jasiek666
26.02.04, 13:30
The Crown to zespół, który parę lat temu narobił dość sporo szumu za sprawą
wydanej w 2000 r. płyty "deathrace king", będącej wyjątkowo udanym
połączeniem death metalu z rock n rollem, hard rockiem, Venomowskiem black
metalem i graniem spod znaku Motorhead. Pochwały pod adresem zespołu płyneły
wówczas praktycznie ze wszystkich krajów świata (no może poza Watykanem) a
wszelkie zines i magazines jak świat szeroki przyznawały albumowi najwyższe
noty.
I jak zapewne wiedzą wszyscy zainteresowani w 2002 roku do zespołu dołączył
znany ze słynnego At the Gates wokalista Thomas Lindberg. Spodziewać się
więc można było, ze nagrywana z nim płyta zabrzmi jak ciekawe i unikalne
połączenie stylów The crown i At the gates. Niestety, zabrzmiała niemal
identycznie jak At the gates.
Nic więc dziwnego, ze zespół dość szybko sam zauważył, iż eksperyment wokalny
z Thomasem Lindbregiem był udany mniej więcej w takim samym stopniu co
współpraca Metalliki z Marianną i na powrót pogodził się ze "starym"
wokalistą - Johanem Lindstromem. Znowu więc spodziewać się można było czegoś
doskonałego na miarę "deathrace king". Niestety tym razem dla odmiany
panowie przegięli w drugą stronę - muzyka na "Possessed 13" brzmi niemal
dokładnie jak typowy album the crown, a elementów rock n rolla czy grania a
la motorhead poza nielicznymi wyjątkami tutaj jak na lekarstwo.
Ostatecznie wyszła więc raczej nijaka, nieprzekonywująca a przy tym dość
nierówna płyta. Pierwsze pięć utworów można sobie spokojnie odpuścić [nuda
panie, dłużyzna], zacząwszy słuchanie od utworu szóstego. Jedyne na prawe
doskonałe kawałki to przywołujące na myśl Motorhead "kill em all" [chyba
najlepszy na płycie], szybkie rock n rollowe "are you morbid" i "zombified"
oraz nieco hard rockowy "Bow to none". Reszta raczej dość bezbarwna. Co
gorsza zespól zamieścił na płycie tez 2 instrumentale, w których zdaje się
chciał udowodnić ze sprawdza się także w przypadku cięższych, wolniejszych i
bardziej klimatycznych utworów. Niestety nie sprawdza się.
W sumie wychodzi więc na to, ze najfajniejsza na "Possessed 13" jest.... jej
szata graficzna. Zwłaszcza świetnie wykonana okładka, wzorowana na plakat
jakiegoś tandetnego niskobudżetowego horroru z lat 50tych, na której widzimy
jakąś panią, jak spaceruje po cmentarzu w samej tylko nocnej koszuli, a
raczej jak zmęczona tym spacerem odpoczywa sobie opierając się wygodnie o
nagrobek.
Studiując zamieszczone na okładce przy nazwiskach poszczególnych muzyków
adnotacje można także zauważyc, iż podczas gdy np. Marko Tervonen pełni w
zespole rolę gitarzysty, Janne Saarenpa jest perkusitą a Magnus Olsfelt gra
na basie, to powracającemu do zespołu Johanowi Lindsttromowi powierzono
pełnienie w zespole funkcji "Satan from hell" (przy jego nazwisku znajduje
się bowiem taka właśnie adnotacja). Ciekaw jestem swoją drogą co należy do
obowiązków osoby wypełniającej w zespole funkcję "sejtana from hell". A i
trzeba tez przy okazji panów pochwalić za wynikającą najprawdopodobniej z
chęci uniknięcia nieporozumień skrupulatność, która kazała im zaznaczyć, ze
chodzi tutaj o Szatana z piekła, a nie np. z Inowrocławia bądź Białej
Podlaskiej.
p.s.
Ponownie chciałem wyrazić uznanie dla firmy mystic production, będącej
dystrybutorem w/w płyty na Polskę, za wprowadzanie tak wiele świeżości w
skostniałą juz nieco sztukę dystrybucji płyt. Nowatorskie techniki
dystrybucyjne firmy mystic productions polegają bowiem na tym, aby
podejmować wszelkie możliwe działania, by dana płyta była praktycznie
niedostępna (od wydania "possessed 13" minęło już dobre 4 miesiące, a do tej
pory nie widziałem jej na sklepowych pólkach).