Dodaj do ulubionych

Kill Bill vol.2 -muzyka z filmu

03.05.04, 12:18
Tarantino i Maramax postanowili zarobić dwa razy na ostatniej produkcji. Mowa
tu oczywiście o filmie Kill Bill, który pierwotnie miał być puszczany w
całości. Jednak z takich, czy innych względów film trafił do kin w dwóch
częściach. Podobnie stało się muzyką, trafiły na rynek dwa niezależne
soundtracki Kill Bill Vol.1 i Vol.2. Jako, że o muzyce z części pierwszej
była już tu mowa, ja skupię się na ostatnio wydanej Vol.2. Oczywiście
pierwszy zarzut, że wydawanie dwóch oddzielnych płyt to nic innego jak
wyciąganie od fanów kasy, trudno się z tym nie zgodzić. Jednak muzyka na tych
płytach jest tak piękna, czarująca, delikatna, nastrojowa (czy też raczej
klimatyczna), że warto wydać na to kasę. Z drugiej strony taki chwyt był
naturalnym skutkiem podzielenia filmu na dwie części. Trochę śmiesznie by
było gdyby utwory występujące w Vol.2 były dostępne pół roku przed premierą.
No dobra, ale koniec tych rozważańwink, przejdźmy do tego co nas tu najbardziej
interesuje czyli muzyki. Ja od razu na wstępie muszę przyznać, że tę płytę
pochłonąłem niemal od razu. Szczególnie wszystkie kawałki nieodzownie
kojarzące się ze spaghetti westernami, do których mam ogromny sentyment.
Zatem mamy tu kilka rewelacyjnych, pięknych utworów samego mistrza Ennio
Morricone. Il Tramonto, utwór oparty na bardzo delikatnej partii gitary
akustycznej, na tle ledwo słyszalnej orkiestry. Partia ta w ostatniej swej
fazie przybiera jakiś bardzo niepokojący kierunek, który tym bardziej frapuje
słuchacza. Kolejny utwór Morricone to „L`Arena”, To już typowy westernowy
kawałek, z cudownie brzmiącą trąbką (nieodzowny atrybut muzyki z westernówwink,
pięknymi partiami chóralnymi, i rytmem niczym z Bolera. Kto choć trochę zna
dokonania Morricone, wie jak piękne potrafią być jego utwory. Jest
jeszcze „Silhouette of Doom”, z niesamowitym klimatem grozy. Zostając w
podobnych klimatach, utwór formacji(?) Lole/ Manuel, na temat której
właściwie nie ma żadnych informacji. Siarczysta partia gitary flamenco, na
tle charakterystycznych dla hiszpańskiej muzyki przyklaskiwań, a jako głos
wiodący, dziecięcy głos chłopca, do którego następnie dołącza cały chórek
dziecięcych głosów. Przyznać trzeba, że przejmujący jest to utwór, Hammondy
tworzą tu bardzo ładne tło, szkoda tylko, że mamy tu do czynienia z
wyciszonym utworem (tzw. wersja Edit), a zapomniałem o tytulewink, „Tu Mira”.
Wspaniałym klimatem też może pochwalić się kompozycja Luisa Bacalova,
korzeniami sięgająca lat 70. Muzyka z gangstersko/policyjnych filmów
typu „Brudny Harry” to chyba najlepsze określenie dla tego utworu, słuchając
go widzę tych wszystkich facetów z odznakami, w dzwonach, ścigających złych
bandziorówwink. Jeden z najlepszych utworów na płycie „The Chase”, panów Alana
Reevesa/Phila Steele`a/Philipa Brighama. Zaczyna się cichymi dźwiękami
gitary, które narastają, do tego dochodzi bardzo ciekawy bas, dobra gra
perkusji, bardzo delikatna, ale taką właśnie lubię. Dosyć szybko pojawia się
partia hammondów, która szybko się rozbudowuje, możemy się nacieszyć kilkoma
bardzo ciekawymi i szybkimi pasażami na tym instrumencie, pod koniec utworu
pojawia się dosyć psychodeliczna partia fletu, która kończy się tak samo
szybko jak się pojawia. I teraz najśmieszniejsze, omawiany przeze mnie utwór
trwa tylko 1: 03. Na sountracku tym znajdziemy jeszcze kilka bardzo ciekawych
utworów, i czy to będzie leniwa ballada Johnego Casha „A satisfied Mind”, czy
ambitne utwory pop jak: Shivaree „Godnight Moon”, Meiko Kaji „Urami Bushi”,
Malcol McLaren „About Her”, czy też ogniste flamenco towarzyszące kończącemu
film przedstawieniu aktorów, wszystko jest dobrane z niesamowitym wyczuciem i
robi na mnie dobre wrażenie. Jedynym słabszym punktem dla mnie jest
kompozycja Charlie Feathersa „Can`t Hardly Stand It”, może dlatego, że nie
przepadam za gatunkiem Rockabilly. Choć muszę też nadmienić, że już nie
denerwuje mnie tak jak podczas pierwszego słuchania. Może się jeszcze całkiem
przekonamwink.

Jedno trzeba powiedzieć, Tarantino, lub ludzie odpowiedzialni za dobór
ścieżek dźwiękowych do jego filmów, mają niesamowitego nosa i świetne
wyczucie. Ponieważ potrafią wynaleźć stare, niejednokrotnie zapomniane
utwory, które nie tylko są bardzo dobre, ale też rewelacyjnie pasują do filmu
i współtworzą klimat obrazu.

Pzdr
Jos


PS. Oczywiście na płycie znalazły się też dialogi postaci wycięte z filmu,
kolejny charakterystyczny element dla Tarantinowskich soundtrackówsmile
Obserwuj wątek
    • joseph80 Re: Kill Bill vol.2 -muzyka z filmu 03.05.04, 12:20
      joseph80 napisał:

      > Tarantino i Maramax


      oczywiście miało być MIRAMAX

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka