kozlorf
19.05.04, 05:08
Krótkie i proste pytanie: kto był i jak się podobało?
Jeżeli chodzi o mnie, to stwierdzić muszę tak: Zespół gra raczej bardzo
porządnie, lecz nic więcej pozytywnego nie da się powiedzieć. Ian Anderson
śpiewa z roku na rok coraz słabiej i chyba już teraz powinien pomyśleć o tym,
by dać sobie spokój. Co do gry na flecie, to też nic wyjątkowego (dla fana z
wieloletnim stażem) nie pokazał. Repertuar też już raczej oklepany, obyło się
bez wiekszych niespodzianek. W porównaniu z ostatnimi w Polsce koncertami w
2000 roku nie widać jakiejkolwiek różnicy jakościowej i obawiać się należy,
że tak już pozostanie.
Generalnie można by cały występ, jak i formę zespołu określić cytatem z Monty
Pythona: "You're no fun anymore...!"
Jako jedyny highlight mogę tu wskazać solowy popis Martina Barre. Myślę, że
cały koncert złożony z jego utworów (płyta Stage Left jest przyznam całkiem
udana), wykonany nawet w tym składzie byłby o wiele bardziej interesujący i
emocjonujący.
Za to za sporą porażkę organizacyjną uważam brak zapowiadanego supportu w
postaci zespołu Quidam (czy ktoś wie, czemu nie zagrali?).