze, za każdym razem nieco inaczej, kwestia jednak
        podejścia, bo dla mnie kalafior plus ziemniak plus parówa to porażka
    • misself Re: Żenady kulinarne 05.02.10, 10:50
      Półmiski z mąką i bułką tartą po panierowaniu trafiające do szafki.
      Mycie garnków tylko od środka (jest to szczególnie ohydne przy kuchence gazowej).
      Regularne zanurzanie rąk w cieście i innych masach z pierścionkami na palcach,
      na których to pierścionkach były wieloletnie osady.
      Suszenie torebek z herbatą do późniejszego wykorzystania.
      Szorowanie garnków popiołem z papierosów.

      Wszystkie te rzeczy widziałam na własne oczy u rodziny bądź znajomych albo znam
      z opowieści.
      • aiczka Re: Żenady kulinarne 05.02.10, 11:14
        > Regularne zanurzanie rąk w cieście i innych masach z pierścionkami na palcach,

        Ojej, ale to jak z baśni o "Oślej Skórce"! Może ktoś sobie zawsze wyobrażał, jak
        to "przypadkiem, albo może nie całkiem przypadkiem" zsuwa mmu się z ręki
        pierścień i potem książę go znajduje itd. ^_^
        • miss_coco Re: Żenady kulinarne 05.02.10, 11:28
          Ogladam sobie program Come Dine With Me i pani Aneta z Polski sie
          produkuje z polskimi potrawami. Na deser galaretka z torebki,
          pokrojona w kosteczke podana w pucharkach z bita smietana.
            • miss_coco Re: Żenady kulinarne 07.02.10, 17:30
              No nie zartuje ;))
              Podala jako apéritif "namietna szarlotke" z wodki i soku jablkowego
              Na pierwsze danie byl barszcz ukrainski, na glowne golabki.
              No i potem ta galaretka. Uczestnicy programu stwierdzili, ze bylo
              sycaco i malo wyrafinowanie... Najbardziej mnie bawilo, ze pani
              Aneta miala taki koszyczek z przyprawami w proszku przywiezionymi z
              kraju i wlasciwie do wszystkiego dodawala tych kuchcikow czy jak i
              tam. Jak goscie sie pytali co to za dziwny smak, pani Aneta
              spieszyla wyjasnic, ze to nasze narodowe przyprawy ;)) i goscie
              zdumieni kiwali glowami. A potem dla rozrywki byla gra w butelke.
              mozna obejrzec tutaj
              undinerpresqueparfait.rtltvi.be/2009/06/01/aneta/
              • Gość: aga Re: Żenady kulinarne IP: 78.250.114.* 14.02.10, 03:51
                Ojeżu :D Belgijskiej wersji nie znałam, we francuskiej były akcenty polskie, ale delikatne i hmmm... oryginalne, ale nie torebkowe (pan przekonywał, że typowe polskie naleśniki to tylko takie z dodatkiem piany z białek).
                A tu jakaś vegeta, zdublowana przyprawą do bigosu (oczywiście z toną glutaminianu bo jakże inaczej), i do tego imbir, i tymianek. Wszystko dodane do gołąbków z jagnięciną... brrrrrrrrrr, wyobraźnia kulinarna mi siadła...
                I ta galaretka z proszku, jakby trudno było zrobić prawdziwą... Plus teoretyczny za barszcz (ukraiński on nie był bo nie było fasoli ani kapusty) na wywarze z kości, choć to nie znaczy, że "kosteczki" nie poszły w ruch (nie pokazali). Ogólnie mam wrażenie że dostała fory za obcość i nieznajomość języka, a nieumiejętność gotowania zavegetowała.
                --
          • lia.13 Re: Żenady kulinarne 12.02.10, 14:35
            Może i nie zamknęłabym całości polskich deserów w galaretce z bitą śmietaną, ale
            u mnie w domu nadal często pojawia się ona na stole. Z dodatkiem wiśni
            zaprawionych w cukrze czy świeżych owoców, herbatników oraz całościowo posypany
            wiórkami czekoladowym, deser jest pyszny i na lato bardzo odświeżający ;) Deser
            można także polać advocatem czy innym likierem lub sosem owocowym. Jak kto lubi ;)
    • dzioucha_z_lasu Re: Żenady kulinarne 05.02.10, 12:02
      Kurcze, ja też miałam w domu rodzinnym taki gar do frytek! Z
      wierzchu był prawie czarny, olej był wymieniany raz na ruski rok,
      ale kurcze - jakie dobre frytki wychodziły! I była - a właściwie
      nadal jest - patelnia. Duża, bardzo stara, żeliwna. Oczywiście od
      środka myta, ale od zewnątrz pokryta warstwą wieloletniego hmmm...
      chyba węgla :D I jest to najlepsza patelnia świata, wszystkie
      teflony mogą się schować - nic nie przywiera, piecze się na niej
      idealnie, podejrzewam, że ma obecnie własciwości najlepszych
      chińskich woków :D
      • bene_gesserit Re: Żenady kulinarne 05.02.10, 12:13
        dzioucha_z_lasu napisała:

        > Kurcze, ja też miałam w domu rodzinnym taki gar do frytek! Z
        > wierzchu był prawie czarny, olej był wymieniany raz na ruski rok,
        > ale kurcze - jakie dobre frytki wychodziły!

        Z cytowanej juz tu przezemnie ksiazki 'Frytka doskonala',
        traktującej o chemii kulinarnej jasno wynika, ze stary, spalony
        olej jest najepszy do frytek (chemicznego wyjasnienia nie pamietam,
        o ile sie jednak nie myle chodzi o costam-costam z polimerami :).
        Tylko na starym oleju frytki wyjda slicznie zaurmienione i
        chrupiące. Podobno doświadczeni kucharze przy wymienianiu oleju we
        frytownicy zawsze dolewaja część starego.
    • kikimora78 Re: Żenady kulinarne 05.02.10, 12:55
      hehe - moi rodzice chyba jeszcze mają taką patelkę. jest taka odkąd pamiętam
      więc ma pewnie ze 30 lat i jeszcze się trzyma.
      jak to mówią "przedwojenna robota, gnietsa - nie łamietsa"
    • tentimenti Re: Żenady kulinarne 05.02.10, 22:39
      Kiedyś, w głębokim dzieciństwie, zaprosiła mnie koleżanka z bloku na frytki, bo
      jej babcia wlasnie smazy. Czemu nie?
      Przychodzimy, cala rodzina juz siedzi, talerzyki, widelczyki i
      zajadaja...myslalam, ze zle widze - wszyscy wciagali te frytki, ale czarne jak
      wegiel do rysowania :) Kazda jedna czarna i chrupiaca. Sterta węgla.
    • mea8 Re: Żenady kulinarne 06.02.10, 11:17
      Jak nic do tematu pasuje ulubiony deser w rodzinie mojego meza.
      Galaretka z torebki pokrojona w kostke, wymieszana z cala miska
      ubitej "Śnieżki". Fuj fuj, zawsze sie dziwia, ze nie jem bo
      doskonale wiedza, ze uwielbiam bita smietane:) Nie widza roznicy.
    • moniakociara Re: Żenady kulinarne 09.02.10, 16:38
      Moja teściowa po smazeniu naleśnikow nigdy nie myła patelni, bo przecież jest
      czysta...

      A moja rodzicielka, jeżeli po smażeniu ryby zostala jakas mąka, to pzesypywala
      ja do specjalnego pojemniczka na nastepny raz - ja to zawsze nasypuje tyle ile
      mi trzeba. Ale ryby zawsze jadlam ze smakiem w domu :D
    • Gość: joanek Re: Żenady kulinarne IP: *.chello.pl 12.02.10, 11:05
      dodawanie kostek rosołowych do wszystkiego, tak tak.
      i w ogóle te rzeczy różne, co się składają z samych polepszaczy, to oczywista oczywistość.

      ale jeśli chodzi o żenadę w stanie czystym, to moim faworytem jest groszek zielony lub kukurydza z puszki, występująca jako surówka_do_obiadu.
      najlepiej podgrzewana.
      w tej puszce podgrzewana, na gazie.
      i na talerz to potem.
      i to surówka jest.
    • Gość: stary Re: Żenady kulinarne IP: 151.193.120.* 12.02.10, 11:30
      Tez zawsze uzywam tluszczu wielokrotnie.
      Co drugi raz filtruje go przez 3 geste chusteczki (na sitku), nie odczuwamy
      roznicy w smaku miedzy smazonymi frytkami na swiezym oleju a takim wielokrotnie.
      Podstawa czystosci to wysoki garnek, wtedy nic sie nie przypala i zadnej warstwy
      czarnego syfu nie ma.
    • Gość: wredna_synowa Re: Żenady kulinarne IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.10, 11:31
      U mojej teściowej - koszmar zawartości lodówki. Oni tam celebrują
      śniadanka i to co zostanie składaja na jeden tależyk dla nie-wiadomo-
      kogo. I tak: plasterek pomidora sparzonego, obok poł trójkącika
      serka, dupeczka zeschniętej kiełbasy, ścinek parówki.... a na
      nastęny posiłek otwiera się nowe coś, na co się ma ochotę. Nic nie
      pozakrywane, nic nie popakowane. Potem tort smakuje leżącymi obok
      kiszonymi ogóraskami i podwawelską z półki niżej. Wszyscy nosem
      kręcą, więc tort... wraca do lodówki. I czeka. Bo moze a nuż za 3
      godziny będzie bardziej smakował jak tort. Podobne cuda wianki ma w
      szafkach kuchennych. Rzeczy jeszcze z ubiegłego wieku, jakies
      niemieckie z aldiego, nie wiadomo co do czego ale tanie było, to
      kupiła.
    • Gość: Ja Re: Żenady kulinarne IP: 91.209.116.* 12.02.10, 11:43
      Dla mnie żenadą jest kaszanka, flaki, zupki chińskie i inne pseudo posiłki,
      smażenie na kiepskim oleju, korzystanie z kiepskiej jakości produktów - np.
      używanie mielonki zamiast dobrej gatunkowo szynki podczas robienia pizzy...można
      wymieniać w nieskończoność. Na szczęście w rodzinnym domu nauczono mnie dobrej
      kuchni :)
      • mhr-cs ile gatunkow mielonki znasz i z jakiego miesa jest 12.02.10, 12:02
        Gość portalu: Ja napisał(a):

        > Dla mnie żenadą jest kaszanka, flaki, zupki chińskie i inne pseudo
        posiłki,
        > smażenie na kiepskim oleju, korzystanie z kiepskiej jakości
        produktów - np.
        > używanie mielonki zamiast dobrej gatunkowo szynki podczas robienia
        pizzy...możn
        > a
        > wymieniać w nieskończoność. Na szczęście w rodzinnym domu nauczono
        mnie dobrej
        > kuchni :)
      • miriam08 Re: Żenady kulinarne 12.02.10, 12:08
        Z tego, co czytam wynika, że te oszczędności, zostawianie na następny raz mąki ,
        czy bułki tartej, pochodzi z czasów kartkowych, kiedy te produkty były
        wydzielane na osobę w niewielkiej ilości i to jest pozostałośc. Co do oleju
        wielokrotnego użytku, to z tego co wiem tradycja galicyjska, przysłowiowa
        oszczędnośc Krakusów, gdzie nic nie mogło się zmarnowac.
        Moja mama w czasach PRL, jeśli dostała gdzieś alufolię, to ją używała
        wielokrotnie, a proszek Ajax, przywieziony z Anglii był używanu głównie do
        generalnych porządków i starczał na 5 lat.
        • Gość: no name Re: Żenady kulinarne IP: *.4web.pl 12.02.10, 16:41
          zostawianie na następny raz mąki
          > ,
          > czy bułki tartej, pochodzi z czasów kartkowych, kiedy te produkty
          były
          > wydzielane na osobę w niewielkiej ilości

          Ludzie, czy wam się ten PRL nie myli z II wojna swiatową?
          Bułka tarta nigdy nie była na kartki! Tak samo jak mąka.


          Co innego cukier - ten to i owszem, był.
          • miriam08 Re: Żenady kulinarne 12.02.10, 17:44
            Oczywiście, że mąka, makaron i płatki owsiane były na kartki - 81-83 rok. Bułka
            tarta rzeczywiście na kartki nie była, ale szkoda było marnowac, więc mieszało
            się ją z jajkiem i smażyło pseudo kotlety.
      • dominikjandomin Re: Żenady kulinarne 12.02.10, 14:33
        Gość portalu: Ja napisał(a):

        > Dla mnie żenadą jest kaszanka, flaki, zupki chińskie i inne pseudo posiłki,

        Sorry, ale to brednia - porównanie kaszanki i flaków do paskudztw typu zupka
        chińska.
    • Gość: spaten Re: Żenady kulinarne IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.10, 13:04
      Ja z innej beczki :-)
      Kulinarną żenadą jest Pascal Brodnicki i jego Knor przyprawy. Ja
      rozumiem że program musi mieć sponsora ale nie w taki nachalny
      sposób. Nawet Makłaowicz w plenerze nie użyłby koski chociaż akurat
      w plenerze byłoby to jakoś wygodnie.
      Żenada roku!!

      Z wszstkich gotujących kucharzy najlepiej wypada James Olivier.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka