lilith3 18.04.02, 19:20 wiem trudny wybor wg mnie: 1. the echoes 2. brain damage 3. wish you were here 4. comfortably numb 5. pigs on the wing 6. high hopes i wiele, wiel innych) pozdrowienia Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Kosa Re: najlepszy utowor(y) PINK FLOYD IP: *.acn.waw.pl 18.04.02, 21:10 Shine On You Crazy Diamond. Odpowiedz Link Zgłoś
greyrat Re: najlepszy utowor(y) PINK FLOYD 18.04.02, 21:50 cała dyskografia , ze wskazaniem na The Wall-zawsze ropatrywałem ten album jako nierozrywalna całość. Odpowiedz Link Zgłoś
teddy4 Re: najlepszy utowor(y) PINK FLOYD 18.04.02, 23:25 Alan's Psychedelic Breakfast, Remember A Day, Echoes, Breathe, Dogs, Shine On You Crazy Diamond. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: As Re: najlepszy utowor(y) PINK FLOYD IP: 172.16.1.* 18.04.02, 23:40 Atom Heart Mother, Time, Shine On Your Crazy Diamond, Wish You Were Here, Dogs, Sheep, Hey You, Another Brick In The Wall Part II, Not Now John, Learning To Fly, Sorrow, Keep Talking, High Hopes Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gosc Re: najlepszy utowor(y) PINK FLOYD IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.04.02, 00:33 O w noge, przeciez wiecej nie ma. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: soso Re: najlepszy utowor(y) PINK FLOYD IP: 195.41.66.* 19.04.02, 07:32 Alan's Psychedelic Breakfast - dlaczego? Ano bo slychac wiecej smazenia jaj niz muzyki. Pink Floyd jest muzycznym koszmarkiem, nudnawym i kiepskim technicznie. Panowie graja na poziomie rozgrzanych i przeintelektualizowanych licealistow. Dobre sa tylko efekty specjalne i pomysly na robienie otoczki dookola miernego towaru. Wiem, zaraz mi sie oberwie ale sa setki ludzi grajacych muzyke a Pink Floyd tylko sie meczy i nas meczy dzwiekami. Kilka w miare lepkich kawalkow nie zmienia ogolnego wrazenia. pzdrw Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: teddy Re: najlepszy utowor(y) PINK FLOYD IP: 62.233.138.* 19.04.02, 09:40 Gdyby te jaja smażył ktoś inny - to NIE BYŁOBY TAKICH JAJ. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lukas Re: ? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.04.02, 16:08 Pan Yes'owiec zdaje sie? Hehe,oni tak zawsze......... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: soso yesowiec? IP: 195.41.66.* 22.04.02, 08:34 Pewnie, ze yesowiec ale nie tylko . PF jest naprawde ociezaly. Sprobujcie tylko zanucic 'Shine, shine, shine crazy diamante'. No comments. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lukas Re: yesowiec? IP: *.auth-el-0209568.acn.pl 29.04.02, 18:24 Wiedzialem! Ty ,ale nie po to slucham takiej muzyki ,aby ja nucic. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agnes Re: yesowiec? IP: *.gdynia.sdi.tpnet.pl 30.04.02, 13:29 pf nie gra muzyki :latwej, prostej i przyjemnej", taka która latwo wpada w ucho. na szczescie! sluchaj list przbojow w rmef'ie, tam na pewno znajdziesz kawalki, ktore bedziesz mogl pozniej zanucic pod nosem. pozdrowienia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hasz Re: najlepszy utowor(y) PINK FLOYD IP: *.tarnobrzeg.cvx.ppp.tpnet.pl 29.04.02, 18:13 1. Summer '68 - moim zdaniem najlepszy utwór PF, a geneza powstania jeszcze lepsza 2. Wish you were here 3. welcome to machine 4. Another ... 5. Comfortably numb 6. hey you 7. Echoes Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: koliber Re: najlepszy utowor(y) PINK FLOYD IP: 149.156.12.* 03.05.02, 21:05 Pink Flyd po the WALL to juz nie to samo, The Wall to trocj\he bunt licealisty (ale dobry). A wczesniejsze sa znakomite, mozna nie rozumiec lub nie lubic, ale nie mozna mowic, ze to zla muzyka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: koliber Re: najlepszy utowor(y) PINK FLOYD IP: 149.156.12.* 03.05.02, 21:03 Gosc ja zwykle cwiercinteligent, nie wie ile plyt nagral PINK FLOYD Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jedrek Re: najlepszy utowor(y) PINK FLOYD IP: *.wroc.gazeta.pl 19.04.02, 13:02 Time i Hey You zdecydowanie ponad wszystko Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Miecio Re: najlepszy utowor(y) PINK FLOYD IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.04.02, 13:48 Przeciez wiadomo ze ECHOES. Nie wiem po co ta dyskusja. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Fajans Re: najlepszy utowor(y) PINK FLOYD IP: *.icpnet.pl 19.04.02, 23:16 > Przeciez wiadomo ze ECHOES. > Nie wiem po co ta dyskusja. Tak, ale Echoes w wersji z Pompei!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bonzaj Re: najlepszy utowor(y) PINK FLOYD IP: *.krakow.pl 20.04.02, 22:48 tylko another brick in the wall paart II Odpowiedz Link Zgłoś
grzegorzj co tam utwór.... płyta jaka najlepsza! 21.04.02, 10:00 Moim skromnym zdaniem, jak sama nazwa wskazuje, jest nią Meddle! I Wish You Were Here. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bonzaj Re: co tam utwór.... płyta jaka najlepsza! IP: *.krakow.pl 21.04.02, 16:11 Dark said of the Moon i THE WALL !!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hasz Re: co tam utwór.... płyta jaka najlepsza! IP: *.tarnobrzeg.cvx.ppp.tpnet.pl 29.04.02, 18:08 Płyta - Wish you were here Odpowiedz Link Zgłoś
seqence utwór 29.04.02, 22:13 "On The Run" lubię tą pulsacyjną sekwencje i "dzikie" modulacje z EMS-VCS3 . Prawie nikt w tamtych czasach tak nie grał, na prawdę duża pomysłowość. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aimarek Re: Płytki i utworki IP: *.toya.net.pl / 10.0.221.* 30.04.02, 14:10 "Piper At The Gates Of Dawn" i "Interstellar Overdrive". Z późniejszych: "Summer'68", "Echoes", "Time", "Wish You Were Here" (cała płyta jest cudna). Jest to oczywiście wybór bardzo subiektywny. Tak na dobrą sprawę, mógłbym całą dyskografię wskazać (do "The Wall", później to już coraz słabiej moim zdaniem). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: emerson Re: Płytki i utworki IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 30.04.02, 21:21 Oczywiście "summer 68"(cieszę się że jeszcze dwie osoby postawiły ten utwór na pierwszym miejscu),największe wrażenie robi na mnie wejście sekcji dętej(aż mrówki przechodzą po plecach).Nie wiem dlaczego fani zespołów wybierają zawsze najdłuższe utwory jako najlepsze.Zgadzam sie te dlugie utwory sa bardzo dobre,ale najlepsze pomysły są zazwyczaj w bardziej zwięzłych formach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paxon Re: najlepszy utowor(y) PINK FLOYD IP: *.zlo.cxt.pl 30.04.02, 21:53 High hopes Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: yesowiec alescie sie napompowali IP: 195.41.66.* 01.05.02, 15:55 Tu soso. Alescie sie napompowali. Kolko wzajemnej adoracji. Podtrzymuje, ze PF jest slabiutki. I nie chodzi o nucenie. Sa rzeczy, ktore daja sie latwo nucic i ktore sa dosc trudne do nucenia. Nie ma to wiele wspolnego z tym, czy cos jest dobre czy nie. Sek w tym, ze PF daje sie nucic ale wtedy wlasnie wylazi cala mizeria tej grupy. To swiecenie diamentu jest naprawde wybitnie ociezale. Shine, shine, shshshshshaine, crazy diamond. Dno i tyle. Jak juz szukac czegos do rzeczy to jest tego napradwe niewiele, chyba stosunkowo najlepiej wypada DSoftheM. No i pewne starsze kawalki; ale napradwe, panom z PF rzadko wena wpadala do zupy. pzdrw soso (yesowiec? chyba nie ale wole Yes od PF, szczegolnie z Trevorem rabinem :- ) jego gitara to miodzik - np. w Hearts.) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lukas Re: alescie sie napompowali IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.05.02, 11:08 A cos ty sie tak tego "Shine" przczepil?Utwor ma takie tempo jakie powinien miec i gdyby byl szybszy ,to tracilby wiele ze swojej atmosfery. Na szczescie ja nie mam takiego problemu i moge delektowac sie bez oporow tworczoscia obu grup. > > soso (yesowiec? chyba nie ale wole Yes od PF, szczegolnie z Trevorem rabinem :- > ) jego gitara to miodzik - np. w Hearts.) No ba ,pop pierwsza klasa.Gdzie tam PF do tego........ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Talia Re: alescie sie napompowali IP: *.stowplaneta.com.pl 03.05.02, 11:50 Drogi yesowcu , CHYBA ŻARTUJESZ!!!!!!!! Porównanie Yes (anderson wyje jak kastrowana żaba )z PF to czysta profanacja!!!!! Idz do laryngologa chłopie!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pandore Re: najlepszy utowor(y) PINK FLOYD IP: 213.77.4.* 02.05.02, 02:26 Plyt PF chyba nie mozna rozdzielac na poszczegolne utwory. to jest nierozerwalna calosc. ja stawiam na The Wall oczywiscie A jak juz jestesmy przy PF. co uwazacie o plycie The best of PF (chyba taki tytul)? bo znam rozne opinie, ale sama nie sluchalam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: un-j Re: najlepszy utowor(y) PINK FLOYD IP: *.devs.futuro.pl 02.05.02, 13:34 Be carefull with that axe, Eugene. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: soso zapomnialem IP: 195.41.66.* 03.05.02, 12:51 Zapomnialem, ze tu sami oddajacy hold Wielkiemu PF. Oczywiscie, nie ma innej muzyki, a reszta spiewa jak kastrowane zaby Hi,hi! Wlasciwie macie racje, ten watek jest tylko po to by oddawac sie modlom a inni niech nie przeszkadzaja. Uciekam. (A PF jest do duszy i tak, tralala-bum!) _ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: soso zeby bylo sprawiedliwie IP: 195.41.66.* 03.05.02, 13:00 Zeby bylo sprawiedliwie to fakt faktem, 20 lat temu chodzil za mna nawet jeden kawalek PF ale nie pamietam tytulu. Idzie to tak: - najpierw z ciszy wylaniaja sie jakies dzwieki i narastaja jak jesienny wiatr - potem zaczyna sie dosc niskie: bum, bu_bum,bu_bum, i tak leci ze 4 minuty - potem kulminacja i to bu_bum zamienia sie w bu_bu_bu_bu_bu_bu_bu_bu_bu_bu_bu_bu_bu_bu_bu_bu_bu_bu_bu_bu_bu_bu_ przy czym jest to grane na roznych choc wciaz niskich wysokosciach; w tle jakis potwor gada znieksztalconym glosem podobnym do Vadera z Gwiezdnych Wojen. - wracamy do bum,bu_bum,bu_bum,bu_bum,bu_bum,bu_bum,bu_bum,bu_bum,bu_bum, - po jakichs 3 minutach wyciszenie W tym kawalku nikt nie spiewa a za sprawa rytmu daje sie to ladnie sluchac. Czy wiecie o co mi chodzi bo tytul jakos mi nie przylgnal? pzdrw soso Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: soso Specjalnie do Lukasa IP: 195.41.66.* 03.05.02, 13:12 Milo, ze sluchasz obu (PF i yes). Otoz dla proby wez druga solowke z Hearts (90- 125) i sprobuj znalezc rownie dobra gitare w PF. Ze swieca sie nie znajdzie! panowie G i W naprawde nie potrafia kazac gitarze powiedziec tego, co by chcieli by powiedziala. Przypomnial mi sie chyba takze tytule tego w miare uczciwego kawalka PF: One of these days' bodajze. pzdrw soso Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: koliber PF i Yes IP: 149.156.12.* 03.05.02, 21:10 Oj ludzie ludzie na ogol ludzie ktorzy sluchaja Yes sluchaja tez Pink Floyd, a obie kapele mialy okresy wzlotow i upadkow, Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lukas Re: PF i Yes IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.05.02, 11:52 Mi sie wydaje ,ze jest troche inaczej.Mianowicie od dawna u Yes'owcow jest taka moda ,zeby PF sklac jak najbardziej.Wystaczy zreszta poczytac wypociny czlonkow polskiej listy dyskusyjnej Yes.Smieszy mnie to ,bo dzis ,kiedy PF nie istnieje ,a Yes trzyma sie srednio (tj.nagrywa rzeczy znosne ,ale ile jeszcze to potrwa?) ,fani muzyki progresywnej powinni zaprzestac nic nie wnoszacych klotni i trzymac sie razem.Ale jak widac glupota zwycieza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lukas Re: Specjalnie do Lukasa IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.05.02, 11:57 Alez prosze bardzo - na przyklad solowka z "Comfortably Numb" (The Wall) bije na glowe te pitu-pitu z "Hearts".W ogole porownujac "One of these....." z "Hearts" porownujesz 2 rozne okresy - poczatek lat 70. i lata 80.A muzyka przez ten czas sie zmienila.Porownaj lepiej 90125 z The Final Cut PF z tego samego roku - widac kto sie skomercjalizowal i sprzedal. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: As Re: Specjalnie do Soso IP: *.vline.pl / 172.16.1.* 05.05.02, 14:31 Cóż, zwykle staram się nie krytykować dobrych i zasłużonych zespołów które są uwielbiane przez innych, a na mnie specjalnego wrażenia nie robią. Ale skoro kolega Soso uparł się żeby za wszelką cenę wykazać jakim to beznadziejnym zespołem jest Pink Floyd, to ja z kolei pokrytykuję Yesów. Lubię ich, szczególnie płytę 90125 i suitę z płyty Talk (Endless Dream?). Nie znam całej ich twórczości, ale znam około 8 albumów studyjnych także mam jakieś pojęcie. Pierwszy zarzut jest taki, że suity Yes składają się z niepasujących do siebie fragmentów (np. Close To The Edge), i dlatego muzyka traci na spójności. Następny zarzut - głos Andersona. Mnie osobiście irytuje ten koleś, choć jest dużo lepszym wokalistą niż np. Waters czy Gilmour to barwa jego głosu jest drażniąca. Z męsko-babskich głosów dużo lepszy jest np. Geddy Lee z Rush. Nastepny zarzut - pretensjonalność - jest jedną z gorszych rzeczy jakie mogą się przytrafić muzyce rockowej. To nachalne wprowadzanie wątków barokowych, tych klasycznych ozdobników, to nieustanne popisywanie się umiejętnościami technicznymi i skalą głosu wokalisty-anioła Andersona - naprawdę męczące. Ten zarzut zresztą równie dobrze mogę skierować do grupy Dream Theater, a także czsami do bardzo lubianego przeze mnie Rush. Następna rzecz która mi się nie podoba w twóczości Yes (ale to akurat nie jest zarzut) - jest ona zbyt optymistyczna, Anderson zawsze śpiewa tak że "wszystko będzie dobrze" - mnie akurat takie klimaty nie biorą, lubię posępność i nastrojowość w muzyce. Lubię taką muzykę gdzie już nie ma światełka w tunelu, a panowie z Yes zawsze to światełko nam pokazują. No i teraz odpieram zarzut kolegi Sosa. Otóż pisze on że muzycy Pink Floyd są słabymi muzykami. Ta, z pewnością znalazłoby się wielu lepszych instrumentalistów niż oni - chociażby w Yes. Ale chyba każdy wie że w muzyce nie tylko biegłość techniczna się liczy, ale umiejętność kreowania nastroju, pomysłowość, "wizja muzyczna". I pod tym względem PF bije na głowę moim zdaniem Yes. Dla mnie panowie z Yes rzadko są w stanie wytworzyć taki klimat w muzyce żeby mnie złapało, czego nie mogę powiedzieć o Pink Floyd czy Camel - że ograniczę się tylko do zespołów progresywnych. Pisze on też że Gilmour nie umie zagrać ładnych solówek - cóż, wystarczy posłuchać solówek z Dogs lub pięknego sola z High Hopes żeby przekonać się że to nieprawda. Żeby nie było nieporozumień - nie jestem bezgranicznym fanem Flojdów, też w ich muzyce znajduję czasem momenty które mnie drażnią ale uważam że totalne potępianie ich muzyki jest nie fair. Jeżeli chodzi o rock progresywny to i tak najbardziej lubię Camela, a także wspomniany Rush (to akurat na pograniczu hard rocka i prog rocka). Ale żeby kolega Soso się na mnie zbytnio nie wkurzył to na końcu pochwalę też Yes. Podoba mi się w ich muzyce - tej z lat '80 i '90 że nowy gitarzysta (chyba to był nowy, jeżeli pokręciłem to sory) wprowadził ciężkie brzmienie gitar, takie hard rckowo - metalowe. Dobrze to słychac własnie na albumie 90125, a ja po prostu lubię takie cięższe gitarowe brzmienia. Uf, to chyba wszystko. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: soso Re: Specjalnie do Soso IP: 195.41.66.* 06.05.02, 09:34 Troche nieporozumien sie wkradlo, szczegolnie co do wmawainia mi sympatii i antypatii. Ku zaskoczeniu wszystkim powiem, ze mam i slucham zarowno PF jak i yes. Oba zreszta dzisiaj nie mieszcza sie chyba w pierwszej 20 moich ukochanych wykonawcow. Jezeli juz o tych zespolach piszemy, to mam taka opinie: 1. Bardzo trudno mi sie slucha OBECNIE pierwszych plyt yes (mam wszystkie) az do mniej wiecej 'tormato' Pozniejsze plyty takze nie sa dla mnie jakos specjalnie strawne ale czasami daja sie posluchac jakkolwiek slaba obecnie popularnosc yes wlasnie stad wgl mnie wynika, ze ten zespol nie radzi sobie dobrze mimo calego ogromu mocy jaka teoretycznie posiada. Plyta np. talk, wspomniana juz, nie jest jakas perla a wiele kawalkow jest calkiem przecietnych. Natomiast 90125 naprawde sie udala i do dzis mozna ja sluchac bez problemu. 2. PF to dobre pomysly, szczegolnie na rozbudowane formy i moze w tym zakresie jest to zespol nie do pobicia. Szkoda jednak, ze wlasnie ta slabosc muzyczna, zwyczajne braki techniczne, powoduja, ze nie daje sie latwo tak calkiem poniesc tej muzyce. Obstaje stanowczo przy tym, ze Trevor Rabin z zamknietymi oczami da z gitary cos, o czym Gilmur moze sobie tylko marzyc pod prysznicem. Moze jestem spaczony tym, ze kidys sam gralem, ale yes mial duzo wieksze szczescie do gitarzystow niz PF (na plycie Innuendo Queenu solowke na akustycznej gitarze gra przeciez zaproszony Steve Howe, kiedys 'yes', choc co do klasy Briana Maya chyba nie mozna sie spierac). Gilmur gra wolno, cedzi nutki, ma klopoty z podbarwianiem i cyzelowniem dzwiekow. Naprawde to nie jest klasa. I zostane z tym mimo, ze ktos z fanow PF moze probowac cos sprzedac co moze zreszta jest wykonane przez jakiegos studyjnego wyzeracza, co odwala solowki za zawodnikow z nazwiskami. Przepraszam za podejrzenia ale i tak moglo sie zdarzyc. 3. Tak PF jak i yes nie sa muzycznie uczulone na pierwotny rytm stad moze wrazenie, ze sa takie eklektyczne ale jak sie poslucha czegos kilka razy to nawet perkusja na 4/5 daje sie zjesc choc nie jest to leciutkie jak piorko 4/5 The Stranglers w 'Golden Brown'. Nie uwazam, ze yes to 'niepasujace do siebie kawalki'. W koncu zmiana rytmu to takze narzedzie w muzyce, czyz nie? No i PF takze w tym grzebal. 4. Nastroje - tu moze wlasnie jest pies pogrzebany i 'co kto lubi'. Ja uwazam, ze wlasnie nastroje byly doskonala bronia yes i 'opowiesci z topograficznych oceanow' jakkolwiek zadeptane przez krytyke (z racji tekstow glownie) sa wedlug mnie muzycznie przykladem kreowania wspanialych nastrojow i obrazow. A tego wspomnianego baroku to zupelnie nie widze. Yes ma brzmienie prawie zawsze a ja wyznaje zasade pewnego czarnego jazzmana: to jest dobre co dobrze brzmi. Yes brzmi dobrze. PF tylko chwilami. 5. yes mial szczescie do muzykow? - no nie wiem jak to ujac ale klawiszowcy w yes, nawet oslawiony Rick Wakeman to nie byly silne punkty. Za to dobrze szlo z perkusistami, dobry jest basista i gitary poczawszy od 'yes album' takze zawsze na poziomie. PF dla porownania nie mial muzycznie ani jednego silnego punktu. Wszyscy mietolili cienko. A szkoda, bo przy odrobinie odjazdu ten zespol moze bylby na topie nie tylko w krajach osciennych ale moze i w samej Wielkiej w koncu Brytanii. USA to raczej nie bo taki typ muzyki jest tam zawsze trudno zbywalny. pzdrw soso PS Watek powinien nazywac sie: Jaki zaespol jes najlepszy i dlaczego PF. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rem Re: Rick W. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.05.02, 13:09 > > 5. yes mial szczescie do muzykow? - no nie wiem jak to ujac ale klawiszowcy w > yes, nawet oslawiony Rick Wakeman to nie byly silne punkty. Przepraszam ,ze sie wtracam w jakze pouczajaca i madra dyskusje ,ale nie rozumiem tego zdania.Czy chodzi o to ,ze Rick czesto odchodzil i wracal czy moze o to,ze byl kiepskim muzykiem?Bo jesli o to drugie ,to wybaczcie ,ale to wlasnie Wakeman byl jednym z najsilniejszych punktow klasycznego Yes. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agnes Re: zapomnialem IP: *.gdynia.sdi.tpnet.pl 06.05.02, 23:14 facet, po co ta glupia gadka?! ja uwielbiam pf i zawszw bede, a ten watek jest dla tych, ktorzy maja podobne zdanie do mojego na temat zespolu (patrz na temat) i nie rozumiem w ogole dlaczego usilnie starasz sie nam wmowic, ze zespol jest denny. przeciez to zalosne! jesli tak bardzo zalezy ci na tym by pokrytykowac pf zaloz osobny watek i bedzie po sprawie, a od tego sie odczep. Odpowiedz Link Zgłoś
buh Re: najlepszy utowor(y) PINK FLOYD 10.09.02, 19:13 ja się podpisuję. Careful with that axe, Eugene. Odpowiedz Link Zgłoś
kapitanemo do SOSO 07.05.02, 00:18 Z muzyka jak z kobietami - dla niektorych najwazniejsze sa: rowne "podzialy" 90- 60-90, nieskazitelny makijaz, sprawnosc, szybkie "solowki". Czemu nie?..., ale tylko tyle?! Sluchalem i slucham bardzo roznej muzyki: nowej, starej, ostrej, sokojnej, technicznej i "nieporadnej"... Sa zespoly, ktore istniejac 20-30 nagrywaja (lub nagrywaly) diametralnie rozne plyty i (prawie) wszystkie mnie biora. Sa zespoly, w ktorych calej dyskografii lubie tylko jedna plyte. Sa tez takie, ktorym tylko jednym kawalkiem udalo sie mnie pozytywnie zaskoczyc - ale nawet wtedy jestem w stanie obiektywnie przyznac im plusa. Nie wiem, soso, jak mozna grupe Pink Floyd - ktorej muzyka jest tak roznorodna i wielowarstwowa - nazwac zla. Moze PF i twoj gust to kompletnie inne swiaty? Tylko jak to mozliwe, skoro sluchasz (sluchales?) Yes? A pomysl z nowym watkiem dla ciebie jest bardzo sensowny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: soso przynajmniej jest to jeden z dluzszych watkow IP: 195.41.66.* 07.05.02, 08:24 Mysle, ze gdyby kazdy zgodnie z intencja zalozyciela dopisywal kolejne tytuly to bylby jeden z nudniejszych i takich jak wiele innych tu watkow. Dlatego napisalem, ze muzycznie PF nie jest dobry i takie jest moje zdanie. Innych tutaj nie, bo wiem, kogo wabi tytul watku. No i zrobilo sie moze troche ciekawiej. Jedni pisza, ze nie dla mnie ten watek bo to dla wielbicieli. Moze tak. Drudzy nieco rozsadniej probuja znalesc srodek. Ja jestem z nimi. Chyba wciaz czytacie jednak opacznie. Ja pisze, ze PF nie mial sprawnych muzykow jezeli chodzi o palce. Z glowa u nich jest okay. No i dla mnie to jest minus. Szkoda, czy co tam chcecie. Nie neguje, ze PF daje sie sluchac. Nawet rozumiem tych zagorzalych fanatykow - zreszta, ma ich takze Boney-M. Rick Wakeman jest dobry w palcach ale nie czuje muzyki rockowej. Lata klasycznego nauczania zrobily swoje i on nigdy sie tego nie pozbyl. Mysle, ze generalnie nie pasowal do nurtu yes i choc wywarl pietno na tym zespole to lepiej, ze gra tam na klawiszach ktos bardziej 'w tle' niz wlasnie 'barokowo zorientowany' Rick. Nie wiem, czy znacie podejscia spiewakow operowych do muzyki rockowej czy popularnej - Pavarotti, Boccelli. Maja super glosy i co? Nic. Nikt tego nie kupuje bo jest to nie to. Oni nigdy nie pozbeda sie pewnych nalogow. Pavarotii spiewajacy piosenke ma zupelnie inny glos, nie taki 'postawiony', nadal przyjemny, piosenka do rzeczy ale calosc razem jakos sie nie uklada. Podobnie jest z Wakemanem. Zreszta, jak juz mowimy o tym co sie komu podoba a co nie to mam wrazenie, ze dobrze wychodza zawsze zespoly zbalansowane, ktore znalazly zloty srodek, odpowiednie proporcje we wszystkim, co stanowi dobre brzmienie. I jako takie nie jest wazne, czy to pop, 90-60-90 (dobre okreslenie ), czy jazz czy hip- hop. Wazna, ze wszystko razem jakos sie laczy i ma wyraz. Elvis Costello jest dla mnie autorytetem w muzyce rozrywkowej, podobnie zreszta jak wielu innych. Ale czy np. plytka 'Last year model' jest slaba mimo calej surowosci? Nie! Facet wie, jak osiagnac pewna jednolitosc i wyraz. Rownie prostego ale nie prostackiego grania niemal nie znajdziecie. A jest to genialne. Podobnie np. prosto gra Spin Doctors, Sheryl Crow, The Beatles, itd. I tego tak dobrze sie slucha, bo nie ma tego dysonasu jak w PF - wielki zamach na wielka muzyke a potem nie ma dosc umiejetnosci wlasnie tych w palcach, by dotrzymac kroku zamiarom. To mnie w PF zraza. Zreszta, symptomatyczne jest to, ze wlasnie te najprostsze ich kawalki jakos trzymaja sie kupy a nie monumentalne figury, ktore dla mnie staja sie szybko karykatura samych siebie bo zwyczajnie czegos zabraklo. No chyba, ze kogos fascynuja glosy budzikow, helikopterow czy beczenie owiec na lace. Wtedy facsynacja PF jest dal mnie w pelni zrozumiala. soso (Oczekuje na dalsze gromy - facet splywaj, itd.) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vic1 Re: przynajmniej jest to jeden z dluzszych watkow IP: 213.158.197.* 07.05.02, 08:44 Nie przejmuj się soso. Ja też wolę, jak ktoś umie grać. Dream Theater rules! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rem do Soso IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.05.02, 12:22 Facet ,trafiles kula w plot.Rick nie pasowal do Yes?To dlaczego za jego kadencji powstalo Fragile ,Close to the....,Tales ,czyli 3 klasyczne plyty zespolu?Fakt ,nie byl glownym kompozytorem ,raczej dorzucal pewne pomysly ,ale to wlasnie on wszystko tak pieknie zaaranzowal.Po drugie, jego klasyczne wyksztalcenie sprawilo ,ze nadal muzyce Yes pewna nowa jakosc.Generalnie tak jakos jest ,ze muzycy wyszkoleni klasycznie (wilka trojca - Emerson,Lord,Wakeman) albo zainspirowani klasyka (Blackmore,wloski rock progresywny z lat '70) probowali rocka troche podrasowac ,a przy okazji stworzyli naprawde piekne utwory.Nie jestem zwolennikiem tezy ,ze laczenie rocka z klasyka sprawia ,ze ta "prosta" muzyka staje sie bardziej wyrafinowana i przez to te biedne dzieciaki sluchajace rocka moga wreszcie obcowac z czyms "wielkim" (tak m.in twierdzil Carl Palmer),ale jestem fanem wszelakich przerobek muzyki klasycznej na "rockowa modle" ,a takze rocka "klasycznego".Zreszta ja tak bardzo nie odczuwam "klasycznego" rodowodu Wakemana w utworach Yes.Jego pierwsze plyty solowe - owszem ,to jest dopiero cos "innego",ale w Yesach gral naprawde wspaniale ,rockowo.Nie rozumiem dlaczego ktos "grajacy w tle" mialby byc lepszy.Podobno lubisz wirtuozow? Czy moze chodzi Ci o to ,ze muzyka Yes byla wtedy za bardzo napompowana ,przedobrzona?Fragment postu o Spin Doctors i Sheryl Crow zdaje sie o tym swiadczyc.......no ,w takim razie to cos innego.Po prostu nie odpowiada Ci estetyka prog rocka lat '70 i nie powinienes pisac ,ze taki Wakeman jest zly,bo za duzo umie.Sa ludzie ,ktorym wystarcza do szczescia 3 akordy na krzyz i jednostajny rytm ,ale ja sie do nich nie zaliczam. I jeszcze to nieszczesne Pink Floyd.Jest taki smieszny mit ,ze PF to owszem ,pisali ciekawe utwory ,ale kompletnie nie umieli grac,a tak w ogole to nudziarze.Jak juz wczesniej ktos tu zauwazyl ,mit ten chetnie podtrzymywany jest przez wszelkiej masci Yesowcow,nawet mlodych ,ktorym wydaje sie ,ze nadal sa lata 70. i Yes oraz PF to dwaj konkurenci ,a ich fani powinni sie zwalczac.Coz,jak ktos chce ,to niech slucha tylko jednego zespolu i gardzi innymi ,ja stawiam po prostu na dobra muzyke. I chcialbym zauwazyc ,ze pan Gilmour naparawde WYMYSLIL i zagral kilka pieknych solowek.Tak ,wlasnie o to chodzi - WYMYSLIL.Przepaszam ,ale byle podrzedny grajek nie bylby w stanie ulozyc fraz jakie wystepuja w "Shine on", "Comfortably Numb","Another Brick".Zagrac - owszem,ale uzlozyc?Watpie.I wlasnie tu jest pies pogrzebany.Sila utworow tkwi nie w wirtuozerii,ale w samej konstrukcji,melodiach.Yes nie mialo tak "chwytliwych" numerow,ktore jednoczenie nie bylyby komercyjna papka ("Owner...." ).Nawet te helikoptery i owieczki mialy swoje uzasadnienie w tekscie danego utworu,no ale to trzeba troche po angielsku rozumiec....... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: soso Re: do Soso IP: 195.41.66.* 07.05.02, 15:52 Trafiles kula w plot, rem. Angielski jest moim niemal pierwszym jezykiem w tej chwili wiec uwagi o tym, ze nie rozumiem o czym smeca w PF sa nie na czasie. Nie mieszkam w Polsce. I nie jest takie niesamowite jak dzieci spiewaja: 'nie potrzebujemy zadnej edukacji,... nauczyciele! zostawcie nas, dzieciaki, w spokoju'. Jak by to zaspiewali ich troje to by suchej nitki na nich nie zostalo. O Wakemanie mam zdanie jakie mam. Mozesz miec inne ale nie spierajmy sie kto ma racje. W koncu rozmawiamy o gustach. Jezeli uwazasz, ze elektroniczne przerobki muzyki powaznej, jak np. oslawiony holenderski 'Exeption', sa zawsze cos warte to sie nie dogadamy. Dodanie rytmu do muzyki Bacha nie powoduje, ze dostajemy arcydzielo rockowe. Dlatego wariacje na temat Brahmsa jakie zaserwowal kiedys w yesie Wakeman sa dla mnie nieporozumieniem. 'Canes with Brahms' czy cos takiego. Nie wiem czy lubie wirtuozow. Nie, jezeli popisy maja byc wartoscia sama w sobie. Lubie prosta muzyke - fakt. Kiedys bylem zakochany w PF, yesach i podobnej muzyce ale ostatecznie cos mi sie zmienilo i teraz slucham duzo prostego grania. To mnie rajcuje nawet jezeli jest czasami dosc rozbudowane aranzacyjnie. Ale musi byc spojne i czytelne. Jezeli sie slucha kilkadziesiat lat po kilka godzin dziennie to sie dochodzi do czegos. Czuje sie cytaty brzmieniowe, aranzacyjne, uzywanie glosu, pomysly, itd. Czuje sie takze czy plyta czy utwor komus wyszly czy nie, co jest dobra a co slaba strona. Na tym sie opieram jak pisze o PF. Wiem takze, ze inni moga miec zupelnie inna historie, inny smak czy upodobania. Piszemy w koncu o muzyce a nie o matematyce. Piszesz, ze Gilmur wymyslil genialne solowki. No tak, zalozmy, ze wymyslil. Ale czy mial paluszki jak Prince czy Moore by to wygrac? Wedlug mnie nie. Czy trzy akordy na krzyz to lipa? No wiesz, ryzykowna teza. Bije po lapach Dylana, The Beatles i setki innych porzadnych wykonawcow. Nie wiem na ile znasz np. oazis. To jest dla mnie ciekawe zjawisko. Nienajlepsza ponoc plyta 'Standing on the shoulder of Giants' jest doskonalym przykladem jak mozna zrobic cos z niczego majac jedynie doskonale wyczucie brzmienia lat 60. To jest miod dla ucha choc moze nie przekracza 3 akordow i opiera sie na uzyskiwaniu mozliwie najblizszego latom 60 brzmienia. Ale jest to dobrze zrobione. Wloz plytke do playera i posluchaj od poczatku, zaczyna sie 'Fucking in the bushes'. Znasz 'Imigrant song' Led Zeppelin'? Znasz repryze 'Seargent Pepper' The Beatles? Jak sie to doda do kupy jest wlasnie poczatek 'Fucking in the bushes'. To jest pomysl, dobry pomysl, i dobre wykonanie z czuciem brzmienia. PF nie mial tego czucia w uszach, pomysly byly ale muzyka? Komplikowac wszystko i udziwniac to nie znaczy robic cos wielkiego. A juz na pewno nie w muzyce. Delikatna materia i latwo o poslizg. pzdrw PS Nie podniecajmy sie tak. To tylko muzyka i trzeba miec przyjemnosc ze sluchania i tyle. Wczoraj nie moglem sie polozyc do lozka przed polnoca bo sluchalem 'Globe sessions' Sheryl Crow i nie dalo sie wylaczyc. Odlot. Kobieta gra sobie nieby tylko na basie, gitarkach, jacys koledzy pomagaja ale jaki czad! Narkotyk! Jezeli tak masz z PF to dobrze. Ale daj i mi pozyc. _ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rem Re: do Soso IP: *.auth-el-0209568.acn.pl 07.05.02, 19:18 Dobrze ,znasz angielski,wiec moze nie chodzi tutaj o nie rozumienie slow jako takich ,ale ogolnego znaczenia tekstow.Bo widzisz ,mozna znac angielski perfekcyjnie i nie zrozumiec niektorych tekstow ,np Franka Zappy i tego "co poeta mial na mysli".Ale przyklad z "The Wall" to pomylka.Zauwazylem zreszta ,ze duzo osob powoluje sie na "nie potrzebujemy zadnej edukacji" jako przyklad prostoty tekstow PF.Caly "Mur" jest dosc prosty tekstowo ,ale chyba tak mialo byc.Waters chcial po prostu powiedziec co go boli i ubral to w taki a nie inne slowa.Ale juz np teksty na "Animals" sa zlozone,nieprawdaz?W ogole PF nigdy z tekstami nie przesadzalo - wezmy dla przykladu "Shine on".Tekstu jest tam malutko ,a jakaz to ma sile ,jak chwyta za serce.Te proste "Remember when you were young" i smiech w tle znacza dla mnie wiecej niz kaskady slow wylewane przez pana Andersona w kazdej piosence Yes.Tutaj ,w moim prywatnym rankingu,przewage maja Floydzi.Ale nie o tym chcialem...... W "Cans and Brahms" nie ma perkusji ,gra tam sam Wakeman i wg. mnie to jest po prostu przyjemny przerywnik na plycie.Czy gorszy od takiego "Mood for a day"? Przerobki utworow klasycznych nie zawsze sa udane i nie twierdze inaczej.Masz racje ,wszystko jest kwestia gustu ,ale nie mozna stwierdzic ,ze "o gustach sie nie dyskutuje" i tym samym uciac temat. Ja na przyklad uwielbiam gdy w trakcie tzw "sola" na koncertach klawiszowiec czy gitarzysta serwuja cos z klasyki.Albo "Hall of the mountain king" Rainbow - utwor w oryginale jest swietny,ale w wersji rockowej zyskuje dynamike,ktora ,moim zdaniem,go uzupelnia.Oczywiscie konserwatysci tzw muzyki powaznej moga sadzic inaczej.... Aha,jest jeszcze cos takiego jak "styl klasyczny" ,slyszalny szczegolnie u Ritchiego Blackmore'a (nie chodzi mi o jego ostatnie dokonania).To moj ulubiony gitarzysta ,bardzo niedoceniany przez fanow rocka.Wszyscy podniecaja sie przynudzaniem Hendrixa,Claptona czy Page'a ,a Ritchiego pamieta sie glownie za riff "Smoke on the water",nie za naprawde ciekawe solowki. Z trzech akordow tez mozna zrobic rzeczy genialne ,fakt - Dylan,Beatles,Stones....ale za co cenimy Beatlesow?Bo smiem watpic ,ze za te pierwsze plyty.Owszem ,sa przyjemne.Piosenki proste ,a genialnie melodyjne.Ale tak naprawde cala esencja Beatlesow to plyty od "Revolvera" do "Let it Be".Chlopaki porzucili prostote na rzecz zakreconych eksperymentow.I przeciez ,podobnie jak Floydzi, nie byli wirtuozami! Nic nie mam do 3 akordow - sam lubie AC/DC - ale wszystko zalezy od nastroju.Raz chce sie sluchac 30 minutowych monstrow ELP w rodzaju "Karn Evil 9" ,a kiedy indziej "Highway to hell".Ale jestem przeciw ograniczaniu sie tylko do rzeczy prostych i latwych.Moze dlatego ,ze poznalem muzyke Sex Pistols i historie o koszulce PF Pozatym chcialbym zauwazyc ,ze muzyka Floydow nie jest jakos wybitnie udziwniona.Jedno wyplywa z drugiego.To nie jest jakas awangarda ,ktora odstrasza dysonansami i niespojnoscia. >Nie podniecajmy sie tak. To tylko muzyka i trzeba miec przyjemnosc ze >sluchania i tyle. Sadze ,ze jednak muzyka moza sie podniecac ,oczywiscie nie doslownie.Sa takie utwory ,ktore powoduja mrowienie,gesia skorke itp.Sa takie ,o ktorych mozna mowic bez konca i zanudzac innych .Kazdy chyba ma kilka takich utowrow ,ktore go szczegolnie poruszaja.Dla jednych jest to "Jezioro Łabedzie" ,dla innych "Gates of Delirium". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: x. robak Re: "krutkie" kazanie na temat PINK FLOYD ;-) IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 07.05.02, 19:40 Lata 1967 - 75 to (brzmi to banalnie, wiem) zloty wiek muzyki rockowej. W tym okresie nagrywalo wielu ambitnych, nowatorskich i kompetentnych tworcow, majacych relatywnie duza sile przebicia pod wzgledem komercyjnym, co dzis wydaje sie nie do pomyslenia. Sposrod nich PF jest jednym z najbardziej znanych i najlepiej pamietanych ale chyba - coz mowie, nieszczesny - nie calkiem zasluzenie. Wiekszosc ze znanych mi fanow tej grupy niestety nie moze sie z tym zdaniem ani zgodzic, ani mu zaprzeczyc, poniewaz ich zanjomosc innej muzyki tamtych lat ogranicza sie do Zeppelinow, Doorsow i Purpli (skadinad kapitalne zespoly, ale to nawet nie jest czubek wierzcholka gory lodowej!!!). Najmocniejsza strona Floydow jest umiejetnosc budowania niecodziennego nastroju i dramaturgii kompozycji za pomoca prostych, a pomyslowych srodkow. Wirtuozi z nich zadni (choc Gilmour to charakterystyczny gitarzysta, w dodatku "architekt" niejednej pamietnej solowki), awangardzisci marni, a ideologowie (sc. Waters) dosyc niedowarzeni. Przy takich Soft Machine, Gentle Giant, VdGG a nawet Yes (!) wypadaja niekiedy nieporadnie. Do genialnych zaliczylbym suite "Echoes" z albumu Meddle i w wersji z Pompei oraz pierwsza czesc "Shine On...". Niewiele ustepuje im cykl "Ciemna strona ksiezyca" oraz psychodeliczne piosenki skladu z Barrettem i z okresu "A Saucerful of Secrets" (choc to juz nieco inna bajka). Cenie jeszcze "Wish you were here" i "Atom heart mother", choc sniadanie Alana to dla mnie juz czysta kpina ze sluchacza. Jesli chodzi o okres pozniejszy, to od Animals zaczyna sie przemiana Pink Floyd w Roger Waters Band, co owocuje albumami moze i ciekawymi, ale dosyc jednostajnymi w wyrazie (na dodatek zupelnie podporzadkowanymi malo odkrywczym, a niezwykle nadetym wynurzeniom lidera - zwlaszcza The Wall). O plytach bez Watersa wspominac nie warto, moze tylko High Hopes i Marooned zasluguja na miejsce w sercu Floydowego sceptyka ... a teraz zlozmy wyznanie wiary... Odpowiedz Link Zgłoś
an-nah Re: 07.05.02, 19:53 Gość portalu: x. robak napisał(a): > a teraz zlozmy wyznanie wiary... Wierzę!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ups Re: najlepszy utowor(y) PINK FLOYD IP: *.chello.pl 07.05.02, 21:37 "Przysluchuje" sie Waszej dyskusji zainicjowanej przez soso z zaintersowaniem, ale i z rozbawieniem. Nie mam nic przeciwko wyrazaniu wlasnego zdania, wrecz przeciwnie. Problem jednak zaczyna sie wowczas, gdy ktos nie umie tych swoich tez, czy wnioskow poprzec jakimis sensownymi, logicznymi argumentami. Kto nie lubi Pink Floydow, potrzebuje sie o nich na tym forum wypowiedziec, do tego w watku rozpoczetym przez ich milosnika - ma prawo. OK. SUPER. FAJNIE. Niech bedzie. Wyraza swoje zdanie, argumentuje je, daje przyklady, przedklada dowody. Ekstra. Moze sie z tego wywiazac autentycznie pouczajaca dyskusja. Ale soso... Oj, nie. Niestety. Przykro mi to mowic, ale nie mam juz zadnych watpliwosci: soso jest zwyklym dyletantem, ktory do tego wszystkiego stara sie zwrocic na siebie uwage. Znacie ludzi tego pokroju, prawda? Tym razem odstapie od swojej zasady wyjasniania, dlaczego tak mysle. Soso na to najnormalniej w swiecie nie zasluguje. Typowy maly piesek, ktory szczeka, ale kiedy przychodzi co do czego spieprza ile sil w nogach. Soso byc moze sobie jeszcze tutaj poszczeka, ale czy wielu z Was bedzie go sluchalo? Gdyby mowil cos do rzeczy, gdyby byl konsekwentny, gdyby byl inteligentny, gdyby posiadal jakas minimalnie glebsza wiedze, na temat, o ktorym sie wypowiada... No, to wtedy, a jakze, nadsawilbym ucha i chlonalbym, chlonal... Soso jednak po tych kilku swoich tekstach nie okazal sie ani logiczny, ani konsekwentny, ani inteligentny, ani madry. Przykro mi. P.S. Nie trzeba miec gruntownej wiedzy, by sie na tym forum wypowiadac o czymkolwiek. Niektorzy ludzie jednak, tak bardzo lubiacy wyzywac sie tutaj, rozladowywac swoje stresy, napiecie, neutralizujacy swoje frustracje, wykazujacy duza agresje slowna objawiajaca sie na przyklad malkontenctwem, lub nadmiernym nieproporcjonalnym krytycyzmem, powinni liczyc sie z tym, ze i ich w koncu moze spotkac cos podobnego, ze i oni w koncu stana sie ofiarami takiej slownej agresji. Oczywiscie soso moze teraz zatriumfowac i wytknac mi wlasnie to co wymienilem oraz dodac do tego chamstwo, ogolny brak kultury. Moj tekst nie jest jednak akcja, jeno reakcja i to mnie, choc troszeczke, tlumaczy. A co Ciebie tlumaczy, soso? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: soso panie ups IP: 195.41.66.* 08.05.02, 08:01 Co jak co ale pisze dosc szczegolowo o co mi biega, ktore utwory tak a ktore nie i dlaczego. Wiekszosc ludzi lapie o co mi chodzi wiec i jest dyskusja. Ups pisze jakies impertynencje ale zadnych konkretow. Kto i dlaczego zna sie lub nie na tym czy innym? Czy jezeli uwazam, ze gilmour jest przecietnym gitarzysta to sie nie znam bo jakbym napisal ze jest geniuszem to sie znam? Jakos nikt sie nie spiera, ze jest super. Wczoraj wieczorem nawet sluchalem tego 'Hej, you..' bo pamietalem, ze jest tam jakas monumentalna solowka. No i jest. Ale przy blizszym przjrzeniu sie wypada jeszcze gorzej niz myslalem. Szkoda, ze np. nie wzial tego w swoje male lapki Prince. Wtedy bylo by porownanie. Mozna rownie latwo napisac, kol. ups, ze jestes malym pieskiem, ktory szczeka na karawane, nie napisales nic na temat PF bo sie nie znasz, nie jestes inteligentny bo nie rozumiesz o czym rozmawiamy, itd, itp. Czy ma to sens? Czy jest to przyjemne? Rozmawiamy o muzyce kolego a nie o sobie. Nie interesuje nas kto co mowi ale o czym mowi. Zazdroscisz, ze ludzie odpowiadaja na to co pisze? Ty chyba masz problemy ze soba. Jestem duzo bardziej w muzyce i w temacie niz ci sie wydaje. Rozumiem doskonale to, o czym ludzie tu pisza, takze jak wyznaja, ze sie wruszaja, ze chodza im mrowki po plecach i maja dreszcza sluchajac PF. Ja dobrze wiem, o co im biega. Ale nie wiem o co tobie biega by wlezc tu z butami, obrazic i wyjsc. Naprawde tak jestes kiepski? Taki z ciebie facio? Napij sie lemoniady, ups. soso Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: soso do rem i x.robaka IP: 195.41.66.* 08.05.02, 08:41 Ciekwe oba posty i czytalem 2 razy by sie nie pomylic w odpowiedzi Rem: trudno polemizowac bo opowiedziales sie bardzo konkretnie i wypada tylko szanowac poglady choc mozna sie nie zgadzac. Ja mam inne na niektore tematy wiec napisze: - Franka Zappe uwielbiam ale nie za slowa Muzyka zas jest czasami doskonala, szczegolnie te bardziej akustyczne plytki - slowa w PF sa jakie sa i wlasciwie jak sie wyjmie teksty z piosenek to prawie zawsze sztampa u wszystkich wykonawcow, no moze Dylan jest ciekawszy, czy Cohen. Z yesem to bym nie przesadzal o tych potokach slow a na ich pierwszej plycie sa bardzo dobre, liryczne teksty, nawet moze oryginalne. No ale ja moze sie nie licze w tych opiniach jako 'yesowiec'. - Wakeman i jego Brahms niech bedzie, ze to przerywnik. Zreszta taka byla moda: patrz 'Clap' Steva Howa. Mi chodzi o cos innego. Wakeman lubil cos pokazac niezaleznie czy bylo w zgodzie z glowna linia czy nie. Jak go krotko trzymali lub byl zmeczony - muzyka yes zyskiwala. Jak ulegano jego ambicjom (a je mial) to struktura sie rwala. - Hendrix, Claptona czy Page - tu dotknelismy ciekawego tematu. Pewnie niektorzy pomysle, ze za wszelka cene chce byc oryginalny ale z tej trojki dwaj ostatni panowie nie sa dla mnie gitarowymi autorytetami. Page zawsze gral niedokladnie ale to mozna uznac za maniere i mozna wybaczac zgrabiale rece. Clapton zas to dla mnie niepojeta tajemnica skad sie bierze ta niewiarygodnie dobra opinia. Mamy trio z Brucem i Bakerem (Cream), mamy solowki goscinne, mamy plyty solo. No nie wiem, moze ten wczesny okres byl na tle innych calkiem efektowny ale dzisiaj pan Clapton nijak dla mnie nie jest specjalny choc z pewnascia gra swobodnie - patrz 'unplugged'. Hendrix zas sie nie zestarzal w tym sensie, ze wciaz wielu gra z jego maniera i jest to przyjemne dla ucha. Dla mnie najlepszy przyklad post-Hendrixowskiego nurtu to Prince. - The Beatles: och, tu sie narobilo. Wiesz, ten 'revolver' jako cezura byl takze dla mnie przez dlugi czas granica, no moze 'rubber soul'. Niewazne. Przez dlugi czas nawet nie mialem ich pierszych plyt! Ale dzisiaj mam coraz wiekszy szacunek do tych wczesnych plyt choc nadal nie przepadam za 'countrowymi' beatlesami w okolicy 1964. Mysle, ze to dobry temat na oddzielna dyskusje - o niepodniecaniu sie mowilem w sensie takim, ze nie powinnismy sie zabijac o to, czy PF jest najlepszy czy nie. Bo podniecanie sie muzyka sama w sobie jak najbardziej jest zrozumiale Ex_robak: Tu moglbym sie np. tylko zgodzic z Toba i by bylo za wszystko bo niejako takze zauwazasz, ze PF to nie takie oltarze. Jednak Twoje wybory nie sa tak calkiem moimi. Ja jednak mysle, ze Wall jest jedna z lepszych rzeczy PF. Podobnie kwestia budowania nastroju jest dyskusyjna. Jezeli robi sie to tak czesto przy pomocy 'odglosow zycia' to chyba cos tu szwankuje. Dla mnie jest to tani chwyt. Jakas niemoc, brak mozliwosci wyrazenia tego poprzez skupienie sie tylko na muzyce. Mam takie plytki z glosami natury - dzungla, ocean, pustynia, itp. To takze daje sie sluchac i generuje nastroje. Stad wole jak muzyka jest muzyka a nie ucieka do protez - moze pomagaja ale tez i cos psuja. pzdrw soso Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rem Re: do Soso IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.05.02, 13:04 Chialbym powiedziec cos na temat budowania nastroju poprzez "odglosy zycia".Otoz pamietam moje pierwsze spotkanie z Floydami.Mialem wtedy jakies 9- 10 lat i znalazlem wsrod kaset mojego ojca "Atom Heart Mother".To byly czasy ,kiedy funkcjonowaly wypozyczalenie plyt,gdzie mozna tez bylo nagrac sobie plyte na kasete (odtwarzacze CD w domach nie byly powszechne) i wlasnie stamtad przywedrowala ta kaseta.Dowiedzialem sie ,ze to jakas "absolutna klasyka rocka" ,ale ojciec nigdy nie puszczal tego przy mnie,a ja nie nie bylem zbyt zainteresowany (mialem wtedy swoje Queen i to mi starczalo).No ale w zyciu kazdego dziecka nadchodzi taki moment ,ze zaczyna sie interesowac rzeczami "dla doroslych".I tak dotarlem do tej kasety.I od razu doznalem szoku - po raz pierwszy spotkalem sie z utworem ponad 20-sto minutowym!Powiem szczerze ,ze za pierwszym razem nie dotrwalem do konca,jednak zainteresowala mnie jedna rzecz ,do ktorej wielkorotnie potem wracalem.Mianowicie poczatek utworu i te ODGLOSY.Motocykl,konie ,jakies krzyki....wydawalo mi sie ,ze utwor ten zwiazany jest z II wojna swiatowa (wrazenia dopelnial wspanialy, glowny motyw grany przez orkiestre).Podobnie bylo z "The Wall",gdzie w pierwszym utworze slychac spadajacy samolot.Byc moze wlasnie dlatego te wszystkie odglosy na plytach PF mi nie przeszkadzaja.Po prostu od nich zaczalem i podswiadomie kojaza sie z dziecinstwem?Moze patrzylbym na to inaczej ,gdybym zaszedl Floydow od innej ,calkowicie muzycznej strony....a tak nigdy nie bede sobie w stanie uswiadomic ,ze te odglosy to lipa ,ze tym panowie maskowali swoje braki?Zalezy jak na to spojrzec.Teraz traktuje to wszystko jako dodatek do muzyki,jako pewien srodek wyrazu podkreslajacy znaczenie slow.Taki byl ich pomysl na muzyke i mysle ,ze im sie udalo,choc wiele osob narzeka.... Zreszta chcialbym podkreslic - PF NIGDY nie bylo moim ukochanym zespolem.Owszem ,jednym z kilku,ale nie jedynym.Za duzo na tym swiecie pieknej muzyki ,aby skupiac sie tylko na kilku plytach.Ale na "marude" Watersa sie wybieram ,a jak ! Frank Zappa - tu wlasciwie jest roznie.To byl czlowiek wielu talentow,dzis oczywiscie zapomniany.Na przyklad teksty - ja je lubie!A szczegolnie "Joe's Garage".Gdzies czytalem wypowiedz jakiegos zdenerwowanego facecika ,ktory uwazal ,ze Zappa jest ochydnym szowinista ,powniewaz na jego plytach mozna znalezc teksty w stylu "she was sucking cock backstage".Moze i tak ,ale taka jest(byla) rzeczywistosc.Zappa nigdy nie przejmowal sie normami obyczajowymi i nawet ladne ,niemal komercyjne melodie "psul" sprosnymi tekstami.Powiem szczerze ,ze taki nonkomformizm mi odpowiada.Druga sprawa to jego gra na gitarze - chyba tylko ON wydal albumy zawierajace wylacznie sola gitarowe wyciete z nagran koncertowych.To powinno swiadczyc o jego geniuszu (nie to ,ze wydal ,ale to ,ze slucha sie tego z przyjemnoscia - ciekawe jakby wypadly w takim zestawieniu sola Claptona czy innych "bogow" gitary). I tu mam pytanie,choc moze wyjde na muzycznego nieuka - o jakiego Prince'a chodzi? Bo ja znam tylko jednego i baaaaaardzo go nie lubie. Z wczesnymi Beatlesami to jest taki problem,ze jak czlowiek wkopie sie w takie Yesy ,Wakemany,Emersony ,Genesisy czy wloski rock progresywny,to go WIEKSZOSC rzeczy prostych drazni.Oczywiscie ,moze po kilkunastu latach sluchania wydumanych suit cos "peka" i znajduje sie piekno w prostych melodiach,ale moj staz progrockowca nie jest na tyle dlugi.Aczkolwiek niektorych piosenek - Help,A hard days night dla przykladu - slucham z prawdziwa przyjemoscia.Podobnie jest z AC/DC,Stonesami czy czasem wczesnym Aerosmith (!!).Dla kazdego cos milego...... Jeszcze cos o Wakemanie - czy moglbys mi podac przyklady gdzie "(...) lubil cos pokazac niezaleznie czy bylo w zgodzie z glowna linia czy nie"?.Dla mnie Wakeman jest kims ,dzieki komu zauwazylem jak wazne sa rozmaite instrumenty klawiszowe i jak ich uzywac.Wczesniej akceptowalem jedynie organy,a rozne takie piszczace wynalazki zle mi sie kojazyly. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: soso Re: do Soso IP: 195.41.66.* 08.05.02, 13:55 Wlasnie lece na weekend - przedluzony - i nie mam czasu na rozwlekanie. Prince'a takze nie cierpialem do momentu jak nie zaczalem sluchac. Jest wielka rozbieznosc (dla mnie) miedzy jego image a muzyka. Ta ostatnia jest doskonala. A od czasu NewPowerGeneration wrecz nie do pominiecia. Facet oczywiscie nie ma glosu i to jest niezaprzeczalne. Natomiast reszta muzycznie jest kawalkiem tortu. Jak jeszcze ktos lubi podbarwienia jazzowe typu saksofon, trabka, jazzowa gitara to juz sie z nim nie rozstanie. Prince to firma sama w sobie, niepodrabialna i jedyna, jak David Bowie, Queen, The Beatles, Dylan i wiele innych. Taka poprzeczka wystawiona samemu sobie. Wiele plyt Princa ma marne recenzje i nawet po czesci to mozna rozumiec. Szczegolnie jak sie wydaje po kilka rocznie . Wiele plyt daje sie sluchac dopiero za 5 czy 10 razem. Ale jak juz sie zlapie bakcyla to wszystko co on gra jest do sluchania. Jezeli chcesz w to wejsc radze zaczac od lat 90 a nie od poczatkow typu Purple Rain. No i koniecznie trzeba sie z tym oswoic bo nie jest to podobne do niczego innego. Pierwsze zetkniecie moze zrazic. I jeszcze jedno, on przekornie wydawal plyty pod tytulem 'the best', ktore wcale nie sa skladankam. A warto tego sluchac bo sa naprawde 'the best'. pzdrw PS Reszta moze w poniedzialek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olek Re: najlepszy utowor(y) PINK FLOYD IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 09.05.02, 17:51 ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha jestescie zabawni Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lukasz Re: najlepszy utowor(y) PINK FLOYD IP: *.gwdg.de / *.rbw.stud.uni-goettingen.de 08.09.02, 22:45 Nie jestem obiektywny.Bardzo lubie Pink Floyd, wszystkie plyty i bardzo mi sie podoba ze podajecie bardzo rozne tytuly jako swoje ulubione Odpowiedz Link Zgłoś
vulture Re: najlepszy utowor(y) PINK FLOYD 08.09.02, 22:58 Może niekoniecznie najlepsze, ale moje ulubione: Great Gig In The Sky High Hopes Zresztą, z tym słowem "najlepsze" nie przesadzajmy... Odpowiedz Link Zgłoś
fnoll Several Species of Small Furry Animals... 09.09.02, 16:18 Gathered Together In A Cave And Grooving With A Pict jak dla mnie - drzwi przez ktore wszedlem do pinkflojdowego swiata Odpowiedz Link Zgłoś
stiria Re: najlepszy utowor(y) PINK FLOYD 02.01.03, 20:28 wszystko! (z maluskim wskazaniem na plytke "Wish you were here" Odpowiedz Link Zgłoś