Nie wiem czy już się taki temat nie pojawił. Jeśli tak, wybaczcie mi, że z
nim wyskoczyłem

Nie wiem czy i Wam nie przytrafia się czasem chwila, kiedy w dobrze
osłuchanym towarzystwie nie macie już ochoty przytakiwać, że którys wykonawca
jest Wielkim Klasykiem, a któraś płyta należy do Kanonu i Trzeba Ją
Uwielbiać? Czy nie macie czasem ochoty wyrzucić z siebie, że jakiś Wielki
Artysta czy Wybitny Zespół jest dla Was po prostu nieciekawy, nie cierpicie
go słuchać a płyty, które dostaliście w prezencie pokrywa kurz, bo nie macie
najmniejszego zamiaru się nimi katować? Mnie właśnie to naszło więc wymienię
paru Wielkich i parę Wielkich płyt, których mimo wielokrotnych prób jakoś
polubić nie potrafię
1. The Doors - Przykro mi, wiem, że Morisson wielkim artystą był, pisał
wybitne teksty i stał się Ikoną. Mnie to zupełnie jednak nie wzrusza.
Twórczość Doors nudzi mnie w całości. Aż strach się przyznać, ale ani jeden
ich utwór nie przypadł mi nigdy do gustu.
2. Red Hot Chilli Peppers/Jane's Addiction - wrzucam ich razem, bo zwykle
gdzieś oscylują niedaleko siebie. Cóż rzec - niekiedy mam wrażenie, że podoba
mi się jakiś pojedynczy riff, jakiś pomysł, ale jako całość - również nie
trawię żadnego utworu. Ani stare ani nowe wcielenia RHCP czy JA mnie nie
bawią.
3. The Stone Roses - zupełnie nie mam pojęcia na czym polegac ma ich Wielkość
i Nowatorstwo. Nudziarstwo do kwadratu. Niestrawne. Ani nawet nietaneczne.
teraz płyty:
1. Metallica - wczesne płyty - ja wiem ortodoksi nie pozwalają mówić o nich
źle. Na nowe płyty wolno narzekać, stare są Klasyką. Zmuszałem się nieraz do
uznania tych płyt za klasykę. Nic z tego.
2. Nirvana - "Nevermind" - być może wstrząsnęła światem, ale mną akurat nie.
Podobała mi się "In Utero". Być może jednak przyczyną niechęci do "Nevermind"
jest jej przereklamowanie w mediach.
3. Tool - "Undertow" - analogicznie - późniejsze rzeczy są całkiem całkiem,
tej płyty nie trawię zupełnie.