Dodaj do ulubionych

Cudowne Cream

IP: *.zory.msk.pl 14.04.04, 22:38
Maniakalnie słucham sobie Cream.
Do dzisiaj numerem jeden było "Sunshine of Your Love", ale od teraz wybiło
się "Spoonful" i szaleję dosłownie, chociaż kawałek znam z 15 lat.......
Kto mi dzielnie odpowie, dlaczego dwudziestoparoletni Clapton, gra o wiele
lepiej, odważniej - niż dojrzały Clapton?
Do krowy nędzy, przecież teoretycznie, postępując w latach, powinno się grać
doskonalej...........
Obserwuj wątek
    • vulture Re: Cudowne Cream 14.04.04, 22:43
      Dla mnie ostatnim "odważnym i nowatorskim" utworem Claptona była "Layla".
      Oczywiście, nie odmówię przebojowości i popularności wielu kolejnym
      kompozycjom, jakie w swojej długiej karierze nagrał, ale chyba zanim
      zdziadział, po prostu mu się chciało. Potem popadł w ciąg alkoholowo-
      narkotykowy, a jak z niego wyszedł, został po prostu muzycznym biznesmenem smile
      Szczerze mówiąc, wolę słuchać - ponieważ na koncertach zarówno on, jak i Jack
      Bruce, grają utwory Cream - "Sunshine..." w wykonaniu Bruce'a niż Claptona.
      Clapton solo jest za bardzo popowy, pieśni typu "The Way That You Use It" czy
      nagrane w duecie z Tiną Turner "Tearing Us Apart" skutecznie mogą zniechęcić do
      tego mimo wszystko nietuzinkowego artysty.

      A Cream to przykład grupy, która postanowiła zamieszać, zamieszała i rozwiązała
      się raz na zawsze. Bardzo fajny zespół. Kto nie zna, poznać powinien.
      • Gość: Ścierka Re: Cudowne Cream IP: *.zory.msk.pl 14.04.04, 23:23
        A Cream to przykład grupy, która postanowiła zamieszać, zamieszała i rozwiązała
        się raz na zawsze. Bardzo fajny zespół. Kto nie zna, poznać powinien.
        ______________________________________________________________________

        A coś więcej o tym postanowieniu, zamieszaniu i rozwiązaniu raz na zawsze można
        poprosić?
        O ile masz tą wiedzę....
      • soso_soso Re: Cudowne Cream 15.04.04, 10:12

        Zgadzam sie z vulture. Mam zreszta swoja mala teorie na temat Claptona. On
        swietnie sie czuje w otoczeniu swietnych muzykow i grajac w 'cudzym' stylu.
        Pozostawiony sobie samemu klecie komercyjne knoty na srednim poziomie. Wiadomo,
        chlopina ma ograniczenie glosowe ale to nie przeszkadza by jakos tam dodac
        wokal do swietnie granego bluesa i cos wychodzi. Dla mnie najlepszy Clapton to
        grajacy np. z BBKingiem czy z Silna Grupa na plycie Unplugged (Chuck na
        pianinku!). Najnowsza jego plyta koncertowa z 2002 (na okladce Myszka Miki
        przebrana za Claptona posuwa z gitara po pustkowiach Arizony) to potworny bzdet
        bo wszystkie, nawet te najlepsze piosenki przerobione sa na 'przeboje' z
        nieznosna maniera pop-papki.
        Dziwny facet. Ale wciaz potrafi zrobic cos wspanialego. 'Reptile' z 2001
        zawiera np. utwor 'Reptile', ktory jest naprawde klasowy pod kazdym wzgledem.
        Ostatnia plyta podobno takze niezla. Slyszalem tylko kawalki ale zdaje sie, ze
        cudza inspiracja znowu zadzialala. smile

        Layla to nie jest moj faworyt. Wole np. emocjonalnie wspaniale 'Tears in
        Heaven'. O spotkaniu tragicznie zmarlego synka juz w innym swiecie. Poruszajce.

        pzdrw

        soso
    • ktmajcher Re: Cudowne Cream 15.04.04, 09:41
      Gość portalu: Ścierka napisał(a):

      > Kto mi dzielnie odpowie, dlaczego dwudziestoparoletni Clapton, gra o wiele
      > lepiej, odważniej - niż dojrzały Clapton?
      > Do krowy nędzy, przecież teoretycznie, postępując w latach, powinno się grać
      > doskonalej...........

      No tak teoria bardzo słuszna, ale jak to w praktyce bywa, trudno ją
      zrealizować. Przykładów by można na pęczki:
      Co robią dziś (czyli od lat 80-tych) panowie Page i Plant, a jakie kamienie
      milowe wyciosali ponad 30 lat temu (oczywiście nie tyko oni sami, ale całe LZ).
      To jest jedynie przykład z wielu, no albo jeszcze jeden ulubiony na forum
      muzycznym:
      Genesis i Phil Collins (zaraz po odejściu Gabriela i Hacketta),
      Phil Collins i Genesis (lata 80-te i później),
      Phil Collins - solo
      no comments

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka