aniol_samiec
13.09.10, 01:07
Dawno, dawno temu w Opolu do świetnej muzyki śpiewano wspaniałe, poetyckie teksty. Między innymi Mirona Białoszewskiego, Wiesława Dymnego, Andrzeja Szmidta, Agnieszki Osieckiej, Wojciecha Młynarskiego czy Jacka Cygana. Ewa Demarczyk zaśpiewała tam "Czarne Anioły" , „Karuzelę z madonnami” , „Taki pejzaż” ; Marek Grechuta - „Serce”, „Wesele” , „Korowód” , „Hop szklankę piwa” ; Czesław Niemen - „Dziwny jest ten świat” ; Irena Jarocka- "Gondolierzy znad Wisły" ; Edyta Geppert - "Och życie kocham cię nad życie" ; Czerwone Gitary - „Biały krzyż" ; Piotr Janczerski i No To Co - "Po ten kwiat czerwony" ; Skaldowie i Alibabki - "Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał” itd. itd. itd.
Wielu z wyżej wymienionych artystów dziś już niestety nie żyje, a inni już nie tworzą …
W Opolu A.D 2010 programowo i metodycznie lansowano tandetę, szmirę i kicz.
Oto kilka moich „opolskich” refleksji:
M.Miler.
Nobilitowano (między innymi) oderwanego zapewne granatem od pługa, discopolowego prymitywa M. Milera, dopuszczając do wykonania „covera” jego tragicznie głupiej piosenki pt „Wolność i swoboda”. Zaśpiewanie tej arcyżenującej, chłoporobotniczej wypociny w miejscu, gdzie kiedyś występowali tacy artyści, jak Ewa Demarczyk, Czesław Niemen czy Marek Grechuta było dla mnie czymś na kształt pierdnięcia przy wigilijnym stole. Mój apel do M.Milera: Chłopie ! Litości ! Weź ty się lepiej z powrotem za docieplenia, tynki i wylewki !
A.Wyszkoni.
W czasie wykonania rozpaczliwej literacko, discopolowej piosenki „Czy ten pan i pani” niejakiej i nijakiej A. Wyszkoni ŁZY rozpaczy same napływały mi do oczu. Ponieważ z natury jestem człowiekiem pełnym empatii, cierpiałem więc straszliwe katusze wespół z usiłującą wydobyć z siebie choćby jedną poprawną nutkę Wyszkoni. Tak się namęczyło biedactwo na scenie, a przecież w hipermarketach potrzeba tak wiele rąk do pracy…
Szm I.R.A.
Tak zwanego wokalistę tej prowincjonalnej na wskroś, radomskiej kapeli pt. szm I.R.A, za karę oraz w ramach przymusowej terapi odwykowej (od śpiewania) powinno się przywiązać do krzesła i przez tydzień puszczać mu jego własne wycie made in szmI.R.A. przez rozkręcone na full słuchawki. Może po takiej terapii wyjec ten porzuciłby w końcu myśl o karierze szansonisty i wziąłby się za to do czego stworzyła go dobra matka natura, to znaczy za węgiel.
Doda.
To co Doda zrobiła dla chorych na białaczkę jest oczywiście bardzo ok. Ale je nie o tym tu chciałem. Ani chybi dla kawału Doda kiedyś powiedziała o sobie per- królowa. Pewnie znała przysłowie mówiące o tym, że kłamstwo powtórzone wiele razy wszyscy zaczynają traktować jak prawdę… Niestety, dziś niektórzy niepełnosprytni dziennikarze jak papugi powtarzają za nią – Doda- królowa. Ja się pytam, królowa czego ? Chyba obrażonej miny. Bo przecież nie królowa polskiej piosenki. Maryla Rodowicz ma kilkadziesiąt piosenek, które śpiewała cała Polska, były wielkimi przebojami. Beata Kozidrak podobnie. A ile ma ich Doda ? I jakiej są jakości ? Śmiech na sali. Śmiech przez łzy. Patrząc nieraz na wiecznie (nie tylko teraz gdy choruje Nergal) naburmuszoną Dodę zastanawiam się czego odmówiono jej w dzieciństwie, co musi teraz odreagowywać tak agresywnym zachowaniem i naburmuszeniem, rowerka czy laleczki…
PS. Nergalowi życzę wyzdrowienia.
Stachursky.
Kiepsko udawany twardziel pt. Stachursky także, tradycyjnie już, świetnie utrzymał się w konwencji dojmującego obciachu i permanentnego usztywnienia, nieomal stuporu. Patrząc na jego ciężko wymuszony luz i maskowatą twarz miałem nieodparte wrażenie, że nagle ktoś na widowni wstanie i rzuci się na niego z jakąś maczetą, co (wnioskując ze stopnia jego zestresowania) zdarzyło mu się zapewne już nie raz… Swoją drogą, ciekawe jak by zabrzmiał naturalny, a nie sztucznie obniżony tembr głosu Stachursky-ego… Zapewne byłoby to coś w stylu: www.youtube.com/watch?v=_qQ_pQAgKS8
Reasumując:
Tegoroczni wykonawcy festiwalowi jakością swego śpiewania bardzo nawiązali do
poziomu wiadomych wykonawców z przed Pałacu Prezydenckiego.