Dodaj do ulubionych

Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity

IP: *.icpnet.pl 07.10.08, 18:53
Mieszałam sobie dziś w garach i przypomniała mi się książka kucharska
Ćwierczakiewiczowej (Ćwierciakiewiczowej).
Jako dzieciak uwielbiałam czytać książki kucharskie ( a potem eksperymentować
na dzieciakach z podwórka). Pamiętam jakie zainteresowanie wzbudziło we mnie
wtedy słowo "pularda".
Nie chciało mi się też wierzyć w ciasta robione z 60 jaj, bo kogo by było stać
na taką rozrzutność skoro często musiano się posiłkować jajkami w proszku?
Migdały do ciasta? Tylko skąd je wziąć? W telewizji mówiono o zastępowaniu
migdałów fasolą Jaś. ;)
(Nie chcę tutaj dodawać nic o polityce ale skojarzenia same się nasuwają; jak
to "dobrze" nam wtedy było...).

Postanowiłam w necie poszukać o autorce książki i trafiłam na ciekawe linki.
Zapraszam do wklejania kolejnych oraz dyskusji.


adamczewski.blog.polityka.pl/?p=42
gnu.univ.gda.pl/~emcz/lucynac.html
pl.wikipedia.org/wiki/Lucyna_%C4%86wierczakiewiczowa

Obserwuj wątek
    • Gość: an-nie Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity IP: *.chello.pl 07.10.08, 19:09
      > Nie chciało mi się też wierzyć w ciasta robione z 60 jaj, bo kogo by było stać
      > na taką rozrzutność skoro często musiano się posiłkować jajkami w proszku?
      > Migdały do ciasta? Tylko skąd je wziąć? W telewizji mówiono o zastępowaniu
      > migdałów fasolą Jaś. ;)


      a nie przyszło Ci do głowy, że autorka i jej książka pochodzą z nieco innych
      czasów, niż te telewizyjne rady odnośnie migdałów?
      • ewa9717 Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity 07.10.08, 19:16
        A tobie nie wpadło do głowy, ze jak się jest dzieckiem i zna jeden
        swiat, to te inne światy zadziwiają, bo odnosi się je do jedynej
        znanej rzeczywistości?
        • Gość: an-nie Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity IP: *.chello.pl 07.10.08, 19:18
          a... jako dziecko to tak :) to mogło nie wpaść.
      • Gość: Nika Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity IP: *.icpnet.pl 07.10.08, 19:19
        Ile masz lat?
        Bo ja wtedy miałam 10 i na półkach był tylko ocet. A dziecku trudno było
        zrozumieć, dlaczego w Polsce w wieku XIX. fasola nie musiała udawać migdałów...
        Przecież w telewizji i gazetach zapewniano nas jakie mamy szczęście. Tak, gazety
        też czytałam. Również Lwa Starowicza w razem.
        Chyba, że chcesz powiedzieć, że z migdałami to jak z dinozaurami?
        • ewkka Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity 07.10.08, 19:51
          Bez przesady - kto wtedy wierzył takim "gadzinówkom" jak Trybuna czy
          dziennik (telewizyjny oczywiście, w sobotę był Monitor) Była
          przecież literatura w Warszawie była Polna, gdzie było wszystko.
          Wiec miałam swiadomość klasową, ze TAM jest (i kiedyś u nas było) o
          klasę lepiej i wiedziało się więc, że kapary to nie owoce nasturcji
          w marynacie a oliwki to nie są zielone, marynowane mirabelki. Po za
          tym w domu była ksiazka kucharska wydana pod koniec wrzesnia 1939r
          (cos ..Ksiazka kucharska na czas wojny) gdzie było mnóstwo patentów
          na erzace.
          • Gość: Nika Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity IP: *.icpnet.pl 07.10.08, 20:04
            Hmm... To muszę powtórzyć... Miałam wtedy 10 lat.
            Jakkolwiek świadomość polityczna jakaś tam była (że komuna be) to jednak nie
            miałam okazji na własne oczy widzieć sklepów zaopatrzonych w owoce morza,
            cytryny, melony, pomarańcze czy przegrzebki. Dzieci wtedy nie znały smaku
            prawdziwego marcepanu i można im było wmówić, że duszone ziemniaki z cukrem
            pudrem i migdałowym aromatem smakują praktycznie tak samo. A takie przepisy były
            w telewizji.

            Zaskakuje mnie kierunek tego wątku. Miał być o pani Ćwierczakiewiczowej...
            • klara551 Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity 07.10.08, 21:30
              Masz rację,za komuny,a nie każdy mieszkał w Warszawie,niedaleko
              bazarku na Polnej przepisy Ćwierczakiewiczowej były w większości
              conajmniej dziwne.Ten czas, kiedy nie można było planować z
              wyprzedzeniem posiłków,bo wykorzystywało się to co
              się "nawinie ",czyli co akurat rzucą do mięsnego.A przepisy i
              składniki do nich to się zdobywało,przyprawy nawet te popularne,
              typu oregano,cząber,estragon zdobyłam w ogrodzie
              botanicznym/sadzonki na działkę/Czubricę ,to się przywoziło z
              Bułgarii.A kto wtedy słyszał o białym,czy czerwonym pieprzu,a
              krewetki,czy ślimaki-to tylko byl śmiech,że tylko żabojady to
              jedzą.A TV pokazywała rzeczywiście takie przepisy i jak sobie
              poradzić z brakie sprzętu/programy Słodowego,skądinąd ciekawe.
              • Gość: an-nie Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity IP: *.chello.pl 07.10.08, 21:36
                No tak, wszystko to prawda, ale dziś też są (przynajmniej ich część) conajmniej
                dziwne, biorąc pod uwagę chociażby te przywołane przez autorkę wątku 60 jaj.
                • Gość: Nika Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity IP: *.icpnet.pl 07.10.08, 21:44
                  Ale teraz nie masz popularnej w sprzedaży jaj w proszku...
                • dominikjandomin Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity 08.10.08, 11:07
                  Gość portalu: an-nie napisał(a):

                  > No tak, wszystko to prawda, ale dziś też są (przynajmniej ich część) conajmniej
                  > dziwne, biorąc pod uwagę chociażby te przywołane przez autorkę wątku 60 jaj.

                  NIEPRAWDA!!!

                  Policz ilośc MĄKI. To na sporoą ilość bab, licząc obecnymi foremkami.
        • dominikjandomin Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity 08.10.08, 11:04
          Gość portalu: Nika napisał(a):

          > Ile masz lat?
          > Bo ja wtedy miałam 10 i na półkach był tylko ocet. A dziecku trudno było
          > zrozumieć, dlaczego w Polsce w wieku XIX. fasola nie musiała udawać migdałów...

          Dziwne. Mieszkąłem w tej samej Polsce i wiedziałem, co to są migdały. Mimo, ze
          i8ch w sklepach jnie było...
          • bene_gesserit Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity 08.10.08, 11:06

            Pewnie mama opowiadala ci inne bajki przed snem.

            Ludzie! Jest sie o co podgryzac?
            • dominikjandomin Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity 08.10.08, 11:08
              bene_gesserit napisała:

              >
              > Pewnie mama opowiadala ci inne bajki przed snem.
              >
              > Ludzie! Jest sie o co podgryzac?

              Nawet te migdały czasem gryzłem. No, ale ja nie mieszkałem w Warszawie, może
              rzeczywiście w stolycy nie było.
              • Gość: Nika Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.08, 12:09
                "Czasem!" O to właśnie chodzi, że tylko czasem...
                Ale może tam gdzie robiłeś zakupy zaopatrzenie było idealne i trudno
                tobie uwierzyć w ten przysłowiowy ocet na półkach.
                • dominikjandomin Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity 08.10.08, 16:11
                  Gość portalu: Nika napisał(a):

                  > "Czasem!" O to właśnie chodzi, że tylko czasem...
                  > Ale może tam gdzie robiłeś zakupy zaopatrzenie było idealne i trudno
                  > tobie uwierzyć w ten przysłowiowy ocet na półkach.

                  No dobra, nadal "czasem", tylko to czasem jest częstsze. Ale nadal... jest
                  ciężko wiele rzeczy kupić. I co?

                  Osobiście szukam BIAŁEGO MAKU, na św. Marcina. Nie ma...
                  • akabe biały mak 08.10.08, 18:12
                    Kupowałam w zeszłym roku w Piotrze i Pawle w Poznaniu, ale mam wrażenie, że widziałam też w jakichś sklepach ze "zdrową żywnością".

                    Pozdrawiam
                    akabe
                    • dominikjandomin Re: biały mak 09.10.08, 22:53
                      akabe napisała:

                      > Kupowałam w zeszłym roku w Piotrze i Pawle w Poznaniu, ale mam wrażenie, że wid
                      > ziałam też w jakichś sklepach ze "zdrową żywnością".

                      W Toruniu w P i P pytałem parę razy, nie mają. Znane mi dwa sklepy z "chorą
                      żywnością" tez nie :(
          • Gość: Nika Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.08, 12:06
            Czy ja napisałam, że nie wiedziałam co to są migdały?
            Doskonale wiedziałam, tak samo jak co to są banany, cytryny czy
            baleron... Ale ty widocznie nie oglądałeś tego programu kulinarnego,
            gdzie pani doradzała zastąpienie migdałów fasolą obsypaną sukrem
            pudrem (chodziło o dekorację na torcie).
            • dominikjandomin Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity 08.10.08, 16:12
              Gość portalu: Nika napisał(a):

              > Czy ja napisałam, że nie wiedziałam co to są migdały?
              > Doskonale wiedziałam, tak samo jak co to są banany, cytryny czy
              > baleron... Ale ty widocznie nie oglądałeś tego programu kulinarnego,
              > gdzie pani doradzała zastąpienie migdałów fasolą obsypaną sukrem
              > pudrem (chodziło o dekorację na torcie).

              Nie. Acz mam przepis na tort FASOLOWY zamiast migdałów. Co ciekawe - STARSZY NIŻ
              PRL.
    • Gość: Nika Do pań odnoszących się do czasów... IP: *.icpnet.pl 07.10.08, 21:23
      Tak w skrócie do krytykantek na "e"... Właśnie potrafiłam zauważyć, że p.
      Ćwierczakiewiczówna pisała w innych czasach. Znacznie starszych. Kiedy nie było
      samolotów, telewizji, kalkulatorów czy pralek. A używała w kuchni migdałów,
      marcepanu, cytryn, mięsa czy owoców morza, jakby to można było kupić bez
      najmniejszego problemu. Wytłumaczcie dziecku, że świat idzie idzie do przodu
      mimo, że jest zacofany.
    • makoz14 L. Ćwierczakiewiczowa (ur. 1829-zm.1901) 07.10.08, 23:03
      Miałaś wtedy 10 lat?
    • aniutek Re: L. Ćwierczakiewiczowa (ur. 1829-zm.1901) 08.10.08, 04:59
      moj Tata czytuje sobie te stare ksiazki kucharskie do dzis, przy
      porannej kawie :) Staruszeczek moj kochany, zasmiewa sie jakie to
      cudenka gotowano, te kwarty masla sklarowanego, kopy jajek, pulardy,
      bazanty, sloniny do wylozenia pasztetow z dziczyzny.
      I ja pamietam ocet na polkach i zapach na Polnej, blyszczace
      pomarancze, sloiki z kolorowymi nalepkami, banany w wiazkach,
      pomidory w styczniu, dlugie ogorki, kawior i te zarowki oswietlajace
      wszytsko. Uwielbialam tam chodzic, Tata kupowal wegorza dla Mamy i bukiet roz, czekolade dla mnie, gumy donaldy, kure, ktora mama w
      domu patroszyla i ona ( ta kura) miala zoladek a w nim kmyczki i
      watrobke z niej smazona na patelni- to byl wtedy rarytas, watrobka z
      kury!!!
      • aiczka Re: L. Ćwierczakiewiczowa (ur. 1829-zm.1901) 08.10.08, 21:17
        > moj Tata czytuje sobie te stare ksiazki kucharskie do dzis, przy
        > porannej kawie :)
        Ja mam przedruk "Cokolwiek badz chcesz wyczyscic..." i tez czasem czytam dla
        zabawy. Wspaniala jest uniwersalnosc zoltka z jajka, ktore wykorzystac na wiele
        sposobow - kulinarnie, kosmetycznie i czyscicielsko.
    • dominikjandomin Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity 08.10.08, 11:05
      Gość portalu: Nika napisał(a):

      > Mieszałam sobie dziś w garach i przypomniała mi się książka kucharska
      > Ćwierczakiewiczowej (Ćwierciakiewiczowej).
      > Jako dzieciak uwielbiałam czytać książki kucharskie ( a potem eksperymentować
      > na dzieciakach z podwórka). Pamiętam jakie zainteresowanie wzbudziło we mnie
      > wtedy słowo "pularda".
      > Nie chciało mi się też wierzyć w ciasta robione z 60 jaj, bo kogo by było stać
      > na taką rozrzutność skoro często musiano się posiłkować jajkami w proszku?

      A z kolei ja o jajach w proszku słyszałem tylko w telewizji... normalnie
      kupowało się jaja.

      A ciasta robione z 60 jaj... policzyłaś sobie, na ile to mąki? To nie na jedną
      maciupką foremeczkę.
      • Gość: Nika Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.08, 12:25
        A coś w temacie wątku, o samej p. Ćwierczakiewiczowej, jesteś w
        stanie coś napisać?
        • amaroola Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity 08.10.08, 12:58
          Gość portalu: Nika napisał(a):

          > A coś w temacie wątku, o samej p. Ćwierczakiewiczowej, jesteś w
          > stanie coś napisać?

          a cos Ty taka slownie agresywna?

          I po co rozpamietywac tamto - przeciez teraz i migdaly ,i jajka i
          inne cudenka na polkach. Wiec o co chodzi... o to ze
          Ćwierczakiewiczowej nie chcialo sie patrzec w krysztalowa kule w
          celu przewidzenia kryzysu lat 80-tych i dostosowania swych przepisow
          odpowiednio?

          No bo w latach 70-tych to i migdaly i kawa 'nesca' i inne banany...
          Mozna bylo kupic w sklepach. A jak sie pojechalo do NRD-owa to i
          swieze ananasy,oliwki i inne mecyje byly.

          Ludzie to chyba nie lubieja jak jest dobrze - trzeba wtedy znalezc
          cos zeby ponarzekac ;))
        • dominikjandomin Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity 08.10.08, 16:13
          Gość portalu: Nika napisał(a):

          > A coś w temacie wątku, o samej p. Ćwierczakiewiczowej, jesteś w
          > stanie coś napisać?

          Ale co chcesz wiedzieć? Znam jej książki, mam na półce, stosuję.

          A moze chcesz wspomnienia Kalkowskiego Jana o niej?
      • mhr-cs Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity 08.10.08, 13:34
        dominikjandomin,

        A z kolei ja o jajach w proszku słyszałem tylko w telewizji...
        normalnie
        > kupowało się jaja.

        masz racje,ja wiem do dzisiaj
        ze te w proszku byly i sa uzywane tylko i nie tylko
        do produkcji gotowych produktow,
        a wszystkie produkty maja tylko te jajka,
        bo nawet piekarz nie moze swiezych uzywac,
    • emka_1 ekhmm, jaka prawda, jakie mity? 08.10.08, 16:40
      że niby wtedy każdego było stać na kopy jaj i migdały?
      że wcale nie była tak otyła, że nie mogła się pod koniec życia poruszać
      samodzielnie i trzeba było czterech mężczyzn, żeby ją podnieść na fotelu?

      czy o co chodzi???
      • Gość: Baba Re: ekhmm, jaka prawda, jakie mity? IP: *.acn.waw.pl 08.10.08, 18:18
        A znasz słowo sentyment?A słowo refleksja?To było przypomnienie,albo
        uświadomienie tym młodszym,że nie zawsze jak się ma pieniądze można
        mieć to co się chce.W tamtych latach się zdobywało ,nie tylko
        jedzenie,ale i książki,ciuchy,no i te polowania na tzw. odrzuty z
        eksportu.Wyobrażasz sobie teraz kilkudziesięciometrową kolejkę po
        książki? Niedługo księgarnie będą robić łapanki na klientów.Mam
        numerowany reprint 365 Obiadów,wydany w 1983r,kupiony za bagatela
        2000złp/mój oryginał ,niestety jest w żałosnym stanie/.A ja mam
        setyment do starych książek/Monatowa,kucharz wielkopolsi,kucharka
        litewska,Dieslowa,bo mają ciekawe przepisy.A normalny człowiek
        pomija te np. 60-cio żółtkowe,bo rzadko robimy w domu przyjęcie na
        kilkadziesiąt osób
        • Gość: an-nie Re: ekhmm, jaka prawda, jakie mity? IP: *.chello.pl 08.10.08, 19:18
          No ale autorce wątku, jak napisała, wcale nie chodzi o "tamte czasy", tylko o
          samą Ćwierczakiewiczową "prawdy i mity"...
          Próbujemy więc dociec o co chodzi? o jakie prawdy? i jakie mity na temat
          Ćwierczakiewiczowej?
          • Gość: a-tak Re: ekhmm, jaka prawda, jakie mity? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.08, 20:03
            Gość portalu: an-nie napisał(a):

            > No ale autorce wątku, jak napisała, wcale nie chodzi o "tamte czasy", tylko o
            > samą Ćwierczakiewiczową "prawdy i mity"...
            > Próbujemy więc dociec o co chodzi? o jakie prawdy? i jakie mity na temat
            > Ćwierczakiewiczowej?


            już byś/cie dała/li sobie spokój z tą jadowitą dociekliwością

        • qubraq Stare ksiązki kucharskie... 08.10.08, 20:59
          Gość portalu: Baba napisała:

          > A znasz słowo sentyment? ...
          > Mam numerowany reprint 365 Obiadów...ja mam setyment do starych
          książek/Monatowa,kucharz wielkopolsi,kucharka litewska,Dieslowa,bo
          mają ciekawe przepisy...

          Mam tak samo chociaz kucharz ze mnie marny - teraz szczegolnie kiedy
          gotuje bo muszę ale uwielbiam stare ksiązki kucharskie a mam ich
          chyba kilkadziesiat :-)
          • Gość: pinkink Re: Stare ksiązki kucharskie... IP: *.oc.oc.cox.net 09.10.08, 06:28
            Tez pamietam czasy, kiedy jako dziecko ogladalam stara, przedwojenna ksiazke
            kucharska, ktora, jako malo przydatna na codzien w czasach, o ktorych pisze,
            lezala na wysokim, kuchennym kredensie. (Zaraz obok niej lezala gruba ksiega
            basni braci Grimm, ktorej nie wolno mi bylo czytac samodzielnie. Zdaniem moich
            rodzicow bylo tam za duzo okrucienstwa. Czasem sie jednak do niej dorywalam a
            potem wrzeszczalam w nocy.;)

            Ksiazka kucharska natomiast to chyba byla Monatowa albo p.Dieslowa.
            Jak wspomnialam, trzeba sie bylo po nia wysoko wspiac ryzykujac upadek, ale za
            to jej lektura miala w sobie cos z magii i fantazji.
            Juz sama ksiazka byla niezwykla--gruba ze sladami intensywnego uzywania. Chyba w
            ciemnozielonej, plociennej oprawie.

            Zafascynowana ogladalam (bardzo marne jakosciowo) zdjecia m. in. z udekorowanymi
            polmiskami--dzis powiedzialabym, ze bylo to raczej ohydne i w zlym guscie, ale
            wtedy mnie zachwycalo i marzylam, zeby cos takiego kiedys zobaczyc z bliska.
            Szczegolnie lubilam strone z owocami. Obok tych, ktore znalam, byly i egzotyczne
            jak ananasy czy raz na rok widziane mandarynki...
            Oh, jakie smaczne...

            Przepisy takze mozna bylo smialo zakwalifikowac do basniowego repertuaru. Tak
            tez je traktowalam.

            A co do samej pani Cwierczakiewiczowej--coz, dzielna z niej byla kobitka.))

      • Gość: Nika Re: ekhmm, jaka prawda, jakie mity? IP: *.icpnet.pl 09.10.08, 17:57
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=77&w=85646281&a=85720286
        emka_1 napisała:

        > że niby wtedy każdego było stać na kopy jaj i migdały?
        > że wcale nie była tak otyła, że nie mogła się pod koniec życia poruszać
        > samodzielnie i trzeba było czterech mężczyzn, żeby ją podnieść na fotelu?
        >
        > czy o co chodzi???
      • dominikjandomin Re: ekhmm, jaka prawda, jakie mity? 09.10.08, 22:55
        emka_1 napisała:

        > że niby wtedy każdego było stać na kopy jaj i migdały?
        > że wcale nie była tak otyła, że nie mogła się pod koniec życia poruszać
        > samodzielnie i trzeba było czterech mężczyzn, żeby ją podnieść na fotelu?

        Oczywiście, ze to mit. Tylko dwóch mężczyzn trzeba było, aby wnieść ją po
        schodach do mieszkania. Czterech... kto to wymyślił?
        > czy o co chodzi???
        >
        >
    • atojaxxl Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity 09.10.08, 11:58
      Mam w swoich zbiorach książkę zacnej pani Lucyny, ale mam też ciekawą pamiątkę
      rodzinną : kajet, prowadzony przez kolejne panie domu z mojej rodziny od blisko
      180 lat.
      Zmieniały się charaktery pisma, ale zawsze były staranne, kaligraficzne,
      zmieniały się proporcje w przepisach(prababki posługiwały się miarami, funtami i
      kopami), ale same przepisy pozostają zniewalająco urocze.
      Ciasta, które należało wyrabiać (wygniatać) godzinami, otulać pierzynami,
      pierniki nastawiane kilka miesięcy wcześniej i wygniatane przez najsilniejszego
      posługującego (praprababka pisze, iż zatrudniła w tym celu dwóch ogrodników i
      dopilnowała, aby czysto do pracy przystąpili), przepisy na potrawy postne ( a
      juści, obżarstwo nieludzkie).
      A wszędzie ilości niezwykłe: jajek 3 kopy, z nich same żółtka, mąki najbielszej
      dwie miary itp itd.
      A przepis na zupę rybną obejmuje takie gatunki, o jakich my możemy sobie pomarzyć.
      Musimy jednak pamiętać,że rodziny były liczne, do stołów zasiadały przynajmniej
      3 pokolenia domowników i rezydenci: samotne ciotki, niezamężne kuzynki itp.
      Moja Babcia dołożyła przepis na moje ulubione buchty i na domowy wyrób sera-
      była już bardzo chora, kiedy zabrała się do pisania.
      Przepisy mojej Mamy były już bardzo skromne, bo i czasy nie sprzyjały rozrzutności.
      Teraz przyszła moja kolej: dopisuję swoje przepisy i przekażę kajet mojej od
      dwóch miesięcy zamężnej córce. Jak każe nasza tradycja - po Wigilii.
      Chciałabym doczekać chwili, kiedy córka przekaże zeszyt swojej córce albo
      synowej...
      • Gość: SR. Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.08, 12:40
        Piękna opowiastka sentymentalna! Aż chciałoby się zajrzeć do Waszego skarbu
        rodzinnego i poczytać, jak to dawniej bywało, jak zmieniała się kuchnia na
        przestrzeni czasów. Wspaniała pamiątka taki kajet - nie tylko niewątpliwej
        wartości użytkowej, ale (może przede wszystkim) historycznej.
      • Gość: Nika Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity IP: *.icpnet.pl 09.10.08, 17:56
        Pozazdrościć. :)
        Dziękuję za tę opowieść. Właśnie o czymś takim myślałam zakładając wątek.
        • greglis Re: Lucyna Ćwoerczakiewiczowa - prawda i mity 11.10.08, 12:58
          Ja również niedawno nabyłam reprint tej znakomitej książki
          kucharskiej. Przepisów jeszcze nie wypróbowałam, ale mam nieopisaną
          przyjemność z samego jej czytania. Przeglądam ją wieczorkiem przy
          dobrej herbacie i oczami duszy widzę olbrzymią kuchnię z białymi
          kafelkami, spiżarnię pełną domowych smakołyków i przyjęcia ze słóżbą
          oczywiście :)Ech...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka