Dodaj do ulubionych

Nasłuchałem się Blondie

12.05.04, 22:50
Wydaje mi się, że jednak trochę zbyt mało uwagi poświęcono do tej pory temu zespołowi na forum, a jako że od ładnych kilku miesięcy przechodzę etap mniejszej lub większej fascynacji ich twórczością (jak również... ekhm... "twórczością", oczywiście Debbie Harry wink) postanowiłem zacząć sam (bo na każdym zebraniu jest tak, że ktoś musi być pierwszy).

Do tej pory miałem okazję poznać cztery albumy Blondie. Cztery pierwsze.
Poszedłem w ślad za rekomendacjami AMG, które odradza zapoznawanie się z resztą dyskografii (może sięgnę jeszcze po "Autoamerican", co do szóstej płyty to skutecznie odstraszyła mnie okładka, a te po reaktywacji - cóż, nie jestem zwolennikiem takich praktyk, więc temat "No Exit" i "The Curse Of Blondie" dla mnie nie istnieje i nie obchodzi mnie nawet co się na tych płytach znajduje).
Debiut, "Blondie" (1976) charakteryzuje to, co można też w zasadzie powiedzieć o kolejnych ich płytach - otwiera go prawdopodobnie (w tym przypadku to nawet zdecydowanie) najlepszy utwór ("X Offender"). Tak samo jest w przypadku "Fan Mail", "Hanging On The Telephone" i "Dreaming", którą osobiście uważam za najpiękniejszą piosenkę Blondie. Ale wracając do pierwszego albumu... Jednak czegoś mu jeszcze brakuje, pomimo świetnego openera i b. dobrych: punkowego "Rip Her To Shreds" czy "In The Sun", zdarza się kilka momentów średnich.
"Plastic Letters" (1977) jest niewątpliwe krokiem do przodu jeśli chodzi o brzmienie, produkcję dźwięku. Obok wspomnianego otwierającego utworu, znów prym wiodą przeboje (cover "Denis" i "I'm Always Touched By Your Presence, Dear"). Co do reszty - jasne, że to są wszystko dobre piosenki i ja je bardzo lubię smile Ale większości utworów brakuje tej "klasyczności", tego "czegoś", co przyszło na...
"Parallel Lines" (1978), najlepszej, jak wiadomo, płycie Blondie. W zasadzie nie ma co wyróżniać żadnego utworu. Ładunek melodyjności porywa, wszystkie piosenki są bez wyjątku znakomite. No, nie mogę sobie podarować żeby nie napisać, że "One Way Or Another", "11-59" i "Just Go Away", tradycyjnie obok pierwszego numeru, to moi faworyci.
"Eat To The Beat" (1979) w moim odczuciu przegrywa z "Parallel..." tylko ze względu na późniejszą datę wydania i powielenie kilku patentów. Kompozycyjnie nie jest to wiele słabsza płyta. Wielki przebój "Atomic" (ach ten pokomplikowany tekst!wink), wyśmienity powrót do punkrockowych korzeni (kawałek tytułowy plus finał, "Living In The Real World"), znacznie lepszy niż tak nielubiany przez mnie "The Tide Is High", podobnie bujający "Die Young, Stay Pretty", nowofalowy "Accidents Never Happen" i niezwykle charakterystyczny dla zasadniczego brzmienia Blondie "Union City Blue"...

I... to chyba koniec. Bardzo liczę, że ktoś będzie miał coś do dodania w tym temacie.
Obserwuj wątek
    • vulture Re: Nasłuchałem się Blondie 12.05.04, 22:56
      ilhan napisał:

      > temat "No Exit" i "The Curse Of Blondie" dla mnie ni
      > e istnieje i nie obchodzi mnie nawet co się na tych płytach znajduje

      Jak znasz "Maria", to znasz większość obu tych płyt, chociaż "The Curse" jest
      niezłe, tylko promujący singiel jest denny. Zresztą, pisałem szerzej o tej
      płycie.

      Możesz pokombinować z solowymi płytami Harry, ale tam jest już głównie pop, a
      nawiązania do przeszłości są pojedyncze. Niemniej, przyjemnie się tego słucha
      (Coś jakby porównać twórczość The Beatles i solowe płyty Macca).

      Fajna jest płyta live Blondie z zapisem koncertu z 1979 roku, wydana jakoś w
      latach 90-tych (jeszcze przed reaktywacją), niestety nie pamiętam dokładnie
      tytułu. Live at cośtam, 1979.
      • ilhan Re: Nasłuchałem się Blondie 12.05.04, 23:00
        OK, a interesuje mnie jeszcze co na zasadniczy temat tych lepszych płyt Blondie byś miał do dodania smile
        • vulture Re: Nasłuchałem się Blondie 12.05.04, 23:20

          To, że w ogóle jakoś mi nie wchodzi pierwszy album Blondie, tzn "Blondie".
          Oczywiście, są tam hity typu "In The Flesh" czy "X Offender", ale jakoś całość
          mnie nuży. O wiele lepiej mi się słucha "Plastic Letters" czy "Parallel Lines".
          A "Autoamerican" i tej tam potem nie słyszałem w całości i nie wiem, czy warto.
          • Gość: soso Re: Nasłuchałem się Blondie IP: 195.41.66.* 13.05.04, 08:14
            Bardzo mnie ucieszyl ten watek bo Blondie to jeden z lepszych zespolow
            blyskotliwego punk-rocka podczas gdy wielu kojarzy ten szyld z Heart of Glass a
            Heart of Glass z takim sobie jakims przebojem. A chlopcy przeciez graja
            odlotowo,

            pzdrw

            soso
            • ilhan Re: Nasłuchałem się Blondie 13.05.04, 10:04
              A ja "Heart Of Glass" też bardzo lubię, zarówno mix dyskotekowy jak i wersję zwykłą. Jedynym kawałkiem Blondie którego nie trawię jest, jak już chyba wspomniałem, "The Tide Is High".

              Pozdr
              • Gość: ton2 Re: Nasłuchałem się Blondie IP: 81.210.22.* 13.05.04, 10:38
                Ja tez mimo ogrania i zgrania i przegrania lubie Heart Of Glass, ale moim
                favorytem jest "Hanging on the telephone" - ostatnio słucham w kółko. Ale co ja
                sie tu bede madrzyc-mam tylko the best of i koncertowke (chyba ta wyzej
                wspomniana). Jednakze dzieki temu zacnemu watkowi i dzieki zainstalowaniu
                interneta w domu z reszta plyt sie zapoznam i potem chetnie sie wypowiem.

                Pozdro
    • Gość: As Re: Nasłuchałem się Blondie IP: *.vline.pl / *.vline.pl 13.05.04, 11:14
      Nie jestem pewien czy warto uważać Blondie za dobry zespół i godny uwagi ...
      Aczkolwiek znam "No Exit" i sądzę, że to dość pomysłowy, ciekawy i różnorodny
      album. Jeśli zaś chodzi o ich starsze przeboje, to jednak jest to dość
      kiczowate jak dla mnie - nie ta estetyka.
      • Gość: soso Re: Nasłuchałem się Blondie IP: 195.41.66.* 13.05.04, 11:49
        Starsze przeboje? Mysle, ze dopiero przesluchanie starych plyt w calosci daje
        pojecie o Blondie. Kiedys patrzylem na ten zespol jako cos w stylu pop bo
        znalem hity ale wysluchanie calosci nagle otwiera oczy. To naprawde swietny
        zespol. Ich przeboje sa rodzajem falszywego tropu i chwytu reklamowego do
        sprzedazy LP zas zawartosc calosci jest naprawde zupelnie inna. Takie mam
        odczucia sluchajac.

        pzdrw

        soso
      • ilhan Re: Nasłuchałem się Blondie 13.05.04, 19:09
        Nie znam "No Exit" i sądzę że nie warto w ogóle mówić o jakimś reaktywowanym Blondie.

        Nie wiem Asie jakie znasz ich starsze przeboje, więc ciężko wyrokować czy podpasowałyby Ci całe albumy. Nie zgadzam się też do końca z Soso, że te przeboje są aż tak bardzo oderwane od tego, co dzieje się na płytach - myślę że prawda leży jak zwykle pośrodku smile Czy kiczowate? Jestem dość udoporniony na archaiczne brzmienia klawiszy, a tylko ten element może sprawiać takie wrażenie. Blondie to kapela pełną gębą, trudna do jednoznacznego zaszufladkowania. Natomiast całe mnóstwo ich nieudolnych naśladowców z przesłości i obecnych (ach jak wiele zespolików z dziewczyną na wokalu łudziło że to takie łatwe, wystarczy blondynka i syntezator) utonęło w morzu muzycznego tandeciarstwa...

        Pozdr.
        • vulture Re: Nasłuchałem się Blondie 13.05.04, 19:57
          ilhan napisał:

          > Nie znam "No Exit" i sądzę że nie warto w ogóle mówić o jakimś reaktywowanym
          Bl
          > ondie.

          Skoro nie znasz, to nie wiesz czy warto big_grin Przesłuchanie płyty nie jest
          bolesne. Przynajmniej tej. "Curse Of Blondie" też.
          • ilhan Re: Nasłuchałem się Blondie 13.05.04, 20:01
            Po prostu zasadniczo nie interesują mnie twory typu zespół w swoim pięćdziesiątym ósmym składzie albo reaktywowany po 25 latach od najlepszych czasów niegdyś punkowy zespół z prawie 60-letnią kobietą na wokalu.
            • vulture Re: Nasłuchałem się Blondie 13.05.04, 20:06
              ilhan napisał:

              > Po prostu zasadniczo nie interesują mnie twory typu zespół w swoim
              pięćdziesiąt
              > ym ósmym składzie
              >albo reaktywowany po 25 latach od najlepszych czasów niegdyś
              > punkowy zespół z prawie 60-letnią kobietą na wokalu.
              >


              Oj, z tą punkowością to bym nie przesadzał. Oczywiście, jakieś tam punkowe
              odpryski na płyty Blondie trafiały, ale jak się sięga po składankę z
              najbardziej znanymi piosenkami, to punka jak na lekarstwo. Nie stawiałbym z
              założenia tezy "nie warto", nie przesłuchawszy płyt(y).
              • ilhan Re: Nasłuchałem się Blondie 13.05.04, 20:13
                Punkowy nie punkowy, w każdym razie wiadomo o co chodzi i nie był to zespół wykonujący tradycyjne melodie ludowe. OK, nie twierdzę że "nie warto" - nie chce mi się i nie mam ochoty, nie spodziewam się niczego szokująco dobrego, a jest 38392492 płyt wyżej cenionych, których nie znam i im wolę poświęcić mój czas. A w kwestii Blondie zostać przy pierwszym okresie działalności.
    • Gość: tegosław Re: Nasłuchałem się Blondie IP: *.infocoig.pl / *.crowley.pl 13.05.04, 12:53
      Daj se siana z takimi tekstami.
    • vulture a teraz sobie popatrzmy i posłuchajmy :-D 13.05.04, 21:57
      www.tikilab.com/blondie_dot_net_stuff/blondie_20040313_letterman.mov
      big_grin
      • ilhan Re: a teraz sobie popatrzmy i posłuchajmy :-D 13.05.04, 21:58
        Co oni tam grają? Bo nie wiem czy warto czekać.
        • vulture Ty raczej nie czekaj 13.05.04, 22:15

          Acz z pewnego względu występ można uznać za interesujący.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka