Dodaj do ulubionych

ryzykowne zamówienia

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.04, 22:40
no właśnie, przeczytałam "drastyczny" post giezika a'propos kopytek i
pomyślałam, że warto zebrać wszystkie "zakulisowe" doświadczenia i
informacje, i stworzyć listę dań, których zamawianie w restauracjach (czy
innych jadłodajniach) jest ryzykowne. zawsze mnie ciekawiło, co oni tam robią
na zapleczu... ;-)
ja nic na ten temat nie wiem, więc czekam na wasze typy
no bo o bigosie z resztek to nawet nie warto wspominać ;-)
Obserwuj wątek
    • dziuunia Re: ryzykowne zamówienia 19.09.04, 22:45
      Moja mama,również pracująca w gastronomii,nigdy nie chciała kupować mi
      bajaderek.Kiedyś,nie wiem jak teraz bo ciągle nie kupuję,było to tzw.ciastko
      śmieciowe i lądowały w nim różne pozostałości;)
      • Gość: Artek Re: ryzykowne zamówienia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.04, 22:09
        Bajaderki zawsze były robione z ułomków ciast i ciastek.
        I cały ich urok na tym polega.
    • Gość: Cynamoon Re: ryzykowne zamówienia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.04, 22:46
      A w jakiej to kultowej ksiazce kelner plul zawsze do kawy, Niemcowi jakiemus,
      bodajze?

      U Tyrmanda, Remarqea?
      Ze zmaczenia pamiec mi kiepsko dziala ;(

      Byl taki program jakis czas temu na tvp2 o tym, co robia kelnerzy.
      A robia WSZYSTKO...
      • Gość: Nobullshit Re: ryzykowne zamówienia IP: *.spray.net.pl / *.spray.net.pl 19.09.04, 23:13
        W zasadzie każde zamówienie może się oakzać ryzykowne.
        Sama pracowałam w gastronomii - jako kelnerka i jako ktoś w rodzaju
        młodszej podkuchennej. Gościom do kawy nie plułam, niemniej idąc
        do restauracji staram sie nie pamietać rzeczy, które widziałam
        "z durgiej strony" na własne oczy.
        • Gość: bazylka Re: ryzykowne zamówienia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.04, 23:16
          nobullshit - opowiadaj, ja chcę być świadomą konsumentką ;-)
          (z pełną odpowiedzialnością)
          im drastyczniejsze historie tym lepiej, to będzie wątek horrorowy
          tylko żeby były prawdziwe, a nie jakieś legendy miejskie
          • lahliq Re: ryzykowne zamówienia 20.09.04, 14:44
            W znanej poznańskiej pizerri widziałam jak się robiło sos pomidorowy do pizzy,
            podawany osobno na stół: koncentrat pomidorowy + przyprawy + kranówa. Podobnie
            woda mineralna nalewana była do szklanek z kranu.
          • nobullshit Re: ryzykowne zamówienia 20.09.04, 14:54
            Gość portalu: bazylka napisał(a):

            > nobullshit - opowiadaj, ja chcę być świadomą konsumentką ;-)
            You don't want to know :)

            Z przykładów mniej drastycznych - szef kazał mi wycinać daty przydatności
            do spożycia z opakowań ciasteczek, które sprzedawaliśmy w stołówce
            pracowniczej. Wszystko było przeterminowane, bo dzięki temu kupował
            w hurtowni taniej. Klientom mówiło się, że wycięte zostały ceny.
      • lola211 Re: ryzykowne zamówienia 21.09.04, 22:26
        Zaklete rewiry H.Worcella?
    • user0001 Re: ryzykowne zamówienia 19.09.04, 23:34
      Przed dwoma laty, obserwowałem jak w zbiorowym żywieniu, rosół zamieniony został
      na pomidorówkę (do był drugi/trzeci dzień wyjazdu dziciaki miały pieniądze i z
      kuchni prawie nic nie jadły, więc zostało bardzo duuużo).
      Uważałbym więc z zupami, a wiadomo co się w nich gotowało...
    • marghot Re: ryzykowne zamówienia 20.09.04, 14:49
      Na pewno trzymac się z dala od ryb w poniedziałki oraz odmawiać skosztowania
      dań szefa (są przygotowywane najczęściej z wykorzystaniem składników z dnia
      poprzedniego).
    • lomas Byłam świadkiem 21.09.04, 22:19
      jak gościu przygotowywał pizze ( w Szczawnicy) spadło mu jakieś miecho na
      podłogę- a co tam otrzepał i wrzucił na ciasto .
      Jak nie muszę staram się nie jadać poza domem.
      Moja kuzynka pracowała kilka lat temu w wakacje w cukierni, długo by opowiadać,
      ale kupionego ciasta też jakoś staram się nie kupować. A już na pewno nie
      ziemnaczki :D
      • dethy Re: Byłam świadkiem 21.09.04, 22:30
        lomas napisała:

        > Moja kuzynka pracowała kilka lat temu w wakacje w cukierni, długo by
        opowiadać,
        >
        > ale kupionego ciasta też jakoś staram się nie kupować.

        O tak,wlasnie cukiernie omijam duuzym lukiem.Moj maz zaklada instalacje
        alarmowe.Kiedys zostal wezwany na awarie do cukierni.Czujnik nie dzialal.Maz go
        rozkrecil,a tam karaluchy jak byki wysypaly sie po scianach.Ponoc to norma w
        cukierniach...Bleee:( Wole w napredce zrobic prosta babke majonezowa niz kupic
        wymyslne ciasto.

        Aaa,kiedys jeszcze mielismy przygode z kawa.W zamku w Bolkowie zamowilam "kawe
        bez mułu",czyli albo z expresu albo rozpuszczalna.Dostalam z mułem.Zwrocilam
        uwage kelnerce,a ona zrobila krzywa mine i powiedziala,ze zaraz przyniesie bez
        mułu.Przyszla za kilkanascie sekund.Pewnie z moja kawa,ta z mułem,lecz
        przecedzona....
        • nobullshit Re: Byłam świadkiem 21.09.04, 23:12
          dethy napisała:

          > Aaa,kiedys jeszcze mielismy przygode z kawa.W zamku w Bolkowie
          zamowilam "kawe bez mułu",czyli albo z expresu albo rozpuszczalna.Dostalam z
          mułem.Zwrocilam uwage kelnerce,a ona zrobila krzywa mine i powiedziala,ze zaraz
          przyniesie bez mułu.Przyszla za kilkanascie sekund.Pewnie z moja kawa,ta z
          mułem,lecz przecedzona....

          To mi przypomina, jak wracając z Indii zamówiłam w restauracji na transferze
          w Bukareszcie jajka na szynce, której to szynki nie oglądałam przez prawie
          miesiąc i się stęskniłam. Pan kelner po jakimś czasie przyniósł talerz,
          a na nim dwa sadzone jajka. Im bardziej pod nie zaglądałam, tym bardziej
          szynki pod spodem nie było, więc zawezwałam kelnera. Ów, urażony w swej
          godności, zabrał talerz i po kwadransie wrócił z jajkami na szynce.
          Niestety, były to te same jajka, i chyba przez ten kwadrans stały w przeciągu.

      • blackrose86 Re: Byłam świadkiem 22.09.04, 10:04
        a ja bylam w szczawnicy i czesto jadalismy pizze w te wakacjie bo nam nie
        chcialo sie gotowac, nawet warunkow nie bylo mozesz powiedziec gdzie to bylo?bo
        az mnie strach przelecial:/ fleee
    • Gość: sath Re: ryzykowne zamówienia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.09.04, 22:44
      znajomy architekt miał zrobić drobne prace projektowe w istniejącym zakładzie,
      w którym robia paszteciki z drobiu, jak poszedl na wizje lokalna tak
      zrezygnowal z robienia projektu... (szczegoly pomine) mnie jakos tez przestaly
      one smakowac. Zauwazylam, ze nikt nie je tego gdzie pracowal
      • dethy Re: ryzykowne zamówienia 21.09.04, 22:53
        Gość portalu: sath napisał(a):

        ... (szczegoly pomine) mnie jakos tez przestaly
        > one smakowac.

        Dlaczego pominiesz?? To wlasnie na tym polega,aby napisac ze szczegolami !
        • Gość: sath Re: ryzykowne zamówienia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.09.04, 23:41
          no wiec dobrze, szczury biegaly sobie w bialy dzien po garach,ile wpadlo do
          srodka tego nie wie nikt, brud jak w chlewiku, wiecej grzechow nie pamietam bo
          juz przy szczurach zmienil mi sie gust co do pasztecikow z drobiu
          • babeczkaa wogóle jedzenie w knajpach 22.09.04, 08:15

            Nie wiem dlaczego ( a wcale nie jestem jakimś typem delikatnym :) zawsze po jedzeniu w knajpie mam dolegliwości żołądkowe, okropieństwo! Dlatego, jak tu już ktoś pisał, omijam knajpki dużym łukiem. Najwyżej wskoczę na drinka albo piwo. Pozdrawiam serdecznie
            B.
    • brunosch hardkor 22.09.04, 09:37
      nie dla wrażliwych...

      Taki jeden opowiadał o swojej pracy na zapleczu restauracji Pewnego Bardzo
      Drogiego i Ekskluzywnego Hotelu.
      Póżnym wieczorem gość zamówił stroganowa, a że nie było już świeżej polędwicy
      (ani nic, co mogłoby ją zastąpić) mistrzowie kuchni wygarnęli resztki ze
      zmywaka, zalali resztą sosu pomidorowego i podali.
      Fu. Niedobrze na samą myśl.
    • Gość: zadumana Re: ryzykowne zamówienia IP: 213.17.230.* 22.09.04, 11:59
      Ja całe życie funkcjonuję na domowych obiadkach. Stąd, jak sądziłam, każdy mój
      polski wyjazd wakacyjny był zawsze urozmaicony jakimś zatruciem większym lub
      mniejszym. I kiedy lata temu los rzucił mnie do RFN na sporo miesięcy bez
      możliwości własnego gotowania (hotele non stop) byłam lekko przestraszona co to
      będzie z jedzeniem ciągle "na mieście". I...ani razu nie miałam najmniejszego
      problemu z trawieniem mimo, że jadłam mnóstwo rzeczy, których przedtem nie
      znałam. Byłam głównie gościem restauracji raczej średnich i tańszych.
      I nie mam nic więcej do powiedzenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka