Dodaj do ulubionych

Mąż, który nie docenia....

14.04.04, 23:34
Wiecie co, mam dosyć. Kocham gotować, moje ciasta są słynne wśród znajomych,
wiem, że potrafię zdziałać w kuchni wiele, sprawia mi to wielką radość.
Tymczasem mój mąż zjada coś z czego jestem naprawdę dumna tak jakby jadł
fasolę z puszki. Wkurza mnie to. Kiedy to my jesteśmy gośćmi nie zapomina
pochwalić gospodyni za bardzo proste dania. Wiecie, o co mi chodzi: fajnie
jest jak człowieka docenią za coś, w co włożył wiele serca. Od przyjaciół
słyszę komplementy i wspomnienia moich potraw jeszcze kilka tygodni później.
A on... szkoda gadać. (Szczerze mówiąc bardzo mnie to wkurza)
Obserwuj wątek
    • n0str0m0 hmmmmm... 14.04.04, 23:36
      a co bedzie jak sie okaze
      ze masz falszywych przyjaciol
      zly smak
      i szczerego meza?

      nostromo
      • wintoura Re: hmmmmm... 14.04.04, 23:45
        No nie, bez żartów. Idiotką nie jestem. A swojego męża i przyjaciół dobrze znam.
    • Gość: Agusia porada męża IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.04.04, 00:01
      Podaj mężowi do jedzenia ....fasolkę z puszki.
      To, wyobraź sobie, rada mojego często doceniającego męża.
      A ja nie wiem co Ci poradzić. Gdy mój czasem zapomina to JA się dopominam
      pochwał. A największą pochwałą dla mnie jest to, gdy mąż zje coś za czym nie
      przepada i robi to tylko dlatego, że ja to zrobiłam. Tak przekonałam go już do
      kilku potraw. Ale to na inny wątek...
      Może ta fasolka to nie jest zły pomysł?
    • Gość: Świekr Re: Mąż, który nie docenia.... IP: *.proxy.aol.com 15.04.04, 00:07
      No ale to nie jest wątek o gotowaniu lecz o młżeńskim przygotowaniu.
      Czy jest gdzieś forum porad małżeńskich?
      • Gość: wini3 Re: Mąż, który nie docenia.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.04.04, 08:21
        Mój niedoceniający był w sanatorium. Nie jada zbyt wiele, chętnie zjada to co
        zdrowe- a tam czuwała dietetyczka. Już po pierszym posiłku był telefon - mało,
        wydzielane, jakościowo do niczego. Wrócił skruszony, wychudły. Chwalił bez
        przerwy wszystko co podawałam. Niestety powoli mu już mija - to sprawa świąt
        ale jeszcze doceniał mięsa własnej produkcji. Adresu sanatorium nie podaję ale
        słyszę że zamiennie można stosować szpital - też bez dożywiania trudno przeżyć.
        Korzystajcie zanim nastąpią zmiany bo muszą nastąpić kiedyś.
    • marghot Re: Mąż, który nie docenia.... 15.04.04, 08:39
      zmienić męża hihi :)))
      a tak poważnie, zaproś męża do kuchni, niech pomaga
      wtedy od razu zauważ, że jak smacznie ugotowaLIŚMY :)) jak zobaczy, że nie tak
      łatwo coś przyrządzić, może wtedy doceni
      albo zapytaj czy mu nie smakuje, bo nic nie mówi a jak byliście u Basi, kasi
      etc. to tak chwalił :)))
    • Gość: Marghe_72 Re: Mąż, który nie docenia.... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.04.04, 09:09
      Przegłodzić:)
      Przestac sie starac przez jakiś czas.
      Niech sobie przez kilka tygodni je fgasolkę i kanapki. Może zatęskni za dobrym
      jedzeniem?:)

      I pokaż Mu to :))
      www.bozakobieta.dlajezusa.pl/historie/nierobilam.html
      • giezik Re: Mąż, który nie docenia.... 15.04.04, 09:23
        Od dzis przez tydzien klopsiki ze sloika. Co dziennie to samo.

        (ale w koncu wyjasnic tak po ludzku, powody dzialania ;)

    • funana Re: Mąż, który nie docenia.... 15.04.04, 09:57
      Hm..mój mąż świetnie gotuje i w poprzednim mieszkaniu, gdzie mieliśmy małą
      kuchnię skutecznie zaanektował dla siebie to terytorium. Po przeprowadzce do
      mieszkania z duużą kuchnią, najpierw próbował zrobić ze mnie kuchcika-kochanie
      ja dzisiaj gotuję, czy możesz mi przynieśc...i podać...? A jak ja gotowałam, to
      przychodził co chwilę z radami-"ja bym to zrobił tak i tak, powinnaś
      dodać...itp" Odbyliśmy poważną rozmowę i dzielimy albo wymieniamy terytorium
      (albo ktos gotuje całośc posiłku, albo dzielimy sie daniami). Nie moge
      powiedzieć-chwali to co gotuję (he, he-sam też lubi być chwalony oczywiście).
      Mam znajomych, u których żona domaga sie przy każdej naszej wizycie lub innych
      znajomych wizytach chwalenia, wypytując od każde danie-ba! nawet o składniki,
      czy aby na pewno dobre i smakuje. Uwierzcie, jest to baaardzo męczące-jak jemy
      przystawkę, zupę, drugie i deser i co chwile słyszymy prośby o komentarz
      (łącznie z tym, jak ziemniaki sie ugotowały...)Ale to ekstremalny przypadek-
      trzeba chwalić!Przykro mi, że Twój mąż tego nie wie!Pewnie mysli, że mu się
      należy jak "psu zupa"-może rzeczywiście pomysły innych forumowiczów pt. żarcie
      z puszki itp. mogą mieć tu zastosowanie?
      • Gość: Cynamoon Re: Mąż, który nie docenia.... IP: *.it / 62.233.189.* 15.04.04, 16:10
        Ja tez mysle, ze powinans karmic go zarciem z puszki.
        A jak zauwazy ronice, zaangazowac go w proces gotowania (na poczatek niech
        nawet kroi czy obiera, potem zadasz mu bardziej odpowiedzialna prace)
        Niektorzy faceci maja tez tak, ze liczy sie dla nich tylko kuchnia mamusi.
        Na przyklad moj ojciec. Moja mama gotuje swietnie, a on ciagle domaga sie
        rozgotowanego prawie na papke zarcia. Z jednej strony mozna to tlumaczyc, ze
        jak mu gotowla sp mamusia, byly czasy kryzysu, zarcie podlej jakosci i tylko
        dlugotrwale gotowanie moglo je uczynic jadlnym...Fakt ze przyzwyczajenia
        pozstaly. Jak mama gotuje makaron, to dla innych wyjmuje go z wody jak jest al
        dente, a dla ojca, jak juz sie rozpada. Wszystko dla ojca zawsze za twarde, za
        bardzo doprawione itp...:-)
        • Gość: Agusia Re: Mąż, który nie docenia.... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.04.04, 17:30
          No coś w tym chyba jest; w moim rodzinnym rodzicielskim gniazdku makaron po
          ugotowaniu to jedna wielka breja. Ugotowałam kiedyś makaron al dente to ojciec
          stwierdził... że surowym go karmię.
    • Gość: sz prosty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.04.04, 17:59
      to prostak w domu nienauczony szacunku do stołu i jedzenia
      zostaw go
      znam mase przypadku rodzin konkubinatów gdzie gotuje ON
      i jest zdrowsza sytuacja
      panie sa wniebowzięte
    • Gość: kiwi Re: Mąż, który nie docenia.... IP: *.chello.pl 15.04.04, 19:13
      Moim zdaniem fasolka z puszki to dobry pomysł. Na marudzenia
      odpowiedziałabym: "A co za róznica, przecież moje gotowanie też nie przypadało
      ci do smaku a tak mam przynajmniej więcej czasu".
      Ale to jest środek radykalny.
      Jako przystawkę zastosowałabym metodę, gdy wsuwa milcząc "Ach, jak ten Janek
      umie mówić o jedzeniu! tak chwalił moje ciasto!". Przy zupie: "Marysia ma
      wspaniałego męża! Jak on umie zrobić jej przyjemność i zawsze powie coś
      sympatycznego o jej potrawach! Zazdroszczę jej!" Na drugie: "Jola widziała na
      wyprzedaży klopsy w puszkach. Chyba kupię na parę obiadów. Podobno trochę bury
      ten sos no i zalatuje blachą ale myślę, że ona przesadza i po zagotowaniu
      wyparuje. W końcu szkoda czasu na to moje ślęczenie w kuchni."
      Albo zrozumie i złapie wiatr w żagle po takim "szkoleniu", albo trzeba mu
      będzie jednak prosto z mostu powiedzieć, ze oczekujesz jego opinii i domagać
      się jej przy każdym posiłku.
      Ale żeby z tego powodu myśleć o rozwodzie i skreślać człowieka, to chyba
      przesada...
      • kwieta4 Re: Mąż, który docenia.... 15.04.04, 21:25
        a ja gotuje, bo lubie i koniec. i tak wiem, ze smacznie, choc czasami mam i
        wpadki. mam z glowy niestrawnosci i inne problemy zdrowotne w domu, bo wszystko
        jest pod moim okiem. umiem siebie sama chwalic, ale... to lata praktyki:)
        bardzo sie kiedys spalalam, wolajac o uwage(!), az dotarlo o co tu chodzi i
        mnie, i reszcie/dzieci, maz, rodzinka/. na pewno nie o jedzenie! to jest
        psychologiczna gra w dwie strony, wrosnieta w (nie tylko nasza!) kulture.
        razaca szczegolnie na emigracji, bo mam porownanie z innymi nacjami: u nas,
        jesli juz komplement /dla niej, czy dla niego/ - to wydudlony na sile, surowy,
        kasliwy. nie wypada chwalic, bo sie bedzie dluznym, bo sie drugiego 'zepsuje',
        a tak - to 'szorstka proza zycia':)) - tak nas chowano w domu, w szkole, w
        kosciele...bardzo malo ciepla i prawdy, taki narzucony model, szkoda:(.
        zadziwiajace, jak kurczowo ludzie sie tego trzymaja, mimo odciecia od korzeni!!

        i jeszce ta irytujaca gra wobec zaslug cudzych zon!!! od razu mi zal
        takiego 'bidulka', co to wobec polowicy stosuje 'zimny chow', ale popisuje sie
        zalotnie przed inna pania domu, a jeszcze przy tym potrafi uzalic sie nad
        soba...i nie ma to nic wspolnego z pochodzeniem, wyksztalceniem,
        wychowaniem...to sprawa bardzo indywidualna, sprawa wyczucia, czy sie siebie
        samego nie osmiesza.

        tubylcy szokowali mnie latwoscia operowania 'dobrym slowem', ktore zachecalo
        do 'dobrych uczynkow'. oni wiedza, ze sami czuja sie lepiej okazujac
        wdziecznosc. ja juz robie teraz to samo - staram sie zauwazac najmniejszy gest
        skierowany do mnie, bo niektorych naprawde wiele kosztuje dawanie tego, co
        potrafia najlepiej, choc wszyscy mamy w sobie ten pozytywny odruch.
        zignorowanie - to bardzo negatywna nauczka, stad tyle ludzi unika okazji do
        dzielenia sie, chocby swoim czasem. bo dla nich domyslanie sie, ze kogos ich
        ekstra gest ucieszy - nie jest warte funta klakow!!! pozostaja wiec bierni.

        wspolczuje wszystkim, co nie potrafia docenic tego co maja, bo nic nie jest nam
        zagwarantowane na zawsze... a z nierozliczonymi wspomnieniami smutno potem. ale
        to juz nie jest problem 'dajacych':))
        Wasze sugestie sa wspaniale:)) usmialam sie serdecznie, choc problem wcale nie
        jest do smiechu.
    • Gość: kiwi Re: Mąż, który nie docenia.... IP: *.chello.pl 16.04.04, 09:59
      Pomyślałam jeszcze, ze można mu serwować bardzo małe porcje a gdy narzeka, ze
      mało albo żąda dokładki mówić: "To sympatyczne, że starasz sie byc miły ale
      oboje wiemy, że ci nie smakuje moja kuchnia. Weź sobie lepiej pajdę chleba z
      czymkolwiek".
      Chciałabym zobaczyć jego minę po takim tekście!
    • brunosch to niehumanitarne 16.04.04, 10:20
      Proponujecie albo kolesia przegłodzić, albo karmić go pancernymi fasolkami z
      puszki... Z zadowoleniem stwierdzam, że nie padła tu propozycja podawania
      psiego żarcia.
      Jako znany negocjator mam propozycję: a może pogadaj z mężem, tak jak tu -
      powiedz to co myślisz o odchodzeniu zza stołu jak od żłobu bez podziękowania
      czy pochwały jakiegoś "oj, pyszne!", że skoro potrafi chwalić inne kuchnie, to
      może też wyksztusi i Tobie dobre słowo?
      Swoją drogą, nie rozumiem tego faceta - u nas w domu jest naturalne, że
      podziwia się kunszt kucharza, nawet przy potrawach prostych i codziennych.
      • Gość: Liska Re: to niehumanitarne IP: 81.210.125.* 16.04.04, 12:42
        Moim zdaniem, Twój Mąż powinien częściej się stołować na mieście albo u
        znajomych. Ja lubię jak mój od czasu do czasu zje coś u naszych bardzo-
        sporadyczne-gotujących-znajomych, gdzie pani domu przyświeca motto "Nienawidzę
        gotować". Jak zje sobie taką zupę cebulową z kostki na kości wołowej i do tego
        warzywa z mrożonki posypane czymkolwiek, zaczyna w domu pomrukiwać nad każdym
        daniem.
        Dobrze też działają wyjazdy na wczasy zagraniczne np. do Turcji do średnio
        dobrych hoteli;-)
        • kwieta4 Re: zakazane 16.04.04, 19:49
          przypomnialo mi sie, jak kolezanka opowiadala o sposobie jej mamy na zachecanie
          malych dzieci do jedzenia np. kozucha z mleka:)) zabraniala go ruszac, zbierala
          z wierzchu kubka i sama z apetytem wcinala. rozzalone, zryczane dziewczyny
          zaczely walczyc o swoje prawa. to zadzialalo jak automat:)
          moze po prostu z gory zabronicz mezowi prawic komplementy, a tym bardziej byc
          ukladnym?

          a swoja droga, ja bezczelnie:) mowilam moim znajomym, zeby wpadli, to zjedza
          cos dobrego (tu dobre jest wszystko co 'nasze', ale wiekszosc kolezanek stroni
          od polskiej kuchni, bo za pracochlonna:). i tak juz u nas zostalo, mlode
          poklenie domownikow, z czystej chyba zazdrosci, zmuszalo sie do zostania wtedy
          w domu, zeby im czasem cos nie umknelo. a jak zaczeli zapraszac na moje
          gotowanie wlasnych/mlodych/ znajomych, to juz nie mialam watpliwosci co moim
          dzieciom smakuje.

          faktem jest, ze jak przestalam oczekiwac pochwal, a zaczelam miec sama dla
          siebie (moze tez z czystej przekory:) coraz wiecej radosci z 'tworzenia'(bo
          gotowanie to bezwzglenie sztuka!!!), i co gorsza emanowac ta radoscia:))),
          slysze zupelnie naturalne pomrukiwania - jak ja robie, ze 'to' jest takie
          dobre...a dobre moga byc chocby ziemniaki, odpowiednio dosmaczone:) i powinno
          sie za to podziekowac, bo sie same nie zrobily, prawda?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka