Dodaj do ulubionych

EVIL MASQUERADE "Welcome To The Show"

09.04.04, 16:59

Duński projekt, grający rozpędzony, teatralny power metal... [w tym momencie
osoby niezainteresowane gatunkiem mogą już sobie darować resztę] Po krótkim
intro z wagnerowskim cytatem atakuje słuchacza nawałnica przebojowych
melodii, karkołomnych solówek, niezliczonych ozdobników klawiszowych,
perkusyjnego łomotu i wielogłosowych partii wokalnych. Powala dynamika
kompozycji – dwie pierwsze, „Welcome to The Show” i „The Wind Will Rise”,
zagrane są z prędkością światła, a nie gubią nic ze wspaniałej melodyki.
Zespół czerpie z najlepszych wzorców powermetalowych: Helloween, Yngwie
Malmsteena czy Rhapsody. Wszystkie utwory są zaraźliwie wręcz przebojowe.
Muzycy Evil Masquerade udzielali się już wcześniej w mniej lub bardziej
znanych formacjach, więc są fachowcami w swojej dziedzinie i zabrali się do
pracy naprawdę profesjonalnie. Kompozycje takie jak „Oh Harlequin”, „Children
Of The Night” czy nieco ‘połamane’ „Evil Masquerade” to melodyjny metal w
najczystszej postaci i w najlepszym wykonaniu.

Nie zabrakło też ballad, które są – w moim rozumieniu – największą katastrofą
power metalu. O ile śmiesznie brzmią utwory dynamiczne i fajnie się ich
słucha np. podczas jazdy jakimś środkiem transportu, to cukierkowe
pościelówy, ciągnące się jak guma do żucia, naprawdę można by z
powermetalowych płyt wyciąć. Płyta kwalifikuje się do odchudzenia o „The Evil
Lucy” (co prawda z solówką, której nie powstydziłby się trzeźwy Ritchie
Blackmore) i „Deliver Us” z okropnym beczeniem w refrenach. Również
idiotyczny przerywnik w postaci „Badinerie” (inspiracji bachowską klasyką
nigdy za wiele), wykonanego jak na obchodach 80-lecia Domu Kultury
Radzieckiej nie robi najlepszego wrażenia. Ale reszta jest jak najbardziej
przyzwoita, a więc nie o to chodzi, „by plusy nie przesłoniły nam minusów”,
tylko na odwrót.
Oby do przodu.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka