Dodaj do ulubionych

Tiamat, Pain - Proxima

16.01.05, 16:40
No to pare słów o wrazeniach z tej imprezy - warszawski koncert odbyl sie
14/01 w piatek w Proximie. Na pierwszy support - polski Sacriversum się
spóżniłem, więc sie wypowiadał nie będę. Drugi support to nieznana mi
wczesniej szwedzka formacja Pain - nowoczesny metal z elementami industrial,
samplami, klawiszami itp. Muzka dobra tak akurat na rozgrzewkę, choc bardziej
interesujące były chyba doznania wizualne - na basie i gitarze pogrywały dwie
całkiem przyjemnie wygladające panny, co w połączeniu z ich skąpym ubiorem _
moshimgiem dawało miłe efekty. Publicznosci musiała sie tez podobac muzyka,
bo wychodzili nawet na bisy.
Po w sumie niedługiej przerwie na scenie pojawiła sie gwiaza wieczoru czyli
legenda gotyckiej sceny metalowej (albo jak kto woli metalowej sceny
gotyckiej) - Tiamat. Zagrali swietny koncert stanowiący przekrój od czasów
praktycznie najdawniejszych (Sleeping Beauty, In A Dream) przez materiał z
genialnego Wildhoney (Gaia, Whatever That Hurts) po kawałki z ostatnich,
zdecydowanie spokojniejszych płyt (Vote For Love, Cain, In Love With Myself,
Cold Seed). W sumie cięzko okreslic co aktualnie grają Szwedzi bo nie jest to
ani metal, ani gothic metal...Jest to chyba po prostu dosyc ciężka a przede
szystkim deperesyjno-melancholijna muzyka. Najlepszy dla mnie moment koncertu
to Whatever That Hurts (zreszta chyba dla znacznej częsci publiki też) -
jeden z najbardziej cięzkich a zarazem psychodelicznych numerów jakie znam.
Koncert zakonczył się wspolnym zagraniem z muzykami Pain Gai.
Do pozytywow trzeba takze zaliczyc akustyke - jak na Proxime muzyka była
naprawde swietnie slyszana co jak na te klub nie jest tradycja (moze to
zasługa technicznego ktory o ile nie pamiec nie myli byl kiedys w ekipie
obslugujacej Moonspella). Podsumowując - fajny koncert i mam nadzieje ze dvd
z rejestrowanego dzien wczesniej wystepu w Krakowie bedzie rownie udane.

ps. pozdrowienia dla Jaska666 - naprawde mnie zaskoczyles, ze po pierwsze się
wybrałeś a po drugie ze Ci sie podobało. Chyba się starzejesz hehe wink
Obserwuj wątek
    • humbak Re: Tiamat, Pain - Proxima 16.01.05, 17:15
      Takie pytanko człowiek na pół zapoznanego. A ze Skeleton.Skeletron coś było? Zwłaszcz myślę o For her Pleasuresmile
      • bebiak Re: Tiamat, Pain - Proxima 16.01.05, 17:30
        humbak napisał:

        > Takie pytanko człowiek na pół zapoznanego. A ze Skeleton.Skeletron coś było?
        >Zwłaszcz myślę o For her Pleasuresmile

        For her pleasure nie było, ale z tej płyty były takie kawałki:
        - Brighter than the sun;
        - As long as you are mine.

        Pzdr. B.
        • humbak Re: Tiamat, Pain - Proxima 16.01.05, 17:58
          Cienkuje. To też miłosmile Ten pierwszy przywodzi mocno na myśl Sisters of Mercysmile
          • bebiak Re: Tiamat, Pain - Proxima 16.01.05, 18:48
            Jeśli jesteś tym zainteresowany to tu masz zestaw wszystkich utworów z
            koncertu:

            Vote for Love
            Children of the Underworld
            Cajn
            To have and have not
            Brighter than the Sun
            Whatever that Hurts
            I am in Love with myself
            In a Dream
            Wings of Heaven
            Cold Seed
            Clovenhoof
            As Long as You are Mine
            Sleeping Beauty
            Gaja

            Pzdr. B.
            • humbak Re: Tiamat, Pain - Proxima 16.01.05, 18:59
              Dziękismile Pozdrawiam
          • Gość: AgentCooper Re: Tiamat, Pain - Proxima IP: *.orasoft.net.pl 16.01.05, 21:05
            co do Brighter Than The Sun tez zawsze miałem identyczne skojarzenie. Normalnie
            to 100% Eldritcha.
            • humbak Re: Tiamat, Pain - Proxima 16.01.05, 21:41
              Nawet ładnie im to wyszło. Naśladownictwo takie, że niemal jak kowersmile
    • jasiek666 moje 666 groszy: 17.01.05, 15:42
      SACRIVERSUM

      Zespoły wykonujące tzw. metal gotycki można z grubsza rzecz biorąc podzielić na
      bardzo ch..ovve, średnio ch..ovve i po prostu ch..ovve. Okazuje się jednak, ze
      poziom ch..ovvości jaki obecnie prezentuje zespół Sacriversum jest do tego
      stopnia bezkresny, nieogarniony i niezmierzony, ze ansambl ów całkowicie
      wymyka się powyższym kwalifikacjom. To co dane mi było przez prawie 45 minut
      występu Sacriversum zobaczyć, obejrzeć i wysłuchać powodowało, że co chwila
      przecierałem oczy ze zdumienia i wypytywałem kumpli czy oni aby na pewno widzą
      to samo co ja. Bo jak można do kurvvy nędzy zatrudnić w roli wokalistki panią
      tak kompletnie nieskażoną choćby odrobiną wokalnych umiejętności ? Tak
      żenującego popisu fałszów, pokrzykiwań i przejmującego wręcz grozą wycia nie
      słyszałem chyba nigdy w zyciu. Jeszcze do niedawna wydawało mi się, ze
      wokalistka zasadniczo jest w zespole po to, aby śpiewać. Piątkowy koncert
      pokazał jednak, ze niekoniecznie – zdaniem Rema i spólki z Sacriversum do
      głównych zadań wokalistki należy rytmiczne wymachiwanie cyckami, kołysanie
      biodrami i wyginanie się w strone publiki w różne ciekawe pozy.
      Tak, ja wiem ze Sacriversum to legenda polskiej sceny, zespół kultowy, etc,
      etc. Niestety z całej kultowości pozostały jedynie falujace cycki wokalistki i
      bełkotliwe przemowy Rema w strone publiki, o tym jak to on nam dziękuje ze
      przyszliśmy i ze w ogóle jest super i zajebiście.
      Dno.

      PAIN

      Pain to jak wiadomo uboczny, metalowo - industrialny projekt pana Petera
      Tatgtrena z Hypocrisy, w którym zajmuje się on zarówno grą na wszelkich
      instrumentach, programowaniem syntezatorów jak i wokalami. Ale ponieważ pan
      Tatgtren najwyraźniej doszedł do wniosku ze na koncertach Pain cokolwiek głupio
      wyglądałby stojąc sobie tak sam na scenie, to sprowadził ze sobą dwie cycate
      panie, których zadaniem było wdzięczenie się do publiki, uśmiechanie się głupio
      oraz udawanie, że grają na gitarach. Trwało to wszystko może ze 45 minut,
      podczas których usłyszeliśmy niemal identyczny we wszystkich utworach
      jednostajny rytm perkusji (zaciął się albo automat perkusyjny albo taśma z
      playbackiem) oraz całkiem udaną próbę spie..nia Beatlesowskiego Eleanor
      Rigby.
      Sorry Peter, ale w ogóle szkoda gadać. Jak kiedyś przyjedziesz z Hypocrisy to
      się zobaczy.

      TIAMAT

      Ponieważ liczba psów jakie powiesiłem na tym forum na zespole Tiamat
      pozwalałaby już Animalsom na wytoczenie procesu o znęcanie się nad zwierzętami
      dzisiaj będzie nieco inaczej. Dlaczego ? Bo prawda jest taka, ze Tiamat dał
      naprawdę świetny koncert. Bo czy koncert zwieńczony tak wspaniałym, potężnym i
      energetycznym wykonaniem "Gai" może być kiepski ? Czy koncert w czasie którego
      odegrano potężne "In a dream", ciężkie jak diabli "Whatever that hurts" i
      absolutny koncertowy killer czyli "the Sleeping beauty" mógł nie zachwycić ? Po
      prostu, bez względu na to, jak słabiutkich płyt by ten zespół obecnie nie
      nagrywał, ma on w swoim repertuarze takie kawałki, które uratują każdy, nawet
      najsłabszy set. I nie chodzi tu tylko o wspomniane kompozycje z
      czasów "Clouds" i "Wildhoney", ale również o tak doskonale sprawdzające się na
      koncertach utwory jak "Brighter than the sun", "As long as you are
      mine", "Cold seed" czy "I am in love with myself". Nie zepsuje tego nawet
      równoczesna obecność usypiających badziewii z ostatniej płyty, banalnych
      piosenek w stylu "Vote for love" czy przynudzania spod znaku "Wings of heaven".
      Szkoda jedynie ze panowie ograniczyli się tylko do jednego utworu na bis
      (po "the sleeping beauty" zespół zszedł ze sceny, ze niby to już koniec i amen,
      ale – nie z nami takie numery, Edlund, u nas jeszcze trzeba zabisować) i że
      zespół w ogóle nie nawiązał do czasów "the Astral sleep". Ale i tak byłem pod
      wrażeniem. Nie na tyle oczywiście żebym nagle zapałał miłością do nowego
      oblicza tiamat, zaczął podziwiać ich rozwój muzyczny, otwartośc, dojrzałość
      oraz śmiałe i odważne eksperymenty muzyczne, dzięki którym wreszcie mogą
      nagrywać dwuakordowe kompozycje ciągnące się po 10 minut. Po prostu w
      przeciwieństwie do np. Anathemy Tiamat jest zespołem, który na koncertach cały
      czas daje z siebie wszystko, a przynajmniej bardzo wiele.
      • Gość: martin_fischer Re: moje 666 groszy: IP: *.bphpbk.pl 17.01.05, 16:56
        cool review!
        • spiral_architect Re: moje 666 groszy: 17.01.05, 17:39
          Najlepszy koncert ma jakim bylem to Tiamat AD 1995 w poznanskiej Arenie,
          wlasnie po nagraniu genialnej pod kazdym wzgledem "Wildhoney". Nieprawdopodone
          wrazenia.

          Gwoli scislosci i terminologii: nie mieszlabym Tiamat do gothic metalu.
          Wlasciwie zupelnie nie.
          • Gość: new! Re: moje 666 groszy: IP: *.chello.pl 17.01.05, 22:17
            a ja na koncercie nie byłem. widziałem panów na ostatniej metalmanii kiedy to
            promowali dzieło pt "Prey" i średnio im to wychodziło. ciekawym co promowali
            tym razem - chyba że ominęła mnie jakaś superprodukcja.
    • ulryk Re: Tiamat, Pain - Proxima 17.01.05, 23:09
      Koledzy warszawiacy,pewnie byście się wkurzyli gdybym Wam napisał,że we
      Wrocławiu Tiamat zagrał same stare kawałki?smileAle cóż,prawda jest taka ze
      kolejność była chyba taka sama jak tutaj wyżej wymieniona.Coś jednak jest w tej
      kapeli,że nie mogę jej nie lubić.Chociaż ostatniego albumu jeszcze nie
      wysłuchałem.To muza rzeczywiscie dla wiernych fanów,tłumu raczej nie było.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka