vulture
20.04.04, 20:44
Ponieważ sen z powiek wielbicielom sensacji spędzają ostatnio finezyjne
pojedynki muzyczne i niemuzyczne państwa Femme i Wiśniewskiego bądź pani
Chylińskiej i pana Skawińskiego, chciałbym przypomnieć temat, który został
kiedyś tam dawno temu poruszony na forum, ale nie pamiętam, w którym wątku.
Chodzi konkretnie o artystów, ktorzy w swoich utworach dosrywali innym
artystom – nie żonie, nie matce i nie kochance (chyba że były muzykami),
tylko właśnie swoim byłym na ogół współpracownikom muzycznym. Naturalnie,
wylewanie żali mieć może różne oblicza, ale chodzi mi nie o teksty Eminema, w
których miesza z błotem swoją mamusię, tylko te w których miesza innych
muzyków.
Moje przykłady:
John Lennon – How Do You Sleep (adresowane do Paula McCartneya)
Deep Purple – Smooth Dancer (Gillan napisał tekst, wyraźnie adresowany do
Blackmore’a, z którym był wówczas razem w zespole)
P.S. Jak ktoś znajdzie tamten stary wątek, proszę o link.