Dodaj do ulubionych

Jethro Tull w Poznaniu

19.05.04, 05:08
Krótkie i proste pytanie: kto był i jak się podobało?

Jeżeli chodzi o mnie, to stwierdzić muszę tak: Zespół gra raczej bardzo
porządnie, lecz nic więcej pozytywnego nie da się powiedzieć. Ian Anderson
śpiewa z roku na rok coraz słabiej i chyba już teraz powinien pomyśleć o tym,
by dać sobie spokój. Co do gry na flecie, to też nic wyjątkowego (dla fana z
wieloletnim stażem) nie pokazał. Repertuar też już raczej oklepany, obyło się
bez wiekszych niespodzianek. W porównaniu z ostatnimi w Polsce koncertami w
2000 roku nie widać jakiejkolwiek różnicy jakościowej i obawiać się należy,
że tak już pozostanie.

Generalnie można by cały występ, jak i formę zespołu określić cytatem z Monty
Pythona: "You're no fun anymore...!"

Jako jedyny highlight mogę tu wskazać solowy popis Martina Barre. Myślę, że
cały koncert złożony z jego utworów (płyta Stage Left jest przyznam całkiem
udana), wykonany nawet w tym składzie byłby o wiele bardziej interesujący i
emocjonujący.

Za to za sporą porażkę organizacyjną uważam brak zapowiadanego supportu w
postaci zespołu Quidam (czy ktoś wie, czemu nie zagrali?).
Obserwuj wątek
    • Gość: nadzieja Re: Jethro Tull w Poznaniu IP: *.chello.pl 19.05.04, 05:17
      to Quidam to jakis niewypal... najpierw napisali na stronie, ze beda, a pozniej
      to odwolali... w sumie zalozylam nawet watke o Quidamie bez Derkowskiej i
      zaluje, ze nie sprostowalam, iz Quidam nie wystapi... wprowadzilam tylko
      forumowiczow w blad...
      w sumie jako wyjasnienie podaja tylko tyle: "Sprostowanie malutkie: Jethro Tull
      zagra z innym zespołem niż Quidam - co wcale nie oznacza że ten drugi zapada
      się pod ziemię. Już niedługo rozpoczną się pierwsze koncerty zespołu Quidam w
      nowym składzie." - czyli nic... sama jestem ciekawa tej nowej odslony Quidamu...

      • Gość: kosiak Re: Jethro Tull w Poznaniu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.04, 16:06
        ja wiem czemu nie zagrali....na 4 dni przed koncertem management zespolu
        stwierdzil, ze jednak zyczy sobie na supporta zespol grajacy akustycznie i
        najlepiej dwuosobowy. Quidam tych wymogow nie spelnil...
        • Gość: nadzieja Re: Jethro Tull w Poznaniu IP: *.chello.pl 19.05.04, 22:25
          niezle uzasadnienie... gratuluje managementowi pomyslu smile

          pozdrawiam...
        • Gość: Łukasz Brak supportu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.04, 09:32
          ...akurat wogóle mi nie przeszkadzał.

          > na 4 dni przed koncertem management zespolu
          > stwierdzil,

          Informacja o odwołaniu Quidama pojawiła się 10 dni przed koncertem.
          • Gość: nadzieja Re: Brak supportu... IP: *.chello.pl 20.05.04, 09:52
            a faktycznie... na stronie artrock.pl wstawili taka wiadomosc w dniu 07-05...
            szkoda tylko, ze takie mierne uzasadnienie tej decyzji...

            pozdrawiam...
    • Gość: Maciek Makowski Moje odczucia IP: *.acn.waw.pl 19.05.04, 19:38
      > Krótkie i proste pytanie: kto był i jak się podobało?

      1. Maniera wokalna Andersona, polegająca na na urywanym beczeniu, zupełnie
      zepsuła np. "With You There To Help Me". I.A. głosu już nie ma prawie wcale i
      becząc stara się to ukryć
      • Gość: Szmatan Re: Moje odczucia IP: *.chello.pl 19.05.04, 22:03
        Obawiam się, że nic nowego do dyskusji nie wniosę.
        Rzeczywiście Anderson śpiewa słabiutko i na koncercie przeczekiwałem owe momenty
        cierpliwie przeczekiwać natomiast wszelkie instrumentalne fragmenty bardzo mi
        się podobały.
        Utwory z nowych płyt robią dalece lepsze wrażenie niż zaaranżowane na nowo (ów
        nieszczęsny "With You There To Help Me") utwory starsze. Może mam takie wrażenie
        dlatego, że dużo bardziej podobają mi się w oryginale niż w obecnym wykonaniu, a
        może dlatego, że nowy styl grania zespołu bardziej pasuje do owych kompozycji
        nowszych. Łojenie i perkusja Perrego psuje nieco starsze, leśno-magiczne Jethro.
        Niezależnie od tego Perry gra bardzo porządnie.
        Brak supportu dużo napsuł. Nawet Quidam rozgrzałby ludzi. Choć z drugiej strony
        przyznam się, że będąc ignorantem w ich muzyce spejalnie dziś posłuchałem ich
        kawałków, w tym z najnowszej płyty. Nie wiem jak wypadają na żywo, ale to co
        słyszałem bardzo mało mi się podobało. Leciało Marillionem, który mnie raczej
        drażni. Rude Boys (nota bene dwuosobowy akustyczny zespół) byłby lepszy.
        Nagłośnienie było bez zarzutu w odróżnieniu od tego co było w Spodku.
        Natomiast zamiast stać pod sceną wolałbym siedzieć grzecznie na krzesełkach -
        jak w Spodku - bo i tak skakać zacząłem dopiero przy "Locomotive Breath".
      • Gość: Łukasz Re: Moje odczucia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.04, 09:22
        > I.A. głosu już nie ma prawie wcale i
        > becząc stara się to ukryć
        • Gość: Maciek Makowski Re: Moje odczucia IP: *.acn.waw.pl 20.05.04, 11:39
          > Rzeczywiście: za głośno, to na pewno nie było! Było za to wiele takich
          > momentów, kiedy było po prostu za cicho. Mam na myśli szczególnie takie
          > kawałki, jak "Beggar's Farm", czy "Eurology". A muszę zaznaczyć, że stałem na
          > wyciągnięcie ręki od barierek!

          Przy barierkach wcale nie jest najgłośniej.


          > Tak się składa, że ze "Stage Left" nic nie zagrali. Był instrumentalny
          > utwór "Morris Minus", ale pochodził on z pierwszej płyty solowej Martina Barre
          > (Ian się po prostu pomylił przy zapowiedzi).

          Płyty solowe Barre znam słabo, więc uwierzyłem na słowo.


          > Bez wpadek?? Szczerze mówiąc (pisząc! wink), to na żadnym koncercie
          > Jethro Tull,
          > na którym miałem przyjemność być, zarówno w Polsce, jak i za granicą, nie
          > słyszałem tylu błędów.

          Ja akurat żadnego z błędów nie zakwalifikowałbym jako wpadki
          • Gość: Łukasz Głośniki, UE, Duncan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.04, 12:12
            Witam!

            > Przy barierkach wcale nie jest najgłośniej.

            Nie? A przecież właśnie tam jest najbliżej do głośników?

            > Może to nie na temat, ale bardzo to przypomina komentarze, które można
            > usłyszeć/przeczytać po audiencjach papieskich. Tak mi się jakoś skojarzyło.

            Wiesz, w basenie można się też utopić LOL Dobra, nie dokonujmy aż takich
            nadinterpretacji wink) Tym bardziej, że to nie jest forum o polityce.

            > To jakaś znana postać?

            Dla prawdziwego fana Jethro Tull powinna być znana. Jego wtedy jeszcze
            dziecięcy głos słychać na "Batteries Not Included" z płyty "A", występuje w
            klipie "Fylingdale Flyer" z video "Slispstream", w ostatnich latach wspiera
            Ojca jako perkusista w jego solowych projektach, gra również na "Living With
            The Past" (zarówno CD, jak i DVD) oraz "The Jethro Tull Christmas Album", od
            czasu do czasu występuje jako bębniarz zespołu w pojedyńczych, krótkich,
            playbackowanych występach telewizyjnych, no i ostatnio pomaga przy
            organizowaniu tras koncertowych JT. Nepotyzm totalny wink)

            Pozdrawiam!

            ŁW
            • Gość: Maciek Makowski Re: Głośniki IP: *.acn.waw.pl 20.05.04, 12:42
              > > Przy barierkach wcale nie jest najgłośniej.
              >
              > Nie? A przecież właśnie tam jest najbliżej do głośników?

              Owszem, ale jest się na granicy kąta ich efektywnej pracy. Zespoły głośników po
              bokach sceny zawieszone są tak, żeby pokrywały możliwie szeroki kąt, ale siłą
              rzeczy przy scenie ich pole rażenia się kończy
              • Gość: Łukasz Re: Głośniki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.04, 12:47
                > Chodziło mi raczej o Twój komentarz nt. kondycji Andersona; ale to tylko taka
                > luźna i nieistotna uwaga.

                Acha smile))
    • Gość: Łukasz Repertuar w procentach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.04, 10:32
      > Repertuar też już raczej oklepany, obyło się
      > bez wiekszych niespodzianek.

      Jestem dość zaskoczony taką opinią. Aż 90% wykonanego w Poznaniu materiału
      różni się od tego, który usłyszeliśmy podczas poprzedniej wizyty Jethro Tull w
      Polsce, cztery lata temu, a 50% nie było NIGDY wcześniej w naszym kraju
      wykonywane. Plus jeszcze jakieś 10% repertuaru, które było słyszane podczas
      poprzednich polskich występów, ale tym razem zagrane zostało w nowych,
      odświeżonych wersjach.

      Dla mnie setlist był git smile
      • kozlorf A ja już chyba nie jestem zdeklarowanym fanem... 21.05.04, 17:05
        Z repertuarem problem jest taki, że prawie dokładnie pokrywa się on z
        repertuarem koncertu, który odbyl się bodajże w sierpniu 2003 w Montreux, i
        który dostępny był (i chyba nadal jest) w wersji audio / video w całości na
        stronie Jethro Tull. Dlatego też mnie, jako, że tę rejestrację obejrzałem, w
        kwestii repertuaru raczej nic nie zaskoczyło. Co więcej miałem wrażenie, że
        koncert poznański wypadł nieco słabiej, był ponadto krótszy.

        Dodatkowo, żaden z zaprezentowanych utworów nie był w wersji na prawdę świeżej.
        Wspomniane "With You There To Help Me", czy "Beggars Farm" grane były w takich
        wersjach na żywo jeszcze za czasów Dave'a Pegga, i co za tym idzie, były nieco
        ciekawsze. Kawałki z ostatnich płyt "Christmas Album" i "Rupi's Dance" wypadły
        owszem fajnie, ale brzmiały identycznie jak na albumach, jezeli nie liczyć
        nieco gorszych proporcji - za głośne klawisze). Tak jak już powiedziałem,
        zaskoczeniem był dla mnie kawałek Martina Barre, oraz może jeszcze "Wind Up".
        Resztę już gdzieś parę razy słyszałem, a kolejne wykonania mnie nie porwały.

        Co do "tryskania humorem", to Anderson sprawia wrażenie, jakby myslał, że w
        Polsce mało kto zna dobrze angielski, i trzeba rzucać krótkimi, uniwersalnymi
        gagami, które będą miały szansę być zrozumiane. A szkoda, bo słuchając, czy
        czytając tego, co umieszcza na stronie JT nie mozna mu zarzucić utraty poczucia
        humoru. (Analogia z opiniami co do formy papieża bardzo mi się spodobała.)

        I taka osobista refleksja: zastanawiam się, czy zespołowi nie przydałoby się
        nieco świeżej krwi, mam tu na mysli stanowiska klawiszowca i basisty. Giddings
        moze i jest sympatyczny, ale, oprócz tego, że jako jedyny po Johnie Evansie
        nauczył się dobrze grać w jego stylu grać wstęp do "Locomotive Breath", co, a
        wiem to z autopsji, nie jest jeszcze żadnym mistrzostwem świata, nie ma nic
        wielkiego do pokazania. Co więcej stara się wciskać gdzieniegdzie (głownie w
        nowych kawałkach) różne jazzujące frazy, co wychodzi dość kiczowato - po tych
        kilkunastu latach gry w JT widać, że tak na prawdę oklepuje w kółko te same
        zagrywki. Zarówno z resztą on, jak i basista Jon Noyce wyuczyli się w zasadzie
        partii poprzedników i odgrywają je na baczność, nie wnosząc raczej nic wiele. W
        szczególności stojący z tyłu, prawie niewidoczny Noyce jest zaprzeczenim Pegga,
        ktory nie dość, ze grał (gra) bardziej żywiołowo, pomysłowo i z większym
        poczuciem humoru, że był (jest) wirtuozem nie tylko gitary basowej, ale paru
        innych instrumentów strunowych szarpanych, to również był (jest) przede
        wszystkim muzykiem niezwykle oryginalnym. Oczywiście, jest to mało
        prawdopodobne, by Pegg wrócił do JT, ale słuchając np. zespołu Rubbing Elbows
        można stwierdzić, ze jest wielu muzykow, którzy mogliby wnieść trochę życia....
        • Gość: Szmatan Re: A ja już chyba nie jestem zdeklarowanym fanem IP: *.chello.pl 22.05.04, 16:26
          Z okazji pewnej reprezentacji utworów najnowszych postanowiłem sobie odświeżyć
          "Rupi's Dance". I taka mała refleksja mi się nasunęła.
          Otóż najbardziej z płyty nieodmiennie podoba mi się "Pigeon Flying Over Berlin
          ZOO". Co śmieszne i nieśmieszne, bardzo mi się ten kawałek kojarzy z płytą "Too
          Old To Rock'n Roll ...", nota bene najsłabszą chyba płytą z lat 70-tych jaką
          Anderson i spółka popełnili.
          W pewnym sensie świadczy to o kondycji Jethro.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka