Gość: dk
IP: 212.33.89.*
24.09.04, 12:49
Jestem fanatykiem Talking Heads i teraz mam dylemat-
czy cieszyć się, że jest ta płyta jest mniej beznadziejna, niż wszystkie (z
wyjątkiem "davidbyrne") w latach 90., czy martwić się, że jest jednak
przeciętna i pretensjonalna (szcególnie partie operowe> Najlepiej brzmi, gdy
Byrne próbuje żenić granie typowe dla Talking heads z bitami spod znaku Gus
Gus. Wychodzi wtedy, że takie "Speaking in tongues" ma wiele brzmień
charakterystcznych dla współczesnej muzyki klubowej i chillout.
Nie wiem sam, co o tym sądzić